Rezerwowa manita

Julia Cicha

29 listopada 2017, 18:20

236 komentarzy

FC Barcelona po średniej pierwszej połowie i znakomitych drugich 45 minutach meczu pokonała Real Murcia 5:0, pewnie awansując do 1/8 finału Pucharu Króla. Bramki zdobywali Paco Alcácer, Gerard Piqué, Aleix Vidal, Denis Suárez i José Arnaiz. 

Ernesto Valverde postawił dziś na mocno rezerwowy skład, do pierwszej jedenastki desygnując m.in. Aleixa Vidala, Denisa Suáreza czy debiutującego w pierwszym zespole Oriola Busquetsa. Z podstawowych graczy wystąpili jedynie Gerard Piqué oraz Nélson Semedo.

Barça zaczęła mecz jak zwykle, gdy ma przewagę z pierwszego meczu - bez pośpiechu utrzymując się przy piłce, cierpliwie wymieniając podania i czekając na błąd w ustawieniu rywala. Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Nie padł on jednak po błędzie w ustawieniu, a... szczęśliwym odbiciu. W 16. minucie piłkę pod nogi w polu karnym dostał Aleix Vidal, nie opanował jej dokładnie, jednak jeden z obrońców rywala tak niefortunnie odbił futbolówkę, że ta trafiła w głowę Paco Alcácera, a ten w stylu Pippo Inzaghiego skierował ją do siatki. Otwarcie wyniku pogrzebało wszelkie nadzieje Realu Murcia na skomplikowanie gospodarzom życia. Katalończycy zaś dalej grali swoje, nie pozbywając się piłki zbyt szybko. Brakowało im jednak pewnego błysku, przyspieszenia akcji w odpowiednim momencie, przez co na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 1:0 dla Barçy.

Drugą połowę Barcelona rozpoczęła nieco lepiej, ponieważ tuż po wznowieniu gry znakomitą okazję miał Deulofeu. Nie wykorzystał jej, jednak co się odwlecze... W 55. minucie do ataku podłączył się Gerard Piqué, znakomicie grając "na ścianę" i wypuszczając Semedo prawym skrzydłem. Portugalczyk płasko zagrał w pole karne, a tam czekał już Piquénbauer, który niczym wytrawny snajper tylko dołożył nogę i podwyższył rezultat. Zaraz potem opuścił boisko, a Ernesto Valverde dał szansę debiutu Davidowi Costasowi. W 60. minucie było już absolutnie pozamiatane. Kolejne dobre wejście prawą stroną Semedo i dobre dogranie na wysokości klatki piersiowej wykończył głową Aleix Vidal, co ciekawe, grający przez moment po zejściu Piqué z opaską kapitana.

Worek z bramkami otworzył się na dobre, zaś gracze Murcii byli coraz bardziej zmęczeni i bezradni, patrząc na popisy rezerwowych piłkarzy Barçy. Na boisku pojawili się ponadto Arnaiz i (po kontuzji) Sergi Roberto, wnosząc dodatkową jakość i element nieprzewidywalności. Najpierw błysnął Katalończyk, który po szybkim rozegraniu na skrzydle posłał "ciasteczko" w stylu Xaviego czy Iniesty do wbiegającego w pole karne Denisa Suáreza. Galisyjczyk wykończył akcję niczym profesor i było 4:0. Arnaiz, o którym nieco ucichło od czasu jego świetnego występu w pierwszym meczu z Realem Murcia, nie chciał być gorszy. Po zagraniu Vidala i koronkowej piętce Denisa skrzydłowy Barçy B przyjął piłkę na lewą nogę i bez wahania huknął w przeciwny róg bramki, ustalając wynik na 5:0 w 79. minucie spotkania. Po tym trafieniu Barça zaniechała dalszego znęcania się nad rywalem, toteż mecz zakończył się efektowną manitą w wykonaniu Blaugrany.

Niedzielni kibice mogliby powiedzieć, że był to mecz bez historii. Faktycznie pierwsza połowa nie nastrajała przesadnym optymizmem, Barça raczej nudziła niż emocjonowała. Jak zwykle irytował Deulofeu, niewiele wychodziło też Aleixowi. Na szczęście w przerwie padło chyba kilka słów motywacyjnych, gdyż później zobaczyliśmy odmienioną Azulgranę. Cieszyła zwłaszcza postawa młodych, z których niemal każdy zaprezentował się co najmniej godnie. Wyróżnić należy Alenę, który świetnie regulował tempo gry w środku boiska, Arnaiza, który kolejny raz pokazał, że nie brak mu talentu, oraz Oriola Busquetsa, który świetnie zastąpił swojego mentora na pozycji defensywnego pomocnika. Nie zawiedli również nieco starsi gracze, jak Sergi Roberto czy Denis Suárez. Podsumowując, była to świetna próba w obliczu spotkań ligowych z nieco mniej wymagającymi rywalami. Ernesto Valverde mógł przekonać się, na których graczy warto postawić w takich sytuacjach. Kolejny mecz już w sobotę z Celtą Vigo (na Camp Nou), o tyle specyficzny, że rozgrywany w przedobiadowej porze (13:00). 20 meczów bez porażki - to musi budzić szacunek. Najtrudniejsze jednak dopiero przed nami.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (236)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze