Víctor Valdés był jednym z najlepszych piłkarzy swojego zespołu we wczorajszym spotkaniu z PSG. Bramkarz gości miał jednak pecha, który dał o sobie znać w postaci dwóch goli dla paryżan.
Chociaż dwukrotnie wyciągał wczoraj piłkę z siatki, Valdés wczorajszy mecz może zaliczyć do udanych. To już trzeci świetny mecz w jego wykonaniu w stolicy Francji. Pierwszy miał miejsce w finale Ligi Mistrzów w 2006 roku, gdy bramkarz Barcelony był koszmarem Thierry’ego Henry. Kolejny wielkie spotkanie Víctora w Paryżu to mecz sprzed tygodnia, gdzie jego doskonała dyspozycja pozwoliła reprezentacji Hiszpanii zdobyć trzy ważne punkty.
31-letni bramkarz mógł wyciągać piłkę z siatki już po pięciu minutach gry, jednak z pomocą przyszedł mu Sergio Busquets, który w ostatniej chwili wybił futbolówkę spod nóg Lavezziego. Dziesięć minut później Valdés – na raty – obronił bardzo mocne uderzenie Javiera Pastore zza pola karnego.
Chwilę po tej akcji bramkarz Barçy z najwyższym trudem wybił na rzut rożny piłkę po bombie Ibrahimovicia z rzutu wolnego, który miał miejsce tuż przed szesnastką.
Jeśli chodzi o drugą połowę, mnóstwo pracy miał Valdés zwłaszcza w ostatnich 20 minutach meczu. Najpierw pewnie złapał piłkę po strzale Maxwella z ostrego kąta, a później kapitalnie zatrzymał Zlatana Ibrahimovicia, który w doskonałej sytuacji nie był w stanie pokonać bramkarza Barçy.
Przy obu akcjach bramkowych Valdés nie miał nic do powiedzenia. Pierwszy gol Ibry to mocny strzał z kilku metrów w sam róg, zaś bramka Matuidiego to szczęśliwy strzał, po którym piłka odbiła się od Bartry, kompletnie myląc będącego już na ziemi bramkarza.
Komentarze (120)