Dokładnie 77 dni - tyle trwała rozłąka Barçy z Ligą Mistrzów, odkąd 5 grudnia 2017 podopieczni Ernesto Valverde "rozprawili się" ze Sportingiem w ostatnim meczu fazy grupowej. Dziś nadszedł wreszcie czas na pierwszy pojedynek w fazie pucharowej tych rozgrywek. Naprzeciw Blaugrany stanie rywal, z którym związanych jest mnóstwo gorszych lub lepszych wspomnień culés. Począwszy od pamiętnych pojedynków w 2006, gdy błyszczał Ronaldinho, poprzez słynne Iniestazo na Stamford Bridge, aż po przeklęty półfinał z 2012 roku, gdy wybitnie defensywna Chelsea pogrążyła Barçę Guardioli w jego ostatnim sezonie na Camp Nou. Czy dzisiejszy mecz przyniesie równie wiele emocji? Przekonamy się już wieczorem. Początek spotkania, jakżeby inaczej, o 20:45.
Przez ponad dwa miesiące, które upłynęły od losowania 1/8 finału Ligi Mistrzów, wiele zdążyło się zmienić w obydwu obozach. Świetnie spisująca się wówczas w lidze Chelsea sama pozbawiła się szans na tytuł mistrzowski, wpadając w styczniowy kryzys, którego efektem były m.in. bolesne porażki z Bournemouth czy Watfordem oraz ogrom krytyki, jaki spadł na szkoleniowca londyńczyków Antonio Conte. Dopiero ostatnie dwa spotkania przyniosły zwycięstwa z WBA oraz Hull City, co nieco złagodziło atmosferę na Stamford Bridge. Nie zmienia to jednak faktu, że posada Conte wisi na włosku i ewentualna porażka w dwumeczu z Barçą może kosztować Włocha utratę stanowiska.
Zupełnie inne nastroje panują na Camp Nou. Od czasu grudniowego El Clásico drużyna popadła w swoistą sielankę, potwierdzoną znakomitymi wynikami w lidze i Pucharze Króla, gdzie Leo Messi i spółka awansowali do finału. Zwycięską passą zachwiały jednak remisy z Espanyolem i Getafe oraz porażka z Los Pericos w pierwszym pojedynku w ćwierćfinale Copa del Rey. O dołku formy w żadnym wypadku nie można mówić, widać jednak pierwsze oznaki zmęczenia sezonem i grą praktycznie co trzy-cztery dni w okresie styczniowo-lutowym. Również w ostatnim meczu z Eibarem Duma Katalonii nie błyszczała, mimo solidnej wygranej 2:0. Trzeba jednak pamiętać, że Liga Mistrzów to zupełnie inna dawka emocji i motywacji, na co najlepszym przykładem jest zeszłotygodniowe zwycięstwo Realu Madryt z PSG.
Podwójnie zmotywowany na dzisiejszy mecz musi być Leo Messi. Chelsea jest bowiem jednym z tych rywali, który Argentyńczykowi wybitnie "nie leży". Dowody? Wystarczy tu przytoczyć jedną statystykę: w ośmiu pojedynkach z The Blues Leo Messi nie zdołał strzelić ani jednej bramki. Kilkukrotnie był oczywiście blisko, najbliżej prawdopodobnie w 2012 roku, gdy trafił w poprzeczkę z rzutu karnego. Zważywszy na tendencję La Pulgi w bieżącym sezonie do obijania obramowania bramki, warto mieć to na uwadze. Gdyby jednak piłka po strzale Messiego i odbiciu się od słupka czy poprzeczki wpadła do siatki, nikt z culés nie miałby tego Argentyńczykowi za złe...
Nie sposób nie przytoczyć innej niekorzystnej statystyki przed wieczornym pojedynkiem: z siedmiu meczów, jakie Barça rozegrała w swojej historii na Stamford Bridge, tylko jeden zakończył się zwycięstwem Blaugrany. Mowa oczywiście o słynnym pojedynku na etapie 1/8 finału LM w 2006 roku, gdy Barça po samobójczym trafieniu Terry'ego i bramce Eto'o zdołała zwyciężyć 2:1. Pozostałe mecze to istne horrory, choć remis z 2009 roku również możemy potraktować jako zwycięski - wszak bramka Iniesty dała Barcelonie awans do upragnionego finału. Z kolei łączny bilans pojedynków Barçy z Chelsea jest równy - 5 zwycięstw Blaugrany, 5 remisów i 5 triumfów The Blues.
Sytuacja kadrowa obu zespołów przed dzisiejszym pojedynkiem jest jasna. W Barcelonie do zdrowia powrócili praktycznie wszyscy zawodnicy, bez szans na grę pozostają jedynie Philippe Coutinho (występował już w Lidze Mistrzów w tym sezonie w barwach Liverpoolu) oraz Nélson Semedo (pauzuje za kartki). Jeśli Ernesto Valverde nie przygotował jakiejś tajnej broni taktycznej na to spotkanie, to od pierwszych minut powinniśmy zobaczyć tzw. once de gala, z Rakiticiem, Busquetsem i Iniestą w środku. Być może dołączy do nich Paulinho, choć wielu dziennikarzy spekuluje, że szansę od pierwszych minut dostać może Ousmane Dembélé.
Jeśli chodzi o Chelsea, największą niewiadomą jest obsada pozycji napastnika. Álvaro Morata wciąż dochodzi do siebie po niedawnej kontuzji, w związku z czym bardzo możliwy jest występ sprowadzonego kilka tygodni temu z Arsenalu Oliviera Giroud. Poza tym na boisko nie wyjdą również David Luiz i Tiemoue Bakayoko. Niepewny do ostatnich chwil będzie też występ Marcosa Alonso, choć trudno wyobrazić sobie, by Conte postawił na innego wahadłowego na lewym skrzydle, nawet kosztem kolejnej kontuzji Hiszpana.
Nie ma wątpliwości, że szykuje nam się prawdziwe partidazo. Nawet zważywszy na nieco słabszą formę mistrzów Anglii, pozostają oni niezwykle silną drużyną, zdolną do rywalizacji z największymi. Dodatkowo atmosferę podgrzewają niektóre media, wypominające rzekome pomyłki sędziowskie w półfinale z 2009 roku. Zostawmy jednak na boku wszelkie spekulacje. Zadanie dla Barçy jest proste: przywieźć jak najkorzystniejszy rezultat z wybitnie niewygodnego terenu, jakim jest Stamford Bridge. Wiemy doskonale, że w rewanżu na Camp Nou wszystko jest możliwe. Pokazał to chociażby zeszłoroczny mecz z PSG, o wyniku którego nawet nie trzeba przypominać. Oby jednak tym razem obyło się bez konieczności dokonania remontady. Vamos!
Komentarze (48)