Puyol: Nie poddaję się

Ola

3 lipca 2013, 23:40

Mundo Deportivo

115 komentarzy

Carles Puyol nie składa broni. Niczym dzielny pięściarz, któremu zadano serię ciężkich ciosów, twierdzi, że jest w stanie się podnieść. W wywiadzie udzielonym Mundo Deportivo mówił o nękających go kontuzjach i nie tylko. Kapitan poruszył wiele ciekawych tematów dotyczących klubu. Zapraszamy do lektury!

Mundo Deportivo: Niedawno przeszedłeś czwartą operację prawego kolana. Sezon był dla ciebie bardzo ciężki. Masz 35 lat. Dlaczego tego nie rzucisz?
Carles Puyol: Bo to nie jest odpowiedni moment. Nie kończę kariery. Chociaż wiele wycierpiałem, mam wciąż nadzieję i ochotę. Z drugim kolanem męczyłem się przez osiem miesięcy, źle to przeszedłem, a teraz jest w świetnym stanie. Człowieku, jeśli w nadchodzącym sezonie nie będę zdrowy i przydarzy mi się coś podobnego, rozważę to, ale właśnie teraz czuję, że chcę wypełnić mój kontrakt i, jeśli będę mógł, przedłużyć go.

Jak się czujesz fizycznie?
Krok po kroku wracam do zdrowia, ale robię duże postępy. Ta operacja nie jest taka jak inne. Okres po zabiegu jest bardziej bolesny, ale powrót do sprawności szybszy. Jak tylko się wszystko zabliźni, już będę mógł trenować intensywnie.

Kiedy będziesz mógł grać?
Moim zamiarem jest trenować od pierwszego dnia presezonu, chociaż być może na początku nie będę tego robił z grupą.

Dlaczego nie operował cię doktor Cugat?
Bardzo ufam Ramonowi, ale ten przypadek był inny. Nie mam z nim żadnych problemów. Utrzymujemy dobre relacje.

Jak się czujesz po konferencji prasowej, w której wziąłeś udział pod koniec sezonu? Wyzwolony?
Tak naprawdę, to tak. Mówiło się wiele rzeczy, a tylko ja wiem, co się wydarzyło i co wycierpiałem podczas tego sezonu. Powinienem był dużo wcześniej sprostować nieprawdziwe informacje. Bolało mnie, że poddano w wątpliwość moje przywiązanie do klubu, ponieważ nigdy nie podejmowałem decyzji najpierw myśląc o sobie, a dopiero potem o grupie. Ale cóż, to mi pozwoliło poznać rodzaj postawy dziennikarskiej prezentowanej przez niektórych.

Powiedziałeś więcej rzeczy podczas półgodzinnej konferencji prasowej niż przez dziesięć lat...
Mówiłem za te dziesięć wcześniejszych lat i za te dziesięć kolejnych (śmiech).

Tak poważnie, to nie uważasz, że rzadkie wypowiadanie się lub rzucanie frazesami ci zaszkodziło?
W tym przypadku to oczywiste, że byłoby lepiej, ale moim priorytetem był powrót do zdrowia. Poza tym, Tito wracał z Nowego Jorku, uznałem, że to też jest ważniejsze niż dementowanie tego, o czym się mówiło. W każdym razie, to niesamowite, że są ludzie, którzy pisali, iż zoperowałem się, by kogoś zezłościć. To oczywiste, że oni nigdy nie przebywali na sali operacyjnej...

Ale, abstrahując od operacji, wypowiadasz się bardzo rzadko...
Dużo lepiej się czuję „przemawiając" na boisku niż w wywiadach. To prawda, że milczenie i niedementowanie tego, co się mówiło, nie było odpowiednie. Przede wszystkim we współczesnym świecie informacji, gdzie jest wiele nadinterpretacji, powstają bezpodstawne wiadomości.

Tak późne wyjaśnienie sprawy było twoim wyborem czy departamentu komunikacji klubu?
Ja jestem odpowiedzialny i zawsze dawano mi wolność podejmowania decyzhi. Doradzili mi jedynie, abym wyszedł, ponieważ to, co miałem do powiedzenia, to po prostu prawda.

Powstało wrażenie, że robi się wielką tajemnicę z operacji...
Ja nigdy nie prosiłem, by ukrywano operację. Jedyne, co zrobiłem, to przesunąłem komunikat o cztery godziny.

Dlaczego?
Po prostu żeby mieć spokój. Dlaczego miałbym ukrywać coś, co zostałoby upublicznione podczas konferencji prasowej lekarzy? Mówiło się o tajnej operacji, a tam nie było nic tajnego. Jedyne, o co poprosiłem, to kilka godzin spokoju przed wejściem na salę operacyjną, bo gdybym to ogłosił wcześniej, mój telefon nie przestawałby dzwonić.

A gdybyś wyłączył telefon?
Ja chciałem rozmawiać z moją matką i bliskimi przyjaciółmi, naprawdę. Jedynie poprosiłem, by poczekać cztery godziny. Wiem, że atakowano Sergiego Noguerasa i José Manuela Lázaro [osoby odpowiedzialne za komunikację w klubie - przyp. red.] i nie spodobało mi się to, bo są wielkimi profesjonalistami, zaś w tym przypadku odpowiedzialność leżała po mojej stronie.

Klub zawsze był poinformowany?
Ja zawsze trzymałem się Barcelony. Niewielu ludzi o tym wiedziało, bo aby coś zachować w jakiejś drużynie piłkarskiej, nie mogą o tym wiedzieć wszyscy, tylko ci najważniejsi.

Co cię najbardziej bolało, kiedy milczałeś?
Bawiły mnie informacje o tym, że podpisałem kontrakt z Milanem, ponieważ to było bardzo dalekie od prawdy. Nigdy nie myślałem o tym, aby odejść i gdyby wiedzieli jak było, nie napisaliby takiej informacji. Bardziej bolało mnie to, że rzekomo nie poinformowałem klubu, że zoperowałem się za plecami drużyny. Takie kłamstwa bolą.

Chociaż byłeś kontuzjowany, czy jako kapitan nie powinieneś się pojawić w trudnych momentach? Na przykład po porażce z Bayernem?
Nie byłem poza drużyną, uczestniczyłem we wszystkich spotkaniach, śledziłem mecze. Jeśli wydarzyłoby się coś bardzo poważnego, wypowiedziałbym się, ale odpadnięcie w półfinale Ligi Mistrzów należy do rzeczy całkiem normalnych.

To, co nie było normalne w tym dwumeczu, to rezultat końcowy 0:7...
Bayern zasłużył na awans i mówienie, że nie, to byłoby okłamywanie samych siebie. Rozmawianie o arbitrach byłoby szukaniem wymówki, ale gdybyśmy osiągnęli lepszy wynik w pierwszym meczu... Odrobić 0:4 było prawie niemożliwe.

A ty nie byłeś zdolny do gry... To prawda, że powiedzieli ci, że wrócisz za cztery tygodnie?
Powiedzieli tak przed operacją. To miał być krótki zabieg, usunięcie ciała wolnego i już. Maksymalnie pół godziny. Ale tak nie było. Kolano przez pół roku cierpiało i nie dało się tego tak zrobić. Po sześciu tygodniach trochę chodziłem i się zaogniło. Kiedy masz dużo płynu w kolanie, nie możesz unieść mięśnia czworogłowego, bo płyn to uniemożliwia i tracisz napięcie mięśniowe.

Mógłbyś udzielać lekcji medycyny sportowej...
Niestety, mogłoby być ich wiele. Znam ten temat aż za dobrze po tylu kontuzjach mięśni nóg, całego kolana...

Ile razy najbliżsi mówili ci: „oszczędzaj się, masz już swoje lata"?
To zależy od osoby. W dniu, w którym przestanę grać i trenować, nie będę sobą. Wolę wytrzymać rok dając z siebie wszystko, niż cztery lata oszczędzając się.

Ale co ci daje strzelanie jak szalony na boisku Benfiki, mając dwubramkowe prowadzenie (aluzja do meczu, w którym Puyol doznał kontuzji ręki - przyp. red.)?
Oglądałem ten skok i problem w tym, że kiedy skaczę i widzę, że nie dosięgnę, to się rozluźniam.

Mówisz mi, że to problem odprężenia?
Cóż, tak. Kiedy idziesz pewnie, spadasz przygotowany. Taki skok wykonywałem setki razy, również na treningach. To mój charakter.

Jaki był najgorszy moment minionego sezonu?
Niemoc jest najgorsza. Ciało wolne w kolanie jest jak kamień w bucie, nie możesz tego kontrolować. Tracisz wiarę w to, co robisz, a ja muszę być w formie fizycznej, aby przynosić korzyść drużynie. Kiedy widzisz, że chcesz, a nie możesz, to cię wkurza i czujesz niemoc.

Czułeś wsparcie ludzi?
Kibice zawsze mnie wspierają na ulicy. Czuję to zawsze.

Czego od siebie oczekujesz w nadchodzącym sezonie?
Że będę mógł pomóc drużynie i będę się czuł dobrze fizycznie. Na poziomie zespołowym, tego co zawsze: walczyć o wszystkie tytuły i jeśli będzie to możliwe, zdobyć je.

Nadchodzi czas pożegnania z reprezentacją?
Mam zamiar teraz wyleczyć kolano i w przyszłym sezonie zobaczymy. Zawsze podejmę najlepszą decyzję dla Barcelony. Mam dobre relacje z del Bosque, nie podejmę ostatecznej decyzji, ani niczego nie powiem dopóki nie porozmawiam z Misterem.

Rozmawiałeś o tym z Tito?
Tak, jasne. Mam z nim bardzo dobre relacje. Więcej rozmawiałem z Tito niż z moimi wszystkimi pozostałymi trenerami w karierze. Wszyscy chcemy grać, a piłkarz to egoista. Jednak Tito zawsze był ze mną szczery i jeśli podaje ci swoje powody, nie możesz robić problemów. Nigdy mnie nie okłamał.

A jeśli drużyna wygra jakieś trofeum, co zrobisz podczas następnego przejazdu? Żałujesz tego, co zrobiłeś?
Tak, oczywiście. Nie było to zbyt właściwie. To były chwile euforii, trochę nieumiarkowanej. Świętowaliśmy nie tylko ligę, ale również z Ceskiem i Gerim to, że pomogli mi nie tracić nadziei w gorszych momentach. Nie mówię tego też po to, żeby się biczować. A jeśli będzie kolejny przejazd, będę to świętował... w inny sposób.

Wiesz już, co będziesz robił, kiedy porzucisz piłkę nożną, za pięć lat?
Jest coś, co przykuwa moją uwagę. Ramon Sostres, mój agent, i Iván de la Peña, świetny przyjaciel, się zjednoczyli i chciałbym w przyszłości dołączyć do nich, aby dobrze doradzać zawodnikom, szczególnie tym najmłodszym.

Barça wygrała ligę zdobywając sto punktów, a niekórzy odnoszą wrażenie, że powinna zmienić wiele rzeczy.
To niesprawiedliwe. Barça zagrała bardzo dobry sezon. Wygraliśmy ligę! Ja przez wiele lat jej nie mogłem wygrać, niczego nie wygrywałem. Statystyki są spektakularne.

Sęk w tym, że w bezpośrednich pojedynkach z wielkimi klubami, można było odnieść wrażenie słabości: z Bayernem, PSG, Realem...
Trzeba przeanalizować, jak podeszliśmy do spotkań z tymi drużynami, zużycie, jakie jest w tej drużynie, to, co wygrała przez te pięć lat i to, czego nie wygrała, wkład w reprezentacje narodowe... To wszystko ma wpływ, a jeśli dodamy do tego kontuzje w najważniejszych momentach, to jest ciężko. Grając z Leo, który nie do końca wyleczony i tak potrafił wygrać mecz...

Zależność od Messiego nie była szkodliwa?
Był Messi, ale mieliśmy kontuzje w obronie, w pomocy... Leo był bardzo ważny w tym roku, jak zawsze. Jaka drużyna nie tęskniłaby za takim zawodnikiem? To tak, jakbyś z Realu zabrał Cristiano. Barça ma bardzo dobrych piłkarzy, ale Leo daje nam pewność. Gdy wiesz, że tam jest, wszystko się zmienia.

A teraz przyjdzie Neymar. Wreszcie.
Trzeba zobaczyć, jak się zaadaptuje, ale dla mnie to bardzo dobrze. Niewielu jest takich piłkarzy. Z tego, co mówi, przychodzi z wielkimi chęciami i bardzo zadowolony. Kryłem go, analizowałem, grałem przeciwko niemu i to inny piłkarz. Pomoże nam.

Jaka jest jego największa zaleta?
Gra jeden na jednego. Podchodzi i jeśli dasz mu się obrócić, masz problem. Drużyna tego potrzebuje, szczególnie teraz, kiedy rywale zamykają się z tyłu. Nie ma wielu zawodników, którzy mogą wyrządzić krzywdę statycznie i w biegu. Nie mając dużo miejsca, drybling jest kluczowy. Poza tym, Neymar jest skuteczny. Bardzo kompletny piłkarz.

Rozumiesz to, że niektórzy upatrują problemów w tym, że Messi i Neymar zagrają razem?
Takie są interpretacje i tego nie możemy kontrolować. To są wspaniali zawodnicy. Leo to dobry człowiek, a Neymar, z tego co pytaliśmy tych, którzy go znają, też. Jest bardzo młody, ale kiedy mówi, wydaje się być rozsądny. Wie, dokąd przychodzi i twardo stąpa po ziemi.

Cruyff mówi, że dwóch kapitanów na jednym statku to za dużo...
W ostatnich czasach mieliśmy Złote Piłki, kilku zawodników wśród pięciu najlepszych na świecie, w najlepszych jedenastkach... Nie będzie problemu. Przeciwnie, Neymar sprawi, że będziemy lepsi, bo jeśli otaczasz się najlepszymi, sam się rozwijasz jako piłkarz.

Na jaką opinię zasługuje pożegnanie Abidala? Zabrakło wrażliwości?
Kiedy był chory, klub traktował Abidala wspaniale. Żaden kontuzjowany zawodnik nie może się skarżyć, ani teraz, ani w przeszłości. Gdy wyzdrowiał, to decyzja należy już do zarządu, Zubiego, sztabu szkoleniowego. On chce wciąż grać i my wszyscy byśmy chcieli, żeby został, ale ostatecznie to jest zespół piłkarski i trzeba poszukać rozwiązania. Temat jest delikatny.

Szatnia poczuła się zraniona?
Zawsze, kiedy odchodzi lubiany zawodnik, odchodzi przyjaciel, bo jesteśmy rodziną. Obyśmy wszyscy mogli zostać na zawsze, ale niestety futbol taki nie jest.

Valdés poinformował cię, że nie przedłuży kontraktu?
Zawsze rozmawiamy i komentujemy rzeczy, które dotyczą nas, szatni, ale nie znaliśmy jego planów. To była sprawa podobna do mojej. Wyjaśnił to i już. Poinformował klub o wszystkim, bo tym, że ma półtora roku na znalezienie innego bramkarza, a jego intencją jest zmienić otoczenie. To nie oznacza, że zawiódł klub.

Co jest lepsze dla zespołu, żeby Valdés został na rok czy kupno nowego bramkarza?
To temat dla zarządu i klubu. Człowieku, jeśli zostanie, będziemy mieć jednego z najlepszych bramkarzy na świecie, albo nawet i najlepszego, jeszcze przez rok. To by było dla mnie dobrą wiadomością.

W tym roku, jak zawsze, mówi się o transferze stopera. Jak to oceniasz?
Jeśli klub sądzi, że trzeba kogoś kupić, to oceniam to dobrze, to pozycja, z którą mieliśmy wiele problemów ze względu na kontuzje.

Gdyby były pieniądze, kupiono by Thiago Silvę. Jest najlepszy?
Mówienie z nazwiska, który stoper byłby najlepszy dla Barçy jest bardzo trudne, nie odważę się tego zrobić. Na pewno Thiago Silva jest jednym z najlepszych na świecie. Ma warunki, nie potrzebuje adaptacji.

Dlaczego tak trudno jest być stoperem Barçy?
Jesteś prawie przez cały czas na przeciwnej połowie boiska i widzisz wiele niezabezpieczonych metrów za plecami. Wiesz, że w jednej chwili rywal może stanąć naprzeciwko bramkarza. To jest trudniejsze. Bieganie do obrony jest tak ważne, jak bieganie do przodu. Potem trzeba jeszcze zgrać ze sobą linie...

Mathieu, Agger, Iñigo Martínez. Przy kim obstajesz?
Wszyscy mają jakość. Inną sprawą jest gra tutaj. Przychodzili bardzo dobrzy stoperzy i się nie zaadaptowali z rożnych przyczyn. Nigdy nie wiadomo. Tak jest z obrońcami, bramkarzami, z wszystkimi pozycjami. Barça jest zawsze trochę bardziej skomplikowana. Poza tym, jest duża presja w mediach i na stadionie. To część tego uroku.

A Bartra? Kupno nowego stopera może nie odbić się na tobie, tylko na młodym wychowanku...
Jest bardzo młody i ma warunki, jestem o tym przekonany. Musisz być cierpliwy i wiedzieć, że twoja chwila może nadejść. Kiedy ja zaczynałem, też kupowali wielu zawodników. Bartra zna styl i filozofie, a to jest przewaga. Młodzi muszą gryźć trawę.

Mówi się, że Tito nie ufa wychowankom...
Nie mam pojęcia. Dorastał w la Masii, jest w pierwszej drużynie od sześciu lat i nie wydaje się, by nie stawiał na wychowanków...

Co byś zrobił, gdybyś był Thiago?
Podoba mi się i mam nadzieję, że nie odejdzie. Nie wiem, co będzie. To spektakularny zawodnik, czeka go wielka przyszłość. Przed nim są światowej sławy cracki, ale on też nim będzie, jeśli będzie cierpliwy. Xavi też musiał się wykazać cierpliwością. Jest dla nas ważny

Jesteś dobrym przyjacielem Cesca, dlaczego ma takie wahania formy?
Tak naprawdę to nie wiem i też się o to pytam. Dla mnie to zawodnik bardzo kompletny i przywiązany. Może jego sposób gry jest bardziej anarchiczny - gdy ma bardziej nieokreśloną pozycję na boisku, to wpływa na niego ujemnie. Do ludzi, którzy mówią, że nie biega: jeśli spojrzysz na jego statystyki, a teraz możemy sprawdzić wszystko, to zobaczysz, że jest jednym z najwięcej biegających. Dla mnie to niesprawiedliwe.

Porozmawiajmy o Tito Vilanovie. Jakie są twoje relacje z nim? Powiadomiłeś go o operacji?
Nie powiadomiłem i teraz też bym tego nie zrobił. Z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na jego chorobę i pobyt w Nowym Jorku. A po drugie, to lekarze zawsze informują trenerów i takie było postępowanie przy wszystkich moich wcześniejszych operacjach.

Zawodnicy do tego stopnia wzięli sprawy w swoje ręce, że powstała szkodliwa samowolka, o której się mówiło?
To jest spektakularna grupa. Łatwo się ją prowadzi. Niewiele jest takich drużyn. Tito to nasz lider, a potem Jordi Roura zrobił wyjątkową, bardzo trudną robotę. Decyzja zarządu była odpowiednia, by utrzymać rzeczy takie, jak były.

Więc nie rządzą piłkarze? Nie decydują o ustawieniu?
Zawodnicy nie rządzą. Kategorycznie nie. Piłkarze mają prawo mieć swoje zdanie, ale to trener zawsze rządzi. Tito ma duży charakter, chociaż niektórym tak się nie wydaje i zawsze jest szczery, co jest bardzo ważne. Podejmuje swoje decyzje. Gdybyśmy to my rządzili, zawsze graliby ci najbardziej doświadczeni, a tak nie jest.

Jak się teraz czuje Tito Vilanova?
Na szczęście jest zdrowy i ma więcej sił niż kiedykolwiek. Ma ochotę, by kontynuować projekt.

Mówiono o premii dla drużyny za zdobycie stu punktów... Dostaliście ją?
To kłamstwo. O premiach zawsze rozmawiam ja. Powiedziano mi, że wyszło to do prasy, ale to nieprawda. Mamy swoje motywacje do zdobywania tytułów i to wystarczy.

Ale ktoś z drużyny prosił o premie?
Z tego co wiem, to nie, a jestem kapitanem. Jesteśmy świadomi, jaka jest sytuacja i jesteśmy konsekwentni. Nawet na myśl mi nie przyszło, żeby prosić o premię za sto punktów w lidze, ale nie będziesz codziennie wychodził i dementował wszystko, o czym się mówi.

Mówi się również, że Messi za bardzo rządzi, że decyduje, kto będzie grał obok niego...
W ogóle tego nie rozumiem. To nieprawda. Wyolbrzymiono jego dyskusję z Villą. Przykuwanie do tego uwagi jest absurdem. Mogliby to samo powiedzieć o moich dyskusjach z Piqué. W każdym meczu dyskutujemy. Zapytajcie go, a jest dla mnie jak brat, lecz gdy jesteś na boisku, rywalizujesz. Znają to ci, co grali w piłkę, ale niestety są ludzie, którzy szukają dziwnych rzeczy. W rzeczywistości mecz się kończy, przytulacie się i już.

A propos Piqué, co sądzisz o szpiegowaniu go przez klub?
Wydaje mi się to czymś poważnym. Nie rozumiem tego. Poza tym, nie trzeba z nikim podpisywać umowy, żeby się dowiedzieć, czy piłkarz wychodzi nocą. Barcelona jest bardzo mała.

W raportach pisze się, że był śledzony, kontrolowano jego karty kredytowe. Co byś zrobił na jego miejscu?
Ja bym to zgłosił do sądu osobiście i doprowadził do końca.

Barça to normalny klub?
To klub piłkarski z wieloma rzeczami wokół niego. Jest wielką organizacją, najlepszym klubem na świecie. Ale są sprawy, o których mówiłeś wcześniej, przychodzi Neymar, masz Leo i zamiast coś tworzyć, już się boimy. Że się nie zrozumieją, że nie wiem co...

Rozmawiałeś z Messim na temat podatków?
Tak. Rozmawiałem z Leo. Jest spokojny.

Jak znosisz ten szum po tylu latach? Śledzenie, podatki, za trzy lata znów rozpocznie się kampania wyborcza...
Już wiemy, jak to wygląda. Trzymamy się z boku. Ja się przyzwyczaiłem przez lata. Szum jest duży na początku, ale potem się przyzwyczajasz. Trzeba skupić się na futbolu.

Jak się zapatrujesz na przyszły sezon? Real, Chelsea, Bayern, Manchester... Konkurencja rośnie...
W Hiszpanii jest dwóch faworytów, ale w Europie jest za każdym razem trudniej. Ta drużyna jest skora do rywalizacji i ma ciągłą ochotę, by się poprawiać.

Bez Mourinho będzie lepiej?
Ani lepiej, ani gorzej. Mourinho ma swój styl bycia i na swój sposób sprawił, że więcej się mówiło o tej lidze, dzięki show, jakiemu tworzył wokół siebie.

Nie niszczy za bardzo atmosfery?
To oczywiste, że popełnił błąd z Tito, ale pozostałe jego deklaracje mają wpływ na tych, którzy biorą je na poważnie. Ja się skupiam na swoich sprawach. Mourinho szuka starć i kłótni. Jeśli chcesz wojny, to odpowiadasz, a jeśli nie, to zachowuj spokój.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (115)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze