La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1341 Culés

2

Wyjątkowa Copa!

10 marca 1963 r. Boliwia remisuje z Ekwadorem 4:4 na Estadio Hernan Siles w La Paz. Tym samym rozpoczyna się 28 edycja Copa America. Po raz pierwszy w historii uczestników turnieju gościła Boliwia. Nigdy wcześniej piłkarze z nizin nad La Platy nie występowali na wysokościach tak podniebnych. Stolica Boliwii nazywana ,,Dachem Ameryki leży bowiem 3600 metrów nad poziomem morza. Rozrzedzone powietrze powodujące odczuwalny niedobór tlenu oraz inne klimatyczne problemy stawiały przed organizmami zawodników wymagania, którym słabsi fizycznie nie mogli sprostać. Owe specyficzne warunki dla odmiany faworyzowały gospodarzy oraz do pewnego stopnia także obytych z wysokogórską specyfiką- Peruwiańczyków. Główną areną imprezy był stołeczny Estadio Hernan Siles, jednak organizatorzy, uwzględniając argumenty drużyn przyjezdnych, większość spotkań przenieśli na jeszcze pojemniejszy Estadio Felix Capriles w miejscowości Cochabamba, położonej nieco niżej niż La Paz. Nieobecność Urugwaju, trzeciorzędna ekipa Brazylii(najlepsi jej piłkarze akurat szykowali się do wielkiego tournée po Europie), pokoleniowa zmiana w drużynie Peru, wreszcie personalna rewolucja w kadrze Argentyny- wszystko to stwarzało gospodarzom wręcz życiową szanse. Trzeba przyznać iż bodaj nigdy wcześniej turniej tej rangi nie był, w skutek powyższych okoliczności, obsadzony tak słabo. Toteż Boliwia przygotowywała się do niego niezwykle starannie. Poświęcono temu wszystkie możliwe środki, zapewniając ekipie idealne warunki. Czuli oni ogromną społeczną presje, lecz owe wygórowane oczekiwania okazały się czymś w rodzaju wiatru w żagle. Poczucie odpowiedzialności za wynik nie paraliżowało ich, wprost przeciwnie, wyzwoliło wszelkie rezerwy, dopingując do największych poświęceń. Zresztą pod tym względem boliwijscy górale zawsze stali wysoko. Ambicją, bitnością, wolą walki dorównywali niemal samym Paragwajczykom. Było też jasne że w niebywale trudnych warunkach klimatycznych wydolność ich organizmów pozwoli na ,,zabieganie” przeciwnika. Ich asem atutowy, idolem absolutnym, wręcz bohaterem narodowym był nieodmiennie, już od końca lat 40-tych, Victor Agustin Ugarte, z pochodzenia Indianin, który w czasie turnieju miał… 37 lat! Niewysoki, silny fizycznie, w odróżnieniu od bitnych, twardych lecz nieco topornych kolegów był przede wszystkim niezrównanym technikiem. Jego dryblingi, sposób panowania nad piłką czy imponujący repertuar zwodów, nasuwały porównanie z największymi artystami piłki z Brazylii, Urugwaju czy Argentyny. Nie ustępował im niczym. Na początku lat 60-tych pojawił się wreszcie w Boliwii godny partner Ugarte. Nie był wprawdzie technikiem tak finezyjnym ale potrafił wiele. Występował na prawym skrzydle, lecz z upodobaniem zmieniał pozycje, często przechodząc do środka. Strzelał ostro i kąśliwie, w najmniej spodziewanych momentach. Ten groźny napastnik nazywał się Ramiro Blacutt i miał już za sobą doświadczenie zdobyte w argentyńskim Ferro Carril Oeste. Wraz z Blacuttem w tymże Ferro grali jeszcze twardy jak skała Wilfredo Camacho oraz często w charakterze rezerwowego de Lorenzo. Boliwijczycy szukali wzorów do naśladowania właśnie u potężnego sąsiada. Argentyńscy zawodnicy byli gwiazdorami klubów z La Paz i Cochabamba a niektórzy z nich po pewnym czasie przyjęli nawet obywatelstwo boliwijskie, nabywając tym samym praw do występów w drużynie narodowej. Taki status uzyskali obrońcy Cainzo i Eduardo Espinoza oraz pomocnik Vargas. Odsiecz ta bardzo wzmocniła linie defensywne i chociaż wspomniana trójka z pewnością nie reprezentowała klasy światowej, lecz jej doświadczenie i obycie przydało całemu zespołowi wiele solidności i pewności siebie. Spośród uczestników turnieju zupełnie nie liczyła się Kolumbia. Tylko kompletnie osamotniony Gamboa przeprowadzał błyskotliwe indywidualne akcje. Nieco lepiej wypadł Ekwador, lecz pozbawiony swego asa atutowego Alberto Spencera, nie mógł zwojować zbyt wiele. Jednak to Ekwadorczyk Carlos Raffo dosyć nieoczekiwanie wywalczył tytuł króla strzelców imprezy z 6 golami. Z kolei Peru zmieniało skóre. Odeszli niemal wszyscy wybitni piłkarze dawnej generacji,, traktujących futbol jako beztroską , cudowną zabawę. Dopiero wyrastało pokolenie nowe, o innej mentalności. Nazwiska takich piłkarzy jak Rubinos, Campos, Leon czy Gallardo miał poznać futbolowy świat po kilku następnych latach , kiedy dojrzały fantastyczne talenty młodej generacji: Cubillas, Sotil, Challe, Baylon czy Ramirez. Natomiast nad podziw udany okazał się powrót Paragwaju do kontynentalnej elity. ,,Guarani” przywieźli zespół jak zwykle bojowy i nieprzytomnie ambitny, który znakomicie znosił trudne warunki klimatyczne, kondycyjnie wytrzymując wszystkie mecze do ostatniego gwizdka. Paragwajczycy urwali punkt faworyzowanej Argentynie, ulegli tylko gospodarzom a w przekroju całego turnieju stracili najmniej goli. W obronie bez zarzutu spisywali się Antonio Insfran i Vicente Bobadilla, zaś w ataku wielkie wrażenie wywarł głownie Eladio Zarate, potężne, wysokie chłopisko, poruszające się wszakże z gracją baletnicy. Zdobył wprawdzie tylko 3 gole ale widać było że gra świetnie głową i ma zadatki na snajpera wyborowego. Wiedząc że Brazylia sprawdza swoje głębokie rezerwy, również kierownictwo ekipy argentyńskiej postanowiło poddać próbie całą grupe młodych, obiecujących piłkarzy. Legendarny piłkarz a wówczas trener Nestor Rossi, zebrał naprawdę zdolnych młokosów. Do ciekawych postaci należał bramkarz Edgardo Andrada, prawoskrzydłowy Raul Bernao czy wreszcie szczupły napastnik Cesar Luis Menotti, bardzo inteligentny o silnej osobowości. Jednak to było za mało by rywalizować o miano mistrza Ameriki Południowej i w efekcie Argentyna zajęła dopiero 3 miejsce. Losy turnieju przesądził właśnie mecz gospodarzy z Argentyną w La Paz. Boliwijscy górale nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa, chociaż wygrali 3:2 po zaciętej walce. O dziwo Albicelestes dobrze znieśli klimatyczne niedogodności, toteż zażarty, wyrównany bój trwał do końcowego gwizdka. Ponad 20 tys. fanatycznych kibiców ryczało tak przeraźliwie że ich krzyk zdawał się wprawiać w drżenie szczyty okolicznych gór. Ten szaleńczy doping nie pozostał bez wpływu na wynik spotkania. ,,Mieliśmy wrażenie że w przypadku wygranej nie uszlibyśmy cało ze stadionu”- komentował argentyński napastnik Savoy. Decydujący gol padł w okolicznościach, które wzbudziły protesty gości. Blacutt został sfaulowany na polu bramkowym. Rzut karny obronił Andrada w iście kocim stylu, wybijając piłke na korner, po czym utonął w ramionach kolegów, przyjmując gratulacje za ten wyczyn. Tym czasem Boliwijczycy bez chwili zwłoki wykonali rzut rożny i korzystając z zamieszania, Camacho strzelił gola. Swój ostateczny sukces Boliwia przypieczętowała pare dni później w Cochabamba, pokonując Brazylie 5:4! Niebywała euforia ogarnęła stadion, miasto i cały kraj. Bohaterów zniesiono z boiska na ramionach. Prezydent republiki, Victor Paz Estenssoro osobiście pojawił się w szatni, ściskając po kolei wszystkich piłkarzy. Na wniosek rządu minister edukacji wypłacił każdemu zawodnikowi po 10 milionów pesos, zaś dwie postaci najbardziej zasłużone uhonorował najwyższym odznaczeniem państwowym: orderem Andyjskiego Kondora. Zaszczytu tego dostąpili prezes federacji futbolowej Roberto Prada oraz największy piłkarz Boliwii w dziejach- Victor Agustin Ugarte. Doprawdy, trudno o godniejsze zakończenie, wieloletniej, wspaniałej kariery. Długo jeszcze szczęśliwa Boliwia napawała się tym jedynym w historii triumfem. Nie ma się co dziwić, w końcu Boliwia poza swoim terytorium jest piłkarskim outsajderem i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zdobędzie jeszcze to trofeum…

@AssisMoreira

1

@FCBparasiempre pisz w odpowiedzi do komentarza takie długie wpisy kolego. Kciuki bolą od scrollowania. Pozdrawiam

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: