Colon
Dołączył/a: luty 2018
32 obserwujących
5 obserwowanych
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
6
Muzyczna batalia - #67 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/BDyNz0QAOyR
------------------------------------------------
ANATHEMA – „2000 & Gone” (1999, album: Judgement)
Pionierzy brytyjskiego doom metalu, którzy z czasem zrzucili ciężkie skóry i stali się mistrzami klimatycznego, do bólu emocjonalnego rocka. Mają muzyczny stempel polegający na zamienianiu głębokiego smutku w piękne, rozległe melodie.
Klimat utworu: To dźwięk stania na pustej, zamglonej plaży o świcie, tuż po bardzo długiej, przepłakanej nocy. Utwór jest w pełni instrumentalny, bardzo wolny i oparty na leniwie snujących się, przestrzennych gitarach z dużym echem. Nie ma tu ani grama pośpiechu czy agresji. To muzyczny oddech ulgi i poczucie, że najgorsze już minęło. Pełen relaks i odpuszczenie.
Ciekawostki: Płyta Judgement, którą zamyka ten utwór (nie licząc jednego bonusu), powstawała w cieniu wielkiej tragedii – śmierci matki braci Cavanagh, założycieli zespołu. Cały album jest niewiarygodnie ciężki emocjonalnie, pełen żalu i trudnych tekstów. „2000 & Gone” zostało wrzucone na sam koniec celowo – działa jak oczyszczenie. To instrumentalne pożegnanie z bólem starych lat i krok w nadchodzące nowe milenium ze spokojniejszą głową.
----------------------------------------------------------------------------------------
ANIMALS AS LEADERS – „Tempting Time” (2009, album: Animals as Leaders)
Ekipa dowodzona przez gitarowego czarodzieja Tosina Abasiego. Absolutni giganci nowoczesnego, połamanego metalu. Ich stempel to granie na 8-strunowych gitarach z siłą ciężkiego rocka, ale precyzją i finezją muzyków jazzowych.
Klimat utworu: Brzmi to jak wielki, futurystyczny superkomputer, który dostał zwarcia i za wszelką cenę próbuje zagrać heavy metal. Utwór uderza gęstymi seriami karabinowych, szarpanych riffów, które nagle się urywają, robiąc miejsce na dziwne, elektroniczne wstawki. Tosin uderza w struny gitary kciukiem (technika slap), przez co momentami gitara brzmi u niego jak agresywny, funkowy bas. Pełna chirurgiczna precyzja, niesamowity ciężar i ani chwili na złapanie tchu.
Ciekawostki: To właśnie ten numer (udostępniony pierwotnie na portalu MySpace) wywołał rewolucję i nakręcił modę na instrumentalny, nowoczesny metal. Tosin Abasi początkowo odrzucił propozycję nagrania tej płyty, twierdząc, że solowe albumy gitarzystów są „zbyt egoistyczne”. Kiedy w końcu się zgodził, nie miał zespołu. W efekcie perkusja, która brzmi tu jakby grał na niej człowiek-maszyna o nadludzkich umiejętnościach, to w 100% robota komputera – zaprogramował ją kumpel Tosina, Misha Mansoor (z zespołu Periphery). Co więcej, sama nazwa "Animals as Leaders" została zainspirowana książką „Izmael”... której głównym bohaterem jest telepatyczny goryl udzielający lekcji filozofii.
-----------------------
Poprzedni post nr 66 https://www.fcbarca.com/la-rambla/dyskusja-16782814#comment-16782814
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj
@iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
0
@Colon @BillyButcher kojarzysz?
1
@Giwera kosmos.
11
Muzyczna batalia - #66 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/eJnvVkAamnv
----------------------------------------------------------
BLIND WILLIE JOHNSON – „In My Time of Dying / Jesus Make Up My Dying Bed” (nagrano w 1927, wydano w 1928)
Pionier gospel bluesa z Teksasu. Wędrowny ślepy kaznodzieja, który połączył głęboką religijność z surowym, brudnym, ulicznym brzmieniem.
To czysta, szorstka modlitwa nagrana w jednym ujęciu. Nagranie trzeszczy, a artystę słychać tak, jakby siedział na zakurzonym skrzyżowaniu dróg. Jego zdzierający się, potężny głos niemal drapie w uszy, a w tle towarzyszy mu jęcząca, przeciągła gitara. Całość ma formę absolutnego, hipnotyzującego transu człowieka, który bez lęku czeka na twardy wyrok losu.
To właśnie to nagranie jest "ojcem" piosenki, która dekady później zyskała sławę jako "In My Time of Dying". Johnson, aby wydobyć ze swojej gitary ten ślizgający się, blaszany dźwięk, często grał po prostu dociskając do strun grzbiet zwykłego scyzoryka. Co więcej, jego muzyka ma status kosmiczny – w 1977 roku inna jego kompozycja trafiła na słynną złotą płytę wysłaną w kosmos przez NASA na pokładzie sondy Voyager, jako dowód na to, jak brzmi ludzka melancholia.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
BOB DYLAN – „In My Time of Dyin'” (1962, album: Bob Dylan)
Ikona muzyki, buntownik z gitarą i najważniejszy bard XX wieku. Wtedy jednak – nikomu nieznany, 20-letni chłopak nagrywający swój debiutancki album za marne grosze.
Klimat utworu: Jest tu pośpiech, nerwowość i młodzieńcza bezczelność. Dylan śpiewa bardzo nosowo, niemal warcząc i wyrzucając z siebie słowa w pośpiechu. Zamiast powolnego narzekania na nadchodzącą śmierć, dostajemy rwące, brzęczące uderzenia w struny akustycznej gitary, które brzmią trochę jak rytmiczne uderzanie w garnek.
Ciekawostki: Bob nagrywał całą swoją pierwszą płytę niezwykle szybko i z reguły odmawiał robienia powtórek (twierdził, że nie potrafi zaśpiewać tego samego dwa razy tak samo). Najciekawszy jest tu jednak dźwięk gitary. Aby uzyskać ten szklany, ślizgający się efekt na strunach, Dylan użył zamiast profesjonalnej rurki (slide'a)… metalowej zatyczki od szminki. Pożyczył ją od swojej ówczesnej dziewczyny, Suze Rotolo, która siedziała tuż obok niego w studiu podczas nagrywania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
LED ZEPPELIN – „In My Time of Dying” (1975, album: Physical Graffiti)
Zespół: Brytyjscy tytani hard rocka. Mistrzowie brania starych bluesowych standardów i pompowania w nie energii zdolnej zburzyć budynek.
Klimat utworu: To ponad 11 minut czystego, rockowego walca drogowego. Kawałek zaczyna się od leniwego, przesterowanego brzmienia gitary i narzekającego wokalu Roberta Planta, by potem zmienić się w gęsty, mroczny, toczący się do przodu rytm. Perkusja brzmi tu potężnie i przestrzennie – uderzenia są tak wielkie, że ma się wrażenie przebywania w jakiejś podziemnej jaskini. Prawdziwa dźwiękowa ściana, która z każdą minutą coraz bardziej wciąga.
Ciekawostki: Co ciekawe (i mocno kontrowersyjne), zespół na okładce albumu wpisał wszystkich swoich czterech członków jako... pełnoprawnych autorów tej wieloletniej melodii. Utwór ten jest najdłuższą studyjną piosenką w historii Led Zeppelin i w większości był pędzony na wielkim żywiole. Pod sam koniec nagrania słychać, jak w studiu niespodziewanie zapada cisza, po czym perkusista John Bonham teatralnie odchrząkuje i rzuca z zadowoleniem do mikrofonu: "That's gotta be the one, hasn't it?" (To musi być ta wersja, nie?). Było to tak prawdziwe i surowe, że po prostu zostawili to na oficjalnej płycie!
---------------------------------
poprzedni post https://www.fcbarca.com/la-rambla/dyskusja-16775253#comment-16775253
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj
@iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
2
@mekston dla mnie i tak jednak Messi.
0
@Aragorn33 no ale to zakladasz, ze on przyaktorzyl.. a moim zdaniem tak to uderzenie plus bol go odrzucily. ze nie ma mowy o grze i ewentualnej statuetce.
1
@Draqulius zgadza sie.
2
@Coutinho007 no to Twoja propozycja
0
Neuer chyba za długo Studio TVP się przed meczem naoglądał
0
Jeśli nie Barca to może chociaż Real ;)
1
@Safrani nie. .
2
@Draqulius @kazbychu @Safrani @kamyk_23 @MariusGajusMaximus @JimMorrisonFCB @shaun a wiecie juz, ktorzy uzytkownicy zaproponowali te kawalki?
2
@Draqulius dzis "dad rock" zrobil mi dzien. W sumie niezle okreslenie. @shaun
1
@mekston troche sie wkurzyl
1
@mekston faktycznie ten Hodar (wym.Jodar) dobrze się prezentuje. Z twarzy taki młody Didi Hammann
1
@mekston nieźle
10
Zazwyczaj w tym cyklu prezentuję utwory, które sam uwielbiam i uważam za fantastyczne oraz wartościowe. Dzisiaj jednak mamy nieco inną formułę: wrzucam zespoły wytypowane przez dwóch użytkowników (w odpowiednim czasie dowiecie się o kogo chodzi), którzy stawiają je bardzo wysoko w swoich prywatnych rankingach. Ja sam nigdy nie wkręciłem się ani w Iron Maiden, ani w Judas Priest... pewnie tylko dlatego, że akurat w tamtym czasie pochłaniało mnie odkrywanie zupełnie innej muzyki
-------
Muzyczna batalia - #65 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/ajnE1rojAnW
---------
IRON MAIDEN – „Hallowed Be Thy Name” (z albumu „The Number of the Beast”, 1982)
Zespół: Ojcowie chrzestni brytyjskiego heavy metalu. Mistrzowie epickich, wielowątkowych opowieści, których muzycznym stemplem jest słynny „galopujący” bas, krzyżujące się solówki dwóch gitar i potężny, niemal operowy wokal.
"Moim zdaniem jest to najlepszy utwór w historii heavy metalu. Pochodzi z pierwszego albumu, na którym jako wokalista znalazł się Bruce Dickinson, po czym zaczęła się budować legenda Iron Maiden. Sam utwór opowiada o losach skazanego na śmierć człowieka (nie wiadomo, czy słusznie) i jego rozkminach na temat ulatującego życia. Świetne partie gitar, zwolnienia, przyspieszenia, budowanie narastającej grozy wobec nieuniknionego. Krzyk rozpaczy, krzyk kończącego się świata w głowie jednostki. Pytania o sprawiedliwość"
Ciekawostki:
Tekst utworu to dosłowne odliczanie minut do egzekucji o 5:00 rano przez powieszenie. Wokalista śpiewa z perspektywy więźnia, który najpierw udaje twardziela, ale pod koniec pękają w nim emocje i błaga o to, by to wszystko okazało się tylko snem.
Steve Harris (basista i założyciel zespołu) napisał ten utwór samodzielnie. Ironią losu jest to, że kilkadziesiąt lat później (w 2017 roku) fragmenty tekstu stały się powodem pozwu o plagiat. Okazało się, że kilka linijek faktycznie „pożyczono” z mało znanego utworu „Life's Shadow” zespołu Beckett z 1974 roku. Przez ten proces prawny Iron Maiden na jakiś czas musieli przestać grać swój największy hit na żywo!
Piosenka stała się tak wielkim klasykiem, że doczekała się świetnych coverów w wykonaniu zupełnie skrajnych stylistycznie artystów – zagrał ją m.in. symfonicznie zespół Cradle of Filth, a także groove-metalowy Machine Head.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
JUDAS PRIEST – „Painkiller” (z albumu „Painkiller”, 1990)
Brytyjscy giganci, którzy zdefiniowali to, jak heavy metal brzmi i jak wygląda. To oni wprowadzili do tej muzyki wizerunek oparty na czarnej skórze, ćwiekach i motocyklach. Ich muzyczny stempel to bezbłędny, podwójny atak dwóch gitar prowadzących i wokal zdolny kruszyć szkło.
"Opus Magnum i jeden z najbardziej rozpoznawalnych singli Judaszy oraz jeden z najlepszych utworów heavy metalowych. Czysty ogień! K.K. Downing i Glenn Tipton ładują solówkami jak gromy z jasnego nieba, a Scott Travis na perkusji jest niczym karabin maszynowy. Rob Halford wchodzi na niezwykle wysokie rejestry, tworząc wybuchową mieszankę. Każdy fan ciężkiego brzmienia powinien mieć na półce ten album"
Ciekawostki:
Wejście smoka: Ten słynny, morderczy wstęp z podwójną stopą na perkusji to oficjalne przywitanie się ze światem nowego członka zespołu. Scott Travis dołączył do Judas Priest tuż przed nagraniem płyty, a koledzy pozwolili mu od razu pokazać, na co go stać. Ten perkusyjny galop z miejsca przeszedł do historii muzyki.
Wokalne tortury: Aby wyciągnąć te potężne, przeraźliwie wysokie krzyki, wokalista Rob Halford nagrywał swoje partie fizycznie zgięty wpół. Tylko dzięki takiemu ułożeniu ciała mógł wykrzesać z przepony absolutne maksimum ciśnienia i uzyskać ten nieludzki, "mechaniczny" wrzask.
Z sali sądowej do studia: Agresja w tym utworze nie wzięła się znikąd. Płyta powstawała tuż po słynnym, absurdalnym procesie w USA, w którym oskarżono zespół o umieszczanie na płytach podprogowych komunikatów zmuszających fanów do samobójstwa. Zespół sprawę wygrał, a wściekły i napędzony testosteronem utwór „Painkiller” był ich muzycznym środkowym palcem wymierzonym w oskarżycieli.
---
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj
@iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
0
@Giwera nieźle !
0
@mekston Music uwazac, by mu seta nie urwal.
0
@Baros1990 a koncert gdzie się odbył ?
5
Odeszła Moya Brennan z Clannad
#robin the hooded man
@JimMorrisonFCB
0
@arsenallondyn0 nie widziałem
1
@Colon z tamtond
6
Za pare dni premiera 4 sezonu "Stamtąd".
0
@Draqulius Music for 18 Musicians to jest po prostu magia sama w sobie, tak jak zreszta wiekszosc kompozycji Reicha.
1
@Cochise
1
@Safrani Ty w 30 sekund sluchasz muzyke :)
8
Muzyczna batalia - #64 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/GeZAR6pA8yV
------
DJ SHADOW – „Changeling"
Album: Endtroducing..... (1996)
Gatunek: Instrumental Hip-Hop / Trip-Hop / Plunderphonics
„Changeling” to absolutne mistrzostwo budowania przestrzeni i melancholii za pomocą samplera. Płynie powoli, napędzany hipnotycznym, sennym beatem i ciężką, jazzującą linią basu. Utwór stopniowo rozkwita w wielowarstwowy, oniryczny pejzaż z rozmytymi partiami instrumentów. To muzyka drogi w najczystszej postaci – brzmi jak samotna jazda samochodem po pustym mieście o trzeciej nad ranem. Końcówka płynnie przechodzi w „Transmission 1”, zacierając melodię w radiowych szumach i mrocznym niepokoju.
Ciekawostki: Choć utwór brzmi niezwykle organicznie, jakby grał go w studiu świetnie zgrany zespół jazzowy, to w rzeczywistości gigantyczna łamigłówka z winylowych strzępków. Słynny, wiodący bas Shadow wyciął z utworu „Klondyke Netti” (1979) niemieckiej krautrockowej grupy Embryo, a perkusję zapożyczył od zespołu Motherlode.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
COLDCUT – „Music for No Musicians”
Album: Let Us Play! (1997)
Gatunek: Breakbeat / Experimental / Cut-up
"And the original phrase seemed to rise up out of the streets. The methods don't escalate the hostility. Don't escalate the uhh... anger. Control your mind. Control your mind."
Coldcut – ojcowie chrzestni brytyjskiego samplingu i założyciele kultowej wytwórni Ninja Tune. Duet (Matt Black i Jonathan More), który w latach 80. i 90. udowodnił, że gramofon i sampler to pełnoprawne instrumenty, a DJ to prawdziwy kompozytor.
Klimat utworu: To pulsujący, intelektualny trans. Zamiast klasycznego bitu z lat 90., dostajemy precyzyjnie wyciętą mozaikę dźwięków, która zapętla się, fazuje i ewoluuje z matematyczną precyzją. Utwór brzmi jak żywy, oddychający organizm złożony z maszyn i winylowych trzasków. Groove jest tu bardzo powściągliwy, chłodny i lekko odhumanizowany, co sprawia, że kawałek mocno wciąga w swój dziwny, cyfrowy labirynt.
Ciekawostki: Tytuł to kapitalne i ironiczne puszczenie oka do ikony awangardy, Steve’a Reicha, i jego słynnego dzieła „Music for 18 Musicians”. Coldcut stosuje tu techniki minimalistów, ale bez udziału żywych wykonawców z akademickim wykształceniem. Pokazują, że to samo poczucie transu można osiągnąć „demokratycznymi” metodami z ulicy: za pomocą cyfrowego samplera i sterty starych płyt, dekonstruując dźwięk na mikro-kawałki.
-----
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj
@iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
0
@MessiForeverTheBest tak? ja w sumpie pozytywnie zaskoczony, bo nie ogladam praktycznie niczego o superbohatraach. Moze troche za duzo am. humoru.
A co bys polecil?
0
@BillyButcher czy go az tak lubie to nie wiem :)