Dzisiejszym meczem z Bośnią i Hercegowiną reprezentacja Argentyny rozpocznie walkę o długo oczekiwany tytuł mistrza świata. Sceptycy mówią o bardzo słabej linii obrony, ale sami zawodnicy przekonują, że klęska z 2010 roku, kiedy przegrali z Niemcami aż 0:4, wiele ich nauczyła.
„Wiemy, co się wydarzyło, ale to już przeszłość - to się nie powtórzy" - nie ma wątpliwości Ezequiel Garay. „To oczywiste, że mamy bardzo ofensywną drużynę, ale jesteśmy przygotowani na ataki naszych przeciwników. Potrafimy dobrze bronić i jesteśmy przygotowani na brudną grę" - przekonuje urodzony w Rosario obrońca.
Największą gwiazdą i nadzieją Argentyny jest oczywiście Leo Messi. Crack Barcelony do tej pory zdobył zaledwie jedną bramkę w historii swoich występów na mistrzostwach świata, ale tym razem ma być gotowy. Na treningach w Belo Horizonte, gdzie Albicelestes mają swoją bazę, wygląda na zrelaksowanego i wypoczętego. Czy Alejandro Sabella w końcu znalazł receptę na Messiego w Argentynie?
„Messi sprosta oczekiwaniom" - nie ma najmniejszych wątpliwości Lucas Biglia. „Naszym zadaniem jest mu pomóc i sprawić, żeby czuł się komfortowo i był szczęśliwy, a wtedy na pewno będzie decydujący i wielki" - powiedział występujący na co dzień w Lazio zawodnik.
Komentarze (36)