Żyjąc w czasach Leo Messiego i Cristiano Ronaldo

Majerr

25 czerwca 2015, 14:45

221 komentarzy

W XX wieku pojawiło się wielu piłkarskich cracków, którzy swoją grą czarowali ówczesną publikę. Di Stéfano, Pelé, Cruyff, Maradona, Zidane (na przełomie stulecia) to z pewnością jedne z najwybitniejszych nazwisk, które już na stałe zapisały się na złotych kartach historii piłki nożnej. Pomimo faktu, że w przeszłości fani futbolu mieli zaszczyt oglądać tylu wspaniałych zawodników, to jedno wydaje się niemal pewne. Nigdy wcześniej w świecie tego pięknego sportu kibice nie byli świadkami takiej indywidualnej rywalizacji, jaką od paru lat serwują nam Leo Messi i Cristiano Ronaldo.

Choć nigdy nie miałem okazji rozmawiać z nikim, kto obserwowałby kariery Pelé oraz Maradony, to jestem święcie przekonany o tym, że niejednokrotnie ówcześni fani piłki nożnej żałowali, że kariery tych wielkich futbolowych sław nie przypadły na te same lata, a Brazylijczyk i Argentyńczyk nie mieli okazji mierzyć się ze sobą w bezpośrednich pojedynkach. Skutkuje to tym, że od lat słyszymy nieustającą debatę nad tym, który z nich był lepszy. Cóż, wydaje się, że będzie to jedna z tych debat, która potrwa do końca świata… i o jeden dzień dłużej.

W jakże innej sytuacji znajdujemy się my, aktualnie żyjący fani futbolu, którzy od dobrych kilku lat możemy cieszyć się wspaniałą, wręcz spektakularną rywalizacją pomiędzy Cristiano Ronaldo i Leo Messim. To coś, co naprawdę warto docenić, gdyż nigdy wcześniej w świecie piłki nożnej nie miało miejsca na taką skalę. W odróżnieniu od nieżyjących już i obecnie wiekowych fanów futbolu, my nigdy nie będziemy z rozżaleniem w głosie pytali: „A co by było, gdyby ci dwaj grali w tym samym czasie i toczyli bezpośrednie pojedynki?”. Ta rywalizacja dzieje się na naszych oczach, trwa już od kilku lat i potrwa jeszcze kilka kolejnych.

Od razu przyznam się do tego, że wręcz nienawidzę tych wszystkich określeń typu „najlepszy piłkarz”, „najlepszy zawodnik wszech czasów”. Jeszcze do niedawna ulegałem medialnym przekazom, ekspertom oraz opinii publicznej, która zawsze musi wykreować sobie kogoś „najlepszego”. Nie może przecież istnieć dwóch równie genialnych piłkarzy, zawodników najlepszych w swoich epokach. Zawsze któryś z nich musi być lepszy, musi pełnić rolę tego „najlepszego”. Sytuacja ta jest o tyle szalona, gdyż porównuje się ze sobą rzeczy nieporównywalne. Pamiętam, że wiele lat temu w telewizji widziałem program, w którym bodajże zawodnicy Schalke założyli piłkarskie obuwie, w jakim grano w okolicach połowy XX wieku, oraz otrzymali piłkę pochodzącą również z tamtego okresu. Ich zadaniem było wykonywać różne piłkarskie sztuczki oraz podstawowe elementy gry, takie jak prowadzenie futbolówki czy strzały na bramkę.

Konkluzja tych piłkarzy była jednoznaczna: „jak kiedyś można było grać w piłkę, mając taki sprzęt?”. Zawodnicy Schalke z podziwem wyrażali się o piłkarzach, którzy przed laty czarowali publikę właśnie przy użyciu takiego sprzętu. Ten program dobitnie pokazał, że mówienie o graczu „najlepszym w historii” jest po prostu nie na miejscu, gdyż porównuje się coś, czego porównać po prostu nie można. Jak można zestawiać obok siebie Maradonę czy Pelégo z Messim i pomijać fakt rozwoju technologii, wiedzy na temat zdrowia oraz ciała człowieka, metod treningowych etc. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że patrząc na to, jak profesjonalna jest obecna piłka nożna, to Messi jest najlepszy w historii, a Pelé czy Maradona nie byliby w stanie wyczyniać tego, czego dzisiaj dokonuje crack z Rosario, lecz uciekanie się do takich stwierdzeń jest niczym porównywanie tego z tym.

Powracając jednak do tematu wspaniałej sportowej rywalizacji pomiędzy Leo Messim a Cristiano Ronaldo, nie chcę wchodzić w rozważania na temat tego, który z nich jest tym „najlepszym”. Dla mnie jako wielkiego kibica Barçy wybór powinien być wręcz oczywisty, lecz muszę przyznać, że jestem mocno zażenowany tym, co w ostatnim czasie dzieje się chociażby w naszym serwisie, gdzie już nie setki, ale tysiące wiader z pomyjami jest wylewanych na głowę Portugalczyka, a w komentarzach pod artykułami o Messim najczęściej pojawiającym się słowem jest właśnie: „Ronaldo” czy „CR11”.

Być może jest to zaskakujące, a dla niektórych największych polskich fanatyków Barçy, w których katalońska krew płynie już od momentu pojawienia się na tym świecie, będzie to niczym bluźnierstwo, ale nie ukrywam, że większym szacunkiem darzę cracka Realu aniżeli Barcelony. Messi został obdarzony niesamowitym, wręcz nieziemskim talentem, co tłumaczyłoby, dlaczego jest w stanie tak regularnie dokonywać rzeczy, które dla innych śmiertelników są po prostu nieosiągalne. Nie chcę jednak, aby ktoś odebrał te słowa jako umniejszenie pracy Messiego, jaką ten wykonywał przez całe życie, aby znaleźć się w tym miejscu, w którym znajduje się już od dobrych kilku lat. To oczywiste, że Messi ciężko harował na swój sukces, i mówienie o nim tylko w kontekście „nieziemskiego talentu” byłoby zwyczajnie krzywdzące. Wobec tej całej „nieziemskości Messiego” mamy Cristiano Ronaldo, który być może jest jednym z największych pechowców w historii całego futbolu.

Portugalczyk urodził się zwycięzcą. Świadczą o tym chociażby słowa mamy cracka Realu, która otwarcie przyznawała, że kiedy jej syn był małym chłopcem, wielokrotnie wpadał w histerię, gdy koledzy z drużyny nie podawali mu piłki lub jego zespół przegrywał z przeciwnikami. Już wtedy mały Ronaldo posiadał mentalność zwycięzcy, która sprawiła, że po kilkunastu latach jest on absolutnie wzorem do naśladowania, jeżeli chodzi o kwestie podejścia do życia zawodowego. Całkowite oddanie swojej pasji, swojej pracy sprawiły, że każdy aspekt życia Portugalczyka został podporządkowany futbolowi, a on sam doprowadził się do fizycznej perfekcji, aby móc osiągnąć to, o czym od zawsze marzył – być najlepszym.

Nie dziwi mnie zatem cała frustracja oraz złość, jaką od czasu do czasu wyrzuca z siebie Ronaldo, gdy jest gdzieś poruszany temat rywalizacji z Messim. Napastnik Realu zrobił już wszystko, co tylko mógł, aby poprowadzić swoją karierę w taki sposób, by znaleźć się na wymarzonym dla niego szczycie. W tym wszystkim pojawia się jednak Messi, który

target="_blank">takimi lub
target="_blank">takimi akcjami sprawia, że cały piłkarski świat znów zachwyca się jego grą, a nie postawą genialnego Portugalczyka. Czy frustracja Ronaldo może zatem dziwić? Czy nikt z nas nigdy nie wkurzał się, gdy widział, że pomimo ogromnych starań nie jest w stanie osiągnąć czegoś, co koledze/koleżance przychodzi z łatwością? Nigdy nie podobało mi się i wciąż nie podoba mi się ukazywanie jednego z nich jako tego „dobrego”, a drugiego jako tego „złego”. Zarówno jeden, jak i drugi ma swoje wady, czasem popełnia błędy, w końcu nikt nie jest doskonały.

Obaj diametralnie się różnią i to jest chyba w tym wszystkim najpiękniejsze. Reprezentują barwy dwóch chyba największych rywali w piłce nożnej, obaj prezentują inny styl grania, lecz w jednym są niemal identyczni – chęci bycia najlepszym. Osobiście między bajki wkładam słowa Messiego o tym, że sportowa rywalizacja z Ronaldo jest wymysłem mediów. Dla mnie oczywiste jest to, że Messi nie byłby tak magiczny, gdyby nie Cristiano, którego chyba śmiało można nazwać „ludzką maszyną”, „produktem morderczych treningów”. Z kolei Ronaldo nie doprowadziłby się do takiej perfekcji, gdyby nie myśl, że w stolicy Katalonii z dziesiątką na plecach biega taki jeden mały „kurdupel”, którego cień niejednokrotnie zasłania jego muskularną sylwetkę.

Ta sportowa rywalizacja Messiego z Ronaldo jest jednym z najpiękniejszych elementów współczesnej piłki nożnej. Nigdy wcześniej w historii futbolowi fani nie byli świadkami takiego spektakularnego indywidualnego pojedynku. Obu piłkarzom należy się ogromny szacunek i umniejszanie któremukolwiek z nich świadczy zwyczajnie o głupocie bądź zaślepieniu kibiców, którzy tego dokonują. Jestem niezwykle szczęśliwy z tego powodu, że Ronaldo gra dokładnie w tym samym czasie co Leo Messi, ponieważ dzięki niemu w „mojej” Barcelonie oglądam takiego Argentyńczyka, który niejednokrotnie sprawia, że podczas meczów wręcz unoszę się nad ziemią. Jestem wdzięczny Ronaldo z tego powodu, że w odróżnieniu od kibiców z dawnych lat mogę mówić, że żyłem w czasach nie jednego wybitnego piłkarza, lecz w czasach niezwykłej rywalizacji pomiędzy dwoma wybitnymi sportowcami. Dzień, w którym jeden z nich postanowi zawiesić buty na kołku bądź zdecyduje się odejść do nieliczącego się na świecie klubu, będzie z pewnością bardzo smutny, gdyż dobiegnie wówczas końca ta imponująca rywalizacja, która naznaczyła pewną wspaniałą epokę w historii piłki nożnej. Ci, którzy jeszcze nie doceniają tego, czego od kilku lat są świadkami, koniec końców to uczynią, jestem o tym głęboko przekonany.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (221)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze