0

@Deviler Głupszej definicji na stronie typowo piłkarskiej, to ciężko znaleźć na rozsądnych i poważnych stronach wyłącznie o futbolu w internecie. No ale jaka redakcja, to i takie podejście do futbolu a zwłaszcza do jej historii, której zawdzięczamy ten wspaniały futbol...

0

@Lionel_Messi10 Scaloni lepszy od de la Fuente o dwie półki? Moim skromnym zdaniem to mocno przesadziłeś. Jedynie ze zgraniem obydwu reprezentacji mógłbym się zgodzić a i też nie do końca, gdyż Hiszpanie grają bardzo kolektywnie i bardzo szybko się zgrywają nowi zawodnicy...

13

Nieeeee, nie zapomniałem. Absolutnie nie zapomniałem(!) o "Orłach Górskiego". Po prostu nie miałem czasu. Gdybym miał taką możliwość to już o 8 rano byłby napisany taki oto komentarz:
Panie i Panowie, kochani i oddani kibice polskiego futbolu, dzisiaj mija dokładnie 53 lat od olimpijskiego triumfu Polskiej reprezentacji w piłce nożnej. W finale turnieju igrzysk w Monachium Biało-Czerwoni pokonali Węgrów 2:1. To bez wątpienia największe osiągnięcie w historii polskiego futbolu. Drogę po złoto polski zespół rozpoczął od zwycięstwa nad Kolumbią 5:1. Później pokonał Ghanę 4:0 i NRD 2:1. Na inaugurację drugiej rundy grupowej zremisował z Danią 1:1 i kluczowy był mecz ze Związkiem Radzieckim. Choć do przerwy rywale prowadzili 1:0, to po golach Kazimierza Deyny i Zygfryda Szołtysika Biało-Czerwoni wygrali 2:1. Awans do finału przypieczętowali gromiąc Marokańczyków 5:0. Finał na Stadionie Olimpijskim odbył się w niedzielę 10 września 1972 roku, w obecności 60 tysięcy widzów. Piłkarzom grę utrudniał padający deszcz. Tuż przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgrom Bela Varadi. Po dwóch minutach drugiej połowy był remis, a w 68. minucie Kazimierz Deyna zdobył drugiego gola w tym meczu i przechylił szalę zwycięstwa na stronę biało-czerwonych. Była to dopiero druga wygrana z Madziarami w 19. meczu w historii. Kapitanem polskiej jedenastki był wówczas Włodzimierz Lubański, ale pierwsze skrzypce grał Deyna, który z dorobkiem dziewięciu bramek został królem strzelców turnieju olimpijskiego. Polacy w finale zagrali w składzie: Hubert Kostka - Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Zygmunt Anczok - Zygfryd Szołtysik, Jerzy Kraska, Kazimierz Deyna (77-Ryszard Szymczak), Zygmunt Maszczyk - Włodzimierz Lubański, Robert Gadocha. Trenerem reprezentacji był oczywiście nieodżałowany Kazimierz Górski a jego asystentem Jacek Gmoch. Olimpijskie złoto stało się początkiem "złotej ery" polskiego futbolu. Bez sukcesu w Monachium, nie byłoby prawdopodobnie trzeciego miejsca w mistrzostwach świata dwa lata później, również na niemieckich stadionach a decydujące spotkanie z Brazylią (1:0) polska jedenastka także rozegrała na szczęśliwym obiekcie w stolicy Bawarii. "Przegląd Sportowy" z 11 września 1972 roku zamieścił wrażenia uczestników olimpijskiego finału pod znamiennym tytułem "Jak długo na Wawelu...". W szatni polskiego zespołu(jak relacjonowała gazeta) "Stare chłopy płakały jak panienki...". Zawodnicy, trenerzy, działacze i dziennikarze śpiewali chórem hymn kibiców "Jak długo na Wawelu... i Zwycięży Orzeł Biały...". Lubański zaimprowizował własny tekst, który mówił o tym, że "zwyciężyła nasza kadra, bo się nauczyła grać", a potem krzyknął: "Chłopcy! Mazurek na stadionie! Przeżyć to i kończyć karierę...". Natomiast Robert Gadocha przypomniał mu: "A mówiłem ci przed meczem, że wygramy 2:1". Z kolei Deyna, w swoim stylu, powiedział: "Strzeliłem dwie, a mogłem strzelić trzecią". Chwilę później kapitan zarządził: "Chodźcie, nie dajcie czekać tym medalom".

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Feliz cumleaños panie Jordi!

10 września 1967 r. urodził się Jordi Roura, wychowanek FC Barcelony. W 1982 r. trafił do La Masii i już po 2 latach zaliczył pierwszy występ w FC Barcelona B. W 1988 r. Johan Cruijff umożliwił Katalońskiemu pomocnikowi debiut w pierwszej drużynie, lecz zaledwie rok później Roura doznał poważnej kontuzji kolana w meczu o Superpuchar Europy przeciwko AC Milan, co w praktyce skończyło jego karierę. W Blaugranie zanotował zaledwie 13 występów. Próbował jeszcze odbudować forme w Murcii, Figueres i Sant Andreu, lecz w każdej z tych drużyn wystąpił jedynie kilkunastokrotnie. Definitywnie zakończył karierę piłkarską w wieku 26 lat a następnie próbował swoich sił jako trener będąc między innymi asystentem Rexacha w lidze japońskiej. W 2009 r. znalazł się w sztabie Pepa Guardioli gdzie przez 3 lata analizował gre rywali. Po objęciu posady trenera przez Tito Vilanove został jego asystentem a wobec choroby nowotworowej Vilanovy przez kilka tygodni pełnił funkcje pierwszego trenera.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

Nienawidze tych pie... chaliernych szwabów!
Vamos "Magyarország" Vamos a ganar!

12

Czy wiemy że…

Sergio Agüero i Lionel Messi strzelają gole w końcówce meczu Argentyny z Meksykiem. Dokładnie 10 lat temu późno zdobyte gole Sergio Agüero i Lionela Messiego dały Argentynie remis 2:2 z Meksykiem i uratowały jej honor, gdyż zdominowała mecz, ale nie potrafiła wykorzystać swoich szans w otwartym meczu towarzyskim na stadionie AT&T w Arlington w Teksasie. Agüero zdobył gola w 85. minucie, kiedy Ezequiel Lavezzi wykorzystał błąd meksykańskiego bramkarza Moisésa Muñoza i dośrodkował do niego a ten trafił do pustej bramki. Trzy minuty później Messi dośrodkował z piłki w polu karnym i uderzył półwolejem, pozbawiając Meksyk zwycięstwa. „Meksyk strzelił gole, ale myślę, że Argentyna kontrolowała mecz” – powiedział po meczu trener reprezentacji Argentyny Gerardo Martino. „Mieliśmy tyle samo okazji, ale ich nie wykorzystaliśmy”. Meksykanie prowadzili 1-0 w przerwie po tym, jak Javier Hernández wykorzystał rzut karny, a były napastnik Manchesteru United i Realu Madryt powinien był podwyższyć wynik na 2:0, ale strzelił nad bramką, mając przed sobą tylko bramkarza. Héctor Herrera zdobył drugą bramkę dla Meksyku w 70. minucie, kiedy zespół Ricardo Ferrettiego nękał przeciwników szybkimi kontratakami, ale Argentyńczycy swoimi golami w końcówce nadali wynikowi bardziej realistyczny wydźwięk. Dzięki temu wynikowi seria Argentyny bez porażki wydłuża się do 11 meczów a drużyna Martino musiała skoncentrować się na zbliżających się kwalifikacjach do Mistrzostw Świata.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Bernard777 Bardzo bym chciał żeby tak było ale jak bardzo chcesz to wiesz, jak na ogół się to kończy? Jaki Dominik? Ten Soboslai czy jak mu tam?

9

Z historii Copa Mitropa:

9 września 1934 r. Bologna FC pokonuje Admire Wacker Wiedeń 5:1 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa. Hattrickiem w tym meczu popisał się znakomity skrzydłowy Carlo Reguzzoni. Pozostałe 2 gole strzelili Maini i Fedullo. W pierwszym meczu padł wynik 3:2 dla Admiry, lecz większa ilość strzelonych goli pozwoliła po raz drugi w historii sięgnąć po puchar ekipie Bolonii FC.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Gary No to nie pozostaje mi nic, tylko pozazdrościć tobie...

9

,,La Manita” w derbach Barcelony:

9 września 2017 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Espanyol 5:0(!) w 3 kolejce Primera Division. Hattrickiem popisał się w tym meczu Leo Messi a pozostałe gole dołożyli Pique oraz Luis Suarez.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

13

Ku pamięci wybitnych legend Blaugrany:

9 września 1998 r. zmarł Mariano Martin, jeden z najlepszych napastników w historii FC Barcelony. Mariano urodzony w 1919 r. trafił do Barcelony w wieku 20 lat i spędził na ,,Les Corts” 8 lat. W sezonie 1942/43 został pierwszy piłkarzem Blaugrany, który zdobył Trofeo Pichichi dzięki strzeleniu aż 32 goli(ten klubowy rekord w jednym sezonie La Liga pobił dopiero Luis Nazario de Lima w 1997 r.). Martin uzbierał aż 188 goli(!) we wszystkich 167 meczach w bordowo-granatowych barwach. Jego kariera została zahamowana przez kontuzje więzadła w kolanie. Próbował odbudować forme w Gimnastic Tarragona, lecz ostatecznie zakończył karierę już w wieku 30 lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

14

Jacek Krzynówek zapewnia bardzo cenny remis:

8 września 2007 r. reprezentacja Polski remisuje na Estadio da Luz z Portugalią 2:2 w ramach eliminacji ME. Po cennym zwycięstwie na Stadionie Śląskim wicemistrzowie Europy wiedzieli już, na co nas stać. Przez niemal całą pierwszą połowę nie pozwolili nam podejść pod swoją bramkę. Jednak tuż przed przerwą Jakub Błaszczykowski huknął z dystansu, obronił ten strzał Ricardo ale wobec dobitki Mariusza Lewandowskiego bramkarz był bezradny. Wściekli Portugalczycy rzucili się naszym piłkarzom do gardeł w drugiej połowie. Piękne trafienia zaliczyli Maniche i Cristiano Ronaldo, ale gol z końcówki Jacka Krzynówka pamięta się do dziś! Atomowy strzał po ziemi, piłka odbija się od słupka a następnie od pleców golkipera i wpada do siatki. Krzynówek został w tamtej chwili bohaterem narodowym. Po latach przyznał na łamach „Przeglądu Sportowego”: „Myślę, że był to akt egoizmu, bo Mariusz Lewandowski był nieobstawiony, powinienem mu podać. Nie widziałem tego. Nie będę mówił, że planowałem tak uderzyć, dużo było w tym przypadku”. W eliminacjach do Euro 2008 wyrwaliśmy ówczesnym wicemistrzom Europy aż cztery punkty!

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

11

Copa Mitropa, czyli pierwsze w historii futbolu cykliczne międzynarodowe rozgrywki klubowe:

8 września 1933 r. Austria Wiedeń pokonuje Inter Mediolan 3:1 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa i tym samym sięga po to trofeum(w pierwszym meczu włosi wygrali tylko 2:1). Najistotniejszym faktem w tym meczu jest ustrzelenie hattricka przez legendarnego Matthiasa Sindelara. Honorowe trafienie zaliczył równie legendarny Giuseppe Meazza.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Bernard777 No Anglicy jak już coś wymyślą, to im tego nie odbierzesz; niczym dziecku zabawke :) Ale to prawda, u nich futbol funkcjonuje jak szwajcarski zegarek...

1

@Safrani No ja też bym sobie popatrzył jak to wyglądało. Co prawda są jakieś urywki z tamtej epoki ale to nie to samo co cały mecz...

11

Wiekopomne wydarzenie w dziejach futbolu:

8 września 1888 r. wystartowały rozgrywki angielskiej Football League a więc najstarszej ligi na świecie. Wiliam McGregor, jeden z członków zarządu klubu Aston Villa, zaczął namawiać działaczy największych klubów, by utworzyć zawodową ligę piłkarską. 17 czerwca 1888 roku w hotelu Royal w Manchesterze spotkali się przedstawiciele 12 klubów: Accrington, Bluckburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Derby County, Everton, Notts County, Preston North End, Stoke City, West Bromwich Albion, Wolverhampton Wanderers i właśnie Aston Villa. To właśnie one utworzyły najstarszą ligę piłkarską na świecie a McGregorowi powierzono funkcję jej prezesa. Wiliam sprzeciwiał się nazwaniu jej ligą angielską, gdyż miał nadzieję, że wkrótce przyłączą się do niej kluby szkockie. Pomylił się, lecz wymyślona przez niego liga ruszyła już we wrześniu 1888, i to za poparciem The FA. Dniem rozgrywek ligowych(przez 84 lata!) była wyłącznie sobota. Faworytami pierwszego sezonu ligowego byli zdobywcy Pucharu Anglii z 1888(West Browmich) oraz z 1887(Aston Villa), w składzie których grały dwie wówczas największe gwiazdy na Wyspach: Billy Basset, najlepszy wtedy skrzydłowy w Królestwie, oraz Archie Hunter, legendarny napastnik Aston Villa rodem ze Szkocji. Tymczasem pierwszą ligową bramkę strzelił Jack Gordon z Preston North End, a jego zespół przez wszystkie 22 mecze sezonu nie znalazł pogromcy. Najjaśniejszym punktem drużyny był center napadu Johnny Goodall(ur. 1863), 14-krotny reprezentant Anglii, jej kapitan w latach 1891-95, uważany do dziś za pierwszą wielką gwiazdę The Football League. W tym pionierskim sezonie 1888/89 zdobył z klubem Mistrzostwo Anglii, ponadto Puchar Anglii a sam z 21 golami został królem strzelców! W kolejnym sezonie Preston udaje się obronić tytuł, ale Goodall żegna się z zespołem i przechodzi do Derby County, gdzie zostaje jego kapitanem.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Kalendarium FC Barcelony:

8 września 2011 r. otwarto FC Barcelona Escola Varsovia. Blaugrana posiada filialne szkółki piłkarskie rozrzucone po całym świecie. Najlepsi młodzi piłkarze są zapraszani do La Masii. Pierwszą tego typu szkółke w Europie otwarto w Warszawie. Inicjatorem powstania akademii Barçy był Wiesław Wilczyński, ówczesny dyrektor Biura Sportu Miasta Stołecznego Warszawa a w przeszłości między innymi prezes klubu żużlowego Polonii Piła. FC Barcelona zaprosiła na pierwsze testy chłopaków w wieku 6-12 lat a stolica przygotowała kilka boisku w różnych miejscach miasta, na których docelowo trenować miało tysiąc dzieci.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Gładkie zwycięstwo na wyjeździe:

8 września 1997 r. FC Barcelona pokonała na Estadio Mestalla Valencie 0:3 w 2 kolejce Primera Division i umocniła się na prowadzeniu w tabeli z 6 punktami. Już w pierwszej minucie meczu gola dla przyjezdnych strzelił Sonny Anderson. Na 2:0 podwyższył jego rodak Rivaldo z rzutu karnego w 37 minucie a dzieła zniszczenia dokonał w 81 minucie Ivan de la Peña.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@FcPortoFan1999 Tyle że my jeszcze nie prezentujemy odpowiedniego poziomu na mistrzostwa świata, no ale to się może jeszcze zmienić a konkretnie może to zmienić tylko i wyłącznie Jan Urban...

2

Włączyłem se Polsat i co? A tu cyk i Litwa zdobywa gola wyrównującego na 2:2! W takim razie trzeba stwierdzić ze w czwaartek zagraliśmy bardzo słabo bo wyglada na to że Holandia to słaby przeciwnik...

10

Skromne ale jakże ważne zwycięstwo:

7 września 2005 r. reprezentacja Polski pokonała Walie 1:0 w eliminacjach MŚ 2006 po golu Macieja Żurawskiego z rzutu karnego. Jęk zawodu niósł się po stadionie Wojska Polskiego kilka minut po końcowym gwizdku. Osoba postronna, która nie była na meczu, mogła pomyśleć, że Polska nie sprostała oczekiwaniom kibiców i uległa Walii. Nic bardziej mylnego. Biało-czerwoni odnieśli ósme zwycięstwo w grupie. Co więcej, niespodziewanej porażki w Belfaście doznała Anglia. Wydawało się, że już za chwileczkę, już za momencik nasza drużyna zapewni sobie bezpośredni awans do mistrzostw świata. Po zakończeniu spotkania wszyscy nasłuchiwali wieści z Budapesztu, gdzie w grupie 8. Węgry grały ze Szwecją. Bezbramkowy remis promował Polaków. Gol Zlatana Ibrahimovicia w ostatnich sekundach przesunął świętowanie o miesiąc, i to bez wychodzenia na boisko. Wszystko dzięki zwycięstwu Holendrów nad Czechami. ,, Na pewno szkoda, że awansu nie zapewniliśmy sobie już teraz. Musimy patrzeć tylko na siebie. Jeżeli się postaramy, to możemy awansować nawet z pierwszego miejsca. Czy miałem jakieś obawy, gdy podchodziłem do rzutu karnego? Ja nie mam 15 lat. Nie wiem, dlaczego miałbym się bać”- Maciej Żurawski po meczu.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@FcPortoFan1999 Dokładnie tak jak mówisz!

0

@FcPortoFan1999 A i owszem! Dla mnie tak bardzo spory że pierwszy raz w życiu nie chciałem ich widzieć na mistrzowskiej imprezie...!

1

@FcPortoFan1999 A no zwycięstwo i to w takim stylu, który pozwoli z czystym sumieniem pojechać na mundial. Zobaczmy jak to będzie wygladało, gdyż z takimi przeciętnymi rywalami Polska czasami niemiłosiernie się męczy i nic z tego nie wynika...

2

@FcPortoFan1999 To wcale nie jest wykluczone, gdyż ,,my" w listopadzie a zwłaszcza w październiku gramy najlepsze mecze i to z tymi najlepszymi w Europie przeciwnikami...

11

Niespodziewane zwycięstwo nad ,,Oranje”:

7 września 1969 r. reprezentacja Polski pokonała Holandie 2:1 w eliminacjach mistrzostw świata Meksyk 1970. Arcyważny mecz z Holandią w el. mś zakończył się niespodziewanym zwycięstwem biało-czerwonych 2-1 po golach Andrzeja Jarosika i Włodzimierza Lubańskiego. Goście objęli prowadzenie już w 20 min, wtedy Henrik Wery pokonał Huberta Kostkę. W końcówce spotkania ten sam zawodnik przestrzelił rzut karny, co zachwyciło dużą rzeszę kibiców na Stadionie Śląskim. Szkoda, że z kadrą pożegnały się dwie wielkie postacie śląskiej piłki, Eugeniusz Faber z Ruchu Chorzów, i Zygmunt Schmidt z GKS Katowice.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

8

@FCBparasiempre
Bohater tego tekstu nie zagrał na mundialu choćby minuty. Jako selekcjoner nigdy nie przywiózł ze światowego czempionatu żadnego medalu. Bora Milutinović jednak mimo to zasługuje na miano niezapomnianej postaci w historii mistrzostw. Aż pięć razy z rzędu zasiadał na trenerskiej ławce, za każdym razem prowadząc na mundialu inną reprezentację. Charyzmatyczny Serb to prawdziwa definicja obywatela świata. Meksyk, Kostaryka, USA, Nigeria, Chiny – wszędzie tam nie bał się wyzwań, a często wręcz osiągał wyniki ponad stan. Jeśli na wzór Teleexpressu istniałaby „mundialowa galeria ludzi pozytywnie zakręconych”, to z pewnością wiecznie uśmiechnięty i ekscentryczny Bora miałby w niej miejsce. Velibor, bo takie właściwie imię posiada Milutinović, przyszedł na świat 7 września 1944 roku. Jugosławia w tym czasie była ogarnięta wojną z niemieckim okupantem, a także bratobójczymi walkami pomiędzy komunistyczną partyzantką Josepa Tity oraz promonarchistycznymi czetnikami. Narodziny w takim miejscu i czasie odcisnęły piętno na małym chłopcu. Ojciec Velibora zginął na polu bitwy, a matka zmarła wkrótce po wojnie z powodu choroby. Bora nigdy nie zdążył zapamiętać swoich rodziców. Wraz z rodzeństwem został przygarnięty i wychowany przez ciotkę. Chłopiec posiadał talent do futbolu, podobnie jak jego dwaj starsi bracia – Miloš oraz Milorad. Został zauważony przez belgradzkie kluby. W stołecznym mieście występował najpierw w zespole OFK, później trafił do Partizana. Tym samym dołączył do swoich braci, którzy już wcześniej zakładali koszulkę w biało-czarne pasy. Z całego rodzeństwa Milutinoviców najwięcej osiągnął Miloš. Dwukrotnie (w 1954 oraz 1958 roku) reprezentował Jugosławię na mundialach. Velibor nigdy nie zrobił tak zawrotnej kariery na boisku. Grał dla kraju tylko na Igrzyskach Śródziemnomorskich, choć został zapamiętany raczej jako solidny ligowiec. Bora już jako piłkarz rozpoczął swoją życiową przygodę globetrottera. Po wyjeździe z Belgradu trafił najpierw do Szwajcarii (gdzie grał w Winthertur), a następnie do Francji (Monaco, Nice, Rouen). Największe piętno na jego życiu odcisnęła jednak decyzja o wyjeździe do Meksyku. Ten kraj stał się dla niego nowym domem, w którym zapuścił korzenie. Krótka przygoda, która miała trwać ledwie dwa lata, przemieniła się wieloletni związek pomiędzy Borą i krajem potomków Azteków. W Meksyku przez cztery lata występował w stołecznym klubie Club Universidad Nacional AC (znanym jako Pumas UNAM). Następnych siedem spędził jako szkoleniowiec tej drużyny. Na ławce trenerskiej odniósł kilka sukcesów. W 1980 roku wygrał Ligę Mistrzów CONCACAF, a rok później zdobył mistrzostwo Meksyku oraz Copa Interamericana. Wyniki charyzmatycznego Serba nie mogły umknąć włodarzom krajowego związku. Meksyk w maju 1983 roku oficjalnie przejął od Kolumbii organizację najbliższego mundialu. Rozkochani w futbolu gospodarze nigdy nie osiągali na światowym czempionacie wyników na miarę oczekiwań. Ich siedem z ośmiu wcześniejszych występów kończyło się na pierwszej fazie turnieju. Wystarczy wspomnieć, że na 24 mundialowe mecze wygrali oni… zaledwie trzy. Jedyne naprawdę udane mistrzostwa miały miejsce w 1970 (ćwierćfinał). Należy jednak pamiętać, że turniej wtedy również odbywał się w Meksyku. Gospodarze po pierwsze nie musieli się w ogóle kwalifikować, a po drugie, do najlepszej ósemki droga wiodła tylko przez jedną fazę grupową. Dla Meksykanów sprawą honoru stało się jak najlepsze przygotowanie reprezentacji do mistrzostw na własnych stadionach. Zadanie to powierzono właśnie Milutinovicowi. Serb, choć nie pozostało wiele czasu do startu zmagań, nie bał się wziąć odpowiedzialności na swoje barki.

Gospodarze trafili do grupy z Paragwajem, Belgią oraz Irakiem. Wszystkie grupowe mecze rozegrali na monstrualnie wielkim Estadio Azteca, na co nalegał sam Milutinović. Podopieczni Serba w pierwszym spotkaniu pokonali mocnych Belgów. Jedną z dwóch bramek w tym spotkaniu strzelił największy gwiazdor reprezentacji, Hugo Sanchez. Remis z Paragwajem i skromna wygrana 1:0 z Irakiem pozwoliła Meksykanom zająć w grupie pierwsze miejsce. W 1/8 finału przyszło im się zmierzyć z Bułgarami. Gospodarze wygrali 2:0, a sam mecz na zawsze zapisał się w annałach mistrzostw świata. Wszystko dzięki cudownej bramce strzelonej przez Manuela Negrete, którą na żywo oglądało prawie 115 000 widzów. Ćwierćfinał z Republiką Federalną Niemiec rozgrywany był już na mniejszym stadionie w Monterrey. Po 120 minutach nie padł żaden gol. W serii rzutów karnych Meksykanie nie wytrzymali napięcia – strzelili jedną bramkę na trzy próby. Nie pomylili się za to Niemcy i to oni awansowali dalej. Dla Meksykanów był to i tak bardzo udany turniej. W regulaminowym czasie gry nikt nie okazał się od nich lepszy. Awans do czołowej ósemki sprawił, że Bora ze swojego pierwszego mundialu wracał z tarczą. Takiego wyniku Meksykanom nie udało powtórzyć się do dzisiaj. Wiemy dobrze, że 1/8 finału jest ich przekleństwem, gdyż odpadali w tej fazie… sześć razy z rzędu. Serb po mistrzostwach rozstał się jednak z kadrą. Z Meksykiem zresztą i tak nie miałby szans jechać na kolejne mistrzostwa. Jak się okazało, FIFA ukarała federację za przekroczenie limitu wieku w młodzieżowej reprezentacji. Konsekwencją tych działań było niedopuszczenie do startu w kwalifikacjach mundialu we Włoszech. Milutinović wyruszył dalej w świat. Po niedługich epizodach w Argentynie (San Lorenzo) oraz Włoszech (Udinese) wrócił ponownie do Meksyku. Niespodziewanie w 1989 roku dostał telefon z Kostaryki. Ten niewielki środkowoamerykański kraj pierwszy raz w swojej historii zakwalifikował się na mundial. Autor awansu, Marvin Rodríguez, został jednak zwolniony przez federację po eliminacjach. Serb przejął drużynę zaledwie na siedem miesięcy przed mundialem. Kadencję zaczął od trzęsienia ziemi. Wiedział, że trudno będzie w tak krótkim czasie stworzyć z kostarykańskich piłkarzy globalnych potentatów. Postanowił więc przede wszystkim dobrać kadrę pod względem mentalnym oraz postawić na szybkich graczy. Z tego powodu „odstrzelił” szóstkę, która odgrywała istotne role w czasie kwalifikacji. Wraz z całą reprezentacją przyleciał do Genui aż pięć miesięcy przed startem turnieju. Dał swoim graczom wolną rękę. Mogli korzystać z nocnych atrakcji miasta. Był to jeden z jego nietypowych sposobów budowy atmosfery w zespole. Turniej dla Kostaryki rozpoczął się znakomicie. W inauguracyjnym meczu pokonali Szkotów. Wygrana, choć skromna, była sporą niespodzianką i odbiła się w szerokim echem. W drugim meczu przyszło im zmierzyć się z Brazylijczykami. Gracze Milutinovica wystąpili w tym spotkaniu w bardzo oryginalnych strojach. Zgodnie z wytycznymi FIFA, zespół powinien posiadać trzeci wariant kompletu. Zdecydowano się na nietypowe barwy – biało-czarne pasy. Oficjalnie był to hołd dla klubu CS Libertad. Milutinović zabiegał jednak o takie kolory z dwóch innych powodów. Po pierwsze, w takich samych grał w Partizanie. Po drugie, jedno ze swoich spotkań reprezentacja Kostaryki miała rozegrać na stadionie Stadio delle Alpi w Turynie. Obiekt ten był domem Juventusu. W ten sposób Bora chciał zaskarbić sobie sympatię miejscowej publiczności. Spotkania z Brazylią nie udało się wygrać, ale Kostaryka i tak sensacyjnie wyszła z grupy. Wszystko dzięki wygranej 2:1 w ostatnim spotkaniu ze Szwecją. Po tym sukcesie zaczęto nazywać Milutinovica „Miracle Worker”, czyli „cudotwórcą”. Kostaryka odpadła w 1/8 finału, ale po latach sam Bora wspominał ten mundial jako wielkie osiągnięcie. Na kolejny sukces tej miary środkowoamerykański kraj musiał czekać 24 lata. Nie przedłużył swojego kontraktu. Od 1991 czekało na niego inne, również niezwykle ambitne zadanie. Mundial pierwszy raz w historii miał odbyć się w USA. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żeby mistrzostwa były rozgrywane w kraju, gdzie futbol nie jest sportem numer jeden. „Jankesi” wiedzieli, że do przygotowania reprezentacji potrzebują kogoś wyjątkowego. Ekscentryczne metody Milutinovica nie do końca pasowały jednak do profesjonalnych amerykańskich standardów. Ostatecznie szefostwo soccera przekonał Franz Beckenbauer. Zareklamował Borę jako jedynego człowieka, który będzie w stanie mentalnie przygotować kadrę na tak wielki turniej. Zdania dwukrotnego mistrza świata nie można było zignorować. Milutinović rozpoczął więc przygotowania do swojego trzeciego mundialu.

Dla kraju, gdzie mówi się „soccer”, mistrzostwa miały być kamieniem milowym. W USA wciąż piłka nożna była nieodkryta niczym cały kontynent przed Kolumbem. Gracze wywodzili się głównie z akademickich drużyn, nie działała jeszcze profesjonalna liga. Większość nigdy nie miała do czynienia z zawodową piłką w wydaniu europejskim. Milutinović wyselekcjonował bardzo szeroką kadrę, którą zgrupowano na południu Kalifornii. Trzon reprezentacji stanowili przede wszystkim doświadczeni piłkarze z mistrzostw w 1990 roku oraz paru młodych chłopaków z kadry olimpijskiej 1992 (min. Brad Friedel, Cobi Jones czy Alexi Lalas). Wszyscy piłkarze bez profesjonalnych kontraktów otrzymali 2 500 dolarów miesięcznej wypłaty i mieli się czuć jak w prawdziwym klubie. Bora zadecydował, by drużyna rozgrywała w ciągu roku dużą liczbę spotkań towarzyskich. Gracze mieli wejść w rytm regularnego sezonu klubowego. ,,Z perspektywy tradycyjnych amerykańskich metod zarządzania, Bora był dosyć ciężkim człowiekiem. Często zmieniał swoje zdanie, bywał przebiegły niczym lis. Za jego czarującym uśmiechem niekiedy kryły się chłodne kalkulacje finansowe ale rozumieliśmy się wzajemnie. Ten człowiek ma w sobie jakiś pierwiastek geniuszu”– Hank Steinbrecher, ówczesny sekretarz generalny federacji soccera. Niejednokrotnie zaskakiwał piłkarzy nietypowymi pomysłami. Z kadrą pierwszy raz przywitał się, mówiąc: My name is B-O-R-A, literując każdą sylabę jak dzieciom. Przez długi czas rozmawiał z graczami tylko po hiszpańsku. Szybko jednak odkryto, że nie miał problemów, by mówić płynnie po angielsku. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, kiedy Serb udawał, że nie rozumie zawodników. Nie odpowiadał na zadane pytania, choć znał doskonale ich treść. Znana jest też anegdota, gdy nakazał Lalasowi ścięcie brody i skrócenie długiej fryzury. Dla rudowłosego obrońcy o wyglądzie hipisa była to bardzo trudna decyzja. Mimo wszystko wykonał rozkaz trenera. Widząc ogolonego gracza, Bora skwitował tylko krótko: Wygląda Pan bardzo dobrze, Panie Lalas. Nigdy później nie wrócił do tematu. Włosy i broda szybko odrosły do poprzedniego stanu, a Milutinović kompletnie tego nie komentował. Jak się okazało, miał to być po prostu test dla Lalasa. Bora często dawał nam ćwiczenia, które kompletnie nie miały sensu. Kazał przykładowo biegać przez 15 minut bez celu od bramki do bramki, czy po prostu toczyć piłkę. Testował naszą psychikę – tak naprawdę chodziło o sprawdzenie naszej reakcji, prowokował nas – Tab Ramos, środkowy pomocnik reprezentacji USA. Serb starał się w graczach zaszczepić miłość do futbolu. Jego podopieczni lubili grać w piłkę, ale kompletnie nie mieli pasji Europejczyków czy kibiców z Ameryki Południowej. W tym celu zmuszał więc zawodników do oglądania Ligi Mistrzów, nawet po pięciogodzinnych treningach. Metody Bory szybko zaczęły bronić się wynikami. Amerykanie jako gospodarze zwyciężyli w 1991 roku w Złotym Pucharze CONCACAF. W półfinale pokonali Meksyk 2:0. Wcześniej, licząc od 1934 roku, zaledwie dwa razy w historii wygrali ze swoimi południowymi sąsiadami. Bardzo długo w kadrze Milutinovica utrzymywał się Janusz Michalik. Ten urodzony w Chorzowie obrońca rozegrał ponad 40 spotkań. Niestety, nie znalazło się dla niego miejsce w ostatecznej selekcji na mundial. Bora był niesamowitym połączeniem Misia Yogi oraz Mistrza Yody. Czasami miałem wrażenie, że jego słowa nie miały sensu nawet dla niego. Ale była w tym szaleństwie metoda. Nauczył mnie tego, że każda decyzja na boisku ma swoje konsekwencje – Alexi Lalas. Mistrzostwa świata okazały się sukcesem dla Stanów Zjednoczonym, nie tylko pod względem organizacyjnym. Na stadionach osiągano rekordy frekwencji, a sama reprezentacja wypadła nadspodziewanie dobrze. W pierwszym meczu turnieju zremisowali ze Szwajcarią. Kolejne spotkanie zakończyło się sensacyjną wygraną nad Kolumbią, min. dzięki tragicznemu w skutkach samobójowi Andresa Escobara. Amerykanów z turnieju w 1/8 finału wyeliminowali Brazylijczycy, ale porażka 0:1 z przyszłymi mistrzami świata wstydu nie przyniosła. Jednym z największych sukcesów Bory było całkowite przebudowanie modelu amerykańskiej drużyny. Udało mu się wprowadzić południowoamerykański styl, polegający na posiadaniu piłki i kontroli gry w środku pola. Zaszczepił w swoich graczach przekonanie, że pełnoprawnie należą do rodziny mistrzostw świata i nie są tylko piłkarskimi turystami.

Pomimo sukcesu na mundialu, nie zagrzał długo miejsca na stanowisku. Federacja zwolniła go w 1995 roku z powodu braku zaangażowania w administracyjne obowiązki. Z okazji skorzystali Meksykanie, którzy wkrótce ponownie go zatrudnili. El Tricolor pod wodzą Milutinovica zwyciężyli w Golden Cup 1996. Turniej rozgrywany był w Stanach Zjednoczonych, a amerykańska publika owacyjnie witała uśmiechniętego trenera. Bora stał się jedynym w historii trenerem, który zdobył to trofeum dla dwóch reprezentacji. W kolejnych miesiącach przyszedł jeszcze awans do zbliżającego się mundialu we Francji oraz brązowy medal na turnieju Copa América 1997. Kadencja na meksykańskiej ławce nie przebiegała jednak kolorowo. Włodarze nie byli zadowoleni ze stylu reprezentacji oraz wyników. Kwalifikacja na mistrzostwa została wywalczona bez porażki, ale aż przy sześciu remisach w 10 spotkaniach. Milutinović pierwszy raz wywalczył samodzielnie awans na mundial i, o ironio, został zwolniony przed turniejem. Długo jednak nie pozostał na bezrobociu. Po usługi Bory zgłosiła się Nigeria. Tym razem przyszło mu dowodzić kadrą, która nie była ousiderem. Super Orły były mieszanką utalentowanych gwiazd z najlepszych europejskich klubów. Trzon kadry stanowili: Nwankwo Kanu, Jay-Jay Okocha, Victor Ikpeba, Sunday Oliseh czy Taribo West. Nigeria dwa lata wcześniej zdobyła złoto Igrzysk Olimpijskich. Oczekiwania przed turniejem France 1998 były więc bardzo duże. W inauguracyjnym spotkaniu zawodnicy z Afryki pokonali Hiszpanów, a zdjęcia załamanego Zubizarretty obiegły świat. Nigeria zapewniła sobie awans, pokonując rewelację poprzedniego turnieju, Bułgarię. Bora stał się pierwszym trenerem w historii, który czwarty raz z rzędu wyszedł z grupy z czterema różnymi reprezentacjami. Marzenia o medalu zostały brutalnie przerwane przed Duńczyków w 1/8 finału. Miałem okazję poznać wspaniały kraj i cudownych ludzi. Dużo podróżowałem po Nigerii, ponieważ chciałem dowiedzieć się o korzeniach swoich graczy. Nagrałem i puściłem zawodnikom przesłania od ich rodzin. Kiedy to zobaczyli, byli gotowi oddać swoje serce na boisku. Natomiast nigdy nie powiem co stało się przed spotkaniem z Danią. To są szczegóły, które pozostaną między nami. Przykro mi, że nie udało się ponownie rozbudzić apetytu na chwałę, który mieliśmy w pierwszej rundzie. Zostańmy przy stwierdzeniu, że niektórzy źle podeszli do tego meczu – mówił Milutinović o przyczynach porażki z Danią. Mundial 1998 się skończył, a Bora kontynuował swoją podróż dookoła piłkarskiego świata. Tym razem los rzucił go do Azji. Został selekcjonerem reprezentacji Chin. Przez pierwszą rundę eliminacji mundialu 2002 przeszli jak burza z kompletem zwycięstw. W ostatniej fazie eliminacji najgroźniejszymi rywalami byli Uzbekistan oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Chińczycy dalej jednak osiągali świetne wyniki. 7 października 2001 roku stał się historycznym dniem dla Państwa Środka. Tego dnia Milutinović ze swoimi podopiecznymi pokonał Oman. Wygrana zapewniła pierwsze w dziejach Chin bilety na mundial. Piąte mistrzostwa świata dla Bory stały się faktem. Cudotwórca. Tym razem jednak nawet jego charyzma nie była w stanie pomóc. Szanse Chińczyków u bukmacherów były porównywalne mniej więcej z wylądowaniem człowieka na Marsie jeszcze w 2002 roku. Warto jednak wspomnieć, że w grupie Chiny grały z dwoma przyszłymi medalistami – Brazylią oraz Turcją. Pierwszy raz dla Bory mistrzostwa zakończyły się w pierwszej fazie, ale tym razem sukcesem był sensacyjny awans. Pomimo ogromnych nakładów finansowych, dla Chin to nadal była i jest jedyna kwalifikacja w historii. Lata mijały, a Milutinović nie zwalniał tempa i intensywności podróży. Szósty mundial z rzędu jednak przeszedł mu koło nosa. W kwalifikacjach do MŚ 2006 poprowadził przez pewien czas Honduras. Nie najlepsze wyniki na boisku oraz rozbieżności dotyczące oczekiwań finansowych zadecydowały o jego zwolnieniu. Bezrobotny, lecz nadal namiętnie zakochany w futbolu, na własną rękę przebył ponad 11 000 km, by obejrzeć w Niemczech na żywo 25 spotkań mistrzostw. Przed emeryturą nie zmienił swojego podróżniczego trybu życia. Pracował w Katarze, prowadził reprezentacje Jamajki oraz Iraku. Związał się z katarską Aspire Academy, regularnie spędza czas w ukochanym Meksyku, skąd pochodzi jego żona. Chętnie udziela wywiadów, a charakterystyczny uśmiech nadal nie schodzi z jego twarzy. Lubię być w drodze. Ludzie nazywają mnie cyganem ale po prostu sprawia mi to przyjemność. Lubię zmiany, poznawać nowe języki, kulturę. Dzięki temu jestem szczęśliwy. W moim sercu piłka jest taka sama, gdziekolwiek jestem.

13

Pierwszy hattrick Polaka w FC Barcelonie:

Dokładnie 3 lata temu Robert Lewandowski ,,upolował” swojego pierwszego hattricka w barwach Dumy Katalonii. Miało to miejsce na Camp Nou w otwierającym pierwszą kolejke meczu Ligi Mistrzów z Victorią Pilzno. Robert strzelał kolejno w 34, 45(+3) oraz w 67 minucie meczu. Ostatecznie Blaugrana wygrała to spotkanie aż 5:1!

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

2

@Safrani O w morde jeża! Pominałem cię i nie oznaczyłem przy tym komentarzu a niech to! Najmocniej przepraszam!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?