- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1797 Culés
Gorące dyskusje
kodi77
158
Córeczka odeszła mi rok temu więc dzisiejszy dzień ojca boli podwójnie ale mam nadzieję że z... » Czytaj dalej
28 odpowiedzi
Deathwing112
3
Zmieńcie program na Kanał Zero. Słuchajcie co ten lekarz mówi. Przecież to powinien być... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
Conradxc
3
Messi 3 bramki z Algierią (iksDE): wOoOoOWoowowowow kOsMiTaRonaldo 2 bramki z Uzbekistanem: żodyn... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1797 Culés
5
Ach, cóż to miała być za historia. Barcelona pogrążona w głębokim kryzysie, jedna afera za drugą, piłkarze pokłóceni z zarządem, kapitan zatrzymany wbrew woli, rosnąca strata do lidera... aż tu nagle pojawiło się światełko w tunelu. Z początku liche, przyćmiewane przez echa porażek z rywalami z górnej półki, ale przybierające na sile, podsycane przez coraz lepsze wyniki, dramatyczne końcówki rozstrzygane na korzyść Blaugrany, na dobre rozbłysło w momencie podniesienia trofeum za krajowy puchar. Któż wówczas nie wierzył, tabela rysowała się w coraz weselszych barwach i nawet pojedyncze porażki nie były w stanie tego zniweczyć, wszak Duma Katalonii była już zależna tylko od siebie. Wystarczyło wygrać kilka spotkań, pikuś. Odrodzenie potęgi było realne, ba, wydawało się iścić na naszych oczach, aż tu nagle, nie wiadomo skąd, spadł kubeł zimnej wody. Najpierw Granada, potem Atletico i w końcu Levante pozbawiające Barcelonę złudzeń. Nie tak to miało wyglądać. Piękna, romantyczna opowieść o podnoszeniu się z upadku, budowaniu drużyny, skończyła się w brutalny sposób. Nie będzie happy endu, sezon dobiegnie końca, a zespół będzie niemal w tym samym miejscu co rok temu, pozostawiając otwarte kwestie takie jak sens wiary w dzieło Koemana czy konieczność wzmocnień. Szkoda, nie takie miało być zakończenie, jedyne co zostaje na otarcie łez, to wspomnienie emocji, które towarzyszyły kolejnym meczom, to one są esencją sportu, ale marne to pocieszenie wobec śmiałych oczekiwań sprzed jeszcze kilku dni.