La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1175 Culés

7

10

@FCBparasiempre
Być może ktoś go już wcześniej widział, ponieważ jest to jeden z klasycznych obrazów dawnego hiszpańskiego futbolu: Quique, bramkarz Valencii, siedzący na poprzeczce swojej bramki, uradowany po zwycięstwie swojej drużyny 3:0 nad FC Barceloną w finale Copa del Generalísimo w 1954 roku, rozegranym na nowym stadionie „Chamartín”, który wkrótce miał zostać przemianowany na Santiago Bernabéu. Od tamtej pory wiele się zmieniło, ale zawsze warto pamiętać o tych pamiętnych starciach naszej czarno-białej piłki nożnej. Finał był nieco dziwnym meczem, ponieważ największe gwiazdy obu drużyn(poza katalońskim bramkarzem Ramalletsem, kluczowym zawodnikiem Barcelony i reprezentacji Hiszpanii) były nieobecne: Holender Faas Wilkes i węgiersko-hiszpański Ladislao Kubala. Wilkes nie mógł zagrać, ponieważ ówczesne przepisy wykluczały zagranicznych piłkarzy z rozgrywek pucharowych, a Kubala, pełnoprawny Hiszpan – miał już nawet za sobą debiut w reprezentacji – pauzował z powodu poważnej kontuzji, której doznał na San Mamés w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym z Athletic Bilbao. O ogromnej jakości tych dwóch nieobecnych gwiazd świadczą ich statystyki w niedawno zakończonym turnieju ligowym, w którym Kubala strzelił 23 gole w 28 meczach a pochodzący z Rotterdamu strzelił 18 goli w takiej samej liczbie spotkań. Dwie bardzo znaczące nieobecności, zatem. Uderzającym faktem w tym meczu jest to, że Valencia wystawiła aż siedmiu zawodników z regionu Levante: konkretnie sześciu Walentynczyków (Monzó, Sócrates, Puchades, Mañó, Fuertes i Seguí) oraz jednego z Castellón (Badenes). Wyjściową jedenastkę uzupełniają dwaj Baskowie – Juan Carlos Díaz Quincoces z Álavy, bratanek legendarnego Jacinto, który był trenerem Valencii przez sześć lat, oraz Pasieguito z Gipuzkoa – zawodnik z Kastylii i León ( Quique ) i Katalończyk (Buqué). Jednak, jak to zwykle bywa, zanim zagłębimy się w szczegóły, warto przeanalizować kontekst tego decydującego meczu. Biorąc pod uwagę występy obu drużyn w sezonie 1953/54 a także w poprzednich sezonach, Barça była zdecydowanym faworytem, pomimo nieobecności swojej gwiazdy z Europy Środkowej. Rozegrali solidną kampanię ligową, choć pod koniec stracili prowadzenie, zajmując drugie miejsce za Realem Madryt, gdzie przybycie Di Stéfano zdziałało cuda, zapewniając im tytuł mistrzowski nie mniej niż dwadzieścia lat po ostatnim. Tymczasem Valencia, z trzydziestokilkuletnim Wilkesem w swoich szeregach, zaprezentowała się imponująco na swoim stadionie Mestalla, ale ich forma na wyjazdach znacznie spadła. Nigdy poważnie nie walczyli o tytuł i ostatecznie zajęli trzecie miejsce, sześć punktów za mistrzami. FC Barcelona wygrała trzy ostatnie tytuły Copa del Generalísimo, a jeden z nich, w 1952 roku, został wygrany właśnie przez Valencię, odrabiając straty po dogrywce 0-2 . Ale finały, mimo że czasami mają mniej lub bardziej jasne przewidywania, zawsze muszą zostać rozegrane, zanim będzie można ogłosić zwycięstwo. Droga dla obu drużyn była obiektywnie bardziej skomplikowana w przypadku Katalończyków a nawet dłuższa. Wyjaśnijmy. W tym roku w Copa del Generalísimo rywalizowało tylko 14 drużyn: dwunastu najlepszych zawodników w najwyższej lidze i mistrzów dwóch grup w drugiej lidze. Ponieważ było ich czternaście, w pierwszej rundzie dwie z nich zostały zwolnione z powodu losowania, które dołączyłyby do sześciu zwycięzców tego meczu, aby rozstrzygnąć ćwierćfinał, tak jak Bóg zamierzył. A ów remis sprzyjał Santander i Valencii, więc drużyna Levante uratowała kilka meczów, co w tamtym momencie sezonu, gdy upał już dawał się we znaki w niektórych miejscach, wcale nie było złe. W tych dziwnych meczach 1/8 finału FC Barcelona zmierzyła się z Deportivo La Coruña a pierwszy mecz rozegrano na „Camp de Les Corts”. W tym meczu zadebiutowali bardzo młodzi Katalończycy: zaledwie 19-letni piłkarz, który przybył z galicyjskiej drużyny: Luís Suárez, którego wciąż chłopięca twarz niemal przyniosła mu przydomek. Barça, po miernym występie, wygrała przekonująco 4:0 (Kubala 2, oba rzuty karne, César Rodriguez i Segarra) a większość uznała dwumecz za rozstrzygnięty. Jednak na Riazor Deportivo zaprezentowało się znakomicie, obejmując zdecydowane prowadzenie 3:0 – gole weterana Zubiety, Tito Blanco i Royo – i niemal wymuszając powtórkę.
W kolejnej rundzie losowania par zmierzyli się zeszłoroczni finaliści, Barça i Athletic Bilbao. Obowiązywała zasada „finał przed finałem”. Pierwszy mecz również rozegrano na Les Corts, ale widzowie byli świadkami wspaniałego spotkania, w którym Barça wygrała 4:2 (Bosch, César, Kubala i Basora strzelili dla Barçy, a Maguregui i Arieta dla Athleticu ). Na San Mamés dwa historyczne kluby zremisowały golami dwóch znakomitych weteranów, Césara Rodrigueza i Gainzy ale Barça straciła swojego gwiazdora, Ladislao Kubalę, z powodu poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy – wrócił po rozpoczęciu kolejnego sezonu. Półfinały były świadkiem kolejnego emocjonującego starcia na najwyższym poziomie rozgrywkowym, tym razem pomiędzy mistrzem ligi, Realem Madryt, a wicemistrzem. To bardzo wyrównane spotkanie rozstrzygnęło się w Barcelonie. Niewielkie zwycięstwo Realu Madryt na boisku Chamartín, z jedyną bramką strzeloną przez innego młodego talentu, Enrique Mateosa, oraz 3-1 na boisku Les Corts, po bramce w końcówce dla Barcelony, zdobytej przez Bioscę (César strzelił już dwa gole dla Katalończyków a Pérez Payá dla Realu Madryt). Trasa Valencii, oprócz tego, że była krótsza, była znacznie łatwiejsza, zarówno ze względu na niższy poziom rywali – Real Sociedad i mającą problemy Sevillę – jak i miażdżący charakter wyników. Levante rozpoczęło rozgrywki na Atocha, gdzie triumfowało 5:2, po słabym występie bramkarza gospodarzy, byłego zawodnika Valencii Ignacio Eizaguirre. Badenes strzelił dwa gole, a Mañó, Seguí i Fuertes dołożyli po jednym dla Realu Sociedad. Iriondo i Epi, dwaj inni znakomici weterani, zdobyli bramki dla drużyny z San Sebastián. Zakończyli na Mestalla kolejnym wyraźnym zwycięstwem 4:1 (trzy gole Badenesa i jeden Mañó, a jeden Ontorii z rzutu karnego). W pierwszym meczu półfinałowym, rozgrywanym w Nervión, również wygrali, choć dzięki pojedynczej bramce Seguí a w rewanżu nie mieli większych problemów, pokonując Sevillę 3:1 (Buqué, Badenes i Seguí u gospodarzy oraz Araujo u Andaluzji). Warto odnotować, że wszystkie cztery zwycięstwa odnieśli w tym samym składzie wyjściowym(koncepcja „rotacji” jeszcze nie istniała) który również miał wejść na murawę nowego stadionu Chamartín, po jego rozbudowie (otwarciu trzeciej ligi), aby rozegrać wielki finał. Ten finał, jak już wspomnieliśmy, był rewanżem za mecz rozegrany dwa lata wcześniej, kiedy Barcelona pokonała Valencię 4:2 w dogrywce. Valencia objęła zdecydowane prowadzenie 2:0, ale potem bardzo ucierpiała z powodu kontuzji weterana Asensiego.
Finał pomiędzy Walencją a Barceloną, po wyeliminowaniu w półfinale odpowiednio Sevilli i Realu Madryt. Mecz rozegrano w niedzielę 20 czerwca 1954 r. o godzinie 17:30 a na trybunach stadionu Chamartín zgromadziło się 110 000 widzów. Głowa państwa Francisco Franco wręczył puchar Salvadorowi Monzó, kapitanowi Valencii, drużyny, która zdobyła tytuł po raz trzeci w historii. W niedzielę 20 czerwca 1954 r. o godz. 17:30, przy około 113 000 kibiców na trybunach, prawie pełny dom - 25 000 kibiców Barçy i około 15 000 kibiców Valencii, większość z nich nosiła tekturowe daszki, aby uniknąć oślepienia słońcem - i przy bardzo gorącej pogodzie (termometry wskazywały 33 stopnie Celsjusza), na polecenie sędziego z Gipuzkoa, pana Gonzaleza Echevarríi, obaj kandydaci ustawili się następująco: dla Barcelony, aktualnego mistrza turnieju, Velasco; Seguer, Biosca, Segarra; Flotats, Bosch; Basora, Luís Suárez César, Moreno i Manchón (czyli skład wyjściowy z nieobecnością Ramallets i wymuszoną nieobecnością Kubali), a dla Valencii, Quique ; Juan Carlos Quincoces, Monzó, Sócrates; Pasieguito , Puchades; Mañó, Fuertes, Badenes, Buqué i Seguí. Siedmiu zawodników z finału z 1952 roku było w składzie Valencii a sześciu w drużynie Katalonii. Barça rozpoczęła grę od dominacji w posiadaniu piłki, z wymierzonymi podaniami do nogi(nierozsądnie było męczyć się biegiem tak wcześnie) i mieli szansę po strzale Cesara, ale entuzjazm Valencii szybko wziął górę. W 14. minucie objęli prowadzenie 1:0, po potężnym uderzeniu lewą nogą z dystansu, Fuertesa, który po podaniu od kolegi z drużyny Pasieguito , umieścił piłkę w górnym rogu bramki . Nic nie szło po myśli Barçy, ale Valencianie, pełni siły i odwagi, z niezwykłym wyczuciem, zawsze jako pierwsi docierali do każdej piłki. Przy nieznacznej przewadze drużyny z Mestalla, pierwsza połowa zakończyła się remisem, ale po przerwie Valencia przypieczętowała zwycięstwo w zaledwie trzy minuty (od 57. do 60. minuty) dwoma kolejnymi golami. Drugiego gola strzelił Badenes, który z bliska wykończył precyzyjne dośrodkowanie Fuertesa a trzeci, również autorstwa Fuertesa, był popisem sprytu. Prawy pomocnik otrzymał prostopadłe podanie od swojego stałego partnera, Daniela Mañó, i zmylił bramkarza Barcelony, Velasco, niespodziewanie umieszczając piłkę obok niego przy dalszym słupku, gdy doświadczony bramkarz myślał, że zawodnik Valencii dośrodkuje zamiast oddać strzał. Ostatnie pół godziny było zbędne, ponieważ Barça nie wykazała żadnej zdolności do reakcji, choć Valencia mogła jeszcze powiększyć przewagę, biorąc pod uwagę, że strzał Vicente Seguí, bardzo aktywnego przez całe popołudnie, został odbity przez poprzeczkę. Doszło do zamiany pozycji w ataku Barcelony ( Luisito Suárez przesunął się na skrzydło a Basora ustawił się bardziej centralnie), ale zmiana okazała się nieskuteczna. Mimo to César był bliski zdobycia gola honorowego dla Katalończyków, ale kapitan Valencii, Monzó, wybił piłkę z linii bramkowej. A kiedy González Echevarría zagwizdał po raz ostatni, dając Valencii wyraźne i donośne zwycięstwo 3:0, bramkarz Quique , z nieocenioną pomocą kibiców, wspiął się na poprzeczkę bramki, której bronił zaledwie kilka sekund wcześniej i pozostał tam przez chwilę w euforii, podczas gdy fotografowie uwieczniali ten moment naturalnej i całkowicie uzasadnionej radości. Przed meczem(to były ewidentnie inne czasy) poprosił trenera o pozwolenie, żeby „coś zrobił, jeśli wygrają” a Jacinto Quincoces, przebiegły stary lis, dał mu carte blanche. Valencia zasłużenie wygrała z Barceloną, która bez Kubali nie oferowała wiele w ataku, wykazując już oznaki spadku formy po kilku udanych sezonach. Po meczu Daucik, trener Blaugrany, przyznał wyższość przeciwnika i zrzucił winę na upał za nieoptymalną formę fizyczną swoich zawodników. Trzy dni później podpisał roczny kontrakt z opcją przedłużenia z Athletic Bilbao. Quincoces ze swojej strony – był to jego ostatni mecz na ławce rezerwowych Valencii, choć oczywiście kibice prosili go, by został – oświadczył, że jest pewien zwycięstwa swojej drużyny (wygrał nawet zakład o wartości 1500 peset, co w tamtym czasie nie było małą sumą), choć dodał, że nie spodziewał się tak decydującego wyniku, ale biorąc pod uwagę sposób, w jaki grała Valencia, uznał, że był on sprawiedliwy i zasłużony.
Z dwoma golami i asystą Antonio Fuertes był niewątpliwie tym, kogo dziś nazwalibyśmy MVP finału, ponieważ rozegrał mecz swojego życia, choć cała drużyna spisywała się wyjątkowo dobrze, kończąc tym samym perfekcyjne mistrzostwo: pięć meczów, pięć zwycięstw. Valencia pozostała drużyną skupioną głównie na rozgrywkach pucharowych, z dużymi wzlotami i upadkami w lidze, ale wyróżniała się w zaciętych meczach. Ich zaskakujące zwycięstwo oznaczało koniec triumfalnej ery Barcelony, tzw. „Drużyny Pięciu Pucharów”, z Ladislao Kubalą w szczytowej formie i jego szwagrem Daucikiem na ławce rezerwowych. Mówi się nawet o rzekomym bojkocie słowackiego trenera przez zawodników, który zaledwie trzy dni po porażce przyjął ofertę prowadzenia Athletic Bilbao, gdzie również zapisze się w historii jako trener jednej z tych drużyn, których skład znają na pamięć dzieci, a doświadczeni kibice wciąż go pamiętają. Tymczasem w Valencii Jacinto Quincoces, po sześciu udanych latach zarządzania znakomitą drużyną, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo Hiszpanii, przekazał stery Carlosowi Iturraspe, architektowi nieudanej próby Mestalla awansu dwa sezony wcześniej, by ten mógł cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem. Niewątpliwie medialna sensacja w finale, dowiedzmy się kilku więcej o Quique. Jego pełne imię brzmiało Enrique Martín Navarro a urodził się w Valladolid, według niektórych źródeł w 1924 roku, a według innych rok później, a zmarł w Valencii w 2016 roku, mając już dziewięćdziesiąt lat. Zaczął wyróżniać się jako młody zawodnik w Villarreal i Castellón, gdzie zagrał tylko w trzech meczach, ponieważ Barça wkrótce sprowadziła go do Les Corts w 1943 roku. Ale w klubie Blaugrana napotkał nie do pokonania przeszkodę w postaci bramkarza Murcji Juana Zambudio Velasco, w skrócie Velasco, a gdy doznał poważnej kontuzji oka w Balaídos, to nie Quique zajął jego miejsce, ale bardzo utalentowany, zwinny i przystojny młody bramkarz o imieniu Antoni Ramallets. Zmęczony grzaniem ławki rezerwowych, Quique w końcu odszedł w 1950 roku do Valencii, gdzie pozycja bramkarza zwolniła się po podpisaniu kontraktu z międzynarodowym graczem Ignacio Eizaguirre przez jego lokalny klub, Real Sociedad San Sebastián. W ciągu siedmiu lat gry w Katalonii, rozegrał nieco ponad dwadzieścia oficjalnych meczów, ale na Mestalla szybko stał się bramkarzem wyjściowym. Biorąc pod uwagę jego fizyczne atrybuty (185 cm wzrostu, 84 kg wagi i duża rozpiętość ramion), był dobrym zagrożeniem w powietrzu, z pewną tendencją do upiększania swoich obron - trochę showmanem, delikatnie mówiąc - co doprowadziło do tego, że stracił kilka możliwych do uniknięcia bramek, zyskując w ten sposób niechęć niektórych kibiców Valencii, tradycyjnie trudnej publiczności. W latach 1950-1956 rozegrał około 100 oficjalnych meczów dla Valencii ale wychowanek Timor ostatecznie go wyparł a Quique szukał zmiany otoczenia, spędzając ostatnie lata kariery zawodowej niedaleko stamtąd, najpierw w sąsiednim Levante, a później w ukochanym Alcoyano. Po zakończeniu kariery został trenerem, debiutując w Levante UD i prowadząc kilka drużyn w regionie Levante (Atlético Saguntino, Onda, Denia, Torrent itp.), zanim wrócił do Levante. Tam poprowadził ich do pierwszego w historii awansu do najwyższej ligi pod koniec sezonu 1962-63, pracując u boku Ramóna Balaguera. Następnie trenował Oviedo, ponownie Levante, Constancię de Inca, Lleidę, Paiportę i Alzirę, gdzie zakończył karierę trenerską. Liczni kibice Valencii, którzy przyjechali do Madrytu wszelkiego rodzaju pojazdami – nie zapominajmy, że była to niepewna Hiszpania połowy lat 50., w której racjonowanie żywności było jeszcze stosunkowo niedawną praktyką – powitali zwycięstwo swojej drużyny z ogromną radością i tradycyjnymi fajerwerkami. W Walencji powitali bohaterów z Chamartín, jak na to zasługiwali, wśród ogromnego tłumu. Zwycięzcy odwiedzili ratusz i ofiarowali wspaniale zdobyte trofeum Matce Boskiej Porzuconych, patronce Walencji. Dzień po finale zostali również przyjęci na audiencji przez samego Franco w Pałacu El Pardo, a podobno generał nawet zażartował, nazywając bramkarza Quique „chłopakiem, który odebrał mu fotografów”. Ale najciekawszy incydent miał miejsce, gdy piłkarze udali się do klubowych biur, aby odebrać dodatkową premię za zdobycie Pucharu, 11 000 peset każdy – małą fortunę, kilkumiesięczną pensję przeciętnego pracownika – i byli niemile zaskoczeni, odkrywając, że każdemu z nich odjęto 2500 peset. Powodem była kwota, która stanowiła cenę złotej i diamentowej odznaki klubowej, przyznanej im za zwycięstwo. Mistrzowie, zmieszani i poirytowani spotkali się i postanowili złożyć protest, który na szczęście został wysłuchany i zwrócono im potrącone pieniądze. Faktem jest, że Valencia, całkowicie pochłonięta kosztowną rozbudową swojego stadionu, tzw. „Nowej Mestalli”, skrupulatnie przyglądała się każdej pesecie nie przez lupę, lecz przez mikroskop elektronowy. Po wspaniałym zwycięstwie w Copa del Generalísimo w 1954 roku Valencia weszła w okres skrajnie nijaki, z przeciętnymi wynikami sportowymi, które nie tylko uniemożliwiły jej zdobycie tytułów, ale także oddaliły ją od czołówki hiszpańskiej piłki nożnej, gdzie Real Madryt i Barcelona umacniały swoją dominację. Z tego kryzysu wyszli dopiero na początku kolejnej dekady, lat 60. Ale o tym porozmawiamy innym razem.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?