FCBarca.com: Przyjazd FC Barcelony do Gdańska to wielkie wydarzenie nie tylko dla kibiców Barçy. Co wydarzenie tego kalibru oznacza dla - nie bójmy się górnolotnych słów - całej polskiej piłki?
Michał Szadkowski, "Gazeta Wyborcza" i Sport.pl: Na polską piłkę ten mecz w żaden sposób nie wpłynie. Przyjazd mistrzów Hiszpanii do Gdańska pokazuje tylko, że Barcelona chce być klubem globalnym, dba o kibica w każdym zakątku świata. W ostatnich latach przygotowywała się do sezonu w Norwegii, Chorwacji i Niemczech, miała tournée w Azji i Ameryce Północnej.
Rok temu, na Euro 2012 piłkarze, trenerzy, działacze zobaczyli ładne stadiony i ośrodki treningowe. To też mogło zachęcić wielkie kluby do wizyty w Polsce. W tym roku były to Lyon i Barcelona, w przyszłym mogą przyjechać kolejne.
Można też w wizycie „Dumy Katalonii" w Gdańsku dostrzec dowartościowanie polskich kibiców? Barça jest jednym z najpopularniejszych klubów z zagranicy w naszym kraju. To kolejne docenienie Polski jako perspektywicznego rynku marketingowego dla katalońskiego klubu po powstaniu szkółki FCB Escola, przykład „efektu EURO" czy coś jeszcze innego?
- U nas mieszka blisko 40 milionów ludzi. Jesteśmy dużym europejskim krajem - prędzej czy później taki przyjazd musiał się zdarzyć. Z jednej strony jest to jakiś sposób docenienia kibiców Barçy w Polsce, ale nie jest też tak, że jesteśmy dla klubu szczególnie wyjątkowi. Polska to po prostu kolejny rynek, na którym zależy Barcelonie.
Nawet jeśli Neymar z jakichkolwiek powodów w ostatniej chwili jednak nie wyszedłby na boisku, „atrakcji" w składzie „Dumy Katalonii" nie zabraknie. Song, reprezentant Brazylii Adriano Correia, fundament kadry Chile, Alexis Sánchez; Montoya - rewelacja ostatnich ME U-21, showman i dobry duch szatni José Manuel Pinto, rewelacja zeszłego sezonu, czyli Cristian Tello plus najświeższe produkty La Masíi jak Sergi Roberto, Samper, Dongou i Juan Roman. Gdy dodamy do tego Messiego, określenie „Barça przybywa drugim składem" staje się wręcz krzywdzące dla wszystkich wymienionych graczy. Chyba będzie ciekawie?
- Latem lubię oglądać turnieje juniorskie. Widziałem mistrzostwa Europy U-21, mundial U-20, teraz śledzę mistrzostwa Europy U-19. Bez przerwy jesteśmy bombardowani informacjami o wybitnie utalentowanych nastolatkach z całego świata. Na juniorskich turniejach można sprawdzić, co naprawdę prezentują.
Kibice na meczu w Gdańsku kilku piłkarzy też zobaczą po raz pierwszy, będą mogli sprawdzić, czy faktycznie są tak dobrzy, jak o nich mówią. Na przykład, czy zachwyty nad Jeanem Marie Dongou - królem strzelców ubiegłorocznej NextGen Series - są uzasadnione.
PR'owa kurtuazja kurtuazją, ale życie życiem. Jakie szanse mają dziś gospodarze?
- Nie patrzyłbym na ten mecz z perspektywy tego, czy Lechia ma jakieś szanse, czy nie. To tylko sparing. Gospodarze są już w trakcie sezonu, dla Barcelony to trzecie spotkanie w okresie przygotowawczym. Nie wyobrażam sobie, żeby trener Michał Probierz przy ustalaniu składu nie myślał o tym, że jego drużyna za sześć dni gra z Jagiellonią w ekstraklasie.
Lechia dorobiła się w składzie kilku bardzo ciekawych graczy. Bieniuk, Pazio, Deleu, Frankowski i Daisuke Matsui, 31-krotny reprezentant Japonii zapowiadający się nie tylko na marketingową trampolinę dla klubu, ale też istotne wzmocnienie składu. Na co stać ekipę trenera Probierza w nadchodzącym sezonie?
- Takich graczy jak Matsui - oczywiście zakładając, że będzie grał tak, jak w tych dwóch kolejkach - mamy już w lidze kilku. Nawet zakładając, że Japończyk będzie najlepszym graczem Ekstraklasy, to Lechia ma niewielkie szanse na ligowe podium. Według mnie mistrzostwo mogą zdobyć tylko Legia albo Lech.
Kreowanie Sergiego Roberto na naturalnego następcę Thiago Alcântary przez włodarzy i trenerów katalońskiego klubu w oficjalnych wypowiedziach wydaje się trochę sztuczne. Roberto zachwycał już w barwach I zespołu, ale brak doświadczenia i ogrania na najwyższym poziomie, póki co każą go raczej traktować jako uzupełnienie składu. Co pan sądzi o kandydaturze Andera Herrery?
- Od wielu lat wiadomo, że bardzo trudno jest być trenerem Realu Madryt, czy reprezentacji Anglii. Jeśli chodzi o dyrektorów sportowych to żaden nie ma trudniejszej pracy niż w Barcelonie.
Jeśli spojrzymy na transfery z ostatnich lat - i nie mówię tylko o okresie ozdobionym trofeami, ale i o wcześniejszym, kiedy nie było zbyt kolorowo, to sprowadzenie piłkarza do Barçy jest niezwykle trudnym zadaniem. Pamiętacie Geovanniego, Fábio Rochembacka i Alfonso Péreza?
Obrona jeszcze przyjmuje „obcych", graczy wychowanych poza La Masíą, natomiast mechanizm ofensywny Barcelony z zasady takich ludzi odrzuca. Wyjątków od tej tezy nie ma wiele.
Herrera teoretycznie tak, bo jest Hiszpanem. Ale David Villa też wydawał się być świetnym kandydatem... W ustawieniu 4-3-3, czyli wśród trzech pomocników, i trzech napastników, ilu sprowadzonych piłkarzy się sprawdziło? Yaya Touré był trafionym transferem, ale jak Sergio Busquets zaczął grać regularnie, to musiał odejść (i został gwiazdą Premier League).
Transfer z zewnątrz może się przydać, bo nie można założyć, że jakiś chłopak wyciągnięty ze szkółki - typu Sergi Roberto - od razu wejdzie do pierwszej jedenastki.
Tello czy Cuenca - odkładając na bok ich obecne notowania w klubie, kto prezentuje wyższą jakość?
- Deulofeu! Bezapelacyjnie. Oglądałem go na kilku turniejach juniorskich. Na pierwszym ME był zawodnikiem, który jak dostawał piłkę albo ją odbierał - biegł przed siebie, nie patrzył się, nie podawał. Grał jak jeździec bez głowy. Najbardziej zależało mu na okiwaniu jak największej liczby rywali.
Na tegorocznych mistrzostwach świata U-20 było widać, że dojrzał i zrozumiał, iż futbol nie polega tylko na dryblowaniu. Gdy patrzę, jak radzą sobie w Anglii Hiszpanie, to myślę, że Everton mógł dokonać świetnego wypożyczenia. Jeżeli Deulofeu się sprawdzi w Premier League, może być doskonałym kandydatem do pierwszego składu Barcelony. Lepszym niż Tello i Cuenca.
Czy pana zdaniem Mascherano to naturalny kandydat do podstawowego duetu stoperów na przyszły sezon?
- Byłoby źle dla Barcelony, gdyby dalej była zmuszona stawiać tylko na niego. Mascherano nigdy nie był obrońcą, przestawienie go defensywy to pomysł Guardioli, który co prawda się sprawdził, ale ubiegły sezon pokazał, że to za mało.
Trzeba założyć, że Puyol nie jest już w stanie zagrać 40 meczów w sezonie. Serca, czy zaangażowania nikt mu nie odmówi, ale nie można już na nim opierać zespołu. Powinien funkcjonować podobnie, jak przez ostatnie lata kariery Ledley King w Tottenhamie. Anglik grał mecz, a potem przez cały tydzień się regenerował i praktycznie nie trenował. Wydaje mi się, że zadaniem Puyola powinno być przygotowywanie się na konkretne spotkania, typu El Clásico, czy mecze fazy pucharowej Ligi Mistrzów.
Víctora Valdésa nie będzie w Gdańsku, ale jego osoba i przyszłość w klubie niezmiennie wywołuje od stycznia wielkie emocje w środowisku sympatyków Barçy. Czy mimo jego pozostania na kolejny sezon spodziewa się pan zakupu nowego golkipera w tym okienku transferowym?
- Znów możemy przypomnieć historię Barcelony. Po odejściu Andoniego Zubizarrety klub przez dziewięć lat starał się wstawić między słupki kogoś dorównującego mu klasą. Zanim wstawił Valdésa, sprowadził siedmiu bramkarzy, przetestował też dwóch wychowanków. Wymiana pierwszego golkipera to bardzo trudna operacja, co pokazują problemy Manchesteru United po odejściu Petera Schmeichela i Edwina van der Sara. Ale plusem Barçy jest to, że ona nie musi robić tego natychmiast. Mając aż półtora roku, można spokojnie wybrać następcę Valdésa.
Neymar i Messi - duet potencjalnie wspaniały. Co z tego wyjdzie?
- Gdyby brać na poważnie, to, co piszą katalońskie gazety i mówią eksperci, okazałoby się, że drugim najważniejszym piłkarzem Barcelony jest już Neymar. Przed nim ma być tylko Messi. To nieprawda... Przed Neymarem będą tak ważni dla zespołu ludzie jak Xavi, jak Iniesta, jak Piqué. I teraz pytanie: czy on dostosuje się do grupy? Jeżeli się nie dostosuje, to nic z tego nie będzie.
Natomiast, jeśli zaakceptuje, że gra Barçy nie będzie się kręciła tylko wokół niego, to stworzy z Messim duet ... galaktyczny. Już na Pucharze Konfederacji widzieliśmy, że Brazylijczyk ma wszystko, by grać w Barcelonie i odnieść w niej sukces. Tylko od niego zależy, czy wykorzysta szansę.
Wywiad z redaktorem Michałem Szadkowskim przeprowadzili challenger i Żwirek.
Komentarze (28)