FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
2
@FcPortoFan1999 No liga może i tak. Ale 3 Polaków w FC Porto jednocześnie swoją wymowe jednak ma!
4
O prosze! Portugalski Klasyk na TVP Sport po raz 259 w historii i to możliwe że z udziałem trzech polskich piłkarzy! Wprawdzie nie będe w stanie obejrzeć całego meczu ale dlaczeguż nikt o tym nie wspomina?
11
Rekordy ,,La Pulgi”:
14 stycznia 2018 r. Lionel Messi strzelił kapitalnego gola z rzutu wolnego a jego FC Barcelona wygrała na Estadio Anoeta z Realem Sociedad 4:2. Dla Argentyńczyka był to 366. gol w Primera Division. To absolutny rekord biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig w Europie.
Przypomnijmy sobie:
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Marusek O tej ręce to huczał cały świat ale że Irlandia za brak protestu otrzymała 5 milionów euro to pierwsze w życiu słysze!? Z jakiej paki i od kogo?
1
@Marusek Wówczas jeden z najlepszych napastników na świecie, szkoda że pozostali Austriacy nie prezentowali podobnego poziomu bo mogli by zawalczyć o medal mistrzowskiej imprezy...
10
Goleada Blaugrany:
14 stycznia 1979 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Rayo Vallecano aż 9:0(!) w 16 kolejce Primera Division. Było to jedno z najwyższych zwycięstw Blaugrany w historii występów w La Liga. W meczu tym spektakularnym wyczynem popisał się wyborny wówczas snajper Hans Krankl, strzelając aż 5 goli! Austriacki napastnik Hansi Krankl przybył do Camp Nou latem 1978 roku po znakomitym występie na Mistrzostwach Świata, podczas których strzelił wszystkie cztery gole dla swojej drużyny narodowej, która odpadła już w pierwszej rundzie. Zdobył również reputację najskuteczniejszego strzelca podczas swojej kariery w Rapidzie Wiedeń. I udowodnił to, zwłaszcza w tamtym sezonie, który był nie tylko pierwszym, ale i przedostatnim, jaki rozegrał w koszulce Blaugrany. Noc 14 stycznia 1979 roku była jego najbardziej spektakularnym wieczorem. Pięć goli strzelonych Rayo Vallecano to jego najlepszy wynik w barwach Barcelony. Był to mecz ligowy, w którym drużyna prowadzona przez Luciena Mullera rozgromiła Rayo Vallecano, które nie potrafiąc odpowiedzieć, poniosło druzgocącą porażkę 0:9. W raporcie opublikowanym przez Mundo Deportivo, pod historycznym podpisem Farrerasa, stwierdzono, że „Hansi Krankl dośrodkował, objął prowadzenie, podjął decyzję i dokończył akcję. To było niezapomniane popołudnie i zdumiewający pokaz jego niesamowitego instynktu strzeleckiego. Ponieważ nie tylko pięć goli w jednym meczu jest wyjątkowe samo w sobie, ale wszystkie pięć zostało strzelonych z równie niekwestionowanym geniuszem”. I tak wspominali siebie nawzajem, gol po golu: ( 1-0, minuta 6 ): „Krankl wykorzystuje okazję, aby wykonać rzut wolny na skraju pola karnego. Piłka uderza w dośrodkowanie, a następnie w plecy Hierro i wpada do bramki.” ( 2-0, 37' ): „Krankl przejął piłkę po dobitce, ominął dwóch obrońców i uniknął wyjścia bramkarza z dołka.” ( 4-0, 44' ): „Bramka bardzo podobna do drugiej. Krankl, idąc głęboko i unikając Tanco, Ucedy i Hierro, strzela spokojnie i precyzyjnie.” ( 5-0, 58' ): „Niejasna sytuacja na boisku gości, którą Krankl rozwiązuje efektownym kopnięciem nożycowym.” ( 6-0, 61' ): „Krankl, z linii końcowej, nieprawdopodobnie nisko dośrodkował do bramki gości. Gol przypominający pierwszą bramkę pamiętnego wieczoru przeciwko Anderlechtowi.” Pozostałe trzy gole dla Barcelony zdobyli Neeskens (2), Asensi i Carrasco. Muller ustawił Morę; Zuviría, Migueli, Olmo, Albaladejo; Sánchez, Neeskens, Asensi; Rexach, Krankl i Carrasco, nie wprowadzając żadnych zmian.
Mężczyzną, któremu powierzono obronę Krankla tego popołudnia, był obrońca Vallecano, Tanco, który był całkowicie przytłoczony i widział to w ten sposób: „Zagrałem słaby mecz. Nikt nie zaprzecza zaletom Krankla, ale prawda jest taka, że dziś wszystko poszło dla niego idealnie. Jego klasa jest niezaprzeczalna, ale szczęście jest również po twojej stronie”. W końcu… Nawiasem mówiąc, transfer Krankla do Barcelony był kontrowersyjny. Jego klub, Rapid, osiągnął porozumienie z Valencią w sprawie jego transferu, ale bez jego zgody. Po zdobyciu Złotego Buta z Rapidem wolał grać dla Blaugrany, zdobywając 41 bramek w 36 meczach. Kiedy przybył do Barcelony, stwierdził, że „moją pasją jest strzelanie goli i myślę, że wiem, jak to robić”. Oczywiście chciał też jasno powiedzieć, że nie zamierza zastąpić Cruyffa: „Jedyne, w czym jestem do niego podobny, to to, że mam na imię Johan” – powiedział. W swoim pierwszym sezonie strzelił 36 goli, z czego 7 pochodziło z rzutów karnych a w kolejnym sezonie dorzucił kolejne 9. Nie dokończył drugiego sezonu w Blaugranie, lecz został wypożyczony do innego wiedeńskiego klubu, po tym jak został usunięty z drużyny z powodu nieporozumień z ówczesnym trenerem, Joaquimem Rifé. W każdym razie, podczas swojego niestety krótkiego pobytu w FC Barcelonie, Krankl zdobył sympatię kibiców, co stało się oczywiste, gdy wypadek drogowy w centrum miasta po derbach zakończył się poważnym wypadkiem w szpitalu, w którym znalazła się jego żona. Gdy tylko ta wiadomość się rozeszła, setki kibiców Barcelony rzuciły się do szpitala, aby oddać krew. Ostatecznie wyzdrowiał i już kilka tygodni później, mimo że jego żona wciąż dochodziła do siebie, Krankl nie chciał opuścić historycznego finału Pucharu Zdobywców Pucharów w Bazylei, w którym decydującym golem, strzelonym już w dogrywce, przyczynił się do zdobycia tytułu. Trzeba pamiętać iż niewielu jest piłkarzy, którzy strzelali 5 goli w jednym meczu La Liga. Takiej sztuki nie udało się dokonać nawet Messiemu…
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Bernard777 Powiadasz że Obywatele zatrzymają się dopiero w finale na naszej Barcuni? Ho, ho, ho! Konia z rzędem temu, kto wogóle wytypuje taki finał a co dopiero triumf naszej Barcuni!? Szczerze? Ja nawet nie wierze że dojdziemy do półfinału, zwłaszcza z taką "cudowną" linią defensywną...
Dużo większe pieniądze stawiałbym na ekipe Pepito niż na naszych chłopaków. Obym się bardzo mylił ale tak to niestety widze...
11
Feliz cumpleaños panie Victorze z okazji urodzin! 44 lat kończy dzisiaj Victor Valdes. Najbardziej utytułowany spośród wszystkich bramkarzy FC Barcelony przyszedł na świat w pod barcelońskim L’Hospitalet de Llobregat. Kariere w juniorskich drużynach Blaugrany rozpoczął w wieku 10 lat. Po kilku miesiącach musiał się jednak przenieść na Teneryfe, gdzie przeprowadziła się jego rodzina. W 1995 r. wrócił do Barcelony i stopniowo piął się po szczeblach kariery. W pierwszym składzie spędził 12 sezonów. Początkowo regularnie przytrafiały mu się mniejsze oraz większe wpadki, przez co nie omijała go krytyka ze strony kibiców i dziennikarzy. Z czasem jednak jego umiejętności rosły i w sezonie 2005/06 był już pewnym punktem w bramce i wielkim bohaterem finału Ligi Mistrzów z Arsenalem. Po latach przyznał iż był to punkt zwrotny jego kariery. Valdes wyróżniał się dobrą grą nogami, świetną skocznością i grą na przedpolu oraz częstym wygrywaniem pojedynków jeden na jednego. Przed rozpoczęciem sezonu 2013/14 ogłosił że nie przedłuży kończącego się kontraktu i opuści Dume Katalonii. Do tego czasu 5-krotnie wygrywał Trofeo Zamory dla najlepszego bramkarza Primera Division, czym wyrównał rekord Antoniego Ramalletsa. No cóż, gdyby został to mógłby nawet pobić ten rekord, tak się jednak nie stało, co nie kwestionuje jego wybitnego kunsztu bramkarskiego oraz tego że przechodzi do historii jako jeden z najlepszych bramkarzy Blaugrany.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
Panie i panowie, 75 lat kończy dzisiaj jeden z najlepszych obrońców w historii polskiego futbolu, Antoni Szymanowski, medalista mistrzostw świata z 1974 roku i dwukrotny medalista olimpijski, złoty z Monachium z 1972 i srebrny z Montrealu z 1976 roku. Urodzony 13 stycznia 1951 roku Szymanowski, to jedna z legend Wisły Kraków. W jedenastce "Białej Gwiazdy" debiutował już jako 17-latek. Jako nastolatek zadebiutował też w reprezentacji Polski. Było to 22 lipca 1970 roku w meczu w Szczecinie przeciwko Irakowi, który Polacy wygrali 2-0 po trafieniach Zygfryda Szołtysika i Jana Banasia. ,,Z tamtego meczu to niewiele pamiętam i niewiele mogę powiedzieć. Ważne że wygraliśmy. Co do Szymanowskiego, to na pewno był to dobry i solidny obrońca, a kolejne mecze w reprezentacji tylko to potem potwierdziły. Jeśli chodzi o ligę, to z racji swojej pozycji i gry na prawym skrzydle, to kiedy mierzyliśmy się z Wisłą, przychodziło mi grać na Adama Musiała, który w krakowskim klubie występował na lewej stronie defensywy, ale oczywiście z Szymanowskim też zdarzało się toczyć zażarte pojedynki” - wspomina dzisiaj Banaś. W tamtym meczu w Szczecinie z Irakiem reprezentację Polski prowadził jeszcze Ryszard Koncewicz. Jego następca i wychowanek, także pochodzący ze Lwowa Kazimierz Górski regularnie stawiał już na Szymanowskiego, który był mocnym punktem drużyny, która najpierw wywalczyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium, a potem była rewelacją na mundialu w Niemczech Zachodnich w 1974 roku. Podczas MŚ w RFN wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach. "Antoni Szymanowski - prawy obrońca, barwy klubowe - Wisła Kraków; szybki, ofensywny; trochę malkontent, ale tylko poza boiskiem; wielki meloman posiadający własną dyskotekę; 35 meczów w barwach narodowych, 23 lata" - można przeczytać w jego charakterystyce w książce Stefana Grzegorczyka "Gra o medal" wydanej tuż po tamtym, tak udanym dla "Biało-Czerwonych" mundialu. Warto dodać, że Szymanowski był jednym z najmłodszych zawodników jedenastki prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Młodszy był tylko Władysław Żmuda. W reprezentacji Antoni Szymanowski grał przez 10 lat. Swój ostatni mecz, oznaczony numerem 82 zagrał 9 lipca 1980 roku w Bogocie przeciwko Kolumbii, który "Biało-Czerwoni" wygrali 4-1. W grudniu 2019 roku znalazł się w jedenastce stulecia Polskiego Związku Piłki Nożnej. Z kolei 4 lata temu uznany został Piłkarzem 100-lecia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
2
@Marusek O prosze! Tego to bym się nie spodziewał! Z mojej perspektywy to żałuje że nie był etatowym piłkarzem mojego Widzewa. Dzięki ci śliczne za ciekawostke :)
1
@Kessie Oj to szkoda! W każdym razie dziękuje ci bardzo za tą informacje :)
0
Szanowni kibice futbolu, powiedzcie mi na jakim kanale można obejrzeć starcie Pucharu Ligi Angielskiej pomiędzy Newcastle a Manchester City?
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
13 stycznia 1942 r. w Radomsku urodził się Jerzy Sadek. Pierwszym jego klubem była miejscowa Stal. Reprezentował też barwy innej drużyny z Radomska – Czarnych. W 1961 r. przeniósł się do łódzkiego KS. Co ciekawe, rozegrał też kilka spotkań sparingowych w barwach Widzewa, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Uznano jednak, że jest już gotów na grę na wyższym poziomie. W ,,Rycerzach Wiosny” spędził 11 lat. Przez ten czas zdążył rozegrać 213 spotkań i zdobył 69 ligowych goli. Łącznie, na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, zdobył 102 gole. Czyni go to najlepszym ligowym strzelcem w historii zespołu z Alei Unii. W drużynie biało-czerwono-białych nie odniósł większych sukcesów. Mimo to zdołał zapisać się w pamięci wielu, nie tylko łódzkich kibiców. Zapamiętali go jako Bombardiera. Takiego pseudonimu dorobił się, dzięki piekielnie silnemu strzałowi, którym niejednokrotnie karał rywali. Atomowe uderzenia były jego znakiem firmowym. Cechował go także wyjątkowy ciąg na bramkę przeciwnika oraz świetna gra głową. Lubił dryblować przy linii bocznej i łamać grę do środka, by zakończyć akcję strzałem. W 1965 r., zadebiutował w reprezentacji Polski meczem ze Szkocją w Glasgow. Pojedynek ten został rozegrany w ramach eliminacji do mistrzostw świata 1966. Polacy zwyciężyli 2:1, a Sadek zdobył jednego z goli. Niesamowity strzał z woleja przerwał siatkę w bramce ,,The Tartan Army”. W kolejnym meczu ustrzelił dublet. Przeciwnikiem biało-czerwonych była Finlandia, a Polacy wygrali tamto spotkanie 7:0. Pomału stawał się jedną z czołowych postaci kadry. Kibice mawiali w tamtych czasach: Lubański podaje do Sadka i trzepie się siatka. Innym jego słynnym meczem w koszulce z orłem na piersi, była potyczka na Goodison Park, z przygotowującą się do mistrzostw reprezentacją Anglii. Bombardier strzelił wówczas gola, a Polska zremisowała z drużyną, która pół roku później sięgnęła po mistrzostwo globu. Dzień po meczu, angielska prasa rozpływała się nad umiejętnościami gracza ŁKS-u. Porównywano go do Tommy’ego Lawtona. Chrapkę na pozyskanie Sadka miał rzekomo Everton, który oferował drużynie z Łodzi sto tysięcy funtów za usługi jej piłkarza. Czasy głębokiej komuny sprawiły, że o transferze oczywiście nie mogło być mowy. W kadrze zagrał łącznie osiemnaście razy i strzelił sześć goli. Ostatni raz w reprezentacji wystąpił w 1971 r. Polska przegrała wówczas 1:3 z RFN. Sadek pojawił się na murawie stadionu na ostatnie dziesięć minut. W 1973 r. wyjechał do Holandii. Grał w Sparcie Rotterdam i HFC Haarlem. Karierę postanowił zakończyć w ukochanym ŁKS-ie. Buty na kołku zawiesił w 1978 r. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 6 goli.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Pyrrusowe zwycięstwo:
13 stycznia 2010 r. FC Barcelona pokonała FC Sevilla 0:1 w 1/8 Copa del Rey. Blaugrana pożegnała się z Pucharem Króla grając jak mistrzowie w meczu z Sevillą, wygrywając 0:1 na Sánchez Pizjuán. FC Sevilla utrzymała prowadzenie 2:1 w pierwszym meczu i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju. Zespół Manolo Jiméneza bronił się jak osaczony kot. Palop, mimo że puścił gola strzelonego przez Xaviego w 63. minucie, był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, pomagając jej uniknąć naporu ofensywy Barcelony. Sevilla sprawiła niespodziankę, eliminując sześciokrotnych mistrzów, którzy nie przegrali meczu fazy pucharowej od 2008 roku, kiedy to przegrali w półfinale Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Ulewny deszcz, który padał przez cały dzień w Sewilli, groził zamienieniem boiska w rozmokły, zielony dywan. Na szczęście chmury rozwiały się przed rozpoczęciem meczu, w przeciwieństwie do obu drużyn, które wyszły na boisko bardzo agresywnie. Nie zważając na taktyczną ortodoksję, Barcelona i Sevilla wyszły na boisko, by walczyć do upadłego. Piłka toczyła się od bramki do bramki w zawrotnym tempie, nie dając im chwili wytchnienia. Ulegając tej nerwowości i pośpiechowi, bramkarz Barcelony Pinto, w 19. minucie, lekkomyślnie wyszedł z pola karnego z piłką. Negredo przejął piłkę nieświadomemu bramkarzowi a Navas strzelił gola, który był całkowicie legalny, ale sędzia Clos Gómez niesłusznie go nie uznał, doprowadzając do furii kibiców Andaluzji. Bramkarz FC Barcelony był jedynym rezerwowym na boisku Guardioli, który wystawił swoich najlepszych zawodników , rezygnując z eksperymentalnych składów z pierwszego meczu. Jednak to Sevilla jako pierwsza przejęła inicjatywę. Navas mknął skrzydłem niczym wicher, zostawiając za sobą szybkiego Abidala. Andaluzyjczycy, nacierając, próbowali szczęścia w atakach powietrznych i mieli najlepszą okazję na początku, gdy Romaric główkował z rzutu rożnego, ale Pinto obronił. Barça szukała okazji, ale nie stworzyła sobie klarownej okazji aż do 27. minuty, kiedy Iniesta dośrodkował z prawego skrzydła na dalszy słupek do Ibrahimovicia, którego strzał głową minął bramkę. Messi również spróbował szczęścia w 29. minucie, oddając groźny, niski strzał, który Palop obronił. Minuty mijały dla podopiecznych Guardioli, którzy potrzebowali dwóch bramek do awansu, i zeszli na przerwę z remisem.
W drugiej połowie Blaugrana wyszła na boisko pełna energii. Prowadzona przez Messiego i Iniestę, Blaugrana zaprezentowała piękną grę podaniami, która zdominowała Sevillę. Tylko interwencje Palopa, najlepszego zawodnika swojej drużyny , uchroniły Sevillę przed odpadnięciem z Pucharu. Bramkarz Walencii popisał się mnóstwem interwencji. Wyciągnął się jak guma do żucia, by zatrzymać strzał głową „Ibry” (51. minuta), odebrał piłkę Inieście, gdy ten był sam (54. minuta) i sparował groźny strzał Messiego prawym skrzydłem (59. minuta). Dopiero gol Xaviego , który doskoczył do dobitki na skraju pola karnego, by pokonać solidnego Palopa, przerwał mistrzowską grę bramkarza. Była 63. minuta; Barça miała jeszcze pół godziny na pokonanie Sevilli, ale to nie miał być ich wieczór. Palop i jego koledzy z drużyny byli zdeterminowani, by zapobiec odbiciu piłki, broniąc się zaciekle. Próba podcięcia Messiego (65. minuta) okazała się bezskuteczna, podobnie jak jego popisowe zagranie, wbiegnięcie z prawej strony i oddanie strzału lewą nogą (68. minuta). Jego strzał trafił w słupek. Argentyńczyk próbował otrząsnąć się po nieszczęściu i mógłby strzelić gola, gdyby Palop nie obronił kolejnego strzału z bliskiej odległości. Było jasne, że Barcelona musi pogodzić się ze swoim losem i nauczyć się przegrywać mecze fazy pucharowej, o czym zapomniała. Drużyna grała w najlepszy futbol, ofensywny i pełen zaangażowania styl, ale odpadła z Pucharu, tytułu, którego nie będzie w stanie obronić.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@MoralnyKarzel A mnie jest z kolei niezmiernie miło że komuś takiemu, jak ty, taka historia się podoba. Bardzo dziękuje za te słowa wsparcia. Jeżeli chodzi ci o oznaczanie ciebie przy moich wpisach, to z przykrością musze stwierdzić że na tą chwile mam już komplet oznaczanych użytkowników. W drodze wyjątku mogę cie oznaczać jak na razie jedynie w historiach o Copa America, gdyż zorientowałem się że nie wszystkich użytkowników aż tak to interesuje. Generalnie zobacze co da sie zrobić ale z pewnością o tobie nie zapomne! Jeśli chodzi o to wirtualne "pióro" to zdecydowana większość moich tekstów pochodzi z książek, które czytam.
Ps. A tak wogóle to mógłbyś coś o sobie powiedzieć? No bo twój profil jest "pusty"!
10
Feliz cumpleaños panie ,,Charly”!
Dzisiaj swoje 79 urodziny obchodzi Carles Rexach, napastnik, trener, wybitna postać i legenda Dumy Katalonii. Na wstępie przypomnę tylko iż to głównie właśnie Rexachowi zawdzięczamy to że Lionel Messi wylądował jako junior w FC Barcelonie. Tak, tak to właśnie Rexach podpisał słynną umowę z ojcem Leo na serwetce w Barcelońskim klubie tenisowym. Gdyby tego nie zrobił młodziutki Leo mógł nawet wylądować w Realu Madryt. Charly, jak nazywają Rexacha przyjaciele, był zawodnikiem, o którym mówiło się że jeśli go zranisz to jego krew będzie tryskała barwami klubowymi. W barwach Blaugrany zadebiutował 10 września 1967 r. w przegranym meczu z Realem Saragossa 2:3 ale swój debiut mógł zaliczyć do udanych ponieważ strzelił pierwszego gola w tym spotkaniu. W sezonie 1973/74 stał się doskonałym uzupełnieniem dla Johana Cruyffa. Oboje wyznawali tę samą filozofię w życiu i sporcie. Duet napastników: Rexach-Cruyff poprowadził Barçe do pierwszego mistrzostwa od 14 lat! W 1978 r. Charly zdobył 2 gole przeciwko Las Palmas w wygranym 3:1 finale Pucharu Hiszpanii. Przez 16 lat gry dla Dumy Katalonii Carles Rexach rozegrał 665 meczów strzelając 197 goli, zdobywając jedno mistrzostwo Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Zdobywców Pucharów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Sysia11 Już jestem, ledwo zipie po robocie! Bardzo ślicznie dziękuje za te jakże miłe słowa od ciebie :) Czy najlepszy to nie wiem ale bodaj jedyny, któremu zależy na dobru historii ukochanego klubu i historii futbolu.
11
Argentyna triumfuje, jednak turniej kończy się skandalem:
12 stycznia 1946 r. Argentyna pokonała Paragwaj 2:0 na Estadio Monumental w Buenos Aires. Mecz ten rozpoczął 19-ty w historii turniej Copa America. Gospodarz zgotował wspaniałe przyjęcie. Buenos Aires, ,,miasto, które nigdy nie śpi”, tego upalnego lata tym bardziej nie myślało o spoczynku. Ze względu na wysokie temperatury mecze rozgrywano pod wieczór, toteż wypełnione po brzegi niezliczone kawiarnie, bary i bistra do późnej nocy huczały gwarem roznamiętnionych tłumów. Bodaj po raz pierwszy w dziejach do dyspozycji Copa America oddano aż 3 obiekty. Klubowy stadion Independiente, Viejo Gasometro klubu San Lorenzo oraz potężny Estadio Monumental, swobodnie mieszczący 80 tysięczną rzesze widzów. Tuż przy bieżni organizatorzy zamontowali drewniane podium, na którym w rzędzie zestawiono 6 stolików. Ta prowizorka służyła jako niezbyt wygodne miejsce pracy dla plejady dziennikarzy obsługujących imprezę. O osobnych pulpitach, czy kabinach dla sprawozdawców radiowych jeszcze się nikomu nie śniło. Argentyński trener Stabile znów miał kłopoty. Otóż puchła głowa od kłopotów nadmiaru i bogactwa. Trzeba było wybierać przynajmniej z pośród 10 napastników o niemal równorzędnej klasie. Zresztą w tyłach rywalizacja była nie mniejsza. Ostatecznie w decydującym meczu z Brazylią Stabile po nocnych ,,męczarniach” zdecydował się na piątke: de la Mata, Mendez, Pedernera, Labruna, Loustau, lecz wcześniej dał szanse takim tuzom jak Boye, Salvini, Pontoni i Martino, przy czym każda kombinacja była równie dobra. Okazje do pokazania się na wielkiej imprezie dostał wreszcie Angel Amadeo Labruna, prawdziwy Matuzalem argentyńskiego futbolu. Z takim składem Argentyna nie miała godnych siebie rywali. Chile przeżywało kryzys. Urugwaj grał niby nie źle ale przegrał 3 najważniejsze mecze. Na pocieszenie pozostał ,,urusom” tytuł króla strzelców turnieju- Jose Maria Medina ustrzelił 7 goli. No i zapowiedź lepszych czasów, których nadejście zwiastował imponujący debiut pewnego szesnastolatka. Walter Gomez, bo o nim mowa, już wkrótce stać się miał wielką gwiazdą River Plate, gdzie zjawił się w 1950 r., wraz z rodakiem, znakomitym skrzydłowym Luisem Castro. Pojawiło się także nazwisko, które niebawem wzbudziło należny respekt po obu stronach Atlantyku- Schiaffino. Nie był to wszakże przyszły mistrz świata Juan Alberto, lecz jego starszy brat, Raul.
Doskonale zaprezentował się Paragwaj. ,,Guarani” pobili bez problemu Urugwajczyków i urwali punkt wielkiej Brazylii. Większość ich piłkarzy natychmiast podpisało lukratywne kontrakty z zagranicznymi klubami. Największą sensacją był ponowny(po 17 latach!) występ legendarnego Paragwajczyka ,,Machetero” Delfina Beniteza Caceresa. W 1929 grał w Copa America i należał do współtwórców historycznej wiktorii 3:0 nad przyszłym mistrzem świata, wielkim Urugwajem. Brazylia z kolei znów błyszczała wielkimi gwiazdami swego napadu. Oprócz 5 fenomenów sprzed roku na lewym skrzydle od czasu do czasu pojawiał się utalentowany Chico, późniejszy wicemistrz świata z 1950. Jednak, o czym za chwile, w tym turnieju zapisał się niechlubnie. Natomiast w meczu z Paragwajem po długiej przerwie przypomniał o sobie…. Leonidas! Tak, tak, ten sam charyzmatyczny Leonidas da Silva, owa mityczna ,,Czarna perła”, której nieprawdopodobne wyczyny pogrążyły naszą reprezentacje w Strassburgu, podczas słynnego meczu MŚ 1938. Dobiegała też kresu reprezentacyjna kariera innego geniusza. Po raz ostatni zagrał w wielkiej imprezie Domingos da Guia, który ze sportu wycofał się jako człowiek sławny i zamożny- jego majątek oceniano na 50 tys. dolarów, przy 40. Leonidasa i 30. Ademira oraz Jaira, zaś ówczesny dolar stał bardzo wysoko. Na arene wkraczało nowe pokolenie- Danilo, Rui i wspomniany Chico….. Wszystkie emocje skupiły się i eksplodowały w ostatnim meczu turnieju Argentyna-Brazylia! Gospodarze mieli już zapewniony tytuł i spotkanie toczyło się wyłącznie o prestiż. Tym bardziej iż dokładnie miesiąc wcześniej podczas rozgrywek Copa Roca doszło do pasjonującego trójmeczu wielkich rywali. Najpierw Agrentyna z trudem wydarła zwycięstwo 4:3 ale już po tym istnieli tylko ,,canarinhos”. Dosłownie rozszarpali ekipe Stabilego na strzępy- 6:2 i 3:1! W tych okolicznościach na Estadio Monumental nie szło bynajmniej o pietruszkę. Do 28 minuty trwał festiwal elegancji i finezji zdolny zachwycić najwybredniejszych estetów.
Właśnie wtedy stała się rzecz straszna. Szybki Chico przedarł się z lewego skrzydła na pole karne, wypuszczając piłke przed siebie. Próbował zagrodzić jej drogę stoper Jose Salomon. W półprzysiadzie wystawił naprężoną jak struna lewą noge, zaś szarżujący z impetem rozwścieczonego odyńca Chico z pełną mocą wbił kołki swojego prawego buta w tę nieszczęsną kończynę. W przeraźliwej ciszy dało się słyszeć trzask kości, która prysnęła niczym rozłupana zapałka. Biegnący opodal Mendez stanął jak wryty. Na skręcającego się z bólu wpadł jeszcze Jair. Ku sprawcom nieszczęścia ruszyli z furią Fonda i Pescia. Poszły w ruch pięści. Urugwajski sędzia przerwał mecz, licząc że zmiana Salomona na Marante choć nieco ostudzi rozpalone głowy. Gdzież tam! Po wznowieniu gry na przerażonego Chico ruszyli z pięściami de la Mata, ponownie Pescia i Marante, który uznał że przystoi mu wyłącznie rola mściciela. Arbiter wkroczył do akcji z całą energią, bezapelacyjnym gestem nakazując opuszczenie boiska. Naznaczeni jego karzącym palcem zostali Chico i de la Mata. Nieszczęsny Chico w panice ruszył sprintem ku tunelowi prowadzącemu do szatni ale nadział się na żywy mur policjantów, od których odbił się jak piłka, padając tuż pod podestem dla dziennikarzy. Tam odebrał swoją porcje uderzeń i kopniaków. Kompletnie zgnębiony, osłaniając dłońmi broczącą krwią głowe, klucząc chyłkiem i potykając się zdołał wreszcie na ostatnich nogach dotrzeć do upragnionej szatni. Tymczasem na trybunach narastał tumult. Kibice Argentyny i Brazylii wśród wyzwisk i przekleństw zaczeli okładać się czym popadło. Rozgorzała najprawdziwsza bitwa, zajadła i okrutna. Walka przeniosła się na płyte boiska. Do akcji wkroczyły oddziały policji. Ten wybuch zbiorowego szaleństwa trwał prawie 10 minut. Wreszcie fala namiętności poczeła z wolna opadać i roztrzęsiony sędzia mógł wznowić spotkanie. Jednak już mało kto przejmował się jego przebiegiem. Tylko Mendez zachował resztke zimnej krwi i dwukrotnie, w 38 i 55 minucie pokonał bramkarza rywali. Skandal na Monumental położył się cieniem na ocenie całej imprezy. Sport ustąpił pola barbarzyńskim emocjom. Pozostało poczucie dojmującego wstydu.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@DJ6 A to akurat prawda. Mnie też się podobał Bravo i tak jak jego potraktowano, to tak samo potraktowano Ter Stegena. Krótko mówiąc podle!
1
@DJ6 Przedewszystkim to trzeba pamiętać o Ramalletsie, Platko i Zamorze!
Oczywiście w niczym nie umniejszając wymienionym przez ciebie golkiperów...
9
Grande Espectacolo el Clasico!
Dokładnie roczek temu Duma Katalonii upokorzyła Real Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii! To było prawdziwe El Clasico w finale Superpucharu Hiszpanii. Podopieczni Hansiego Flicka mimo straty bramki w pierwszych minutach spotkania zdołała odwrócić losy meczu w znakomitym stylu. Do końca pierwszej połowy było już 4:1 dla Blaugrany. W drugiej połowie na 5:1 podwyższył Raphinha, a tempo się uspokoiło po czerwonej kartce Wojciecha Szczęsnego. Real Madryt próbował gonić rywali, jednak bezskutecznie. To był prawdziwy kosmos na stadionie King Abdullah Sports City. Blaugrana od pierwszych minut musiała odrabiać straty, gdy Kylian Mbappe pokonał pewnym strzałem Wojciecha Szczęsnego. Ta sztuka się udała i to z nawiązką, ponieważ do końca pierwszej połowy na tablicy wyników było już 4:1 dla Dumy Katalonii a na listę strzelców wpisywali się kolejno: Lamine Yamal, Robert Lewandowski, Raphinha i Alejandro Balde. W drugiej części spotkania Barcelona podwyższyła rezultat a dublet zanotował Raphinha. Piłkarze pod wodzą Flicka od 56. minuty mocno zwolnili tempo, a było to przez czerwoną kartkę, którą otrzymał Szczęsny. Po chwili Rodrygo pokonał z rzutu wolnego Inakiego Penę, jednak to nie zmieniło faktu, że Duma Katalonii ostatecznie sięgnęła po raz 15-ty w historii po Superpuchar Hiszpanii. Fenomenalne El Clasico.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Hattrick „La Pulgi” w Pucharze Hiszpanii:
12 stycznia 2011 r. FC Barcelona pokonała Real Betis Sevilla 5:0 w pierwszym ćwierćfinale Copa del Rey. Betis robił wszystko, co możliwe, aby uzyskać pozytywny wynik na Camp Nou, ale wtedy pojawił się najlepszy piłkarz świata. O ile w zeszłym roku zaskoczył Deportivo dwoma golami po zdobyciu swojej pierwszej Złotej Piłki , o tyle niecały rok później, po wręczeniu swojego drugiego trofeum na Camp Nou, Messi ponownie poprowadził Barcelonę hat-trickiem , który zapewnił zwycięstwo w ćwierćfinale Pucharu Króla z Betisem. Drużyna z Sevilli przybyła do Barcelony z wielkimi oczekiwaniami, a Guardiola wystawił swój najsilniejszy skład, aby zapewnić sobie korzystny wynik w meczu z liderami Segunda División. Verdiblancos odłożyli na bok ligowy status i w pierwszej połowie rzucili się na Barcelonę, zmuszając gospodarzy do zmarnowania licznych okazji, zanim w końcu pokonali Casto, znakomitego bramkarza Betisu. Pewni swoich szans, Betis stworzył bardzo trudny mecz dla Blaugrany, stosując silną presję na całym boisku i perfekcyjnie ustawiając się w obronie. Podwójna linia Betisu hamowała ofensywę Blaugrany przez pierwsze 45 minut, ale w drugiej połowie załamała się. Barça miała problemy ze znalezieniem okazji w pierwszych minutach i udało jej się to dopiero wtedy, gdy jej gwiazdy dały z siebie wszystko. Tuż przed upływem kwadransa Xavi zagrał prostopadłe podanie do Villi, ale ten puścił je pod nogi Maxwella, który zwrócił je „El Guaje” (pseudonim Villi), którego strzał trafił w prawy słupek bramki Casto. Pierwszy groźny atak Blaugrany nie zmartwił Betisu, który liczył na ruchy w ataku na Molinę i Castro. Obaj wielokrotnie wystawiali Pinto na próbę w pierwszej połowie, zarówno kontratakami, jak i odbierając piłkę w środku pola. To właśnie szansa Castro, który próbował zaskoczyć Pinto strzałem z dystansu, wywołała ostrą wymianę zdań między Piqué a Alvesem. Tymczasem FC Barcelona wciąż szukała gola, ale wielokrotnie napotykała na problemy z Casto, Villą i najgorszym koszmarem Messiego. Bramkarz Villi nie zdołał wykonać znakomitej interwencji po bezpośrednim rzucie wolnym, a zdobywca Złotej Piłki nie zdołał strzelić swojej pierwszej bramki po świetnym dryblingu klatką piersiową, a jego strzał w 24. minucie trafił prosto w bramkarza. Pinto obronił podobny strzał, wyciągając się i blokując strzał głową Moliny, ostatnią czystą okazję Betisu, zanim wynik zaczął się zmieniać na korzyść gospodarzy. Po tym, jak Villa strzelił gola z pozycji spalonej, Messi przelobował piłkę nad Casto pięknym strzałem na minutę przed przerwą.
Tuż przed wejściem do szatni Rubén Castro zaskoczył wszystkich potężnym strzałem, który trafił w poprzeczkę bramki Pinto. Strzał ten ożywiłby mecz, który wkrótce zaczął się odwracać na korzyść Barcelony dzięki szybkiej akcji Messiego i pogorszeniu formy Betisu. Ostatni oddech drużyny Pepe Mela zbiegł się z eksplozją Messiego na boisku , który strzelił swojego drugiego gola w swoim debiucie w drugiej połowie po podaniu od Villi. Do końca meczu pozostało jeszcze pół godziny, ale Betis osłabł, a Barcelona wykorzystała to, torując sobie drogę do półfinału Pucharu Króla. Aby dopełnić pogromu, argentyński numer 10 strzelił swojego trzeciego gola w oszałamiającym solowym ataku w 73. minucie po dośrodkowaniu Xaviego, wicemistrza wyścigu o Złotą Piłkę. Betis nie mógł zrobić nic więcej, mógł jedynie uniknąć skandalicznej porażki dzięki kolejnym interwencjom Casto, który nie zdołał obronić gola Pedro po świetnym rajdzie Daniego Alvesa, ani strzału głową Keity po genialnym podaniu Iniesty, który popisał się dośrodkowaniem, asystując przy piątym golu tego wieczoru, tym, który zapewnił FC Barcelonie solidną piątkę, która z każdym dniem staje się coraz bardziej nie do zatrzymania.
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
13
Kalendarium FC Barcelony:
12 stycznia 2004 r. odbyła się prezentacja Edgara Davidsa. Holenderski pomocnik został ściągnięty przez Franka Rijkaarda aby natchnąć drużynę, która w dniu jego przyjścia zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli po 19-tu kolejkach ligowych. Jego wypożyczenie z Juventusu okazało się strzałem w dziesiątke- Davids do spółki z Ronaldinho poprowadzili Blaugrane do serii zwycięstw, która zaowocowała wicemistrzostwem kraju. Mimo że Barça była zainteresowana zatrzymaniem Holendra, to jednak po sezonie Davids wybrał oferte Interu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Szanowni cules, przed nami Grande Espectacolo El Clasico(!) po raz 306 w historii i po raz 19 w Superpucharze Hiszpanii. Bilans z ,,prześcieradłami” w tymże Superpucharze mamy niestety niekorzystny, gdyż wynosi 10 do 6 na korzyść Realu. Dzisiaj nadaża się okazja aby podreperować ten niekorzystny bilans.
Choć będzie bardzo ciężko to zawsze Visca el Barça! Parasiempre!
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
2
@wpwelement Podziękował ślicznie :)
4
@FCBparasiempre
Copa América w 1939 roku odbyła się w Peru a wszystkie mecze odbyły się na Estadio Nacional w Limie. Przed turniejem cztery drużyny: Kolumbia, Boliwia, Argentyna i Brazylia wycofały się, pozostawiając jedynie pięciu uczestników: Peru, Chile, Urugwaj, Paragwaj i Ekwador, którzy debiutowali w Copa América. Turniej rozgrywano systemem każdy z każdym, w którym każda drużyna grała ze sobą tylko raz. Pierwszy mecz Peru rozegrało z debiutującym Ekwadorem; wygrało 5:2 dzięki hat-trickowi Teodoro Fernándeza, którego trenerem był Greenwell z Universitario, oraz dwóm bramkom Jorge Alcalde ze Sport Boys z Callao. W drugim meczu, z odwiecznym rywalem, Chile, Greenwell zastosował ofensywne ustawienie 2-3-5, a Peru wygrało 3:1 po dwóch kolejnych bramkach Fernándeza i jednej Alcalde. Ten sam schemat bramkowy powtórzył się w zwycięstwie 3:0 nad Paragwajem. W meczu finałowym Peru musiało zmierzyć się z Urugwajem, najsilniejszą wówczas reprezentacją Ameryki Południowej. Obie drużyny miały stuprocentową skuteczność, więc mecz rozstrzygnął o tytule. Przed 40-tysięczną publicznością Peru otworzyło wynik meczu za sprawą Alcalde w siódmej minucie, a Victor Bielich dołożył drugiego gola. Urugwaj strzelił gola tuż przed przerwą, ale Peru utrzymało prowadzenie i zdobyło swój pierwszy w historii tytuł Copa América. Greenwell powrócił do Kolumbii w 1940 roku, kiedy to przeniósł się do karaibskiego miasta portowego Barranquilla, aby trenować juniorski klub CD Atletico w kilku meczach towarzyskich. Doris, zmęczona uciążliwościami związanymi z przeprowadzkami, pozostała w Peru z córką Carmen i ostatecznie rozstała się z Jackiem. Podczas pobytu w Kolumbii Greenwell zaangażował się również w reprezentację Kolumbii, pomagając jej w przygotowaniach do Igrzysk Ameryki Środkowej i Karaibów w 1942 roku, które miały się odbyć w Barranquilli. Jednak wybuch II wojny światowej doprowadził do przełożenia igrzysk. Ostatecznie odbyły się one dopiero w 1946 roku, po zakończeniu wojny. W wyniku przełożenia Igrzysk Olimpijskich, w 1942 roku mógł objąć stanowisko trenera nowo utworzonego Club Independiente Santa Fe w Bogocie. W tamtym czasie w Kolumbii nie istniała liga krajowa, a kluby grały w rozgrywkach regionalnych. Jednym z nich był Torneo de Cudinamarca, w którym Santa Fe zajął drugie miejsce po porażce z América de Cali. Wiele kolumbijskich gazet , w szczególności „El Tiempo”, chwaliło Greenwella za jego zmysł taktyczny i dyscyplinę. Krótko po tym, jak Santa Fe pokonało lokalnego rywala, Deportivo Texas, 10:3, w meczu, który okazał się ostatnim meczem Greenwella w roli trenera. Dwa dni później, tuż po powrocie do domu po porannym treningu, zmarł w wieku 58 lat na skutek rozległego zawału serca i został pochowany na Cmentarzu Brytyjskim w Bogocie. Kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do Barcelony, miasto, które uważało go za prawdziwego Katalończyka, zapanował wielki smutek. Do dziś jest ciepło wspominany przez Barcelonę FC i nadal jest drugim najdłużej pracującym menedżerem w klubie, po legendarnym Holendrze Johanie Cruyffie. Choć często zapominany w domu, był człowiekiem, który zdobył 17 trofeów w karierze, która zaprowadziła go z górniczego miasteczka Crook do Barcelony, Peru, Kolumbii i Turcji. W erze futbolu przed erą telewizji i przed milionerami, opracował systemy taktyczne, które przez dekady były wykorzystywane w niektórych z największych klubów. Wielu uważa wręcz, że jego upór w rozgrywaniu piłki nożnej na parkiecie był jednym z najwcześniejszych przejawów tiki-taki w FC Barcelonie. W obliczu apeli o to, aby brytyjscy trenerzy spędzali więcej czasu za granicą, poznając nowe kultury, nowe style gry i sprawdzając się w różnych środowiskach, powinniśmy przypomnieć sobie człowieka, który na długo przed tym, zanim Duma Katalonii stała się dzisiejszą potęgą inspirowaną Messim, wraz z legendarnym prezesem Joanem Gamperem zbudował klub, który stał się jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w Hiszpanii.
8
@FCBparasiempre
W dzisiejszych czasach angielscy menedżerowie coraz rzadziej odnoszą sukcesy poza Wyspami Brytyjskimi. Steve McClaren poprowadził Twente do tytułu mistrza Eredivisie w 2010 roku ale potem miał problemy w Niemczech, grając z Wolfsburgiem. Wcześniej, Sir Bobby Robson odnosił sukcesy w Holandii, Portugalii i Hiszpanii w latach 90-tych a Terry Venables zdobył tytuł mistrza La Liga z Blaugraną w 1985 roku. Jeszcze wcześniej, Roy Hodgson był trenerem wielu europejskich klubów, a także reprezentacji Finlandii, Szwajcarii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na początku XX wieku wielu angielskich trenerów pracowało za granicą, pomagając w rozwoju młodym europejskim ligom. Jednym z najbardziej utytułowanych był Jack Greenwell, który spędził 24 lata grając, a następnie trenując w Hiszpanii, w tym osiem sezonów w Barcelonie. Następnie przeniósł się do Ameryki Południowej, gdzie trenował w Peru i Kolumbii. Wielu ekspertów piłkarskich uważa go za najbardziej utytułowanego angielskiego trenera za granicą, ale dziś jest praktycznie nieznany. Greenwell urodził się w górniczym miasteczku Crook w hrabstwie Durham w 1884 roku. Jego ojciec, jak większość mężczyzn w tym regionie w tamtym czasie, był górnikiem węgla, a Jack również spędził trochę czasu pracując w lokalnej kopalni w młodości. W 1901 roku, w wieku 17 lat, Jack podpisał kontrakt z lokalną drużyną Crook Town, grającą w amatorskiej Lidze Północnej i właśnie zdobywającą Puchar Amatorów Anglii. Spędził w niej 11 sezonów jako skrzydłowy, pomagając jej trzykrotnie zająć trzecie miejsce w tym czasie. W 1909 roku wystąpił również gościnnie w barwach lokalnego rywala, West Auckland Town, w Pucharze Sir Thomasa Liptona, jednym z pierwszych międzynarodowych rozgrywek klubowych. W rozgrywkach brały udział drużyny z Włoch, Niemiec, Szwajcarii i Anglii; trzy pierwsze kraje wystawiły kluby, które w tamtym czasie należały do najbardziej prestiżowych: turyńską jedenastkę złożoną z zawodników Torino i Juventusu, Sportfreunde Stuttgarter i FC Winterthur. Jednak angielski Związek Piłki Nożnej początkowo odmówił wysłania drużyny, dopóki sam Sir Thomas Lipton nie zwrócił się do West Auckland Town z prośbą o reprezentację Anglii, na co klub chętnie przystał. Wszystkie mecze odbyły się w Turynie i po zwycięstwie 2:0 nad Stuttgarterem w półfinale, West Auckland powtórzyło wynik w finale przeciwko Winterthur, zabierając trofeum z powrotem do County Durham. Dwa lata później, dzięki zwycięstwu 6:1 nad Juventusem, obroniło trofeum, choć tym razem bez Greenwella w składzie. Podczas turnieju w 1909 roku Greenwell został zauważony przez prezesa FC Barcelona, Joana Gampera, który w 1912 roku zaprosił Greenwella do swojego zespołu. Zadebiutował w barwach Barcelony w wygranym 4:2 towarzyskim meczu z FC Espanya de Barcelona we wrześniu 1912 roku, a swoją pierwszą bramkę dla nowego klubu zdobył w wygranym 9:0 meczu z Hispanią Valencia w połowie grudnia. Jego jedyne mecze ligowe w barwach Blaugrany w sezonie 1912/13 to Puchar Pirenejów, w którym wystąpił trzykrotnie, strzelając jedną bramkę w przegranym 3:1 meczu z Espanyolem (który później został zdyskwalifikowany) w półfinale. W sumie rozegrał w tym sezonie 25 meczów, strzelając dwie bramki. W tym sezonie do drużyny FC Barcelony dołączyli do niego inni Anglicy: John Allack, S. Steel i JE Smith, choć żaden z nich nie pojawił się w dysydenckim „Campionet de Catalunya”, w którym Barça grała w tym sezonie z powodu nieporozumień z Katalońską Federacją Piłkarską (FA). Zostali ogłoszeni zwycięzcami ligi po tym, jak rozgrywki przerwano po zaledwie czterech meczach z powodu braku zainteresowania ze strony rywalizujących klubów. Do kwietnia 1913 roku Greenwell zorganizował wizytę swojego byłego klubu, Crook Town, w Barcelonie, gdzie rozegrano trzy mecze towarzyskie. Angielska drużyna wygrała pierwszy mecz 4:2, po którym nastąpiły dwa remisy. W sezonie 1913/14 Greenwell rozegrał 31 meczów – z których tylko dwa były meczami ligi – strzelając cztery gole, a w sezonie 1914/15 wystąpił w 17 meczach, strzelając trzy gole. Przez kolejne dwa sezony Greenwell rzadko pojawiał się w kadrze i nie odegrał żadnej roli w zdobyciu przez FC Barcelonę tytułu mistrzowskiego w 1916 roku. Zamiast tego, to piłkarze tacy jak filipiński napastnik Paulino Alcantara, obrońca Francisco Bru i napastnik Romà Forns odegrali kluczową rolę w sukcesie klubu. Zamiast grać, Greenwell coraz bardziej angażował się w pracę trenerską, a nawet sędziował kilka meczów w tych sezonach.
Przez pierwsze cztery miesiące 1917 roku Anglik John Barrow pełnił funkcję pierwszego trenera FC Barcelony ale został zwolniony przez Joana Gampera z powodu problemów z alkoholem i niepopularności wśród zawodników i sztabu klubu. W sprawie jego następcy, z polecenia zawodników, Gamper zwrócił się do Greenwella, który z radością przyjął tę rolę. Jego pierwszym meczem w roli trenera był wygrany 3:1 mecz towarzyski z CE Europa w lipcu 1917 roku, w którym również wystąpił. Następnie odniósł kolejne zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach Barcelony sezonu 1916/17. W 1918 roku Barcelona powtórzyła trzecie miejsce; Greenwell spotkał się jednak z tak ostrą krytyką ze strony członków klubu, że ostatecznie złożył rezygnację. Niedawno ponownie wybrany prezes, Joan Gamper, odmówił jej przyjęcia z powodu wielkiego zaufania do trenera. Greenwell zagrał tylko w jednym meczu tego sezonu, zastępując na pozycji bramkarza stałego bramkarza Barcelony, Lluisa Bru, w zremisowanym 4:4 towarzyskim meczu z Centre de Sports de Sants. Zaufanie Gampera do Greenwella opłaciło się w kolejnym sezonie, kiedy Barcelona wygrała swój siódmy Puchar Katalonii, strzelając 31 bramek w dziesięciu meczach ligowych, w tym 8:0 z Athletic FC Sabadell. Ich jedyna porażka miała miejsce 1:4, kiedy Greenwell, z jakiegoś dziwnego powodu, zdecydował się wystawić w obronie gwiazdę ataku Alcântarę. W dwumeczu barażowym z CE Europa, mistrzem Primera B, Blaugrana wygrała w dwumeczu 14:4. Dotarła również do finału Pucharu Króla, gdzie przegrała 2:5 z Arenas Club. W tamtym czasie Puchar Katalonii bardziej przypominał mistrzostwa Hiszpanii, ponieważ awansowali zwycięzcy poszczególnych lig regionalnych. W wygranym 2:0 towarzyskim meczu z Aliats pod koniec maja, dwóch piłkarzy, którzy mieli stać się wielkimi gwiazdami hiszpańskiej piłki nożnej, zadebiutowało w barwach Barçy. Osiemnastoletni bramkarz Ricardo Zamora zdobył tytuł mistrzowski z Espanyolem w poprzednim sezonie, ale po nieporozumieniu z jednym z dyrektorów tego klubu, odszedł do wielkiego rywala na początku 1919 roku. Josep Samitier, 17-letni pomocnik, przeszedł do Barcelony z FC International. Jack Greenwell również zagrał w tym samym meczu, przedostatnim w swojej karierze. Duma Katalonii obroniła tytuł mistrza Katalonii w kolejnym sezonie, tym razem tracąc tylko jeden punkt i kończąc z siedmiopunktową przewagą na szczycie tabeli. Zdobyła również czwarty Puchar Króla, pokonując Athletic Bilbao 2:0. Alcantara odegrał kluczową rolę w tym sukcesie, strzelając 19 bramek w zaledwie 12 meczach. Zamora zastąpił Lluisa Bru na bramce i strzelił rzut karny w wygranym 2:1 meczu z International; do dziś jest jedynym bramkarzem Barcelony, który zdobył bramkę. W meczu towarzyskim z Realem Madryt w lutym 1920 roku FC Barcelona wygrała 7:1, co wciąż jest ich drugim najwyższym zwycięstwem nad wielkim rywalem w historii El Clásico. Pierwsze zwycięstwo miało miejsce w 1913 roku, kiedy to Greenwell strzelił gola, wygrywając 7:0. Po zwycięstwie w Pucharze Króla drużyna została nagrodzona paradą przez miasto, wydarzeniem, w którym uczestniczyło 20 000 osób. Sukcesy FC Barcelony w poprzednich latach przyczyniły się do wzrostu popularności klubu a ich 6000 „Camp de la Industria” został uznany za zbyt mały. Na początku 1922 roku Joan Gampar kupił działkę w dzielnicy „Les Corts” i 20 maja nowy, 20-tysięczny stadion „Camp de Les Corts” został otwarty meczem towarzyskim ze szkockim klubem St. Mirren. Wszystko to działo się pod czujnym okiem Greenwella. W swoim pierwszym pełnym sezonie na nowym stadionie, Barcelona zakończyła rozgrywki z taką samą liczbą punktów jak CE Europa, zajmując pierwsze miejsce w tabeli Campionat de Catalunya. Przegrana 1:0 w decydującym barażu oznaczała, że ich seria tytułów zakończyła się na czterech. Oznaczało to również utratę awansu do Copa del Rey. Dlatego pod koniec sezonu Jack Greenwell zdecydował się opuścić Barcelonę, aby zostać trenerem nowo utworzonego klubu trzeciej kategorii, UD Girona.
W czerwcu 1923 roku, w wieku 39 lat, Jack Greenwell wrócił do Barcelony, aby rozegrać ostatni mecz w swojej karierze piłkarskiej, cztery lata po poprzednim spotkaniu, w wygranym 1:0 meczu towarzyskim na wyjeździe z L'Avenç del Sport. W sumie zagrał w 88 meczach dla Barcelony, z czego większość to były mecze towarzyskie, i 10 razy trafił do siatki. We wrześniu 1923 roku Greenwell został trenerem UE Sants, klubu z barcelońskiej dzielnicy Sants. Klub powstał w wyniku fuzji FC International i Centre d'Esports de Sants i w swoim debiutanckim sezonie w Campionat de Catalunya o włos uniknął spadku. W dwóch meczach z Barceloną, którą prowadził już inny Anglik, Alf Spouncer, nowy klub Greenwella przegrał 2:1 zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. UE Sants zdobył zaledwie cztery punkty, ale i tak uniknął spadku, ponieważ FC Atletico de Sabadell zakończył sezon z zaledwie dwoma. Do 1925 roku UE Sants awansowało na trzecie miejsce, tracąc zaledwie trzy punkty do mistrza Barcelony, a w kolejnym sezonie zajęło drugie miejsce, co było najwyższą pozycją w historii klubu. W ostatnim meczu w 1926 roku pokonali Barcelonę 1:0, co było pierwszym zwycięstwem Jacka Greenwella nad jego byłym pracodawcą. Jednak ta porażka nie przeszkodziła Blaugranie w zdobyciu trzeciego tytułu z rzędu. Pod koniec sezonu Greenwell opuścił Katalonię, aby zostać trenerem CD Castellón, który grał w Regional Championship Valencii. Nowoczesne metody trenerskie Greenwella przyniosły znakomity efekt i już w swoim pierwszym sezonie na stanowisku trenera poprowadził drużynę do drugiego miejsca. Puchar Króla rozszerzył się w 1926 roku i teraz dopuszczał do turnieju zarówno wicemistrzów regionu, jak i mistrzów. Dzięki temu CD Castellón zakwalifikował się po raz pierwszy w historii. W Mistrzostwach Regionalnych Walencji 1927-28 Castellón ponownie spisał się dobrze i powtórzył swoje drugie miejsce z poprzedniego sezonu. Jednak Greenwell nie doczekał się tego momentu, ponieważ w styczniu 1928 roku Espanyol zwrócił się do niego z ofertą 12 000 peset miesięcznie, którą uznał za zbyt atrakcyjną, by ją odrzucić. Klub miał wielu wybitnych zawodników, w tym byłego bramkarza Greenwella w Barcelonie, Ricardo Zamora, salwadorskiego obrońcę Ricardo Saprissę i młodego napastnika José Padróna. Pod jego wodzą klub zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Katalonii od 1918 roku, zajmując sześć punktów przewagi nad wiceliderem tabeli CE Europa, a następnie odniósł historyczne zwycięstwo nad Realem Madryt w finale Pucharu Króla. W 1929 roku rozpoczęła się pierwsza hiszpańska liga narodowa, La Liga, a Espanyol wziął udział w inauguracyjnym sezonie Primera Division wraz z dziewięcioma innymi drużynami. Te dziesięć drużyn było wówczas najsilniejszymi w Hiszpanii, a Espanyolowi udało się zająć dopiero siódme miejsce z 18 punktami w 18 meczach. Greenwell spędził następnie jeden sezon jako trener Realu Sociedad Alfonso XIII (nazwanego na cześć króla Hiszpanii, obecnie znanego jako RCD Mallorca) w Mistrzostwach Balearów, pomagając im utrzymać tytuł. Ostatecznie Greenwell powrócił do trenowania FC Barcelony, zastępując innego Anglika, Jamesa Bellamy'ego. Odkąd opuścił klub w 1923 roku, zdobywali oni tytuł mistrza Katalonii co roku, z wyjątkiem jednego, a wielu jego byłych gwiazd wciąż grało w klubie, gdy wrócił: Josep Samitier, Vicente Piera i Emilio Sagi. Dołączyli do nich tacy zawodnicy jak Ramon de Zabalo, urodzony w South Shields w Anglii, który później grał w reprezentacji Hiszpanii na Mistrzostwach Świata w 1934 roku, pomocnicy Patrici Arnau i José Carlos Castillo oraz napastnicy Seve Goiburu, Ángel Arocha i Joan Román. W rozgrywkach „Campionat de Catalunya” grało już osiem klubów a Barça zdobyła 23 punkty w 14 meczach, wyprzedzając wicelidera, Espanyol, o trzy punkty. Był to trzeci tytuł Barcelony z rzędu i siódmy w historii Greenwell. W Primera Division zajęli trzecie miejsce, o jedno miejsce wyżej niż w poprzednim sezonie a w pucharze przegrali w finale 1:0 z Athletic Bilbao.
Problemy finansowe doprowadziły do odejścia wielu zawodników klubu w kolejnym sezonie. Po sześciu kolejkach Primera Division Josep Samitier, który strzelił dziewięć goli, opuścił klub, który reprezentował od 1919 roku, i podpisał kontrakt z Realem Madryt. Nieporozumienia z zarządem Barcelony ograniczyły jego występy w Campionat, a Real Madryt szybko wykorzystał tę sytuację. Vicenc Piera i Emili Sagi również rozegrali swoje ostatnie mecze w barwach klubu. Samitier pomógł swojemu nowemu klubowi zdobyć tytuł mistrza Primera Division drugi rok z rzędu, podczas gdy jego stary klub zdołał zająć jedynie czwarte miejsce. Barcelona odpadła również w pierwszej rundzie Pucharu Króla po porażce 2:4 z Realem Betisem w dwumeczu. Był to jeden z najgorszych sezonów w historii klubu i dopiero drugi raz od 1918 roku zakończyła sezon bez trofeów. Drugi sezon Greenwella w Barcelonie zakończył się po zaledwie dwóch sezonach, gdy w 1933 roku odszedł do Valencii. W ciągu jednego sezonu w Valencii Greenwell dodał kolejny tytuł „Campeonato Regional de Valencia” do tego, który zdobył z Castellon w 1929 roku. Valencia zajęła również siódme miejsce w Primera Division, a jej najważniejszym osiągnięciem było zwycięstwo 2:0 nad Barceloną. Dotarli do swojego pierwszego finału Pucharu Hiszpanii – znanego teraz pod nazwą Puchar Prezydenta Republiki, z uwagi na utworzenie drugiej republiki hiszpańskiej w 1931 roku – ale przegrali 1:2 z Realem Madryt, w którym grali jego byli zawodnicy Ricardo Zamora i Josep Samitier. Następnie spędził sezon 1935/36 jako menedżer Sportingu Gijón, w którym zajął trzecie miejsce w Segunda Division, minimalnie tracąc awans. Po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku Jack został zmuszony do ucieczki z wygodnego życia w Hiszpanii z powodu sympatii do katalońskich republikanów i wrócił do Anglii wraz z żoną Doris, byłą tancerką, którą poznał w Paryżu w 1915 roku, oraz córką Carmen. Pomimo sukcesów w Hiszpanii, nie mógł znaleźć pracy w Anglii i najwyraźniej na krótko podjął pracę trenera w Turcji, choć niewiele wiadomo na temat tego okresu w jego życiu. Niedługo później do Greenwella zwrócił się Alberto Denegri, trener reprezentacji Peru, z propozycją doradcy taktycznego podczas zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Peru miało wówczas znakomitą reprezentację, którą uważa się za początek złotej ery. Wśród jej gwiazd byli bramkarz Juan Valdivieso oraz napastnicy Teodoro „Lolo” Fernández i Alejandro Villenueva. Finlandia nie miała szans z reprezentacją Ameryki Południowej w pierwszej rundzie. Pięć goli Fernándeza i dwa Villenuevy pomogły Peru odnieść zwycięstwo 7:3 i zremisować z Austrią w ćwierćfinale. Po tym, jak Peru przegrywało 2:0 do przerwy, Peru odpowiedziało dwoma bramkami w drugiej połowie, doprowadzając do dogrywki. W pierwszej połowie dogrywki Peru trzykrotnie trafiło do siatki, ale za każdym razem norweski sędzia nie uznał bramki. Następnie, tuż przed przerwaniem meczu z powodu wtargnięcia na murawę, Peru zdobyło dwie bramki za sprawą Villenuevy i Fernándeza. Śledztwo w sprawie przerwania meczu obarczyło winą za wtargnięcie na murawę peruwiańskich kibiców i nakazało powtórzenie meczu. W proteście Peru wróciło do domu, a zwycięstwo przypadło Austrii. Związki Greenwella z Peru zaowocowały jego przeprowadzką do Limy w 1938 roku, gdzie został trenerem Universitario de Deportes, jednego z czołowych klubów peruwiańskiej piłki nożnej, oraz reprezentacji Peru. W 1939 roku Universitario zdobyło mistrzostwo Peru po raz trzeci w historii, a Teodoro Fernández został królem strzelców ligi z 15 golami w 14 meczach. Tymczasem żona Greenwella, Doris, nie odnajdywała się w Peru tak, jak się spodziewała. Jack miał problemy z pensją, przez co jego rodzina z trudem dorównywała warunkom życia, jakie mieli w Hiszpanii. Pierwszym zadaniem Greenwella jako selekcjonera reprezentacji Peru było trenowanie reprezentacji podczas pierwszych Igrzysk Boliwariańskich, które odbyły się w 1938 roku w kolumbijskiej Bogocie. Trzy gwiazdy reprezentacji olimpijskiej z 1936 roku – Valdivieva, Villenueva i Fernández – nadal grały w reprezentacji, a dołączyli do nich inni członkowie drużyny Universitario Greenwella. Peru wygrało wszystkie cztery mecze, zdobywając złoty medal w turnieju, w którym po raz pierwszy w historii Igrzysk rywalizowały pełne reprezentacje narodowe. Zwycięstwo zostało osiągnięte, pomimo że Greenwell często musiał wyciągać swoich zawodników z barów podczas ich pobytu w Bogocie.
7
Jack Greenwell: zapomniany angielski trener, który prowadził FC Barcelonę, Kolumbię i Peru:
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
2
@Safinetka Bardzo ślicznie dziękuje za tą nominacje. Kim jest ów tajemniczy Gary że ci tak wszystko kazał?
10
Pewne 3 punkty z mocnym rywalem:
11 stycznia 2015 r. FC Barcelona pokonuje Atletico Madryt 3:1 w ramach 18 kolejki Primera Division. Duma Katalonii odpowiedziała na burzliwy tydzień, rozgrywając jeden ze swoich najlepszych występów w sezonie i pokonując mistrzów Atletico Madryt 3:1 na Camp Nou. Neymar dał prowadzenie gospodarzom już w 12. minucie, a Luis Suarez podwoił przewagę jeszcze przed przerwą. Mario Mandżukič zdobył bramkę dla drużyny Diego Simeone'a po tym, jak Lionel Messi oddał rzut karny ale Argentyńczyk zapewnił Katalończykom zwycięstwo pod koniec meczu, strzelając z bliskiej odległości. Był to odpowiedni sposób, aby najlepszy strzelec Blaugrany w historii zakończył znakomity występ i położył kres tygodniowej niepewności po tym, jak Luis Enrique podjął decyzję o nieumieszczeniu go w podstawowym składzie na ubiegłotygodniowy mecz z Real Sociedad, przegrany 1:0. W poprzednim sezonie FC Barcelona nie zdołała pokonać Atletico w żadnym z sześciu spotkań obu drużyn, ale już po kilku minutach gry było jasne, że tym razem nie pozwoli sobie na porażkę. Atletico rozpoczęło agresywnie, ale Barcelona szybko przejęła kontrolę nad grą. W dziewiątej minucie Messi pobiegł prawą stroną boiska, ale strzelił do bocznej siatki. Zaledwie trzy minuty później Argentyńczyk ponownie pomknął tym samym skrzydłem i tym razem podał piłkę do Suareza, który nie zdołał jej opanować, więc Neymar wślizgiem skierował piłkę do bramki z bliskiej odległości. Siedmiu kolegów z drużyny rzuciło się na Brazylijczyka i z pasją świętowało zwycięstwo, pokazując, że drużyna chce wygrać najważniejszy mecz i uciszyć krytyków.
Barça ponownie zaatakowała zaraz po tym, jak Atletico wznowiło grę. Neymar strzelił wzdłuż bramki, a Miguel Angel Moya wyrzucił piłkę w pole karne, ale w ostatniej chwili zdołał się podnieść i uniemożliwić Suarezowi wykorzystanie dobitki. Następnie nadeszła akcja meczu, która zasługiwała na gola. Ivan Rakitić wypuścił Suareza, który zostawił Jesusa Gameza w spokoju, a następnie posłał piłkę wzdłuż dalszego słupka, gdzie Neymar skierował ją głową, ale Brazylijczyk główkował minimalnie obok bramki. Atletico było zdenerwowane i wyglądało na bezbronne za każdym razem, gdy Barça wychodziła do ataku. Ich brak pewności siebie obnażył się, gdy zazwyczaj pewny siebie Diego Godin posłał piłkę prosto w aut z rzutu wolnego. Drugi gol padł 10 minut przed przerwą. Messi wyglądał, jakby użył prawej ręki, by opanować odbijającą się piłkę i minął Gameza, by bez przeszkód pobiec w kierunku pola karnego. Następnie podał piłkę pod nogi Suareza, który z impetem minął Moyę. Messi był o krok od strzelenia gola, który dodał do swojego pełnego akcji występu w pierwszej połowie, gdy po dośrodkowaniu piłka minęła prawy słupek zaledwie kilka stóp. Na początku drugiej połowy Godin był bliski zdobycia gola pod koszem, pod którym w zeszłym sezonie zdobył tytuł dla Atletico, ale tym razem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła w poprzeczkę. Gospodarze stracili zapał po przerwie i Atletico mogło wrócić do gry, gdy Gamez został sfaulowany przez Messiego tuż przed polem karnym. Mimo usilnych starań kibiców gospodarzy, którzy próbowali zniechęcić Manżukicia, Chorwat nie dał się zwieść i potężnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Wydawało się, że Atletico ma większe szanse na zdobycie kolejnej bramki, a rezerwowy Fernando Torres był bliski dośrodkowania, które mogło doprowadzić do wyrównania. Jednak w ostatnich 10 minutach Barça odzyskała kontrolę nad sytuacją. Messi rozpoczął akcję, która doprowadziła do zdobycia ostatniego gola a następnie wysunął nogę, aby skierować luźną piłkę do bramki.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani