Przed nami 22. kolejka Primera División. Tym razem z trójki faworytów to FC Barcelona zagra jako pierwsza i jest wręcz zobligowana do zwycięstwa. Na Camp Nou przyjeżdża Valencia, której bliżej w tej chwili do strefy spadkowej niż do miejsca premiowanego występem w europejskich pucharach.
Na przedmeczowej konferencji prasowej Gerardo Martino powiedział, że limit błędów został już wyczerpany i jest w tym dużo racji. Po dwóch niedawnych remisach wspóliderów Real Madryt odrobił niemal całą punktową stratę i w tej chwili każda wpadka może oznaczać utratę pierwszej pozycji w tabeli. Trudno przypuszczać, by Barcelona straciła w sobotę punkty na Camp Nou (w tym sezonie wygrała u siebie wszystkie ligowe mecze), ale przed nami jeszcze wiele trudnych spotkań. Teraz należy skupić się jednak na Valencii, po której potędze pozostały już tylko wspomnienia.
Najnowsza historia pojedynków tych drużyn na Camp Nou przemawia zdecydowanie za Barçą. Po raz ostatni Katalończycy przegrali u siebie z Nietoperzami ponad 10 lat temu - w październiku 2003 roku, a ostatni remis zanotowali trzy lata później. Od tamtej pory Barcelona zwyciężała z nimi w każdym domowym ligowym spotkaniu, w niektórych pojedynkach tłukąc swoich rywali okrutnie, strzelając im nawet sześć goli (w maju 2008 roku). Mecze na Mestalla to już zupełnie inna historia (tam Valencia radziła sobie dużo lepiej), ale ten sobotni odbędzie się przecież na Camp Nou. A na wyjazdach walencka drużyna gra w tym sezonie fatalnie - zdobyła tylko osiem punktów.
Dla Barçy będzie to trzecie domowe spotkanie z rzędu. Jaki skład wystawi Gerardo Martino? Najsilniejszy możliwy, co oznacza, że ktoś „z nazwiskiem" usiądzie na ławce. Wydaje się, że tym razem odpocznie Fàbregas, który w jedenastu ostatnich meczach dziesięciokrotnie grał od pierwszej minuty. Pewni występu w pomocy mogą być Busquets i Xavi (z Levante odpoczywali), a w ataku Messi. W wyjściowej jedenastce ponownie zobaczymy również Piqué i Mascherano. Nawet bez Neymara skład będzie więc bardzo mocny. Czy Valencia ma jakieś argumenty, aby przeciwstawić się takiej sile?
W kadrze Nietoperzy próżno szukać znanych nazwisk na miarę Davida Villi, Davida Silvy czy Juana Maty, którzy jeszcze niedawno stanowili o sile tej drużyny. Po postrachu faworytów, za jaki uchodziła Valencia, pozostała ligowa przeciętność (10 miejsce), ujemny bilans bramkowy i niepewna przyszłość. Do składu dołączył co prawda Seydou Keita, ale nie został powołany na sobotni mecz. Tymczasem proces sprzedaży klubowych akcji przeciąga się. Od dawna wiadomo, że propozycję złożył miliarder z Singapuru Peter Lim, choć podobno nie było z jego strony żadnej oficjalnej oferty. Dług Valencii wynosi dziś 300 milionów, chociaż nie jest nimi obciążony klub, ale Fundacja Valencia CF. Wierzycielem jest bank Bankia i to właśnie jego szefowie podejmą decyzję o tym, komu i za ile sprzedadzą klub, gdyż dług Fundacji już dawno się przeterminował.
W pierwszej rundzie, 1 września 2013 roku, po hat-tricku Messiego Barça prowadziła na Mestalla już 3:0, ale tuż przed przerwą straciła dwie bramki i miała nerwową drugą połowę. Wtedy udało się jednak wywalczyć trzy punkty, choć patrząc na grę zespołu Juana Antonio Pizziego, raczej nie był to wielki wyczyn. Miejmy nadzieję, że w sobotę o zwycięstwo nie będziemy musieli drżeć do ostatniej minuty.
Komentarze (212)