- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1071 Culés
Gorące dyskusje
Kgorecki2500
1
GTA w pudełku ale bez płyty? 350 zł Panie Rockstarze, co tylko sobie zarządasz Panie... » Czytaj dalej
28 odpowiedzi
Ilka
0
Jak zapatrujecie się na chodzenie w takie upały w centrum miasta, po galeriach itp. bez koszulek... » Czytaj dalej
18 odpowiedzi
Kozinho.
39
Oszczędzają Haalanda przed transferem do Barcelony
19 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1071 Culés
8
Finał Pucharu Króla 1942. FC Barcelona kontra Athletic Bilbao:
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
@FCBparasiempre
Athletic Club był najbardziej utytułowaną drużyną w rozgrywkach Copa del Rey w XX wieku, zyskując przydomek „ króla pucharów ”, aż do 1998 roku, kiedy to prześcignęła go Duma Katalonii. Po proklamowaniu republiki w 1931 r. a przed wybuchem wojny domowej, zdobył trzy tytuły mistrza z rzędu: w 1931, 1932 i 1933 r.
a) Puchar Prezydenta Republiki w piłce nożnej 1931 został rozegrany jako pojedynczy mecz na stadionie Chamartín w Madrycie, 21 czerwca 1931. Naprzeciw siebie stanęły Athletic Club i Betis Balompié, pierwszy z nich wygrał 3 gole (Chirri II, Roberto i Bata) do 1 (Sanz), zostając tym samym mistrzem po raz jedenasty.
b) Finał 1932 roku został ponownie rozegrany na stadionie Chamartín w Madrycie 19 czerwca 1932 roku pomiędzy Athletic Club a FC Barcelona. Athletic wygrał mecz 1:0 (Bata), zapewniając sobie dwunasty tytuł.
c) Finał 1933 roku rozegrano na stadionie Montjuic (Barcelona) 25 czerwca bieżącego roku. Naprzeciw siebie stanęły Athletic Club i Madryt FC. Drużyna z Bilbao wygrała różnicą 2 bramek (Lafuente i Gorostiza) do 1 (Lazcano).
Zdobywając tytuł po raz trzeci z rzędu, zdobyli również drugie trofeum w klasyfikacji generalnej, po tym zdobytym już w sezonie 1914-15-16, które zapewniło im potrójną koronę. Po zakończeniu wojny secesyjnej ostatnie trofea zdobyli w latach 1943-44-45 (trzecie trofeum w klasyfikacji generalnej), 50-55-56-58-69-73 i 84. Od tego czasu były Król Pucharów nie zdobył żadnego, czekając na wynik tegorocznego finału, przełożonego z powodu pandemii. Po tym krótkim wstępie skupmy się na finale Copa del Generalísimo z 1942 r., gdyż był to jedyny finał, w którym José María Echevarria Ayestarán, znakomity bramkarz, grał w wyjściowym składzie, ale po krótkiej karierze był zmuszony przerwać karierę sportową z powodu zachorowania na gruźlicę. Bardzo trudno było przewidzieć zwycięzcę. Oba historyczne kluby wiedziały, jak grać w piłkę nożną, a drużyny były bardzo wyrównane. Miały dwie zupełnie różne techniki i style gry, ale obie strony dysponowały ogromnymi umiejętnościami i tą samą palącą chęcią zwycięstwa. Biorąc jednak pod uwagę niepowstrzymaną passę Barcelony, prognozy dla katalońskiej drużyny były zdecydowanie korzystne, ale ktokolwiek na to liczył, mylił się. Rzeczywiście, Athletic Bilbao, z głębokimi podaniami i bezpośrednim stylem ofensywnym, zaciętą i determinującą walką pomocników, solidną defensywą oraz elastycznym, odważnym i niezawodnym bramkarzem, stanowili groźnego przeciwnika dla najlepszej drużyny w jednym meczu. Zachowali oni nieskazitelną tradycję starego Athleticu, który, docierając do finału, wygrał go, rozstrzygając mecz zaledwie pięcioma minutami inspiracji i celnego wykończenia. Nie ulegało wątpliwości, że był to finał najwyższej klasy. Ponieważ był to jeden z najważniejszych meczów rozegranych przez Echevarríę, przepisuję opis sporządzony przez dziennikarza sportowego Fielpeñę, specjalistę od finałów Pucharu. Trzy dni przed meczem Chamartín był wyprzedany. 22 000 widzów miało być świadkami emocjonującego pojedynku, który – jak się spodziewano – przerósł wszelkie oczekiwania. Generalissimus Franco dodał jeszcze większego prestiżu wielkiemu finałowi, pojawiając się na boisku tuż przed rozpoczęciem meczu. Tłum entuzjastycznie dopingował Caudillo, podczas gdy piłkarze wstrzymali grę, aby powitać kibiców na trybunach. To była eksplozja oklasków i wiwatów, dowód na to, że ludzie utożsamiali się ze swoim wybawcą. W to upalne popołudnie 21 czerwca FC Barcelona zdobyła tytuł, którego nie zdobyła od czternastu lat. I zasłużenie, pod wodzą Ocañi(debiutującego w finale) i w składzie: Miró; Zabala, Benito; Raich, Rosalén, Llacer; Sospedrá, Escolá, Martín, Balmaña i Bravo. Athletic Bilbao wystawił tę samą drużynę, co w dogrywce z Realem Madryt na Les Corts, a Bertol zastąpił Ortúzara: Echevarría; Arqueta, Mieza; Bertol, Ortiz, Urra; Iriondo, Panizo, Zarra, Gárate i Elices. Blaugrana miała lekką przewagę w pierwszej połowie. Po dwudziestu minutach, po kilku sporadycznych atakach Atlético, Escolá(ich najlepszy zawodnik w tej części meczu) ruszył do przodu zręcznie. Dwa zwody i potężny, wysoki strzał pokonały hiszpańskiego reprezentanta Echevarríę. Stadion eksplodował od wspaniałego gola utalentowanego skrzydłowego. Mecz szybko jednak przerodził się w napiętą walkę. Balmaña trafił w słupek, a dobitka doprowadziła do szybkiego kontrataku Basków. Elices dośrodkował, a Iriondo [1] po słabym wybiciu Miró strzelił głową w kierunku bramki. Pierwszy gol wyrównujący. Była dwudziesta dziewiąta minuta. Choć Barcelona grała lepiej, dzięki niestrudzonej pracy pomocników, nie padły już żadne bramki. W drugiej połowie Katalończycy rozegrali pamiętne dwadzieścia minut. Martín wyglądał bardzo groźnie. Po sześciu minutach przedarł się przez obronę i pokonał baskijskiego bramkarza. Po piętnastu minutach Escolá zdobywa trzecią bramkę z rzutu rożnego. Wielu uważa, że finał jest już przesądzony. Ale to pokazuje brak zrozumienia dla Athletic Bilbao. Testują grunt. Barcelona odpowiada na ich coraz bardziej penetrujące ataki, zamykając szeregi. To nie błąd, bo dzięki cofającym się pomocnikom Katalończycy wygrali kilka meczów Pucharu Króla. A jednak, choć wydaje się niemożliwe, aby przełamać tak solidną i opanowaną barierę, Atlético dokonuje cudu. Panizo prowadzi atak, tak jak Escolá zrobił to dla przeciwnika. W 34. minucie Elices zdobywa drugą bramkę. Natarcie Basków jest potężne. Dwie minuty później Zarra głową po dośrodkowaniu Elicesa wyrównuje wynik na 3:3. Piłkarze Bilbao obejmują się a stadion drży od emocji po tym wspaniałym ataku. Atlético prawie wygrywa w ostatnich minutach, ponieważ Barcelona jest kompletnie zdezorientowana. Ale Iriondo marnuje znakomitą okazję. Rozpoczyna się dogrywka. Zespoły są wyczerpane wysiłkiem i upałem. Athletic Bilbao zaczyna mocno, ale ponownie traci tytuł, gdy Zarra nie wykorzystuje rzutu karnego z trzech metrów. Ortiz doznaje kontuzji i nie robi dużego wrażenia na boisku. Jedenaście minut później Martín popisuje się kolejną świetną akcją. Pokonuje obronę i strzela czwartego gola, który będzie decydujący dla Barcelony.
Druga połowa dogrywki przebiegła bez większych wydarzeń. Obie drużyny były wyczerpane. W ostatniej minucie Bravo, sam na sam z Echevarrią, strzelił prosto w bramkarza i zmarnował szansę na powiększenie prowadzenia. Barcelona zasłużenie triumfowała. Grali znacznie lepiej niż Atlético. Ale wspaniały powrót pokonanej drużyny, który mógł zapewnić jej zwycięstwo, pokazał, jak trudno jest pokonać Basków w finale. Wygrali trzynaście z osiemnastu finałów, w których grali. Tylko kolejny wielki specjalista, Barcelona, mógł ich powstrzymać w decydującym meczu. Katalończycy zagrali bowiem w trzynastu finałach, wygrywając dziewięć. Dwa naprawdę imponujące rekordy. Caudillo wręczył puchar Raichowi wśród na nowo okrzyków i uniesionych ramion, podczas gdy Martín został wyniesiony, mdlejąc ze wzruszenia i wysiłku. Generał Moscardó, delegat krajowy ds. sportu, pogratulował Atlético dżentelmeńskiej postawy w obliczu porażki, co było tym bardziej godne uwagi, że drużyna nie miała doświadczenia w przegrywaniu. Tak zawsze jest – napisał José María Ubeda w Pueblo – „ten Atlético powinien dodać do swojego herbu tę legendę: 'Zawsze! Zawsze!'
Ta porażka była jednym z największych sportowych smutków Echevarrii, nieszczęściem, które z wielkim bólem opłakiwali wszyscy piłkarze Atlético de Bilbao. Dla Athletic Bilbao sezon zakończył się nutą smutku, podczas gdy dla Barcelony oznaczał on podwójne zwycięstwo: Puchar i utrzymanie się w pierwszej lidze. Od czasu wojny w Madrycie rozegrano trzy finały Pucharu Króla. Wszystkie trzy w upale. To naturalne, że pod koniec czerwca na kastylijskim płaskowyżu pocimy się, ale mniej logiczne jest to, że dzień finału jest najgorętszy. Pamiętam, że trzy lata temu, podczas gdy my prażyliśmy się w upale, a zawodnicy cierpieli w upalne popołudnie w Vallecas podczas meczu Madryt-Espanyol, siedem dni później przeskoczyliśmy do finału amatorów w przyjemnych temperaturach. Tym razem cały poprzedni tydzień w Madrycie był chłodny i znośny. A w niedzielę zaległo mgliste, nieznośne popołudnie. Było idealnie na sjestę lub piwo, przyjemnie i w cieniu. W upale niczym w piecu, tysiące widzów w koszulkach z krótkim rękawem znosiło palące słońce przez prawie cztery godziny – trzeba było wcześnie wstać, żeby zająć dobre miejsce – a 22 zawodników, w godnej podziwu kondycji fizycznej, rozegrało wspaniały, 120-minutowy mecz. Aby w pełni docenić futbol rozgrywany na stadionie Chamartín, nie zapominajmy o tym szczególe, o którym niektórzy zdają się zapominać: czterdzieści stopni Celsjusza w słońcu, w bezwietrzne popołudnie. Upalne popołudnie, koszmar dla każdego wysiłku fizycznego. A piłka nożna to jeden z najbardziej brutalnych sportów. Zapis wyników z przeszłości mówi nam, że finały Copa del Rey pomiędzy Barceloną i Athletic Bilbao zawsze kończą się remisem w przerwie. Tak było w dwóch poprzednich edycjach i musiało się to powtórzyć w niedzielę na Bernabéu. Był wspaniały gol Escolá. Cudowny gol, uknuty po dwóch umiejętnych dryblingach, które dały mu swobodę. Potem przyszedł potężny, dobrze umieszczony strzał, który zdecydowanie pokonał Echevarríę. I wyrównująca bramka Iriondo, klasyczny gol Athletic Bilbao. W zamieszaniu po złym wybiciu Miró, oportunizm Iriondo pozwolił mu pogrzebać strzał. Tak więc, przy wyniku remisowym 1:1, całe zainteresowanie i emocje wielkiego meczu pozostały żywe. Meczu, którego nie oceniam wyłącznie po emocjach wywołanych wyrównującym golem w drugim spotkaniu, ale po wspaniałej grze, której niektórzy nie docenili. Zapomnieli wziąć pod uwagę następujące czynniki: lekkość w kontakcie z piłką, wagę meczu z wynikającą z tego nerwowością, czujną i destrukcyjną grę oraz upał. Biorę je pod uwagę i mam rację, że byliśmy świadkami wspaniałego finału, nie tylko ze względu na emocje, ale także wysoki poziom techniczny. Bo w tej początkowej fali ataków wspaniała czwórka napastników grała w piłkę nożną. Każda drużyna, nie tylko z Hiszpanii, ale z dowolnego miejsca na świecie, poddałaby się po stracie dwóch bramek w drugiej połowie. Czternaście minut po rozpoczęciu drugiej połowy Barcelona prowadziła 3:1. Szybki rajd skrzydłem Martína zaskoczył Echevarríę, pozostawiając go wbitego w jedenastkę. Chwilę później, słaby strzał głową Escolá dał prowadzenie 3:1. Następnie, po dłuższej ofensywie, Barcelona – w tym momencie Arqueta, z niepodznaczonym rzutem karnym, uniemożliwił Martínowi zapewnienie sobie zwycięstwa – zorganizowała swoją obronę. To było logiczne i naturalne. Nikt nie może oszczędzać energii w nieskończoność, by bezmyślnie atakować. Barcelona oszczędzała swoją, zamykając drogę przeciwnikowi. Wydawało się, że nie ma żadnych luk. To były najszczęśliwsze chwile Rosaléna. Cała drużyna Barcelony, z Balmañą, grającą bardziej niż kiedykolwiek defensywnym pomocnikiem, i Raichem w doskonałej formie, stanowili solidny zespół, który nie stwarzał sobie żadnych okazji. Każda drużyna na świecie, która wkraczałaby w ostatnie piętnaście minut, przegrywając w finale dwoma bramkami, byłaby zniechęcona. Każda drużyna, z wyjątkiem Athletic Bilbao. Mecz zmienił się w ciągu dwóch minut. Wystarczyły dwie minuty. Przy stanie 3:1 Elices strzelił gola w kolejnej klasycznej akcji. Przy stanie 3:2 Zarra głową strzelił do bramki. Obie drużyny ponownie remisowały. Do końca pozostało dziewięć minut. W ciągu tych dziewięciu minut Barcelona nie przegrała finału; nadal nie wiemy jak ani dlaczego. Bo przegrała go trzy lub cztery razy. Drużyna spadła, zniechęcona, wyczerpana i pokonana przez młodzieńczą i przytłaczającą energię Atlético. Bądźmy szczerzy do bólu. Duma Katalonii zasłużyła na zwycięstwo dzięki lepszej grze w całym meczu; ale Blaugrana miała szczęście, że triumfowała. W dogrywce wygrałby ten, kto strzeli pierwszą bramkę. I to Athletic Bilbao miał swoją najjaśniejszą szansę, zanim Martín strzelił zwycięskiego gola. Bramkę stworzył i wystawił Iriondo a zmarnował z powodu niedoświadczenia Zarry. A FC Barcelona, kiedy Martín strzelił bramkę(dwa miesiące temu krytykowano mnie za to, że wystawiłem go zamiast Zarry) była już mistrzem, mimo że do końca meczu pozostały jeszcze minuty. Nawet Atlético nie mogło tego zrobić.
Opinie Noguésa i Urquizu, trenerów odpowiednio FC Barcelony i Athletic Bilbao:
Nogués: Szatnia Blaugrany płonie z radości a Pepe Nogués, podekscytowany i nie ukrywający tego, ściska dłonie, przyjmuje gratulacje i pomimo swojej życzliwości, która sprawia, że staje się jeszcze bardziej popularny, czuje się bezsilny wobec wszystkich. Człowiek, który tak wiele zrobił dla odrodzenia Barcelony, tworząc drużynę, w której było tylko jedenastu zawodników, jest uwielbiany przez swoich chłopaków, którzy pokazują mu to jasno i z prawdziwym entuzjazmem. W końcu udało nam się oderwać go od głównego tematu i gdy mieliśmy go zapytać o opinię na temat spotkania, spontanicznie nam ją przedstawił: „Ale się przestraszyłem! Ale cóż, okazało się, że to tylko strach. - Czy obawiałeś się przegrania gry? —Tak. Przyznaję. Może dlatego, że kilka minut wcześniej myślałem, że mam wygraną, ale kiedy Zarra strzeliła trzeciego gola… —Tak, rzeczywiście nie było spokojnie. —Naprawdę przerażający jest kontrast. Drużyna grała tak wspaniale jeszcze chwilę wcześniej! —Co myślisz o swoich chłopcach? Chwila wahania. Widzimy, że Nogués jest szczerze zaniepokojony; po czym jego twarz rozjaśnia się szerokim uśmiechem i, już spokojny, odpowiada: „Teraz radzą sobie bardzo dobrze. Problemem, z którym borykała się drużyna, poza umiejętnościami technicznymi, była kwestia morale, i to zostało rozwiązane. Chłopaki wyszli z dołka, w jakim znaleźli się w lidze. Dodatkowo kontuzje mocno nas dotknęły”. —Dobrze, zostawmy to na boku i opowiedzmy coś o dzisiejszej grze. „Co mam powiedzieć? Skupiając się za bardzo na szczegółach, traci się z oczu szerszy obraz. Myślę, że pierwsza połowa była lepsza niż reszta meczu, co było niesamowicie ekscytujące”. —Która akcja była Twoim zdaniem najlepsza w tym meczu? —Bez wątpienia nasz pierwszy cel. Wykonania akcji, która go poprzedzała, i samego strzału, moim zdaniem, nie da się poprawić. Jednakże to nie to uważam za największą zaletę wspaniałej sztuki Escolá, lecz raczej jego umiejętność zachowania całkowitego opanowania, gdy wszyscy byli jeszcze bardzo zdenerwowani. —A oprócz wielu innych, który moment uważał Pan za najbardziej niebezpieczny dla bramki Bilbao? —Moment, w którym wydawało się, że Martín uratował obronę, tylko po to, by później zostać sfaulowanym, albo ten drugi, w dogrywce, gdy Bravo został sam na sam z Echevarrią. —A co z twoją ramą? —Piłka, którą Iriondo kopnął wysoko pod koniec drugiej połowy i moment, gdy Zarra znalazł się sam przed Miró. —Kto Twoim zdaniem był najlepszym zawodnikiem na boisku? —Nie wiem; niektórzy z naszych zawodników byli bardzo dobrzy; Echevarría i Arqueta też a także Panizo i Gárate. Oczywiście nie wiem, czy był najlepszym zawodnikiem na boisku, ale najbardziej podobała mi się gra Escolá ze względu na jego jakość. —Co jeszcze chcesz mi powiedzieć? —No cóż, to wszystko. Publiczność była świetna i jestem bardzo zadowolony. —A co z promocją? — Nie mówmy o tym teraz. Jutro, kiedy będziemy spokojniejsi. Wszyscy byliśmy dziś po południu bardzo zdenerwowani.(Źródło: Marca, 23.06.1942)
Urquizu: „Niejednokrotnie już wspominaliśmy, jak trudno jest skłonić Urquizu, trenera Athletic Bilbao, do skomentowania wyników, aspiracji i planów swojej drużyny. Po raz ostatni doświadczyliśmy tego w sobotę, dwadzieścia cztery godziny przed meczem: Urquizu powiedział nam i pozwolił innym powiedzieć nam tylko to, co uważał za „stosowne”, a nie „szkodliwe”. Ale dziś po południu, zaledwie dziesięć minut po meczu, kiedy myśleliśmy, że będzie małomówny, a nawet zrzędliwy, ku naszemu zaskoczeniu, zobaczyliśmy nieznanego nam Urquizu. I zaczęliśmy rozmawiać: —Wygląda na to, że nie byłeś aż tak zmartwiony porażką. —Zadajesz to pytanie, bo uważasz mnie za osobę spokojną, a nawet komunikatywną. Czyż nie? —Rzeczywiście, to nas zaskakuje… —Cóż, oto powód mojej radości i radości wszystkich naszych ludzi: obecność Jego Ekscelencji Generalissimusa na meczu, który mieliśmy zaszczyt rozegrać pod jego przewodnictwem. Tego się, szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy. I jeśli nasza radość nieco przytłumiona jest porażką, to z nawiązką rekompensuje ją duma moich chłopaków ze świadomości, że obserwują ich Caudillo. —To miłe wrażenie, drogi Urquizu, nie dotyczy tylko ciebie: dotarło również do tysięcy serc, które wypełniły dziś po południu stadion Chamartín. Jeśli chcesz, i korzystając z twojej komunikatywności, możemy porozmawiać o samym meczu? Na przykład, chcielibyśmy wiedzieć, czy uważasz, że zwycięstwo Barcelony było sprawiedliwe. Nikt nie będzie mógł temu zaprzeczyć, bez względu na to, jak bardzo mu się to nie podoba. Barcelona grała z opanowaniem, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Chodzi mi o to, że spokój, jaki wszyscy prezentowali, ich opanowanie, jest rzadkością w tak ważnych momentach, jak finał mistrzostw. Jednak, szczerze mówiąc, myślę, że mieliśmy trochę pecha i to właśnie w tym momencie Zarra zakrztusił się piłką, kończąc podanie Iriondo. Zarra nie miał wtedy opanowania; wystarczyło mu tylko wpakować piłkę do siatki. Właśnie przez to straciliśmy mistrzostwo. —Ale wciąż istniała nadzieja na przedłużenie. — Nadzieja, po chwili ewidentnego pecha, jest zazwyczaj nikła, bo szczęście jest traktowane z podejrzliwością. Wtedy chłopaki wyszli z większą energią niż przez cały mecz, przewyższając Barcelonę fizycznie; było wszystko, co można sobie wyobrazić, a obrona Barcelony ledwo zdążyła wybrnąć z trudnych sytuacji. Potem padł gol Martína, wspaniały pokaz siły woli zawodnika, ale też błąd naszych obrońców, którzy ustawili się równolegle do siebie i za bardzo wysunięci do przodu; dzięki temu Martín zdołał ich minąć i strzelić gola z nadludzkim zaangażowaniem. —Jakie są twoje największe osiągnięcia na polu zawodowym? Nie będę mówił o indywidualnych występach, bo choć były i bardzo godne uwagi, mogę jedynie podkreślić z naszej strony wielką zasługę drużyny, która już doświadczyła momentów moralnego upadku, odrabiając znaczną stratę, na przykład dwie bramki, gdy mecz był ewidentnie przegrywany. Athletic Bilbao, mimo porażki, dokonał największego wyczynu całego popołudnia. Nie miałem wątpliwości, że ten ekscytujący powrót kiedyś nastąpi; ale, szczerze mówiąc, byłem głęboko poruszony, widząc, jak moi chłopcy tracą siły na pół godziny przed końcem regulaminowego czasu gry. Serce mi zamarło i zbuntowałem się; nie, proszę pana; to nie mogło się tak skończyć. Nie poddamy się przedwcześnie; musieliśmy sprostać reputacji „lwów”, którą zawsze mieliśmy na San Mamés. I wyłonili się, pokonując wszystko, co stanęło im na drodze, niepowstrzymanym naporem. Już z tego powodu Athletic Bilbao zasłużył na tytuł mistrza Hiszpanii i odebranie cennego trofeum z rąk Caudillo. Los tego nie chciał i słuszne jest, abyśmy to przyjęli, ale przede wszystkim, oddając sprawiedliwość i uznając, że Barcelona, ze względu na swoje zasługi sportowe, jest godnym mistrzem.(Źródło: Marca, 23.06.1942).
6
@FCBparasiempre
Mecz w radiu: To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci w dzisiejszym meczu, to ogromna liczba zmian. Pozwólcie, że wyjaśnię: największym wyzwaniem dla komentatora są pierwsze momenty, kiedy z maksymalnym skupieniem i nerwami napiętymi do granic możliwości próbujesz zlokalizować każdego zawodnika na jego pozycji, aby w ułamku sekundy ogłosić jego nazwisko. Z czasem to napięcie opada, by znów się pojawić na początku drugiej połowy, z powodu całkowitej zmiany pozycji, gdy drużyny zmieniają strony. Dodając do tego dodatkowy czas z dwiema zmianami stron, łatwo zrozumieć, jak bardzo jesteś zdezorientowany, gdy sędzia gwiżdże po raz ostatni. Bardzo mi brakowało punktu obserwacyjnego, z którego oglądałem mecz; w Berlinie i Mediolanie, ostatnich dwóch, które transmitowałem, widok był z lotu ptaka z wysokich, przeszklonych kabin; tutaj, pół metra od linii bocznej i praktycznie na poziomie boiska, mogłem zobaczyć niewiele więcej niż mrówkę. Ale myślę, że dzięki wysiłkowi udało mi się przekazać na fale radiowe wspaniałą grę Barcelony z dwoma wewnętrznymi napastnikami o niezwykłej klasie i pęd drużyny Atlético, która wyrównała przegrany mecz i załamała się w decydującym dogrywce. Ach! I emocje związane z meczem, które zdołały zarazić nawet mnie, pomimo braku faworyzowania którejkolwiek z rywalizujących drużyn.(Źródło: Enrique Mariñas [ 5. Marca, 23-06-1942).
Generał Moscardó, Delegat Narodowy ds. Sportu: „Wielki finał, uświetniony obecnością Jego Ekscelencji Głowy Państwa. Dzięki temu meczowi można powiedzieć, że hiszpańska piłka nożna zrehabilitowała się za dawne błędy na arenie międzynarodowej. Przeciwnicy, godni siebie nawzajem, pokazali w tym meczu swoje najlepsze cechy. Z moralnego punktu widzenia nie można kategorycznie stwierdzić, że był zwycięzca i przegrany”.
Javier Barroso, prezes Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej: „Zasłużone zwycięstwo Barcelony, która grała z naprawdę niezwykłym opanowaniem. Nie możemy jednak zapomnieć o wspaniałym powrocie Athletic Bilbao, odrobieniu straty i bliskim wygraniu meczu, który wydawał się przegrany”.
Ramón Sánchez Pizjuán, wiceprezes Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej: „Widziałem, jak ta drużyna Barcelony grała i wyeliminowała Sevillę. Byłem zaskoczony grą odrodzonej Blaugrany. Dziś widziałem, jak grali i zasłużenie wygrali, praktycznie bez wysiłku fizycznego. Bo chociaż skończyli wyczerpani, to nie była to wina taktyki, a raczej okoliczności towarzyszących atakowi”.
Sánchez Ocaña, sekretarz Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej: „Finał, jakiego nie widzieliśmy od dawna. Jako Sekretarz Federacji, chciałbym również dodać, że jesteśmy niezmiernie dumni z obecności Caudillo.
Arqueta, kapitan Athletic Bilbao: „Myślę, że mieliśmy pecha, ale nie przez cały mecz a dokładnie w momencie, gdy mogliśmy wygrać”.
Raich, kapitan FC Barcelony: „Ledwo mam siły, żeby mówić. Ale nie mogę milczeć o głębokim wzruszeniu – które będzie we mnie żyło jeszcze długo – po otrzymaniu Pucharu Generalissimusa od Caudillo i usłyszeniu jego serdecznych gratulacji z okazji naszego zwycięstwa. Po tym wszystkim zapomniałem o wszystkim”.
Manuel Fernández Cuesta dyrektor Marci: „ FC Barcelona zasłużenie wygrała i tym razem trenerzy nie zawiedli. Blaugrana nie powinna była dopuścić dogrywki; powinna była rozstrzygnąć mecz w regulaminowym czasie gry. Ich nadmierna pewność siebie doprowadziła do entuzjastycznego powrotu Basków, który mógł ich kosztować zwycięstwo. Spośród dwudziestu dwóch zawodników wyróżniało się dwóch: Escolá i Balmaña, prawdziwi geniusze Blaugrany, których inicjatywy poprowadziły zwycięską drużynę”.
Luis Casajuana, prezes Atlético de Bilbao: “Najbardziej niezwykłym momentem meczu był powrót Athletic Bilbao i wyrównanie. A najbardziej katastrofalnym momentem była przegrana z golem Zarry na cztery minuty przed końcem”.
Markiz Mesa de Asta, prezydent FC Barcelony: „To jest nasza dzisiejsza Barcelona, która może nam nawet przypominać inną drużynę złożoną głównie z zawodników reprezentacji. Wygrali jedną bramką, a powinni byli wygrać większą; bo patrząc na grę, ich zwycięstwo było miażdżące. Jak zawsze podobał mi się Athletic Bilbao: jako groźny przeciwnik, który czerpie siłę ze słabości, gdy wydaje się pokonany.
Kronika José L. Las Plazasa, komentatora sportowego Marca: „Ekscytujący finał. Liczba punktów, które trafiły na tablicę wyników, z pewnością gwarantowała zainteresowanie; sposób, w jaki je zdobyto, nadał meczowi emocjonalny charakter, ale kolejność, w jakiej dodawano je do dorobku Barcelony i Atlético, wystawiła kibiców na lawinę szkockich deszczów, zdolnych zburzyć spokój nawet najbardziej pogodnego widza”.
Finał rozegrany w Chamartín był najbardziej emocjonującym ze wszystkich meczów rozegranych od wielu lat, a dla katalońskich kibiców musiało być strasznym widowiskiem zobaczyć, jak w ciągu kilku minut to, co do tej pory można było uważać za wspaniałe i łatwe zwycięstwo, przerodziło się w możliwą porażkę. Wspaniała sceneria Chamartín, ozdobiona całą gamą przepychu i z wyraźnie wyróżniającą się wśród publicznością Madrytu, była sceną nie tylko dla emocjonującego finału, ale również dla finału zagranego lepiej niż zwykle. Obie drużyny grały według swojego typowego stylu gry, który jest powszechnie uznawany, co sprawiło, że starcie dwóch szkół stosujących odmienne taktyki było nie tylko interesujące, ale i miało klasę. Być może najlepszym momentem meczu było piętnaście minut pierwszej połowy, kiedy Barcelona skutecznie dominowała na boisku. W tych momentach mogło im brakować odrobiny ostrości – co uświetniło błyskotliwą akcję Escolá, otwierającą bramkę – ale operowali piłką z prawdziwym mistrzostwem a czerwono-biali dali się porwać zawrotnej sieci akcji Barçy. Potem grali dalej i padło jeszcze wiele bramek, niektóre od Atlético, inne od Barcelony, ale tych momentów nie przebił żaden z zawodników, którzy schodzili z boiska jako mistrzowie Hiszpanii, ani ci, którzy mogli łatwo sięgnąć po tytuł w końcówce drugiej połowy. FC Barcelona potwierdziła pozytywne wrażenie, jakie wywarła na nich linia ataku w ostatnich meczach, a widok, jaki zaprezentowali na Bernabéu, przed grzeczną i wymagającą publicznością, w finale Pucharu Króla, był mile widziany. Atak Barcelony jest teraz naprawdę skuteczny. Każdy z jego zawodników nieustannie stwarza poczucie zagrożenia, a choć pomocnicy grają głębiej, sposób, w jaki wypuszczają skrzydłowych i wykonują te impulsywne dośrodkowania – dośrodkowania, które coraz częściej znajdują przestrzeń – przekształca Blaugrane w drużynę, która, przestrzegając klasycznych zasad krótkich podań i opanowanej gry w środku pola, całkowicie się przeobraża, gdy tylko zbliża się do pola karnego. Ta transformacja obejmuje skrzydłowych i środkowego pomocnika, pozwalając napastnikom wejść na boisko z opanowaniem, szybkością i skutecznym wykończeniem. Dwa gole Martína - gola Bravo strzelonego sam na sam, który mógł skończyć się kolejną bramką, i gola Martína, gwałtownie skróconego przez Miezę - można uznać za wyraźne przykłady takiej ewolucji gry Blaugrany. Athletic niewątpliwie zrobiło dobre wrażenie. To młody zespół, być może zbyt młody, by stawić czoła drużynie, która gra obecnie najlepszą piłkę nożną w tym sezonie, dzięki odmłodzeniu się jej doświadczonych gwiazd. Nikt, kto beznamiętnie oglądał mecz, nie mógł przegapić tego, co w tym finale oznaczała dla drużyny z Bilbao nieobecność najsłynniejszego zawodnika drużyny, wspaniałego Oceji. Krótko mówiąc, finał jest już rozstrzygnięty. Barça wygrała a w przyszłą niedzielę zagra w barażach o awans/spadek; te baraże, będące karą za ich błędy, tak jak Puchar, który właśnie zdobyli, był nagrodą za ich szczęśliwe wysiłki.
Sportowe sensacje „x” (pseudonim komentatora sportowego gazety Marca): Komentator sportowy wygłosił liczne i zróżnicowane komentarze i opinie, wiele z nich ironicznych, dotyczące finału Pucharu Króla w wydaniu z 24 czerwca. Dlatego uwzględnimy tylko te związane z Athletic Bilbao. Oto one: „Między Martín i Zarraonaindía wezmę Martína. Łatwiej się je wymawia i jest krótsze… Krótsza droga do celu. Kiedy masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, To może być mina powietrzna, rozerwijcie się, patrząc na nią oczyszczanie odpływu, jeden z tych, z których małe ciało się wyrzuca w górę… Zarra, z włosami czy bez, nadal jest prawdziwym dżentelmenem dla bramkarzy. Echevarría powstrzymał coś, co Escolá w niego rzucił, i następnie obronił strzał Bravo, który to pokazuje, że bramkarz Bilbao ma flegmę, która może całkiem nieźle konkurować z Escolá. (Wszystkie opinie i komentarze zebrano w Marca z dnia 23-06-1942)
Wyjaśnienia dotyczące „możliwego” strzelenia czwartego gola Athletic Bilbao do tabeli wyników: „Nie chciałbym kończyć bez wyrażenia mojej opinii na temat czwartego gola, którego Athletic Bilbao mógł strzelić, dając im tytuł. Z lektury relacji meczowych Fielpeñi, Eduardo Teusa i José Luisa Lasplazasa, a także wypowiedzi Noguésa, Urquizu i Casajuany wynika, że istniały dwa kluczowe momenty dla teoretycznego osiągnięcia tego czwartego gola:
a) Wysoki strzał Iriondo pod koniec drugiej połowy.
b) Niezrozumiała porażka Zarry przy podaniu Iriondo, gdy znalazł się sam na sam, trzy metry od Miró.
Panuje jednomyślność co do pudła Iriondo: miało ono miejsce w końcówce regulaminowego czasu gry. Nie można jednak tego samego powiedzieć o pudle Zarry. Niektórzy twierdzą, że było to cztery minuty przed końcem, podczas gdy inni twierdzą, że miało miejsce na początku pierwszej połowy dogrywki.