17

Dawniej w piłce nożnej nie było sędziów, gdyż nie byli potrzebni:

Czytając niezwykle interesujący artykuł Manuela Granady Palmy na temat ewolucji piłki nożnej a w szczególności postaci sędziego, można dojść do wniosku, że zaszły w tej dziedzinie duże zmiany i pod wieloma względami nie są one pozytywne. Na początek, człowiek jest zaskoczony, gdy czyta, że na początku, w połowie XIX wieku, w meczach piłkarskich nie było sędziego, ponieważ zakładano, że zawodnicy biorący w nich udział są uczciwi i rycerscy... brzmi dobrze, prawda? Najwyraźniej gra początkowo była całkowicie amatorska a wraz z jej rozwojem, obecność osoby, która zapewniłaby jej pewne uprawnienia, stała się niezbędna. W pierwszych, mniej lub bardziej poważnych meczach, obie drużyny ustalały zasady przed rozpoczęciem(oficjalny zbiór zasad nie został jeszcze opracowany) i przestrzegano ich bez większych problemów. Sędzia wciąż pozostawałby daleko. Jako krok wstępny wyłoniono postać kapitana (który w niczym nie przypominał współczesnych kapitanów) i pełnił on rolę swoistego „lidera”, który nawet nie grał meczu, lecz pozostawał poza boiskiem. W przypadku sporu i braku porozumienia między zawodnikami, co zdarzało się bardzo rzadko, obaj kapitanowie rozmawiali i podejmowali decyzję o kontynuowaniu gry. W 1850 roku powołano sędziów, termin wywodzący się ze starofrancuskiego słowa oznaczającego „samotnego człowieka”, co było trafne. O ile gracze byli już uznawani za szlachetnych i rycerskich, o tyle sędziowie, wybierani ze względu na swoją uczciwość i wysoką pozycję, mieli być jeszcze bardziej szlachetni. Zazwyczaj ustawiali się za bramką drużyny przeciwnej(ponieważ każda drużyna miała swoją własną), a ich głównym zadaniem było liczenie punktów i decydowanie, czy piłka przekroczyła linię bramkową, co nie zawsze było łatwe, ponieważ wielu graczy gromadziło się w polu karnym, niektórzy próbując wybić piłkę a inni zdobyć punkt. Ponownie, sędziowie prawie nigdy nie ingerowali w decyzje podejmowane w grze, ponieważ bardzo rzadko zdarzało się, aby gracze nie zgadzali się co do decyzji.

W końcu, w 1863 roku, w Londynie założono Związek Piłki Nożnej( FA Association ), spisano pierwsze oficjalne przepisy a wkrótce potem, w 1871 roku, pierwsi sędziowie zostali użyci w pierwszych oficjalnych rozgrywkach w historii, Pucharze Anglii (FA Cup ). Sędziowie nadal stali za bramkami, ale byli już neutralni, a główny sędzia obserwował mecz spoza boiska. Ale teraz najlepsze. Okazuje się, że rzut karny został wymyślony i wprowadzony w 1891 roku, a żeby go przyznano… zawodnik, który został sfaulowany, musiał się odwołać! Zdarzało się to rzadko, ponieważ było to źle widziane. Pomyślcie o tym przez chwilę w porównaniu z tym, co przywykliśmy oglądać w dzisiejszych meczach. Oczywiście, chęć osiągnięcia poziomu szlachetności, rycerskości a nawet tego, co niektórzy mogliby nazwać sentymentalizmem, jest zupełną utopią, ale nie zaszkodzi, jeśli za każdym razem, gdy szalejemy na punkcie meczu piłkarskiego lub rzucamy wszelkiego rodzaju obelgi w stronę sędziego lub zawodników drużyn przeciwnych, spojrzymy wstecz i pomyślmy o prawdziwym duchu, z jakim powstał ten piękny sport.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

0

@Katalończyk 99 Przecież wystarczy że zaczną pod koniec lutego i spokojnie się wyrobią do czerwca. Bądźmy poważni, takie warunki to są do uprawiania hokeja a nie piłki nożnej....!

