La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 684 Culés

9

8

@FCBparasiempre
W przedmundialowym zamieszaniu wielu kibiców mogło nie zauważyć postępów Racingu, który w 1965 roku skończył sezon na piątym miejscu, nie przegrywając w ciągu ostatnich 14 kolejek. Do klubu wrócił wówczas na stanowisko trenera Juan Jose Pizzuti, który karierę piłkarską zakończył w 1963 roku. Przed rozpoczęciem sezonu 1966 do drużyny dołączył także Humberto Maschio po trzech sezonach we Fiorentinie i konflikcie z Herrerą w Interze. Lata nieobecności pozwoliły mu zauważyć że piłka argentyńska pod wieloma względami znacznie upodobniła się do włoskiej. „Zauważyłem ogromną zmianę, choć może nie w kwestii taktyki; gra po prostu stała się o wiele bardziej fizyczna"- opowiadał. Maschio był dawnym kolegą Pizzutiego z boiska, więc z początku miał wątpliwości, jak teraz ułożą się ich relacje. Rozwijały się szybko. „On naprawdę dobrze myślał i wiele wiedział i jak to mówiliśmy z kolegami: z nikim się nie ożenił. Wcześniej był moim przyjacielem ale teraz traktował mnie jak każdego innego piłkarza i był bardzo zasadniczy. Nie wiem czy w dzisiejszych czasach dałby radę stosować te same reguły. Przykładowo potrafił nas ukarać za to że przeklinaliśmy albo że kogoś obraziliśmy"- wspominał. Większość zakładała że Maschio, wówczas już 33-letni, wrócił do kraju z sentymentu żeby zagrać pożegnalny sezon lub dwa i przejść na emeryturę ale szybko stało się jasne że 5 lat po poprzednim mistrzostwie w „Avellanedzie” znów szykuje się coś specjalnego. „Najpierw kompletnie nas skreślili. Uważali że jesteśmy mieszaniną staruszków i dzieciaków, bez szans na wygranie czegokolwiek. Wtedy, gdy przekroczyłeś trzydziestkę traktowali cię już jak dinozaura. Mówili że jesteśmy jakimiś odpadkami a Racing się skończył. Musieliśmy z tym żyć bo skład naprawdę był stary i doświadczony. Rulli grał w Boca, Rodriguez w Nacionalu, Maschio wrócił z Europy... A wśród dzieciaków byliśmy ja, Diaz, Basile, Cejas i Perfumo"- wspominał napastnik Juan Carlos Cardenas. Dziś Cardenas prowadzi agencję nieruchomości, której biuro znajduje się w śródmiejskiej dzielnicy „Floresta”, zresztą w dawnej siedzibie argentyńskiego radia. Od stadionu „All Boys”, gdzie pracował kiedyś jako trener, dzieli go 5 minut spaceru. Jak wielu przybyszów z północy ma ksywę „CHANGO” i pod nią jest wciąż powszechnie znany. Jego włosy posiwiały a twarz pokryły zmarszczki. Generalnie wygląda na człowieka zmęczonego życiem ale na wspomnienie tamtych początków pod Pizzutim zaczyna chichotać. „Kiedy zobaczyliśmy Maschio, wielkiego gościa, zaczęliśmy robić sobie z niego jaja: »Biegaj staruszku, biegaj«. Mieliśmy wszyscy po 18,19 lat, więc byliśmy pewni że jesteśmy od niego bardziej wytrzymali. Zaczęliśmy biegać dookoła boiska, pięć okrążeń na pełnej szybkości: po jednym było okej, po drugim całkiem nieźle ale potem przyszło trzecie i czwarte, byliśmy kompletnie wykończeni a ten straszny dziadunio ganiał dalej. Nie mogliśmy tego znieść, więc stanęliśmy i zaczęliśmy wrzeszczeć: »Ej, dziadku! Znajdź sobie dziewczynę! Nie widziałeś dziewczyny od lat...« Na co on mało nie pękł ze śmiechu bo przecież trudno było sobie wyobrazić Maschio bez kobiety". Na inaugurację sezonu Racing wygrał 2:0 z Atlantą, potem zremisował na wyjeździe z Velezem Sarsfield i pokonał Newell's Old Boys i Quilmes. W końcu Chacarita Juniors również przegrali z nimi na własnym boisku 1:0, seria meczów bez porażki wydłużyła się do 20. „Ledwo zaczęliśmy grać i wygrywać a już mieliśmy ten rekord a kibice do tej pory niezaangażowani i generalnie ludzie piłki byli coraz bardziej i bardziej ciekawi Racingu czy, jak mówili, drużyny Josego. »O co chodzi z tymi facetami? Dlaczego nie przegrywają?