Szczery, bezpośredni, mówiący bez owijania w bawełnę czy koloryzowania. Taki jest Jérémy Mathieu, jeden z bohaterów ostatniego ligowego Klasyku. Francuz zdobył pierwszego gola w zeszłą niedzielę po znakomitym uderzeniu głową, co sprawiło, że momentalnie znalazł się na ustach całego świata. Stoper Barçy w wywiadzie udzielonym Mundo Deportivo opowiada m.in. o tym, że drużyna potrafi cierpieć, że pamiętna porażka na Anoeta wymusiła zmianę w podejściu całego zespołu oraz że w swoim czasie wyjawił konflikt pomiędzy Luisem Enrique a Leo Messim, ponieważ „kłamstwo nie popłaca". Dość wyjątkowe podejście w świecie współczesnej piłki nożnej, często pełnym hipokryzji i sztucznych zachowań...
MD: Co czułeś, gdy strzeliłeś pierwszego gola przeciwko Realowi?
Jérémy Mathieu: Poczułem się szczęśliwy, zadowolony, był to mój pierwszy ligowy gol w barwach Barçy i fantastyczne przeżycie. Ponadto był to mój 24. mecz w podstawowym składzie.
Oczekiwałeś, że będziesz grał tak dużo, gdy tu przychodziłeś?
Na początku nie wiedziałem, czy w ogóle będę grał, ale moim celem były jak najczęstsze występy. To zależy od decyzji trenera i od mojej formy. Teraz jesteśmy liderem La Liga, gramy w finale Pucharu Króla, awansowaliśmy do ćwierćfinału Ligi Mistrzów...
Czy to wystarczające powody, by oczekiwać, że to może być wielki rok?
Mam taką nadzieję, odnaleźliśmy właściwą, dobrą dynamikę, ale wciąż brakuje wiele do zdobycia jakiegokolwiek trofeum. Owszem, jesteśmy w finale Pucharu Króla, ale reszta rozgrywek pozostaje kwestią otwartą.
Wyróżniłbyś jeden z tytułów, o które walczycie?
Nie skupiałbym się na żadnym z nich, naszym celem są wszystkie trzy trofea. Przeżywamy obecnie bardzo dobry moment i zamierzamy dać z siebie wszystko, by osiągnąć to, czego chcemy.
W zeszłotygodniowym Klasyku cierpieliście czy cieszyliście się grą?
Jedno i drugie. Na boisku nie cierpieliśmy zbytnio, być może odrobinę pod koniec pierwszej połowy, ale cały zespół grał dobrze, trzymaliśmy się razem. Trzeba potrafić cierpieć.
Co konkretnie wydarzyło się w tej fazie meczu, kiedy Real mocno atakował, a Barça była bardzo wycofana?
Tak, jak mówiłem, czasem trzeba cierpieć. Później staraliśmy się wychodzić z kontrami. Nie chcę szukać wymówek, ale wydaje mi się, że w pewnym momencie spotkania odczuliśmy w nogach wcześniejszy mecz z City.
Mając cztery punkty przewagi, jesteście wielkim faworytem do wygrania ligi czy jednak wciąż pozostaje dużo do zrobienia, jak mówi Luis Enrique?
Wciąż jest dużo do zrobienia, wiele punktów do zdobycia. Nadchodzący miesiąc będzie bardzo skomplikowany, ale nasz los spoczywa w naszych rękach i musimy grać tak jak zawsze i wygrywać wszystkie spotkania.
Zaskoczyła cię postawa Realu, który teoretycznie podchodził do meczu w swoim słabszym momencie?
Nie. Oczekiwaliśmy takiego spotkania, trudnego, w końcu to Klasyk. Real przeszedł przez bardzo trudny moment, tak jak my, ale w El Clásico musisz dać z siebie wszystko, w przeciwnym wypadku jesteś skazany na porażkę.
Zwycięstwo Barçy było sprawiedliwym wynikiem?
Dlaczego tak bardzo wyróżnia się moment, w którym Real zdominował grę... Taki jest futbol, detale przeważyły szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Były chwile, w których Real miał mnóstwo okazji i ich nie wykorzystał. Ale taki jest futbol, po prostu.
Ile razy próbowaliście schematu zagrania, po którym zdobyłeś bramkę?
Pracujemy nad tym na treningach i przeciwko Realowi wyszło bardzo dobrze. Wcześniej to głównie Gerard Piqué strzelał gole po takich zagraniach, teraz przyszła również kolej na mnie.
Co takiego jest między tobą a Realem, że strzeliłeś im już trzy gole w dwóch sezonach z rzędu, wszystkie po zagraniach ze stojącej piłki?
Fakt, zdobyłem dwie bramki po rzutach rożnych w barwach Valencii w zeszłym sezonie i tę ostatnią w niedzielę po rzucie wolnym. Myślę, że to czynnik drużyny, która funkcjonuje, i cóż, działa to na moją korzyść, ale najważniejszy zawsze jest zespół.
Nawiązujemy do tego, ponieważ Real ma dwóch świetnie grających głową stoperów, czyli Pepe i Sergio Ramosa. Tym bardziej warto to docenić, prawda?
Czasami piłkarze są zbyt pewni siebie. Tak właśnie było z Pepe i Sergio Ramosem, być może zabrakło im nieco koncentracji w tej fazie meczu, ponieważ grając razem, czują się bardzo pewnie. Tak, jak mówiłem, decydują szczegóły.
Ciebie również Pepe pytał o rodzinę w czasie spotkania, tak jak Piqué?
Nie, ze mną nie rozmawiał, zamieniłem kilka słów z Karimem (Benzemą), ale nie z Pepe.
Co sobie pomyślałeś w momencie zagrania piłki, po którym padł gol?
Kiedy zobaczyłem, że piłka spada prosto na moją głowę, pomyślałem sobie: „Muszę to strzelić". Nic ponadto.
A po zagraniu, kiedy piłka zatrzepotała w siatce?
Przeszedł mnie dreszcz, to było niesamowite uczucie. Zdobycie bramki w Klasyku to fenomenalna sprawa.
Zadedykowałeś komuś twoją bramkę w meczu z Realem?
Po trochu każdemu, kto mnie wspiera i mi kibicuje, wierzy w moje umiejętności i w moją grę. No i Barçy, która mnie sprowadziła, za zaufanie mi.
Miniony tydzień był dla ciebie wyjątkowy, gdyż musiałeś zagrać kolejno z City i Realem, będąc nieco poza rytmem meczowym. Jak stawiłeś temu czoła?
Normalnie, jeśli trener stawia na mnie na boisku, oznacza to, że wierzy we mnie, w mój styl gry i możliwości, a ja staram się, jak zawsze, zrobić jak najwięcej, by odpłacić się za to zaufanie.
To, co dzieje się teraz, w pewien sposób wynagradza wszelkie złe przeżycia minionego lata, gdy robiono ci trudności przy transferze do Barçy?
Ciężko pracowałem, by tutaj dotrzeć. To, co robiono, lub czego nie robiono, to kwestie pomiędzy klubami. Valencia była twardym partnerem w negocjacjach, ale ostatecznie warto było zaryzykować. Wszyscy piłkarze chcą grać w Barçy, Realu czy Bayernie. Kiedy zobaczyłem, że Barça jest mną zainteresowana, momentalnie uznałem, że przejście do tego klubu byłoby kamieniem milowym w mojej karierze.
Koszt twojego transferu dla Barçy to niemal 20 milionów euro. Cena ta wywołała wiele dyskusji. Uważasz, że byłeś zbyt drogi?
Dla mnie osobiście jest to ogromna kwota, ale rozmawiałem z prezydentem Valencii, poczyniłem spory wysiłek, by móc przejść do Barçy. Mówiłem mu, że to krok do przodu w mojej karierze i że nie może zamknąć mi drzwi przed nosem. Chciałem grać w Barçy, aby potwierdzić wartość wszystkiego, co zrobiłem do tej pory. To ludzie sporo o mnie mówią, ja mam bardzo dobry kontakt z klubem, z trenerem, z szatnią i wydaje mi się, że wszyscy we mnie wierzą.
Drużyna przeszła w styczniu przez swego rodzaju kryzys: kłótnia Luisa Enrique z Messim, porażka na Anoeta, zwolnienie Zubizarrety, zwołanie wyborów... A teraz znów jest kandydatem do zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach. Co się zmieniło od tamtej pory?
Zmiana nastąpiła w drużynie, wśród zawodników. Jeśli nie stałoby się tak wtedy, wszystko byłoby o wiele bardziej skomplikowane. Po potknięciu w meczu z Realem Sociedad musieliśmy zmienić kilka kwestii. W tym spotkaniu nie graliśmy na sto procent i musieliśmy coś zmienić.
Nastawienie?
Z pewnością. Mozliwe, że nabraliśmy większej pewności siebie, zbyt dużej. Teraz również złapaliśmy świetną dynamikę, jednak kiedy nabierasz zbyt dużej pewności siebie, czasami zdarza ci się moment rozluźnienia.
Czy bycie szczerym w świecie piłki nożnej to wada?
Wszyscy wiedzą, że taki już jestem, zawsze mówię prawdę. Dla mnie to najlepsze rozwiązanie, kłamstwo nie popłaca. Tyle w tym temacie.
Jak podchodzisz do dwumeczu z PSG?
To będzie niezwykle skomplikowany pojedynek. W fazie grupowej, gdy przegraliśmy w Paryżu, postawili nam trudne warunki i wiemy, że teraz również są w stanie to zrobić. PSG to jeden z kandydatów do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Musimy podejść do tego meczu jak do każdego innego, w stu procentach skoncentrowani.
To dobrze, że w pierwszym meczu nie zagra Ibrahimović, prawda?
Możliwe, że będzie to naszą przewagą, ale futbol jest nieprzewidywalny.
Chciałbyś wysłać jakąś szczególną wiadomość do wszystkich culés?
Chciałbym jedynie im powiedzieć, że musimy kontynuować naszą passę. Najważniejsze, by nas wspierali niezależnie od tego, czy wygrywamy, czy przegrywamy. Wtedy widać, kto jest prawdziwym kibicem. Kiedy przegramy, również trzeba w nas wierzyć. Jeśli wspólnie będziemy się wspierać do maksimum możliwości, wszystkim wyjdzie to na dobre.
Komentarze (39)