11

Wspominamy bo warto!

7 sierpnia 1996 r. Widzew Łódź pokonał u siebie Brøndby IF 2-1 w eliminacjach Ligi Mistrzów. Gole dla gospodarzy zdobyli: Jacek Dembiński 63' i Sławomir Majak 73’. W czasach, w których drzwi do europejskiej elity dla mistrza Polski otwierały się już po pokonaniu jednego rywala, los przydzielił Widzewowi w eliminacjach ekipę Brøndby. W powszechnej opinii był to rywal w zasięgu ambitnie grających piłkarzy Franciszka Smudy, którzy po tytuł w kraju sięgnęli nie ponosząc choćby jednej porażki. Przed rewanżem na terenie rywala udało się co prawda wypracować niewielką przewagę, ale kibice czerwono-biało-czerwonych żałowali, że ich drużyna nie utrzymała dwubramkowej zaliczki. Wynik 2:1 sprawiał jednak, że dwa tygodnie później w Danii można było się spodziewać wielkich emocji…



@Arkon
@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj

8

Charyzmatyczny kapitan:

7 sierpnia 2003 r. Carles Puyol przemówił: ,,Jeżeli to ma pomóc, odejde”. W 2003 r. Duma Katalonii znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nowe władze wykazały że klub posiada rekordowy deficyt(164 miliony euro) oraz dług(218 milionów). Jednym z powodów tak fatalnych wyników były niespodziewane wydatki- wypożyczenia Mendiety i Sorina, zwolnienie Van Gaala i zatrudnienie Anticia, które w sumie złożyły się na kwote 27 milionów euro. Manchester United znając problemy finansowe Katalończyków, złożył oficjalne zapytanie w sprawie Puyola. Obrońca w wywiadzie zgodził się na ewentualny transfer gdyby wymagała tego sytuacja: ,,Jeżeli ktoś się po mnie zgłosi i Barça zaakceptuje te ofertę, to zgodzę się na transfer. Nie pójdę jednak do władz i nie powiem że chce odejść. Chciałbym wygrać jakiś tytuł, jestem to winny kibicom”- oznajmił popularny ,,Tarzan”. Na szczęście działacze postawili na cięcie kosztów w innych miejscach. Puyol został w Blaugranie aż do zakończenia swojej kariery. Niewiele brakowało a Joanowi Gaspartowi, który mocno zadłużył klub, zawdzięczalibyśmy sprzedaż ,,Tarzana”…



@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon

1

@kanver_ No zgadza się. Właśnie sobie odświerzyłem. Taki gol w stylu Bayernu Monachium. Tylko ten jego kontrakt z Barcą... zdecydowanie za długi...

12

Pamiętamy?

Dokładnie 2 lata temu(8.08.2022) Robert Lewandowski strzelił swojego debiutanckiego gola w barwach ,,Blaugrana” i to już w 3 minucie. Miało to miejsce na Camp Nou w meczu o Puchar Gampera, w którym FC Barcelona pokonała meksykański Pumas UNAM aż 6:0!


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson

5

@FCBparasiempre
Mário Coluna. To on zaopiekował się młodym Eusébio, kiedy ten trafił do Europy, a dzięki swoim umiejętnościom świetnie dyrygował grą partnerów zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Był jednym z najlepszych pomocników swoich czasów. Położona przy południowo-wschodnim wybrzeżu Afryki wyspa Inhaca (port. Ihla da Inhaca) po raz pierwszy w świadomości Europejczyków zaistniała w połowie XV w. Wtedy to portugalski kupiec Lourenço Marques penetrował tereny przy ujściu rzeki Maputo, gdzie dziś leży stolica Mozambiku o tej samej nazwie. Niedługo później powstała w tym miejscu osada, którą na cześć kupca nazwano jego imieniem, podobnie jak zatokę, nad którą leżała. Po drugiej stronie tej niewielkiej zatoki położona jest właśnie wspomniana wyspa, która swoją nazwę zawdzięcza z kolei wodzowi ludu Tsonga o imieniu Nhaca. Nie wchodząc w historyczne szczegóły, przez kolejne lata na okolicznych terenach kwitł handel niewolnikami i kością słoniową, a pod koniec XIX w. na wyspie zbudowano latarnię morską. Od początku XX stulecia w portugalskich posiadłościach w Afryce nasilał się proces systematycznego ograniczania praw tubylców i ich marginalizacja na rzecz Portugalczyków. W końcu w 1930 r. wszedł w życie Akt kolonialny, który przekształcił tereny dzisiejszego Mozambiku w posiadłość zarządzaną przez metropolię (tak określano centralne terytorium imperium kolonialnego). Pięć lat po tym wydarzeniu na świat przyszedł Mário Esteves Coluna. Urodził się 6 sierpnia 1935 r. właśnie na wyspie Inhaca w osadzie o tej samej nazwie. Pochodził z mieszanej rodziny. Jego ojciec José Maria Coluna był Portugalczykiem i pochodził z regionu Beira w centralnej Portugalii a matka Lúcia Chibure wywodziła się z okolic miasta Machanga w środkowym Mozambiku. Mały Mário od najmłodszych lat z upodobaniem spędzał czas na aktywności fizycznej. Już jako dziecko potrafił wspinać się na drzewa mango i nerkowca, nie robiąc sobie przy tym nic z zakazów rodziców. Dorastał w bardzo skromnych warunkach na przedmieściach Lourenço Marques w dzielnicy Alto Maé. W tej samej okolicy wychowywali się także Hilário da Conceição i Vicente Lucas, którzy będą ważnymi częściami portugalskiej reprezentacji w 1966 r., a także znakomity Matateu (prywatnie brat Vicente Lucasa), który przecierał szlaki mozambijskim piłkarzom w Portugalii na początku lat 50. Mimo że dorastał w biedzie, to rodzice zadbali o to, żeby zaszczepić w nim odpowiednie wartości. Jako nastolatek Mário był dość grzeczny i zdyscyplinowany, potrafił się ładnie wypowiadać i szybko nauczył się czytać, co nie było wówczas tak oczywiste, jak dzisiaj. Wcześnie też musiał zacząć pracować, żeby pomóc rodzinie.

Nie zapominał przy tym jednak o sporcie. Bardzo dobrze radził sobie w boksie, a kiedy zainteresował się lekkoatletyką, nie potrzebował wiele czasu, żeby pobić rekord kraju w skoku wzwyż. Wynik 1,82 m pozwalał nawet marzyć o występie na igrzyskach olimpijskich (w Helsinkach w 1952 r. rezultat ten dałby mu miejsce pod koniec drugiej dziesiątki). Na szczęście dla całego piłkarskiego świata bardzo dobrze czuł się też na boisku, kopiąc piłkę. To w futbolu właśnie dostrzegł szansę wyrwania się z biedy i marazmu i postanowił ją wykorzystać. Porzucił marzenia o zawodzie mechanika samochodowego i coraz bardziej skupiał się na futbolu. Początkowo grywał w małych klubach, takich jak Clube Desportivo João Albasini i Clube Ferroviário de Lourenço Marques. Jednym z największych klubów w stolicy kolonii był założony w 1921 r. Grupo Desportivo de Lourenço Marques. Z uwagi na rasowe uprzedzenia dla Coluny drzwi tego klubu były przez pewien czas zamknięte. Nie pomógł w tym nawet fakt, że w zakładaniu klubu pomagał jego ojciec, który zaliczył w zespole nawet epizod jako bramkarz. Dopiero kiedy Mário udowodnił swoją wartość, grając dla Ferroviário, sytuacja uległa zmianie. Lokalny potentat nie mógł sobie pozwolić na stratę utalentowanego nastolatka i w 1951 r. Coluna został zawodnikiem Grupo Desportivo. Na starcie swojego pobytu w klubie próbował swoich sił również jako koszykarz. Na parkiecie umiejętności wystarczało mu jednak tylko na występy w drużynie rezerw, więc wkrótce w całości poświęcił się piłce nożnej. Szybko wywalczył sobie miejsce w składzie i dał się poznać jako bardzo skuteczny napastnik. W Portugalskiej Afryce Wschodniej, którą od 1952 r. przemianowano na Mozambik, nie było wówczas ogólnokrajowej ligi. Kluby piłkarskie rywalizowały w rozgrywkach lokalnych. Najwyższy poziom sportowy był naturalnie w rejonie stolicy i to właśnie w mistrzostwach dystryktu Lourenço Marques zaczynała błyszczeć gwiazda Coluny. Ferroviário trzykrotnie z rzędu zdobywało tytuł mistrzowski w latach 1949-51, ale kiedy Coluna przeniósł się do Grupo Desportivo, to w 1952 r. ta drużyna mogła cieszyć się z triumfu. Nasz bohater miał wówczas ledwie 17 lat, ale z roku na roku wchodził na coraz wyższy poziom. O jego talencie i umiejętnościach robiło się coraz głośniej i kwestią czasu było, aż zwróci na siebie uwagę klubów z Portugalii.

Zanim jednak trafił do Europy, zdążył się dać we znaki sąsiadom z południa. Sukces, jakim dla Grupo Desportivo była wygrana w lokalnych rozgrywkach, a także stabilna i dobra forma całego zespołu nie pozostały niezauważone. Pewnego dnia do klubu wpłynęła propozycja rozegrania towarzyskiego spotkania w Związku Południowej Afryki. Niestety z uwagi na fakt, że w tym ówczesnym brytyjskim dominium nasilała się w tamtych latach polityka apartheidu, Coluna jako ciemnoskóry nie mógł wziąć udziału w tym meczu. Mozambijski klub złożony w całości z białych graczy przegrał tamto spotkanie 1:2. Jednak w rewanżu, który odbył się w Lourenço Marques, nic nie stało na przeszkodzie, żeby Coluna wystąpił od pierwszych minut. Gospodarze roznieśli w pył zawodników ze Związku Południowej Afryki, wygrywając aż 7:0. Zaledwie 17-letni Mário dał tamtego dnia prawdziwy popis swoich strzeleckich umiejętności, stając się autorem wszystkich siedmiu trafień. Nastoletni Coluna miał już wówczas w Mozambiku status gwiazdy. Mimo młodego wieku imponował przeglądem pola i zaczynał wykazywać coraz więcej cech przywódczych. Aktywność ruchowa od najmłodszych lat w późniejszym wieku zaowocowała znakomitym przygotowaniem fizycznym. Do tego trzeba doliczyć skuteczność pod bramką rywali, a także ogromną ambicję i zaangażowanie w grę. Wkrótce największe portugalskie kluby rozpoczęły między sobą wyścig o pozyskanie wielce utalentowanego młodzieńca. Jako pierwsi do konkretów przeszli działacze FC Porto, ale spotkali się z odmową. Niepowodzeniem zakończyła się też próba pozyskania Coluny przez Sporting, który podwoił złożoną przez Smoki ofertę. Grupo Desportivo de Lourenço Marques było satelickim klubem Benfiki i ojciec Mário cierpliwie i z nadzieją czekał na ruch przedstawicieli Orłów. Dopiero kiedy ci złożyli ofertę, Coluna otrzymał zgodę na odejście z klubu. Do Lizbony przeniósł się w 1954 r. Miał wówczas 19 lat i z optymizmem zapatrywał się na swoją przyszłość w zespole. Benfica wkraczała wówczas w swój najlepszy w historii okres. W 1952 r. prezydentem klubu został Joaquim Ferreira Bogalho, który miał ambicję zbudować prawdziwie profesjonalny klub. W tym celu podjęto decyzję o budowie nowego stadionu. Prace przy budowie oficjalnie rozpoczęto 14 czerwca 1953 r., a już 1 grudnia 1954 r. (w dniu narodowego święta) nowo wybudowane Estádio da Luz było areną prestiżowego pojedynku z FC Porto. Do dyspozycji graczy oddano także nowe centrum treningowe, które określano mianem Lar do Jogador (w dosłownym tłumaczeniu „dom graczy”). W tym samym czasie, co Coluna, do klubu dołączyli też ściągnięty z Ferroviário bramkarz Alberto da Costa Pereira i mający za sobą pracę w Vasco da Gama brazylijski trener Otto Glória. Benfica stanie się dla Coluny domem na kolejne kilkanaście lat, ale początki pobytu w Europie wcale nie były dla młodego zawodnika łatwe. Po trwającej 34 godziny podróży z Mozambiku został tymczasowo zakwaterowany w ośrodku treningowym, gdyż klub nie zdążył mu jeszcze zorganizować stałego lokum w Lizbonie. Musiał też szybko przystosować się do europejskiego, wielkomiejskiego życia, co w nowym otoczeniu z pewnością nie było łatwe. Samo wejście do drużyny też nie było dla urodzonego w Mozambiku piłkarza łatwe. Pierwszy raz czerwoną koszulkę Benfiki założył w sparingowym starciu z FC Porto. Debiut ligowy z kolei zaliczył w wygranym 5:0 meczu z Vitórią Setúbal. Od razu przy tym zabrał się za przekonywanie do siebie kibiców, strzelając dwie bramki. Brazylijski szkoleniowiec Otto Glória miał zamiar grać popularnym wówczas w swojej ojczyźnie ustawieniem 4-2-4. W Benfice stosował je jednak dość elastycznie, uwzględniając przy tym klasę rywala i umiejętności własnych podopiecznych. Mimo że Coluna przyjechał do Lizbony z etykietą skutecznego snajpera, to trener potrzebował trochę czasu, żeby znaleźć mu miejsce na boisku. W ataku niepodważalną pozycję miał wówczas pochodzący z Angoli José Águas. Coluna początkowo był ustawiany obok niego, potem został przesunięty bliżej lewej strony, ale swoją postawą na boisku nie do końca potrafił przekonać do siebie sztab szkoleniowy. Nie był pierwszym wyborem brazylijskiego trenera i nie zawsze pojawiał się na murawie. Co zrozumiałe, samemu piłkarzowi rola rezerwowego też nie odpowiadała i w tym trudnym dla siebie czasie przez moment nosił się z zamiarem opuszczenia klubu. Na szczęście Glória postanowił spróbować przesunąć go bliżej środka boiska. Dostrzegł w nim naturalne predyspozycje do roli rozgrywającego. Widział, że młokos ma bardzo dobry przegląd pola i dobrze potrafi obsłużyć podaniem kolegów, więc zaryzykował. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę i przez kolejne lata Coluna dzielił i rządził w środku pola Benfiki. Dzięki swojej sile, umiejętnościom technicznym a przede wszystkim dzięki wizji gry bardzo szybko stał się jednym z kluczowych graczy lizbońskiej drużyny. Mimo trudnych początków swój debiutancki sezon w stolicy Portugalii zakończył z 14 golami na koncie, pokazując, że potrafi też bardzo dobrze uderzyć z dystansu. Miał w ten sposób swój niemały udział w zdobycie przez klub mistrzostwa kraju i przerwaniu tym samym czteroletniej dominacji Sportingu. Co ciekawe losy tytułu ważyły się do ostatniej kolejki. Benfica swój mecz wygrała, ale to wcale nie gwarantowało jej jeszcze mistrzostwa. Kluczowy był wynik meczu pomiędzy Sportingiem a trzecim wielkim klubem z Lizbony, czyli Belenenses. To ta ekipa, w której grał świetny Mateteu, miała tytuł na wyciągnięcie ręki. Prowadzili 2:1 i już powoli szykowali się do świętowania, ale stracona bramka w samej końcówce przekreśliła marzenia o sukcesie i ze swojego ósmego mistrzostwa w historii mogła cieszyć się ekipa Águias.

W kolejnym sezonie wystartowała inauguracyjna edycja Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Mimo że Benfica była mistrzem Portugalii, to francuski magazyn piłkarski L’Equipe do udziału zaprosił Sporting, który cieszył się wówczas w Europie większym uznaniem. Na swój debiut na europejskich salonach Coluna musiał więc jeszcze poczekać. Ta nadarzyła się w sezonie 1957/58. Po zdobyciu kolejnego mistrzostwa w 1957 r. Benfica na starcie Pucharu Mistrzów trafiła na hiszpańską Sevillę. Debiut nie okazał się jednak udany. Porażka 1:3 na wyjeździe i bezbramkowy remis u siebie oznaczały koniec przygody z pucharami. Jesienne niepowodzenie nie oznaczało, że Coluna z kolegami są za słabi na rywalizację z najlepszymi. W lipcu tego samego roku z dobrej strony pokazali się w Pucharze Łacińskim. W półfinale pokonali francuskie AS Saint-Étienne, a w finałowym pojedynku okazali się tylko minimalnie gorsi od wielkiego wówczas Realu Madryt, przegrywając 0:1. Swoją klasę potwierdzali też na krajowym podwórku. Oprócz dwóch tytułów w 1955 i 1957 r. dorzucili w tych samych latach po Pucharze Portugalii. W 1959 r. Coluna po raz trzeci w karierze mógł wznieść to trofeum. Tym razem dubletu nie udało się ustrzelić, gdyż w ligowej tabeli Benfikę dzięki lepszej różnicy bramek wyprzedziło FC Porto. Po tamtym sezonie z klubem pożegnał się Otto Glória, który przeniósł się do Belenenses. Miesiąc po jego odejściu w klubie zjawił się inny wielki trener z wizją, pod którego wodzą Benfica osiągnęła największe sukcesy w historii. Tym kimś był oczywiście Béla Guttmann. Węgierski szkoleniowiec już w pierwszym roku swojego pobytu w klubie doprowadził zespół do mistrzostwa (dla niego osobiście było to drugie mistrzostwo z rzędu, bo to on był trenerem FC Porto, które rok wcześniej sprzątnęło Benfice tytuł sprzed nosa). Dzięki temu dla Coluny i kolegów stworzyła się kolejna szansa pokazania się w Europie. Guttmann wiedział jednak, że jeśli jego podopieczni mają osiągnąć sukces, to muszą na bok odłożyć swoje indywidualne zapędy i stworzyć drużynę, gdzie na pierwszym miejscu będzie dobro wspólne całego zespołu. ,,Jesienią 1960, Benfica była już inną drużyną niż w czasie debiutu w europejskich rozgrywkach pucharowych. Lepszą, rozumiejącą zasady nowoczesnego futbolu, pełną ambicji odegrania niepośledniej roli”– pisał o przemianie lizbońskiej ekipy Janusz Dobrzyński. Coluna był jednym z kluczowych elementów układanki węgierskiego szkoleniowca i jednym z tych piłkarzy, od których Guttmann rozpoczynał ustalanie składu. Pierwszym rywalem po powrocie na europejskie salony było szkockie Heart of Midlothian. Portugalska ekipa nie miała z przeciwnikami większych kłopotów i pewnie wygrała oba mecze. Następni w kolejce czekali już Węgrzy z Újpesti Dózsa. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, która z drużyn jest lepsza, to zostały one rozwiane po pierwszym starciu na Estadio da Luz. Benfica rozbiła mistrzów Węgier aż 6:2, a tym, który rozpoczął kanonadę, był nie kto inny, jak Coluna. Wobec tak wysokiej wygranej rewanż był już tylko formalnością i Benfica zameldowała się w ćwierćfinale. Tutaj czekało ich starcie z duńskim AGF. Amatorzy z Aarhus nie byli jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z maszyną z Lizbony i w dwumeczu przegrali 2:7. Na drodze do wielkiego finału stał jeszcze wiedeński Rapid. Austriacka ekipa również musiała w Lizbonie przełknąć gorycz porażki i przegrała 0:3. Coluna znowu był tym, który otwierał wynik spotkania. W rewanżu długo utrzymywał się korzystny dla lizbończyków remis 1:1. Bardzo nie podobało się to wiedeńskiej publiczności, która na parę minut przed końcem wszczęła burdy, w wyniku których poszkodowane zostały aż 63 osoby. Parę dni po meczu UEFA zweryfikowała jego wynik jako walkower dla Benfiki. W ten sposób Portugalczycy znaleźli się w wielkim finale, gdzie naprzeciw im stanęła FC Barcelona. Katalońska drużyna w pokonanym polu zostawiła m.in. Real Madryt i HSV z Uwe Seelerem w składzie. W rozgrywanym na berneńskim stadionie Wankdorf finale to właśnie Blaugrana jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Cieszyła się z niego tylko 10 minut. Po tym czasie Benfica wyrównała, a chwilę później wyszła na prowadzenie. Raz jeszcze zacytujmy tutaj Janusza Dobrzyńskiego: ,,Defensorzy Benfiki doskonale kryli groźnych napastników katalońskich, utrudniając im budowanie akcji. Atak portugalski umiejętnie rozciągał grę, wykorzystując swoich szybkich skrzydłowych. Benfica być może miała trochę szczęście przed przerwą, gdy słońce świeciło w oczy Antonia Ramalletsa, który oślepiony jego promieniami najpierw przepuścił strzał José Aguasa a w minutę później chyba sam wepchnął piłkę do siatki po płaskim dośrodkowaniu Joaquima Santany(niektóre źródła podają tu Aguasa). Po przerwie znakomity Mário Coluna podwyższył na 3:1 wspaniałym strzałem z 18 metrów, oddanym w pełnym biegu w lewy róg bramki. Sytuacji nie była już w stanie zmienić bramka zdobyta dla Barçy przez drugiego Węgra w drużynie– Zoltana Czibora, choć należy zaznaczyć, że wcześniej dwa razy poprzeczka i tyleż raz słupki uchroniły portugalczyków od utarty gola. Puchar dla Benfiki, drugiego zespołu na honorowej liście zdobywców PEMK.

Prasa pisała o piłkarskim cudzie na Tagiem i że Benfica upaja jak porto. Portugalczycy o grze swoich ulubieńców potrafili mówić godzinami i był to główny temat rozmów w kawiarniach, restauracjach i tramwajach. W Bernie narodziła się wówczas wielka europejska drużyna. W klubie był już wówczas pewien młody, niesamowicie zdolny młodzieniec. Żeby dołączyć do drużyny, musiał pokonać równie długą drogę, co Coluna. W podróż do Lizbony wyruszał podobnie jak jego starszy kolega, z dalekiego Mozambiku. Jego matka, bojąc się zagrożeń, jakie mogą na niego czyhać w wielkomiejskim świecie, przed wyjazdem włożyła mu do kieszeni list, którego adresatem był Mário Coluna. Kobieta prosiła w nim, żeby starszy i bardziej doświadczony piłkarz zaopiekował się jej synem i wziął go pod swoje skrzydła. Jako że obie rodziny znały się jeszcze z czasów, kiedy Mário mieszkał w Lourenço Marques, to Coluna nie wahał się ani chwili i spełnił prośbę kobiety, którą była Elisa Anissabeni. Owym młodzieńcem, dla którego Coluna stał się starszym bratem i dobrym wujkiem w jednej osobie, był Eusébio da Silva Ferreira. Obaj panowie bardzo szybko znaleźli ze sobą wspólny język i już rok po wygranej w Bernie poprowadzili Benfikę do drugiego Pucharu Europy z rzędu.

6

Wybitne legendy futbolu:

W sukcesach portugalskiego futbolu lat 60-tych wielki udział miało dwóch zawodników pochodzących z dzisiejszego Mozambiku. Tym, który pierwszy przychodzi na myśl, jest oczywiście król strzelców mistrzostw świata z 1966 r., czyli znakomity Eusébio. Równie wielki wpływ na grę reprezentacji i Benfiki miał też jego starszy kolega, którym był operujący w środku pola…(o kim mowa? tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson

7

Czy wiemy(pamiętamy) że:

6 sierpnia 2003 r. Wisła Kraków zremisowała z Omonią Nikozja 2:2 w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wyspa Afrodyty przywitała piłkarzy Wisły upalną pogodą. Gorąco było jednak nie tylko w powietrzu, ale również podczas rewanżowego meczu w Nikozji. Głośno dopingowani przez fanatycznych kibiców gracze Omonii nie zamierzali tanio sprzedać skóry i od początku spotkania rzucili się na przybyszów z Krakowa. Szybko zostali skarceni za sprawą Macieja Żurawskiego, ale potem wiślacy musieli się sporo napocić, aby nie przegrać. Gospodarze mieli ułatwione zadanie, bowiem od 25. minuty krakowianie grali w dziesiątkę – dwie żółte kartki obejrzał Maciej Stolarczyk i musiał opuścić boisko. Ostatecznie z trudnego terenu „Biała Gwiazda” wróciła z remisem i awansem do 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów, w której czekał już belgijski Anderlecht. ,, Zasłużenie awansowaliśmy, a mecz mógł się podobać. Czerwona kartka dla Stolarczyka wymusiła pewne zmiany w taktyce, ale czasami trzeba improwizować i zawodnicy wywiązali się ze swoich obowiązków. Czy się bałem, gdy Omonia prowadziła 2:1? Nie, bo w futbolu nie boję się niczego. Boję się tylko własnej żony”- tak wypowiedział się na pomeczowej konferencji trener Henryk Kasperczak.



@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

12

O takiej zbrodni prawdziwi cules nigdy nie zapomną:

6 sierpnia 1936 r. zamordowany został 28 w historii prezydent FC Barcelony- Josep Sunyol. Prezydent Barçy podróżował do Madrytu wraz z sekretarzem dyrektora generalnego ds. publicznych, milicjantem oraz szoferem. Według relacji miał przy sobie listy do ważnych działaczy politycznych i 25 tysięcy peset przeznaczone na transfer zawodników z Oviedo. Szofer pomylił droge i samochód znalazł się na drodze kontrolowanej przez wrogie frakcje. Podczas rutynowej kontroli na drodze w okolicach Sierra de Guadarrama, Sunyol postanowił rozprostować nogi i wyszedł z auta krzycząc: ,,Niech żyje republika!”. Kiedy odkryto że jest prezydentem FC Barcelony i republikaninem, rozstrzelano go na miejscu wraz z pozostałymi pasażerami auta. Wiadomość dotarła do Barcelony dopiero po tygodniu.

Szerzej o tym wydarzeniu opisuje choćby pani Julia Cicha: https://www.fcbarca.com/94186-josep-sunyol-prezydent-fc-barcelony-zamordowany-w-trakcie-hiszpanskiej-wojny-domowej.html



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson

0

@Lionel_Messi10 No to zobaczymy, gdyż jego skuteczność ostatnio mocno spadła.
Asyst nie biore pod uwage bo jest napastnikiem, no chyba że będzie grał ofensywnego, tak jak u Pepito...

0

@Lionel_Messi10 Wiem, wiem! Ale z Alvarezem to nie przesadzaj. Julian jako piłkarz jest dobry ale biorąc pod uwage jego pozycje, czyli napastnik, to ostatnio wygląda to źle, dlatego porównałem jego skuteczność(a nie jakość) do Ferrana Torresa. Alvarez nie strzelił żadnego gola na Olimpiadzie, na Copa America bodaj tylko z Kanadą a przecież napastnika rozlicza się wyłącznie ze strzelanych goli...

0

@Lionel_Messi10 Już nie przesadzaj z tymi dwoma półkami! Dwie półki wyżej to co najwyżej może być Messi ale nie Alvarez. No ale ponoć każdy może wyrazić swoją opinie...

1

@SeWo77 Dobrze wiedzieć, dzięki ci za informacje :)

6

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

5 sierpnia 1941 r. urodził się Jan Gomola. Od początku wiedział, że chce być bramkarzem. Wzorował się na starszym bracie, który też grał na tej pozycji. Pochodził z biednej rodziny, więc ojciec wolał, żeby syn zdobył jakiś konkretny zawód, zamiast uganiać się za piłką. Kiedy jednak Gomola zaczął występować w Górniku, ojciec przepraszał go, że na początku jego przygody z piłką trochę mu przeszkadzał. Zanim został zawodnikiem zabrzańskiego klubu, występował w Kuźni Ustroń. Kiedy miał 18 lat, zwrócił na siebie uwagę trenera Augustyna Dziwisza ale do transferu jednak nie doszło. Do Górnika trafił dopiero kilka lat później. Wcześniej grał na wypożyczeniu w Unii Racibórz, która szukała następcy Huberta Kostki. Dla chłopaka był to jednak stracony okres, bo okręg śląski nie chciał dać mu zwolnienia na stałe do okręgu opolskie, pod który podlegała Unia. Chciały go jeszcze u siebie Szombierki, ale ostatecznie wrócił do Ustronia. W listopadzie 1964 r. przypomniał sobie o nim Górnik. Zaproszono go na testy i przysłano po niego samochód. Dzięki swojemu zaangażowaniu i umiejętnościom zaprezentował się najlepiej spośród ośmiu testowanych bramkarzy. Rodzina była zachwycona, bo za przejście Janka dostała pralkę Franię. Przez cały okres pobytu w Górniku zawzięcie rywalizowali o miejsce między słupkami z Hubertem Kostką. Raz bronił jeden, raz drugi. Każdy z nich byłby niekwestionowanym numerem jeden w każdym polskim klubie. Rywalizacja między nimi była ostra, ale uczciwa. Jan Banaś wspominał, że Gomola był strasznie ambitnym człowiekiem i pracował dwa razy więcej od Kostki. Jego rozgrzewka często była bardziej intensywna niż cały trening innego bramkarza. Gomola bronił bardzo odważnie, często wręcz brawurowo. W wyjazdowym meczu z LASK Linz po zderzeniu z rozpędzonym napastnikiem stracił przytomność na kilka minut. Na szczęście akurat wtedy z zespołem po raz pierwszy był lekarz i po chwili Gomola mógł kontynuować grę. Innym razem w meczu Pucharu Europy z Olympique Marsylia obrońca rywali trafił go kolanem w kark. Ból promieniował na całe ciało, ale bramkarz nie miał zamiaru się poddać. Mimo ostrzeliwania jego bramki dotrwał do końca, a zespół zremisował 1:1. Po pomeczowych badaniach okazało się, że Gomola ma pęknięty kręg szyjny. Miał ogromnego pecha, bo Kazimierz Górski chciał mu dać szansę występu z RFN w ramach eliminacji mistrzostw Europy, ale kontuzja pokrzyżowała te plany. Znakomicie grał na przedpolu i bardzo dobrze piąstkował, co podpatrywał u Lwa Jaszyna. W Górniku spędził 10 sezonów i wystąpił w 117 ligowych spotkaniach. Pięć razy był mistrzem Polski (1965, 1966, 1967, 1971 i 1972) i cztery razy zdobywał puchar Polski (1968, 1969, 1970, 1971). W reprezentacji zagrał po raz pierwszy 18 maja 1966 r. w meczu ze Szwecją we Wrocławiu (1:1). Ogółem zaliczył tylko siedem występów. Po odejściu z Górnika jako pierwszy Polak występował w klubach meksykańskich.



@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

7

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

5 sierpnia 1910 r. urodził się argentyński środkowy napastnik Herminio Masantonio. Większość kariery spędził w barwach Huracánu, grał w tym klubie w latach 1931–1943 oraz w 1945. Już w debiucie ligowym przeciwko Quilmes strzelił 4 gole! Łącznie w Argentyńskiej Primera Division uzyskał 256 goli, co daje mu trzecie miejsce na liście najskuteczniejszych zawodników ligi argentyńskiej (za Arsenio Erico i Angelem Labruną). W reprezentacji Argentyny grał w latach 1935–1942, gdzie rozegrał 19 spotkań strzelając 21 goli! Ponadto dwukrotnie zdobywał tytuł króla strzelców Copa America(1935 i 1942), odpowiednio z 4 i 7 golami. Herminio jak czołg wchodził w każdą obrone, chociaż ten czołg nie był pozbawiony swoistej elegancji. Trafiał z potworną siłą, nawet z 40 metrów. Mocniej robił to tylko bodaj Bernabe Ferreyra. Co ciekawe rzuty wolne bił wyłącznie prawą nogą, podczas gdy piłke w ruchu uderzał raczej lewą. Uwaga! 11 listopada 1937 roku w meczu Argentyny z Urugwajem w ramach Pucharu Liptona, Herminio Masantonio strzelił gola w 23. sekundzie meczu. Jest to absolutny rekord Albicelestes.



