Claudio Bravo: Zawsze chcę więcej

Julia Cicha

5 września 2015, 19:34

Mundo Deportivo

387 komentarzy

Claudio Bravo rozpoczął sezon ligowy identycznie jak zakończył poprzedni - zamykając bramkę na cztery spusty przed rywalami. W dwóch kolejkach przeciwko Athleticowi i Máladze oraz sześciu z poprzedniego sezonu (od 32. do 37., ponieważ w 38. grał Masip) Chilijczyk uzbierał już 720 minut bez straconego gola, a do pobicia własnego rekordu brakuje mu tylko 34 minut. Bravo nie skupia się jednak na osiągnięciach indywidualnych. Zależy mu na dobru drużyny, z którą w poprzednim sezonie wygrał wszystko: ligę, Puchar Króla i Ligę Mistrzów. Dodatkowo z reprezentacją triumfował w Copa América. Chilijczyk nie osiadł jednak na laurach. Mając 32 lata, jest w najlepszym momencie kariery i wie, że trzeba to wykorzystać. Tak jak ter Stegen nie rezygnuje z występów w żadnych rozgrywkach. Decyduje Luis Enrique.

Wyobrażałeś sobie, że pierwszy rok w Barcelonie będzie tak udany?

Myślę, że tak. Zawsze wierzyłem w swoje możliwości. Przybycie tutaj było wielkim wyzwaniem, ale przystosowałem się świetnie i wiedziałem, że mam takie same szanse na grę jak którykolwiek z kolegów. Poprzedni sezon był niesamowity, biorąc pod uwagę wszystkie sukcesy sportowe i osobiste. W sferze prywatnej musiałem odnaleźć się w nowym miejscu, poznać ludzi, którzy traktowali mnie cudownie. Takie rzeczy wiele uczą. Zadomowienie się mojej rodziny w Barcelonie było łatwe, ponieważ wszyscy nas wspierali, co sprawiło, że pracowało mi się spokojnie i mogłem być pewny tego, co robiłem.

Był to najlepszy rok w twojej karierze?

Być może tak, ale wiele od siebie wymagam i nigdy nie robię tylko tego, czego się ode mnie oczekuje. Zawsze chcę więcej, pragnę osiągnąć wszystko, co mogę. A jeśli mi się nie udaje, walczę dopóki nie dotrę do celu. Poprzedni sezon był jak marzenie, ale teraz jest już wspomnieniem. Teraz pracujemy, by obronić tytuły.

Jak się żyje w klubie, w którym zarówno zwycięstwa, jak i błędy są wyolbrzymiane?

Każdy, kto byłby na moim miejscu, wiedziałby, jak żyje bramkarz, jak myśli, jak się rozwija. Bycie portero Barçy nie jest proste, ponieważ musisz być silny mentalnie i radzić sobie w krytycznych sytuacjach. W grze, zarówno z piłką, jak i bez niej, istotne jest, by być w kontakcie z resztą drużyny. Jeśli chodzi o media, zarówno w dobrych, jak i złych momentach rozgłos jest ogromny, ale we mnie wywołuje to spokój. Nie jestem zbyt wylewny przy zwycięstwach, ale również nie umieram, kiedy układa nam się gorzej. Wręcz przeciwnie - uczę się na błędach. Tak właśnie działam przez całą moją karierę.

Myślałeś, że wszystko się zawali po kryzysie na Anoeta?

Dopadł nas kryzys, przegraliśmy mecz i rozpętaliśmy okropną burzę, ale wciąż wierzyliśmy. Wiedzieliśmy, że dzięki pracy zespołu i sztabu technicznego musiało się udać. Drużyna musi wiedzieć, na co ją stać.

Czy ten sezon kosztował cię więcej niż inne?

Może wydawać się to skomplikowane, ale wszystko zależy od nas, od sposobu, w jaki podchodzimy do rywalizacji i jak się do niej przygotowujemy. Obecnie drużyny są tak silne jak nigdy i wiedzą, jak z nami grać, jak nas podejść. Było to widoczne w lidze oraz Superpucharze Hiszpanii przeciwko tak silnemu zespołowi, jakim jest Athletic. Rywale chcą nas pokonać, więc musimy być silniejsi, bardziej skupieni niż w poprzednim sezonie.

Wizyta na Calderón przychodzi zbyt szybko?

Szybko, to prawda. Atlético to ciężki, trudny rywal, ma świetnych piłkarzy i trenera, który wie, jak wydobyć z ekipy jej pełen potencjał. Mają również Griezmanna, z którym grałem kiedyś w klubie. Jest on ważnym piłkarzem o świetnej technice. Mam nadzieję, że w spotkaniu przeciwko nam nie zagra tak dobrze jak zwykle. Ale poza tym musimy wciąż postępować w ten sam sposób: wierzyć w sukces i pracować tak samo jak do tej pory.

Atlético będzie liczyło się w walce o tytuł?

Dzięki zawodnikom oraz idei piłkarskiej mają potencjał i mogą do tego dążyć.

Obrona Ligi Mistrzów dodatkowo cię motywuje?

Wszystkie rozgrywki bardzo nas motywują, ale musimy zachować spokój, iść krok po kroku, rywal po rywalu i nie dzielić skóry na niedźwiedziu. Musimy szanować każdego przeciwnika, tak jak robiliśmy to rok temu, myśląc o wygraniu każdego spotkania.

Zbliżasz się do kolejnego rekordu. Jesteś na bieżąco ze statystykami?

Nawet gdy nie czytam o tym, ludzie komentują, informują mnie. Ale ja wolę przygotowywać się spokojnie do każdego meczu. W taki sposób osiąga się rezultaty, nie tylko dzięki mnie, ale również dzięki kolegom, którzy grają fenomenalnie. Żadna nagroda nie jest dla mnie - gdy udaje mi się zachować czyste konto, jest to sukces całego zespołu. Pracuję, by udawało się to w jak największej liczbie spotkań. Rok temu przyniosło nam to wiele korzyści we wszystkich rozgrywkach i mamy nadzieję, że w tym roku będzie podobnie.

Miałeś wątpliwości, czy będziesz numerem jeden w lidze?

Nigdy w siebie nie wątpię, zawsze mam nadzieję i pracuję, by być w formie dla trenera w jak największej liczbie spotkań. To on podejmuje decyzję, którą szanuję, ponieważ ważne jest dobro drużyny, a nie indywidualne. Muszę pracować, robić wszystko najlepiej, jak mogę, za każdym razem, gdy przychodzi mi bronić bramki Barçy.

Podoba ci się obecny system podziału rozgrywek między bramkarzy?

Zawsze chcę być obecny, w jednym tygodniu przygotowuję się, żeby grać, w kolejnym trenuję, ale siadam na ławce. Przez cały rok trenuję, by rywalizować. Trener decyduje, który bramkarz jest bardziej zdolny do gry. Nam zostaje jedynie trenować, aby być w jak najlepszej dyspozycji.

W drużynie rezerwowej Luis Enrique podzielił spotkania po siedem na bramkarza. Masip ci o tym mówił?

Nic o tym nie słyszałem, chociaż rozmawiamy ze sobą. Bramkarze spędzają mnóstwo czasu razem, trenujemy oddzielnie od reszty zespołu, ponieważ nasze przygotowanie jest inne. Każdy chce być gotowy, a trener decyduje.

Ter Stegen skrócił wakacje, co może być atutem, gdyby chciał grać zawsze. Przeszkadza ci to?

Nie, każdy może podejmować decyzje, które uważa za słuszne. Ja skupiam się na pracy i przygotowaniach. Trzeba mieć jasne priorytety.

Rywalizacja w bramce jest najtrudniejsza?

To specyficzna pozycja, w każdej drużynie gra tylko jeden bramkarz, nie ma wielu rotacji. Jeden zawsze jest zadowolony, inny nie. Przytrafiło mi się to w Realu Sociedad, grałem we wszystkich spotkaniach, a mój kolega nie mógł się przebić do składu. Ale trzeba umieć żyć razem, wszyscy jesteśmy ludźmi, wiemy, jak pracujemy. I znów wracamy do tego samego: trzeba przygotowywać się jak najlepiej do każdego meczu i jak najwięcej pomagać drużynie. Reszta pozostaje w rękach trenera, nie tylko na pozycji bramkarza.

Trzymasz w domu medal za zwycięstwo w Lidze Mistrzów?

Mam wszystkie trofea. Przechowuję pamiątki z wszystkich poprzednich sezonów. Gra sprawia mi radość, ale akurat nie było mi dane wystąpić w tamtym spotkaniu. Jest to jednak część futbolu, podobnie było w lidze i Pucharze Króla. Wszyscy mamy swój udział w sukcesie.

