Monchi, były piłkarz Sevilli i dyrektor sportowy AS Romy, udzielił wywiadu dla Mundo Deportivo, w którym poruszył kilka tematów związanych z FC Barceloną. Rzymianie już wkrótce zmierzą się z Blaugraną w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Alves, Keita, Adriano, Rakitić, Aleix Vidal... Zawsze wyprzedzał pan Barcelonę, a ci piłkarze ostatecznie trafiali na Camp Nou.
Nie, to nie tak. Sevilla to świetna drużyna do tego, żeby sprawdzić umiejętności danego piłkarza. Źródła, z których czerpała Sevilla, a teraz robi to Roma, nie są tymi, z których Barcelona korzysta w pierwszej kolejności. Zazwyczaj należy trochę zaczekać. Ja też nie mogę kupować zawodników, którzy mogą wzmocnić drużyny słabsze od mojej. Nie działa to w żaden sposób na szkodę Barcelony. Wręcz przeciwnie, dzięki temu można upewnić się co do ich umiejętności. Ci zawodnicy z reguły dobrze radzili sobie w Barcelonie.
Jednym z nich jest Rakitić, jeden z najczęściej wystawianych zawodników przez Luisa Enrique i Ernesto Valverde. Kiedy kupował go pan w 2011 roku z Schalke, spodziewał się pan, że będzie to tak wszechstronny piłkarz?
Ivan ma pewną ogromną zaletę. Oprócz bycia świetnym piłkarzem jest też inteligentnym człowiekiem, co pozwala mu sprawdzać się do różnych rolach. Przenosi tę inteligencję na boisko, dlatego może zmienić swoją pozycję w trakcie meczu. Zdarzało się tak w Sevilli i zawsze wychodziło dobrze.
Jest pan dobrze rozeznany na rynku transferowym. Czy obserwował pan Arthura, którego Barcelona może wykupić latem z Grêmio? Podoba się panu jego styl gry?
Tak, obserwuję go. To świetny piłkarz z dobrym CV jak na swój wiek. Podoba mi się jego osobowość i gra z piłką przy nodze. Nie wiem, czy ostatecznie trafi do Barcelony, ale to interesujący zawodnik.
Czy widzi pan Romę grającą systemem 4-3-3 przeciwko Barcelonie?
Nie wiem i nie mógłbym tego powiedzieć, ponieważ Valverde też może czytać Mundo Deportivo. Na razie skupiamy się na meczu z Bolonią, mamy jeszcze czas na przygotowania. Nie martwię się o system. Trener przygotuje takie ustawienie, które pozwoli przeciwstawić się sile i umiejętnościom zawodników Barçy.
W losowaniu nie chciał pan trafić na Barcelonę i Manchester City. Czy uważa je pan za najsilniejsze drużyny?
To byli dwaj najsilniejsi rywale pod względem jakości posiadanych piłkarzy i formy drużyny.
Kiedy był pan w Sevilli, Messi przysporzył panu wiele zmartwień (27 goli za kadencji Monchiego). W czym widzi pan postęp u tego zawodnika?
Niedawno sam Messi przyznał, że zrozumiał, że w piłce liczy się przede wszystkim gra zespołowa i powinien sprawiać, że inni zawodnicy czują się ważniejsi. W tym podsumowuje się jego postęp. Gra bardziej zespołowo i robi to niemal bezbłędnie. Jeśli ktoś na takim poziomie indywidualnym jest w stanie dostrzec, że piłka nożna to gra drużynowa, to osiąga perfekcję, tak jak Leo.
Da się go zatrzymać, czy należy skupić się na zatrzymaniu pozostałych piłkarzy?
Popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy założyli, że Barcelona to tylko Messi. Ma on jednak większy wpływ na grę niż ktokolwiek inny. Należy spróbować go zatrzymać, ale trzeba też przeciwstawić się całej drużynie, w której jest wielu ważnych piłkarzy.
Gdzie może leżeć klucz do awansu Romy?
W jak najbliższym trzymaniu się taktyki ustalonej przez trenera. Jeśli uda się przełożyć na mecz to, co ćwiczymy podczas treningów, będziemy mieli szansę. Nie wiem, czy mamy 20 czy 30% szans na awans, ale dotarliśmy już do ćwierćfinału i możemy kontynuować nasze marzenia.
W Barcelonie awans do półfinału uważa się za niemal pewny. W jaki sposób mógłby pan wlać trochę niepokoju w serca kibiców Blaugrany, którzy nie pamiętają już, że Roma wygrała grupę z Chelsea i Atlético Madryt?
Widziałem niektóre okładki, ale moment na takie rozważania był tuż po losowaniu. Teraz należy skupić się na pracy i zamknąć przepływ informacji z Rzymu. W tym momencie nie możemy już niczego zdradzić. Wszystko zostało powiedziane, a dwumecz rozstrzygnie się na boisku.
Komentarze (4)