Pod względem fizycznym Leo Messi nie czuje się najlepiej. Argentyńczyk od początku sezonu zmaga się bólem mięśnia przywodziciela - w każdym z dotychczasowych meczów odczuwał dyskomfort.
Leo podjął leczenie, które miało złagodzić ból, ale nie dało ono rezultatów. W ostatnich spotkanim spotkaniu z Valencią dało się zauważyć, że na twarzy Argentyńczyka pojawiał się grymas bólu.
W poniedziałek Messi udał się na zgrupowanie kadry narodowej (dziś zagra przeciwko Paragwajowi), a wcześniej spotkał się jeszcze z klubowym fizjoterapeutą. Teraz kontynuuje proces leczenia pod okiem reprezentacyjnych lekarzy, którzy już w zeszłym sezonie musieli zająć się piłkarzem z powodu podobnych problemów. Wówczas Leo wrócił do Barcelony w dużo lepszej formie fizycznej, dlatego teraz cel jest podobny. Nie będzie to jednak łatwe, bowiem w ciągu pięciu dni Messi zagra w dwóch eliminacyjnych meczach w barwach Argentyny.
To właśnie ból mięśnia przywodziciela sprawił, że dyspozycja Messiego nie jest najwyższa. Argentyńczyk zdobył co prawda już sześć bramek, ale jego udział w akcjach ofensywnych jest mniejszy niż zazwyczaj. W Pampelunie dwukrotnie trafił do siatki, ale przez cały mecz był prawie niewidoczny. Realowi strzelił dwa gole, lecz oba ze stałych fragmentów gry. W minioną niedzielę, z Valencią, wiele razy próbował zgubić kilku rywali, jednak był mniej dynamiczny niż zazwyczaj.
FC Barcelona nie poinformowała o całej sytuacji, bo oficjalnie Leo nie jest kontuzjowany - pisze Marca. Ból jest uciążliwy, ale z medycznego punktu widzenia nie kwalifikuje się jako kontuzja. Mimo tego dyskomfortu, Tito Vilanova konsekwentnie wystawia Messiego w każdym spotkaniu. On i Valdés są jednymi piłkarzami Barçy, którzy w tym sezonie spędzili na boisku każdą minutę.
Komentarze (44)