Mecze z Villarrealem i Espanyolem pokazały możliwości obecnej Barcelony. Zestawienie świetnej formy w obu ostatnich kolejkach z kontekstem całego sezonu dostarcza zespołowi Valverde mniej powodów do optymizmu. Wystarczy, że wspomnę ostatni miesiąc. Bilans z muraw ligowych i europejskich to trzy zwycięstwa, dwa remisy, porażka oraz osiem straconych bramek.
Która Barça jest prawdziwa – niszcząca Real i Espanyol, czy oglądana z Leganés, Rayo, Betisem i na San Siro? Uważam, że dzisiejszy pojedynek udzieli w tej kwestii kilku podpowiedzi.
Leo Messi wykazał się ambicją, gdy w imieniu swoim i kolegów zapowiedział przed sezonem, że celem drużyny na ten rok jest triumf w Lidze Mistrzów. Powinien życzyć sobie i fanom więcej czystych kont. Jak pokazał wieczór w Tangerze, bez nich trudno nawet o Superpuchar Hiszpanii.
Dawno temu w sierpniu Blaugrana zanotowała dwa kolejne mecze na „zero z tyłu”, z Alavés i Valladolid. Mamy grudzień. Mistrzowie Hiszpanii nie powtórzyli tego wyczynu ani razu. Do tego w jedenastu meczach ligowych z rzędu stracili 19 goli. Choć można to szybko sprawdzić w sieci, pominę przytoczenie ekip o podobnych liczbach. Od takiej listy sympatykowi Barçy może się zrobić słabo.
Utrzymanie odporności w obronie stało się dla drużyny wyzwaniem samym w sobie. Potwierdzają to dane ze wszystkich rozgrywek. Na 23 spotkania w sezonie 2018/19 FC Barcelona zanotowała straty przy szesnastu okazjach. Średnia ze wszystkich rozgrywek to 1,1 schylonego bramkarza na mecz.
Forma obrony zmorą Barcelony
Pozycja lidera w lidze i grupie B przyjemnie pudruje sytuację. Negatywne statystyki pod swoją bramką muszą decydować o wynikach. Było blisko, aby jeden z licznych w sezonie indywidualnych błędów w obronie zabrał dominującej mecz Azulgranie Superpuchar Hiszpanii. Kwadrans przed końcem kartę „Wyjścia z więzienia” dał kolegom Ousmane Dembélé.
Na przełomie września i października klub z Camp Nou zanotował cztery kolejne mecze ligowe bez zwycięstwa. Tracił gole w każdym z nich. Sięgająca 12 lat wstecz punktowa mizeria lidera La Ligi czeka jedynie na podsumowanie trzynastozgłoskowcem. Poza tym napisano o niej wszystko.
Leónesa była jednym z kilku przedstawicieli niższych lig trafiających w Pucharze Króla. W kontekście całego sezonu trafienie trzecioligowca potęguje wrażenie braku stabilności pod katalońską bramką. Barça może stracić gola z każdym. Na wielu tegorocznych konferencjach Valverde zapewniał, że zdaje sobie sprawę ze skali problemów w obronie. Na tym etapie rozgrywek za deklaracjami powinno iść więcej faktów. Występ na Wembley to tylko jeden z podobnych przykładów. Pokonanie Tottenhamu i natchniona gra w ofensywie zasłużyły na okładki, oklaski, pochwały. Dbającą o emocje do 90. minuty postawę obrony gości powszechnie przemilczano.
Czyste konto w dzisiejszym rewanżu ze Spurs jest potrzebne, aby przedłużyć kiełkującą formę newralgicznej formacji Barcelony i potwierdzić wysokie jak co roku ambicje. W dalszej perspektywie to warunek powrotu do grona wiosennych faworytów Ligi Mistrzów. Fenomenalna forma Messiego i odzyskana linia pomocy mogą nie wystarczyć.
Europa wybacza mniej
Barça potrzebuje mocnych rywali, aby na ich tle sprawdzać szczelność swojej obrony. Większość ekip La Liga jest za słaba, aby wykorzystać wszystkie prezenty rozdawane na długo przed Gwiazdką przez Busquetsa, Roberto, Piqué, Umtitiego, Lengleta i ter Stegena. Europa wybacza mniej.
Rywal europejski rywalem nieznanym. Inny sposób gry, inne metody, inna fizyczność. Jeśli Barça na serio planuje zdobycie Ligi Mistrzów w tym sezonie, wiarygodność tych planów musi budować przekonującymi zwycięstwami z rywalami pokroju Tottenhamu czy Interu. Żaden z tych klubów nie jest zaliczany do grona faworytów całego turnieju. Każdy sprawił Barcelonie poważne trudności. W trzech meczach z Włochami i Anglikami gracze Barçy stracili trzy gole.
Można się spierać, czy to dużo, czy mało. Na pewno więcej niż zero. Boiskową dominację nad rywalem Barça zdołała pokazać tylko przeciw młodzieży z Eindhoven – w jednym, domowym, meczu. Im bliżej końca rewanżu w Holandii, tym bardziej przypominał on popisy katalońskiej obrony w Leganés.
Odporność leży poza możliwościami podopiecznych Valverde nawet przeciw najsłabszej konkurencji w grupie. Można głośno zwątpić, jakie szanse na triumf w całych rozgrywkach ma klub z obroną, która w Eindhoven dopuściła do 26 strzałów gospodarzy. Z kimkolwiek Barça zmierzy się w dalszych meczach Ligi Mistrzów, jestem pewny, że europejscy potentaci będą zamieniać błędy jej obrony z wyższą skutecznością niż PSV, Inter i Spurs. Z tego punktu widzenia ostatni grupowy mecz Katalończyków z pojedynku o honor urasta dla mnie do rangi meczu o wyższe cele tego sezonu.
W starciach z trzecią siłą Premier League, czwartą Serie A i mistrzem Holandii Barça pozwoliła rywalom oddać co mecz 13,6 strzału na swoją bramkę. Czemu City, Atlético, Juventus, Real, Bayern mają obawiać się takiej konkurencji? Każdy z wymienionych klubów regularnie dociera w ostatnich latach dalej niż zatrzymana od 2016 roku na ćwierćfinale Barcelona.
Pewność siebie buduje się na wynikach, nie na zapowiedziach. W sezonie, gdy czyste konto jest dla FC Barcelony wyczynem samym w sobie, mówienie o chęciach podbicia piłkarskiej Europy ma więcej wspólnego z wiarą i nadzieją niż faktyczną jakością gry podopiecznych Valverde.
Różne składy, wspólne straty
Łatwość tracenia goli pozostaje w tym sezonie niezależna od tego, kogo deleguje Ernesto Valverde. Zestawienie Barçy na dzisiejsze spotkanie będzie przemeblowane jak skład andaluzyjskiego parlamentu. W meczu wciąż wystąpi blisko połowa podstawowych graczy defensywnych Barçy. Otrzymają znakomitą okazję na podreperowanie swych statystyk.
Poza szansą na szczyptę prestiżu, zachowanie czystego konta z uznanym przeciwnikiem świetnego trenera i podniesienie morale przed czyhającymi za rogiem trudniejszymi wyzwaniami, dzisiejsze podjęcie Tottenhamu stanowi jeden z tych wieczorów, kiedy uważny obserwator mierzy wartość zespołu. Jeśli Messi, Valverde i cała FC Barcelona chcą przekonać takich obserwatorów jak ja, że są w stanie powalczyć o zwycięstwo w Lidze Mistrzów – dziś mają do tego doskonałą okazję.
Mniejsza jednak o odczucia widza. Słowa Messiego z sierpnia wskazują, że po trzech latach gorzkich rozczarowań drużyna potrzebuje udowodnić swą markę w Europie przede wszystkim sobie.
Komentarze (24)