Serdeczni wrogowie

Eoren

7 marca 2013, 18:05

El Pais

20 komentarzy

Felieton Ramona Besy, publicysty dziennika El País.

Choć Rosell swoim wystąpieniom próbuje nadać ton stricte instytucjonalny, przyjmując jednocześnie postawę defensywną, to decyzja, którą przekazał na poniedziałkowej konferencji była klarowna: trenerem Barçy jest i będzie Tito Vilanova, zaś pod jego nieobecność drużyną kieruje Jordi Roura. Nie pozostawiono najmniejszego marginesu wątpliwości na rozpatrywanie innych, stale pojawiających się pomysłów rozwiązania aktualnej sytuacji, takich jak zwrócenie się o pomoc do Carlesa Rexacha. Opcja z "Charlym" może wydać się interesująca, niekiedy słuchając wypowiedzi Roury można odnieść wrażenie, że słyszy się Rexacha. Sporna czy też dyskusyjna, decyzja Rosella wygłoszona została z taką mocą i perswazją, że całe barcelonismo przyjęło ją bez cienia dalszych wątpliwości, jako coś zupełnie naturalnego.

Rozsądne wydawało się również, iż prezydent ogłosił podjęcie przez zarząd działań prawnych by dowiedzieć się, kto i z jakiego powodu, szpiegował w klubie. Wiadomym jest, że każdy zarząd umieszcza swoich zaufanych ludzi na stanowiskach wymagających bardziej delikatnego podejścia, zwłaszcza tych, które związane są z przepływem informacji.

Wyjaśnienia Rosella dotyczące trybuny Grada d'Animació i poręczeń sądowych, okazały się z kolei kwestiami wywołującymi ogromne kontrowersje. Ukazuje to prawdziwe oblicze zarządzania klubem, trudności, jakie sprawia prowadzenie tak wielkiej instytucji. Jest to jednocześnie dowód na potrzebę rzetelnej i profesjonalnej postawy ze strony prasy, której zadaniem powinna być swoista kontrola działań zarządu. Ràdio Barcelona donosi, że klub oferował wejściówki dla radykalnych kibiców w bardzo niskich cenach, z kolei Catalunya Ràdio podaje, iż wiceprezydent, Jordi Cardoner, potwierdził, że Rosell prowadząc kampanię wyborczą podpisał porozumienia z grupami radykalnych kibiców, wśród których znaleźli się także Boixos Nois. Członkowie zarządu negowali wcześniej informację, która teraz została potwierdzona. Przyznano jednak, iż prowadzono interesy z kibicami bez zgody ze strony katalońskiej policji "Mossos d'Esquadra".

Jest jeszcze więcej niepotwierdzonych podejrzeń, które mogą się okazać fałszywe. Nie udowodniono, czy kandydatura Rosella miała związek z wotum nieufności wobec Laporty złożonym przez Oriola Giralta. Nie wiadomo także, czy aktualny zarząd ma cokolwiek wspólnego ze sprawą Vicença Pla, któremu Trybunał Najwyższy przyznał ostatnio rację każąc wypłacić poręczenia Laporcie i siedmiu byłym członkom jego zarządu. W każdym razie Rosell ma rację irytując się z powodu publikacji niepotwierdzonych informacji, takich jak te powyżej.

Aktualny prezydent nie jest w stanie zaprzeczyć aktywnemu popieraniu Giralta w 2008 roku. Nie może również zanegować faktu, że Pla został zaproszony na zebranie socios, które odbyło się w 2011 roku i miało na celu podjęcie decyzji o rozpoczęciu działań w kierunku pociągnięcia Laporty do odpowiedzialności. Równie dziwne wydaje się zachowanie Pla oraz zarządu, którzy próbują przenieść odpowiedzialność na egzekutorów wyroku, kiedy ten jest już nieodwracalny. W tym momencie nikt nie wie jak zakończy się cała sprawa z poręczeniami.

Choć zarząd i Stowarzyszenie Obrony Praw Socios Barçy - organizacja założona przez Pla - nie mają ze sobą nic wspólnego, to ich interesy są zbieżne. Jedni i drudzy podjęli się prowadzenia walki z Laportą, uzgodniwszy wcześniej ze stronnictwami popierającymi Núñeza, że kwestie związane z zarządem prowadzonym przez Gasparta nie zostaną wymiecione spod dywanu. Problemem nie są tu same działania, w pełni legalne i uzasadnione, ale cynizm z jakim ich podjęcie tłumaczy zarząd Sandro Rosella. Freixa zapewnia, że grupy radykalnych kibiców nie wróciły na stadion z powodu poparcia wyborczego, jakiego udzieliły Rosellowi, tylko z powodu chęci zapewnienia zawodnikom odpowiedniego dopingu oraz w ramach wspierania integracji młodych „bardzo miłych" ludzi. Co ciekawe, integrację tę wspierają tylko niektóre stronnictwa, takie jak zwolennicy Casausa, odrzucają ją z kolei sektory bardziej krytyczne, jak na przykład środowisko Cruyffa.

I tu właśnie pojawia się problem Sandro Rosella. Mimo że to on teraz jest u sterów, czuje się zobligowany, by nie działać w ten sam sposób, co jego przeciwnik. Pragnienie zemsty jest niebezpieczne, ponieważ grozi ryzykiem pogłębienia instytucjonalnego rozerwania klubu. Barça jest dziś ofiarą nienawiści, jaką darzą się wzajemnie Rosell, Laporta i Ferran Soriano, dawni przyjaciele z zarządu w 2003 roku. Trzej nieprzejednani wrogowie o nieskończenie wielkich ego. Teraz rządzi Rosell i z tego powodu nie musi już uciekać się do ukrywania swoich zamierzeń ani konspiracji, jakiej wymagały od niego próby usunięcia Laporty ze stanowiska. Laporta także nie musi już postępować tak ostrożnie, jak wcześniej Rosell. Jednocześnie żaden z nich nie może zapomnieć o Soriano. Sytuacja jest tak delikatna, że nie zadowala nawet Núñeza, który powziął rewanż na Laporcie za wotum nieufności z 1998 roku. Od tamtego czasu aktualne podziały w klubie jedynie się pogłębiały. Dziś, przypadkiem lub też nie, stało się tak, że Núñez i Rosell dzielą w klubie zarówno wspólnych wrogów, jak i przyjaciół.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (20)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze