We wczorajszym meczu na San Mamés Ernesto Valverde po raz pierwszy nie wykorzystał limitu zmian i z ławki rezerwowych wprowadził na plac gry tylko jednego zawodnika.
Kibice nie mogli zobaczyć najbardziej wzruszających scen z powrotu Ernesto Valverde na San Mamés. Uściski, pozdrowienia, żarty i rozmowy szkoleniowca Barçy z rodziną należącą do Athleticu, w tym ze swoim bliski przyjacielem Kuko Zigandą, miały miejsce wewnątrz stadionu. Później, po wyjściu obu drużyn na murawę, trener Barcelony skoncentrował się na swojej pracy i nie pozwolił, aby w grę wchodziły sentymenty. W trakcie wczorajszego wydarzenia nie było miejsca na to, aby skupić swoją uwagę na Valverde. Konferansjer nie wyczytał nawet jego imienia, gdyż podał jedynie nazwiska graczy wyjściowej jedenastki Barçy i piłkarzy zasiadających na ławce rezerwowych. Szkoleniowiec Barcelony musiał pomyśleć, że tak było lepiej, gdyż nie chciał zostać rozproszony w osiągnięciu swojego celu, jakim było zdobycie trzech punktów. Aby wywieźć je z San Mamés Valverde wiedział, że od pierwszej minuty meczu musiał uważnie śledzić każdy pojedynczy detal.
Valverde wystawił taki skład, za pomocą którego chciał zneutralizować największą zaletę Athleticu, jaką jest gra powietrzna, zarówno przy stałych fragmentach gry, jak i tzw. drugich piłkach, gdy zawodnik otrzymuje długie podanie od bramkarza i zgrywa piłkę głową do wychodzącego na pozycję kolegi. W baskijskiej drużynie w tego typu akcjach często uczestniczą Raúl García i Iñaki Williams. Były gracz Atlético stara się przedłużać podania od Kepy, uwalniając szybkiego 23-latka. Dlatego też Valverde posłał do gry trzech wysokich zawodników: Piqué, Umtitiego i Busquetsa, którzy są absolutnie graczami pierwszego składu, a do pomocy w walce powietrznej oddelegował Paulinho i André Gomesa, którzy na zmianę zapobiegali dochodzeniu piłek do Raúla Garcíi. Oprócz nich o górne piłki walczył także Luis Suárez, który jest pomocny w wybijaniu piłek dośrodkowanych z rzutu rożnego czy innego stałego fragmentu gry. Mimo tych wszystkich zabezpieczeń Aritz Aduriz zdołał dojść do kilku wrzutek dogrywanych ze stojącej piłki. W końcowym rozrachunku mogło być gorzej, gdyż ostatecznie Bask nie zdobył bramki.
Ernesto Valverde grał przeciwko Athleticowi z niezaprzeczalną przewagą. Przed objęciem ławki trenerskiej na Camp Nou Hiszpan przez cztery lata prowadził baskijską drużynę, dlatego bardzo dobrze zna jej charakterystykę. Zigando dokonał zmian w pewnych aspektach, lecz fundamenty pozostały takie same. Nie chodzi o to, że Valverde zmienia styl gry swojego zespołu zależnie od rywala, z jakim przyjdzie się zmierzyć jego podopiecznym, jednak trener Barçy musiał myśleć, że jeśli Athletic ma w jakiś sposób zaskoczyć jego zawodników, będzie to jedna z tych broni, której on sam nie zna.
W drugiej części spotkania Valverde cierpiał, tak samo jak wszyscy kibice Barçy, widząc, jak Athletic raz po raz zabierał piłkę jego piłkarzom, którzy od linii obrony starali się wyprowadzać swoje ataki. Na rozgrzewkę został wysłany Denis Suárez. Wydaje się, że Valverde chciał wstawić młodego pomocnika, aby jego drużyna częściej utrzymywała się przy piłce, jednak dobrze przemyślał swój ruch i postanowił dokonać tylko jednej zmiany, wprowadzając na boisko Nélsona Semedo za André Gomesa i przesuwając Sergiego Roberto do środkowej strefy. Pierwszy raz w tym sezonie hiszpański trener nie wykorzystał limitu zmian. Nie zrobił tego nawet przy wyniku 1:0, aby ukraść czas drużynie gospodarzy. Powód takich decyzji tkwił w centymetrach. Ostatni szturm Athleticu miał być przeprowadzony z wykorzystaniem gry w powietrzu, która zazwyczaj pozwalała Baskom osiągać korzystne rezultaty. Z tego też powodu Valverde potrzebował wszystkich wystawionych przez siebie zawodników, aby zneutralizować zagrożenie nadchodzące po dośrodkowaniach.
Na sam koniec Mundo Deportivo pisze, że nie był to najlepszy występ Barçy pod wodzą nowego szkoleniowca. Katalończycy nie odnieśli najbardziej olśniewającego zwycięstwa, choć ostatecznie sięgnęli po trzy punkty w meczu, który został w sumienny i świadomy sposób przygotowany przez Ernesto Valverde.
Komentarze (38)