Nico Williams superstar

Karol Chowański

21 lipca 2024, 14:30

40 komentarzy

Fot. Getty Images

Transfery są jedną z rzeczy, które Barça od lat robi źle. Wyjątki od tej reguły są rzadkie, lecz się zdarzają. Tak było z Araujo, tak może być z Williamsem. Sprowadzenie gwiazdy mistrzów Europy stanowiłoby sukces klubu, za którym sezon pełny straconych szans.

Kto odwiedza nasz cykl „¡Están pasando cosas!”, wie, że transferowi donosiciele mają w tym roku rozmach. W kontakcie z nimi warto mieć pod ręką łączność z rzeczywistością. A także aktualne analizy finansowe. Klub musi oszczędzać, więc możesz zignorować historie o graczach innych niż bezwzględnie potrzebni (przykro mi, Barça nie kupi nowego bramkarza). Dwa, może trzy istotne wzmocnienia to w tym roku maksimum. Darujmy sobie nazwiska z metką powyżej 50-60 mln euro.

Klauzula Nico Williamsa (58 milionów) sięga sufitu tego limitu. Z drugiej strony: kłopot klubu z obsadą lewego skrzydła jest długi i udokumentowany. Spodziewany powrót „Dumy Katalonii” do księgowej reguły „1 do 1” tworzy szansę na sprowadzenie Baska. Aby zamienić okazję w transakcję, trzeba „tylko” zacieśnić budżet, krytycznie przejrzeć skład oraz poświęcić pewne zasoby (wrócę do tego).

Skuteczność gry piłkarza i szeroki wachlarz umiejętności plasują Nico w czołówce europejskich skrzydłowych. Dyrekcja Barçy powinna zrobić wszystko, aby zaprezentować go w swej koszulce. W dość młodym wieku Bask dysponuje wielkim doświadczeniem na poziomie pierwszoligowym. Zdobył je w drużynie kładącej nacisk na pracowitość, zespołowość i determinację – cechy mocno deficytowe u części barcelońskich „liderów”. Poza ogromnymi atutami w ofensywie Williams umie zanotować przechwyt, a także gorliwie wraca pod własną „szesnastkę”. Podczas Euro wiele pochwał spłynęło na 22-latka, który szybko biega oraz szybko (i celnie) gra piłką. Jego gra podoba mi się od lat.

Mapa podań Hiszpanii przeciwko Włochom z zaznaczoną intensywnością i kierunkami zagrań Nico Williamsa, źródło: The Athletic

Williams i Barcelona wydają się parą jak z obrazka. Udany sezon na San Mamés, świetna postawa na mistrzostwach Europy oraz osobiste zaangażowanie Laporty uczyniły Nico Williamsa głównym celem transferowym FC Barcelony. Wątpliwości dotyczące sprowadzenia piłkarza sprowadzają się do kwestii pozasportowych. Z różnych stron padają oznaki zniecierpliwienia, że kataloński klub powinien szybciej dopiąć transakcję. Istnieje obawa, że zawodnik skończy w innym klubie. Uważam, że wkrótce wyląduje w Barçy, a na jej szeroko komentowaną niemrawość mam wyjaśnienie, że jak nie wiadomo, o co chodzi – to najczęściej o pieniądze.

Z powodu ograniczeń finansowego fair play Barça postuluje rozliczenie się z Bilbao w dwóch ratach. W zamian za tę uprzejmość Katalończycy zaproponowali prezesowi Jonowi Uriarte zapłacenie trochę wyższej kwoty za piłkarza od przewidzianej w klauzuli. Klub z Camp Nou ma w tym swój interes. Ponieważ hiszpańskie prawo pracy zobowiązuje klub pozyskujący piłkarza w ten sposób do wpłacenia jednorazowo całej transzy, technicznie ten transfer raczej nią nie będzie i stąd przeciągająca się finalizacja.

Jak wiadomo, Williams nie jest jedynym celem transferowym Blaugrany tego lata. Co uważam za konieczne, klub i trener chcą też pozyskać defensywnego pomocnika. Aby zachować swobodę manewru w obu operacjach, Barça woli uniknąć pośpiechu w sprawie skrzydłowego. Popieram takie podejście. Czynnikiem dodatkowo opóźniającym porozumienie w sprawie Williamsa pozostaje brak potwierdzenia sprzedaży 15% udziałów w Barça Vision. Skoro nie zamknięto tej sprawy do końca hiszpańskiego roku obrotowego (30 czerwca), może się ona przedłużyć.

Prawdę mówiąc, spodziewam się, że prędzej zostanie ogłoszona nowa umowa z Nike, przewidująca przy podpisie prowizję dla Barçy w kwocie 100 milionów euro. Ponieważ z mediów gwałtownie zniknęły (przypadek?) zapowiedzi szycia strojów pod marką własną klubu, zakończenie tej sagi może nastąpić w ciągu tygodni, jeśli nie dni.

Amerykański koncern rozpoczął produkcję strojów na kampanię 2024/25 przed finiszem zeszłego sezonu. Zaopatruje FC Barcelonę bez zakłóceń, jak wie każdy, kto był ostatnio w „Botidze”. Świetna gra Lamine Yamala na EURO sprawiła jedynie, że nadruki zawierające literę „Y” w zeszłym tygodniu były przez pewien czas niedostępne dla klientów. Po premierze nowego projektu nazwisko Yamala też cieszy się największym wzięciem.

Pamiętając o postawieniu na Lamine’a przez klub (1864 minuty, 72 na mecz w rundzie rewanżowej), ewentualny transfer Nico stawia pod znakiem zapytania przyszłość Raphinhi. Kierunek jego odejścia jest na dzisiaj nieznany, ale stanowcze „pójście” Barçy po Williamsa raczej przekreśla pierwszy skład Brazylijczyka w przyszłym sezonie. Rezerwowym byłby nader „luksusowym” (jak na chęci i możliwości klubu), a historia jego nerwowych reakcji po zmianach skłania mnie do myśli, że drużyna miałaby z niego w tej roli ograniczony pożytek. Jeśli zależy mu na gwarancji wyjściowego składu, znajdzie wkrótce nowe otoczenie.

Problem zaparcia się w klubie De Jonga zasługuje na osobną analizę. Poza nim Barça posiada w składzie piłkarzy peryferyjnych, z którymi chętnie rozstałaby się przed początkiem rozgrywek (link). Może w przypadku Williamsa ma to relatywnie mniejsze znaczenie (niż dla starań o środkowego pomocnika), ale przed ruszeniem na zakupy warto zrobić trochę miejsca. Rozwiązanie sytuacji graczy takich, jak Lenglet, Roberto czy Pablo Torre, może być też jedną z próśb-warunków Hansa Flicka na początkowym etapie jego pracy w katalońskiej stolicy. Przejęcie numeru Roque przez Lamine Yamala sugeruje mi, że wychowanka Cruzeiro czeka odejście.

Rychłe wyjaśnienie losów graczy bez przyszłości w zespole przed wylotem na tournée w USA miałoby w moim odczuciu pozytywny wpływ na szatnię, na atmosferę. Stanowiłoby też znak, że w działaniach dyrekcji sportowej wraca porządek i właściwa kolej rzeczy. To korzystne dla wszystkich stron, kiedy pracownik może zacząć nowy etap w karierze, mając biurko wolne od rzeczy poprzednika.

Wracając do Williamsa, obie strony potencjalnego transferu znają swoje stanowiska oraz wyrażaną w kuluarach wolę zawodnika. Choć przedstawiciele baskijskiego klubu próbują bagatelizować sytuację, w zeszłą środę doszło do spotkania Deco z agentem zawodnika. Nico odmówił Anglikom, Barça woli płatność w ratach, Athletic wykorzysta to na podbicie ceny, resztą zajmą się księgowi. Niezależnie, co się mówi o tempie rozmów pomiędzy Laportą i Uriarte, Barça była faworytką do sprowadzenia Williamsa na zakończenie sezonu i na tym „pole position” pozostała do dzisiaj.

Zakładam, że najbliższe dni wniosą niewiele nowego w kwestii tego transferu. Jak inni mistrzowie Europy, „Junior” ruszył na wakacje. Gdy wróci, spodziewam się dalszego przyspieszenia wydarzeń dotyczących jego przyszłości i przejścia przez władze Barçy od słów do czynu. Piłkarz jest cierpliwy, ale na bieżąco monitoruje przebieg negocjacji. Sprowadzenie go do Barcelony będzie największym transferowym sukcesem II kadencji Joana Laporty. Rzekomo przejmują się tym nawet w biurach na stadionie im. Santiago Bernabéu, ale czemu się dziwić? Skrzydła złożone z Yamala i Nico oznaczają zagrożenie dla każdego w Europie. Kilka drużyn miało ostatnio okazję się o tym przekonać.

Co wydaje mi się interesujące, niezwykle „napaleni” na ten transfer są piłkarze FC Barcelony. Znamy już opinie Lamine Yamala i Pedriego, a to tylko komplementy, które padły publicznie. Bardziej niż kurtuazja wobec kumpla ze zwycięskiej kadry widzę w tym pewność ludzi trenujących wspólnie ostatni miesiąc, że umiejętności gracza Athleticu mogą realnie podnieść poziom ekipy z Camp Nou.

Raz na kilka lat zdarzają się transfery definiujące pewien cykl, dodające ognia wszystkim wokół. Na boisku dają nowe źródło zagrożenia bramce rywali oraz opcje taktyczne, a w szatni przekładają się na wzrost morale. Nie twierdzę, że Nico będzie kimś takim dla Barçy. Mówię tylko, że może być.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (40)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze