Grenada, jedno z najlepszych miejsc do życia w Hiszpanii. Może i na świecie. Pulsuje wszystkimi zaletami Andaluzji. Nie ma przytłaczającej wielkomiejskości Sewilli. Bogowie futbolu wykazali się sprawiedliwością. Nie było mowy, aby temu wspaniałemu miastu dano jeszcze wielki klub piłkarski.
Najbliższy rywal FC Barcelony wydaje się doskonałym przeciwnikiem na kaca, jakiego stęchły odór musi się od paru dni unosić w szatni Barçy. Na zawód, jaki był wypisany na twarzach piłkarzy po rewanżowym meczu z Atlético. Na smutę, jaka towarzyszyła treningom w międzyczasie. I wreszcie na rozczarowanie, jakim całe barcelonismo oddycha - a raczej krztusi się - od środy.
W artykułach, na okładkach, forach i sms-ach wysyłanych sobie nawzajem.
Basta już! Ten sezon nie skończył się w środę. Może mniej cenny, ale równie uszaty puchar do zdobycia już za pięć dni. No i wciąż gramy o Mistrzostwo Hiszpanii. Byłoby doprawdy wspaniałą rekompensatą po jednobramkowym odpadnięciu z ćwierćfinału najlepszych rozgrywek świata. Pozostałe kolejki La Liga będą testem jakości, charyzmy, przyszłości tej drużyny. Na pewno nie wygrają się same. Ten mecz też nie.
Haust historii
Katedra Santa María de la Encarnación, Alhambra, hipnotyzująco urocza staromiejska dzielnica Albaicin lub ogrody Generalife. Klasztory, kościoły, pałace. Perły architektury Maurów, baroku i renesansu. Słynne na cały świat zabytki sztuki malarskiej oraz tło akcji wielu głośnych hiszpańskich powieści. Chyba od przydomków pochowanych tu królów, Grenada jest piękna, i to szalenie.
Niewiarygodne, że tak oszałamiająca historia pomieściła się w jednym mieście. Jednak karuzela dziejów nigdy nie stoi w miejscu. Istnieje też inna Grenada. Ta dzisiejsza.
Bujne niczym tutejsze biusty życie dzienne i życie nocne. Daleko przewyższająca imponującą liczbę zabytków jest mnogość tutejszych piwiarni, romantycznych zaułków zakochanych, nocnych klubów. Grenada porwie najlepszą zabawą każdego swego gościa. Nawet nie trzeba być młodym, pieknym i bogatym. A to wszystko w pejzażu hiszpańskiej lekkości bycia, prawie nigdy nie zachodzącego słońca i pomiędzy kęsami najlepszych andaluzyjskich tapas.
Nic zatem dziwnego, że powszechnie znane hiszpańskie przysłowie właśnie o tym zakątku kraju mówi: „Kto nie widział Grenady, ten niczego nie widział". Cóż, na pewno nie można tego samego powiedzieć o stadionie Los Cármenes. Założony w 1931 roku klub tylko 19 sezonów swojej historii rozegrał w najwyższej klasie rozgrywkowej. W III lidze lub niżej Granada Club de Fútbol spędziła łącznie 29 lat. Średniak jakich wiele na całym kontynencie, z pogranicza Primery i drugiej ligi, w której Granada grała aż 31-krotnie.
Finał Pucharu Króla edycji 1959 (porażka 1:4 z Barçą) i jedyny tytuł Pichichi dla Enrique Porty (1971/1972) to największe osiągnięcia klubu o jakże wdzięcznym przezwisku Los Nazaríes (pol. „Nasrydzi").
Obecny sezon
Jak co roku, głównym celem klubu takiego jak Granada jest uniknięcie spadku do II ligi. Przez zdecydowaną większość tego sezonu klub z Andaluzji był na dobrej drodze do spokojnego utrzymania.
Sezon zaczęli zaskakująco dobrze, bo wygraną w Pampelunie. W XIII kolejce powrócili na zajmowane po tamtym meczu 8. miejsce w tabeli. Nie wspięli się już wyżej. Za to zaczęli spadać. Podczas gdy do XX kolejki Granada prezentowała całkiem równą formę, dającą jej wówczas 10. miejsce, to później było znacznie gorzej. Osiem porażek i dwukrotnie mniej zwycięstw zesłało ekipę trenera Alcaraza na zajmowaną dziś odległą, 17. pozycję.
W Pucharze Króla Granada odpadła już w IV rundzie z groźnym dla każdego zespołem CD Alcorcón. Andaluzyjczycy osiągnęli w pierwszym meczu wyjazdowym obiecującą zaliczkę 2:0. W rewanżu na Carmenes stracili ją doszczętnie. Odpadli po rzutach karnych.
Główne postaci zespołu
Mimo zajmowanego obecnie miejsca w tabeli ekipa gospodarzy meczu posiada w swoim składzie co najmniej kilku ciekawych graczy.
Największymi przeszkodami dla Barçy będą dobrze pamiętany z Málagi, twardo grający pomocnik Manuel Iturra, wódz drużyny i jej kapitan Diego Mainz oraz wypożyczony z Udinese gladiator obrony Allan Nyom. Inna wspominana na Camp Nou jak najgorzej postać, Guilherme Siqueira, tym razem nie zagra. Został wypożyczony do Benfiki. Rutynowany bramkarz Roberto należy do atutów zespołu rzadko.
W ataku ekipy z Grenady brylować będzie algiersko-marokański duet Arabów: Brahimi-El Arabi. Poza nimi lżejszego zagrożenia Pinto i spółka mogą spodziewać się ze strony skrzydłowego Pitiego, pełniącego najczęściej rolę rozgrywającego Frana Rico i największego zawodu argentyńskiej piłki ostatnich lat, znanego też jako Diego Buonanotte. Jeśli wejdzie z ławy.
Może nie wszyscy wiedzą, ale Granada CF to obecny pracodawca obiecującego wychowanka Barçy, Gaia Assulina. Liczący na obejrzenie go w tym meczu choćby przez minutę muszą obejść się nadziejami. Andaluzyjczycy oddali Assulina na wypożyczenie Herculésowi.
3 punkty do zdobycia, wszystko do stracenia
Przed wyprawą na Bernabéu Barça poniosła bolesną wpadkę z sąsiadami Granady w tabeli z Valladolid. Oby dziś ekipa trenera Martino zagrała z większą koncentracją i skutecznością. Utrata choćby dwóch punktów w Andaluzji będzie oznaczała zminimalizowanie szans Dumy Katalonii na mistrza do czysto ilurozycznych oraz zagwarantowanie sobie jak najgorszej formy psychicznej i wolicjonalnej na przyszłotygodniowy finał Pucharu Króla.
Barcelono, po trzy punkty!!!
Komentarze (300)