Nadszedł wielki dzień dla Messiego. Maracana, świątynia futbolu, może dokonać jego koronacji. Ostatnią przeszkodą w spełnieniu tego marzenia jest reprezentacja Niemiec.
Presja jest maksymalna. Oczy ponad 74 tysięcy kibiców, którzy zasiądą dzisiaj na Maracanie, oraz setek milionów przed telewizorami będą zwrócone tylko na jedną osobę. Leo Messi już jest wielki, jednak jeżeli tej nocy podniesie puchar mistrzów świata, zostanie najlepszym piłkarzem w historii futbolu. Tak łatwo jest to powiedzieć, a tak ciężko zrealizować.
Wciąż znajdą się tacy, którzy wyżej cenić będą Di Stéfano, Pelégo czy Maradonę i będą mieli do tego pełne prawo, lecz nikt nie będzie mógł równać się z La Pulgą w kwestii osiągnięć. Argentyńczykowi brakuje jedynie mundialu, którego zdobycie byłoby istną wisienką na torcie w jego karierze. Mając dwadzieścia siedem lat, Leo wreszcie doczekał się tego wielkiego dnia, dlatego nie może pozwolić sobie na zmarnowanie szansy. Argentyna mistrzostwo świata po raz ostatni zdobyła w 1986 roku. I choć wydaje się, że obrazki Maradony z „ręką Boga” czy jego slalomu przeciwko Anglikom, które tak mocno zapadły w pamięci, miały miejsce wczoraj, od tamtych wydarzeń minęło już dwadzieścia osiem lat. To zdecydowanie zbyt wiele dla takich pasjonatów futbolu, jakimi są kibice Albiceleste. Zmiana „10” w Argentynie jest bliska spełnieniu, sam Pelusa, który przepowiedział wielki mecz Messiego, dał mu swoje błogosławieństwo. Do tej pory na mundialu Leo nie zdobył takiego uznania, jakie miał w 1986 roku Maradona, jednak cyfry jasno pokazują, iż brakuje mu tylko jednej bramki do wyrównania osiągnięcia pięciu goli zdobytych przez Diego na tamtym turnieju. To pewne, że Messiemu brakuje wielkiego spotkania, pamiętnego dnia. Czy może być lepsza okazja niż zwycięstwo w świątyni futbolu?
Z Barçą Messi osiągnął wszystko, wyróżniając sześć pucharów za zdobycie ligi oraz trzy Ligi Mistrzów. Przewodził niepowtarzalnej grupie, pobił wszystkie długowieczne strzeleckie rekordy, a w jego witrynie osiągnięć znajdują się trzy Złote Buty. Czterokrotnie przyznano mu Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza świata. Nikt nie jest w stanie dać drużynie więcej, jednak wciąż brakuje mu mistrzostwa świata, bycia piłkarską „10” na poziomie reprezentacyjnym. Chwałę od płaczu dzieli zaledwie jedno spotkanie. Może wydawać się to niesprawiedliwe, ale bycie najlepszym w historii zależy w tej chwili od tego meczu.
Minęło już dziesięć lat, odkąd Leo zadebiutował w koszulce Argentyny. Argentyński Związek Piłki Nożnej szybko powołał Messiego, na którego sieci chciał zarzucić Iñaki Sáez – ówczesny szkoleniowiec reprezentacji Hiszpanii. La Pulga skończył dwadzieścia siedem lat i już prześcignął Maradonę w liczbie występów oraz zdobytych bramek dla Albiceleste. Pamiętajmy, że popularny Diego swoje ostatnie spotkanie w kadrze rozegrał w wieku trzydziestu czterech lat. Messi wciąż podąża swoją ścieżką i pozostało mu jedynie przekroczyć metę jako zwycięzca. Tylko wtedy, gdy mu się to uda, będzie traktowany na swojej ziemi niczym Bóg.
Ale Argentyna, nawet z Messim jako kapitanem, nie będzie miała łatwej przeprawy tej nocy. Niemcy wywołują postrach. Nie ma w tym nic dziwnego po siedmiobramkowej masakrze, jaką urządzili Canarinhos. Brazylia płacze gorzkimi łzami po tym upokorzeniu. Większość kibiców nie chce zobaczyć, jak na ich ziemi, na Maracanie, to Argentyńczycy zostaną mistrzami świata. Ale to bez znaczenia, kibice Albiceleste już opanowali Río de Janeiro i przybrali je w swoje barwy. Wszyscy wierzą w Messiego. Leo, dziś możesz stać się najlepszy. Historia cię wzywa. Ostatnie słowo należy do ciebie.
Komentarze (199)