Jednym z najbardziej znanych futbolowych porzekadeł jest to, że „piłka nożna to gra błędów”. Dobitnie przekonali się o tym wszyscy kibice Barçy, którzy muszą przełknąć niezwykle gorzką pigułkę po klęsce Blaugrany na San Mamés.
Bądźmy ze sobą całkowicie szczerzy. FC Barcelona zasłużyła na tak wysoką porażkę w pierwszym spotkaniu o Superpuchar Hiszpanii i to nie z powodu wspaniałej gry ofensywnej walecznych Basków, lecz z powodu popełnienia masy błędów, zarówno w linii defensywnej, jak i w środkowej części boiska. Stwierdzenie, że Barça podarowała Athleticowi cztery bramki być może będzie na wyrost, wszak gospodarze zrobili dużo, aby je zdobyć, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że ten wysoki wynik to niemal w 100% wina podopiecznych Enrique.
Barça rozpoczęła i zakończyła wręcz w tragiczny sposób. Najpierw w idiotyczny sposób zachował się ter Stegen, który po prostu dał bramkę Baskom. Niemiec zachował się w sposób absolutnie niezrozumiały i zanotował asystę przy trafieniu San Jose, który musiał jedynie kopnąć piłkę wprost przed siebie. Na koniec „popis” dał Alves, faulujący w polu karnym rywala, który nie miał najmniejszych szans, aby dojść do piłki. Brazylijczyk powalił przeciwnika na murawę, a sędzia musiał wskazać na wapno. Dwa gole całkowicie podarowane przez podopiecznych Lucho zapalają czerwoną lampkę alarmową w stolicy Katalonii.
Drugi i trzeci gol to zbiorowe błędy Barçy, które skrzętnie wykorzystał Athletic. Najpierw beznadziejny Roberto zagrywa na własnej połowie wprost pod nogi Merino, który dobrym dryblingiem oszukuje Alvesa i świetnie dośrodkowuje na Aduriza. Aritz Aduriz i strzał z główki? Niemal pewny gol. Niecałe dziesięć minut później po przeciwnej stronie boiska taki sam błąd popełnia Adriano. Baskowie przejmują piłkę, zagrywają w pole karne, a tam Dani Alves wybija ją wprost pod nogi zabójczego Aduriza. Kolejny błąd, kolejna bramka i koszmarny rezultat na tablicy wyników.
Byliśmy świadkami koszmarnej gry ze strony Barçy w obronie i pomocy. Zobaczyliśmy masę błędów i nietrafnych decyzji, także tych trenerskich. Widzieliśmy Barceloną w jednym z najgorszych wydań, lecz to nie zwalnia nas z wiary w to, że remontada jest możliwa. Ten zespół dał nam tyle radości i szczęścia, że zwątpienie w niego teraz będzie po prostu grzechem. Prawdziwy kibic jest kibicem w każdym momencie, i tym słodkim, i tym najbardziej gorzkim. W zeszłym sezonie ta ekipa udowodniła, że potrafi wygrać z każdym. Jeżeli Athletic wygrał z nami 4:0, to my nie jesteśmy w stanie strzelić na Camp Nou czterech bramek? Remontada jest wciąż możliwa, inne podejście jest niewybaczalne. Na koniec słowa skierowane do tych, którzy już teraz skreślają Barçę: „jeżeli nie kibicujesz nam, kiedy przegrywamy, to nie kibicuj nam, kiedy wygramy”. W poniedziałek remontada!
Komentarze (95)