0

O! Zniknął mój wpis o wczorajszym meczu Legii. Czyja to sprawka? Pewnie redakcji tego serwisu? Jakiś czas temu była taka reklama a w niej takie powiedzenie: ,,Brawo ty". W związku z usunięciem mojego komentarza przesyłam redakcji pozdrowienia słowami: ,,Brawo wy!"...

1

@FcPortoFan1999 Zgadza się ale wygląda jak...Papa smerf...:)

10

Żywe legendy rodzimego futbolu:

30 sierpnia 1977 r. urodził się Kamil Kosowski, dobrze znany w Polsce lewoskrzydłowy. Tutaj przeczytacie jego karierę: http://www.historiawisly.pl/wiki/index.php?title=Kamil_Kosowski



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

9

Pożegnanie ikony Katalońskiej Dumy:

30 sierpnia 1961 r. odbył się pożegnalny mecz wybitnej legendy Blaugrany a mianowicie Ladislao Kubali. Wydarzeniem wieczoru był także gościnny występ Ferenca Puskasa oraz Alfredo Di Stefano w barwach FC Barcelony. Dwaj piłkarze Realu Madryt rozegrali wespół z Kubalą całą pierwszą połowę a Di Stefano dwukrotnie wpisał się na liste strzelców. Barça wygrała wówczas z francuskim Stade de Reims 4:3. ,,Odchodzę smutny, gdyż to finał mojej kariery”- mówił w wywiadzie pomeczowym Kubala. Wbrew temu co zapowiadał grał jeszcze u rywala zza miedzy(Espanyolu) a karierę kończył w szwajcarskim FC Zurich.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@Lionel_Messi10 Przypomnij mi gdzie Di Maria grał pod trenerką Van Gaala(?) bo zupełnie sobie tego nie przypominam?

1

@FcPortoFan1999 He! Wcale mu się nie dziwie! Świnia zawsze będzie pierwsza przy korycie!

0

No ale wczoraj to mnie Legia ogromnie rozczarowała. Przykro to było oglądać ale chwilami to przynosiła wstyd polskiemu futbolowi. Rok temu potrafiła wygrać z Aston Villa a teraz żeby z jakimiś Drutami z trzeciego świata grać taki piach!? Ja już dawno chciałem tego cholernego Mioduskiego na taczce wywieźć, choćby za sam fakt potraktowania legendy Legii Jacka Magiery a przy okazji i Michała Żewłakowa. A jeszcze na początku tamtego sierpnia przed zwolnieniem Mioduski pisał o pełnym poparciu dla trenera. Miesiąc później go zwolnił. Co za bezczelny typ...!

1

@Eto'o9 R10 Owszem, był kapitalny, zawsze mi się podobał ale Abidal też nie był gorszy. Jednak pamiętaj że najlepszym lewym defensorem w historii Barcy był nie do przebicia Sígfrid Gràcia Royo!

9

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:

29 sierpnia 2001 r. FC Barcelona doszła do porozumienia z Francesco Coco. Po odejściu Sergiego Barjuana, Blaugrana miała spore problemy z obsadą lewej strony defensywy. Wypożyczony z AC Milan Włoch Francesco Coco zagrał w 33 spotkaniach po czym przeszedł do Interu Mediolan. W sezonie 2002/03 szanse otrzymał wychowanek Fernando Navarro, jednakże spisywał się poniżej oczekiwań. Wówczas zdecydowano się na wypożyczenie z Lazio Argentyńczyka Juana Pablo Sorina. Dysponujący świetną techniką, długowłosy obrońca grał bez zarzutu, lecz… Dumy Katalonii nie stać było w tamtym czasie na zaproponowanie mu wymaganej pensji. Ostatecznie w 2003 r. wypożyczony a następnie wykupiony z Arsenalu Londyn został Giovani Van Bronckhorst i to zakończyło problemy na lewej obronie. Holender trafił do Barçy na preferencyjnych warunkach w rozliczeniu za młodziutkiego Fabregasa. Arsenal wydarł go Blaugranie gdyż Katalończycy nie mogli z nim podpisać profesjonalnej umowy ze względu na jego wiek.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

8

@FCBparasiempre
Historie gwiazd często mają to do siebie, że te już od najmłodszych lat wykazują ponad przeciętne umiejętności, a następnie utrzymują ten poziom przez całą swoją karierę. U Bojana Krkicia wyglądało to zupełnie inaczej, choć początki były bardzo obiecujące. Kiedy na początki Lionela Messiego patrzył cały piłkarski świat, Bojan przechodził tę samą drogę co Argentyńczyk. Mogło się wydawać, że zaraz w tym samym klubie ujrzymy dwóch fenomenalnych napastników. Hiszpan pobił rekord Messiego w ilości strzelonych goli w młodzieżowych zespołach Barcelony i był na najlepszej drodze do sukcesu. Niestety nie każdy jest materiałem na gwiazdę, o czym wkrótce sam Bojan brutalnie się przekonał. Bojan Krkić urodził się 28 sierpnia 1990 roku w hiszpańskiej miejscowości. Jego ojciec był profesjonalnym piłkarzem, grając głównie w jugosłowiańskich klubach. Pod koniec kariery Bojan Krkić Senior przeniósł się do katalońskiego zespołu CFJ Mollerussa. Poznał wtedy swoją żonę i zamieszkał na stałe w Katalonii. Młody Bojan skorzystał z korzystnych warunków do rozpoczęcia piłkarskiej kariery. Już w wieku 8 lat został juniorem prestiżowej akademii FC Barcelony: La Masii. Obserwujący rozwój młodych talentów dziennikarze od samego początku donosili o wyjątkowym talencie piłkarza z serbskimi korzeniami. Pobił rekord Leo Messiego w liczbie strzelonych goli dla młodzieżowych drużyn FC Barcelony. Wszyscy twierdzili, że zostanie piłkarzem klasy światowej jak trzy lata od niego starszy Argentyńczyk. Ówczesny prezydent Barcelony, Joan Laporta: „Bojan Krkic jest częścią historii naszego klubu. Poza jego słowami pamiętamy zawodnika z Linyoli, który pobił nasze wszystkie młodzieżowe rekordy, i który dał fanom tak wiele nadziei. Młody Bojan był unikalnym piłkarzem, niezmiernie walecznym.” Bardzo szybko wzrastał w klubowej hierarchii, dołączając do zespołu B w wieku 16 lat, na trzecim poziomie rozgrywek hiszpańskiej ligi. Tam w 22 spotkaniach strzelił 10 goli, potwierdzając swoją dobrą dyspozycję. Jeszcze lepsze były jego wyniki w młodzieżowej reprezentacji Hiszpanii U17, gdzie w 20 spotkaniach odnotował 16 trafień. Jeszcze przed ukończeniem 17 roku życia Bojan Krkić podpisał kontrakt z pierwszą drużyną FC Barcelony. Zadebiutował zaliczył 24 kwietnia 2007 roku w towarzyskim meczu przeciwko Al Ahly FC, a debiut ligowy miał miejsce 16 września przeciwko Osasunie. Zmieniając Giovani dos Santosa w 78 minucie miał dokładnie 17 lat i 19 dni, bijąc kolejny rekord Leo Messiego – najmłodszego piłkarza w historii La Liga. Trzy dni później pobił identyczny rekord, tym razem w Lidze Mistrzów. Frank Rijkaard, ówczesny trener Barcelony: „Bez wątpienia Krkić ma wszystkie atrybuty, żeby zostać światową gwiazdą. Jestem dumny z niego. To świetny talent, który ma sporo do zaoferowania.” Trudno było pogodzić dwie prawdy: pierwszą tą, że spisywał się bardzo dobrze, oraz drugą, że był jeszcze bardzo młody i nie czuł się gotowy do gry na najwyższym poziomie. Od samego początku przypisano mu łatkę skazanego na sukces. Rywalizował o grę w wyjściowym składzie z Messim, Eto’o czy Ibrahimoviciem i nie zwracano uwagi, czy da radę udźwignąć ciążącą na nim presję. To wszystko niestety wkrótce się zemściło. Pierwsze problemy zaczęły się na początku 2008 roku, kiedy miał zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii przeciwko Francji. Gdyby wystąpił w tym meczu, przeszedłby do historii jako najmłodszy reprezentant swojego kraju w wieku 17 lat, 5 miesięcy i 9 dni. Niestety tuż przed rozpoczęciem spotkania ze zdrowie Bojana zaczęło się poważnie komplikować. Czuł się słabo, co było spowodowane stresem i oczekiwaniami stawianymi przez piłkarski świat. Ostatecznie nie pojawił się na murawie. Tak wspominał ten moment, w wywiadzie przeprowadzonym dekadę później dla The Guardian: „Panowała ogromna presja, która w żadnym momencie nie ustępowała. Kiedy wszedłem do szatni na mecz z Francją, wszystko było w porządku, do momentu, kiedy zacząłem odczuwać silne zawroty głowy. Byłem przytłoczony sytuacją i spanikowany. Fizjoterapeuci położyli mnie płasko na drewnianej ławce. To był pierwszy tego typu napad – później miałem podobne epizody”. Presja spoczywająca zaczęła wdawać się we znaki. Jednocześnie dalej rozgrywał rewelacyjne spotkania w Barcelonie, co spowodowało, że stał się niemalże pewnym nazwiskiem w kontekście wyjazdu na Euro 2008. Niestety piłkarz czuł, by zająć ważne miejsce w składzie w reprezentacji aspirującej o zdobycie mistrzostwa Europy. Podjął odważną decyzję – rezygnację z uczestnictwa w imprezie. „Wiem, co tracę, ale doszedłem do punktu, w którym czuje się bardzo zmęczony. W żadnym momencie nigdy nie powiedziałem „nie” reprezentacji. Z drugiej strony chcę być szczery wobec selekcjonera, hiszpańskiej federacji piłki nożnej, a przede wszystkim siebie.” – Bojan Krkic w ogłoszeniu za pośrednictwem oficjalnej strony internetowej UEFA.

Odrzucenie powołania na jeden z najważniejszych turniejów na świecie było dla piłkarskiego świata szokiem. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego młody talent Barcelony zrezygnował, Zwłaszcza że reprezentował swój kraj na młodzieżowych turniejach międzynarodowych do lat 17 i do 21. Media na całym świecie zapomniały, że nie każdy rodzi się Lionelem Messim czy Cristiano Ronaldo. Bojan Krkić chciał pozostać sobą, a wykorzystywano jego wizerunek, by w mediach nakręcać historię o istniejącym klonie Messiego w Barcelonie. W dodatku był szeroko eksploatowany jako piłkarz, będąc regularnie powoływany do młodzieżowych reprezentacji Hiszpanii i pierwszego składu Barcelony. Przed Euro 2008 nie zdążył jeszcze osiągnąć pełnoletności (urodziny miał w sierpniu), a już musiał się mierzyć z obciążeniem fizycznym i psychicznym, jakby już był wielką gwiazdą. Kiedy Bojan zrezygnował z gry na Euro, pojawiła się fala masowej krytyki pod jego nazwiskiem, pod różnym kątem. Nagłówki hiszpańskich tytułów prasowych głosiły „Hiszpania wybrała Bojana, a Bojan mówi nie”. Zarzucano mu przede wszystkim brak profesjonalizmu i patriotyzmu. W dodatku nie otrzymał wystarczającej pomocy od przedstawicieli hiszpańskiego związku piłki nożnej, choć ci wiedzieli o prawdziwych przyczynach nieobecności zawodnika w składzie. Powstawało teorii mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości i nikt nie potrafił znaleźć dość oczywistego powodu – złego stanu psychicznego. Jak sam później Bojan przyznawał, przede wszystkim zabrakło empatii i zrozumienia krytykujących go osób, które zamiast szukać prawdziwej przyczyny problemu, miały w swojej głowie ukształtowany obraz jednego z największych talentów w historii piłki nożnej: „Istnieje lekarstwo na takie stany, które miałem. To leczenie psychologiczne, które pozwala przeskoczyć bariery oraz strach, który sam wytworzyłem w swojej głowie. U mnie te bariery zacząłem wznosić w lutym [po meczu z Francją] i to trwało aż do lata. Kiedy nadchodziło Euro, zadecydowałem, że nie mogę pojechać, że muszę się odizolować od innych”. W dzisiejszych czasach przyznanie się publiczne do momentu słabości nie byłoby niczym dziwnym – zwłaszcza w przypadku wrażliwej osobowości. Niestety piętnaście lat temu społeczeństwo inaczej patrzyło na tego typu wyzwania, przez co Bojan otrzymał w swoją stronę bardzo wiele pocisków. Te wpłynęły na całokształt jego psychiki i dalszej kariery. Bojan ostatecznie zadebiutował w reprezentacji Hiszpanii we wrześniu 2008 roku w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata 2010 przeciwko Armenii. Wszedł na ostatni kwadrans spotkania zmieniając Santiego Cazorlę i to był jego jedyny występ w narodowych barwach. Odrzucił jednocześnie możliwość gry dla Serbii, kraju swojego ojca. Odczuł to kilka lat później, kiedy Serbski Związek Piłki Nożnej złożył wniosek do FIFA o zmianę przynależności reprezentacyjnej Bojana. Niestety FIFA odrzuciła wniosek, argumentując, że piłkarz zagrał już w meczu o stawkę. Następne sezony w wykonaniu Bojana wyglądały już zdecydowanie gorzej. Choć mógł się pochwalić ponad 30 występami w każdym sezonie (we wszystkich rozgrywkach), był wykorzystywany głównie jako rezerwowy lub gracz przeznaczony głównie na słabszych rywali. Co prawda w ostatnich 12 rozgrywkach ligowych sezonu 2009-2010 strzelił aż osiem goli, ale to był jedyny przebłysk geniuszu dawnego Bojana. Ostatecznie po rozegraniu 163 spotkań w barwach Blaugrany i strzeleniu 41 goli, Hiszpan postanowił rozstać się z katalońskim klubem. Sezon 2011-2012 spędził w AS Romie, która wykupiła go za 12 milionów euro. Był to kontrakt zawierający klauzulę powrotu do Barcelony po rocznym lub dwurocznym okresie. W AS Romie poszło mu całkiem nieźle, występując w 37 spotkaniach i strzelając 7 goli (we wszystkich rozgrywkach). Następny rok spędził jednak w innym włoskim klubie, AC Milan, na wypożyczeniu. Tam zagrał zaledwie w 27 spotkaniach i strzelił tylko trzy gole. Po dwóch latach na półwyspie Apenińskim Barcelona skorzystała z klauzuli sprowadzającej piłkarza z powrotem do siebie. Niestety okazało się, że już nigdy nie pojawił się na Camp Nou w roli gospodarza, gdyż od razu wypożyczono go do Ajaksu Amsterdam. Choć wygrał ligę z Holenderskim klubem, Barcelona zrezygnowała z dalszego zatrudniania swojego wychowanka. W 2014 roku przeszedł do angielskiego Stoke City za 1,8 miliona Euro. Dopiero tam mógł nabrać trochę świeżego powietrza, gdyż pierwszy raz w swojej karierze trafił do klubu, który nie miał wobec niego wielkich oczekiwań. W końcu potraktowano go jak normalnego piłkarza, a nie wielką gwiazdę, co było dla niego bardzo komfortową sytuacją. Wstępował w barwach klubowych do 2019 roku, rozgrywając 85 spotkań i przebywając na murawie przez aż 4860 minut. Strzelił przez ten okres 16 goli i odnotował trzy asysty. Pomimo iż nie posiadał rewelacyjnych statystyk, stał się jednym z ulubieńców miejscowych kibiców. Tak Bojan wspominał swój okres gry dla Stoke: „Czułem, że to właściwy klub, do którego mogę się udać. Miałem z nim niesamowite sezonu. Trzy razy z rzędu kończyliśmy sezon Premier League w TOP10. Graliśmy dobrą piłkę, a fani to kochali. To był najlepszy moment w mojej karierze”. Niestety wahania formy w jego karierze dalej się przydarzały, co skutkowało dwukrotnym wypożyczeniem piłkarza w trakcie obowiązywania kontraktu. Najpierw w sezonie 2016-2017 zasilił skład niemieckiego Mainz 05, a następnie w sezonie 2017-2018 hiszpański Alavés. W obu tych klubach nie wykazał się niczym szczególnym, spędzając większość czasu na ławce rezerwowych, niż na murawie. W wieku 29 lat Bojan Krkić zrezygnował z gry w najsilniejszych ligach na świecie. Lata 2019-2020 rozegrał w MLS reprezentując kanadyjski Montreal Impact, a następnie przeszedł do japońskiego Vissel Kobe, by tam zakończyć karierę po sezonie 2022 w wieku 32 lat.