0

@aldewir W takim razie jedni i drudzy są całkowicie niepoważni i tyle w temacie.

1

@Luciano99 Za twoich czasów powiadasz? To ile ty masz lat? 3,4 latka? Bo wcześniej nie było czegoś tak pojebanego!

0

@directedbyfcb A niby pod czyją kuratelą są te rozgrywki?

0

@marcin62 A kibice to niby tak chętnie przyjdą na takie warunki? To jest nienormalne! Przez 100 lat czegos takiego nie było w tej strefie geograficznej...

0

@Czyhrynski A dlaczego by nie!? To jest całkowicie odpowiedni miesiąc dla takiej dyscypliny. Styczeń jest przeznaczony na sporty zimowe i basta!

1

Ten PZPN to jest jedno wielkie k******* Żeby grać w styczniu w 15-20 stopniowym mrozie, to trzeba być(delikatnie mówiąc) poważnie niepoważnym.......!!!!

17

Dzień, w którym Ronaldo został przyłapany na uprawianiu seksu z dwiema kobietami w loży VIP na Camp Nou:

Przybycie Ronaldo Nazario do FC Barcelona latem 1996 roku wywołało ogromne poruszenie. Był jednym z największych transferów w La Liga, jak nazywała się wówczas hiszpańska liga, po transferze z holenderskiego PSV Eindhoven. Jego występy na boisku były spektakularne, strzelił 34 gole w lidze (zagrażając wynikowi Hugo Sáncheza), niektóre z nich były tak piękne, że przeszły do historii mistrzostw. Ronaldo miał jednak zaledwie 20 lat i uchodził za osobę dość aktywną seksualnie. Według Lluisa Lainza w książce „Za zamkniętymi drzwiami”, brazylijski napastnik był zamieszany w dość osobliwy incydent w swoim pierwszym i jedynym sezonie w FC Barcelonie. Pewnej nocy dotarł na Camp Nou, zaparkował samochód na parkingu i poszedł na kolację. Kilka godzin później wrócił, ale tym razem w towarzystwie dwóch pięknych kobiet. Cała trójka przywitała się z ochroniarzem i wróciła na parking, żeby odebrać samochód i odjechać. A przynajmniej tak myślał pracownik FCB. Po chwili, widząc, że pojazd nie odjechał, ochroniarz postanowił zejść na dół i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Po dotarciu na miejsce zastał samochód wciąż w tym samym miejscu, całkowicie pusty, więc założył, że Ronaldo oprowadza swoich towarzyszy po szatniach. Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, gdy wchodząc do loży VIP Camp Nou, zastał piłkarza i kobiety uprawiające seks na jednej z sof w salonie. Następnego dnia pracownik zgłosił incydent prezesowi FC Barcelony Josepowi Lluísowi Núñezowi, który po prostu powiedział mu: „Czy nie rozumiesz, że on ma 20 lat i jest już wystarczająco dorosły, żeby się dobrze bawić?”. W ten sposób sprawa została rozwiązana a Ronaldo mógł kontynuować strzelanie goli w tym sezonie, choć prawdopodobnie byłby bardziej powściągliwy, jeśli chodzi o zapraszanie kobiet na Camp Nou.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary

7

16

Egipt z rekordem:

31 stycznia 2010 roku Egipt po raz siódmy( i jak dotąd ostatni raz) w historii wygrał Puchar Narodów Afryki. W stolicy Angoli Luandzie wygrał z Ghaną 1:0 a gola zdobył Geddo w 85 minucie. Egipcjanie triumfowali w tej imprezie po raz trzeci z rzędu i siódmy w historii. W decydującym meczu spotkały się drużyny, które do tej pory spisywały się znakomicie w obronie. Nic więc dziwnego, że do 85. minuty na boisko działo się niewiele. Piłkarzom Ghany nie pomogła nawet aktywna gra Asamoaha Gyana, zdobywcy trzech (z czterech) goli dla reprezentacji jego kraju w tamtym turnieju. Jedyna bramka padła pięć minut przed końcem, po wzorcowej akcji Egipcjan. Wystarczyły dwa szybkie podania, dzięki którym wprowadzony niedługo wcześniej na boisko Mohamed Nagui "Gedo" wbiegł w pole karne i strzelił efektownie z około dziesięciu metrów. Gedo został również królem strzelców turnieju. W sumie zdobył pięć goli, co jest imponującym wyczynem jak na rezerwowego zawodnika. Siódmy triumf Egiptu to absolutny rekord PNA. Poprzednio "Faraonowie" zwyciężali w latach: 1957, 1959, 1986, 1998, 2006 i 2008.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

1

@addept Generalnie się z tobą zgodze. Ja po prostu wyjątkowo nie dzierże tej całej Sabalenki, więc głównie dlatego się ucieszyłem ze zwycięstwa Rybakiny...

0

@Gary No tak, tak! Umkneło mi to zagadnienie. W tamtych latach co trenował Widzew, to ja byłem zakochany w Barcuni i nie śledziłem Ekstraklasy, zwłaszcza że nie miałem możliwości jej oglądać...

4

Tak jest!!! Jelena Rybakina. Super śliczna pikna dziewczyna! O! nawet mi się zrymowało? Kapitalna zawodniczka z silnym charakterem. Wcale się nie dziwie że nasza kochana Igunia z nią poległa...

1

@Safrani Ale zaraz! Przecież on nie grał w naszym Widzewie!?

12

Legendy polskiego futbolu:

Dokładnie 70 lat temu w Bydgoszczy urodził się Stefan Majewski, polski piłkarz grający na pozycji obrońcy, wielokrotny reprezentant Polski, zdobywca 3. miejsca na Mistrzostwach Świata w 1982, trener piłkarski, absolwent Deutsche Sporthochschule Köln (Wyższej Szkoły Sportowej w Kolonii), przewodniczący Rady Trenerów w PZPN. Od 17 września do 29 października 2009 pełniący obowiązki selekcjonera. Do 1978 związany był z klubami bydgoskimi. Jest wychowankiem klubu Gwiazda Bydgoszcz, a od 1972 do końca 1976 występował w Chemiku Bydgoszcz. Wiosną 1977 reprezentował barwy wojskowego klubu Zawisza Bydgoszcz, z którym wywalczył awans do I ligi. W przerwie zimowej sezonu 1978/1979 został zawodnikiem Legii Warszawa. W debiucie w barwach Legii w meczu ze Śląskiem Wrocław (4 marca 1979) strzelił dwa gole. W kolejnych sezonach był podstawowym zawodnikiem warszawskiej drużyny, z którą dwukrotnie zdobywał Puchar Polski. Pod koniec 1984 wyjechał do RFN. 1 grudnia 1984 zadebiutował w zespole 1. FC Kaiserslautern w meczu z Bayernem Monachium, zmieniając po przerwie Andreasa Brehmego. W Kaiserslautern był również graczem podstawowej jedenastki. 3 maja 1985 w spotkaniu z Eintrachtem Brunszwik strzelił swojego jedynego gola w Bundeslidze. Sezon 1987/1988 spędził w 2. Bundeslidze jako gracz Arminii Bielefeld. Po roku gry w cypryjskim Apollonie Limassol wrócił do Niemiec – ostatnie lata kariery spędził we Freiburger FC. Jako zawodnik Zawiszy zadebiutował 30 sierpnia 1978 w reprezentacji Polski w wyjazdowym meczu towarzyskim z Finlandią. W spotkaniu zakończonym wynikiem 1:0 dla Polski strzelił zwycięskiego gola.

W latach 1978–1983 regularnie występował w drużynie narodowej prowadzonej najpierw przez Ryszarda Kuleszę a następnie przez Antoniego Piechniczka. Na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii w 1982 wystąpił we wszystkich 7 meczach polskiej drużyny. W spotkaniu z Francją decydującym o 3. miejscu (3:2 dla Polski) strzelił nawet gola. Wystąpił również na Mistrzostwach Świata w Meksyku w 1986, po których zakończył karierę reprezentacyjną. Łącznie w drużynie narodowej rozegrał 40 meczów, strzelił 4 gole. Od 2014 członek Klubu Wybitnego Reprezentanta. Jeszcze jako zawodnik SC Freiburg pracował z juniorami tego klubu. Wiosną 1994 i ponownie od kwietnia 1995 pracował w Polonii Warszawa, z którą w sezonie 1995/1996 awansował do I ligi. W kolejnych latach prowadził zespół amatorów Kaiserslautern. W 1999 wrócił do Polski by objąć stanowisko szkoleniowca Amiki Wronki. Prowadził również Zagłębie Lubin, Świt Nowy Dwór Mazowiecki, ponownie Amikę, Widzew Łódź oraz Cracovię. W 2002 pełnił funkcję asystenta ówczesnego selekcjonera drużyny narodowej Zbigniewa Bońka a w 2009 objął funkcję trenera reprezentacji Polski do 23 lat. 17 września 2009 powierzono mu tymczasowe pełnienie obowiązków selekcjonera kadry narodowej. Poprowadził reprezentację w dwóch końcowych meczach eliminacji Mistrzostw Świata.

@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary

1

@Bernard777 Ten "kanarek" też był niezły: https://rfbl.pl/paulo-roberto-falcao-osmy-krol-rzymu/
A ponadto jego rodak Zico.
To nie wszystko bo byli jeszcze wspominany przeze mnie Rogerio Ceni a przedewszystkim Platini!
Ha! A jeszcze bardzo dobry był Victor Legrottaglie, bodaj 66 goli z wolnych!

1

@escarabajo Czy ja wiem czy na wyrost? No jeśli, to tylko troszke jak zauważasz, gdyż zdobywał jeszcze potrójną korone z Manchesterem City, no i Copa Libertadores z River Plate...
A! I bodajże jeszcze Finalissime(?_) jeśli się nie myle...

5

18

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

31 stycznia 2000 r. urodził się Julian Alvarez, wychowanek River Plate, argentyński mistrz świata i zdobywca Copa America 2021, występujący na pozycji napastnika, zarówno w Atletico Madryt, jak i reprezentacji Argentyny.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

12

Grande Espectacolo El Clasico:

31 stycznia 1987 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:2 w ramach 25 kolejki Primera Division. Hattricka w tym meczu zanotował Gary Lineker. Blaugrana mogła rozgromić Real w tym meczu gdyż już po 4 minutach prowadziła 2:0 ale podopieczni Terry’ego Venablesa zmarnowali kilka dogodnych sytuacji i w efekcie mecz zakończył się zwycięstwem 3:2. Natomiast nie wielu piłkarzom Barçy w historii pojedynków z Realem udało się strzelić hattricka w meczu o stawke. Pierwszymi, którym to się udało byli genialni Alcantara i Samitier. Obaj to wielkie legendy Dumy Katalonii. Ostatnim piłkarzem, który zanotował hattricka przeciwko ,,Los Blancos” był Luis Alberto Suarez.



@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary

11

„Liga Mediterránea de futbol”:

31 stycznia 1937 r. FC Barcelona pokonuje na „Camp de Les Corts” Valencie CF 3:2 w premierowym meczu Ligi Śródziemnomorskiej, po dwóch golach Vantolry i jednym Escoli. Liga Śródziemnomorska była ligą mistrzowską organizowaną między styczniem a majem 1937 roku, w trakcie hiszpańskiej wojny domowej, na kontrolowanym przez republikanów terytorium Katalonii i Walencji – jedynych obszarach, gdzie było to możliwe. Po czternastu meczach rozegranych w ekstremalnych warunkach, FC Barcelona wygrała turniej z dwudziestoma punktami, o trzy więcej niż Espanyol, Valencia i Girona. Niestety, w 1939 r. Ligę Śródziemnomorską rozwiązano, gdy nowe władze frankistowskie wydały dekret, który unieważnił wszystkie turnieje piłkarskie rozegrane w strefie republikańskiej podczas wojny. Dekret ten obowiązuje do dziś.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel

1

@MoralnyKarzel Słuchaj te super teksty pochodzą z tej oto strony: https://rfbl.pl/
Jeśli tylko masz czas na czytanie to nie pożałujesz.

16

@FCBparasiempre
W historii futbolu zapisało się wielu znakomitych wykonawców rzutów wolnych. Byli to gracze ofensywni ale też obrońcy czy nawet bramkarze. Mało jednak było tych, dla których żaden dystans nie stanowił problemu. Taki był właśnie Juninho Pernambucano. Brazylijczyk zdobywał gole po stałych fragmentach gry z takich miejsc, z których niektórzy nie potrafią nawet dobrze dokopać piłki do pola karnego. Recife, czwarta co do wielkości brazylijska aglomeracja, mieści się we wschodniej części Brazylii i należy do stanu Pernambuco. To właśnie tam 30 stycznia 1975 roku jako ostatni z pięciorga rodzeństwa przyszedł na świat Antônio Augusto Ribeiro Reis Júnior, wkrótce lepiej znany światu jako Juninho. Przygodę z piłką rozpoczynał w miejscowym Recife Sport, a treningi uzupełniał grą w futsal. Już jako nastolatek wyróżniał się świetną techniką, wizją gry oraz dokładnością podań. Razem ze swoim zespołem, wchodząc w wiek seniorski, zdobył dwa regionalne mistrzostwa. Transfer do bardziej znanego klubu był tylko kwestią czasu. W 1995 roku zgłosili się po niego działacze Vasco da Gama. Przejście do krajowego giganta pozwoliło mu wskoczyć na wyższy poziom. W drużynie z Rio de Janeiro spędził sześć lat. Fani go uwielbiali. Nadali mu przydomek Reizinho de São Januário („mały król São Januári”), odnoszący się do nazwy klubowego stadionu. Z Vasco odnosił sukcesy już na większą skalę. W 1997 i 2000 roku wygrał mistrzostwo kraju, a w 1998 roku sięgnął po Copa Libertadores. To właśnie dzięki występom w tych rozgrywkach zapewnił sobie nieśmiertelność wśród fanów Vasco – w półfinale bowiem zdobył zwycięską bramkę przeciwko argentyńskiemu River Plate. Do siatki trafił oczywiście po strzale… z rzutu wolnego. Prawne zawirowania i kontrowersje ciągnące się za członkami zarządu sprawiły, że w 2001 roku Juninho Pernambucano postanowił opuścić zespół. Jego odejście nie było jednak proste, a konflikt z klubem zaprowadził obie strony na drogę sądową. Ostatecznie jednak pomocnik uzyskał zgodę na transfer. Wcześniej wygrał jeszcze nagrodę dla najlepszego zawodnika oraz pomocnika roku. Dziś, w dobie większego dostępu do informacji, Juninho być może szybciej trafiłby do Europy. Jego rzuty wolne wówczas nie były jeszcze znane na taką skalę. Chciał go mieć u siebie Olympique Lyon, który budował swój ciekawy projekt i latem 2001 roku Brazylijczyk powędrował do francuskiego zespołu. Tak tamto wydarzenie wspomina bohater tekstu: ,,Lyon miał już w składzie trzech Brazylijczyków(Edmilson, Claudio Cacapa i Sonny Anderson], co było dla mnie ważne, ponieważ dzięki temu łatwiej było mi zaaklimatyzować się we Francji. Zawsze chciałem grać w Europie, a trener Bernard Lacombe także był zainteresowany pozyskaniem mnie, dlatego zdecydowałem się podpisać kontrakt.” Szybko wskoczył do pierwszego składu Les Gones, stając się dyrygentem drugiej linii. W październiku po raz pierwszy przedstawił się szerszej publiczności, kiedy w domowym spotkaniu przeciwko Sochaux zdobył swojego pierwszego gola z rzutu wolnego dla nowej drużyny. Ponad 20 metrów od bramki przeciwnika, krótki rozbieg, piłka puszczona w kozioł… i bramka. Nie było to najpiękniejsze trafienie Brazylijczyka z podobnego stałego fragmentu, ale wkrótce zaczął trafiać z wolnych regularnie. To sprawiło, że żadnemu rywalowi nie było do śmiechu, jeżeli podchodził do stojącej futbolówki. Po kilkunastu miesiącach wszyscy wiedzieli, że żadna odległość nie jest dla niego problemem. Karierę Juninho na Stade Gerland można opisać w ten sposób: gdy przychodził do Francji w 2001 roku, Lyon ani razu w swojej historii nie był mistrzem kraju. Gdy odchodził po ośmiu latach, klub na swoim koncie miał siedem ligowych tytułów. Tylko w swoim ostatnim sezonie nie usiadł na tronie Ligue 1. Lepiej bliżej przyjrzeć się niektórym jego rzutom wolnym.

Dla ,,Les Gones” strzelił równe 100 goli, z czego 44 właśnie po rzutach wolnych. Trudno byłoby przejść obojętnie obok jego trafienia numer dziesięć. W sezonie 2003/04 Lyon mierzył się w fazie grupowej Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Między słupkami rywali stał oczywiście Olivier Kahn, który w tamtym czasie należał do absolutnej czołówki bramkarskiej. Nawet on nie miał nic do powiedzenia, gdy Juninho Pernambucano w 6. minucie odpalił swój firmowy pocisk ziemia-powietrze z ponad 30 metrów. Piłka leciała z prędkością światła, odbiła się od słupka i wpadła do siatki obok bezradnie interweniującego Niemca. Remy Vercoutre, wieloletni rezerwowy bramkarz Lyonu, często zostawał razem z Brazylijczykiem po treningach i wspólnie pracowali nad jego strzałami: ,,Tysiące razy mierzyłem się z jego strzałami. W czasie sesji treningowej robiliśmy po 30 lub 40 rzutów wolnych, a 90% z nich trafiało w bramkę. Kiedy już trafiał w nią trafiał, to zawsze oznaczało to gola. Gdy zdobywał gole w meczach, to pierwszą osobą, w stronę której biegł, byłem ja. To było wspaniałe, czułem, że jest to nagroda dla mnie, za całą pracę, jaką wykonywaliśmy.” Wkrótce regularnie zaczął uprzykrzać życie najlepszym bramkarzom. Les Gones, którzy w tamtym okresie mieli monopol na wygrywanie francuskich tytułów, chcieli swoje sukcesy przenieść na międzynarodowe podwórko. Mimo mocarstwowych planów, nigdy nie stali się aż tak potężną marką, jak we własnym kraju. W Lidze Mistrzów ich największym sukcesem był półfinał z 2010 roku. Musieli jednak uznać wyższość Bayernu Monachium. Nie przeszkodziło im to jednak w częstym psuciu krwi największym klubom. Potyczki z Lyonem i strzały Juninho na pewno niezbyt miło wspomina Iker Casillas, strzegący bramki Realu Madryt. Oba zespoły dosyć często wpadały na siebie w czasie europejskich wojaży i zazwyczaj zwycięsko wychodziła ekipa z Francji – w sezonie 2009/10 udało im się wyeliminować z 1/8 finału Królewskich. Przy rzutach wolnych Juninho nie chodziło tylko o jego skuteczność. Wprowadził technikę strzału na zupełnie inny poziom. Do opisu jego uderzeń za granicą często używa się określenia „knuckleball”, zaczerpniętego z baseballa. Za wynalazcę takiego rzutu piłki uznaje się Eddiego Cicotte’a, miotacza reprezentującego na początku XX wieku drużynę Chicago White Sox. Posyłana przez niego piłka w ogóle nie dostawała w powietrzu rotacji. Do tego nagle opadała przed samym rywalem, przez co bardzo utrudniała mu skuteczne odbicie. Prawie 100 lat później powyższą technikę na boiska piłkarskie przeniósł Juninho. Kwestią czasu było to, kiedy znajdą się jego następcy. Dziś wielu piłkarzy próbuje kopiować jego styl – z lepszym lub gorszym efektem. Chyba jego najbardziej znanymi naśladowcami są Andrea Pirlo oraz Cristiano Ronaldo. Włoski zawodnik nie kryje się z tym, że wielokrotnie podpatrywał Brazylijczyka – poświęcił mu nawet fragment w swojej autobiografii „Myślę, więc gram”: ,,Ten facet sprawiał, że piłka robiła niecodzienne rzeczy. Kładł ją na ziemi, wykręcał ciało w parę dziwnych kształtów, brał rozbieg i strzelał. Nigdy nie robił tego źle. nigdy. Sprawdzałem jego statystyki i nie było w tym żadnego przypadku, był jak dyrygent orkiestry, który batutę trzyma między stopami a nie w dłoniach. Odkrycie jego sekretu stało się moją obsesją. Chodziło tak naprawdę o to, jak uderza piłkę a nie w którym miejscu.”

Trudno nie zachwycać się strzałami Juninho. Chociażby golem, którego zdobył w marcu 2006 roku w wyjazdowym starciu z Ajaccio. Wzrok was nie myli, on naprawdę podszedł do piłki ustawionej zaraz przy kole środkowym z zamiarem trafienia do bramki. Jak już wspomniałem wcześniej, nie było odległości, z której golkiper rywali mógł czuć się bezpieczny. Jak sam podkreślał: wszystko zawdzięcza godzinom spędzonym na boisku treningowym. Z uśmiechem na twarzy przyznał kiedyś, że po prostu uwielbia odpalać kilka serii rzutów wolnych po zakończonych zajęciach. Swoją technikę opisuje następująco: ,,Lubię podchodzić do piłki z prostym nabiegiem i uderzać ją wewnętrzną częścią stopy, tak jak przy podaniach, ale z większa siłą. Piłka trafiona w środek, w miejscu gdzie styka się ze spodem, myli bramkarza, ponieważ opada w zdradliwy sposób.” Miał jedno wielkie marzenie – zdobyć w barwach Lyonu 50 goli z rzutów wolnych. Niestety nie udało mu się dobić do tej liczby. Zabrakło sześciu trafień, jednak to i tak budzi podziw. Na pocieszenie dane jest mu dzierżyć inny rekord. Jest piłkarzem z największą liczbą goli zdobytych właśnie po tych stałych fragmentach gry. W sumie uzbierał ich 76. David Beckham, który zajmuje drugie miejsce w tym zestawieniu, trafił 11 razy mniej. W maju 2009 roku Juninho ogłosił, że po zakończeniu sezonu pożegna się z Lyonem. Prezes klubu, Jean-Michel Aulas, na konferencji prasowej poinformował media, że razem z piłkarzem podjęli decyzję o odpuszczeniu ostatniego roku na jego kontrakcie. Brazylijczyk siedział obok prezesa. Opuścił pomieszczenie nie wypowiadając żadnego słowa. Parę dni wcześniej zdobył dla francuskiej ekipy setnego gola. Nie przypieczętował jubileuszu rzutem wolnym, a uderzeniem z 11 metrów. Został zmieniony 10 minut przed końcem, a kibice żegnali go owacją na stojąco, wyczuwając, że zbliża się koniec jego przygody z ich ukochanym zespołem. Stade Gerland opuszczał w roli kapitana. Mimo 34 lat, szybko znalazł nowego pracodawcę. W czerwcu podpisał umowę z katarską drużyną Al-Gharafa, która wyłożyła na niego dwa i pół miliona euro. Tam powiększył swoją kolekcję trofeów. Już w pierwszym sezonie zdobył potrójną koronę, wygrywając ligę, Qatari Stars Cup oraz Qatar Crown Prince Cup. W sumie na katarskiej ziemi rozegrał 66 mecze, w których zdobył 25 bramek. W kwietniu 2011 roku powrócił do Vasco da Gama. Co ciekawe, Brazylijczyk uzgodnił z władzami klubu, że będzie zarabiał zaledwie… 55 funtów tygodniowo – nieco więcej, niż wynosi płaca minimalna w kraju. Tam ponownie przywitał się z kibicami w najlepszy z możliwych sposobów – w pierwszym meczu po powrocie strzelił gola (a jakże) z rzutu wolnego. Liczyła się technika uderzenia, więc z wiekiem jego śmiertelne rzuty wolne nie zatraciły swojej mocy. Po roku odnowił swój kontrakt na sześć miesięcy i chwilę po tym trafił z rzutu wolnego do siatki… swojego macierzystego klubu, czyli Recife. Wciąż błyszczał na boisku, ale nie mógł znaleźć wspólnego języka z zarządem. Z tego też powodu postanowił w zimie 2012 roku odejść do Stanów Zjednoczonych. Trafił do New York Red Bulls, ale wytrzymał tam tylko ponad pół roku. Powrócił więc do… Vasco (przeszedł tam trzeci raz w karierze), gdzie znów nieźle grał. W końcu jednak przegrał z wiekiem – w listopadzie 2013 roku, w spotkaniu z Santosem, które okazało się jego ostatnim, wytrzymał na boisku jedynie 10 minut. Nie mógł wystąpić w ostatnich kolejkach sezonu i tylko bezczynnie patrzył, jak jego drużyna stacza się do drugiej ligi. Po tym wydarzeniu postanowił zakończyć piłkarską karierę. Buty na kołku zawiesił w wieku 38 lat.

Do Vasco da Gama przechodził w swojej karierze aż trzy razy. To w tym klubie zabłysnął i wybił się do Europy i także tu zakończył karierę. Zastanawiające jest to, że Juninho nigdy tak naprawdę nie zaistniał w reprezentacji. Rozegrał co prawda dla Brazylii 40 spotkań, ale nigdy nie był centralną postacią zespołu. Zadebiutował w kadrze w 1999 roku. Niedługo po tym dokonał historycznego wyczynu – został pierwszym piłkarzem, który jednego dnia rozegrał dwa oficjalne spotkania w dwóch różnych państwach! Najpierw na ,,Estádio Beira-Rio” przeciwko Argentynie (biegał przez 15 minut), a następnie samolotem poleciał do Urugwaju, gdzie już w koszulce Vasco zagrał przeciwko Nacionalowi w ramach ,,Copa Mercosur”. Był w kadrze podczas MŚ 2002 i nawet rozpoczął wszystkie spotkania fazy grupowej w wyjściowym składzie. Podczas najważniejszych meczów (z Anglią, Turcją oraz Niemcami) nie pojawił się już jednak nawet na chwilę na boisku. Wraz z drużyną pojechał również na mundial cztery lata później, ale po turnieju ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery, twierdząc, że przyszedł czas na zwolnienie miejsca młodszym zawodnikom. Andrea Pirlo, Didier Drogba, Gareth Bale, Cristiano Ronaldo czy nawet Messi. Wszyscy go podrabiali lub nadal to robią. Ale król jest tylko jeden. Juninho Pernambucano, czyli po prostu Mister Freekick!

@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

4

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?