0

@adamek20151 To prawda, było bardzo blisko. Tym bardziej to pytanie jest na czasie....

9

O takim El Clasico każdy cule powinien wspominać do końca życia:

17 lutego 1974 r. na Estadio Santiago Bernabeu, FC Barcelona pokonała Real Madryt w stosunku 5:0! Mecz ten jest uznawany za najlepsze spotkanie Johana Cruijffa w koszulce Blaugrany. W dniu spotkania było bardzo zimno i widzowie zajeli jedynie 1/3 pojemności stadionu. Przez pół godziny pojedynek był wyrównany. Ostatni kwadrans pierwszej połowy należał jednak do gości. Dwa gole strzelili: Asensi i Cruijff. W dodatku sędzia nie uznał Barcie jeszcze jednego prawidłowo strzelonego gola. Po przerwie Azulgrana strzeliła kolejne 3 gole autorstwa: ponownie Asensiego, Juana Carlosa i Sotila. W dodatku Rexach nie wykorzystał trzech stuprocentowych okazji na podwyższenie wyniku. Trener Realu-Molowny, żałował okazji Velazqueza w pierwszych minutach spotkania, gdyż wtedy ,,mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej”. Natomiast Rinus Michels żartował sobie: ,,Takie liczby można zobaczyć tylko w bankach”, odpowiadając tym na pytanie czy Cruijff stanowi 80 % siły jego zespołu.

Swoją drogą czy my cules dożyjemy jeszcze kiedykolwiek ,,Manity” na Bernabeu?

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

8

Premierowe El Clasico w Primera Division:

17 lutego 1929 r. FC Barcelona przegrała na ,,Camp de Les Corts” z Realem Madryt 1:2 w drugiej kolejce premierowych rozgrywek Primera Division, po honorowym golu Manuela Parery oraz 2 golach Morery dla Realu. W drugiej połowie meczu przy stanie 0:1 dla ,,Królewskich”, Argentyńczyk Emilio Sagi-Barba zmarnował rzut karny w 55 minucie(pierwszy w historii La Liga karny podyktowany dla Barçy). To było pierwsze ligowe El Clasico w historii. No cóż, żal tego niewykorzystanego karnego ale koniec końców Duma Katalonii została pierwszym mistrzem Hiszpanii!

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

4

@FCBparasiempre
Jimmy Greaves: 57/44 ; średnia: 0,77

Einar Gundersen: 33/26 ; średnia: 0,78

Ali Daei: 148/108 ; średnia 0,79

Erich Hof: 37/28 ; średnia: 0,75

Jonathan David: 24/18 ; średnia 0,75

Ferenc Szusza: 24/18 ; średnia: 0,75

Péter Palotás: 24/18 ; średnia: 0,75

Teodoro Fernandez: 32/24 ; średnia: 0,75

Gustave Kemp: 20/15 ; średnia: 0,75

Domingo Tarasconi: 24/18 ; średnia: 0,75

Jasem Al-Huwaidi: 83/63 ; średnia: 0,75

Jørgen Juve: 45/33 ; średnia: 0,73

Manuel Seaone: 19/14; średnia: 0,73

Ali Mabkhout: 114/85 ; średnia: 0,74

Agustín Héctor Castro: 25/18 ; średnia: 0,72

Roy Krishna: 61/44 ; średnia: 0,72

Angelo Schiavio: 21/15 ; średnia: 0,71

Tonny van der Linden: 24/17 ; średnia: 0,71

Gabriel Batistuta: 78/56 ; średnia: 0,71

Godfrey Chitalu: 111/79 ; średnia 0,71

Ahmed Belal: 21/15 ; średnia: 0,71

Abe Lenstra: 47/33 ; średnia: 0,7

Vava: 20/14 ; średnia: 0,7

Jose Sanfilippo: 30/21 ; średnia: 0,7

Lajos Tichy: 72/51 ; średnia: 0,7

Romelu Lukaku: 120/85 ; średnia: 0,7

Fernando Peyroteo: 20/14 ; średnia: 0,7

Piyapong Pueon: 100/70 ‘ średnia: 0,7

Omar Oscar Miguez: 39/27 ; średnia: 0.69

Johan Cruijff: 48/33 ; średnia: 0,69

Nigel Codrington: 26/18 ; średnia: 0,69

Carlos Scarone: 25/17 ; średnia: 0,68

Josef Hügi: 34/23 ; średnia: 0,68

György Sárosi: 62/42 ; średnia: 0,67

Zico: 71/48 ; średnia: 0,67

Harry Kane: 103/69 ; średnia: 0,66

David Zdrilic: 30/20 ; średnia: 0,66

Mohammed Al-Sahlawi: 42/28 ; średnia: 0,66

Leon Mart: 24/16 ; średnia: 0,66

Davor Šuker: 69/45 ; średnia: 0,65

Sardar Azmun: 76/50 ; średnia: 0,65

Aleksandar Mitrović: 87/57 ; średnia: 0,65

Johan Devrindt: 23/15 ; średnia: 0,65

Oldrich Nejedly: 44/29 ; średnia: 0,65

Golman Pierre: 35/23 ; średnia: 0,65

Omari Glasgow: 26/`7 ; średnia: 0,65

Ricardo Rivera: 25/16 ; średnia: 0,64

Damian Mori: 45/29 ; średnia: 0,64

Eusebio: 64/41 ; średnia: 0,64

Włodzimierz Lubański: 75/48 ; średnia: 0,64

Gyula Bodola: 48/31 ; średnia: 0,64

Luis Nazario de Lima: 98/62 ; średnia: 0,63

Johann Horvath: 46/29 ; średnia: 0,63

Dorny Romero: 38/24 ; średnia: 0,63

Giuseppe Meazza: 53/33 ; średnia: 0,62

Cristiano Ronaldo: 217/135 ; średnia 0,62

Sunil Chhetri: 151/94 ; średnia 0,62

Mokhtar Dahari: 142/89 ; średnia: 0,62

Luis Fabiano: 45/28 ; średnia: 0,62

Neymar: 128/79 ; średnia: 0,61

Adolf SCHERER: 36/22 ; średnia: 0,61

Majed Abdullah: 117/72 ; średnia: 0,61

Didier Drogba: 105/65 ; średnia: 0,61

Takuya Takagi: 44/27 ; średnia: 0,61

Kazuyoshi Miura: 89/55 ; średnia: 0,61

Jae-han Kim: 57/35 ; średnia: 0,61

Matthias Sindelar: 43/26 ; średnia: 0,6

Karl Zischek: 40/24 ; średnia: 0,6

Janos Farkas: 33/20 ; średnia: 0,6

David Villa: 98/59 ; średnia:0,6

Messi: 183/110; średnia: 0,6

Frédéric Kanouté: 38/23 ; średnia 0,6

Jan Koller: 91/55 ; średnia: 0,6

Gary Lineker: 80/48 ; średnia: 0,6

Paulo Wanchope: 73/44 ; średnia: 0,6

Stern John: 115/70 ; średnia: 0,6

Dimitar Berbatov: 79/48 ; średnia: 0,6

Kinnah Phiri: 117/71 ; średnia: 0,6

Gerard Cieślik: 45/27 ; średnia: 0,6

Stern John: 115/70 ; średnia: 0,6

Gleofilo Vlijter: 25/15 średnia: 0,6

Kurlson Benjamin: 23/14 ; średnia: 0,6

Kylian Mbappe: 80/47 ; średnia: 059

Tostão: 54/32 ; średnia: 0,59

Carlos Caszely: 49/29 ; średnia 0,59

Duckens Nazon: 66/39 ; średnia: 0,59

Baltazar: 27/16 ; średnia: 0,59

Jorge Aravena: 37/22 ; średnia 0,59

Hector Scarone: 52/31 ; średnia: 0,59

Gino Colaussi: 26/15 ; średnia: 0,58

Victor Osimhen: 39/23 ; średnia: 0,58

Camille Libar: 24/14 ; średnia: 0.58

Patrick M’Boma: 56/33 ; średnia: 0,58

Michel Platini: 72/41 ; średnia: 0,57

Raúl Díaz Arce: 68/39 ; średnia: 0,57

Carlos Pavon: 101/58 ; średnia: 0,57

Cliff Bastin: 21/12 ; średnia: 0,57

Lawrie Reilly: 38/22 ; średnia: 0,57

Antonin Puc: 61/35 ; średnia: 0,57

Jean-Philippe Peguero: 28/16 ; średnia: 0,57

Siu-Ki Chan Kui Tan: 70/40 ; średnia: 0,57

Carnejy Antoine: 21/12 ; średnia: 0,57

Lucas Cavallini: 28/16 ; średnia: 0,57

John Bosman: 30/17 ; średnia: 0,57

Mehdi Taremi: 91/52 ; średnia: 0,57

Karim Bagheri: 87/50 ; średnia: 0,57

Jean Capelle: 34/19 ; średnia: 0,56

Vilmos Kohut: 25/14 ; średnia: 0,56

Nándor Hidegkuti: 69/39 ; średnia: 0,56

Mohamed Salah: 101/57 ; średnia: 0,56

Jean Pierre Papin: 54/30 ; średnia: 0,56

Petyr Żekov: 44/25 ; średnia: 0,56

Jacques Fatton: 52/29 ; średnia: 0,56

Jair: 39/22 ; średnia: 0,56

Jozef Silny: 50/28 ; średnia: 0,56

Adriano: 48/27 ; średnia: 0,56

Gilbert Smith: 20/11 ; średnia: 0,55

Piet Kruiver: 22/12 ; średnia: 0,55

Ruud Geels: 20/11 ; średnia: 0,55

Raoul Lambert: 33/18 średnia: 0,55

Jose Manuel Moreno: 34/19 ; średnia: 0,55

Zizinho: 54/30 ; średnia: 0,55

Preben Elkjær Larsen: 69/38 ; średnia: 0,55

Tomas Brolin: 47/26 ; średnia: 0,55

Kubilay Türkyılmaz: 62/34 ; średnia: 0,55

Ibrahima Bakayoko: 40/22 ; średnia: 0,55

André Abegglen: 53/29 ; średnia: 0,55

Michael Rohde: 40/22 ; średnia: 0,55

Klaas Jan Huntelaar: 76/42 ; średnia: 0,55

Hamid Alidoosti: 27/15 ; średnia: 0,55

Geza Toldi: 46/25 ; średnia: 0,54

Gunnar Gren: 57/31 ; średnia: 0,54

Artem Dzyuba: 55/30 ; średnia: 0,54

Denis Law: 55/30 ; średnia: 0,54

Carlos Heber Bueno Suárez: 24/13 ; średnia: 0,54

Hernan Crespo: 64/35; średnia: 0,54

Francileudo Silva dos Santos: 41/22 ; średnia: 0,54

Henning Enoksen: 54/29 ; średnia: 0,54

Verner Eklöf: 32/17 ; średnia: 0,53

Roger Hunt: 34/18 ; średnia: 0,53

Adolfo Baloncieri: 47/25 ; średnia: 0,53

Julio Abbadie: 26/14 ; średnia: 0,53

Roberto Dinamite: 38/20 ; średnia: 0,53

Gedo: 34/18 ; średnia: 0,53

Robert Lewandowski: 156/84 ; średnia: 0,53

Joachim Streich: 102/55 ; średnia: 0,53

Jürgen Nöldner: 30/16 ; średnia: 0,53

Pauleta: 88/47 ; średnia: 0,53

Oliver Bierhoff: 70/37 ; średnia: 0,52

12

Najskuteczniejsi piłkarze reprezentacji narodowych:



Ferenc Deak: 20 meczów/29 goli ; średnia gola na mecz: 1,45!

Just Fontaine: 21 meczów/30 goli ; średnia gola: 1,42

Poul Nielsen: 38/52 ; średnia: 1,36

Gunnar Nordahl: 33/43 ; średnia: 1,30

Vivian Woodward: 23/29 ; średnia: 1,26

Beb Bakhuys: 23/28 ; średnia: 1,22

Steve Bloomer: 23/28 ; średnia: 1,22

Hughie Gallacher: 20/23 ; średnia: 1,15

István Avar: 21/24 ; średnia: 1,14

Sven Rydell: 43/49 ; średnia: 1,14

Robert de Veen: 23/26 ; średnia: 1,13

Leonidas: 19/21 ; średnia 1,10

Herminio Masantonio: 19/21 ; średnia: 1,10

Sandor Kocsis: 68/75 ; średnia: 1,10

Gerd Muller: 62/68 ; średnia: 1,09

Juan Ulloa: 27/27 ; średnia 1

Kunishige Kamamoto: 76/75 ; średnia: 0,98

Tommy Lawton: 23/22 ; średnia: 0,96

Anton Schall: 28/27 ; średnia: 0,96

Luis Artime: 25/24 ; średnia: 0,96

Ernest Wilimowski: 22/21 ; średnia: 0,95

Ferenc Puskas: 89/84 gole średnia: 0,94

Pauli Jørgensen: 47/44 ; średnia: 0,94

Stan Mortensen: 25/23 ; średnia: 0,92

Faas Wilkes: 38/35 ; średnia: 0,92

Esala Masi: 34/31 ; średnia: 0,91

Nat Lofthouse: 33/30 ; średnia: 0,9

Kick Smit: 29/26 ; średnia: 0,9

Leen Vente: 21/19 ; średnia: 0,9

Sándor Bodnár: 20/18 ; średnia: 0,9

Silvio Piola: 34/30 ; średnia: 0,88

Imre Schlosser: 68/59 ; średnia 0,86

Jasem Al-Huwaidi: 74/63 ; średnia: 0,85

Abdul Ghani Minhat: 71/61 ; średnia: 0,85

Gyula Zsengellér: 39/33 ; średnia: 0,84

Tommy Taylor: 19/16 ; średnia: 0,84

Ole Madsen: 50/42 ; średnia: 0,84

Ernest Pohl: 46/39 ; średnia: 0,84

Mihály Pataki: 24/20 ; średnia: 0,83

Pele: 92/77 ; średnia 0,83

Luigi Riva: 42/35 ; średnia: 0,83

Pedro Petrone: 29/24 ; średnia: 0.82

Ademir: 39/32 ; średnia 0,82

József Takács: 32/26 ; średnia: 0,81

Roberto Cerro: 16/13; średnia: 0,81

Frantzdy Pierrot: 35/28 ; średnia 0,8

Jorge Monge: 26/21 ; średnia: 0,8

Severino Varela: 24/19 ; średnia: 0,79

Romario: 70/55 ; średnia: 0,78

Mannes Francken: 22/17 ; średnia: 0,77



Pozostali w odpowiedzi na komentarz

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

3

Widze że Salah uzbierał już 235 goli na poziomie pierwszoligowym. Zaraz przegoni naszego Włodka Lubańskiego, który ma 237 goli...

2

@Safrani No właśnie. Brak słów...
A ponoć miał wielki talent...

9

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

16 lutego 1931 r. w Bobrku urodził się Edmund Kowal. Z piłką potrafił zrobić niemal wszystko. Był genialnym dryblerem, czarował w Krakowie, w Warszawie i w Zabrzu. W każdym z tych miast zapisał się w pamięci miejscowych kibiców. Jako młody chłopak grał od rana do wieczora, często sam przeciwko kilku młodszym chłopcom. Długo nie chciał zapisać się do żadnego klubu. W końcu jednak w 1946 r. dzięki namowom Józefa Wieczorka i Marcelego Strzykalskiego dołączył do drużyny KS Odra przy Hucie Julia w rodzinnym Bobrku. Miał braki w przygotowaniu motorycznym, nie imponował szybkością, a do tego dość dziwnie i nienaturalnie biegał na całych stopach. Wszystko to nadrabiał jednak swoją znakomitą techniką. Jesienią 1952 r. przeniósł się do Krakowa i został zawodnikiem OWKS. W 1953 r. wystąpił w 21 meczach i siedem razy wpisywał się listę strzelców. Z zespołem zajął drugie miejsce w rozgrywkach i już od kolejnego sezonu najlepsi zawodnicy drużyny trafili do Legii. ZW Warszawie spędził trzy sezony. Rozegrał 58 meczów i 14 razy pokonywał bramkarzy rywali. Dwukrotnie z kolegami z zespołu sięgał po dublet (1955 i 1956). Później razem ze swoim przyjacielem Ernestem Pohlem przeszedł do Górnika, gdzie już w pierwszym sezonie poprowadzili swój nowy klub do mistrzostwa. Gracz wybitnie utalentowany i znakomicie wyszkolony technicznie. Na boisku bardzo często szukał nieszablonowych rozwiązań. W 1959 r. zdobył swój drugi tytuł mistrza kraju. Miał problemy z alkoholem i był za to zawieszany. Jednak dla wielu kolegów z boiska był najwybitniejszym piłkarzem swoich czasów.

,,To był największy talent, jaki widziałem w życiu. Prawdziwy artysta piłki. Kiedy pierwszy raz pojechałem z Górnikiem na obóz, zaszokował mnie tymi swoimi dryblingami. Na treningach wiele razy próbowałem odebrać mu piłkę, udawało mi się to bardzo rzadko. Do dziś pamiętam ten jego niecodzienny zwód. Zawsze robił nogą charakterystyczny „krzyżyk” nad piłką, wszyscy się na to nabierali. Jeździł z tą piłką we wszystkie strony, to było niewiarygodne” – opowiadał o nim z kolei Jan Kowalski. W reprezentacji rozegrał tylko osiem spotkań i strzelił jednego gola w meczu z Finlandią w 1956 r. Nie potrafiono odpowiednio wykorzystać jego wspaniałych umiejętności i ustawiano go inaczej niż w klubie. Zmarł śmiercią tragiczną. W 1960 r. podczas świąt Wielkiejnocy, wybrał się w odwiedziny do kolegi. Po drodze zauważył tramwaj i chciał wskoczyć do pędzącego wagonu. Niestety poślizgnął się na resztkach zlodowaciałego śniegu i przewracając się, wpadł pod koła tramwaju. Za pazuchą miał butelkę wódki, która rozbijając się dotkliwie go poraniła. Jedyną dla niego szansą była natychmiastowa dializa. W Warszawie odmówiono pomocy, więc wysłano go do Poznania. Niestety było już za późno. W Reprezentacji rozegrał 8 meczów, strzelając jednego gola.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

1

@Mitch_Atleta A no to chyba że. Dzięki i pozdrawiam również :)

0

@MOLESTA Ładnie napisane ale o co tu chodzi?

10

@FCBparasiempre
16 lutego 1964 r. w Salvadorze urodził się José Roberto Gama de Oliveira, znany bliżej jako Bebeto, napatnik; mistrz świata z roku 1994 i wicemistrz z roku 1998, najlepszy piłkarz Ameryki Południowej z roku 1989. Brązowy medalista olimpijski na igrzyskach w Seulu oraz w Atlancie. Słynna „Kołyska” Bebeto z Mundialu w USA weszła na stałe do kanonu „cieszynek”. I choć, jak zauważył kiedyś komentator TVP Jacek Laskowski, z niejednej z takich kołysek dzieci rychło by wypadły, to w ten sposób obwieszczono na całym świecie już tysiące narodzin potomków piłkarzy. Debiut w pierwszej drużynie Vitorii zaliczył w 1982 roku. W swojej rodzinnej miejscowości nie spędził jednak zbyt dużo czasu. Po roku gry w Vitorii trafił do Flamengo, prawdopodobnie najpopularniejszego klubu w całej Ameryce Południowej. Z zespołu właśnie odszedł Zico a wkrótce potem Leovegildo Lins da Gama Júnior. Były to dwie niezwykle ważne postacie drużyny, która zdobyła właśnie mistrzostwo Brazylii. Pierwszy sezon Bebeto w nowym klubie nie był jednak udany. „Fla” nie obroniło mistrzostwa, a w finale rozgrywek spotkali się dwaj wielcy rywale czerwono-czarnych, Vasco i Fluminese, które ostatecznie wygrało. Rozczarowanie sportowymi wynikami pozostało jednak w cieniu tragedii, do jakiej doszło w grudniu 1984 roku. W katastrofie lotniczej zginęli wówczas Nilton, brat piłkarza a zarazem pilot samolotu oraz Cláudio Figueiredo Diz, kolega z zespołu. Bebeto zdołał otrząsnąć się po tej tragedii i stał się niezwykle silnym punktem zespołu Flamengo. W koszulce Rubro-Negro Bebeto występował aż do 1989 roku. Według różnych źródeł rozegrał ponad 280 meczów i strzelił ok. 150 goli. W czasie gry dla „Fla” trafił najpierw do młodzieżowej, a później dorosłej reprezentacji. Jeszcze w 1983 roku wygrał z reprezentacją do lat 20. Mistrzostwo świata. W 1985 przyszedł czas na debiut w kadrze seniorów. Na Mundial do Meksyku nie udało mu się jednak pojechać. Pewnym przełomem w jego reprezentacyjnej karierze były Igrzyska Olimpijskie w Seulu w 1988 roku. Podczas turnieju stworzył świetny duet z Romario. To właśnie ich gole pozwoliły Canarinhos dostać się do finału, gdzie jednak lepszy okazał się ZSRR. Prawdziwym popisem Bebeto była jednak Copa America 1989. Turniej rozgrywany był w dość dziwnym formacie – najpierw dwie 5-drużynowe grupy, a później 4-zespołowa grupa finałowa. W tej ostatniej fazie Brazylijczycy wygrali z Argentyną 2:0, Paragwajem 3:0 i Urugwajem 1:0 i zdobyli złoto, a sam Bebeto został z sześcioma golami na koncie królem strzelców turnieju. Wtedy był już piłkarzem Vasco da Gama.

Przejście do lokalnego rywala wywołało sporo kontrowersji. Bebeto nie przejmując się tym specjalnie, zaczął z wysokiego „C” – Vasco w 1989 roku zdobyło po raz drugi w swojej historii mistrzostwo Brazylii. Sukcesy reprezentacyjne i klubowe przełożyły się również na indywidualne laury – na koniec roku Bebeto otrzymał prestiżową nagrodę dla najlepszego piłkarza Ameryki Południowej. Kolejny rok nie był już tak udany, choć wiele wskazywało na to, że może być inaczej. Bebeto znalazł się w kadrze na Mundial, który w 1990 roku odbywał się na włoskich boiskach. Selekcjonerem był wówczas Sebastião Lazaroni, który hołdował dość osobliwej zasadzie – podzielił swoich napastników na pary: Careca miał występować z Mullerem, a Bebeto z Romario. Ten ostatni przyjechał na zgrupowanie z urazem, a sam Bebeto również doznał kontuzji przed meczem z Kostaryką. W ataku grali Careca i Muller, a Brazylia odpadła już w 1/8 po porażce z Argentyną 0:1. Nie minęły nawet dwa miesiące od zakończenia mistrzostw świata, gdy wznowiono rozgrywki Copa Libertadores. Vasco miało zapewniony udział w tych rozgrywkach jako mistrz Brazylii z poprzedniego sezonu. W 1/8 brazylijski klub wyeliminował chilijskie Colo-Colo, ale w ćwierćfinale lepsze okazało się kolumbijskie Atlético Nacional. W 1992 roku Bebeto okazał się najlepszym strzelcem całej ligi i choć tym razem Vasco nie zdobyło trofeum, to dla José Roberto Gamy de Oliveiry tytuł króla strzelców stał się szansą na przenosiny do Europy.

Trafił do Deportivo La Coruna. Klub ten w sezonie 1991/1992 cudem uratował się przed spadkiem, ale już w nowej kampanii (przede wszystkim dzięki Bebeto) stał się czołową drużyną La Liga. Pierwszy sezon na De Riazior był dla brazylijskiego napastnika rewelacyjny. Trzecie miejsce w tabeli i tytuł króla strzelców z 29 golami na koncie. W pokonanym polu zostali m.in. Ivan Zamorano i Christo Stoiczkov. W kolejnych rozgrywkach Bebeto strzelił „tylko” 16 goli, ale „Depor” bliskie było zdobycia pierwszego w swej historii mistrzostwa Hiszpanii. W ostatniej minucie ostatniego meczu sezonu wystarczyło wykorzystać rzut karny. Etatowym wykonawcą jedenastek było do tej pory Bebeto. Tym razem oddał piłkę Jugosłowianinowi Miroslavowi Đukićowi, który jednak nie zdołał umieścić piłki w siatce. Mecz z Valencią zakończył się wynikiem 0:0. Deportivo i Barcelona zakończyła sezon z równą liczbą punktów, ale klub z Katalonii miał lepszą różnicę bramek. Tytuł trafił na Camp Nou. Po latach w wywiadzie dla magazynu ,,FourFourTwo” Bebeto wspominał tamtą sytuację: „Nnie chciałem uderzać, bo miałem 4 cm przerwę w mięśniu przywodziciela, nie trenowałem na pełnych obrotach przez 4 tygodnie a Dukič zawsze trafiał rzuty karne, nawet na treningu nie chybił ani jednego. Pozwoliłem mu strzelać. Potem przepraszał mnie za to. Wtedy, powiedział: »Jest ok., pozwól mi strzelać « Tego dnia boisko było bardzo błotniste. Może gdybym to ja strzelał? Może zmyliłbym bramkarza i posłałbym piłkę wysoko w środek bramki? Dukič przepraszał później wszystkich. Niestety przez gorszy bilans goli przegraliśmy mistrzostwo z FC Barceloną”. To bolesne niepowodzenie, Bebeto w pełni zrekompensował sobie występem na Mundialu w USA, o którym była już tu mowa. Kolejny sezon w Hiszpanii to kolejne wicemistrzostwo, tym razem za Realem Madryt. Następna kampania (1995/1996) była ostatnią w barwach galicyjskiego klubu. Bebeto zdobył 25 goli, co było zupełnie dobrym wynikiem, a zespół z La Corunii zajął dopiero 9. Miejsce. Bebeto nieco niespodziewanie postanowił wrócić do Flamengo. Niestety, nie wszyscy przywitali go ciepło, pamiętając, że swego czasu przeszedł do Vasco da Gama.

Dalsza kariera klubowa niestety nie przyniosła sympatycznemu napastnikowi zbyt wielkich sukcesów. Sevilla, powrót do Vitorii, Cruzeiro, Botafogo, meksykański Toros Neza, japońska Kashima Antlers, kolejny pobyt w Vitorii, powrót do Vasco i nieudana przygoda z saudyjskim Al-Ittihad – te wszystkie kluby Bebeto zdążył zwiedzić w ciągu ostatnich 6 lat swojej kariery. Zawodowe granie w piłkę zakończył w 2002 roku. O ile ostatnie lata na niwie klubowej były raczej niesatysfakcjonujące, to w reprezentacji wciąż było miejsce dla pochodzącego z Salvadoru zawodnika. Przed mundialem w 1998 roku wydawało się, że będzie to miejsce na ławce rezerwowych, ale wobec kontuzji Romario to właśnie Bebeto stworzył duet z Ronaldo. Trzy gole (w tym znakomity w meczu z Danią) w turnieju to powtórka wyniku z 1994 roku, tym razem jednak Brazylijczycy nie zdobyli tytułu. W pamiętnym finale z Francją przegrali 0:3. Po mistrzostwach Bebeto już nigdy nie zagrał w reprezentacji, kończąc ten etap kariery z przyzwoitym dorobkiem 75 meczów i 38 goli w narodowych barwach. Skoro była mowa o Romario, to warto napisać, choć kilka słów o skomplikowanych relacjach między nim a bohaterem tego tekstu. Romario zwołał konferencję prasową przed Mistrzostwami Świata w 1994, aby ogłosić, że nie usiądzie obok Bebeto podczas lotu drużyny do Stanów Zjednoczonych. Po latach jednak relacje obu panów wyglądają całkiem przyzwoicie. W 2018 roku Bebeto udzielił wywiadu, w którym chwalił sobie współpracę z dwa lata młodszym kolegą: „Grałem z Romario tylko w reprezentacji narodowej. Graliśmy razem tylko w jednym meczu Flamengo, zanim wyjechał do Europy. Czy wiesz, że Brazylia nigdy nie przegrała meczu, gdy Bebeto i Romario grali razem? ani jednego meczu! Poza tym za każdym razem, gdy graliśmy razem, przynajmniej jeden z nas strzelił gola”. Jak podsumować karierę tego wiecznie uśmiechniętego napastnika? Z reprezentacją zdobył mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, w Deportivo uznawany jest za legendę, w innym klubach wiodło mu się różnie. W reprezentacji jednak zawsze trochę w cieniu Romario lub Ronaldo. Pewnie Bebeto mógł wyjechać do Europy nieco wcześniej. Prawdopodobnie nie powinien był odchodzić z Deportivo w 1996 roku. Być może jego kołyska jest najbardziej kultową „cieszynką” w najnowszej historii futbolu.

8

Sympatyczne legendy futbolu(w odpowiedzi na komentarz):

@Adran360
@Arkon
@Comentateiro
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

12

Wybitne postacie austriackiego futbolu:

16 lutego 1929 r. urodził się Gerhard Hanappi. To jedna z najwybitniejszych postaci w historii austriackiej piłki. Karierę rozpoczynał jako 17 latek w Wackerze Wiedeń (72 mecze i 16 goli), ale został legendą innego stołecznego zespołu – Rapidu (382 występy i 120 goli we wszystkich rozgrywkach), z którym seryjnie zdobywał kolejne krajowe trofea. Już w wieku 19 lat debiutował w reprezentacji Austrii, w której był kluczową postacią przez 14 lat (93 mecze i 12 goli). Występujący na pozycji pomocnika Hanappi uchodził za artystę futbolu, który bez problemy mógł grać na każdej pozycji. Po zakończeniu kariery został architektem i zaprojektował nowy stadion Rapidu (Weststadion), przemianowany po jego śmierci na Gerhard Hanappi Stadium. Obecnie, po zburzeniu Gerhard Hanappi Stadium, plac przed nowym Allianz Stadion nosi imię tego legendarnego austriackiego piłkarza.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

12

Referendum ,,Elefant Blau”:

16 lutego 1998 r. ogłoszono głosowanie nad wotum nieufności wobec prezydenta Nuñeza. Referendum odbyło się z inicjatywy organizacji ,,Elefant Blau” założonej 14.12.1997 r. przez Joana Laporte i Sebastiana Rocę. Jej członkowie potępiali rządy Nuñeza i chcieli udowodnić że klub popadł w ogromne długi. W styczniu 1998 r. ,,Elefant Blau” udało się zebrać ponad 6 tysięcy podpisów co było podstawą do organizacji głosowania przeciwko prezydentowi. Instytucja krytykowała odejście Ronaldo, słabą pracę z wychowankami, wysoką pożyczkę, którą zaciągnął klub oraz wypłacenie firmie ,,Kappa” wyższego odszkodowania za zerwanie umowy niż to wynikało z porozumienia. ,,Elefant Blau” nie zgadzała się również na liczne przywileje ze strony klubu dla przestępczych grup kibicowskich, wypominała brak budowy obiecanego miasteczka sportowego i alarmowała iż zarząd chce ograniczyć prawa socios. Działacze klubu bronili się twierdząc że nie powinno się przeprowadzać głosowania z przyczyn formalnych. Negowali również większość zarzutów, twierdząc iż Zgromadzenie Generalne wyraziło zgode na pożyczkę, wniosek nie precyzuje o jakie grupy kibicowskie chodzi a transfer Ronaldo nastąpił z winy poprzedniego zarządu(choć ówczesnym prezydentem był także Nuñez). 6 marca socios opowiedzieli się za pozostawieniem władz klubu ale rok później, również dzięki działalności ,,Elefant Blau”, Nuñez podał się do dymisji. Organizacja wystawiła do wyborów Lluisa Bassata, który przegrał jednak z Joanem Gaspartem. Po tym wydarzeniu niespodziewanie ,,Elefant Blau” uległa rozwiązaniu.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@blakkudium Oj! a ja myślałem, nie wiem czemu(?) że dzisiaj niedziela!

5

O! prosze bardzo! Jak to fajniutko nie oglądać i nie śledzić wroga naczelnego- Realu Madrid! Wówczas ten wróg traci 2 punkty i od razu sportowe życie jest piękniejsze ale pod warunkiem że nasza Barcunia odrobi jutro punkty do ,,prześcieradeł"

7

Legendy holenderskiego futbolu:

Coenraadt „Coen” Moulijn urodził się 15 lutego 1937 r. w Rotterdamie i dorastał w starej północnej części miasta. Jako mała anegdota, tuż za rogiem mieszkał znacznie młodszy Wim Jansen, kolejny ,,Feyenoorder par excellence”, który z wielkim zainteresowaniem śledził wyczyny swojego sławnego sąsiada. Moulijn ćwiczył kopnięcie o ścianę, którego później używał również Jansen. Moulijn zadebiutował w wieku 17 lat w klubie piłkarskim Xerxes, klubie z Rotterdamu. Zawodnik błyszczy pomimo młodego wieku i po sezonie jako zawodnik wyjściowy w swoim pierwszym klubie opuszcza Xerxes i przechodzi do Feyenoordu, który właśnie kupił go za 25 000 guldenów. Holenderski skrzydłowy zagrał swój pierwszy mecz w barwach Feyenoordu 18 września 1955 r. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Stając się legendarnym lewym skrzydłowym tej holenderskiej drużyny, był wirującym skrzydłowym, bardzo zręcznym i bardzo dobrze podającym. Jako filar drużyny, był pięciokrotnie koronowany na mistrza kraju, dwukrotnie wygrał Puchar KNVB i pomógł Feyenoordowi stać się piłkarską superpotęgą. W 1970 r., 15 lat po przybyciu, to było poświęcenie dla skrzydłowego, który pozwolił swojej drużynie wygrać Ligę Mistrzów z Celtic Glasgow a następnie wygrać Puchar Interkontynentalny 1970 z Estudiantes de la Plata. Lojalny wobec swojego klubu, Moulijn nigdy nie chciał opuszczać Feyenoordu, mimo że oferty były. Na początku lat 60. to właśnie FC Barcelona próbowała zrekrutować zawodnika, ale bez powodzenia. Nazywany „Mister Feyenoord”, skrzydłowy rozegrał 487 oficjalnych meczów i strzelił 84 gole w klubie. Jego specjalny drybling był swego rodzaju zwodem, nurkował do środka, zanim wyszedł na zewnątrz, powtarzał ten gest rok po roku, zawsze z takim samym powodzeniem. Stopa tak dobrze przylegała do jego stopy, że niewielu obrońców było w stanie pokonać go jeden na jednego. Uważany za ,,Johana Cruyffa” Feyenoordu, pozostawił swój ślad w historii swojego klubu. Ponadto jest również legendą holenderskiej drużyny narodowej, z którą rozegrał 38 meczów, zdobywając 4 gole. Logiczne jest, że został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Feyenoordu w 1999 roku. Pozostanie tym dyskretnym i skromnym człowiekiem, który zawsze wspierał swoją drużynę. Niestety, Coen Moulijn zmarł 4 stycznia 2011 roku w wieku 73 lat, dotknięty udarem mózgu w Sylwestra. Jego śmierć wywołała spore emocje w Rotterdamie, gdzie był jedną z najpopularniejszych postaci. Nie jest niczym niezwykłym, że ,,De Kuip” śpiewa piosenkę na jego cześć. Maskotka klubu nazywa się „Coentje”, jego drugi pseudonim, małe mrugnięcie. Jest też jego naturalnej wielkości brązowy pomnik, który spogląda na dziedziniec stadionu. Pierwszy raz dla holenderskiego piłkarza na długo przed Cruyffem. Absolutna klasa.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani Też mam takie wrażenie. Jednak gdybym w tamtych latach śledził lige przynajmniej tak jak teraz, to raczej by mnie to nie dziwiło...

0

@addept On ma taką agresywną nature piłkarza i obawiam się że to się nie zmieni...

10

Żywe legendy rodzimego futbolu:

15 lutego 1966 w Piasecznie urodził się Roman Kosecki . Od lat jest obecny na polskiej scenie sportowej i politycznej. W czasie kariery piłkarskiej występował na pozycji napastnika lub pomocnika. Karierę piłkarską rozpoczynał w klubie RKS Mirków (1980–1983), następnie był zawodnikiem RKS Ursus (do 1986). W latach 1987–1990 był związany z klubami warszawskimi – Gwardią i Legią. W barwach Legii Warszawa wystąpił w 51 meczach oficjalnych i strzelił 12 goli, świętował zdobycie dwóch Pucharów Polski (1989, 1990) oraz Superpucharu Polski (1989). Przeniósł się następnie do klubów zagranicznych; był kolejno graczem tureckiego Galatasaray SK (1991–1992), hiszpańskich Osasuny Pampeluna (1992–1993) i Atlético Madryt (1993–1995), francuskich FC Nantes (1995–1996) i Montpellier HSC (1996–1997). W 1997 przez krótki czas ponownie grał w Legii; ostatnie lata kariery zawodniczej spędził w USA, gdzie z Chicago Fire zdobył mistrzostwo i Puchar USA (1998). Zaliczył 69 występów w reprezentacji narodowej (jest tym samym członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta). Debiutował jako zawodnik drugoligowej Gwardii Warszawa w meczu przeciwko Rumunii w 1988. W czternastu meczach pełnił funkcję kapitana. Zakończył karierę reprezentacyjną, gdy w meczu ze Słowacją w Bratysławie (11 października 1995) otrzymał czerwoną kartkę za demonstracyjne zdjęcie koszulki w trakcie dokonywania zmiany. Założył szkółkę piłkarską w Konstancinie-Jeziornie pod nazwą MUKS Kosa Konstancin, zajmującą się szkoleniem młodzieży. W latach 2002–2005 zasiadał w radzie gminy Konstancin-Jeziorna. W wyborach parlamentarnych w 2005, otrzymując 4395 głosów, został wybrany na posła V kadencji . W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat poselski, otrzymując 6847 głosów. W 2007 ogłosił, że będzie kandydował w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, lecz niedługo potem zrezygnował z tych zamiarów, twierdząc, że polskiej piłce niepotrzebny jest prezes związany z partią polityczną. W wyborach parlamentarnych w 2011 z powodzeniem ubiegał się o reelekcję do Sejmu, dostał 4603 głosy. 26 października 2012 przegrał wybory na prezesa PZPN, jednak po wygranej Zbigniewa Bońka został wiceprezesem związku ds. szkoleniowych. Funkcję tę pełnił do 2016.

@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

9

,,La Manita” i hattrick Messiego:

Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Levante UD 5:0 w 23 kolejce Primera Division. Lionel Messi skompletował hat-tricka a Luis Suarez wszedł z ławki i strzelił pięknego gola nożycowym wolejem, dzięki czemu Barcelona rozgromiła Levante 5-0, zmniejszając stratę do Realu Madryt do zaledwie jednego punktu. Luis Enrique dokonał aż ośmiu zmian w wyjściowym składzie na wtorkowy mecz półfinału Pucharu Króla z Villarrealem. Faworytem był Pedro Rodriguez a Suarez został zastąpiony przez Messiego i Neymara. Wynik ten oznaczał że Blaugrana wygrała już 11 kolejnych meczów od przegranej z Real Sociedad na początku roku a zawodnicy Enrique'a są w szczytowej formie. To był kolejny pokaz olśniewającego futbolu, gdy Levante zostało zmiażdżone przez szalejących Katalończyków. Neymar dał Barcelonie prowadzenie po 17 minutach, posyłając woleja nad bramkarzem po precyzyjnym podaniu Messiego na dalszy słupek. Messi sam trafił do siatki siedem minut przed przerwą, przejął piłkę prostopadłą i spokojnie wykończył ją w dolnym rogu. Argentyńczyk strzelił swojego drugiego gola a trzeciego dla Barcelony tuż przed upływem godziny, kończąc strzałem z bliskiej odległości po dośrodkowaniu Pedro z podania Sergio Busquetsa nad głową. Messi skompletował hat-tricka z rzutu karnego, po faulu Ivana Lopeza na Neymarze ale punktem kulminacyjnym meczu był moment, gdy Suarez potężnym, nożycowym kopnięciem umieścił piłkę w dolnym rogu bramki Diego Marino.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
@Arkon

10

Blaugrana w Primera Division:

15 lutego 1948 r. FC Barcelona rozgromiła na ,,Les Corts” Real Sociedad San Sebastian aż 6:1 w 20 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Seguer(2), Basora(2), Navarro oraz Florencio. W tamtym sezonie podopieczni urugwajskiego szkoleniowca Enrique Fernandeza sięgnęli po trzecie w historii mistrzostwo Hiszpanii wyprzedzając o 3 punkty CF Valencie.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

8

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

14 lutego 1956 r. urodził się Krzysztof Adamczyk, napastnik, 3-krotny reprezentant kraju. 12 listopada 1980 roku, stadion Sarria w Barcelonie. Polacy grają towarzyski mecz z Hiszpanią. Do przerwy prowadzą 1:0. Jest nieźle bo akurat z tym rywalem nie wygrali nigdy wcześniej. Również nigdy wcześniej Krzysztof Adamczyk nie zagrał w reprezentacji. Trener Ryszard Kulesza pozwala mu wejść na boisko w 72 minucie. Na 3 minuty przed końcem gospodarze mają rzut karny i jest już remis. Hiszpanom się spieszy, widać że zależy im na zwycięstwie. Polacy jednak mają podobny plan. ,,Piłke na środku miał Zbyszek Boniek, przyspieszył, zagrał mi na lewą stronę a ja dośrodkowałem w pole karne, gdzie był już Andrzej Iwan. Trafił na 2:1!”- relacjonował Adamczyk. Zbliżały się kwalifikacje do mistrzostw świata w Hiszpanii i ówczesny napastnik Legii mógł być pełen optymizmu. Wejść do gry w debiucie z mocnym rywalem i zaliczyć asyste na wagę zwycięstwa- marzenie każdego nowicjusza! Parę tygodni później w kadrze na pierwszy eliminacyjny mecz z Maltą jednak go nie było. Siłą rzeczy ominęła go też afera na Okęciu, czego akurat nie żałował. Czarnymi bohaterami zostali czterej piłkarze łódzkich klubów, sami liderzy: Boniek, Młynarczyk, Żmuda i Śp. Terlecki. Odesłano ich do kraju więc paradoksalnie szanse Adamczyka na występ w La Valetta nawet by wzrosły. Dlaczego więc go tam nie było? ,,Sam się wykreśliłem. Ten jeden raz. Młodzieńcza głupota. Miałem do odebrania samochód w zachodnich Niemczech. Fiat 123, używany ale zaledwie jednoroczny. U nas w ministerstwie obrony narodowej generałowie takimi jeździli, więc te bryke koniecznie chciałem sprowadzić z Kilonii ale powiem więcej: miałem tam się spotkać z moją byłą dziewczyną. Znaliśmy się jeszcze z Gdańska, wyjechała kiedyś na stałe do RFN i była okazja żeby się z nią zobaczyć. Dziewczyna, samochód… No jak tu się nie skusić?”- wspominał Adamczyk. Dostał zgode z wojskowego klubu, co też było dużym osiągnięciem, więc nie zastanawiał się już ani chwili. A reprezentacja? Nie zając, nie ucieknie. Oczywiście ta jedna nieobecność nie przekreślała jego planów, zwłaszcza że trener Kulesza cenił Adamczyka i szybko by z niego nie zrezygnował. Problem w tym że w wyniku wspomnianej afery na Okęciu spadła selekcjonerska głowa. Nowym szefem kadry został Antoni Piechniczek, lecz on specjalnego przekonania do Adamczyka nie miał. ,,Wystąpiłem tylko w jego debiucie, na wyjeździe z Rumunią. Już do przerwy przegrywaliśmy 0:2, ,,kaszanka” była straszna, wyglądało to beznadziejnie. Wszedłem w końcówce na niecałe 20 minut. I koniec, już nigdy więcej nie dostałem powołania”- opowiadał Adamczyk. Ma czego żałować, ponieważ był w bardzo dobrej formie. W sezonie 1980/81 z 18 golami w 28 meczach został królem strzelców ekstraklasy. Wszedł do wymagającej szatni Legii i w niej nie zginął. Wywalczył snajperski tytuł i 2 Puchary Polski, choć w pamiętnym finale z Lechem Poznań(5:0) w Częstochowie nie wystąpił, ponieważ był świeżo po operacji łąkotki. Przez wiele lat był ważnym zawodnikiem Legii, trafił też pod skrzydła Śp. Kazimierza Górskiego, który po powrocie z Grecji zajął się drużyną z Łazienkowskiej. Po niespełna 6 latach, w czerwcu 1984 r. Adamczyk musiał odejść. Dlaczego? ,,Mówiąc najkrócej: Kopa mnie wykopał”- złośliwie komentuje rozczarowany piłkarz. Trener Jerzy Kopa po swojemu układał zespół. Akurat dla Adamczyka nie widział miejsca. ,, Mam do niego żal, bo choć oczywiście każdy trener ma prawo do suwerennych personalnych decyzji, to powinien umieć powiedzieć to odstawionemu piłkarzowi prosto w oczy. Lecz on wykonywał jakąś krecią robote, żeby odsunąć mnie i paru innych piłkarzy, jak pamiętam także Miłoszewicza, Tumińskiego czy Barana. Były jakieś jego bzdurne zarzuty że sprzedaliśmy mecz. Krew się we mnie burzyła bo nawet nie wiedziałem jak się bronić. Zmiana klubu była więc najsensowniejszym wyjściem. Rok wcześniej miałem oferte z Rapidu Wiedeń. Byłem nawet na testach w drużynie Otto Baricia ale wtedy Legia mnie nie puściła. Potem przez, jak się okazało, ostatni sezon więcej się męczyłem niż grałem. Nieustannie wypychano mnie na margines. O to właśnie miałem największe pretensje. Nie lepiej od razu powiedzieć: ,,Nie chce cię w drużynie, musisz odejść!”? Kopa tego nie potrafił”- komentował Adamczyk. Pamiętał o nim Andrzej Strejlau. Trafił do prowadzonej przez niego Larisy. Najpierw grał w drużynie razem z Kmiecikiem a potem z Kupcewiczem. ,,Dobrze się tam czułem, trochę goli nastrzelałem, do tego było sporo asyst. Kibice mnie lubili. ,,Czik, czik, Adamczik”- skandowali z trybun”- uśmiecha się wychowanek Gedanii. Adamczyk występował też w lidze austriackiej, po czym na przejście do cypryjskiego Apollonu Limassol namówił go Jerzy Engel. Tam grał ze Stefanem Majewskim, potem z Eugeniuszem Ptakiem. Na koniec wojaży wylądował w szwedzkim Höör. ,,Nie chciałem tam jechać ale mam szwagra Szweda. Zależało mu i tylko dlatego się zgodziłem. To była trzecia liga, występowałem jako grający asystent trenera. Wytrzymałem tam jedynie rok. Szwecja jest nudna”- wyjaśniał Adamczyk. Ostatni mecz zagrał jednak w Polsce. ,,Stary kumpel z Legii Waldek Tumiński prowadził Pogoń Grodzisk Mazowiecki i poprosił mnie bym jeszcze u niego pograł. Zagrałem raz, akurat z Mazurem Karczew. Znowu strzeliłem gola, tak jak kiedyś w rezerwach Legii. A po meczu mówię: ,,Waldek, za daleko mam. Przecież nie będę dojeżdżał dzień w dzień z Warszawy”. I to już był naprawdę koniec grania!

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Adran360

7

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

14 lutego 1921 r. w Bismarckhütte urodził się Walter Brom. Dysponował fenomenalnym wręcz refleksem i intuicją oraz kocią zwinnością i zręcznością. W wieku 17 lat pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata do Francji w 1938 r. Do dzisiaj jest najmłodszym powołanym bramkarzem na tę imprezę i raczej się nie zanosi, żeby ktoś miał go pobić. Od najmłodszych lat związany z Ruchem. Został jego zawodnikiem już w wieku 13 lat. Wcześniej występował w szkolnym zespole z ulicy 16 sierpnia. Nie było wówczas żadnych szkółek ani juniorskich zespołów a młodzi adepci futbolu grali najczęściej w parkach, na skwerach czy na placach. Brom chętnie brał udział w tych meczach, choć nie zawsze występował w bramce. Jego brat wspominał, że Walter lubił też strzelać gole. Szybko jednak poznano się na jego bramkarskim talencie. Kiedy Józef Kałuża powołał go do reprezentacji, Brom miał ledwie dziewięć ligowych meczów na koncie. We Francji co prawda nie zagrał, ale Edward Madejski bardzo cenił swojego młodego konkurenta. Znakomicie rozwijającą się karierę przerwał kataklizm II wojny światowej. W czasie okupacji Brom występował w klubach niemieckich. Na krótko został wcielony do Wehrmachtu, ale zwolniono go z powodu choroby uszu. W 1942 r. został dożywotnio zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego. Brom przerzucił się wtedy na piłkę ręczną, ale karę wkrótce złagodzono i w latach 1943-44 występował już w reprezentacji Śląska. Kiedy w marcu 1945 r. Ruch rozgrywał swoje pierwsze mecze, to z przedwojennej ekipy zostali tylko Karol Dziwisz i właśnie Walter Brom. Razem z reprezentacją Śląska pojechał na tournée do Szkocji, gdzie swoją grą oczarował miejscowych dziennikarzy. Dziwili się oni jak to możliwe, że bramkarz o takich umiejętnościach nie grał w reprezentacji Europy. Najlepsze lata zabrała mu wojna, ale w pełni rozwinąć talentu nie pomogły też nałogi. Brom miał problem, żeby odmówić kolegom od kieliszka, co powodowało coraz częstsze zawieszenia. W Ruchu grał do 1950 r., potem przeniósł się do RKS Batory, a następnie do Stali Poręba. Karierę chciał zakończyć w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trenerem był Teodor Peterek, ale postawione przez żonę ultimatum spowodowało, że po tygodniu wrócił do domu. Talentem przerastał wszystkich bramkarzy jakich kiedykolwiek widziano w Polsce. Człowiek o niewiarygodnym refleksie, wspaniałej technice chwytów i bezbłędnej grze na przedpolu – charakteryzowali go fachowcy.

@Adran360
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

9

Wybitne, lecz nieco zapomniane legendy futbolu:

14 lutego 1951 r. w Doncaster urodził się Kevin Keegan, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki ,,France Football”: w 1978 i 1979 roku. W 1982 roku w barwach Southampton został królem strzelców Premiership. W barwach Liverpoolu rozegrał 323 mecze i strzelił 100 goli. Był jednym z najskuteczniejszych napastników lat 70-tych, z FC Liverpool trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju oraz Puchar Mistrzów i dwa razy Puchar UEFA. Sportową karierę udanie kontynuował w Hamburgerze SV. Od 1999 do 2000 roku był selekcjonerem reprezentacji Anglii. Później ze zmiennym szczęściem prowadził Manchester City. Jest wychowankiem lokalnego Scunthorpe United. W 1971 roku w wieku dwudziestu lat został kupiony na 35 tysięcy funtów przez Liverpool. Wcześniej bacznie przyglądali mu się wysłannicy Coventry City, ale ostatecznie uznali, że jest zbyt słaby fizycznie. W sierpniu 1971 roku zadebiutował w barwach nowego klubu i po dwunastu sekundach przebywania na boisku strzelił gola w meczu z Nottingham Forest F.C.. Rok później po raz pierwszy zagrał w reprezentacji Anglii. W ciągu kolejnych pięciu lat Keegan wraz z Walijczykiem Johnem Toshackiem stał się liderem linii ataku i zdobył dla Liverpoolu wiele decydujących o zwycięstwie goli. W 1973 roku drużyna prowadzona przez Szkota Billa Shankly'ego po siedmioletniej przerwie odzyskała tytuł mistrza Anglii, a kilka tygodni później pokonała Borussię Mönchengladbach z Vogtsem, Netzerem i Heynckessem w składzie, w finale Pucharu UEFA. Aby wyłonić zwycięzcę trzeba było rozegrać aż trzy mecze, w pierwszym padł bowiem bezbramkowy remis. Liverpool najpierw wygrał 3:0 (dwa gole strzelił Keegan), a dwa tygodnie później uległ podopiecznym Hennesa Weisweilera tylko 0:2 i mógł cieszyć się z cennego trofeum.

W następnym sezonie Liverpoolczycy triumfowali w rozgrywkach o Puchar Anglii – w finale zwyciężyli 3:0 Newcastle United, a dwukrotnie do bramki Srok trafiał właśnie Keegan. W roku 1976 zespół prowadzony już przez Boba Paisleya powtórzył wyczyn sprzed trzech lat i ponownie zdobył mistrzostwo kraju i Puchar UEFA (w dwumeczu finałowym pokonał FC Brugge 3:2 i 1:1 – w każdym spotkaniu Keegan strzelił gola). Rok później Liverpool obronił tytuł mistrza Anglii oraz po raz kolejny okazał się lepszy od Borussii Mönchengladbach, tym razem w finale Pucharu Mistrzów. Po tym spotkaniu Keegan postanowił wyjechać za granicę. Długo przebierał w ofertach znanych klubów z Kontynentu, aż w końcu zdecydował się przyjąć propozycję Hamburgera SV, triumfatora Pucharu Zdobywców Pucharów. W Liverpoolu szybko znalazł godnego siebie następcę w osobie Kenny'ego Dalglisha. W Hamburgu Keegan piłkarsko dojrzał i dzięki dobrym występom w Bundeslidze oraz europejskich pucharach dwukrotnie odbierał Złotą Piłkę, przyznawaną przez magazyn France Football dla najlepszego zawodnika klubów Starego Kontynentu. W czerwcu 1980 roku po przegranym finale Pucharu Mistrzów z Notthingham Forrest oraz nieudanych mistrzostwach Europy niespodziewanie rozwiązał kontrakt z HSV i powrócił do Anglii. Przez dwa sezony występował w barwach Southampton FC. W reprezentacji Anglii grał na Euro 1980 oraz Mistrzostwach Świata 1982, ale Synowie Albionu na początku lat 80. przeżywali regres formy. Kiedy po mundialu nowym selekcjonerem został Bobby Robson, który zapowiedział, że Keegan przestanie być kluczowym zawodnikiem w jego kadrze, zawodnik Southampton postanowił pożegnać się z drużyną narodową. Rozegrał w niej 63 mecze, w tym 31 jako kapitan, i strzelił 21 goli. W wieku 31 lat podpisał kontrakt z drugoligowym Newcastle United, w którym w ciągu dwu lat wystąpił 78 razy, zdobywając 48 bramek. W sezonie 1983-84 pomógł mu w awansie do ekstraklasy. Kilka tygodni później zakończył piłkarską karierę. W reprezentacji Anglii od 1972 do 1982 roku rozegrał 63 mecze (31 jako kapitan) i strzelił 21 goli.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

3

@Lionel_Messi10 Dokładnie tak! Jak tylko zakończy kariere napisze o nim biografie w komentarzu a może nawet, jak jeszcze nie zakończy...

9

Panie i panowie dzisiaj 37 lat kończy Angel Di Maria, znakomity argentyński skrzydłowy, mistrz świata i mistrz Ameryki Południowej. Takiego skrzydłowego dawno Argentyna nie miała…



@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

9

Blaugrana w Lidze Mistrzów:

14 lutego 2012 r. FC Barcelona pewnie pokonała na wyjeździe Bayer Leverkusen 1:3 w 1/8 Champions League. Gole dla gości zdobyli: Alexis Sanchez(41 i 55 minuta) oraz Messi w 88 minucie. Honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Kadlec w 52 minucie.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

10

Grande Espectacolo El Clasico:

14 lutego 1999 r. FC Barcelona pokonała w klasyku Real Madryt 3:0 w ramach 22 kolejki Primera Division. Gole dla Blaugrany zdobyli: dwie Lusi Enrique oraz jedną(w drugiej połowie) Rivaldo. Czerwoną kartke w tym meczu zarobił nie kto inny jak Roberto Carlos. Był to drugi sezon pod wodzą Luisa van Gaala i drugi z kolei wywalczony tytuł mistrza Hiszpanii. Przy okazji chciałbym przypomnieć iż w owym sezonie w barwach FC Barcelony zadebiutował Patrick Kluivert a w meczu Ligi Mistrzów zadebiutował z kolei Xavi Hernandez.

Popatrzmy:



@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@MOLESTA To prawda, dlatego też warto wspominac tego wspaniałego snajpera...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?