Po świąteczno-noworocznym okresie lenistwa dla fanów ligi hiszpańskiej (a co za tym idzie, większości culés) nadchodzi czas wielkich emocji niemal co trzy dni. Do tradycyjnych weekendowych zmagań w lidze dołączają bowiem kolejne fazy Pucharu Króla. Od lat schemat jest prosty: ta z drużyn, która najlepiej zniesie tempo styczniowo-lutowego maratonu, wypracuje sobie najlepszą pozycję startową do zdobywania trofeów pod koniec sezonu. Czy tym zespołem będzie Barcelona? Wstępną odpowiedź na to pytanie poznamy już dziś wieczorem. Początek meczu z Athletic Club o godzinie 21:15.
Wizyta w świątyni Los Leónes do najłatwiejszych zadań nie należy, o czym piłkarze Barçy niejednokrotnie zdołali się przekonać w kilku ostatnich sezonach. Nawet jeśli Blaugrana ostatecznie zwyciężała w tych pojedynkach, nie przychodziło jej to łatwo. Wystarczy wspomnieć sierpniowy mecz na San Mamés, gdy wygraną 1:0 Barcelonie zapewnił gol Ivana Rakiticia, zaś Aritz Aduriz i spółka niejednokrotnie napędzili stracha podopiecznym Luisa Enrique. Bilans ostatnich lat przemawia jednak na korzyść gości: poprzednie pięć pojedynków to pięć zwycięstw Barçy. Wśród nich warto wyróżnić m.in. 3:1 w finale Pucharu Króla w 2015 roku, 6:0 w ligowej potyczce na Camp Nou w styczniu minionego roku oraz szalone 5:2 na Nuevo San Mamés, również niecałe dwa lata temu.
Dotychczasowa droga obu drużyn w tegorocznej edycji Copa del Rey nie jest zbyt skomplikowana: zarówno Baskowie, jak i Duma Katalonii dość łatwo uporali się w dwumeczach z rywalami z niższych lig. W przypadku Barçy był to Herculés Alicante, rozbity w rewanżu aż 7:0, zaś Los Leónes pokonali 2:1 i 3:0 trzecioligowy Racing Santander. Przed obydwoma zespołami zatem pierwszy poważny sprawdzian w tych rozgrywkach.
Barça podchodzi do niego w dość dobrym nastroju, po zdecydowanej zwyżce formy w grudniu i wygraniu niemal wszystkich (poza feralnym El Clásico) spotkań w minionym miesiącu. Z kolei forma Athleticu w bieżących rozgrywkach to prawdziwa sinusoida. Podopieczni Ernesto Valverde potrafią wygrać z Villarrealem, by wkrótce potem ponieść zaskakujące porażki z Las Palmas czy Betisem. Z drugiej strony mecze pucharowe rządzą się własnymi prawami i możemy być pewni, że piłkarzom z Bilbao akurat na tę potyczkę motywacji nie zabraknie.
Luis Enrique do stolicy Kraju Basków zabrał w zasadzie najmocniejszą kadrę. W Barcelonie pozostali jedynie kontuzjowany Jasper Cillessen, Denis Suárez, (tradycyjnie) Aleix Vidal oraz wracający po długiej kontuzji Jérémy Mathieu. Z kolei w barwach Athletic Club nie zobaczymy Oscara de Marcosa, Agera Aketxe, Yeraya Álvareza oraz Iñigo Lekue - wszyscy z powodu kontuzji znaleźli się poza kadrą podaną przez Ernesto Valverde.
Zwycięstwo na początku roku z pewnością jeszcze bardziej podbudowałoby morale w szatni Barcelony. Miejmy zatem nadzieję, że dłuższe urlopy Messiego, Neymara i Suáreza sprawiły, że "naładowali" oni baterie i z energią wejdą w styczniowy maraton gier. Vamos!
Komentarze (16)