Z okazji wieczornego meczu pomiędzy Athletikiem a Barçą na nowym San Mamés kataloński Sport powraca do meczu, który po dziś dzień widnieje na kartach historii Primera División jako spotkanie zakończone największą goleadą.
8 lutego 1931 roku – to właśnie tego dnia w meczu pomiędzy Athletikiem a Barçą na starym San Mamés padł wręcz niewiarygodny wynik 12:1. W kontekście rozmiarów porażki upokorzenie, jakiego zaznali wówczas Katalończycy ze strony Basków do dzisiaj jest bezprecedensowe w całej historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii.
Słynący ówcześnie z najbardziej uszczypliwych i ironicznych artykułów dziennik Xut! Opublikował 10 lutego na swojej okładce następującą treść dotyczącą zgonu Barçy: „czcigodna i będąca przykładem FC Barcelona wyzionęła ducha we wczesnym wieku 32 lat…”. Sport pisze, że choć od tamtego meczu minęło 86 lat, koszmar Barçy nie odchodzi w niepamięć.
Kataloński dziennik pyta, co takiego wydarzyło się tamtego pamiętnego dnia. Czytamy, że ówczesne dzienniki wyróżniły kilka głównych przyczyn tak wysokiej porażki Barcelony. Przede wszystkim pisano o wspaniałej postawie Athleticu, skuteczności Baty (zdobył siedem goli), kontuzjach Martiego (doznał urazu przy wyniku 0:2, kiedy zderzył się ze słupkiem, w wyniku czego uszkodził bark oraz głowę i zszedł z murawy) oraz Roiga (zawodnik kontynuował grę, choć od wyniku 1:8 był już kompletnie bezużyteczny), złym stanie murawy (dzień wcześniej doszło do obfitych opadów deszczu), a także o samej postawie Barçy, której, zdaniem dziennikarzy, zabrakło intensywności i przekonania w grze z powodu chęci nienadszarpnięcia wizerunku drużyny grającej w sposób sportowy i czysty.
Oczywiste jest to, że w przypadku tak wysokiej porażki należało powiedzieć coś o bramkarzu. Ramon Llorens zebrał spore cięgi, szczególnie ze strony mediów z Barcelony. Dzień po meczu La Ramba de Catalunya napisała: „Llorens ponosi całkowitą winę za utratę piątej bramki. Kolejny błąd Llorensa w 38. minucie dał rywalowi szóstego gola”. La Veu de Catalunya również nie miała litości dla bramkarza Barçy: „Llorens nawet nie starał się zapobiec utracie ostatnich trzech bramek pierwszej połowy”, odnosząc się do czwartej, piątej i szóstej bramki, jakie Katalończycy stracili w pierwszych 45 minutach.
W El Diluvio pojawiły się kolejne ciosy spadające na głowę Llorensa. Kataloński dziennik obwinił bramkarza Barcelony za utratę dwóch bramek. Po końcowym gwizdku 25-letni portero nie był w stanie powstrzymać łez. Płacząc, opuścił plac gry, a towarzyszyły mu owacje ze strony kibiców zgromadzonych na San Mamés.
Była jeszcze jedna przyczyna tak wysokiej porażki Barcelony. Choć w mediach publicznie o niej nie pisano, to jednak była ona komentowana w otoczeniu Barçy. Od dłuższego czasu stosunki pomiędzy piłkarzami a zarządem Gaspara Rosesa były bardzo napięte. Zawodnicy domagali się polepszenia swoich warunków ekonomicznych, a różnice pomiędzy obiema stronami były tak wyraźne, że po meczu na San Mamés mówiono o „martwych nogach”, sugerując w ten sposób, że piłkarze Barcelony zastrajkowali, aby wywrzeć presję na zarządzie. Ponadto przypomina się, że niektórzy piłkarze w ogóle nie udali się w podróż do Bilbao. Mas przedstawił pismo, w którym zapewnił, że nie może jechać z „określonych przyczyn”, natomiast największa gwiazda zespołu, jaką był Samitier, została w Barcelonie z powodu kontuzji, która była poddawana pod wątpliwość.
Na koniec Sport przypomina, że po wielu latach Athletic zapłacił połowę rachunku, jaki kiedyś w całości przyszło zapłacić Barcelonie. 10 marca 1991 roku Katalończycy rozbił Basków na ich stadionie 6:0, a zdobywcą czterech goli był Christo Stoiczkow.
Komentarze (12)