« Fani innych drużyn stawali więc po naszej stronie. Dziś coś takiego byłoby niemożliwe”- mówił Cardenas. Sukces zawdzięczali przede wszystkim Pizzutiemu. „Widział każdą najdrobniejszą cechę u piłkarza i nigdy się nie mylił”- mówił Maschio. „Tamta drużyna zrewolucjonizowała argentyńską piłkę"- dodawał Cardenas. „Mieliśmy trenera, który był prawdziwym liderem, miał doświadczenie z czasów gry w Boca i River, no i zdobywał już tytuły z Racingiem. On sam się nie bał i chciał żebyśmy my też byli nieustraszeni. »Chcę właśnie takiej drużyny«, mówił. W tamtych czasach nie brakowało zespołów z wielkimi nazwiskami ale dominująca koncepcja brzmiała: »Nie warto ryzykować«. Więc Pizzuti wprowadził kompletnie nowy plan taktyczny- nowy przynajmniej w porównaniu z powszechnie przyjętymi. Boca wygrała ligę w 1965 roku tymi swoimi 0:0 i 1:0, nikt nie mógł strzelić im gola ale było to nudne jak flaki z olejem ale potem przyszliśmy my. Byłem typową dziewiątką, środkowym napastnikiem, który lubi grać w polu karnym przeciwnika i uważa że jeśli strzelił gola, to zagrał dobrze a jak nie strzelił to był kiepski. Ale Pizzuti pozbawił mnie tej funkcji i kazał szukać sobie miejsca z przodu bez przydzielonej pozycji. »Nie chcę cię więcej widzieć czekającego w polu karnym«, powiedział i to był jeden z kluczowych aspektów. »Siódemka« czy »jedenastka«, obie mogły znaleźć się nagle w polu karnym. Cała ofensywna trójka wymieniała się pozycjami, co było dla rywali niespodzianką".

Złoty wiek bohemy może przeminąć, lata, w których piłkarze wychodzili na boisko po kilku butelkach wina, należały do przeszłości a finał Pucharu Interkontynentalnego w 1967 roku pokazał że Racing może być równie twardy i pragmatyczny jak wszyscy inni ale Maschio potwierdza, że dawnego ducha udało się jednak ocalić. „Zagraliśmy 39 meczów bez porażki aż w końcu przegraliśmy z River Plate - opowiadał. - Nigdy jednak nie myśleliśmy o wynikach. Chodziło bardziej o zabawę. Jedyny raz, kiedy myśleliśmy o wyniku zbliżającego się meczu przydarzył się wtedy przed spotkaniem z River. Mieliśmy lekkiego stracha i graliśmy naprawdę źle". Tamten mecz odbył się jednak dopiero w 26 kolejce i wówczas Racing miał już w tabeli sporą przewagę nad pozostałymi drużynami. Ostatecznie tytuł zapewnili sobie dzięki bezbramkowemu remisowi ale rzut oka na statystyki pozwala wyrobić sobie pojęcie na temat ich stylu gry: w sezonie 1966 strzelili 70 goli w 38 meczach, podczas gdy w poprzednim sezonie Boca sięgnęła po mistrzostwo zdobywając 55 goli 34 spotkaniach. Racing rozpoczął proces przywracania ofensywnej gry w argentyńskim futbolu. Kolejny sezon przyniósł pierwszą większą zmianę struktury rozgrywek od 1937 roku. Oszczędnościowa polityka Onganii doprowadziła do zmniejszenia dotacji, co prowincją dotknęło o wiele silniej niż Buenos Aires. W Tucuman przykładowo zaczęły bankrutować plantacje cukru. Wzrost bezrobocia i społeczne niezadowolenie skłoniły prezydenta do wywarcia nacisku na AFA aby włączyła do rozgrywek także przedstawicieli prowincji gdzie, rzecz jasna nie było większego narkotyku niż futbol. Powstały dwie ligi: Metropolitano, dla klubów z Buenos Aires, La Platy, Santa Fe i Rosario, podzielona początkowo na dwie 11-drużynowe grupy, których liderzy i viceliderzy awansowali do półfinałów oraz 16-rużynowa Nacional, gdzie każdy grał z każdym i gdzie zrzeszały się kluby z pozostałych regionów. Dla Racingu nowy sezon zaczął się dobrze. Rozgrywki ligi Metropolitano zakończył na pierwszym miejscu, później wygrał z Independiente w półfinale by w końcu ulec wschodzącej potędze Estudiantes w meczu finałowym. W Copa Libertadores z kolei przeszli jak burza przez pierwszą rundę wygrywając 8 i przegrywając tylko jeden z dziesięciu meczów a w serii półfinałowej trafili do grupy z River Plate a także Colo Colo i Universitario. Świadom że podczas meczów Libertadores nie jedno może się zdarzyć, Pizzuti zaczął zabierać z drużyną 40 bokserów, którzy mieli zapewnić jej bezpieczeństwo. „Kiedy dotarliśmy do Chile(opowiadał Cardenas, chichocząc z absurdalności tej sytuacji) Jose przedstawił ich jako fotoreporterów ale wszyscy mieli poprzestawiane nosy, grube karki i nalane twarze. Kiedy wysiedliśmy z samolotu podbiegł jakiś dziennikarz żeby zrobić wywiad i BUM!- dostał fangę w nos. »Nie chciałem zrobić nic złego«, powiedział dziennikarz. »Przepraszam- odpowiedział fotoreporter. - Poniosło mnie«. Panował straszny bałagan ale tak to właśnie wyglądało: spodziewaliśmy się najgorszego". Racing awansował do finału po zwycięstwie nad Universitario Lima w dodatkowym Play-offie(wcześniej obie drużyny zajęły ex aequo pierwsze miejsce w grupie półfinałowej). Drugim finalistą był Nacional Montevideo. Pierwsze spotkanie na "El Cilindro" zakończyło się bezbramkowym remisem. Atmosfera podczas rewanżu na „Centenario” była napięta. „Kiedy Wychodziliśmy na boisko Oscar Martin, który był kapitanem drużyny i reszta kolegów nieśli wielką urugwajską flagę. Zrobiono nam zdjęcie a potem flaga padła na ziemię. Jakiś policjant powiedział do Martina że mają podnieść ale ten odparł że nie ma ochoty. Dostał pałką, więc rzucił się na tego gliniarza"- opowiadał Maschio. W końcu sytuację opanowano ale mecz nie był ładnym widowiskiem. „Okropnie się grało przeciwko Nacionalowi. Mieli Luisa Ubiñe, który po prostu na nas polował. W pewnym momencie chciałem strzelić na bramkę i biegłem ale oglądałem się przy tym, bojąc się że mnie uderzy. W końcu udało mi się uniknąć kopniaka ale cały stadion krzyknął "oooochhh" bo Ubiña zrobił wślizg, który mógł mi połamać nogi, tylko że ja podskoczyłem i dotknąłem lekko piłki, kierując ją w prawą stronę, więc on zanurkował jak samolot i wylądował na ziemi. Nie strzeliłem gola ale uratowałem nogi. »Ty zwierzaku(krzyknąłem ruszając w jego stronę) ty ptasi móżdżku!« »Zabiję cię, następnym razem cię zabiję«, odpowiedział. I tak to właśnie wyglądało. Niektórzy stoperzy byli prawdziwymi mordercami. Mogłeś im mówić że jesteście przecież kolegami Ale oni i tak odpowiadali: »Pilnuj swojej kasy a ja zadbam o swoją«- wspominał Cardenas. Piłkarze Racingu z ulgą przyjęli jeszcze jedno 0:0, które oznaczało kolejny play-off w Santiago. Tym razem kibice zobaczyli gole. W 14 minucie Joao Cardoso rzucił się szczupakiem do zagrananej na krótki słupek piłki i zgrabną główką wyprowadził argentyński klub na prowadzenie, tuż przed przerwą zaś Norberto Raffo wyminął Montero Castillo i dorzucił drugiego gola. Na 11 minut przed końcem Milton Viera zdobył bramkę kontaktową i doszło do kolejnych scen przemocy, kiedy Roberto Sosa popchnął Rubena Diaza, gdy obrońca próbował powstrzymać go przed jak najszybszym wyciągnięciem piłki z siatki ale Racing nie dał już sobie wydrzeć zwycięstwa.

Zmęczona podróżami drużyna odpuściła rozgrywki ligowe(z ostatnich 15 spotkań wygrała tylko 2), całą uwagę poświęcając za to finałowi Pucharu Interkontynentalnego, gdzie czekał zdobywca Pucharu Europy Celtic i nadziei na zostanie pierwszym w historii argentyńskim klubem, który wygra rozgrywki na światowym szczeblu. Pierwszy mecz rozgrywano na „Hampbden Park” w Glasgow w październiku. Piłkarze Racingu lecieli przez Rio de Janeiro, gdzie samolot lądował by uzupełnić paliwo a następnie przez Atlantyk do Londynu, gdzie mieli przesiadkę. „Na pokładzie drugiego samolotu spotkaliśmy Sheana Connery'ego, czyli samego Jamesa Bonda. Jako kibic Rangersów nie chciał żeby wygrał Celtic, więc życzył nam zwycięstwa"- wspominał Cardenas. Connery nie był jedynym brytyjskim celebrytą, który został na chwilę kibicem Racingu i nie był kibicem najbardziej niespodziewanym. John Lennon rzadko kiedy okazywał zainteresowanie piłką nożną ale w Argentynie powtarza się w kółko że chciał aby to Racing wygrał tamto spotkanie. „Pamiętam że w jakimś wywiadzie John Lennon powiedział że najbardziej się cieszył z gola Racingu bo dzięki niemu Szkoci nie zdobyli pucharu"- wspominał Cardenas. Zważywszy na to co miało się wydarzyć, atmosfera przedmeczowa wydawała się niezwykle wręcz łagodna, daleka k każdym razie od napięcia i paranoi jakie otaczały mecze Copa Libertadores, gdzie stosowano na przykład prostą regułę nie picia z otwartej butelki, ponieważ ktoś mógł do niej czegoś dosypać. Cardenas wyjaśniał: „To była kompletnie inna kultura, nie tak jak podczas Libertadores. Leciałeś do Santa Fe, nawet na mecz Ligi argentyńskiej i na lotnisku częstowali cię „alfajores" a potem dostawałeś sraczki bo te „hijos de puta" dorzucali tam środek na przeczyszczenie. Nigdy nie zapomnę jak cały stadion w Glasgow gwizdał podczas naszego hymnu a najważniejsze było to że kilka minut wcześniej, kiedy się przebieraliśmy do naszej szatni wszedł Shean Connery. Żartowaliśmy razem, wyobrażasz to sobie? Kiedy towarzyszy ci cała ekipa, łatwiej ci żartować, niż kiedy jesteś sam jak palec. Wydawał się taki wysoki i silny... »Choć i zagraj z nami«, mówiliśmy". Pomijając gwizdanie podczas hymnu, Cardenas nie uważał że atmosfera na Hampden Park była szczególnie wroga. „Kiedy zaczęli śpiewać patrzyliśmy na nich i myśleliśmy sobie: »Zaraz dowalimy tym hijos de puta«. Ale to normalny sposób motywowania się przed meczem. Mieliśmy poczucie że reprezentujemy nie tylko klub ale reprezentujemy Argentynę"- opowiadał. Oczywiście dodawało to spotkaniu jeszcze większego ciężaru, zważywszy na to, co wydarzyło się na Wembley rok wcześniej, rozróżnienie między Anglikami i Szkotami nie miało znaczenia dla snujących opowieści o tym, jak to Racing złamie anglosaską hegemonię; podobnie jak nie miał znaczenia fakt że spośród wszystkich zawodników Racingu tylko Perfumo był reprezentantem Argentyny w trakcie mundialu 1966. Celtic grał jednak dużo lepiej i objął prowadzenie w 69 minucie po tym jak Billy MC Neill wyskoczył ponad Basile i sięgnął głową to dośrodkowania Johna Hughesa z rzutu rożnego. „Byli lepsi, jeśli idzie o grę zespołową i to naprawdę lepsi"- opowiadał Cardenas. Po strzeleniu gola McNeill uznał za stosowne dopełnić ją paroma słowami pod adresem Basile, co pokazywało jak bardzo irytowała go już postawa Racingu w tym meczu. Berti Auld, którego zresztą Cardenas przypominał ze względu na niskie czoło i