Cochise
Dołączył/a: wrzesień 2011
158 obserwujących
2 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
56
Wczoraj duch Cruyffa unosił się nad Wanda Metropolitano. Dostał specjalną przepustkę z nieba, żeby pożegnać Don Andresa w ostatnim jego finale w barwach Barcelony. To było coś niesamowitego. Poza tym okazało się, że ekipa Valverde potrafi grać widowiskową piłkę, jak za najlepszych czasów Guardioli. Może część przejedzonych trofeami kibiców nie do końca zarejestrowała ten fakt, ale zwycięstwo w finale 5-0 nie zdarza się zbyt często. Moim zdaniem ten mecz za jakiś czas wcale nie musi przejść do lamusa. Będzie zapamiętany jako wspaniałe pożegnanie Kapitana, przebudzenie się Dumy Katalonii po wpadce z Romą i mam nadzieję, że jako początek długiego marszu drużyny Ernesto po zwycięstwo w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Droga kibica powinna być wybrukowana radością, złością, zachwytami, krytyką, ale i cierpliwością. Poczekajmy!
30
Pożegnanie godne Mistrza. Spektakularna gra, niezapomniane chwile. Wspaniała noc, który wlewa nadzieję w serca cules na przyszły sezon. Dziękuję!!!
10
Jestem w siódmym niebie. Miazga.
0
Jest tak jak z rańca pisałem! Inieeesta...Inieeesta...Inieeesta...
34
Ależ mi się micha cieszy. Przepiękna pierwsza połowa meczu. Po przerwie niech wyjdą na murawę tak samo nabuzowani. Uczta dla oczu. Brawa!!!
0
Racja, z tych emocji się zagalopowałem. Dzięki za zwrócenie uwagi :)
54
„Alves w pole karne…Eto’o…Messi…Messi…przed pole karne…czy to jest ta akcja??? TAK!!! To jest ta akcja, tak to jest Iniesta, tak to jest Barsa…tak to jest ten cud!!!”
„Torres w pole karne…Fabregas…Iniesta…nie ma spalonego…Iniestaaaaaa…Hiszpania, Hiszpania…1-0!!!”
Nie wiem, od czego zacząć. To tylko słowa, ale chciałbym, żeby były jak najbardziej trafne, najpiękniejsze, dobitne. Bo kiedy odchodzi jedna z największych legend klubu, to w pełni zasługuje na pożegnanie ze wszystkimi honorami. Wielki człowiek o ogromnym serduchu, wspaniały piłkarz. Spokojny, zawsze trochę wycofany, stonowany. Dżentelmen na murawie. Oklaskiwany na niemal wszystkich stadionach Hiszpanii. Zawodnik, który potrafił wznieść się ponad wszelkimi podziałami, i o tym niech świadczy fakt, że w finale Mistrzostw Świata, kiedy cały kraj eksplodował radością po jego trafieniu, to Andres dedykował bramkę zmarłemu kapitanowi Espanyolu. Piękne? Można? Jeszcze chyba nie uświadamiam sobie w pełni tego, że nadchodzi kres pewnej epoki. Z najlepszego tercetu w historii futbolu pozostanie tylko Messi. A potem przyjdzie i czas na niego. Pomimo swoich lat dopada mnie nostalgia. Ile razy jeszcze będzie mi dane usłyszeć...
Inieeesta, Inieeesta, Inieeesta…
Kim jest dla mnie Andres Iniesta? Lekcją pokory i wytrwałości. Obrazem wierności i przywiązania do barw klubowych. Ikoną FC Barcelony. Czarodziejem środka pola. Iluzjonistą. Przykładem na to, żeby być Panem Piłkarzem nie trzeba wcale nabijać nieziemskich statystyk. Liczy się magia, dryblingi, posmarowane klejem korki, technika użytkowa o jakiej większość graczy może jedynie pomarzyć. Jego wizja gry, prostopadłe podania, wrzucane za kołnierz obrońców piłki do napastników. Dosłownie na metrze potrafi porobić kilku zawodników. Oszukałby rywali nawet w zatłoczonym po brzegi autobusie, a potem z uśmiechem na twarzy, już z ulicy, pomachałby im pa-pa. Nigdy nie był jakoś atletycznie zbudowany, a przecież walczył do upadłego. Symulowanie, wymuszanie na sędzim niesłusznych decyzji, może mógłbym policzyć takie sytuacje na palcach jednej ręki. Ktoś powie – za bardzo gloryfikuje, patrzę przez różowe okulary. Jasne! Ten dzień, 21 kwietnia 2018 roku, należy do wciąż aktualnego kapitana Dumy Katalonii. Na wieczorne spotkanie przygotowałem już zapas chusteczek. Mazgaj i baba ze mnie. Oby zagrał dzisiaj fenomenalne zawody, ukoronowane Iniestazo, golem spinającym jego historię w Klubie. Pozostał już tylko epilog w opasłej powieści o wyjątkowej karierze Iniesty w Barcelonie. Dzisiaj zostaną napisane praktycznie ostatnie karty. Niech w samej końcówce spotkania, nasz król, bohater, wielki kapitan, zostanie zmieniony przez trenera, a wtedy cały stadion wstanie z miejsc, poleją się strumienie łez i ten okrzyk, po którym przejdą mi ciary na całym ciele:
Inieeesta, Inieeesta, Inieeesta…
Kapitanie, dziękuję Ci za wszystko.
4
No właśnie od chwili jak to zauważyłem, to przestałem logować się do banku, żeby przypadkiem nikt mi nie wyczyścił konta. Dziękuję również i Tobie. Chyba format to jedyne wyjście. Zajmę się tym jutro (w sumie już dzisiaj), żeby zdążyć na mecz z Sevillą.
P.S. Swoją drogą Panowie, jesteście fantastyczni! Dziękuję Wam za tyle odpowiedzi. Jednak jesteśmy jedną wielką rodziną Cules, a Wy to potwierdziliście. Bez kitu. Jestem z tego dumny (ocieram kącikiem chusteczki łzy). :):):)
4
Ok. Jeszcze raz dziękuję za poświęcenie mi cennego czasu. Jak nie zadziała i coś spierdzielę, to kilka dni nie będzie mnie na stronie. Choć po finale Pucharu Króla chciałbym znowu coś napisać. Howgh!
Jeśli Administracja uzna, że zasyfiłem La Ramblę, to proszę o usunięcie tego wątku. Dziękuję wszystkim i jednocześnie przepraszam.
3
Dziękuję serdecznie Xavi Hernandezie, ale to też już robiłem. Jak sam widzisz, ten wirus tworzy, kółeczka, kółeczka i kółeczka. Oby to był tylko hołd dla Twojej postaci :)
3
Ale to jest chore. Teraz mi zniknęło z uruchamiania, a pojawiło się w panelu sterowania -> odinstaluj programy. Grubo. Dziękuję Ci za dobrą radę. Jak nic nie pomoże, to strzelę formata.
0
Masz rację. Jest tam Lite (3) i Mail.Ru updater. Co mam z tym zrobić?
0
Jest jakieś gówno bez nazwy, które pochłania mi ok 50% zasobów procesora i 1.8 MB pamięci. Ma niebieskie tło i taki - nie wiem jak to nazwać - biały tryb?
0
8.1
0
Zrobiłem to, co napisałeś już dawno, ale nic nie dało.
2
Nie wiem jak sobie z tym poradzić, więc zwracam się do barcelońskich braci informatyków. Oglądałem rosyjskie kanały (mecze) na sopcascie i acestreamie. Teraz non stop na pulpicie wyskakują mi jakieś rosyjskie ikonki, strona główna na firefoxie zmienia się mail.ru, pojawiają się reklamy o bitcoinie, a laptop mimo, że jest podłączony, to wciąż się ładuje i ma około 60% zasilania. Skanowanie wykrywa wirusy, kasuje je, a potem szopka zaczyna się na nowo. Nie chcę formatować komputera, bo mam sporo na nim zainstalowanych rzeczy, które wymagają karkołomnych i długich czynności. Możliwe, że wparował mi się jakiś coinminer, czy jakoś tak to się nazywa. Czy mógłby mi ktoś z tym pomóc? Nie znam się za bardzo na takich sprawach, więc prosiłbym kogoś o radę i pomoc. Z góry dziękuję.
1
Każdy ma prawo do własnej opinii i szanuję Twoją, ale najbliższe tygodnie, a potem Mundial będą decydujące. Nie jestem kibicem Bayernu, ale skoro FC Barcelona odpadła, to jak na Janusza_PL przystało, będę trzymał kciuki za Roberta. Niech tam namiesza, a potem zobaczymy :)
10
Wyznanie Mojej Cebulowatości!
W tej chwili w moim kibicowskim sercu i umyśle istnieje dwóch kapitanów: wielki i niepowtarzalny magik środka pola – Andres Iniesta (po którego odejściu obiecuje napisać komentarz nie krótszy niż o Gomesie) i Robert Lewandowski.
Śledzę jego karierę od czasów Lecha Poznań. Pamiętam jeszcze jak znajomych przekonywałem, że będzie z niego tak wspaniały piłkarz, jakiego nie mieliśmy od dawna. Choć nigdy się nie spodziewałem, że wskoczy na poziom Bońka czy Deyny. A chłopak swoją determinacją, wiarą w siebie i nigdy nie odpuszczaniem na krok, doszedł tak daleko w piłce klubowej, jak chyba żaden polski piłkarz. Doskonale pamiętam jego pierwszy sezon w BVB i śmianie się z niego, czy trafia do kibla. Robert sobie nic z tego nie robił, wiedział, że zawiódł, ale w kolejnych rozgrywkach, gdy Lucas Barrios doznał kontuzji, w stu procentach wykorzystał swoją szansę. Droga na szczyt zaczęła się od hat-tricka i asysty z Augsburgiem. Potem było już tylko lepiej. A następnie pękające z zawiści dupska krytyków jego osoby, które stosowały magiczne wyliczanki w postaci: a to nie szczelił Bajernowi, a to nie szczelił poważnej ekipie z Europy, musiały zamykać swe uzębione wrota po bramce strzelonej piętą Bayernowi, trzem bramkom przeciwko Bawarczykom w finale Pucharu Niemiec, a potem był Real Madryt i 4 bramki w jednym meczu Ligi Mistrzów, czego nikt nie dokonał. W międzyczasie Robert zawodził w kadrze. A potem i w reprezentacji wystrzelił jak torpeda i najpierw wyrównał rekord goli w eliminacjach do Mistrzostw Europy, a potem przegonił nawet Ronaldo w bramkach eliminacyjnych do nadciągającego Mundialu. O pięciu bramkach w 9 minut nie zamierzam wspominać, bo to przecież wybryk natury, fuks, szczęście i tylko dlatego znalazł się na kartach Księgi Guinnessa. Potem przychodziły następne rekordy, regularnie przesuwał się w tabeli najlepszych strzelców w historii Bundesligi i Reprezentacji Polski.
Po cholerę to wszystko napisałem? A właśnie po to, by uświadomić zasługi Roberta dla rodzimej piłki. To dzięki niemu w pewnym momencie nastąpiło takie zainteresowanie naszymi zawodnikami. Być może, po części, to dzięki niemu część młodzieży czy zdolnych chłopaków znalazło się na celowniku europejskich potentatów. Bo stwierdzili: „hej, a może ta Polska, nie jest tak zacofana piłkarsko, jeśli wyciągniemy jakiś talent, to być może wypali?”
Robert! (wiem, wiem, inwokacja do nikogo): daj z siebie wszystko w końcówce sezonu, powalcz o tryplet, bądź decydujący, a potem podaruj nam radość na Mistrzostwach Świata. Kto wie, może zasłużysz na podium Złotej Piłki? Boniek i Deyna to osiągnęli. Ty na to również zasługujesz, o ile zaoferujesz maksimum swych umiejętności, a kadra będzie mieć trochę szczęścia. Amen.
7
Od paru lat przestałem się tak mocno interesować polityką, ale pamiętam jeszcze szereg dyskusji na La Rambli na tematy socjalne, społeczne. Jeśli zasługą PiSu jest to, że sympatycy Partii Razem i innych socjalnych ugrupowań, przejrzeli wreszcie na oczy, ostro krytykują podwaliny swych ówczesnych ideałów, i rozumieją, iż nie do końca tędy droga, to ja im dziękuję. Zohydzenie podziałało.
1
Eric Cantona. Czytałem jego biografię. To co wyprawiał przechodzi ludzkie pojęcie. Już nawet nie chodzi tylko o to:
25
Kilka wieków przed naszą erą Heraklit z Efezu powiedział: "Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana". A co dopiero w dobie postępu technologicznego, jaki mamy obecnie. Wszystko przyspiesza - komunikacja, przepływ informacji, ciągłe nowinki. I oczywiście emocje, szczególnie te negatywne, hejtowanie.
Przenosząc to na piłkę nożną, na szczególny szacunek zasługują zawodnicy czy trenerzy, którzy praktycznie całą lub większą część swojej kariery zawodowej spędzili w jednych barwach klubowych. Kończyła się epoka takich wybitnych postaci jak Totti, Xavi, Giggs, Ferguson. Teraz odejdzie Iniesta, Wenger, może Buffon.
Myślę, że starsi kibice pamiętają wspaniałą ekipę Arsenalu, która pod batutą Wengera zdobywała tytuły, czy biła się z Barceloną w finale LM. Należy się mu ogromny szacunek i brawa - za wspaniałe sportowe chwile, za przywiązanie do Kanonierów. Takich ludzi jest niewielu, tym bardziej trzeba im złożyć hołd.
P.S. Guy Roux był trenerem AJ Auxerre w latach 1961-2005!!! Pokłony.
25
No już, już dobrze… Skoro prawie wszystkie łzy po katastrofie z Romą zostały wypłakane, a nikt nie odważył się w swej głupocie na zburzenie Camp Nou, zaoranie metrów kwadratowych i zasadzenie tam warzyw z rodziny bulwiastych, to po pierwsze dziękuję za tę wstrzemięźliwość, a po drugie wciąż gabloty z wypełnionymi po brzegi pucharami stoją dumnie i cieszą oko. Tak te „w obliczu klęski nic nie znaczące łowne trofea”, o których Winston Churchill powiedział – krew, pot i łzy. Nic nie przychodzi łatwo. Te puchary też były wywalczone ciężką pracą, z rywalami, którzy równie mocno chcieli je posiąść.
Warto wreszcie obudzić się z tego półsnu. Rzymianie opracowali świetną taktykę, Valverde zachował się jak pięściarz stojący na ringu i otrzymujący regularny oklep. Bez żadnej reakcji. To wszystko prawda. Było, cholernie zabolało i minęło. Czas przeć do przodu. Barcelonę czeka finał Pucharu Króla. I tutaj bardzo bym prosił trenera o wyciągnięcie wniosków. Sevilla jest drużyną o zbliżonym potencjale co AS Roma. Istnieje spore prawdopodobieństwo, graniczące niemal z pewnością, że nasi najbliżsi rywale mogą zastosować recepturę opracowaną przez Di Francesco. Zatem panie Ernesto, do dzieła! Jeśli przeciwnik siada na nas agresywnym pressingiem, a do tego dominuje liczbowo w środku pola, to co powinniśmy zrobić? Jasne jest, że podczas takiego nacisku obrońcy będą mieć problem z wyprowadzeniem piłki. A długie wybicia są psu na budę, bo nikt nie będzie w stanie zebrać piłki w środkowej strefie, a co dopiero się z nią obrócić i rozpocząć atak. Pisałem w przerwie meczu z Romą, że może warto byłoby zagęścić pomoc. Do fizycznej walki o każdy metr Paulinho przydałby się jak złoto. Poza tym maksymalne rozciąganie linii do bocznych stref, żeby rozczłonkować monolit rywala. I szybki skrzydłowy z szansą na kontratak. Żadne tam 4-3-3. Nie w tamtym meczu. Skończyło by się tak samo. Tak jak ze zdziwienia oklaskiwałem decyzje Mistera przez pierwszą część sezonu – brak świętych krów, dostosowanie taktyki do wydarzeń na boisku, tak tutaj nie było niczego z tych rzeczy. Zabrakło elastyczności, zwyciężył upór. Koniec końców na dziesięć spotkań możliwe, że Barcelona wygrałaby z 7-8 z Romą. Ale nie wygrała i trzeba się z tym pogodzić. Różne czynniki złożyły się na porażkę. Tylko teraz niech ona zbuduje drużynę, bo to był świetny materiał szkoleniowy. Nie można dać się w podobny sposób zaskoczyć w sobotę.
