Klątwa Anoeta trwa

Daniel Olbryś

27 listopada 2016, 19:40

1578 komentarzy

Real Sociedad

RSO

Herb Real Sociedad

1:1

Herb Real Sociedad

FC Barcelona

FCB

  • Willian Jose 53'
  • 59' Lionel Messi 
  • Niedziela, 27 listopada 20:45
  • Anoeta
  • Eleven

Po zaciętym pojedynku z Realem Sociedad na Anoeta Barçy nie udało sie przerwać klątwy tego stadionu, co poskutkowało zaledwie punktem wywiezionym z Kraju Basków. Bramki zdobywali: dla gospodarzy Willian w 53. minucie, zaś dla Blaugrany Leo Messi w 59.

O ile z reguły to Barça zaczyna z wysokiego C, spychając przeciwnika do defensywy i stwarzając sobie kolejne okazje, o tyle w dzisiejszym meczu drużyny sprawiały wrażenie, jakby tuż przed wyjściem z tunelu zamieniły się koszulkami. Oczywiście nie od dziś wiemy, że Barçy na Anoeta gra się wyjątkowo trudno, jednak po pół godzinie gry statystyki były porażające: posiadanie piłki 57% na korzyść RSSS, 7 strzałów przy 0 Blaugrany. Podopieczni Eusebio Sacristána robili na boisku co chcieli, zaś Barça zupełnie nie przypominała zespołu, który kilka dni temu gładko rozprawił się z Celtikiem. Tylko szczęściu i niedokładności piłkarzy z San Sebastián gracze Dumy Katalonii zawdzięczali, że do przerwy wynik brzmiał 0:0.

Wydawało się, że po kilku męskich słowach w szatni Leo Messi i spółka w końcu pokażą, że zależy im na zwycięstwie w obliczu nadchodzącego El Clásico. I choć faktycznie, strzał Neymara z rzutu wolnego kilka minut po przerwie mógł dać nadzieję kibicom Blaugrany, kilka chwil później (53. minuta) chwila nieuwagi i błąd Javiera Mascherano pozwoliły Willianowi wbić piłkę do bramki, mimo prób wybicia piłki przez Piqué z linii bramkowej. Koszmar Anoeta powrócił, co do tego nie było wątpliwości. Na ratunek gościom przybył nie kto inny, jak Leo Messi, który po akcji skrzydłem Neymara znalazł się w odpowiednim miejscu w polu karnym i wyrównał stan rywalizacji. Była 59. minuta i masa czasu, by powalczyć o korzystny rezultat na jakże trudnym terenie. Real grał jednak jak z nut: jego piłkarze przesuwali się formacjami, podchodzili wysoko pressingiem, sprawnie wymieniali podania... Temu wszystkiemu przyglądała się zdezorientowana Barca, której jedyny plan na grę od pewnego momentu brzmiał "dostarczyć piłkę (najlepiej górą) do Messiego/Neymara/Suáreza, a później niech oni się martwią". Problem w tym, że defensywa Sociedad była niezwykle pewna i skuteczna, co chwilę łapiąc sfrustrowanego Luisito na spalonym. Luis Enrique co rusz wyskakiwał jak oparzony z ławki rezerwowych, wściekając się na poczynania swoich podopiecznych. Nie da się ukryć, że Barçę od porażki uchronił też... sędzia. Gil Manzano odgwizdał nieistniejącego spalonego przy bramce Juanmiego, który dobijał odbity od poprzeczki strzał Carlosa Veli (swoją drogą rozgrywającego dziś wspaniałe zawody). Ostatecznie Dumie Katalonii dopisało jednak szczęście i z San Sebastián wywiozła, jakkolwiek źle to nie zabrzmi, cenny punkt. 

W obliczu zbliżającego się wielkimi krokami El Clásico na Camp Nou Luis Enrique musi poważnie zastanowić się, jak chce, by wyglądała gra drużyny w najbliższych tygodniach. Ostatnio jesteśmy bowiem świadkami sinusoidy, zwyżek i zniżek formy poszczególnych graczy oraz lepszego bądź gorszego funkcjonowania taktyki zespołu. Dodając do tego wszystkiego kontuzje (dziś o włos od odniesienia kolejnych byli Jordi Alba i Gerard Piqué) nic nie wskazuje, by culés mogli być optymistami. Opieranie nadziei na Leo Messim i powrocie Andrésa Iniesty do środka pola może okazać się niewystarczające na Real Madryt, który w lidze jeszcze nie przegrał. Czasu zostało naprawdę mało i tak naprawdę pozostaje liczyć na szczyptę magii, którą zawsze wywołuje otoczka Gran Derbi. W przeciwnym razie tegoroczna liga może odjechać Barçy na naprawdę spory dystans...

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1578)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze