Głośnym echem odbiła się w środowisku piłkarskim sytuacja z meczu finałowego o Puchar Króla, w której Neymar postanowił w końcówce spotkania pokazać swoje nieprzeciętne umiejętności techniczne, przerzucając piłkę nad Bustinzą. Również na naszym portalu pojawiła się polemika odnośnie tej sytuacji, zaś mój redakcyjny kolega pokusił się o napisanie felietonu na temat tego zdarzenia. Po komentarzach można było łatwo zorientować się nad wydźwiękiem całego zajścia. Większość naszych czytelników poparła tezę o braku jakiejkolwiek winy Brazylijczyka. Ot sztuczka techniczna jest takim samym elementem rzemiosła piłkarskiego, jak każde inne przepisowe zagranie i zaprezentowanie jego w finale nie było niczym nagannym, zwłaszcza że taki jest styl gry Neymara – szybko, widowiskowo i niekonwencjonalnie. Jednak wśród ogólnie panującej zgody poglądowej udało mi się wyłowić kilka głosów krytykujących postawę naszego cracka. To dzięki nim pomyślałem sobie o tym, że być może zasadne będzie napisanie niejako „kontrfelietonu”, który przedstawi całe zdarzenie z trochę innej perspektywy.
Publiczna perełka
Na początku chciałbym się do czegoś przyznać. Nie korzystam już z telewizji publicznej. Nie oglądam programów rozrywkowych, nie śledzę wieczornych wiadomości, ani nie pogrążam się w zadumie nad losami rodziny Mostowiaków bądź innych mniejszych lub większych „rodzinek”. Nie oglądam również transmisji sportowych. Z tego też względu nie było mi dane śledzić meczu na polskim kanale ogólnodostępnym – zaufałem jak zwykle pewnej anglojęzycznej stacji zza kanału La Manche. W związku z tym nie jestem w stanie odnieść się do krytyki wysłanej w stronę pełnego duetu komentatorów oraz ekspertów TVP, którzy na swój sposób ocenili zajście z udziałem Neymara i graczy Athletiku. Ot, czego oczy nie widziały (lub ucho nie słyszało), tego sercu nie żal. Jedyna wiedza na temat pracy wykonanej przez dziennikarzy telewizji publicznej, to krótki filmik obejrzany w Internecie, w którym to polscy komentatorzy ocenili tę sporną sytuację. Co rzuciło mi się w oczy (i na uszy), to bardzo profesjonalna, wyważona i jakże trafna opinia Pana Iwańskiego na temat całego zdarzenia. Chciałem wyraźnie to zaznaczyć, bo wśród dość sporych pokładów krytyki, ta jego świetna w moim odczuciu ocena zdarzenia mogła gdzieś uciec mimochodem, nie pozostawiając po sobie żadnego pola do nawet krótkiej zadumy. Zatem brawo Panie Macieju.
Aspekt emocjonalny
A więc cóż z tym Neymarem? Talent ma chłopak nieprzeciętny, jednak momentami sprawia wrażenie jakby nie do końca zdawał sobie sprawę gdzie gra i z kim gra. Po pierwsze warto wiedzieć jacy są Baskowie. To bardzo dumny naród, którego przedstawicieli miałem okazję poznać osobiście w trakcie mojego krótkiego żywota. Są jednoznaczni, świadomi swoich wad i zalet, ale co najważniejsze patrzą realistycznie na rzeczywistość i twardo stąpają po ziemi. Z takimi też ludźmi przyszło w sobotę grać Barcelonie. Nie chcę występować tutaj w roli wyroczni, ale nietrudno wyobrazić sobie, co mogło dziać się w głowach piłkarzy z Bilbao wraz z upływającymi minutami:
1. minuta – „Znów ta cholerna Barcelona i do tego w kapitalnej formie. No nic, damy z siebie wszystko i mając szczęście po swojej stronie, może uda się nawiązać z nimi walkę.”
20. minuta – „No kapitalnie wręcz… Znów nas objechał jak chciał. Jak to możliwe? Zrobiło się strasznie ciężko.”
36. minuta – „Nie! Rozklepali nas jak chcieli… Mimo wszystko idziemy do przodu, ale… czy mamy jakieś szanse?”
74. minuta – „Po meczu… Jak mogliśmy go tak odpuścić i dać się zaskoczyć? No trudno, został kwadrans. Nie damy już sobie wbić więcej goli, a puchar? Może za rok…”
79. minuta – „Świetnie Iñaki. Zawsze to pożegnanie z honorem, bo czyż uda nam się zapobiec teraz „klepaniu”? Szkoda tego meczu, ale są lepsi i mają Leo.”
Mniej więcej w taki sposób mogło wyglądać myślenie Basków na przestrzeni całego spotkania. Od zakasanych rękawów, po twarde zderzenie z rzeczywistością i geniuszem Messiego. Żaden człowiek nie lubi przegrywać, a tym bardziej profesjonalny sportowiec. Wiele negatywnych emocji, którym akompaniowało niemal harmoniczne wymienianie podań przez graczy Barcelony – zwiastun braku jakiejkolwiek nadziei. Być może niektórzy czuli się smutni, niektórzy wściekli. Znaleźli się pewnie też tacy, którzy pogodzili się z faktami. Wtedy w 86. minucie – tuż przed ogłoszeniem jednomyślnego werdyktu, w tym emocjonalnym miszmaszu dochodzi do głosu Neymar, utrzymuje kontrolę nad piłką i odważną "przerzutką" usiłuje minąć Bustinzę. Co było dalej wszyscy wiemy. To na co chciałbym zwrócić uwagę, jest zrozumienie sytuacji, w której znaleźli się Baskowie – warto uruchomić czasem empatię i podejść do futbolu w sposób rzeczywisty. Tam grają ludzie, obdarzeni pewną odpornością psychiczną, uczuciami i emocjami. W końcówce spotkania wiedzą już, że jest po meczu i najchętniej opuściliby boisko już w tej 86. minucie. Jednak starają się do końca profesjonalnie wykonać swoją pracę i wtedy otrzymują od Neymara cios poniżający:
„Hej patrzcie, wiecie już że przegraliście, trofeum mamy w kieszeni, więc teraz, gdy już moje zagrania nie noszą w sobie znamion żadnego ryzyka, pokażę wam coś ekstra.” – tak mogli odebrać to Baskowie.
Nie wiem co siedziało w głowie Neymara. Być może jest dużo prawdy w tym co mówił. Taki już jest jego styl i trudno zakładać złe intencje takiego zagrania. Być może poczuł się pewnie, chciał dać kibicom radość i pokazać coś, co będzie się pamiętało przez długi czas. Jedno nie podlega dyskusji. Nie musiał tego robić. Zabrakło mu empatii, zabrakło głębszej analizy skutków takiego zagrania przy leżącym na deskach rywalu. Moim zdaniem zabrakło mu umiejętności okazania słabszemu rywalowi szacunku. Wiele osób odwołuje się do Ronaldinho, ale ja nie widzę tutaj analogii. Pamiętam Brazylijczyka bardzo dobrze, ale nie przypominam sobie sytuacji, w której stosowałby jeden ze swoich tricków na tle znokautowanego rywala. Klasa Ronniego polegała na tym, że on pokazywał wachlarz swoich umiejętności, kiedy piłka była ciągle w grze, a wynik niepewny. Kiedy zaś wszystko „pozamiatano”, to Gaucho potrafił powstrzymać się od nadmiernego okazywania swojej niewątpliwej wyższości. Tę umiejętność można nazwać szacunkiem dla słabszego rywala lub klasą. Wydaje mi się, że niestety Neymarowi tego zabrakło.
Hiszpańska mentalność
Kolejnym aspektem, który warto wziąć pod uwagę jest uwarunkowanie mentalne. Barcelona jest wraz z Real hegemonem w hiszpańskiej piłce. Inne kluby i ich zawodnicy ciągle mają to z tyłu głowy, wychodząc na murawę. Dlatego też tylko w Hiszpanii i zwłaszcza w przypadku zawodników czołowej dwójki możemy obserwować duże uwrażliwienie na tego typu zagrania prezentowane przez piłkarzy Barcelony lub Realu. Opinia publiczna i środowisko piłkarskie wydaje się mówić:
„Wiemy że jesteście najlepsi, jesteście dominatorami i żaden klub w lidze nie może się z wami równać. Dlatego właśnie z tego powodu moglibyście darować sobie udowadnianie swojej wyższości w już wygranych przez was meczach. Nie musicie upokarzać tych, którzy już ponieśli porażkę.”
Taki też wydźwięk miało część wypowiedzi dziennikarzy w mediach hiszpańskich po zagraniu plecami Cristiano i tak samo wygląda to w przypadku Neymara. Warto przytoczyć tutaj słowa Luisa Enrique z konferencji po spotkaniu:
"W Hiszpanii takie sytuacje nie są dobrze przyjmowane i jeśli byłbym graczem Athletiku zachowałbym się zapewne tak samo lub nawet gorzej. Mimo wszystko musimy zrozumieć, że w Brazylii takie sytuacje są czymś normalnym."
"Postaramy się, żeby Neymar to zrozumiał."
Wniosek jest prosty. Chcesz robić sztuczki w Hiszpanii? Rób je kiedy rywal może cię zranić, a wynik jest niepewny – wtedy nikt nie będzie miał do ciebie pretensji. Kiedy jednak już wszystko jest rozstrzygnięte, odpuść sobie i uszanuj słabszych. Wielkie umiejętności i status mistrza pociąga za sobą również odpowiedzialność i tej Neymar powinien uczyć się od Xaviego, Iniesty, czy Messiego. Szkoda że w klubie nie ma już Puyola. On na pewno potrafiłby wytłumaczyć Brazylijczykowi co zrobił nie tak, tak samo jak potrafił zdyscyplinować Piqué w już słynnej akcji z zapalniczką.
Aspekt techniczny
Na koniec chciałbym odnieść się do samej sztuczki. Wiele osób się nią zachwyca, ale nie zauważyłem, żeby ktoś zwrócił uwagę na jakość jej wykonania i sam sens. Neymar miał przed sobą defensora i asekurującego partnera. Użycie "przerzutki" w tym wypadku było z góry skazane na niepowodzenie, bo nawet jeśli Neymarowi udałoby się minąć Bustinzę, to z Etxeitą nie miałby żadnych szans ze względu na lepsze ustawienie Baska. Zatem czy Neymar zdecydowałby się na takie zagranie przy wyniku niekorzystnym? Śmiem wątpić, bo taki sposób minięcia w tej sytuacji nie dawał nadziei na pomyślne wykonanie. A cóż z samą techniką wykonania tricku? Na powtórkach można wyraźnie dostrzec jak niedokładnie podbił sobie piłkę Brazylijczyk. Próbował minąć rywala z prawej, kiedy piłkę wyrzucił sobie w zupełnie przeciwną stronę, a ona błyskawicznie znalazła się za linią końcową – nawet jeszcze przed upadkiem lewoskrzydłowego. To wszystko złożyło się na zachowanie, które można nazwać lekceważącym. Neymar decydując się na trick niemogący dać wymiernych efektów drużynie oraz wykonując go niechlujnie, potraktował Basków dość niepoważnie, zatem trudno dziwić się ich wściekłości. Sposobu w jaki ją wyrazili oczywiście nie pochwalam, ale to temat na inną dyskusję.
Zakończenie
Zdaję sobie sprawę, że moje zdanie nie znajdzie wielu zwolenników pośród culés i spotka się z dużą dawką krytyki, jednak uważam, że warto zawsze pokazać drugą stronę medalu, zwłaszcza jeśli wszyscy stoimy po tej samej stronie barykady. Barcelona to wyjątkowy klub, jeden z największych na świecie i zawodnicy reprezentujący go powinni o tym pamiętać, tak w chwilach porażek, jak i triumfów. Wygrywać także trzeba umieć.
P.S. Rozpinam koszulę i przyjmuję wszystko "na klatę". ;)
Komentarze (467)