84
Kilka dni temu oglądałem filmiki z udziałem Ronaldo sprzed paru lat. To się w głowie nie mieści jak wspaniałym był piłkarzem - prawa noga, lewa noga, główki, atomowe uderzenia z dystansu, niesamowita szybkość, luz w operowaniu piłką, rzuty wolne i tak dalej. Fizycznie miażdżył rywali, siał popłoch w głowach obrońców i bramkarzy. Jak teraz o tym myślę, to muszę przyznać, że zdecydowanie go nie doceniałem. Takiego piłkarza chciało się oglądać, dla jego kunsztu, bramek i wspaniałych, żywiołowych akcji. Miał tylko jeden problem - Leo Messiego. Korespondencyjnie ścierali się na nieziemskim poziomie. Na odległość jeden motywował drugiego do ciągłej poprawy, do nieustannego podnoszenia umiejętności. Natomiast od jakiegoś czasu Portugalczyk po prostu podupadł piłkarsko. To już nie jest ta sama maszyna, która zadziwiała świat GRĄ. Teraz stał się padlinożercą pola karnego, któremu od czasu do czasu wyjdzie widowiskowa bramka. Wciąż jest świetnym zawodnikiem, ale to już nie ten sam Ronaldo. Bardzo dobrze przystosował się do nowej roli, Zidane inteligentnie zarządza jego siłami, ma trochę szczęścia (któremu trzeba dopomóc ciężką pracą) i dzięki temu nadal znajduje się w światowym topie. Najdziwniejsze w tym wszystkim jednak jest to, iż pomimo widocznego gołym okiem regresu, Cristiano Ronaldo seryjnie wygrywa Złote Piłki. Bo jest decydujący, bo jest liderem, bo stał się panem pola karnego. Moim zdaniem przekształcił się w typową 9-tkę. Nie ma już takiego pośredniego wpływu na grę zespołu, nie wzbudza tylu emocji podczas spotkania jak niegdyś. Jednak ma wielką motywację i z całych sił stara się być zapamiętany jako najlepszy piłkarz wszech czasów. Owszem, do tego jest mu niezbędny PR. I owszem korzysta z niego, tyle ile wlezie. Czy to złe? Nie. To jedna z jego podstawowych broni na tym etapie kariery. Ronaldo się zestarzał (jak dla mnie ten wiek biologiczny to jakiś mit), niedługo przyjdzie czas na Leosia i nastąpi wielki zmierzch dwóch legendarnych bożyszcz. Jeszcze do mnie nie dociera, że ta rywalizacja będzie miała swój kres.
9
Na tę chwilę to jak dla mnie Mina gra na poziomie juniora. Żeby była jasność, posiada wzrost, siłę, grę głową, czyli ważne atrybuty dla środkowego obrońcy, ale jednocześnie jest beznadziejny w kryciu, zbyt częstego wychodzi do przodu i przede wszystkim brakuje mu spokoju! Stoper powinien grać z klasą, spokojnie, panować nad wydarzeniami i je przewidywać, a Yerry skacze od okazji do okazji, jest niezwykle chaotyczny. Cała linia obrony na tym traci. Grałem jako środkowy i prawy obrońca, więc wiem co w trawie piszczy, kiedy jeden zawodnik łamię ustawienie. Koszmar! Kompletnie nie znam się na południowoamerykańskiej piłce, ale tutaj w Europie, choćby po tych nieznacznych występach, widać jego ogromne braki, które są oczywiście do wyeliminowania poprzez regularną grę. Nie wydaje mi się, aby w Barcelonie miał grać co tydzień. Też uważam, że wypożyczenie na rok z gwarancją występu w pierwszym składzie byłoby opcjonalnym rozwiązaniem. Vermaelen to co najmniej półka wyżej.
1
Zgadzam się z Tobą, ale po blamażu w Rzymie, każdy argument może wydawać się racjonalny, jak chociażby ten z Bayernem. Zacytuję swój wpis z 27 lutego:
" Przejrzałem terminarz rozgrywek ligowych i szczerze powiedziawszy, to wcale nie jest powiedziane, że Barcelona będzie mieć usłaną różami ścieżkę po tytuł Mistrza Hiszpanii. Jednocześnie Duma Katalonii ma wypracowaną solidną przewagę nad niżej przycupniętymi w tabeli drużynami. I nie po to ten dystans punktowy istnieje, aby z niego nie skorzystać. Moim zdaniem w najbliższym spotkaniu z Las Palmas trener powinien akredytować do gry konkretnie przetasowaną jedenastkę, a potem na mecz z Materacami wystawić pełnię siły rażenia, i znowu, na kolejną potyczkę w La Liga solidnie rotować i w arcyważnych zawodach z Chelsea wypuścić tyle, ile fabryka dała. Nawet w razie potknięcia z Kanaryjczykami, bardzo szybko Barcelona może sobie to zrekompensować, wygrywając bezpośrednie starcie z Atletico. Dzięki wspaniałej postawie w pierwszej części sezonu, drużyna może sobie pozwolić na luksus straty punktów w mniej ważnych spotkaniach na wiosnę i z pełną mobilizacją przystąpić do walki wtedy, gdy jest to konieczne. Nie chciałbym więcej rozczarowań w Lidze Mistrzów, a pomimo tego, że wynik z Londynu jest dla nas korzystny, to jeszcze do awansu daleka droga. Mam lekkie obawy co do rewanżu. Mam nadzieję, że Ernesto odpowiednio przygotuje piłkarzy do tej batalii, a zawodnicy wyjdą na murawę Camp Nou zregenerowani. To może być klucz do sukcesu. Przewaga nad rywalami z Madrytu jest bardzo przyjemna, tylko żeby nie stała się wartością samą w sobie, a raczej środkiem, z którego Valverde skorzysta dla zabezpieczenia interesów klubu w wiążącej fazie sezonu."
Co nie znaczy, że od początku sezonu winniśmy grać rotacjami!!! Szczególnie ze względu na naszą koszmarną sytuację kadrową z jesieni i na przełomie roku.
6
Liga niemiecka ma to do siebie, że Bayern jest osamotniony w walce o tytuł. Nawet kilka drobnych potknięć nie jest w stanie zagrozić ich pozycji. W La Liga tak nie ma. Fakt, iż w tym sezonie Real Madryt dokumentnie zawiódł, a do stycznia Zidane nie miał bladego pojęcia, co się dzieje z jego zespołem, nie znaczy, że normą jest tak wielka przewaga Dumy Katalonii nad Królewskimi czy Atletico Madryt. Tutaj od samiusieńkiego początku, walka idzie na noże, o każdy drobny, zdawałoby się marginalny punkt, bo w ogólnym rozrachunku, może to decydować o tym, kto odbierze Puchar i medale. Stąd też nie zgadzam się z Twoją analizą. Nie da się zestawić tych dwóch rzeczywistości. W żadnym wypadku. Bayern Monachium może sobie rotować, jak tylko chce. I mieć spokojną głowę na europejskie rozgrywki. Jednak wyzwania FC Barcelony są dużo większe. Nie sugerowałbym się w ogóle, tym co pokazałeś. Jak dla mnie kula w płot i brak zrozumienia sytuacji.
22
Przede wszystkim witam nowego redaktora (okazjonalnego autora) tekstów na naszej stronie. Jeszcze dzisiaj narzekałem na brak subiektywnych, długich wypowiedzi na łamach portalu, a tu mnie buch-bachem powalono w łeb. Bardzo się z tego cieszę.
Zadowolony również jestem z perspektywy, z jakiej drogi autorze napisałeś tekst. To znaczy celowo rozciągnąłeś w czasie przypadki bolesnych porażek. To jest bardzo trywialna, ale jednocześnie podstawowa informacja – Barcelona przegrywała i przegrywać będzie. Częściej, rzadziej, ale będzie.
Piłka nożna to gra zespołowa, ale też i gra błędów oraz przebłysków geniuszu. Kiedy spotykają się naprzeciw siebie dwie drużyny, to warto pamiętać, że po każdej ze stron barykady czają się głodni na zwycięstwo zawodnicy oraz odpowiednio skompletowany i zdeterminowany sztab szkoleniowy. Uważam że Pep Guardiola, który wybitnym trenerem był i jest, wprowadził rewolucyjny pomysł na grę w futbolówkę. I dopóki to wszystko pachniało świeżością, elementem zaskoczenia, nowością, to dominował nie tylko na podwórku krajowym, ale i europejskim. Jasne, drobne wpadki się zdarzają, ale reguła była taka, że Duma Katalonii prasowała przeciwników jak jeszcze nie wykrochmaloną pościel. Następnie ten sposób gry został rozczytany, powstały odpowiednio opancerzone „autobusy”, których mottem stało się: „a bierzcie se w cholerę tę piłkę, my was zaskoczymy z kontrataków”. I wygrywali jedną bramką. Przyszedł też czas na Bayern Juppa. Przyszedł i czas na monotematyczny, lecz skuteczny Real Madryt. Taka jest piłka nożna! Bardzo ciężko lecieć na jednym schemacie i utrzymywać hegemonię w świecie sportu. Choć zdarzają się takie przypadki, a i owszem.
Teraz już nie ma Guardioli w FC Barcelonie. Pozostawił piękne i raczej niepowtarzalne wspomnienia. Należy się mu za to szacunek, a w przyszłości zapewne i pomnik gdzieś na jednym z katalońskich placów. Tylko dlaczego, skoro minęło tyle lat od jego exodusu, wciąż płacząca jak po zmarłym rodzina cules, nie jest w stanie sobie przyswoić rzeczywistości? Życie, także i te piłkarskie, istnieje i bez Pepa. A nawet musi. Klub, trenerzy, kibice, powinni sobie to uświadomić. To se ne vrati… Dlatego skupmy się na przyszłości. Na tym, co przed nami. A jest tego sporo. Valverde odwalił kawał wspaniałej roboty. I gdyby nawet w przyszłym sezonie mu się nie udało poprawić stylu, gdyby gra wciąż była zbyt zachowawcza, to co się tak naprawdę stanie? Poczekamy kolejny sezon na następcę. Być może uda się mu przywrócić boskość ekipy, a być może nie. Mnie przede wszystkim ekscytuje to, że oglądam FC Barcelonę. I trochę to może ckliwe, ale jestem z nimi na dobre i na złe. W eksperymentach, w niedoli, w szalonych zwycięstwach. Co czas przyniesie - pożyjemy, zobaczymy.
23
Czy mi się tylko wydaje, czy dział publicystyki na stronie ostatnio jest trochę zaniedbywany? Kiedyś z chęcią czytało się felietony redakcji i paxa. Wiem, że od czasu do czasu challenger coś tam skrobnie, a co z innymi? Eoren? Ściah? Halo, jest tam kto?
16
Jak na takie rotacje to Barcelona osiągnęła bardzo dobry rezultat. Ter Stegen w swoim żywiole, właśnie wskoczył na poziom Borubara z jego najlepszych czasów. Cieszę się, że zaczął mecz z opaską. Dwoił się i troił w tej bramce. Widać, że chciał unieść ciężar odpowiedzialności i że zależy mu na klubie. Kolejna sprawa to Yerry Mina. Jak dla mnie ewidentnie odstaje poziomem od reszty środkowych obrońców. Trzeba mu jeszcze dużo minut na boisku, aby opanował podstawowe umiejętności - ustawianie się, trzymanie linii, musi też ograniczyć te ryzykowne wyjścia do przodu. Momentami prezentował się jak totalnie zagubiony junior. Na szczęście ma też kilka atrybutów, których nie da się przeoczyć. Kolumbijczyk potrzebuje gry jak tlenu. Może na wypożyczeniu? Dobrze, że wcześniej z boiska zszedł Coutinho. Jest w świetnej formie, daje od siebie bardzo dużo i w finale może być jednym z głównych aktorów. Rozumiem, że Messi miał coś strzelić i dopisać sobie punkciki w klasyfikacji Złotego Buta. No trudno, nie wyszło. Myślę, że sporo strat i indywidualnych błędów tak jak u Denisa, wynikało po części z chęci pokazania się trenerowi, a do tego w ofensywie niezbędne jest podejmowanie ryzyka. Ogólnie spotkanie na plus, choć niedużo brakowało, aby passa meczów bez porażki została przerwana. A na koniec - było przecież i tak, że za Luisa Enrique piłkarze wrócili do Katalonii po porażce 4-1 na Balaidos. Zagrali wtedy fatalnie.
11
Suarez jest nieprzewidywalny. Potrafi tragicznie przyjmować piłkę, podawać zupełnie do nikogo, marnować kolejne okazje, a potem w najmniej spodziewanym momencie strzelić bramkę stadiony świata. Poza tym warto pamiętać o jednej sprawie. Messi nie ma żadnych zadań defensywnych. To od niego zależy, kiedy przyciśnie pressingiem, kiedy się wróci za rywalem. W tym samym czasie Luis wykonuje praktycznie podwójną robotę z przodu, za siebie i Messiego. Biega jak opętany, ściera się z obrońcami, wywalcza rzuty wolne. Jest to idealny wojownik dla Barcelony, aczkolwiek swoje lata już ma, co widać po szybkości i koordynacji. I coraz częściej potrafi irytować. Solidny konkurent jak najbardziej się mu przyda. Szczególnie gdy odejdzie Iniesta, a Coutinho przejmie po nim rolę ofensywnego dyrygenta w linii pomocy.