Jordi Cruyff skomentował ostatnie wydarzenia w Barcelonie w programie „El Larguero”. Zaprzeczył, jakoby miał dołączyć do klubu już w tym tygodniu, oraz odniósł się do przyszłości Leo Messiego.
Wybory: Najwyższa pora, by klub miał prezydenta, to najlepsza wiadomość. Jego brak w żaden sposób nie pomógł w osiągnięciu spokoju sportowego, którego potrzebują wszystkie drużyny. Bardzo podobało mi się wspólne zdjęcie kandydatów. Nawet dla nich było to coś wyjątkowego.
Stabilizacja: Piłkarze i trener potrzebują spokoju. Kiedy prezentuje się projekty sportowe, pojawiają się nazwiska… Uwaga przesuwa się tam, gdzie nie powinna się znajdować.
Gest Laporty w stronę Johana Cruyffa: Nie wiedziałem, że to zrobi, dowiedziałem się rano. Zaskoczyło mnie to, to raczej miły gest, a nie deklaracja intencji. Wielu członków zarządu znało osobiście mojego ojca. To dla mnie coś pięknego, ale nie wiedziałem o tym.
Cruyffismo: Nie sądzę, by zniknęło, ostatnio wychowankowie pojawiają się w pierwszym zespole, a rezerwy grają przecież w Segunda B. Ważne jest, by Barça starała się dominować w grze i podchodzić do ataku skrzydłami.
Przyszłość Messiego: Nie wiem, jaka będzie. Uważam, że tylko on może na to odpowiedzieć. Widziałem, że pojawił się na wyborach z synem, bardzo świętował też remontadę z Sevillą… To bierze się z wewnątrz. To jednak tylko spekulacje, on ma odpowiedź.
Przyszłość Koemana: Miesiąc temu nikt nie pomyślałby, że Barcelona będzie w takiej sytuacji: w finale Pucharu Króla oraz z szansami na mistrzostwo, choć wydawało się, że liga była już przesądzona.
Powrót do klubu: Nie wiem, skąd pojawiły się informacje, że wracam w tym tygodniu. Przygotowuję jutrzejszy trening w Chinach.
Komentarze (10)