okulary, dostał już w nos tyłem głowy Martina, którego natychmiastowa ucieczka z miejsca zdarzenia wskazywała że nie był to przypadek; Jimmy Johnston z kolei padł ofiarą straszliwego faulu Juana Carlosa Rullego. Dwa tygodnie później na „El Cilindro" atmosfera była o wiele bardziej napięta, także z powodu obecności na stadionie wielu kibiców z Urugwaju. Incydent, który podsycił wzajemną wrogość zdarzył się jeszcze przed rozpoczęciem meczu, kiedy bramkarz Celticu Roni Simpson został trafiony przedmiotem ciśniętym z trybun. Do dziś trudno ustalić co dokładnie rzucono. W wersji argentyńskiej mówi się o monecie ale sir Robert Kelly w wydanej w 1971 roku w historii Celticu pisze o cienkim żelaznym pręcie i sugeruje że został on raczej wystrzelony z katapulty niż po prostu rzucony. Odczuwające skutki trafienia Simpson został wycofany ze składu: jego miejsce zajął rezerwowy bramkarz John Fallon, skądinąd przez 2 lata grający w podstawowym składzie, przed transferem Simpsona z Hibernian. Cardenas jednak miał wątpliwości czy kontuzja rywala naprawdę była poważna: „Jak zawsze w Argentynie jakiś idiota musiał rzucić czymś na boisko, no ale przecież nie była to cegła. Facet miał pecha że moneta trafiła go w twarz. Nie dostał z całej siły ale monety wówczas nie były aż takie małe, więc faktycznie miał niewielkie rozcięcie pod okiem. Podbiegłem do niego sprawdzić jak się ma i jak dla mnie nie było to coś wielkiego. Nie mówie rzecz jasna że nic się nie stało ale dziwię się że postanowił zejść z boiska. Może się wystraszył i zastanawiał co będzie dalej? Nas jednak cechowała zupełnie inna mentalność. Byliśmy drapieżnikami: żaden z nas nie zrezygnowałby z gry w finale, nawet z pięcioma szwami. To było całe nasze życie. Tamten incydent został niepotrzebnie rozdmuchany. On nawet nie potrzebował szwów".

4

@FCBparasiempre
Na własnym boisku Racing wrócił do bardziej ofensywnego stylu gry. „To było jak przeglądanie się w lustrze. Dwie drużyny zwycięzców, 2 zespoły, które wolą atakować niż się bronić"- mówił Cardenas. Po kilkunastu minutach gry Celtic wyszedł nawet na prowadzenie, kiedy Cejas przewrócił w polu karnym szarżującego z lewej strony Johnstona i Tommy Gemmel wykorzystał jedenastkę strzelając tuż przy słupku. „To było straszne ale kibice poderwali nas do walki. Jakbyśmy dostali zastrzyk wiary: »To jest możliwe, wygrajmy ten mecz!«"- kontynuował Cardenas. I 10 minut przed przerwą Norberto Raffo znalazł się za czwórką obrońców Celticu a jego główka po dośrodkowaniu z prawej strony przeszła obok Fallona. McNeill był przekonany że zawodnik Racingu znalazł się na spalonym ale archiwalne filmy z tamtego meczu nie pozwalają jednoznacznie potwierdzić jego zdania. 3 minuty po przerwie między szkockimi obrońcami prześlizgnął się z kolei Cardenas, ładnym strzałem dając gospodarzom prowadzenie. „Kiedy było 2:1 tamci trafili w słupek. Gdyby weszło to byłby koniec ale nie weszło. Zasłużyliśmy na tę wygraną, tak jak oni zasłużyli na zwycięstwo w Glasgow"- wspominał strzelec gola dla Racingu. W dwumeczu był więc remis i tak jak w przypadku trzech poprzednich finałów o losie trofeum musiało rozstrzygnąć dodatkowe spotkanie rozgrywane trzy dni później na „Centenario” w Montevideo. Piłkarze ze Szkocji nie mieli już na ten mecz wielkiej ochoty. „Argentyńczycy zachowywali się jak bandyci. Naprawdę jak prawdziwi przestępcy. Nie miało dla nich znaczenia jakim sposobem sięgną po zwycięstwo"- pisał McNeill. Kiedy drużyna Celticu opuszczała „El Cilindro”, tłum otoczył jej autokar i przy biernej postawie policji zaczął nim kołysać. Jim Craig zapamiętał wołanie któregoś z kolegów siedzących z tyłu, nie był pewien kogo: „Szefie, na Boga oddajmy im ten cały puchar". Johnston był podobnego zdania: Jeśli tak bardzo tego chcą, mówił, trzeba im odpuścić. Wydaje się że nawet zarząd Celticu poważnie rozważał rezygnację z rozegrania trzeciego meczu, w obawie przed dalszą eskalacją przemocy ale manager Jock Stein nie zamierzam ustąpić, chciał żeby Celtic stał się pierwszą brytyjską drużyną która sięgnie po puchar interkontynentalny. Ale i Racing jechał do Montevideo nie wolny od niepokoju o przyjęcie ze strony Urugwajczyków; piłkarze Celticu byli nieświadomi argentyńsko-urugwajskiej rywalizacji równie mocno, jak gracze Racingu rozróżnień między Anglikami i Szkotami. A kiedy drużyna z Argentyny przybyła do Montevideo obawy się ziściły: witający ją urugwajscy kibice grali „candombe". Jak wspominał Cardenas, „o drugiej w nocy Urugwajczycy przynieśli pod nasz hotel sztuczne ognie i hałasowali do rana tak że musieliśmy się przenosić na wyższe piętra. Myślę więc że oni mocno się pomylili w ocenie panującej w Montevideo atmosfery. Z 80 tysięcy widzów tylko 20,25 tysięcy trzymało naszą stronę, reszta była za nimi ale oni zamiast grać tak, jak to zwykle robili, postanowili nas załatwić. Wyszli na boisko nie po to żeby grać ale po to żebyśmy my nie mogli grać, no i w końcu przegrali. Myśmy się już nauczyli co się dzieje z drużyną, która traci głowę. Byliśmy sprytniejsi. Zaczęło się jednak od tego że Celtic wyszedł na boisko z urugwajską flagą i dostał owacje. Myśmy też wyszli z urugwajską flagą(nikt nie chciał jej zresztą nieść) Ale nas wygwizdano. Wiedzieliśmy więc że czeka nas nie tylko mecz przeciwko Celticowi ale też przeciwko trybunom". Wspomnienia piłkarzy Celticu są rzecz jasna całkowicie odmienne. Szkoci zapamiętali na przykład że urugwajska flaga, którą nieśli Argentyńczycy była większa, choć ich z kolei więcej ważyła. Wersja Maschio zgadza się jednak z opowieścią Cardenasa. „Widownia była za Celtikiem, choć przyjechało też 15,20 tysięcy fanów Racingu. Po tym, jako ograliśmy Nacional, Urugwajczycy byli na nas wściekli"- wspominał Maschio. Przed rozpoczęciem meczu Pizzuti pokazał, jak dobrym jest motywatorem i jak świetnie rozumie ludzką naturę. Cardenas opowiada: „Wszyscy zapamiętaliśmy co wtedy mówił. »Musimy dać z siebie wszystko, tak jak dawaliśmy z siebie wszystko w ciągu ostatnich miesięcy. Wygraliśmy Libertadores i dotarliśmy aż tutaj dlatego że pamiętaliśmy o tym aby atakować i proszę, błagam: Nie dajcie się wciągnąć w żadne awantury, nie kupujcie agresywnej taktyki, którą prawdopodobnie zastosują. To Oni zaczną a my musimy być na tyle inteligentni żeby nie dać się sprowokować«. No i tak to właśnie wyglądało. Zamiast grać, tamci zaczęli nas kopać. Jedyny, który nie potrafił zrealizować planu trenera był Basile, który ostro sfaulował jednego z rywali. Spóźnił się ze wślizgiem i naprawdę mocno go zahaczył. Zobaczyliśmy, jak sędzia biegnie żeby wyrzucić go z boiska i zaczęliśmy krzyczeć do Basile: »Weź go! Hijo de puta, weź któregoś ze sobą!«. Więc Basile sprowokował jakiegoś Szkota, który odpowiedział na zaczepkę i w końcu obaj wylecieli. Gdyby nie wziął któregoś ze sobą mielibyśmy kłopot".

Filmy z meczu i świadectwo piłkarzy Celticu są o tym, że rzeczywistość była bardziej dostępna. Po serii drobnych incydentów w pierwszej fazie meczu paragwajski sędzia w poczuciu że sytuacja wymyka mu się spod kontroli wezwał obu kapitanów i zapowiedział że przy następnym złamaniu przepisów usunie Basile i Lennoxa, najwyraźniej niezależnie od tego, kto będzie rzeczywistym winowajcą. Argentyńczyk chętnie wchodził w zwarcia ale dlaczego arbiter wybrał Lennoxa, względnie spokojnego gracza Szkockiej ofensywy, wydaje się trudne do pojęcia. Tak czy inaczej kiedy faul Basile doprowadził do bójki między zawodnikami obu drużyn na środku boiska, arbiter usunął Argentyńczyka i Szkota. Lekko oszołomiony Lennox zszedł za linię boczną ale Stein natychmiast wypchnął go z powrotem. Arbiter usunął go więc po raz kolejny, na co Stein po raz kolejny polecił mu powrót na murawę. Dopiero za trzecim razem, kiedy policjant z wyciągniętą szablą zagrodził mu drogę piłkarz Celticu zrezygnował z prób kontynuowania gry. Wkrótce dołączył do niego Jimmy Johnston, który wymachiwał rękami na znak protestu po tym, jak ciągnięto go za koszulkę. „Piłkarz, na którym od początku meczu skupiała się cała agresja przeciwników - napisał później Francois Thebaud we francuskiej gazecie »Le Mirror des Sports«, stał się ofiarą człowieka, którego celem miało być chronienie zawodników przed oszustami i brutalami. W życiu nie widziałem również szokującej decyzji". W końcu wyleciał środkowy napastnik John Hughes za faul na Cejasie. „Najdziwniejsze jest to - opowiadał potem - że kiedy znalazłem się tuż przy bramkarzu przeleciało mi przez głowę: »Jeśli go huknę nikt tego nie zauważy«, chociaż mecz oglądało 80 000 ludzi i nagrywało kilka kamer". „Huknięcie" zresztą nie wystarczyło bo w ślad za nim poszedł cios kolanem. „Big Jock" zapytał mnie potem co mi przyszło do głowy a ja byłem na tyle głupi żeby mu powiedzieć. Łatwo sobie wyobrazić jak zareagował". Upiekło się natomiast Gemmelowi, który w trakcie kolejnej awantury kopnął Maschio, jak później opowiadano „w jaja", ponoć dlatego że został wcześniej opluty. Sędzia zdecydował natomiast o usunięciu Aulda i Rullego, choć ten pierwszy został na boisku do końca po prostu dlatego że... odmówił zejścia. Był to(jak sam później opowiadał) najlepszy dowód na to, jak daleko mecz wymknął się spod kontroli arbitra. „W przerwie byliśmy już pewni że ich mamy. Pizzuti zawsze mi mówił że jestem bardzo dokładny. »Musisz strzelać(zachęcał mnie często) bo potrafisz to robić celnie«. Wcześniej zmarnowałem już dwie okazje i miałem poczucie że jedyny sposób na strzelenie gola w tym meczu to uderzenie z dystansu"- wspominał Cardenas. Tak właśnie padł go, który naznaczył całą jego karierę, przyćmiewając wszystko, czego dokonał w ciągu 16 lat gry w piłkę i, jak można podejrzewać także po tym, jak w 1976 roku zawiesił buty na kołku. Biuro Cardenasa jest urządzone niezwykle spartańsko ale zaaranżował je tak że gdy podnosi wzrok znad biurka, patrzy na obraz przedstawiający jego chwilę uchwały. Na ścianie wiszą dwa oprawione w ramki wycinki. Pierwszy to artykuł z „El Grafico” analizujący zarówno samego gola, jak i jego znaczenie dla argentyńskiej piłki ilustrowany diagramem przedstawiającym poprzedzającą go akcję. Drugi to fotografia z wydanego przez „El Tiempo” dodatku „Argentyńscy ludzie roku 1967". Cardenas siedzi tu na krześle, nieco niezgrabnie ubrany w strój Racingu a po jego prawej stronie w jasnoniebieskim kostiumie kąpielowym, szarfie z konkursu piękności i tiarze stoi Mirta Massa, 22-latka, która stała się wówczas pierwszą Argentynką wybraną Miss International. Za nim, z rękami złożonymi na piersi stał komik Alberto Olmedo a po lewej ubrany w coś na kształt angielskiej szaty z aureolą i skrzydłami eksperymentalny aktor Eduardo Bergera Leumann. Zdjęcie to oczywiście wydaje się dziś niezwykle staroświeckie ale przedstawia Cardenasa u szczytu sławy.

Kiedy sam ma opisać tamtego gola, przypomina samolot na autopilocie, wykonujący do znudzenia tę samą czynność. „Zaczęło się od wyrzutu piłki z autu a decyzję o strzale podjąłem bardzo spontanicznie"- opowiada. Mówi o tym, jak znalazł się z piłką na połowie Celticu, jak futbolówka podskoczyła na suchym podłożu a potem, kiedy do bramki pozostawało niecałe 30 metrów, spadła idealnie na jego lewą stopę. „Wiele osób twierdziło że wrzeszczałem »strzelaj, strzelaj!«- relacjonował Maschio. - Ale ja nie powiedziałem ani słowa. To była jego własna decyzja". „Jeśli jesteś zawodowym piłkarzem musisz być dobry. Niektórzy są lepsi, inni gorsi ale wszyscy są dobrzy i każdy musi być zdolny do podejmowania decyzji. Miałem możliwość podania do kolegi ale ponieważ widziałem wracającego obrońcę, który spodziewał się właśnie takiego zagrania, uznałem że lepiej będzie strzelić. Celowałem w okienko i piłka faktycznie pofrunęła w okienko, mijając prawą rękę Fallona i wpadając do bramki tuż pod poprzeczką i tuż koło słupka. To była bramka marzenie. Najpiękniejsze, co mi się w życiu przydarzyło"- opowiadał Cardenas. Był to wszakże specyficzny rodzaj piękna. Rundę honorową piłkarzy Racingu z Pucharem przerwał tłum ciskający w nich najrozmaitszymi przedmiotami, co zmusiło drużynę do wycofania się z powrotem na środek boiska. Widzowie skupili się także wokół szatni, dopiero interwencja policji umożliwiła piłkarzom przejście. W parku otaczającym stadion doszło do bójek między Urugwajczykami i Argentyńczykami. „To było nadzwyczajne widowisko a ja jestem bardzo szczęśliwy. Mamy do czynienia z wielkim zwycięstwem całej Argentyny"- oświadczył generał Ongania. „La Razon" utrzymywał że „Racing przywrócił dni chwały naszej piłki". Urugwajskie gazety, jak można się było spodziewać opisywały mecz w zupełnie innych barwach. „To nie był futbol. To była hańba... Cały mecz był jedną wielką farbą i oszustwem"- czytamy w sprawozdaniu »La Mañana«. Trudno oczywiście kwestionować jakość samego gola Cardenasa albo jego znaczenie dla całej Argentyny, w szczególności zaś dla fanów Racingu. „Najszczęśliwsze chwile w dziejach naszego kraju, niemal zawsze są efektem takich osiągnięć, jak obecny sukces Racingu. W niespokojnym kraju największą radość daje nam Sport"- pisał Carlos Fontanarrosa, redaktor »El Grafico«. Niegdyś piłka nożna miała siłę jednoczenie wszystkich Argentyńczyków, 1967 roku stała się jednym z nielicznych źródeł pociechy. „Minęło tyle czasu, zanim coś znowu wygraliśmy że ludzie zaczęli mówić że gdyby wszyscy kibice Racingu widzieli moją bramkę, mogłoby się zdarzyć że piłka w końcu trafiłaby w słupek"- opowiadał Cardenas. Nic podobnego się jednak nie stało a z kolejnymi latami bez sukcesów tamten gol nabierał coraz większego znaczenia. Podczas gdy kibice Racingu świętowali, fani Independiente wdarli się na ich stadion i spalili 7 czarnych kotów żeby obłożyć klub klątwą. W 1968 roku drużyna przegrała trzymeczowy pojedynek o Mistrzostwo Ligi Nacional z trenowanym przez Giudicego Velezem Sarsfield a w 1969 roku odpadła w półfinale Metropolitano pokonana przez Chacarira Juniors- zaczynał się upadek. W tym samym 1969 roku odszedł Pizzuti po czterech latach i czterech miesiącach pracy(wciąż jest to rekord długości utrzymywania posady trenera Racingu) a fakt że rok później zatrudniono kolejno czterech szkoleniowców a w roku następnym jeszcze trzech, najlepiej świadczy o panującym wówczas zamieszaniu. Ostatnią próbą wyrwania się z przeciętności był rok 1972, kiedy w Metropolitano Racing zajął drugie miejsce po San Lorenzo, po zakończeniu tamtych rozgrywek Cardenas odszedł do meksykańskiej Puebli. Później kryzys pogłębiał się systematycznie i w końcu doszło do spadku z Ligi. Zdesperowani działacze zamówili egzorcystów i zdecydowali o przekopanie murawy w poszukiwaniu kocich szkieletów ale udało się znaleźć jedynie sześć. Na odkrycie szczątków ostatniego zwierzaka trzeba było czekać aż do 2001 roku kiedy stadion został gruntownie przebudowany. W tymże 2001 roku po 34 letniej przerwie Racing znów sięgnął po mistrzostwo kraju. Cardenas wrócił z Meksyku w 1976 roku, rozegrał pożegnalny sezon w Racingu a potem próbował rozpocząć karierę trenerską. Z drużyną General Lamadrid zdołał awansować do trzeciej ligi, prowadził także Deportivo Armenio i All Boys ale wkrótce rzucił futbol I zajął się handlem nieruchomościami. Dla kibiców Racingu pozostał jednak na zawsze człowiekiem, który pokonał Celtic.

1

@FCBparasiempre Celtic wygrywający LM, a Racing CL. Co za czasy :D
Tu znalazłem bramki z 3 meczów ik 1967.


« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: