Sebastian Staszewski autor książki "Lewandowski prawdziwy" w trakcie rozmowy z Bogdanem Rymanowskim uchylił rąbka tajemnicy na temat transferu Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium do Barcelony. Według publicysty Polak prowadził ze swoim klubem brudną grę.
- "Uważam, że transfer do Barcelony jest imienia Lewandowskiego i jego ekipy. Pini Zahavi zabezpieczył ten transfer od strony Barcelony, bo ma bardzo dobre relacje z Laportą. Zadbał o to, żeby znalazła się kasa, żeby zgadzały się cyferki. Lewandowski wiedząc, że Bayern gra brudno sam rozpoczął swoją brudną grę. To było rozgrywane w mediach, na różnych poziomach".
- "Lewandowski wziął na siebie ciężar rozmów z najważniejszymi ludźmi w Bayernie, zamienił swój gabinet w budkę telefoniczną, wydzwaniał do nich regularnie. Ludzie Roberta spotykali się z niemieckimi dziennikarzami, przekazywali im różne informacje, nie tylko po to żeby je publikowali, ale też licząc na to, że dotrą one do Heynckesa. Przecieki były puszczane z obu stron, było bardzo ostro".
- "Robert przyjechał na pierwszy trening, ale zaczął się spóźniać. Najpierw pięć minut, później dwie, trzy minuty. Nie zabrał ze sobą rodziny żeby zaakcentować, że w internecie pojawiły się groźby śmierci, jak się okazało to był jeden post. Nagle okazało się, że napisał o tym Bild. Dla Niemców wiadomość, że kibice Bayernu grożą Lewandowskiemu i jego rodzinie śmiercią była bardzo niekomfortowa. Po tym tekście Lewandowski dostał telefon z zaproszeniem na rozmowę, a po trzech dniach mieli już porozumienie".
Pełne wypowiedzi Sebastiana Staszewskiego znajdziecie poniżej (od 54:00):
Komentarze (23)