- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1880 Culés
Gorące dyskusje
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1880 Culés
2
Pragnąc całkowitej porażki:
30 czerwca 1966 r. Wembley; Anglia – RFN.
Czytanie książki przyjaciela to nie samo czytanie dodatkowej książki; nigdy nie byłem jednym z czytelników, którzy pochłaniają kilka książek w tygodniu, ani nawet przeciętnym czytelnikiem, nie, czytałem niewiele, jakaś powieść na wakacjach, w samolocie, w takich chwilach. Nie byłem taki jak on, nie, to znaczy jak Bryan, Bryan Stanley Johnson, nasz Bryan, on pochłaniał książki, wiecie, był jednym z tych, który mogli przez całą noc nie zmrużyć oka bo temat wciągał go bardziej niż obietnice snu ale jasne, Brian był pisarzem i dziennikarzem i filmowcem i scenarzystą, Brian był geniuszem, potrafił wykorzystywać czas, to znaczy sprawić żeby czas był coś wart, kumacie? Był taki już na szkolnym dziedzińcu, chłopcem innym niż wszyscy, uwielbiał futbol, jak pozostali ale w głowie zawsze miał jakieś nowe pomysły, wiecie o co chodzi i tak było aż do jego ostatnich dni, głowa zawsze mu parowała, zaleta, jeśli się ją kontroluje, nieszczęście, jeśli to ona kontroluje ciebie, nadążacie? Tak jak ze śmiercią Tony’ego Tullinghasta, naszego Tony’ego nigdy nie pogodził się z tym, że Tony zmarł na raka w 1964 roku. Kiedy szliśmy na stadion żeby zobaczyć Chelsea, zawsze siadałem pośrodku, Bryan był wielkim kibicem i przez wiele lat pracował jako dziennikarz sportowy, więc zdobywał wejściówki i chodziliśmy razem z nim żeby się nie nudził, wiecie jak to jest. Nie wiem czy czytaliście „Nieszczęsnych”, najsłynniejszą powieść Bryana, która ukazała się w pudełku z rozdziałami w postaci luźnych zszywek, które można czytać przypadkowej kolejności. Książka opowiada o meczu Manchester City-Manchester United, meczu podartym z przymiotników a narrator, którym jest nikt inny, jak Bryan, mówi o tym że wszystkie korytarze na wszystkich stadionach wydają mu się jednakowe że wszystkie mecze zdają się powtarzać w absurdalny sposób i opowiada w stylu „stream of consciousness”, z tymi białymi prześwitami, które przypominają zwarcia w umyśle, dziwna książka, inna, oryginalna, tak jak wszystko co robił ale mnie strasznie trudno się ją czytało, po części dlatego że mecz był tylko pretekstem żeby mówić o śmierci Tony’ego, naszego Tony’ego i możliwe że w tamtym okresie nie miałem ochoty dłużej o tym myśleć. Bryan często mówił że chciał grać słowami tak jak George Best piłką, używać przymiotników z taką samą precyzją, z jaką Best dryblował, wprowadzać innowacje, złamać kręgosłup konserwatyzmu. Tylko pisanie mogło go uratować, tak samo jak geniusz miał uratować George'a Besta od zapomnienia. „Kluczowa bierka na szachownicy- jak powiedział Geoffrey Green w „The Times” - piłkarz pełen fantazji"- i do tego aspirował Bryan, chciał być Georgem Bestem literatury angielskiej a żeby to osiągnąć potrzebował tego, o czym powiedział Samuel Beckett: „To bardzo utalentowany pisarz i wymaga znacznie większej uwagi, niż dostawał do tej pory". Bryan pisał wspaniałe rzeczy, nie wiem czy czytaliście jego meczowe relacje. Ja je uwielbiałem, nie miały nic wspólnego z nudnymi reportażami, jakie publikowała większość gazet; Bryan wykorzystywał futbol żeby wyjaśniać naturę człowieka i traktował te kolumny jako kawałki literatury.
„Opowiadanie jakiejś historii to kłamanie", mawiał często ale w relacjach nie mógł tego robić bo wszyscy znaliśmy wynik meczu, co zmuszało go do opowiedzenia o tym w inny sposób, jeśli dobrze pamiętam wspominał o tym także w „Nieszczęsnych”. Pamiętam zwłaszcza relację, którą napisał dla „The Times of India” z finału Mistrzostw Świata w 1966 roku, który rozegraliśmy na Wembley, co to był za dzień! Dostają gęsiej skórki na samo wspomnienie tego meczu, który z pewnością był meczem naszego życia. Bryan napisał coś w stylu: „Niemcy Zachodnie pokazywały w ataku niewiele kreatywnych pomysłów, jako że po 25 minutach wyszło słońce". Ale najbardziej wzruszyło mnie to że dał mi do przeczytania wiersz, który nigdy nie został opublikowany a który zaczął pisać właśnie tamtego dnia zatytułowany „World Cup Shot”: „Widziałem to 40 razy: / podają piłkę jeden drugiemu, / potykają się, odzyskują, strzelają. / Zawsze pragnę całkowitej porażki, / żeby to zatrzymać. / Ach szansę się wymykają!". Uwielbiałem jego artykuły w „Observer”, w których pisał o swoich idolach, o naszych idolach z dzieciństwa, pamiętam „Same Old Chelsea” czy „Bloody Blues” o wielkim Lenie Gouldenie czy Tommym Walkerze i Lawtonie. Brian nie robił tak jak reszta, nigdy nie sprowadzał futbolu do serii frazesów- to było pisanie nieszczere, kłamanie, dlatego jego teksty sprawiały że czułem się tak, jakbym siedział na stadionie obok niego, jak za dawnych czasów, we trzech, chociaż Tony już odszedł. I to samo czułem wtedy, kiedy czytałem relację z finału Mistrzostw Świata: że siedzą obok niego na Wembley, wściekając się po golu na 2:2 w regulaminowym czasie gry i obgryzając paznokcie w dogrywce aż Geoff Hurst zdobył jedną z najbardziej kontrowersyjnych bramek w historii futbolu, teraz wszyscy wiemy że piłka nigdy nie przekroczyła linii ale to nieważne, to nasz mecz, nasz puchar, nasz mundial i wciąż widzę jak Bobby Moore odbiera trofeum z rąk młodziutkiej Elżbiety II, wciąż widzę to tak, jakbym był tam z Brianem, chociaż wiem że nic takiego się nie zdarzyło. Trzy lata później powieść „Nieszczęśni” trafiła do wszystkich księgarni w Zjednoczonym Królestwie w pudełku, co niektórzy krytycy nazwali eksperymentalnym i przełomowym zabiegiem, uznając Briana za najbardziej wyróżniającego się pisarza swojego pokolenia, radykalnego, błyskotliwego, oryginalnego. „Przyszłość powieści zależy od takich ludzi jak B.S. Johnson", powiedział Anthony Burgess a Samuel Beckett, który w tym samym roku dostał nagrodę Nobla, przekazał pieniądze najbardziej wyróżniającym się młodym pisarzom żeby kontynuowali kariery; jeden z nich, Bryan szybko wydał je na nowiutki czerwony kabriolet, bo taki właśnie był, miał duszę artysty i wiedział że nigdy nie zdobędzie Złotej Piłki, jak George Best, że nigdy nie dadzą Nobla, jak Beckettowi, że nie warto walczyć w meczu, który ostatecznie i tak zakończy się goleadą. I w 1973 roku, mając dosyć swego meczu odartego z przymiotników, uznał że doszedł już do ostatniej linijki swojej historii i pewnego zimnego lutowego popołudnia napełnił wannę ciepłą wodą, zanurzył się w niej nago i podciął sobie żyły. Od tamtej pory nie jestem już w stanie otwierać jego książek żeby słuchać głosu mojego przyjaciela opowiadającego mi historię zza grobu, rozumiecie?
Miguel Angel Ortiz.