9

Blaugrana w Superpucharach:

28 sierpnia 2009 r. FC Barcelona zdobyła Superpuchar Europy. Rywalem zdobywcy Ligi Mistrzów był zdobywca Pucharu UEFA Szachtar Donieck. W regulaminowym czasie gry nie padła żadna bramka i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Wreszcie w 115 minucie Messi podał piłke do Pedro i Kanaryjczyk zdobył jedynego gola tego wieczoru w Monaco uszczęśliwiając wszystkich cules. Jednocześnie było to piąte trofeum w tamtym roku.

Przypomnijmy sobie:





@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

11

FC Barcelona pieczętuje awans kosztem Legii:

28 sierpnia 2002 r. Legia Warszawa przegrała na Łazienkowskiej z FC Barceloną 0:1 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Dla mistrzów Polski miał to być mecz już tylko o honor. Po porażce na Camp Nou 0:3 dwa tygodnie wcześniej tylko niepoprawni optymiści wierzyli, że Legia będzie w stanie odrobić straty. Na stadionie przy Łazienkowskiej 3 stawiły się tłumy chcące zobaczyć nie tylko wielką Barcelonę, ale również ambitnie walczących legionistów. Fani liczyli zapewne, że ich drużyna(jako pierwszy polski klub) zdoła pokonać Dumę Katalonii. Tak się jednak nie stało, choć Barca z początku sprawiała wrażenie rozprężonej, co próbowali wykorzystać gracze Dragomira Okuki. Nie udało się to ani Adamowi Majewskiemu, ani Tomaszowi Kiełbowiczowi, ani też Radosławowi Wróblewskiemu. Być może spotkanie zakończyłoby się bezbramkowym remisem, gdyby nie faul Jacka Zielińskiego w polu karnym na Patricku Kluivercie, po którym jedenastkę wykorzystał Gaizka Mendieta. Do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansowała FC Barcelona, Legii pozostała gra w Pucharze UEFA.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

10

Ku chwale i pamięci wybitnej postaci Katalońskiej Dumy:

Jak już wcześniej pisałem, 6 sierpnia 1936 r. zamordowany został ówczesny prezydent FC Barcelony Josep Suñol. Natomiast 28 sierpnia tamtego roku, kiedy informacje o jego zaginięciu nie były jeszcze pewne, sąsiedzi i wojskowi z Vila postanowili w sposób spontaniczny nadać jego imię jednej z ulic. O jedenastej przed południem grupa mieszkańców zjawiła się na ulicy Sant Domenec znajdującej się na wysokości ulicy Salmeron(obecnie Gracia tuż przy placu Vila de Gracia), chcąc umieścić tam ręcznie wykonane napisy z nową nazwą. Od tamtej pory odcinek ten nazywany jest ulicą Josepa Suñola i Garrigi. Następnego dnia napisała o tym gazeta sportowa ,,La Rambla” założona w 1930 r. przez samego Suñola, która wydarzenie nazwała ,,niezwykle wzruszającym”. Prywatna inicjatywa stała się oficjalna, kiedy 16 września 1937 r. Miejski Komitet zatwierdził zmiane nazwy ulicy z Sant Domenec de Gracia na Josep Suñol i Garriga. Niestety porażka republikanów sprawiła iż nowa nazwa nie przetrwała. Jednak paradoksalnie zmiana została zawarta w raporcie dostarczonym frankistowskiemu Trybunałowi ds. Odpowiedzialności Politycznej, który w listopadzie 1939 r. wszczął postępowanie w sprawie Suñola, gdy ten nie żył już od 3 lat. Równolegle z tą obywatelską inicjatywą w listopadzie 1937 roku klub postanowił utrzymać Josepa Suñola na stanowisku prezydenta FC Barcelony pomimo jego śmierci. Na mocy tego porozumienia Suñol pozostał najważniejszą osobą w klubie, aż w maju 1939 r. frankistowskie władze wprowadziły zarządzającą komisje sprzyjającą nowemu reżimowi. Między sierpniem 1936 a majem 1939 roku Suñol oficjalnie uznawany był za ,,prezydenta nieobecnego”.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 W takim razie spokojnie z tym Golmo, gdyż on generalnie odpowiada za kreowanie sytuacji bramkowych i nie jest typowym łowcą goli, więc na pewno nie przebije Paulino Alcantary, Cesara Rodrigeuza, Josepa Samitiera i wielu, wielu innych znakomitych napastników...

0

@FcPortoFan1999 Dani Olmo, a nie Golmo!

9

Wybitne legendy FC Barcelony:

28 sierpnia 1914 r. w Barcelonie urodził się Josep Escola Segales, legendarny hiszpański napastnik. Utytułowany zawodnik, którego karierę w Blaugranie przerwała wojna domowa a później problemy zdrowotne. Nazywany dżentelmenem futbolu, należał do grona napastników, o których śmiało można powiedzieć ,,kompletni”. Jego zdobycz bramkowa(223 gole) plasuje go na 6 miejscu w historii Barçy, tuż za Kubalą. Escola w barwach Blaugrany występował od sezonu 1933/34 do 1937/38, po czym na jeden rok trafił do Francji by powrócić do FC Barcelony i grać w niej do końca sezonu 1948/49. Cechował się znakomitym instynktem strzeleckim, gdzie zanotował średnią 0,88 gola na mecz, co zapewniło mu miejsce wśród największych gwiazd Dumy Katalonii.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@Lionel_Messi10 Pau Prim? A on grał w presezonie(?) bo jakoś sobie nie kojarze tego piłkarza?

1

No i prosze! Dani Olmo w debiucie w barwach,,Blaugrana" strzela zwycięskiego gola i to gola o punkty! A tak narzekaliśmy na przesyt pomocników. W przypadku klasowego piłkarza(w końcu mistrza Europy) od przybytku głowa nie boli.
Ps. Jestem bardzo ciekaw czy Flick w dalszym ciągu będzie wystawiał Ferrana Torresa(czytaj patałacha nad patałachami) kosztem Olmo, czy też się w końcu zreflektuje...?

1

@kuz O! Dzięki śliczne za informacje :)

0

@partymaker Jeśli to żart(?) to raczej niestosowny...

0

@FcPortoFan1999 No nie żartuj!

0

@kuz Coś podobnego! Skąd on się tam wział? Gdzie on wcześniej grał?

2

Zaraz, zaraz! Na ławce rezerwowych Rayo Vallecano Eto'o??? To jakiś żart, czy co?

1

@kulek22 Chodziło mi o Campo de Futbol de Vallecas. W końcu wyjazdy to troche inna bajka...

2

Nie wiem jak ostatnio gra Rayo Vallecano ale widze że nie wygraliśmy z nimi w Primera Division od marca 2019 roku! W takim razie pora przełamać tą klątwe na Campo de Futbol de Vallecas i powrócić na zwycięzką ścieżke! Mam nadzieje że dwa pierwsze mecze, to nie był tylko ,,wypadek przy pracy"...?

5

Lew wystrugany z dębu:

Ponad dwadzieścia lat gry w jednym klubie. 452 mecze i 255 strzelonych goli dla Bolton Wanderers. Legenda. Pisano o nim, że jest modelowym przykładem angielskiego napastnika w starym stylu, wystruganego z dębowego drewna. Nat Lofthous urodził się 27 sierpnia 1925 roku w Boltonie jako najmłodszy z czwórki synów państwa Lofthouse. Ojciec przez wiele lat pracował jako przewoźnik węgla, choć Bolton bardziej znany był w Anglii z produkcji wełny. Mały Nathaniel pomagał ojcu w pracy, jednak ani myślał wiązać przyszłości z pracą robotnika. Chciał zostać napastnikiem tak jak jego idol z dzieciństwa Tommy Lawton. Lofthouse zastąpił Lowtona w roli środkowego napastnika reprezentacji Anglii. Już w debiutanckim meczu przeciwko Jugosławii w 1950 roku dwukrotnie posłał piłkę do siatki. Pierwszy mecz w życiu Lofthouse rozegrał na pozycji bramkarza jako reprezentant swojej szkoły mieszczącej się przy Castle Hill. Z tej okazji matka kupiła mu nowe buty, o które Nat miał dbać jak o własną kieszeń. Zespół z Lofthousem w bramce przegrał, a bohater tekstu puścił pięć goli. Na dodatek nowe obuwie nadawało się jedynie do śmietnika. Trener drużyny uznał, że większy pożytek z niewysokiego (mierzył 179 centymetrów wzrostu), acz krępego Nata, drużyna będzie mieć w ataku. Lofthouse przejął się nową rolę na boisku do tego stopnia, że codziennie po obiedzie ćwiczył do znudzenia grę głową, odbijając nią piłkę o ścianę swojego domu. Pierwszy mecz po zmianie pozycji wypadł imponująco. Jako bramkarz Nathaniel wpuścił siedem goli, a jako napastnik siedem bramek… strzelił. W 1939 roku po Lofthouse’a zgłosił się poszukujący talentów dla Boltonu Wanderers trener Charles Foweraker. Debiut młodego napastnika w dorosłej ekipie nastąpił dwa lat później. Nat zastąpił starzejącego się George’a Hunta. Miał on przenieść się na prawą stronę boiska, zaś Lofthouse grać jako środkowy napastnik. Młodzian bardzo chwalił sobie trwający dwie godziny dziennie indywidualny trening z Huntem. Starszy kolega tak jak Nat nie był bardzo zwrotny, jednak siła fizyczna i umiejętne ustawienie w polu karnym ułatwiało mu zdobywanie goli. Debiut Lofthouse’ a wśród seniorów wypadł okazale. Dwa jego strzały znalazły drogę do bramki rywali. Młokos zachwalał sobie współpracę z kolegą z ataku Walterem Sidebottomem. Lofthouse długo jednak nie nacieszył się grą dla Boltonu, gdyż z powodu ataku hitlerowskich Niemiec na Wielką Brytanię, wielu piłkarzy klubu pojechało na front. Szesnastoletniego wówczas Nata nie wysłano na pole bitwy, ale oddelegowano do pracy w kopalni. Piłkarz dobrze wspomina tamto doświadczenie. Wstawałem o 3.30 rano. O 4.30 miałem pociąg. Pod ziemią spędziłem osiem godzin, po czym jechałem jeszcze na trening, aby nie stracić formy. Koledzy z pracy śmiali się ze mnie, ponieważ byłem najmłodszy, ale był to test dla mojej psychiki i kondycji fizycznej. Wojna w końcu się skończyła, a Lofthouse i jego koledzy znowu mogli grać. W Boltonie przez długi czas zarabiał on nieco ponad jeden funt tygodniowo. W 1954 roku po napastnika zgłosiła się Fiorentina, która zaoferowała znacznie lepsze warunki finansowe. Nat odmówił włoskiej drużynie, ponieważ pieniądze nie były dla niego najważniejsze. Całą swoją karierę grał w Boltonie. Po jej zakończeniu, spowodowanym przewlekłą kontuzją kostki, Lofthouse nadal był częścią miasta i klubu. Próbował porzucić piłkę nożną, prowadząc bar, którego atrakcją były serwowane przez właściciela anegdoty, coś na wzór knajp prowadzonych przez filmowych bokserów: Rocky’ ego w filmie „Rocky Balboa” i Jake’ a La Motty we „Wściekłym byku”. Nat wrócił jednak na Burnden Park, gdzie pracował zarówno jako trener pierwszej drużyny, jak i skaut. W 1986 roku władze Bolton Wanderers nadały mu tytuł honorowego prezesa klubu. Miał to być miły gest nie tylko wobec zasług Lofthouse’ a dla klubu, ale także miało tchnąć w niego energię, jaką utracił po śmierci żony Almy Foster w 1985 roku. Para pobrała się w 1947 roku i doczekała dwójki dzieci: córki Vivien i syna Jeffa. Każdy piłkarz ma w swoim dorobku mecze, dzięki którym zyskują szacunek kibiców i uznanie kolegów z drużyny. Nat Lofthouse również miał takie spotkania. Napastnik był uczestnikiem kilku pamiętnych potyczek w Pucharze Anglii. 9 marca 1946 roku na Burnden Park rywalem Boltonu było Stoke. Mecz cieszył się tak dużym zainteresowaniem fanów, że kibice zaczęli wspinać się na mury obiektu, którego konstrukcja w pewnym momencie się zawaliła. Zginęły 33 osoby, a ponad 400 zostało rannych…

Kolejną traumę, tym razem sportową, Lofthouse przeżył 2 maja 1953 roku na Wembley. W finale najstarszych rozgrywek piłkarskich na świecie zmierzył się Bolton z Lofthousem i Blackpool z niezapomnianym Stanleyem Matthewsem. Nat, nazywany przez rywali „Czołgiem” otworzył wynik meczu już w drugiej minucie. Po godzinie finału Bolton prowadził 3-1. Mecz ostatecznie 4-3 wygrało Blackpool. Stan Mortensen wyrównującego gola zdobył w 89 minucie spotkania (hat-trick napastnika), decydujący zaś cios zadał Bill Perry już w doliczonym czasie gry. Przy wszystkich golach dla zwycięzców asystował Matthews. Przegrana w finale FA Cup nie przeszkodziła Lofthouse’ owi otrzymać tytuł najlepszego zawodnika roku. Pięć lat później na tym samym obiekcie Nat dopiął swego i zdobył Puchar Anglii, choć doszło do kontrowersji z jego udziałem. Lofthouse strzelił oba gole w wygranym 2-0 meczu z Manchesterem United, jednak podczas gry rywale mieli pretensje o to, że napastnik posłał piłkę do siatki, choć widział kontuzjowanego, niemającego szans na interwencję bramkarza Harry’ ego Gregga. Jeden z miejscowych poetów ułożył taki oto wiersz na cześć tamtego wydarzenia: ,,Harry Gregg just after t’final, Went into Nat’s for a beer, Who returned his money and told him, We don’t charge goalkeepers here”. Najbardziej znanym przydomkiem Lofthouse’a był „Lew z Wiednia”. Skąd się wziął? 28 maja 1952 roku w Zurychu Anglia grała towarzyski mecz z Austrią. Nat otworzył wynik meczu. Przy stanie 2-2 napastnik boleśnie zderzył się z austriackim golkiperem. Gdyby w tamtych czasach można byłoby przeprowadzać zmiany, selekcjoner Walter Winterbottom z pewnością zdjąłby z placu gry swoją gwiazdę. Lekarze kadry nie dawali za wygraną i postanowili ocucić nieprzytomnego piłkarza. Ten wrócił do gry po dziesięciu minutach przerwy i strzelił zwycięską bramkę. Był to 25 gol „Lwa z Wiednia” dla reprezentacji „Trzech Lwów”. Łącznie strzelił ich aż 30(!) w zaledwie 33 meczach. Zmarł 15 stycznia 2011 roku w wieku 85 lat…

@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 Ja generalnie też ale musisz wiedzieć że w Argentynie a zwłaszcza w Boca, Maradona nie jest tylko i wyłącznie piłkarzem, jak każdy inny. On jest tam po prostu futbolowym ,,Bogiem" w pełni tego słowa znaczeniu...

0

@Culer9002 Tu już nawet nie chodzi o to czy on jest gruby, czy grubszy, tylko o to jak niszczy ,,nasz" ukochany klub! I pomysleć że ja chciałem jego powrotu po raz drugi do klubu...

0

@FcPortoFan1999 Tak, jeśli chodzi o Boce, to w 99% chodzi o ,,boskiego" Diego...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?