@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson
@Sysia11

11

Czy wiecie że:

5 sierpnia 2007 r. w meczu o Tarczę Wspólnoty mistrz Anglii z poprzedniego sezonu Manchester United pokonał po rzutach karnych zdobywcę Pucharu Anglii Chelsea Londyn 3-0(po 90 minutach gry było 1-1) Gole zdobyli: Ryan Giggs 35' oraz Florent Malouda 45'. Mecz rozegrano na nowo wybudowanym stadionie Wembley.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

8

Cóż za historia!

5 sierpnia 1988 r. wyszło na jaw że Jose Alexanco siedzi w więzieniu! Po 48 godzinach od zatrzymania klub przyznał iż obrońca FCB został zatrzymany w Holandii w trakcie okresu przygotowawczego. O napaść oskarżyła go pracownica hotelu, w którym zatrzymała się Barça. Po 5 dniach Alexanco został wypuszczony wskutek braku dowodów. ,,Mój wyrok zaczyna się dopiero teraz”- narzekał Bask, wychodząc z sądu w towarzystwie żony. Cruyff postanowił wówczas nie karać zawodnika odnosząc się słowami: ,,Uważam że brakowało dyscypliny w klubie. Myślę że 5 dni za kratkami jest wystarczającą karą”.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson

6

@FCBparasiempre
Ojcem piłki nożnej w Argentynie okazał się Alexander Watson Hutton, osierocony przez oboje rodziców zanim skończył 5 lat. Wychowywany przez babke ze strony matki trafił później do ,,Daniel Stewart Hospital School” w Edynburgu. Watson Hutton był zapalonym piłkarzem. W 1880 r. zaproponowano mu prace w ,,St Andrew’s Scots School” w Buenos Aires. Rok później ukończył z bardzo dobrym wynikiem filozofie na uniwersytecie w Edynburgu i wypłynął z Liverpoolu aby objąć nową posade, choć do Argentyny przybył dopiero 25 lutego 1882 r. Piłka nożna była zaś dla niego czymś dużo ważniejszym niż sport. Być może ze względu na to że dwóch jego braci zmarło na gruźlice uważał że dzięki niej może poprawić swoją kondycje a innymi słowy: przedłużyć życie. Mało kto ze społeczności wygnańców mógłby się z tym nie zgodzić ale większość wolała jednak rugby. Jeden z artykułów w ,,Heraldzie” określał nawet futbol lekceważącym mianem ,,zwierzęcej gry”. Zarząd szkoły ,,St Andrew’s” także był sceptyczny i różnica zdań na tle liczby godzin poświęconych piłce nożnej w programie nauczania a także niezgoda na budowę sali gimnastycznej i powiększenie boiska sprawiły że Watson Hutton stracił w końcu cierpliwość i zrezygnował z posady. Człowiek mniej zdeterminowany pogrążyłby się pewnie w żalu i poczuciu krzywdy a może nawet rozważał powrót do kraju ale Watson Hutton był wierny swojej drodze. Założył English High School, która rozpoczęła działalność drugiego lutego 1884 roku. Dwa lata później, z piłką na czołowym miejscu w programie nauczania, szkoła miała 50 uczniów w internacie oraz 500 dochodzących na lekcje i musiała się przeprowadzać w poszukiwaniu większej powierzchni a że brytyjskie szkoły przyjmowały nie tylko członków rodzin przybyszów z ojczyzny ale także dzieci argentyńskiej elity, piłka nożna zaczęła się rozprzestrzeniać wśród lokalnej społeczności. Edynburskie korzenie Watsona Huttona pozostały dla nich najważniejsze także w Buenos Aires. W marcu 1855 roku poślubił Margaret Budget w kościele prezbiteriańskim Świętego Andrzeja. Rok później urodziło się pierwsze z ich trójki dzieci Arnold, który również będzie miał ważną rolę do odegrania we wczesnych latach rozwoju argentyńskiej piłki. W lipcu 1886 r. z kolei na scenie pojawił się inny stary znajomy William Waters, syn gospodyni Watsona Huttona z Edynburga, który przybył do Buenos Aires aby podjąć pracę w ,,English High School” i przywiózł ze sobą worek skórzanych piłek. Legenda głosi że sflaczałe futbolówki zdumiały celników w porcie, którzy z początku sądzili że mają do czynienia z bukłakami na wino albo czapkami ze skóry aż w końcu opisali je jako,, rzeczy dla zwariowanych Anglików". W przyszłości Waters stanie się wziętym importerem sprzętu sportowego do Ameryki Południowej ale pierwsze sukcesy odnosił na boisku. Gdy tylko Watson Hutton umieścił futbol w centrum programu nauczania ,,English High School”, inne szkoły poszły za jego przykładem a równocześnie do Argentyny zaczęli napływać zaznajomieni już z grą robotnicy kolejowi z Wielkiej Brytanii. Spotkanie starych Mistrzów i niedawno nawróconych przyniosło znakomite efekty i nowa dyscyplina rozwijała się błyskawicznie. Już w 1888 roku Argentyna miała pierwszą okazję do oglądania piłki w wydaniu międzynarodowym. Z okazji urodzin królowej Wiktorii reprezentacja brytyjskiej społeczności z Buenos Aires rozegrała mecz z Brytyjczykami z Montevideo; wydarzenie to powtarzano co roku przez kolejne sześć lat. Do 1890 roku nawet Rosario położone blisko 200 mil na północny zachód od Buenos Aires miało już dwie drużyny: Athletic dla klasy zarządzającej i Central dla robotników. Rok później postawiono kolejny ważny krok w dziejach argentyńskiej piłki. Grupa imigrantów pod przywództwem Aleca Lamonta, szkockiego nauczyciela z Saint Andrews doprowadziła do spotkania przedstawicieli pięciu klubów: Old Caledonians, Buenos Aires and Railways, Buenos Aires Futbol Club, Belgrado Football Club i San Andreas Scots Athletic Club i założenia Argentine Association Football League. Waters został kapitanem i trenerem St Andrews, które zdobyły pierwsze Mistrzostwo Ligi, pierwsze w historii mistrzostwo ligi piłkarskiej powstałej poza Wielką Brytanią. W drużynie Watersa grali wyłącznie Szkoci, podobnie jak w zespole, który zajął drugie miejsce czyli Old Caledonians złożonym głównie z pracowników brytyjskiej firmy hydraulicznej Bautaume & Peason, którą sprowadzono do budowy sieci kanalizacyjnej w Buenos Aires.

Rok później cierpiąca na brak środków i kryzys przywództwa liga się rozpadła. Ocalenie przyniósł Watson Hutton, który doprowadził do wznowienia rozgrywek 21 lutego 1893 roku. Od tamtej pory boję o mistrzostwo Argentyny toczą się co roku a zarządzającą nimi instytucję uważa się za najstarszą w Ameryce Południowej i ósmą pod tym względem na całym świecie. Watson Hutton stał na jej czele do 1886 roku, co jakiś czas sędziując mecze i dalej zarządzając English High School w rozgrywkach z sezonu 1893 wzięło udział 5 drużyn a tytuł wywalczył Lomas, brytyjski klub założony przez absolwentów ,,Bedford School” na fotografii przedstawiającej pierwszych Mistrzów Argentyny widzimy 12 mężczyzn siedzących wokół A. Lesliego, mężczyzny o łagodnym spojrzeniu i siwych wąsach, ubranego w ciemny garnitur z muszką i poszetką, malowniczo wylewającą się z kieszeni na piersi. Z 13 nazwisk tylko jedno (F. Nobili) nie jest w sposób oczywisty brytyjskie lub irlandzkie. Jak podaje książka wydana w 2006 roku z okazji 115-lecia klubu, ponad 500 osób przyszło obejrzeć pojedynek Lomas z Flores. W tamtym pierwszym sezonie fotografia z epoki pokazuje widzów siedzących na drzewach i oglądających mecz ponad głowami trzech czy czterech rzędów fanów znajdujących się dookoła linii bocznej. Na kolejnym zdjęciu ze starcia z ,,English High School” zwraca uwagę arbiter, którego podkręcone wąsy korespondowały z dewizą, sędziujący spotkanie w marynarce, kamizelce, szerokich białych spodniach i cyklistówce. Z początku Lomas nadawał ton rozgrywkom wygrywając pięć z sześciu pierwszych sezonów nowo powstałej ligi. Kiedy ten jeden raz ulegli, wyprzedziły ich własne rezerwy Lomas Academicals. Zmierzch jednak, gdy już się rozpoczął zapadł szybko. Kiedy w 1908 roku wprowadzono możliwość spadku z Ligi, klub cudem uniknął degradacji ale rok później nie udało mu się już powtórzyć tego wyczynu a jego upadek był zarazem symbolem słabnącej siły starych brytyjskich drużyn w czasach, gdy piłka podbijała kolejne społeczności i stawała się coraz bardziej argentyńska. Do 1930 roku Lomas zrezygnowało w ogóle z sekcji piłkarskiej, Chodź klub nadal istnieje i nosi zielono szkarłatno-złote barwy przyjęte w 1896 roku, skupia się na rugby. Kres hegemonii Lomas nadszedł akurat wtedy, gdy argentyński futbol uczynił wielki krok naprzód. W kwietniu 1898 roku Ministerstwo Sprawiedliwości i Edukacji Publicznej wprowadziło do szkół Wychowanie fizyczne jako przedmiot obowiązkowy zważywszy na początkową nieufność rządu wobec piłki nożnej i panikę wywołaną dekadą wcześniej na wieść o rzekomych 400 ofiarach uprawiania tego sportu w Wielkiej Brytanii (doniesienia nie precyzowały, jaką część tej liczby stanowiły ofiary śmiertelne A jaką ofiary kontuzji) a także na fakt że kompanie ubezpieczeniowe zaczęły reklamować specjalne polisy dla graczy. W ,,Standardzie" zaś przestrzegano rodziców przed zezwalaniem dzieciom na udział w tak brutalnej grze. Był to wyraźny znak że dyscyplina zyskuje akceptację. Utwierdzony w przekonaniu że futbol zapuści korzenie na ziemi argentyńskiej Watson Hutton kupił teren na boisko w północnym Buenos Aires i założył ,,Club Atletico English High School” dla uczniów, absolwentów i nauczycieli swojej szkoły. Rok później drużyna występowała już w drugiej lidze AAFL i zakończyła rozgrywki z zaledwie punktem straty do lidera Banfield. Pod nazwą Alumni przyjętą 2 lata później w związku z zakazem używania nazw placówek oświatowych w miejscach, gdzie pojawiały się reklamy, stała się potęgą, która zdominowała argentyński futbol w pierwszej dekadzie XX wieku wygrywając pierwszą ligę dziesięciokrotnie(!) w latach 1900-1911. Watson Hutton od dawna już nie grał ale jego syn Arnoldo, jak tu na niego mówiono, zadebiutował na lewym skrzydle Alumni w 1902 roku jako zaledwie 15-latek. Prawdziwa siła drużyny leżała jednak wówczas nie w latorośli Huttona ale w potomkach innej rodziny Szkockiej, która opuściła Wielką Brytanię znacznie wcześniej a w Argentynie zdążyła zapuścić korzenie znacznie głębiej. James Brown znalazł się wśród 220 Szkotów płynących na ,,Symetrii”, jednym ze statków, które wyruszyły z Leith i Greenock do Buenos Aires w 1825 roku, opłacone przez dwóch właścicieli ziemskich z Rocksbergshire, Johna i Williama Parish Robertsonów, którzy otrzymali zgodę argentyńskiego rządu na założenie ,, eksperymentalnej wspólnoty rolniczej" w Monte Grande na południe od Buenos Aires. Po czterech latach stało się jasne że eksperyment się nie powiódł ale mało kto z osadników wrócił do ojczyzny. Brown kupił własny kawałek ziemi i stał się rolnikiem pełną gębą. Jego najmłodszy syn również James miał z kolei 9 synów, z których siedmiu grało dla Alumni.

Alumni była jedną z ostatnich wielkich anglo-argentyńskich drużyn, podkreślającą że podtrzymywanie ,, brytyjskich wartości" było dla niej celem równie istotnym, jak wygrywanie i ,, dobra gra bez zaciętości". Podczas jednego ze słynnych meczów z Estudiantes piłkarze tego klubu odmówili wykonania rzutu karnego przyznanego im za zagranie jednego z rywali ręką. Mylna byłaby jednak sugestia że drużyna ta cieszyła się popularnością jedynie wśród społeczności brytyjskiej w Argentynie. Jej członkowie byli mistrzami zdolnymi do fantastycznej gry a siła ich przyciągania miała wymiar niemal powszechny i jak to zwykle bywa politycy także usiłowali ogrzewać się w ich blasku. Przy pewnej okazji Jose Figueroa Alcorta uściskał Alfredo Browna, co zdaniem pisarza Oswaldo Soriano było ,, pierwszym przypadkiem, w którym prezydent wykorzystał piłkę nożną dla własnej chwały". W czasach dominacji Alumni krajobraz wokół dynamicznie się zmienił. Buenos Aires błyskawicznie się rozrastało, częściowo za sprawą urbanizacji a częściowo z powodu imigracji z Atlantyku, głównie Włochów i Hiszpanów ale także znaczącej liczby Żydów z Polski i Rosji oraz Niemców, Brytyjczyków i ,, turcos". To ostatnie pojęcie rozciągano na wszystkich Przybyszów z Bliskiego Wschodu. W 1914 roku 80% wszystkich ludzi urodzonych w Argentynie było potomkami imigrantów, którzy przybyli tu po 1860 roku. Piłki nożnej. Drugą ligę utworzono w 1895 roku, trzecią w 1899(początkowo dla drużyn do lat 17, które brały udział w całodziennych rozgrywkach w jednej ze szkół), a czwartą w 1902 roku. Do tego czasu piłka dawno już przestała być domeną brytyjskich emigrantów. Z badań Julio Frydenberga wynika że w 1907 roku istniało co najmniej 300 klubów działających poza oficjalnym systemem ligowym. Niektóre skupiały przedstawicieli poszczególnych zawodów lub grup społecznych ale większość reprezentowała konkretne ,, barrios"(dzielnice). To fenomen który pojawił się wraz z nadejściem masowej urbanizacji i elektryfikacji. Od kiedy budynki zaczęto oświetlać i ogrzewać za pomocą prądu a nie jak dawniej gazu, można było budować dużo wyższe domy, co prowadziło do powstawania osiedli apartamentowców, charakteryzujących dzisiejsze Buenos Aires można przecież traktować jako coś, co choć częściowo zaspokaja potrzebę tożsamości. Jak twierdził Frank Zappa, każdy kraj potrzebuje armii, banku i drużyny piłkarskiej, więc klub dawał mieszkańcom ,,barrio" coś, wokół czego mogli się jednoczyć, co odróżniało ich od reszty świata i dawało poczucie przynależności do własnego obszaru. Nieprzypadkowo ogromna większość klubów tworzących dziś argentyński system ligowy powstawała w latach 1887- -1915 a więc w czasach, gdy zaczęła się także formować argentyńska tożsamość narodowa. Pierwszą całkowicie argentyńską instytucją, która powołała do życia drużynę piłkarską była Gymnasia i Esgrima z La Platy, miasta oddalonego o ponad 50 km od centrum Buenos Aires. Klub założono w 1887 roku a sekcję piłkarską utworzono w 1901 roku a więc w czasie gdy powstało już wszystkie 5 ,, grandes" tutejszego futbolu: imigranci pracujący w Dokach Buenos Aires założyli River Plate w 1901 i Boca Juniors w 1905 roku, francuscy imigranci z fabryk w Avellanedzie utworzyli Racing Club w 1903 roku, lokalnych rywali tego ostatniego klubu Independiente powołali do życia hiszpańskojęzyczni pracownicy należącego do Brytyjczyków i zarządzanego przez nich domu towarowego ,,City of London” a w końcu w 1908 roku pewien ksiądz z Almagro szukający bezpiecznej przystani dla lokalnej młodzieży wymyślił San Lorenzo. Właściwe rozgrywki międzynarodowe rozpoczęły się w maju 1901 roku, gdy drużyna złożona w większości z piłkarzy Lomas i Alumni wyprawiła się do Montevideo, gdzie pokonała reprezentację Urugwaju 3:2. Rok później Urugwaj wygrał w tym samym stosunku w Buenos Aires a od kolejnego meczu w 1905 roku grano o srebrny puchar, ufundowany przez Magnata herbacianego to masa Liptona, który również urodził się w Gorbals, kilka ulic dalej od Watsona Huttona, tyle że w 1848 roku. 1905 roku system ligowy obejmował 77 klubów rozgrywających między sobą ponad 500 meczów w sezonie. 1 czerwca tamtego roku przykładowo rywalizowały ze sobą 52 drużyny oglądane łącznie przez ponad 5000 widzów. Czterocyfrowa widownia szybko stała się normą anglo i hiszpańskojęzyczne gazety zaczęły publikować sprawozdania z meczów ligowych. Relacje ze spotkań traktowano tak poważnie że w 1912 roku ,, Herald" utrzymywał że prasa potrzebuje na stadionie specjalnych warunków do pracy i nie może zadowolić się zwykłymi miejscami na trybunach.

Największe zainteresowanie Budziły jednak zespoły przejeżdżające na tournee, co samo w sobie Zresztą świadczyło o tym że ligę argentyńską zaczęto traktować serio. Pierwszy Tour zorganizował Hippic Club, Towarzystwo Sportowe zrzeszające społeczną Elitę i kierowane przez Barona Antonio de Marchiego, który w 1904 roku zaprosił do Argentyny Southampton. Na pierwszy mecz angielskich drużyny przeciwko Alumni wstawił się nawet prezydent Republiki Julio Roca, co świadczyło o społecznej(choć może jeszcze nie sportowej) doniosłości chwili. Southampton był wówczas w pełni zawodowym klubem i Choć wciąż jeszcze grał w Southern League, awansował do finału Pucharu Anglii w 1900 i 1902 roku. Jako Zdecydowanie lepsza drużyna pokonał Alumni 3.0, wygrywając także cztery pozostałe mecze w Argentynie, strzelając ich w trakcie 29 goli i tracąc zaledwie 4 a potem udał się na drugą stronę La Platy i ograł reprezentację Urugwaju 8:1! Ewidentna wyższość Southamptonu nad miejscowymi drużynami stanowiła w oczach Brytyjczyków Buenos Aires potwierdzenie że stary kraj i stare wartości wciąż są niezrównane. Byli pod takim wrażeniem że jeszcze w 1923 roku ,, Herald" wychwalał ,, nadzwyczajną pracę głów i stóp, kunsztowną mieszankę mózgów i butów". Rok później w ślad za Southampton do Argentyny przybył Nottingham Forest robiąc taką furorę że drużyna Independiente po tej wizycie postanowiła zmienić barwy swoich koszulek z białych na czerwone(takie jakie nosili goście z Nottingham) choć została przy granatowych spodenkach. Na tamtym etapie argentyńskie drużyny nie mogły się równać nawet dość przeciętnymi zespołami angielskimi. Dzięki przyjezdnym z 1906 roku natomiast można się było zorientować, jak kraj wypada na tle reszty świata. Drużyna Afryki Południowej Przybyła rok po Nottingham Forest, była Amatorska i tworzyło ją 8 Brytyjczyków oraz siedmiu piłkarzy, którzy urodzili się w Afryce Południowej. Chociażby w tym sensie trudno ją nazwać reprezentacją kraju ale jej dyspozycja dała wgląd w poziom futbolu poza jego wyspiarską ojczyzną. Piłkarze z Afryki pokonali San Martin 6:0 i drużynę złożoną z uczniów 14:0 aż w końcu doszło do meczu który okazał się najważniejszy spośród rozegranych w Argentynie do tamtej pory. Widownia na ,,Sociedad Sportiva” nie była prawdopodobnie tak liczna jak ta, która oglądała klęskę Alumni z rąk Notthingam Forest rok wcześniej ale wiele jej nie ustępowała a tym razem mogła zobaczyć, jak drużyna Alumni z Arnoldo Watson Huttonem w składzie wygrała 1:0, odnosząc pierwsze w historii lokalnej piłki zwycięstwo nad zespołem, który przyjechał do Argentyny na tournee. ,,Herald" z typową dla siebie rzeczowością zauważył że było to szczęśliwe zwycięstwo ale szczegółowo opisał jego świętowanie. Po strzeleniu gola widzowie ,, wiwatowali aż do zachrypnięcia, kapelusze, laski i gazety pofrunęły w powietrze, wysoce Szanowni, dostojni i stateczni zwykle obywatele tańczyli z radości". Po ostatnim gwizdku tłum wbiegł na boisko i zniósł zawodników Alumni na ramionach. Piłkarze z Afryki Południowej wygrali 8 pozostałych spotkań w Argentynie ale tamto zwycięstwo Alumni okazało się przełomowe, pokazując że dystans do czołowych angielskich klubów wciąż pozostaje ogromny. Tamte pojedynki, szczególnie z Tottenhamem, stanowiły też ilustrację rosnącej różnicy zdań na temat tego, jak powinno się grać w piłkę. Widownia reagowała szczególnie nieprzychylnie na prowokowane przez Anglików starcia barw w bark. W przyszłości tego rodzaju odmienne interpretacje przepisów będą miały poważne konsekwencje.

5

0

@Lionel_Messi10 W jakiejś części użytkownik Herato ma racje. Co prawda Juliana Alvareza nigdy nie nazwałbym plackiem ale on w ostatnich meczach Argentyny nie miłosiernie pudłował! Ostatni przykład to mecz ćwierćfinałowy Argentyny z Francją, gdzie mógł a nawet powinien wyrównać stan meczu na 1:1. Z taką ,,skutecznością" to my już mamy Ferrana Torresa i drugiego takiego to ja osobiście nie chce...

0

@PatrykBarca Nie no oczywiście że to się nie wyklucza. Za Pepa również kupowano piłkarzy, tylko ilu z tych kupionych grało w wyjściowym składzie? Bodaj zaledwie trzech(Dani Alves, Abidal i David Villa). Tak więc to tylko uzupełnienie a podstawą byli i będą wychowankowie...

7

Bez pamięci zakochany w Palmeiras:

W Copa Libertadores dokonał niesamowitego wyczynu. Na mundialu w Korei i Japonii wygryzł Didę i zdobył złoto. Tak najkrócej możemy scharakteryzować tego zapomnianego nieco piłkarza. Oto Marcos, człowiek bez pamięci zakochany w Palmeiras. Brazylijski futbol zdecydowanej większości kibiców piłki nożnej kojarzy się z ofensywną i widowiskową grą. Jeśli spojrzymy choćby na skład obecnych mistrzów olimpijskich, to nasza uwaga skupi się raczej na graczach ofensywnych, takich jak Neymar czy Gabriel Jesus. Zapominamy jednak, że nie byłoby wielkich drużyn bez znakomitych bramkarzy. Jeśli spytałbym was o brazylijskiego golkipera, to wszyscy pamiętający dobre czasy Rossonerich, wskazaliby jednoznacznie na Didę, zaś kibice z czarno-niebieskiej części Mediolanu przywołaliby postać Julio Cesara. Jedynie starzy wyjadacze lub piłkarscy „hipsterzy” wspomnieliby o Gilmarze czy Emersonie Leao. Jednak mało kto pamięta, że Brazylia z 2002 roku(ta z Rivaldo, Ronaldinho i Ronaldo) posiadała w swoich szeregach Marcosa Roberto Silveira Reisa, czyli w skrócie po prostu Marcosa. Człowieka, który został legendą swojego ukochanego Palmeiras. Marcos urodził się 4 sierpnia 1973 roku w Oriente, w stanie São Paolo. W bramce Palmeiras zadebiutował jako 18-latek. Mierzący 193 cm wzrostu zawodnik rozegrał dla swojego klubu aż 532 spotkania. Od innych bramkarzy odróżniał go nie tylko talent i wierność klubowa, ale także… numer na plecach. Zawodnik popularnych Verdão przez całą karierę występował z, nie tak popularnym wówczas, numerem „12” na plecach. Rolę podstawowego bramkarza klubu wywalczył w 1999 roku na skutek kontuzji odniesionej przez Velloso, który w tamtym czasie był pierwszym wyborem trenera. To był przełomowy moment w karierze Marcosa. W ćwierćfinale Copa Libertadores, Palmeiras trafił na odwiecznego rywala – Corinthians. Dwumecz nie rozstrzygnął rywalizacji (2-2). O zwycięstwie musiały zadecydować rzuty karne. w których lepsi okazali się gracze z Sao Paolo (4-2). Wybroniona jedenastka Marcosa była wisienką na torcie.

W półfinale Palmeiras okazał się lepszy od River Plate. Klub stanął przed szansą wywalczenia swojego pierwszego w historii tytułu dla najlepszej drużyny Ameryki Południowej. Po zaciętych spotkaniach finałowych z kolumbijskim Deportivo Cali (2-2), drużyna Marcosa ponownie musiała sprawdzić się w strzelaniu jedenastek. Znowu dzięki wspaniałej postawie swojego bramkarza, dowiodła, że potrafi wyjść z tej rywalizacji zwycięsko (4-3). To dzięki jego wspaniałym popisom w bramce doszło do niecodziennej sytuacji. Golkiper Palmeiras został wybrany najlepszym bramkarzem turnieju, najbardziej wartościowym graczem finału i MVP całego Copa Libertadores, choć trzeba uczciwie przyznać, że w samym konkursie jedenastek, to rywale pudłowali. Dostał doceniony za całokształt. Rok później los ponownie skrzyżował Corinthians z Palmeiras. Tym razem na poziomie półfinału. Nikogo nie powinno dziwić, że o zwycięstwie musiały zadecydować… rzuty karne. Najjaśniejszą postacią konkursu jedenastek okazał się być – nikt inny jak Marcos. Dopiero w finale drużyna z Sao Paulo uległa Boca Juniors. Popisy bramkarza Palmeiras nie mogły umknąć uwadze selekcjonera Vanderleia Luxemburgo. Reprezentacyjny debiut Marcosa przypadł na towarzyskie spotkanie z Hiszpanią w listopadzie 1999 roku. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Później przez dłuższy czas golkiper z Sao Paolo musiał godzić się z rolą rezerwowego. Pierwszym wyborem w kadrze był Rogerio Ceni lub Dida. W czerwcu 2001 r. Luiz Felipe Scolari objął stanowisko selekcjonera Canarinhos, zastępując Emersona Leao. W jego reprezentacji podstawowym bramkarzem został Marcos, którego znał doskonale z Palmeiras. To brazylijski trener poprowadził ich do tryumfu w Copa Libertadores. Golkiper dopasował się poziomem gry do kolegów z zespołu – wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach turnieju, cztery razy zachował czyste konto i pomógł Brazylii wywalczyć piąty tytuł mistrzów świata. Marcos znalazł się w trójce najlepszych piłkarzy mundialu na swojej pozycji. Przeciwnicy Brazylijczyków jedynie cztery razy zmusili go do kapitulacji. Po udanym mundialu, Marcos otrzymał propozycję gry w Arsenalu. Bramkarz udał się do Londynu w celu podpisania kontraktu z Kanonierami. Oparciem dla piłkarza w szatni miał być jego rodak – Edu. Przed ostatecznym zawiązaniem transakcji okazało się, że bramkarz zniknął… Po prostu wrócił do rodzinnego Sao Paolo i oznajmił, że wolałby grać z Palmeiras nawet w drugiej lidze, niż występować w klubie z Europy. Pieniądze nigdy nie były dla niego najważniejsze. W ten sposób został „one club manem”.

Miłość, która połączyła Marcosa z Palmeiras była zdecydowanie obustronna. 21 września 2008 r. rozegrał on mecz numer 400 dla swojego klubu. Okazja ta nie mogła umknąć włodarzom i kibicom. Zawodnik został uhonorowany symboliczną koszulką. Na jej odwrocie widniał napis „O melhor goleiro do Brasil” („najlepszy bramkarz Brazylii”) oraz symboliczny numer „400”. Ponadto trykot zdobiły wymienione tytuły Marcosa, wywalczone zarówno z Palmeiras, jak i brazylijską kadrą. Ot, kolejny dowód wiernego uczucia. W styczniu 2012 r. Marcos zakończył piłkarską karierę w wieku 38 lat, pozostając do końca wierny jednej drużynie z rodzinnego São Paolo.


@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@ObiwanKenobi To akurat nie tragedia, takie coś trener może szybko skorygować i będzie cacy...

0

@cules100pro Owszem są młodzi ale jak patrze na takiego Faye czy Pablo Torre, nie wspominając już o Pau Cubarsim, to myśle że oni śmiało mogą grać nawet w pierwszej jedenastce, ewentualnie wchodzić z ławki rezerwowych...

0

@thcmenel420 No zgadza się ale mi chodzi o to aby akurat przed tym sezonem nie robić żadnego trensferu do nas za kase. Co najwyżej jakiś rozsądny za darmo i tyle.

3

Pomijąjąc już sam fakt El Clasico, w którym z bardzo dobrej strony pokazały się nasze młode wilczki z La Masii, to po cholere nam jakieś transfery Olmo za wielkie pieniądze? Największe sukcesy FC Barcelony za czasów Guardioli były dziełem ,,naszych" wychowanków! Trzeba twardo postawić na szkółke Blaugrany, gdyż to ona jest przyszłością tego klubu a nie Lewandowski czy Raphinia...

9

Drugi w historii niemiecki trener Blaugrany:

3 sierpnia 1981 r. Udo Lattek po raz pierwszy poprowadził na ławce trenerskiej FC Barcelone. Urodzony w 1935 r. niemiecki trener prowadził Blaugrane w latach 1981-83. Do Katalonii trafił z Borussi Dortmumd, zastępując na stanowisku legendarnego Helenio Herrere. W ciągu dwóch lat na ławce Barçy zdobył Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar Ligi oraz Puchar Króla. Słabe wyniki w lidze sprawiły jednak iż w marcu 1983 r. został zwolniony. Ogółem był trenerem Blaugrany w 76 meczach, z których jego zespół wygrał 42. Krótko po zwolnieniu trafił do Bayernu Monachium. Jak spisze się trzeci w historii Dumy Katalonii Niemiec? Miejmy nadzieje że nie gorzej od Lattka? O tym przekonamy się już niebawem…



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson

2

@dzefrej234 Dopiero o 21:15 będzie. Na Eleven oczywiście.
A widze że jednak na drugim Elevenie będzie o 14:00

1

@Adran360 No jasne że zawsze miło skopać dupe madridistom!

6

Przed nami El Clasico po raz 300 w historii a więc jubileuszowy i po raz 43 towarzysko. W meczach towarzyskich bilans jest na korzyść Blaugrany: 24 zwycięstwa, 12 remisów i 6 porażek. Mimo że to tylko mecz towarzyski, to zawsze Vamos Barço! Vamos a ganar!

0

,,Wystarczy powiedzieć, że Barça wygrała ostatni pojedynek z Realem w Stanach Zjednoczonych 3:0, a później nie zdołała sięgnąć po żadne trofeum, podczas gdy Los Blancos zdobyli aż trzy tytuły". To jedno zdanie w zasadzie wyjaśnia wszystko o podejściu do dzisiejszego El Clasico. W tym meczu nie ważny jest wynik, tylko gra naszych milusińskich i bardzo dobre(zwłaszcza fizyczne) przygotowanie do sezonu...

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?