Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie jest równoznaczne z "dla mnie Montoya 4, a Keita 6.2(5)". Tylko naprawdę rzeczowe komentarze będą brane pod uwagę.
Oceniający: Challenger, Blazeq.
Pinto – 5 – Pocieszny w swej niefrasobliwości drugi bramkarz Barcelony znów kilkakrotnie dostarczył nam niepotrzebnych emocji. Dość częste były momenty, gdy nie wiedział co zrobić z piłką, zdarzało mu się za długo przetrzymać ją przy podbiegającym rywalu. Kończyło się to panicznymi wybiciami w aut i darmowym oddaniem piłki rywalom – ci jednak nie potrafili zrobić z nią tego wieczora wiele sensownego. Pomiędzy słupkami Pinto jest jednak kompletnie innym człowiekiem i świetna parada z pierwszej połowy była tego najlepszym potwierdzeniem. Taką podwójną osobowość Pinto w meczu z Athletic Club wyceniamy „piątkę”.
Montoya – 6 – Miał swoje momenty, ale szału z tego (wiele) nie było. Po części dlatego, że wyraźnie ciążąca mu na barkach stawka odbierała wiele skuteczności z jego poczynań ofensywnych. Do sytuacji, które miał Montoya, najpierw było trzeba dojść – to wychodziło mu świetnie i to na różne sposoby (rajdy prawą flanką z własnej połowy, szybka gra z pierwszej piłki z partnerami, świetne wychodzenie „w tempo” do piłek z głębi pola). Niestety, bardzo często na koniec takich obiecujących akcji wychowanek Barçy zagoniony do rogu boiska oddawał rywalom piłkę za darmo lub tracił ją niedokładnym zagraniem w pole karne. Wyjątkami było kilka inteligentnych i kąśliwych zagrań po ziemi – i tu wnioski dla siebie powinni wyciągnąć ci gracze Blaugrany, którzy lubią czasem zagrać podniebną piłę do nikogo. Wracając do Montoi i piątkowego finału, starań ani potencjału odmówić mu nie sposób, reszta przyjdzie z doświadczeniem, lecz z uznaniem dla młodego obrońcy i jego talentu odnotowujemy fakt, że drużyna grała z nim dokładnie tak samo, jakby na boisku przebywał pewien Brazylijczyk... Poprawnie w obronie, w pierwszej groźniejszej kontrze Athletic skutecznym wybiciem powstrzymał potencjalnie groźny ciąg dalszy. Martin nie miał może wielu interwencji w defensywie (pięć odbiorów), ale też nie miał do nich wielu okazji. Udany mecz, a nota wypracowana uczciwie i bez żadnej taryfy ulgowej za „wiek czy urok osobisty”. Z niecierpliwością czekamy na dalszy rozwój tego piłkarza.
Mascherano – 8 – Podczas gdy Piqué był płucami defensywy, Javier był jej sercem. Nie odstawiał nogi, udanie powstrzymywał kontrataki Basków i generalnie był wszędzie tam, gdzie powinien być środkowy obrońca. Coraz lepsza gra piłką pomaga szybciej korzystać drużynie z jego skutecznej gry pod własnym polem karnym i tylko szkoda, że próba zaskoczenia Iraizoza strzałem z połowy boiska tym razem się nie udała.
Piqué – 7 – Kilka pomniejszych wpadek i dużo szczęścia, gdy za ewidentne ciągnięcie za koszulkę Llorente sędzia nie przyznał karnego (a mógł) i czerwonej kartki (jako ostatniemu obrońcy). Pomijając te „życzliwości”, przejdźmy do pozytywów występu Piqué – a tych nie brakowało! Świetne, głęboko penetrujące wyjścia z piłką na połowę Basków, z których każde było udane i zaskakujące dla rywala. Do tego pełna koncentracja i duża skuteczność (12 odbiorów) w grze na własnej połowie. Bardzo dobry występ, którego nie musimy dodatkowo lukrować ciągnięciem oceny na siłę do „ósemki”.
Adriano – 7 – Podczas gdy Montoya regularnie kursował nam po ekranie, będąc w przekroju całego meczu graczem widocznym, lecz nie zawsze skutecznym, to Adriano był widoczny... rzadziej, ale skuteczniej. Jego akcje notorycznie sprawiały kłopoty Baskom, a jedno z pierwszych „śmignięć” skrzydłem po zgraniu Alexisa mogłoby zaowocować asystą miesiąca, gdyby ktoś skorzystał z zagrania Brazylijczyka. Do tego w obronie harował za dwóch (dziewięć odbiorów). Świetnie spełnił swoje zadanie i widać, że coraz lepiej czuje się w systemie Barçy. Oby dało to więcej efektów w kolejnym sezonie.
Iniesta – 9 (ZM*) – Podczas gdy Xavi „tylko” świetnie rozgrywał piłkę, Andrés wnosił do gry drużyny wartość dodaną, dawał jej to „coś”, co utrudniało grę rywalom i ułatwiało poczynania jego kolegów. Co ważne, mimo bardzo efektownej i nawet trochę ryzykanckiej gry – piłkę tracił bardzo rzadko (czterokrotnie), a ponadto był aktywny w destrukcji (cztery odbiory). Kilka pokazów dryblingu „totalnego”, znakomita gra podaniami i piękna, cudowna asysta do Messiego. Patrzyło się na niego z przyjemnością, gdy tylko zyskiwał piłkę pod nogą. W naszych oczach – wygrywa walkę o tytuł zawodnika meczu z Pedro… o włos.
Busquets – 7 – Występ solidny, o czym świadczy chociażby liczba siedmiu odbiorów i... nic więcej. Rzadko miał co robić, bo Athletic nie był zainteresowany przejęciem dominacji w środku pola. Do tego parę nadprogramowych strat (cztery). Mecz w wykonaniu Sergio bez historii, ale wynik najlepiej świadczy o tym, że nie zawiódł i wywiązał się ze swoich obowiązków na tyle dobrze, by koledzy nie miała z silnymi fizycznie rywalami większych problemów.
Xavi – 7 – Bardzo dobrze dyktował tempo gry zespołu w pierwszej połowie, posyłając kilka świetnych piłek. Oddał trzy strzały na bramkę, z których dwa były celne, a przy jednym był o milimetry od zdobycia bramki. Mniej widoczny po przerwie, zanotował kilka strat, ale swą grą miał istotny wpływ na wynik.
Alexis Sánchez – 6 – Znów zapracował na miano Wielkiego Pracusia i znów nie udało mu się zdobyć swojej bramki w eksponowanym meczu. Często oddawał piłkę kolegom (najczęściej Leo), gdy mógł pokusić się o bardziej indywidualne zagranie prowadzące przynajmniej do szansy na bramkę. Okazji z gry miał jak na lekarstwo i nie zdołał wykorzystać żadnej z nich. Może Tito będzie potrafił obudzić w Chilijczyku goleadora, który niewątpliwie drzemie w nim od pierwszego dnia na Camp Nou, lecz do tej pory budził się nadzwyczaj rzadko. Zbyt rzadko.
Messi – 7 – Bliski gola w drugiej minucie po typowym dla siebie zejściu z prawej nogi na lewą do środka, lecz co nie udało się w tamtej akcji – udało się kwadrans później. Gdy drużyna objęła bezpieczne prowadzenie, nie forsował tempa, lecz z rzadka zaszczycał ją swoim wkładem. Kilka ładnych pojedynczych zagrań i altruistyczne zachowanie względem Cesca na sam koniec meczu, lecz nie było tego wszystkiego ani wiele, ani groźnie. Niezależnie od tego, jeden z architektów kolejnego wielkiego sukcesu drużyny.
Pedro – 9 – Wrócił Don Pedro, „Poskramiacz Finałów”! Podobnie jak dawniej w Superpucharach czy finałach Klubowych Mistrzostw Świata, skrzydłowy Barçy „wygrał” kolegom mecz. Ten pojedynek pokazał zresztą, czego brakowało FC Barcelonie w przekroju całego sezonu – takiego talentu do „zbierania” bezpańskich piłek w polu karnym rywala i jego obrębie nie ma żaden inny napastnik Blaugrany, z Messim na czele. Dobra forma i skuteczność Pedro dają realną przewagę Barçy, gdy wszelkie inne metody dążenia do bramek nie zdają rezultatu, w optymistycznych okolicznościach dając zespołowi trofea. W piątek mieliśmy na to najlepszy dowód.
Rezerwowi:
Keita – 6 – W imię hasła „przezorny zawsze ubezpieczony” Pep wpuścił na ostatnie 20 minut malijskiego pomocnika dla uspokojenia gry. Keita wywiązał się z tego zadania bez zarzutu, dopełniając starań, by Baskowie nie zrealizowali nawet myśli o „golu honorowym”
Fàbregas – 4 – Występ słaby, bezpłciowy i nieskuteczny (vide „złota” sytuacja od Leo na koniec meczu). Bardzo dobrze, że nie zagrał od pierwszych minut. Latem czeka go wiele pracy.
Thiago – bez oceny – Pięć minut to trochę za mało, by pokusić się o ocenę.
Komentarze (63)