Co myślisz o sytuacji De Gei i Keylora Navasa?

Wolę nie wypowiadać się na ten temat, ponieważ nie dotyczy to mojego klubu, ale dziwnie będzie nie móc oglądać Ikera Casillasa w lidze. Reszty wolę nie komentować.

Smuci cię sytuacja Víctora Valdésa?

Tak. Zawsze uważałem Víctora za wielkiego bramkarza, za wzór do naśladowania. Zawsze to mówiłem. Nie można zapominać, jak wiele Valdés zrobił dla klubu. Był niesamowity i mam nadzieję, że powróci do gry. Gdziekolwiek by to nie było, będzie świetny.

Rotacje w obronie komplikują życie bramkarzom?

Nie bardzo. Wiem, jak grają moi koledzy, i adaptuję się do tego. Gra w Barcelonie narzuca szybkie dostosowywanie się do piłkarzy, systemów, zmian... Jesteśmy przyzwyczajeni do gry z wszystkimi.

Jak skomentujesz "transfer" Vermaelena z twojej prespektywy?

Wiedzieliśmy, że gdy zostawi kontuzje za sobą, będzie wsparciem. Trenowaliśmy z nim, wiemy, jak dobrym i silnym jest piłkarzem. Jego wkład w drużynę jest ogromny.

Czy po odejściu Xaviego i Pedro jest problemem nie móc liczyć na Ardę i Aleixa Vidala aż do stycznia?

To trudne, ale mamy zespół, który jest w stanie sobie poradzić, tak jak rok temu. Wszystko zależy od nas, od tego, jak trenujemy i jak jesteśmy zmotywowani. Kluczem jest dawanie z siebie wszystkiego.

Który moment wspominasz? Rzut karny obroniony z Valencią?

Nie skupiam się na chwilach, tylko na ogromnej radości z noszenia koszulki Barcelony. Ta duma towarzyszy mi zawsze w bramce, podczas rzutu karnego lub gdy kolega strzeli gola.

Wygrałeś Copa América przeciwko Messiemu i Mascherano oraz Ligę Mistrzów przeciw Vidalowi. Rozmawialiście o tym?

Rozmawiamy o wielu sprawach. Dla Argentyny był to ciężki moment, ponieważ rok wcześniej przegrali finał mundialu. Z kolei dla nas była to ogromna radość. Przez ponad sto lat nie wygraliśmy zupełnie nic w światowym futbolu, a teraz zdobyliśmy pierwszy puchar, na dodatek grając u siebie. Dla Arturo finał Ligi Mistrzów musiał być trudny, ale dla Chilijczyków nie, ponieważ mogli być pewni trofeum, mając dwóch reprezentantów w przeciwnych zespołach.

Podniosłeś Messiego na duchu?

Po meczu najpierw poszedłem pocieszać Mascherano i Leo. Dopiero później dołączyłem do kolegów. W pierwszej kolejności pożegnałem się z rywalami.

Na zakończenie roku Klubowe Mistrzostwa Świata...

Cieszy nas ten trudny turniej, ale musimy robić wszystko po kolei. Najpierw wrócą koledzy ze zgrupowań reprezentacji, gdzie czasami przydarzają się kontuzje. Potem skupimy się na lidze, Lidze Mistrzów...

W Chile zrozumieli, że nie chciałeś grać w reprezentacji?

Rozumieją, ponieważ gram bardzo dużo. Nie mogłem pojechać również dlatego, że niedługo po raz czwarty zostanę ojcem. Moja żona jest w siódmym miesiącu ciąży i nie czuje się dobrze. Nie zostawię jej samej w domu z trójką dzieci. Muszę dotrzymać jej towarzystwa i pomagać. To też wpłynęło na moją decyzję.

Dziecko-Katalończyk!

Przybyliśmy do Sociedad z córką Josefą, urodzoną jeszcze w Chile. Mamy dziewięcioletnią Baskijkę Maite. Później był Mateo, urodzony w Chile, ponieważ akurat tak wypadło. Tak więc teraz czwarte dziecko będzie Katalończykiem, ponieważ najprawdopodobniej tam się urodzi. Jesteśmy szczęśliwi, dużo o tym myśleliśmy i teraz jest odpowiedni moment. Z czasem różnica wieku między dziećmi byłaby większa i trudniej byłoby je wychowywać. Teraz mamy czas i spokój, by wychowywać nasze dzieci, które dają nam wiele radości.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (387)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze