Tito Vilanova miał pewien plan na przyszłość, który, pomimo jego nieobecności, może już niedługo wejść w życie. Były trener Barcelony w lecie 2012 roku rozważał sprowadzenie typowego środkowego napastnika. Silny i wysoki niczym taran miałby stanowić alternatywę w momencie, kiedy rywalowi udałoby się zniwelować tzw. fałszywą „dziewiątkę".
Ostatecznie jednak uznał, że nie można sprowadzić prestiżowego zawodnika tylko jako opcję, i to nietanią, na wybrane momenty sezonu. Właśnie dlatego np. transfer Fernando Llorente nigdy nie doszedł do skutku, chociaż piłkarz był pożądany.
W Barcelonie zdawano sobie jednak sprawę, że nie można dopuścić do tego, co swojego czasu zrobił Real Madryt, a mianowicie pozbyć się dwóch typowych „dziewiątek" wychowanych w canterze, tak jak miało to miejsce w przypadku Soldado i Negredo. Trenerzy wraz z dyrekcją sportową cierpliwie pracowali nad rozwojem idei „Planu B" opierającego się na napastniku z „domu".
Gerardo Martino, pytany o potrzebę silnego, środkowego napastnika w składzie, zawsze odpowiada, że jest zadowolony z piłkarzy, którymi dysponuje. Nie odrzuca jednak możliwości transferów w zimowym okienku. Nie kłamie, ale nie wyznaje też całej prawdy. Tego, że zgodził się na zrealizowanie planu Tito.
Jednocześnie Eusebio Sacristán już od dwóch sezonów powołuje trzy typowe „dziewiątki" do składu Barçy B: Jean Marie Dongou, Sandro Ramíreza i Tonnyego Sanabrię. Wszyscy trzej są jeszcze w wieku juvenil. Z kolei Jorge Pautasso, asystent Taty, cały czas śledzi ich poczynania z trybun Mini Estadi.
Dongou, 18-latek z Kamerunu, wyszedł w podstawowym składzie na trzy spotkania, które ma już za sobą w tym sezonie Barça B. Mający 1,76 m wzrostu wyróżnia się przyśpieszeniem na krótkich odcinkach i dużą zwinnością.
Po tym jak w sierpniu został powołany na mecz swojej reprezentacji na mecz z klubem z Qataru (został gwiazdą spotkania z trzema golami i asystą) już w najbliższą niedziele będzie miał szansę zadebiutować w oficjalnym meczu przeciwko Libii w ramach kwalifikacji do mistrzostw świata 2014, który odbędzie się w Yaoundé.
Jednocześnie stanie przed szansą spełnienia marzenia gry u boku Eto'o, którego fundacja pomogła mu trafić do Barcelony. Między debiutem w drużynie rezerw w sezonie 2011/12, gdy miał tylko 16 lat, a grą w reprezentacji narodowej, proces dojrzewania tego zawodnika nabrał prędkości.
W minionym preseoznie zdobył już kilka goli w meczach z pierwszą drużyną, czym niewątpliwie zaimponował Tacie. W październiku 2012 roku MD już pisało o tym, że to właśnie ten młody napastnik stanowi podstawę „Planu B z domu" dla Barcelony.
Kameruńczykowi depcze po piętach inny młody zawodnik, Sandro Ramírez. Urodzony w 1995 roku 18-latek jest podobnej postury (1,75 m wzrostu). Pochodzącemu z Gran Canarii piłkarzowi w zeszłym sezonie pokrzyżowała plany poważna kontuzja kolana, jednak zdążył wyleczyć się na Mistrzostwa Europy do lat 19 z reprezentacją Hiszpanii.
Jego zaletami są szybkość na krótkich dystansach i mocny strzał. Rozegrał trzy mecze w z Barçą B, zawsze wchodząc z ławki rezerwowych, zmieniając wyżej wspomnianego Dongou. Ważny zawodnik w drużynie Eusebio.
Kolejną rewelacją jest Tony Sanabria. Siedemnastoletni Paragwajczyk już stał się podstawowym zawodnikiem swojej reprezentacji odkąd zadebiutował w zeszłym miesiącu w meczu przeciwko Niemcom. Będzie rywalem Messiego w nadchodzącym spotkaniu Paragwaj - Argentyna, który odbędzie się w najbliższy wtorek. To dopiero jego drugi rok w drużynie juvenil, jednak już dwa razy znalazł się na ławce rezerwowych w meczach przeciwko Lugo i Saragossie. Ma 180 metrów wzrostu, a jego największą zaletą jest prosta i szybka mechanika strzału obiema nogami, co stanowi jeden z poważniejszych braków w pierwszej drużynie.
Napastnicy "z domu" pukają do drzwi Barcelony
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (113)