Michael Cox z The Guardian podsumował taktyczne założenia Pepa Guardioli i Luisa Enrique w środowym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów oraz opisał, jak zmieniały się one w trakcie trwania spotkania pod wpływem różnych czynników. Zapraszamy do lektury.
Aura tajemniczości otaczająca Pepa Guardiolę jest niesamowita – jego zespół został staranowany w pierwszym kwadransie meczu na Camp Nou, był całkowicie otwarty z tyłu, zmuszony do polegania na heroicznej postawie Manuela Neuera, aby utrzymać poziom, i całkowicie zmienił system, by móc nadążyć za Barceloną.
Cały czas wydawało się jednak, że to był zamiar Guardioli od samego początku – przechytrzyć Barcelonę, aby ta myślała, że gra przeciwko konkretnemu systemowi, a potem zaskoczyć ją jego zmianą. Guardiola robił już coś podobnego, gdy trenował Barcelonę, zmieniając czteroosobową obronę na trzyosobową. Zakończyło się to sukcesem w wygranym 3:1 meczu na Bernabéu w 2011 roku. Później potwierdziło się, że był to przede wszystkim podstęp. W środę jednak ten plan niemal od pierwszej minuty zaczął odnosić skutek odwrotny do zamierzonego.
Guardiola zawsze wymaga pressingu, szczególnie w najważniejszych meczach, ale tutaj prosił swoich piłkarzy o krycie jeden na jednego na całym boisku. To funkcjonowało w środku pola, ale oznaczało, iż Bayern był narażony na niezbezpieczeństwo z tyłu – Medhi Benatia grał przeciwko Neymarowi, Jerome Boateng mierzył się z Luisem Suárezem, a nominalny prawy obrońca Rafinha został ustawiony na lewej stronie trzyosobowej defensywy naprzeciwko Leo Messiego, co było największym zmartwieniem Bawarczyków.
Bayern zapobiegał efektywnemu rozgrywaniu piłki przez Barcelonę od obrony, jednak gdy gospodarze zdołali ominąć pressing, znajdowali oceany przestrzeni z tyłu. Suárez był początkowym zagrożeniem, tocząc pojedynki już w obrębie szesnastki z niezdarnym Boatengiem, a potem marnując znakomitą okazję po długim podaniu od Messiego. Po około kwadransie Guardiola zmienił ustawienie – Rafinha przesunął się na prawą stronę obrony, Juan Bernat wylądował na lewej, a Bayern zaczął grać w systemie 4-3-1-2. Prawdopodobnie była to desperacka reakcja Guardioli w celu zatrzymania ataków Barcelony, jednak nie było panicznych gestów ręką z ławki rezerwowych ani zagadkowych spojrzeń pomiędzy zawodnikami. Oni instynktownie pozamieniali się pozycjami, sugerując, iż Guardiola od początku miał zamiar zmienić formację.
Nagle mecz zupełnie się zmienił – nie było intensywnego krycia indywidualnego w środku pola, a raczej określony sposób podejścia do boiskowych wydarzeń. Gdy Neymar lub Messi starali się przedryblować jednego rywala, zazwyczaj zaraz pojawiał się kolejny.
Mimo to Barcelona była ogólnie lepsza i zaczęła stwarzać okazje, włączając bocznych obrońców do ataku. Jordi Alba energicznie biegał po lewym skrzydle i koledzy znajdowali go znakomitymi diagonalnymi podaniami, które rozciągały formacje Bayernu. Po drugiej stronie podobną rolę odgrywał Dani Alves. Brazylijczyk był blisko otworzenia wyniku meczu, gdy doszedł do znakomitego mierzonego podania w pole karne od Andrésa Iniesty.
Guardiola odpowiedział, prosząc swoich napastników, Roberta Lewandowskiego i Thomasa Müllera, o granie szerzej, przez co bardziej niebezpieczne stawały się wyprawy Alby i Alvesa do przodu. Mniej więcej w połowie drugiej części spotkania, mimo iż gra toczyła się w zawrotnym tempie, wydawało się, że mieliśmy pat – żaden zespół nie mógł znaleźć wystarczającej przestrzeni do stworzenia akcji, szczególnie w porównaniu do szalonych pierwszych minut. Wydawało się, że Bayern ma kontrolę nad wydarzeniami na placu gry.
Początkowe podejście Guardioli opierało się na pressingu, ale to pressing gospodarzy podkręcił tempo w końcówce. Barcelona zaczęła odzyskiwać posiadanie bliżej bramki Bayernu. W środku pola znakomicie w tym elemencie spisywał się Rakitić. Najpierw wskutek tego mieliśmy szansę Neymara, a później wygrany pojedynek o piłkę Alvesa z Bernatem i olśniewający gol Messiego. Po raz pierwszy po otrzymaniu piłki Argentyńczyk miał przed sobą więcej wolnej przestrzeni.
Bernat był prawdopodobnie winien także utraty drugiego gola, gdyż Messi znalazł wolną przestrzeń za jego plecami, po czym ośmieszył Boatenga i zdobył drugą genialną bramkę. Później Argentyńczyk asystował przy trafieniu Neymara, co zapewne zabiło dwumecz, i trudno nie dojść do wniosku, że niezależnie od taktycznych decyzji trenerów, to Messi rozstrzygnął pojedynek.
Niemniej jednak różnica w tempie pomiędzy pierwszym kwadransem a resztą meczu pokazała, jak kluczowe potrafią być systemy – zaskakujące było tylko to, że napastnicy Barçy rozstrzygnęli mecz w ostatnich, a nie pierwszych piętnastu minutach.
Komentarze (49)