Po wielkich emocjach w LM i wspaniałym czwartkowym boju na Mestalla Hiszpania wraca do ligowej codzienności. Na ostatniej prostej sezonu trzy ekipy zaciekle walczą o mistrzostwo. Kto lepiej opanuje emocje: Atlético, Barça czy Real? Jako pierwsi z tej trójki swój mecz rozegrają dziś podopieczni Martino. Liczą się tylko trzy punkty!
Można mówić wiele o przebiegu tego sezonu dla Dumy Katalonii. Pozostaje faktem, że nawet w obliczu wspaniałych triumfów na arenie europejskiej Atlético i Realu Madryt punktem odniesienia w komentarzach wciąż pozostaje Blaugrana. Wszystkie komentarze o „końcu ery" i „zamknięciu cyklu", poza zachwytem nad dokonaniami obu madryckich ekip wiosną, są niezamierzonym przez ich autorów ukłonem nad dokonaniami Barçy w ciągu ostatnich pięciu lat oraz komplementem dla spuścizny Guardioli i Vilanovy.
W wielu przypadkach to też wyraz strachu. Rodzaj zaklinania rzeczywistości. Ta ekipa poległa na dwóch frontach. Wciąż pozostaje w grze na trzecim. Najważniejszym z hiszpańskiej perspektywy. Ma konkretny cel i o jego realizację będzie walczyła do samego końca. Niezależnie od rezultatu tej walki, wróci jesienią. Silniejsza. A jej era skończy się jak na emeryturę odejdzie Leo Messi. Być może.
Getafe, nieślubne dziecko Santiago Bernabéu
Sylwestra 2007 spędzałem pod Madrytem. Każdego dnia, jadąc autobusem trasą M-406 ze słynnego dziś, a sennego i anonimowego wtedy, Alcorcón ku centrum Madrytu, mijałem dzielnicę Getafe z koroną stadionu Coliseum Alfonso Pérez. To klub doskonale pasujący do okolicy. Kwartały blokowisk będące sypialnią Madrytu. Sypialnią raczej dla tych, którym esencja naszego powiedzenia „życie jak w Madrycie" przez większość życia pozostaje obca.
W pejzażu Getafe nie ma wielu ciekawostek. W architekturze arterii i uliczek dominuje przeciętność taka sama, jak przeciętnym ligowo jest klub, któremu ulice te kibicują. Niezależnie od pozornego marazmu tej okolicy Getafe jest też domem wielu ludzi pracowitych i dumnych. Określenia te doskonale charakteryzują piłkarską tożsamość Getafe Club de Fútbol, czego najlepszy dowód mieliśmy w zeszłym sezonie. Gdy spytacie na ulicy, nikt nie przyzna tego głośno (prawie każdy kibic Getafe sympatyzuje jednocześnie z Realem), ale pokonanie Realu na starcie ubiegłego sezonu pozostaje jednym z najwspanialszych sukcesów klubu z przedmieść i przeżyć bywalców tego stadionu.
W latach 80-tych klub noszący wtedy nazwę Club Getafe Deportivo miał problemy finansowe. Uratowała go... Penya Madridista Getafe, jako Club Deportivo Peña Getafe grająca w ligach regionalnych. Po połączeniu utworzono Getafe Club de Fútbol, który w ciągu czterech lat awansował z VII ligi do trzeciej.
Mieszanka wstrząśnięta i zmieszana
Tym razem Getafe przyjeżdża do Barcelony. Patrząc na budowany tymi samymi od lat metodami skład ekipy Cosmina Contry, z miejsca nachodzi na myśl historia tego miasteczka.
Założona wokół królewskiego szlaku handlowego - wiodącego z Madrytu do Toledo - osada Xatafi wzięła swą nazwę od arabskiego słowa jata („długa" [ulica, droga] ). Wtedy, w XIV wieku, zamieszkiwała ją ludność lokalna wywodząca się jeszcze od arabskich Maurów, specjaliści profesji wszelakich ciągnący coraz tłumniej do dynamicznie rozwijającego się Madrytu oraz kupcy z różnych zakątków Królestwa i okolic. Spuścizna po Césarstwie Rzymskim przejawiała się nie tylko w omszałych ruinach, ale też w mentalności ludzi i porządku życia publicznego.
Przy lekkim mrugnięciu okiem można uznać, że ta charakterystyczna dla wielu zakątków średniowiecznej Hiszpanii mieszanka społeczno-kulturowa ma niemal doskonałe odzwierciedlenie w obecnej kadrze Getafe CF.
Skład oparty - choć w mniejszym stopniu niż jeszcze kilka lat temu - na produktach szkółki Realu, której najsłynniejszym reprezentantem jest Pedro León. Bramki broni kontuzjowany obecnie Luis Moja, zastępowany obecnie przez innego byłego „królewskiego" - Jordiego Codinę. Pierwiastek arabski to fundament pomocy Mehdi Lacen, a zasoby uzupełniają gracze sprowadzeni okazyjnie lub wypożyczeni z całego półwyspu. Wśród nich wyróżnia się zwłaszcza należący do Benfiki Lisandro López, wspierany przez Ángela Lafitę i Diego Castro. Największą perełką młodego pokolenia w składzie klubu jest z pewnością wychowanek Realu Pablo Sarabia. Reprezentant Hiszpanii na wszystkich szczeblach od kadry U-16 do U-21 może wkrótce przynieść Getafe solidny zastrzyk gotówki i radzę uważnie oglądać jego grę w dzisiejszym meczu.
Misja Contry: utrzymać Getafe w lidze!
Osobna historia to trener. Grupą po trochu z transferowej łapanki dowodzi jeden z najciekawszych szkoleniowców młodego pokolenia w Hiszpanii: Cosmin Contra. Nic dziwnego, że nazwisko wielokrotnego reprezentanta Rumunii brzmi Wam znajomo. Jeszcze niedawno sam był piłkarzem klubu z przedmieść Madrytu.
Po zdobyciu z Petrolulem Ploiesti Pucharu Rumunii 2013 Contra zastąpił na stanowisku trenera Luisa Garcíę. Hiszpan po świetnym starcie (5. miejsce po 9. kolejce; 8. po 17.) kompletnie stracił głowę, gdy dla drużyny nadeszły gorsze dni. Dośc powiedzieć, że od listopada do 30 marca (już z nowym coachem) Getafe nie było w stanie odnieść ani jednego zwycięstwa! Nic dziwnego, że García został na początku marca zwolniony. Jego następca zaczął od remisu, a dwa tygodnie póniej poprowadził drużynę do pierwszego zwycięstwa po 16 tygodniach i 10 porażkach. Contra dał Getafe nowe oblicze, ustabilizował skład, dzięki czemu na ten moment klub jest niepokonany od dwóch meczów z rzędu i regularniej zbiera punkty konieczne w walce o utrzymanie.
Cel Barçy: wygrać!
Na Camp Nou nikt nie bierze pod uwagę scenariusza innego niż ten, że Getafe będzie ciułać te punkty wszędzie, byle nie dzisiaj. Duma Katalonii nawet w słabszej dyspozycji niż jej potencjał posiada w składzie atuty, które kluby pokroju Getafe CF powinny odsyłać do domu z ciężkim bagażem goli. Wiemy jednak aż za dobrze, że w tym sezonie największym rywalem Blaugrany jest ona sama. Aby przedłużyć swoje szanse na mistrzostwo Hiszpanii, podopieczni Gerardo Martino muszą zdobyć dziś trzy punkty bez względu na wszystko.
Komentarze (177)