La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1608 Culés

3

Czy warto się żenić i czy planujcie to zrobić w przyszłym lub już to zrobiliście? :p
@Kgorecki2500 @michal26 @Kondziubarca @AFA90 @Lionel_Messi10 @macio_944

15

@tomek8756 nie warto, planuję :)

3

@tomek8756 To nie jest tak , że warto albo nie warto. Gdybym miał powiedzieć prawdę to poszedłbym siedzieć.

1

@tomek8756 Zależy o jaki ślub Ci chodzi, bo jeśli o kościelny to nie warto.

A jesli o cywilny to jak najbardziej, po rozstaniu podpisujesz tylko jeden świstek i nie musisz po sądach latać jak po kościelnym ślubie.

1

@Lionel_Messi10 Kościelny/cywilny, kwestia wyboru:)

3

@tomek8756 Nie warto. Można najwyżej wziąć kościelny bez cywilnego. Cywilny to proszenie się o kłopoty. To najbardziej nieuczciwa i nieprzejrzysta umowa, jaka istnieje. No chyba, że jesteś kobietą.

1

@tomek8756 Cywilny jak najbardziej bo jak napisalem wyżej, jeden świstek podpisujesz po rozstaniu i tyle.

1

@Lionel_Messi10 Chyba nie do końca jest tak łatwo, trzeba złożyć wniosek o rozwód (z tego co czytam)

2

@tomek8756 Na pewno latwiej niż po kościelnym, gdzie musisz po sądach jeździć. ;-)

6

@tomek8756 ja jeszcze dodam jedną rzecz, zupełnie na poważnie. Nie zależnie od tego, czy dziewczyna ma wyjść za mąż, czy facet się ożenić - żyjemy w takim społeczeństwie, takiej kulturze (obecnie) i takich mamy ludzi, że nie sposób wiedzieć za kogo wyjdziesz. Serio.
Możesz być PEWNY a po latach się okaże, że ożeniłeś się z psychopatką, czy też "kurtyzaną". I tak samo w drugą stronę.
Dzisiaj zwyczajnie trzeba się zabezpieczyć się na wszelkie okoliczności.
@LS dał fajną sugestie - tylko ślub kościelny. A jeśli już cywilny, to koniecznie rozdzielność majątkowa, a najlepiej majątek mieć ZANIM się wyszło za mąż/ożeniło się. Osobne konta (moje, jej, wspólne).
Dodatkowo jakąś umowe sporządzić przed.
Inaczej bym się zwyczajnie bał.
Dlatego ja np. teraz nie szukam partnerki, dopiero za 2-3 lata, jak się w pełni ustatkuję i wtedy mogę szukać partnerki na żonę. Natomiast mam z tyłu głowy lęk, że jak w pełni zaufam, to dostanę po dupie po całości i zabierze mi autentycznie wszystko co mam xD

0

@Lionel_Messi10 poważnie to w tę stronę jest? Myślałem, że cywilny ciężej unieważnić. W sensie, że to właśnie tutaj są sądy.

0

@michal26 No co Ty, cywilny to podpisujesz jeden swistek i masz z glowy, a koscielny to musisz po sądach latać.

10

@Lionel_Messi10 Jak po cywilnym nie musisz do sądu jeździć? Przecież takie sprawy mogą się ciągnąć miesiącami nawet po kilka rozpraw. Zależy wszystko od czasu ile trwało małżeństwo ,czy są dzieci, powody rozstania. Owszem jako pozwany możesz się nie pojawiać ale to nie świadczy na twoją korzyść i wtedy nie można wziąć rozdowu bez orzeczenia o winie. Normalnie trzeba złożyć wniosek do sądu i minimum jedna rozprawa musi być.

9

@Lionel_Messi10 Weź młody nie siej dezinformacji. Po cywilnym dostaniesz w łeb finansowo. Po kościelnym póki co mogą ci skoczyć.

@michal26 No stary. W polsce 30% kończy się rozwodem. Na zachodzie 50%. 70% rozwodów inicjują kobiety. Jak jest 30% ryzyka, że na łeb ci spadnie cegła, to zakładasz kask. Kwestia bezpieczeństwa.

0

@Lionel_Messi10 no...nie wiem xD Stary. Ja byłem świecie przekonany, że jak się z żoną nie dogadasz, to i tak musisz iść do sądu, a tego wszyscy się boją

0

@LS @agaFCB @Lionel_Messi10 to jak w końcu jest xD
Jak to wygląda w przypadku kościelnego, a jak w przypadku cywilnego?
Chodzi mi o to, że jak załóżmy - druga połówka zdradzała, oszukiwała, cokolwiek co jednoznacznie oznacza jej winę, ale ta osoba nie będzie chciała uznać jej winy i trzeba będzie jej to udowodnić, to który wybór bardziej ułatwia sprawę stronie poszkodowanej?

2

@tomek8756 5 lat po ślubie, z kobietą, którą znam od przedszkola, więc nic mnie nie zaskoczy :)
Czy warto? Myślę, że tak. Na pewno formalności są dużo prostsze. Kwestie dotyczące dziecka, kredytu, ubezpieczenia, spadku itp.

0

@LS no a sądy są po stronie kobiet przy rozdzielaniu spraw o opiekę nad dziećmi. Ponad 90% zostaje u matki.
Dzisiaj ponad 1/3 nawet już kończy się rozwodem. Na zachodzie chyba nawet więcej niż 50%.
To już nie te czasy jak 100 lat temu (pod tym kątem!!), gdzie praktycznie nie było rozwodów.
A dzisiaj? Zdrady, oszustwa finansowe, pogarda, nienawiść, zawiść...pomijam już aspekty znęcania się psychicznego, tzw. "toksyczna miłość".
No i nałogi.
Jest dramat w tych czasach. Nie ma się co dziwić, że ludzie się nie rodzą.

1

@mrboom no to świetnie Ci się trafiło. Oby było jak mówisz :)

0

@agaFCB @LS @michal26 To ja juz sam nie wiem xD ja myslalem ze po cywilnym to podpisujesz jeden świstek i z glowy, zawsze myslalem ze po koscielnym jest duzo latania po sądach.

A z drugiej strony jak z druga połówką sie dogadacie na rozwod to cywilny mi sie wydaje ze szybciej by przeszedl niz koscielny.

1

@Lionel_Messi10 no ja jestem niemal pewny, że po cywilnym to koszty, sądy. Tego nie unikniesz.
No i Stary. Nikt się nie boi sytuacji, że "jak się dogadasz z drugą połówką". Każdy boi się sytuacji, że się nie dogadasz i ta druga osoba będzie chciała Ci zniszczyć życie i zniszczyć Ciebie jako człowieka i Ciebie wykończyć.
Tu jest problem. I możesz 15 lat żyć pod jednym dachem z tą osobą a potem okazuje się, że żyłeś z zupełnie innym człowiekiem.

3

@michal26 Sądy są po stronie kobiet ale to też dużo zależy czy dziecko chce zostać z matką czy z ojcem. Moi rodzice się rozwodzili i ja z jednym bratem chcieliśmy zostać z tatą a drugi brat z matką. Nie było żadnego problemu i tatą dostał opiekę nad dwójką dzieci . Problem jest gdy dzieci są malutkie .

4

@michal26 ja bym tu jeszcze dodał, odnośnie tego co napisałeś, że tyle tych rozwodów itp.
"Kiedyś, jak się coś zepsuło, to się to naprawiało, dzisiaj, wyrzucą do śmieci"
No i to jest prawda. Ludzie nie walczą o swoje związki, jest tak łatwy dostęp do skoku w bok/zastępstwa, że im się nie chce.

1

@michal26 Tu sie zgadzam z Tobą, właśnie tu jest ten problem z dogadaniem się, bo zawsze jest to ale, to tak czy siak to wychodzi na to ze po sądach trzeba latać.

2

@michal26 Przy kościelnym są tylko rozwody ze względu na szczgólne okoliczności. Na przykład, jak jesteś politykiem PiSu. W innym przypadku oczywiście nie jest łatwo. Na pewno są jakieś postępowania kościelne, bo oni są przecież mocno biurokratyczni. Jednak ja szczegółów nie znam. Ja się odnosiłem wyłącznie do konsekwencji rozwodu. Nie słyszałem, żeby po kościelnym jakieś były.

A przy cywilnym faktycznie idziesz do prawnika, podpisujesz jeden papierek i masz z głowy. Tylko, tak jak napisałeś, to dotyczy sprawy idealnej. W rzeczywistości czeka cię sprawa majątkowa, któta może się ciągnąć latami. Do tego dochodzi sprawa o opiekę nad ewentualnymi dziećmi. A co do majątkowej, to ciekawostka, że sądy na zachodzie wyznaczają świadczenia na podstawie domniemanych zdolności zarobkowych. Jeśli na przykład kilka lat wcześniej facet prowadził biznes i zarabiał 10k$, a w trakcie rozwodu zarabia na etacie 5k$, to sąd wyznacza świadczenia od tej wyższej kwoty. Wolna amerykanka, można powiedzieć.

4

@Lionel_Messi10 skąd te głupoty wziąłeś???? Jak po sądach po kościelnym a po cywilnym nie???
Te 10 w nicku to wiek???
To z cywilnym po sądach latasz jak nie ma zgody co do rozwodu albo jedno i drugie chce orzec o rozwodzie z winny drugiej strony.
A kościelnym nie ma nic do sądów. Co sąd obchodzi "zwykle" ślubowanie sobie przed księdzem???
Sądy nie zajmują się w ogóle ślubami kościelnymi.
O rozpadzie ślubu kościelnego w jakiś tam skrajnych przypadkach decyduje chyba biskup czy ktoś tam na górze.
Bo kościelne śluby z założenia są nierozerwalne, wszak slubujesz że nie opuścisz aż do śmierci ...

7

@Lionel_Messi10 dokładnie. Jeden świstek i z głowy. Ja codziennie się rozwodzę.

0

@Bobo25 Wiem o co chodzi, jak pisalem wyżej myslalem ze po cywilnym latwiej jest wziąć rozwod ale to tez zalezy od dogadania sie z druga połówką, jak sie dogadasz to masz latwo a jak nie to zostają sądy.

15

@michal26 Sam ślub kościelny nie ma żadnej mocy prawnej. To wyłącznie sakrament. Jeżeli bierzesz ślub konkordatowy (bo tak to się fachowo nazywa), to po prostu jest to połączenie ślubu kościelnego z aktem prawnym (ślubem cywilnym). Będąc w kościele, podpisujesz dokumenty, które potem lecą do urzędu. Kiedyś najpierw jeżdżono do urzędu, a potem do kościoła. Potem poszło się ludziom na rękę, by nie musieli brać dwóch ślubów jednego dnia.

W świetle prawnym ma to takie samo znaczenie, jak wzięcie zwyczajnego ślubu cywilnego w USC.

4

@NeroTFP1 w końcu ktoś to im wyjaśnił. Bo już miałem pisać.

1

@agaFCB no tak. Ogólnie ja rozumiem skąd to wynika - często relacja matka-dziecko jest relacją silniejsza.
Natomiast ważna kwestia jest taka, że sądy tego aż tak nie badają, a kobiety też (z racji tej silnej więzi i zawiści do męża) nastawiają dzieci przeciwko ojcu.
Tak samo jest mi żal kobiet, które są wykorzystywane przez swoich mężów i w taki sam sposób wobec nich się postępuje. Jest to chora sytuacja.

1

@mrboom 100% racji. Ciężko się nie zgodzić.

1

@NeroTFP1 a można wziąć kościelny, nie biorąc jednocześnie (konkordat) cywilnego?

1

@michal26 Można, ale nie za darmo:) Szukasz prawnika od prawa kościelnego, który się już takimi sprawami zajmował. On sporządza odpowiednie pismo. To leci do bikupa i ten przyklepie, albo nie.

2

@michal26 Można, ale trzeba prosić o jakąś specjalną zgodę w kurii, by to małżeństwo nie miało skutków cywilnych. Tylko pamiętaj, że to wtedy tylko kwestia sakramentu. W świetle prawa ma to takie samo znaczenie, jak to, że masz 18 lat i spotykasz się z dowolną dziewczyną :P

Co innego, jak masz np. sam ślub cywilny, to wtedy możesz sobie wziąć sam kościelny, by być w porządku przed Bogiem czy tam Kościołem :)

1

@tomek8756 Jasne, że warto. Dla mnie przedłużenie lini rodu jest najważniejsze, tak samo jak dla mojego ojca czy dziadka. Moja siostra już nie nosi mojego nazwiska, a brat jest mameją, więc wszystko spoczywa na mnie.

1

@hayek A to jest bez sensu. Załóżmy, że po rodzicach dziedziczy się 50% genów z obu stron. Czyli twoje dzieci, jedno pokolenie w dół, to 50% twoich genów. Wnuki, dwa pokelenia, 25%. Trzy pokolenia 12,5%. Przy siódmym pokoleniu spada poniżej 1%, jeśli dobrze liczę. Przy dwudziestym spadnie do 0,000 coś tam. Do tego dochodzą mutacje genetyczne, choroby, wojny, wypadki itd. Więc twój "ród" może wyginąć o wiele wcześniej niż do siódmego pokolenia.

0

@LS Geny są drugorzędne, liczą się zasady i prezentowane wartości. Dlatego chociaż jestem spokrewniony z bratem jest mi obcą osobą. Wystarczy usunąć wadliwe elementy i nazwisko zawsze przetrwa.

konto usunięte

0

@tomek8756 ludzie, wy tu serio siedzicie i pytacie się randomow z beta czy warto się żenić? Jakie imię dla dziewczynki? Dla chłopaka? Co z Wami jest nie tak?

7

@tomek8756 wychodzi na to, że najważniejszą rzeczą, o którą trzeba się martwić przy planowaniu ślubu, jest rozwód :D

konto usunięte

0

@tomek8756
Nie wiem czy warto, jak wszystko ma plusy i minusy :D ja osobiście chciałbym się ożenić ale nie mam z kim wiec no :)

1

@tomek8756 mieszkanie z kobietą to proszenie się o problemy, nie mówię już o umowach cywilno-prawnych typu małżeństwo :D

0

@tomek8756 Jeżeli kogoś kochasz to jak dla mnie warto.
@Lionel_Messi10 Jednak ślub kościelny biorą osoby wierzące (nie tylko ale głównie dla nich to jest) dla których jest to też szczególnie ważne ze względów wiary.

2

@tomek8756 tato, a czemu my możemy mieć jedna żonę a Arabowie kilka?
Bo nas chroni prawo synu.

0

@LS "Weź młody nie siej dezinformacji. Po cywilnym dostaniesz w łeb finansowo. Po kościelnym póki co mogą ci skoczyć"
Ale co wy piszecie.
Obowiązuje konkordat a wedle jego zapisów, ślub kościelny jest jednoznaczny z cywilnym. Nie musisz dodatkowo jak za komuny organizować i tego i tego. W teorii ułatwienie dla wierzących.
Nie da się wziąć kościelnego ślubu, nie rejestrowanego jako związek cywilny w obrządku rzymskokatolickim.
Możesz za to zrobić odwrotnie. Wziąć ślub cywilny i np po 3 latach wziąć kościelny... lub kościelnego nie brać nigdy.
W obu przypadkach rozwód przebiega tak samo - trzeba złożyć wniosek, czy jest za porozumieniem stron, czy z sądowym podziałem majątku, czy z orzeczeniem o winie to już indywidualna sprawa.
Za to formalnie po ślubie kościelnym, nie możesz wziąć następnego ślubu kościelnego, bo dostanie kościelnego rozwodu to wyjątki w kościele (albo wymienione przypadki, albo bycie Jackiem kurskim i sowitawplatana kościółek żeby zrobić partyjny spęd ze ślubu).
Za to dla prawa świeckiego, rozwód nawet po ślubie kościelnym konkordatowym jest skuteczny i możesz sobie brać kolejny ślub.

0

@AxelF Doczytałem tylko, że nie da się wziąć tylko kościelnego. Jesteś w mylnym błędzie. Opisałem to niżej.

1

@PatrychoO niektórzy myślą o organizacji ślubu, ilości ciepłych dań i wodzireju, a inni są jak Messi na boisku i planują 3 kroki na przód i od razu planują rozwód, zwłaszcza jak w pakiecie że ślubem jest skok w bok z druhną :)

0

@LS oczywiście że się da. Jak masz już cywilny, to w każdej chwili możesz iść wziąć kościelny (w domyśle z tą samą osobą i mając wszystkie sakramenty itd). By jako pierwszy wziąć kościelny, bez skutku prawnego, to tak jak @NeroTFP1 napisał - trzeba zgody kurii. Nie wiem co to daje, może wierzący mogą od tego momentu spółkować przy zapalonym świetle, ale się da. Także mylisz się, że ja się mylę.

0

@AxelF Co ty za pokrętną logikę chcesz tu uprawiać? Wyraźnie napisałeś, że się nie da. Potem, że się da. Przytaczasz mi wypowiedź gością, którą sam napisałem wcześniej niż on. O co właściwie tobie chodzi?

No dobra, doczytałem dalej. Cały tamten komentarz to jeden wielki błąd. Nie wiem, jakie ma być sedno.

0

@tomek8756 jak czytam tutaj wpisy niektórych to już współczuję ich przyszłym wybrankom :D
Czy warto, to chyba każdy sam powinien sobie odpowiedzieć.
Na pewno warto dla wszelkich formalności, dziedziczenia, dzieci itp :)
@Kgorecki2500 ślub kościelny może brać osoba niewierząca. I mówię tutaj o oficjalnej formie.

0

@Chaoss W sensie może można ale jednak w teorii jest on dla ludzi wierzących. (Plus chyba ta druga osoba która jest niewierzącą musi obiecać, że nie będzie utrudniać praktykowania wiary małżonkowi i dziecku ale wiadomo jak to z takimi obietnicami)

0

@Kgorecki2500 nic nie musi, nie mówi poprostu regułek o Bogu.
Oczywiście druga osoba musi być wierząca oficjalnie :)

0

@Lionel_Messi10 kościelny jeśli ktoś wierzący proste. A jeśli ktoś wierzący a nie chce kościelnego to znaczy że jednak nie wierzący
A cywilny chyba warto, sądzę po tych lgbt co się proszą aby mogli brać śluby
Osobiście 5 lat po ślubie kościelny i cywilny

4

@tomek8756 Masakra, co ja czytam xD Temat o braniu ślubu, a ogólna dyskusja o tym, że Twoja żona może okazać się psychopatką albo ladacznicą oraz jak najłatwiej wziąć rozwód i ograniczyć straty finansowe.

Ja się żenię w nadchodzącym roku, ale mamy już z partnerką prawie dekadę związku na karku. Dużo razem przeżyliśmy, dużo rozkminiliśmy na temat naszych planów i słabości. Wiem, że nie będzie prosto, bo ślub dużo zmienia i widzę po kumplach i znajomych, że może to pójść w dwie strony. Po tylu latach czuć jednak, że nie ma innej drogi, szczególnie, że planujemy mieć dzieci.

2

@LS Bez sensu przedłużać ród, bo może wyginąć? A z sensem nie przedłużać bo może wyginąć? Czy jaka jest druga opcja? Jakieś tu dziwne teorie się szerzą.

Najbardziej oczywista rzecz świata: wszyscy Twoi przodkowie mieli potomstwo. Dzięki temu możesz tu być. Co za obrzydliwy narcyzm i hedonizm jest teraz w ludziach, żeby nie dać szansy następnym pokoleniom na to samo?

1

@tomek8756

12 lat po ślubie.

Najlepsze 12 lat życia.

0

@mleczkoo widzisz takie zje....E czasy. Takie sieroty co chodzą teraz po ziemi tzn. Takie 20+ to masakra. Nauczeni że mamusia i tatuś na wszystko dadzą i zero obowiązków. Lepiej niech się takie sieroty nie biorą za związek. Robić się nie chce i myślą że kasa z nieba leci. Jeszcze gość ślubu nie zaplanował a myśli o rozwodzie. Masakra.

0

@tomek8756 I co żeś narobił chłopie...

0

@negreanu Ożeniłes się? :p

1

@michal26 jest w tym spora część prawdy. Ja ożeniłem się w lipcu mając już z moją 13 lat w związku, dlatego bardziej pewny już nie mógłbym być hehe. Oczywiście milion pytań miałem po co to robię skoro jest tak dobrze, ale chciałem aby moja partnerka, a aktualnie żona nie została z niczym, gdyby coś mi się stało. Rozumiem też że bez problemu mógłbym napisać choćby testament, ale ślub rozwiązuje tak naprawdę wszystko w tym temacie. A odpowiadając na 1 pytanie czy warto? Jeśli trafi się na tą jedyną to warto i po 13 latach z nią + z tego 8 latach wspólnego mieszkania znam swoją żonę na pamięć. Pozdrawiam

0

@bartekvisca Ciekawa odpowiedź:)

1

@mrboom To gratulacje , dobrze trafiłeś:)

1

@AxelF Jaka jest największa kara za bigamię?
2 teściowe (lub więcej)....^^

0

@YeastMoss bo znamy statystykę? 30% ponad kończy się rozwodem.
Pokolenie do 30 roku życia jest takie, a nie inne i nigdy nie wiesz z kim masz do czynienia. Mówiąc szczerze - w moim otoczeniu nie ma chyba małżeństwa "wzorowego". Jedynie dziadkowie tacy byli, ale pokolenia moich rodziców - nie znam udanego małżeństwa. Nie wszystkie oczywiście kończyły się rozwodami. Moje pokolenie - no cóż. Niedawno się pożenili znajomi. Zobaczymy za 10 lat ;)

1

@PatrychoO takie czasy xD
Możemy się śmiać, ale nie wyobrażam sobie inaczej. W sensie - zabezpieczyć się - nic nie zaszkodzi. Intercyza to dzisiaj obowiązek, a ktoś, kto tego nie zrobi, to aż prosi się o kłopoty xD

Ktoś fajnie powiedział, chyba Bill Burr, albo Ricky Gervais.
"Branie dzisiaj ślubów to jak skok ze spadochronem z 25% szansą, że się nie otworzy spadochron" xD

0

@YeastMoss Bez sensu jest podawać to jako argument do jakiejkolwiek dyskusji. Ty nie należysz do żadnego konkretnego rodu. Nikt z nas nie należy. Twoje geny to mieszanina multum różnych przodków z multum różnych rodów. To nie jest żadna linia, tylko bardziej pajęczyna, a udział genów pojedynczego osobnika jest pomijalny.

0

@tomek8756 Mam to w planach, ale zastanowiłem się nad tym. Bardziej mi chodziło o dyskusję jaką wywołałeś swoim pytaniem. Jak ktoś chce mieć dzieci to lepiej moim zdaniem wziąć ślub a jak ktoś myśli o rozwodzie tylko to lepiej nie brac ślubu, bo po co.
Co do kwestii genów, które też niektórzy wspomnieli tutaj to wolę, żeby moje potomstwo odziedziczyło czego się dorobiłem niż obcy ludzie (taka jest moja opinia).
I na koniec pamiętajmy też, że mimo różnych tematów (a zazwyczaj te co są najczęściej powtarzane) ta strona nie jest na wysokim poziomie, tylko poziom wysrywow na twitterach, FB, stronach jak np. meczyki (gdzie wystarczy zobaczyć komentarze), często YouTube sięga dna.

1

@tomek8756 zastanawiasz się na ślubem, a już czytasz o opcjach rozwodu xD. Lepiej odpuść temat:)

0

@michal26 jest dokładnie na odwrót xD Z kościelnego będziesz próbował się wymiksować latami, a z cywilnego na jednej rozprawie i po temacie.
Z takim podejście, że rozdzielność itd, to lepiej się chłopie nie żeń xD

0

@LS Właśnie dobrze mówi. Jakim cudem ma dostać finansowo po cywilnym, a po kościelnym nie? xD Właśnie, nie siej dezinformacji.

1

@tomek8756 Wziąłem ślub 4 lata temu. Żonę znam 22 lata a w związku jesteśmy 13 lat. Ostatnie o czym bym pomyślał biorąc ślub to o jakiś zabezpieczeniach finansowych itp. Po to się żenię aby przejść przez życie z moją partnerką i najlepszą przyjaciółką. Niemniej zawsze łapie się za głowę jak można brać ślub po kilku miesiącach mając dodatkowo zupełnie różne światopoglądy na wiele spraw.

Czy ślub coś zmienił? Na pewno dał jakieś poczucie większej stabilności ale nie były to jakieś ogromne zmiany. Czy brałbym jeszcze raz? Tak. Wieczór kawalerski to było coś wspaniałego tak samo jak fajnie się bawiłem na imprezie weselnej. Też na pewno złapałem przez to inną relację z teściami, dużo cieplejszą.

Odnośnie pieniędzy. Dom posiadamy 50/50 i mimo że ja więcej wkładu wniosłem to nawet nie pomyślałbym by było inaczej. Konto jest jedno wspólne gdzie co miesiąc wpłacamy ustaloną kwotę na rachunki i życie + każdy ma swoje osobne na wydatki i zachcianki i jest to dla mnie najzdrowsze rozwiązanie

0

@Hadim no, ale większość teraz bierze rozdzielność, poza tym ja prowadzę działalność. To jest w sumie nawet dla jej bezpieczeństwa, a nie tyle mojego.

Natomiast rozdzielność majątkowa, to jest podstawa IMO w przypadku każdego małżeństwa.

0

@pt9 ja rozumiem, bardzo też się cieszę z tego, że Tobie się tak ułożyło i daj Boże, byś nie przeklinał nigdy tego dnia i tej decyzji! Znalezienie drugiej połówki i życie z nią przez całe życie w szczęściu, to chyba najlepsze co może spotkać człowieka :)
Ja jestem jednak pragmatykiem i bliżej mi do podejścia własnie @LS i pozostałych użytkowników, którzy patrzą jednak na statystyki, na to że do końca nigdy nie wiesz jak trafisz. Może to być z pozoru irracjonalne, ale jak się głębiej zastanowić - jest to zwyczajnie rozsądne i pragmatyczne właśnie.
To by się tutaj musieli wypowiedzieć...rozwodnicy xD nie wiem czy w ogóle tutaj tacy są, bo raczej większość poniżej 35 roku życia. Tak czy siak - o tym czy warto brać ślub, czy nie warto, to by trzeba było być albo po rozwodzie, albo po 20 atach małżeństwa. Inaczej ciężko mi sobie to wyobrazić, bo ani singiel, ani ktoś kto nie przeżył w małżeństwie 15+ lat, to tak naprawdę tego nie wie..wiemy to co jest tu i teraz.
Jedni podchodzą bardziej uczuciem, drudzy bardziej rozumem i nie wiem które podejście jest bardziej słuszne.

0

@michal26 @Hadim Rozdzielczość majątkowa jest z jednej strony dobra biorąc pod uwagę, że przykładowo jedna ze stron w trakcie małżeństwa narobi długów to bez tego z automatu w przypadku śmierci partnera/partnerki czy rozwodu przechodzą na tą drugą osobę. Ewentualnie jak ktoś wykonuje funkcje publiczne to też co roku musi podawać część wspólną majątku (tzw. własność współmałżeńska) czyli bez tej intercyzy musi podawać wszystko czego dorobi się w trakcie małżeństwa jedna z osób (tak dla większości to żaden problem, tylko podaje taki przypadek).

0

@negreanu no tutaj właśnie o to chodzi. Ja w firmie swojej obracam sporymi kwotami, mam też zobowiązania. W momencie gdybym np. umarł, to Żona by musiała wszystko ogarnąć, spłacić, itp. a tak - rozdzielność majątkowa i cześć czapka. A nie daj Boże by mi nie poszło, to normalnie ma długi.
Mówię oczywiście o scenariuszu hipotetycznym, bo nie planuje w najbliższym czasie się żenić.

1

@michal26 Jedna kwestia to znaleźć kogoś, ale druga i trudniejsza to utrzymać związek z tą osobą. Część z osób idzie na łatwiznę i przy pierwszej lepszej okazji kończą małżeństwo (nie mówię tutaj o przypadkach skrajnych jak np. przemoc). Fakt też, że z czasem ludzie mogą się zmienić i za 10 lat inaczej dana osoba może myśleć niż obecnie.

0

@tomek8756 jak Ty przed ślubem już myślisz o rozwodzie to chyba jednak to nie dla Ciebie.

1

@michal26 To nie kwestia uczuć, tylko programowania społecznego. Jednak w nowym pokoleniu to się już zmienia. Chłopaki są przebodźcowani negatywnymi przykładami. To taka terapia szokowa.

1

@etobzyk Proszę? To chyba nie miała być odpowiedź do mnie:)

0

@tomek8756, tak, chciałbym stworzyć kochająca się rodzinę, ślub bez żadnych dodatkowych kwitków żeby ktokolwiek miał być jakoś zabezpieczony. Jak się podejmować takich rzeczy to na 100%

0

@SpainFanRM89 uważaj. U mojej wady ukryte ujawniły się po 15 latach ;)

1

@SawneyBean
"12 lat po ślubie.

Najlepsze 12 lat życia."
To jak dobrze rozumiem, zbrodnia była w noc poślubną i w afekcie i wychodzisz za dobre sprawowanie ;)

0

@tomek8756 Ja swoją teściową zaprosiłem nad morze. I nie, no nie strata kasy. Chcę żeby oswajala się z piachem :)

0

@tomek8756 Nie warto, ale jestem gotów na to xD

1

@AxelF

Dokładnie ;-) a ile trzeba było się namęczyć "w środku" żeby nie dostać "kwita" od strażników i automatycznie przedłużyć sobie pobyt...

2

@tomek8756 Planuję, ale jak to wyjdzie, to jeszcze zobaczymy czy będzie to pełnoprawny ślub i wesele, czy tylko ślub. Pewnie za 2-3 lata.

konto usunięte

1

@tomek8756 Kiedyś wujkowie 50+ mówili "nie żeń się chłopie" i każdy to traktował jako żart a była to cenna rada na przyszłość ;)

0

@agaFCB Po co mu tlumaczysz jak on ma 10lat, nawet pryszczy jeszcze nie ma ;)
Takze w jego przypadku gadka o ślubie jest mocno abstrakcyjna.

3

@YeastMoss no dla mnie też to jest nie do pomyślenia. Wiem z czego oni biorą swoje przekonania ale jakbym miał podpisywać intercyzę z żoną to bym w ogóle nie rozważał z taką osobą wejścia w związek małżeński :D nie wiem jak można brać ślub i zaczynać od tak wielkiego aktu braku zaufania. To tak jak prosić żonę o test dna jak urodzi dziecko. Żenada kompletna. Jak nie jesteś pewien takich rzeczy to masz gówniany związek.
Tak ja wiem, statystyka. Ta statystyka odnosi się do coraz głupszego społeczeństwa gdzie ludzie potrafią wziąć ślub po pół roku nawet ze sobą nie mieszkając. Jak jestem z moją obecna żoną 15 lat z czego 13 mieszkamy razem, była moją skalą jak zachorowałem i mamy razem córeczkę, to czego ja mam się obawiać? Że nagle po 15 latach zmieni się nie do poznania? To nie film.

0

@michal26 No i co z tego, że znamy statystykę? Jest ona odzwierciedleniem tylko i wyłącznie aktualnych wydarzeń, które wynikają z kolei z naszych działań. Kilkadziesiąt lat temu statystyka była inna.
Jeśli teraz z tego powodu, że "znamy statystykę" mamy przygotowywać się do rozwodu przed zawarciem małżeństwa, to IMO tylko zwiększamy szansę rozwodu i napędzamy błędne koło. A może zamiast tego:
- znamy statystykę, wiemy więc, że ludzie nie przygotowują do małżeństwa i nie dbają o nie właściwie, ulegają wpływom z zewnątrz. Przyrzekamy teraz sobie na najwyższe dla nas wartości, że zrobimy wszystko - pójdziemy na terapię, będziemy rozmawiać kilka godzin dziennie patrząc sobie w oczy, spowolnimy albo zrezygnujemy z kariery tylko po to, żeby maksymalną ilość czasu spędzić na dbanie o nasza rodzinę itd. itp.

Jak dla mnie równie logiczna, choć radykalnie różna propozycja oparta o tę samą statystykę.

BTW co znaczy dla Ciebie "nieudane małżeństwo"? Życie jest skomplikowane, zawierając ten związek nie bez przyczyny mówi się o przejściu razem przez nieszczęście, nieurodzaj, chorobę i śmierć. To z założenia jest trudne, a my jesteśmy tylko ludźmi i będziemy popełniać błędy. Czy ludzie, których małżeństwo oceniasz na nieudane też tak o swoich związkach myślą?

0

@LS
Udział genów pojedynczego osobnika w tej Twojej pajęczynie jest KLUCZOWY, żeby się ona nie przerwała. Jedna osoba wypada, nie ma kolejnych ludzi.

Po drugie uzasadnij pajęczynę w porównaniu do linii rodowej (czy klasycznie drzewa rodowego). Kolejne oczka pajęczyny są połączone horyzontalnie i wertykalnie z kolejnymi. W metaforze genetycznej oznaczałoby to, że geny moich kuzynów wpływają na moje. Swoją drogą z racji połączeń wertykalnych nawet te tej Twojej pajęczynie istnieją niezaprzeczalne linie.

Dalej - nie przekazujesz tylko "swoich genów", a przede wszystkim centralne geny całej ludzkości, które sprawiają, że ludzki organizm jest ludzkim organizmem. Kilka miesięcy temu swoją drogą był artykuł w Nature, w którym dowiedziono, że geny szczególnie kluczowe dla danego gatunku i jego przeżycia nie mutują tak jak geny odpowiedzialne za zmienność osobniczą i są kopiowane z niemalże doskonałą dokładnością.

Także jesteś nośnikiem genów całej ludzkości i również od Ciebie zależy, czy będzie ona trwała dalej. Już nie genetycznie, a behawioralnie, między innymi od Ciebie zależy, gdzie Twoi potencjalni potomkowie będą mieszkali, jaki będą mieli status materialni itd.
Nosisz na sobie odpowiedzialność za przyszłych ludzi, ich istnienie bądź nieistnienie, ich biedę i bogactwo, ich szczęście i nieszczęście. Tak samo jak my zawdzięczamy bądź za to przeklinamy naszych ojców i dziadów.

I to jest niezaprzeczalna prawda. Spójrz ile złego powodują podobne bzdety o nieistnieniu rodów i śladowych ilościach przekazywanych genów. Idee mają konsekwencje, więc radziłbym lepiej przemyśleć swoje idee, zamiast podejmować kluczowe życiowe decyzje na podstawie czegoś, co można obalić na kolanie.


0

@Bykunn no tylko widzisz, intercyza zabezpiecza obie strony. To nie tylko gest braku zaufania. Poza tym intercyza jest realizowana tylko wtedy, gdy nie pójdzie, więc ja kompletnie nie rozumiem czemu tego nie spisywać przed ślubem. To jak pójść na kajaki i dla pewności założyć kapok. Przecież raczej nam się nie przyda, ale lepiej mieć niż nie mieć :)
I oczywiście,.że tak. Taka statystyka jest efektem zmian kulturowych, gdzie dzisiaj ogólnie nie ma tendencji do dbania o rzeczy, a co dopiero o tak skomplikowaną rzecz, jaką jest małżeństwo. Upadek zasad też swoje zrobiło.
I super, że tak długo jesteście razem! Kawał czasu! Życzę, aby to trwało wiecznie :) nie ma nic piękniejszego chyba od szczęśliwego małżeństwa które trwa właśnie do końca :)

0

@YeastMoss ja właśnie nie rozumiem o co Wam chodzi w sumie xD
W sensie...ja tylko pisze o tym, że dzisiejsze czasy są powalone i nie sprzyjają małżeństwom. Dochodzą jeszcze losowe sytuacje i czasem po prostu nie unikniesz, a jesteś w czarnej dupie i co zrobisz? Ja bym sobie pluł w brodę np. po 15 latach, gdzie dbasz o związek, kochasz drugą osobę, a ta Ciebie zdradza, albo wpada w nałóg i nie chce sobie pomóc i Ci rujnuje życie.
Ja mam literalnie takie przykłady w Rodzinie. Z pokolenia, nazwijmy to "naszych rodziców" nie mam ANI JEDNEGO UDANEGO MAŁŻEŃSTWA. Nie będę wyciągał prywaty aż tak, by opisywać w szczegółach. Żadne się nie zabezpieczyło. Każde walczyło o to małżeństwo, próbowało. Cierpiały potwornie te osoby i co im przyszło? To jest właśnie efekt tego, że nie myśleli te 20, 30 lat wcześniej i się nie zabezpieczyli w żaden sposób.
Ja np..wiem, że nigdy nie zdradzę drugiej osoby, bo znam swój mental i spokojnie w umowie przed ślubem mogę takie coś wpisać.
Takie czasy. Skąd ja mam wiedzieć na jaką osobę trafię, jak każdy mi mówi "30 lat temu to była zupełnie inna osoba niż teraz.."
Słucham się rad starszych ode mnie (nie wszystkie oczywiście wcielam w życie!) I tych najbliższych.
Czy robię słusznie? Nie wiem, ale chciałbym byście zrozumieli też ten punkt widzenia i powody czemu tak a nie inaczej robię.

Reasumując. Intercyza, umowy, podejście, nie wynika z braku zaufania, tylko z obaw popartych empiryzmem.

0

@michal26 O to chodzi, że to my tworzymy statystyki, a nie statystyki nas. Kiedyś były one inne. Tak samo jak czasy tworzymy my nie, a nie one nas. W książkach od historii nie napiszą, zgodnie z prawdą, że ludzie początku XXI w. byli ofiarami lokalnych czasowo, niewidzialnych sił rujnujących rynek matrymonialny.

Oczywiście nie dowiemy się dokładnie o co chodziło w podanych przez Ciebie przykładach. Zdaje mi się jednak, że podajesz błędne przyczyny, czasem mylisz je nawet ze skutkami. Ludzie cierpieli w związkach, bo nie zabezpieczyli się intercyzami? Śmiem wątpić.

Ty wiesz, że nigdy być nie zdradził? Widzę, że mamy w końcu nietzscheańskiego nadczłowieka, który sam siebie stanowi i nie jest podatny na ludzkie słabości :) Nie znasz siebie w takim razie, jak masz więc rozważać związek, który ma przetrwać wszelkie sztormy i burze?
Oczywiście, że osoba z którą będziesz za 30 lat będzie kimś innym. Ty również! Chodzi o to, żeby zatańczyć to tango razem.
W ogóle co za egocentryczna, zakochana w sobie wizja. Ty jesteś mentalną fortecą, która nie popełni błędy, ale nie możesz zaufać drugiej osobie, która jest tak słaba, że się zmieni :)

Oczywiście, że te "obawy poparte empiryzmem" są zwykłym brakiem zaufania ukrytym pod płaszczykiem racjonalizmu. Jak ludzie pójdą po rozum do głowy i statystyki się poprawią, to nagle uznasz, że sytuacja się poprawiła i możesz spokojnie się żenić? A może po prostu pojedź do kraju, w którym odsetki są lepsze, problem rozwiązany :D

BTW też mam nieudane związki w rodzinie, też słuchałem rad rozgoryczonych krewnych, którzy nie umieli zobaczyć własnych błędów, ale ich wybranki "się zmieniły". Również byłem pod ich wpływem i miałem wiele wątpliwości co do związku. Zmierzyłem się z tym wszystkim, z własnym cieniem i poznałem ludzi, którzy potrafili stworzyć piękne, twarde jak skała małżeństwa. Jestem za to bardzo wdzięczny, bo to zmieniło moje życie.

0

@YeastMoss odnośnie pierwszego akapitu. Ja się zgadzam, ale do my w związku, trzeba drugiej osoby. Moja teoria jest taka, że jak nie znasz tej osoby od dziecka, albo naprawdę bardzo długo, to tak naprawdę nie wiesz kim ona jest. Mam świeży przykład, gdzie znajomy rozstał się z dziewczyną po chyba 6 czy 7 latach. Okazała się socjopatką. Manipulowała nim niesamowicie. Wykończyła go psychicznie praktycznie. Na początku taka nie była. Po prostu udawała kogoś innego.

Nie tyle cierpieli, co żałowali. Jedna osoba potraciła majątek, bo mąż narobił potwornych długów. Przychodzili różni ludzie. Gdyby miała intercyzę, to nie musiałaby pewnych długów spłacać, a tak prawnie siadł komornik.
Druga osoba? Mogłaby się rozwieźć 10-15 lat temu. Jego żona jest totalną alkoholiczką i rujnuje mu życie. A on nie rozwiedzie się, bo się właśnie nie zabezpieczył. Nie stać go na to, by kupić sobie drugie mieszkanie i uciec od żony i tak tkwi.
Może mylę przyczynę ze skutkiem, ale wiem, że dało się prawnie zabezpieczyć przed zawarciem związku małżeńskiego, a tego nie zrobili i dzisiaj plują sobie w brodę. Ja nie chcę tego uniknąć, a u mnie KAZDE malzenstwo w rodzinie i znajomych kończy się podobnie. Albo rozwód, albo totalna fikcja małżeńska. Nie są szczęśliwi, a tkwią w związku, bo "tak trzeba".

Tak. Mam po prostu swoje zasady, których nie zmieniam i których się trzymam. Wierność jest jedną z nich. Zawsze jestem wierny, ot chociażby moim Przyjaciołom. To nie jest "nadludzkość", tylko normalne zasady. Samo to, że rozważasz, że możesz ulec słabosci w tej dziedzinie, to jest dziwne, biorąc pod uwagę, że tak wzniośle piszesz o wspólnym tango małżeńskim...
Widzisz. Ja znam siebie. Wiem, gdzie mogę polec, a gdzie nic mną nie zachwieje. Może to jest ta różnica.
W tej dyskusji aż prosi się o cytat z Chłopaków nie Płaczą.
"Kiedyś bym sobie dał rękę uciąć za pewną kobietę, i wiesz co? Dzisiaj bym już nie miał ręki.."

0

@michal26 Większość osób nie zna nawet samych siebie, swoich pragnień, swoich słabości, a już na pewno swoich potrzeb. Chcesz poznać inną osobę tak, by ufać jej jak samej sobie? Nawet samemu sobie nie możesz kompletnie zaufać.

Masz background, który nie nauczył Cię jak odnieść sukces w małżeństwie. Wydaje się sensownym znaleźć lepsze wzorce, niż słuchać tych samych ludzi radzących Ci prawne zabezpieczenie przed małżeństwem, na które nikt Cię nie przygotował.

Zauważ, że w Twoich wyobrażeniach i opowieściach przewija się ten sam motyw. Oprawca i ofiara, jedna dobra osoba i jedna, której nie można ufać, ja który nie jestem zdolny do złamania własnych zasadach i realna bądź potencjalna partnerka, która może się zmienić. To fałszywe wyobrażenie o świecie.

"Samo to, że rozważasz, że możesz ulec słabosci w tej dziedzinie, to jest dziwne, biorąc pod uwagę, że tak wzniośle piszesz o wspólnym tango małżeńskim..."

Jak ktoś zauważył - nic co ludzkie nie jest mi obce. To, że nie oszukuję sam siebie, że jestem jakimś nieskazitelnym tworem, który nie złamie swoich zasad, nie jest niczym dziwnym. To jest właśnie to "poznanie swojego cienia" używając jungowskiego języka. Jestem zwykłym człowiekiem, a to znaczy, że jak inni zwykli ludzie mógłbym stać się nałogowcem, zdrajcą, sadystą, a nawet strażnikiem w Auschwitz. Nad Wyrocznią Delficką był taki napis "Poznaj siebie". Właśnie o to chodzi.
I teraz bierzesz zawarcie związku małżeńskiego, w którym przysięgasz, że będziesz wierny, całkowicie wiedząc, że jesteś zdolny do najgorszego. Masz to powiedzieć wobec swojego wyobrażenia najwyższego ideału i wszystkich zebranych.
Zresztą cóż warte są Twoje przyrzeczenia, skoro Ty wiesz, że nie potrafiłbyś ich złamać? Można to równie dobrze pominąć, po cóż Ci w takim razie małżeństwo samo w sobie.

Także czemu piszę "wzniośle o tangu"? Och, wcale nie wzniośle. Piszę bardzo realistycznie. Zatańcz tango, to się przekonasz.

0

@YeastMoss to, że większość nie zna samych siebie, nie znaczy, że ja siebie nie znam. Znam bardzo dobrze, wiem do czego jestem zdolny i jakimi zasadami się kieruje. Znam swoje mocne strony, ale i słabości. W tym miesiącu skończę 30 lat i to wystarczający okres, by poznać siebie.

Nie tyle radzą mi prawne zabezpieczenie, co zwyczajnie tego żałowali, że się nie zabezpieczyli.
Powiedz mi co złego jest w intercyzie, że tak bardzo optujesz za tym, by tego nie podpisywać?
To zabezpiecza obie strony przypominam. Ja np. mam skłonności do ryzyka i nie wybaczyłbym sobie, gdyby moja żona była pogrążona w długach przeze mnie. A tak? Głównie ja oberwę a ona jest chroniona.
Tak samo w przypadku ewentualnego niepowodzenia chroniona jest strona, która nie była winna rozpadowi pożycia małżeńskiego.

Stary. Ja naprawdę nie miałbym nic przeciwko temu, by ta druga osoba okazała się godna zaufania. Tylko ja piszę cały czas o tym, że nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie. Tobie się co najwyżej może tak wydawać. I ja też jestem za tym właśnie, by druga osoba miała tak samo wobec mnie.

Miłość jest ślepa. Jest jak słońce - bardzo mocno świeci w oczy, daje przyjemne ciepełko i ogólnie chcemy by jak najdłużej dawała ten blask, ale to powoduje, że ludzie przestają myśleć racjonalnie. Ja zwyczajnie nie jestem romantykiem. Nie uznaje czegoś takiego, jak miłość jest tutaj i będzie na zawsze. Super, jak tak będzie, ale nigdy nie masz tej gwarancji. Możesz się starać a i tak gówno z tego wyjdzie. Mało to masz historii, że jedna osoba wyniszczyła drugą a byli "tak zakochani w sobie"?
Z pokolenia na pokolenie jest co raz gorzej. Ludzie sami siebie nie szanują, a co dopiero nawzajem.

Co do przyrzeczeń - Stary. A co warte jest to słowo na ołtarzu wobec tego, że niektórzy potrafią później zdradzać na lewo i prawo?
Właśnie przyrzeczenie ma sens wtedy, kiedy wiesz, że tego nie złamiesz. Przyciągasz na coś, bo wiesz, masz tę pewnosc, że dotrzymasz słowa.

0

@michal26 Każdy z nas mógłby stać się największym potworem. Historia tego dowodzi. Nie wiem czemu zostałeś poddany przez 30 lat życia, ale jest szansa, że jeszcze nie widziałeś wszystkiego, co życie może z Tobą zrobić. Ogólnie nie wierzę nikomu w zapewnienia, że nie byłby do czegoś zdolny. Bo niby dlaczego? Myślę, że moralność kryje się w świadomości, że jesteśmy zdolni do wszystkiego, ale świadomie tego nie robimy. Mogę za to uwierzyć w obietnicę kogoś, go zna swoją słabość i aktywnie każdego dnia pracuje, by nie wymknęła się spod kontroli. Obrazowo - ufam komuś kto trzyma swoje dzikie zwierze nakarmione i zamknięte w klatce, nie komuś, kto udaje, że dzikie zwierze nie istnieje.

Nie mam nic szczególnego przeciw umowom majątkowym per se, ale nie rozumiem osób, które wchodzą w związek małżeński z rozdzielnością majątkową. Twój majątek to odzwierciedlenie Twoich zdolności i cech. Jeśli masz, jak piszesz, skłonność do ryzyka, to możesz na tym równie dużo zyskać co stracić. Jeśli tylko Ty masz korzystać i tracić, to po co w ogóle wchodzić w związek małżeński, skoro żyjesz jak samotny wilk? Z drugiej strony jeśli jedno z Was nie umie dbać o majątek, to po co ta druga strona miałaby w ogóle pisać się na małżeństwo?

Twoja definicja miłości chyba dotyczy zauroczenia typowego dla młodych par. Ja widzę to zupełnie inaczej. Jeśli ludzie właśnie z powodu takiego zakochania idą pod ołtarz, to wcale się nie dziwie, że "ktoś nagle się zmienia", "kogoś się nie znało" itd. Ślub z niezweryfikowanym wyobrażeniem jakiejś osoby nie może się udać.

Zaraz - mówisz, że przyrzeczenie ma sens tylko wtedy, gdy masz 100% że czegoś nie zrobisz, a potem mówisz, że słowo i tak jest nic niewarte :) Cały ten ciąg nie ma żadnego sensu. Po pierwsze zrównujesz przyrzekanie ze stwierdzaniem faktu, co odejmuje jakąkolwiek odpowiedzialność i wysiłek związany z obietnicą. Po drugie skoro i jest to nic niewarte, to nawet fakty, jakie stwierdzasz, nie mają pokrycia. Są wszak tylko słowami, bo przecież możesz kłamać i potem zdradzać na lewo i prawo.

Wygląda to wszystko na sytuację, w której zabezpieczasz się prawnie przed zawarciem małżeństwa w niedojrzałym związku będącym jeszcze w fazie wczesnego zauroczenia. Podejrzewasz od swojej partnerki grzechy, jakie dla Ciebie są z pewnością niemożliwe. Zamierzasz korzyści i straty przeżywać samodzielnie. Uznajesz rozwód za na tyle prawdopodobny, by od początku przygotować się na jego sprawną realizację.
Jeśli ludzie realizują taki projekt małżeństwa, to statystyki powinny być dla nas żadną zagadką. Taki związek jest od początku nieumotywowany i w gruncie rzeczy bezcelowy. Jakże ma się więc udać?

0

@YeastMoss Odpowiem na razie na pierwszy akapit, a potem doczytam resztę.

To moment. Nie wierzysz w słowa i zapewnienia a postulujesz, by nie brać intercyzy? Przecież to szaleństwo. Właśnie po to ma nas utrzeć, że jeśli się pomyliliśmy, to mamy furtkę, bo nigdy nie wiesz jak życie zmieni drugiego człowieka.
Zauważ, że w tym rozumieniu, jeśli ja mam rację, jestem wygrany, a jeśli się mylę, to trudno - podpisana intercyza, ja zdradziłem, umów trzeba dotrzymywać. Rozwód z mojej winy i tyle, a dzielimy się tak, jak głosi umowa.
Dodam, że ja mówiłem o swoich słabościach i świadomości, że takowe posiadam. Ty zdajesz się zakładać, że każdy ma w sobie i dobrą i złą stronę w każdym aspekcie.
Taki kot Schrodingera

0

@YeastMoss drugi akapit - 90% kobiet ma gdzieś myślenie o finansach. Umieją tylko wydawać. Żeby była jasność - większość facetów też, ale nie aż tyle. Statystycznie w związku, to facet lepiej dba o finanse.

Intercyza jest po to, by właśnie nie obarczać ryzykiem tej drugiej strony, a przecież w danym momencie, póki jest się małżeństwem, to korzystają obie strony. Fantastycznie to przedstawił Steve Harvey. "Każde małżeństwo powinno mieć 4 konta bankowe. Jedno jego, drugie jej, trzecie wspólne na wydatki codzienne, a czwarte wspólne na wspólne wyjazdy, inwestycje, itp. "
To jest właśnie odpowiedzialność finansowa i jest to zwyczajnie zdrowe.
Ale wracając. Zakładając, że kobiety z grubsza nie dbają o majątek - to w sumie masz odpowiedź, czemu faceci średnio chcą się żenić xD

Trzeci akapit zgoda. Dlatego uważam, że jak brać ślub, to po kilkunastu latach znajomości. Ale i tak ograniczylbym ryzyko do minimum, zwłaszcza że mam tendencje do ryzyka, ale małżeństwo to nie przelewki :)

W tym miejscu zaznaczę, że to, że chce się zabezpieczyć nie oznacza, ze nie chce się starać w małżeństwie! Co to to nie! Jedno drugiego nie wyklucza.

Chyba za bardzo się objadłem, bo nie rozumiem o czym piszesz w kwestii przyrzeczenia. Ja właśnie pisałem, że słowo ma wartość tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni tego i chcemy tego dotrzymać i wiemy, że tego nie złamiemy.

0

@YeastMoss inaczej pisząc - łamanie słowa z automatu łamie wartość tego przyrzeczenia

0

@YeastMoss i ostatni akapit. Nie nie nie
Ja mówię o KAŻDYM MAŁŻEŃSTWIE. Małżeństwo bez odpowiedniego zabezpieczenia, to proszenie się o kłopoty. Nie wiem. Może nie jestem zdolny do 100% zaufania i wiary w to, że szansa na powodzenie małżeństwa wynosi 100%. Po prostu. Właśnie dlatego, że pomimo tego, że znam siebie, to nie znam do końca drugiej osoby, a jedynie mi się może wydawać, że znam. Nigdy nie wiesz, co myśli ta osobą a czego Ci nie mówi. Niektórzy kilkadziesiąt lat potrafią skrywać tajemnice. Ot przypadki seryjnych morderców, gdzie znajomi kompletnie nie przypuszczali, że "Jacek może być do czegoś takiego zdolny". Miłość jest ślepa. Tak samo rodzice bronią dzieci, że "nie mógł przecież pobić kolegi, bo on kompletnie nie jest agresywny! Nie mój syn!"

Nietypowe porównania, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi.

0

@michal26
"To moment. Nie wierzysz w słowa i zapewnienia a postulujesz, by nie brać intercyzy?"
Nie, źle zrozumiałeś.

"drugi akapit - 90% kobiet ma gdzieś myślenie o finansach. Umieją tylko wydawać."
Zaczynam widzieć, jakie masz zdanie o kobietach i to wiele tłumaczy z Twojego ogólnego światopoglądu. Swoją drogą wiesz, że możesz użyć tych statystyk pragmatycznie? Możesz na przykład zamiast opierać się na statystyce o ilości rozwodów sprawdzić jakie cechy związku korelują z prawdopodobieństwem rozwodu i ich unikać oraz znaleźć kobietę z tych Twoich 10%, które akurat potrafią o finanse zadbać. To byłoby postępowanie poparte empiryzmem, zamiast depresyjnego narzekania na kobiety i czasy.

Oczywiście, że łamanie słowa łamie wartość przyrzeczenia. Nie zmienia to faktu, że przyrzekanie czegoś, co w na 100% się wydarzy bądź nie wydarzy nie jest w ogóle przyrzeczeniem.

Każde małżeństwo bez intercyzy to proszenie się o kłopoty? Myślę, że to raczej objawowe leczenie nietrafionej diagnozy. Co jeszcze jest proszeniem się o kłopoty? Zakładanie rodziny bez rozwiązania własnych problemów psychicznych. Niepodejmowanie kontrowersyjnych i trudnych tematów ze swoją przyszłą małżonką przed ślubem. Nie zatroszczenie się o potrzeby duchowe swoje i małżonka. Brak wspólnego hobby, możliwości spędzania wolnego czasu razem w satysfakcjonujący sposób. Nie zadbanie o swoją karierę i możliwość jej odpowiedniej modyfikacji w momencie urodzenia dziecka. Brak zabezpieczenia się na wypadek choroby, np. ubezpieczeniem od niezdolności do pracy. Brak regularnej higieny umysłowej, która chroni Cię np. w popadnięciem w alkoholizm. Brak dbania o zdrowie fizyczne. Itd. itp.

Ale nikt Ci nie powie - dla przykłady - idź do psychoterapeuty i posprzątaj bałagan jaki masz w głowie, a Twoja partnerka niech zrobi to samo. Zamiast tego podpiszcie świstek określający co dzieje się z forsą, kiedy Wasz źle zaplanowany związek się rozpadnie.


« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: