FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
5
Wprawdzie Borussia Dortmund miała wczoraj mnóstwo szczęścia(ponoć lepszym sprzyja szczęście), to jednak wolą walki i charakterem odprawiła z kwitkiem PSG i to bez straty gola! Bravissimo ,,Die Borussen"! Dziękuje czarnożółtym za to że w jakimś stopniu pomścili ,,moją Barcunie". Paradoksalnie do pełni szczęścia brakuje mi tylko awansu bardzo nielubianego przezemnie Bayernu Monachium. Ewentualne zwycięstwo ,,Królewskich" w Lidze Mistrzów(każde zwycięstwo) będzie dla mnie najsmutniejszym dniem w życiu...
22
Feliz cumpleaños Lucho!
Swoje 54 urodziny obchodzi dzisiaj Luis Enrique, ofensywny pomocnik, który swoją karierę zaczynał w Sportingu Gijon i z którego trafił do Realu Madryt. Na Santiago Bernabeu spędził 5 lat, lecz skłócony z zarządem zdecydował się na odejście do… FC Barcelony! Już w grudniu 1995 nastąpiły pierwsze kontakty Lucho z zarządem Blaugrany a 3 miesiące później przeszedł w tajemnicy testy medyczne w Madrycie. Luis rozbił aparat fotograficzny dziennikarza, który próbował mu zrobić zdjęcie w szpitalu i oświadczył że przechodził jedynie badania przed podpisaniem umowy ubezpieczeniowej. Oficjalne porozumienie nastąpiło dopiero 27 maja. Kibice Barçy początkowo byli sceptycznie nastawieni do jego osoby, jednakże w ciągu ośmiu sezonów stał się ulubieńcem cules a dzięki swojej charyzmie i waleczności został kapitanem drużyny. W 2004 r. zdecydował się na zakończenie kariery. Do klubu wrócił w 2008 r. obejmując stanowisko FC Barcelony B, z którą awansował do drugiej ligi hiszpańskiej. W 2011 r. został trenerem AS Romy, lecz po jednym sezonie podziękowano mu za współprace. Po roku przerwy trafił na ławke trenerską Celty Vigo, którą prowadził przez jeden sezon. Dalsze losy Lucho znamy chyba wszyscy?
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Visca_barca
5
@FCBparasiempre
Dla zainteresowanych historią kibiców Derby County Ben Warren jest prawdziwą legendą. Choć od jego śmierci minęło już ponad 100 lat, to trudno przejść obojętnie obok jego tragicznej historii. Odszedł w wieku zaledwie 37 lat. Benjamin Warren urodził się 7 maja 1879 w Newhall. Ta mała podmiejska osada położna jest w pobliżu miasteczka Swadlincote w dystrykcie South Derbyshire w Anglii. Dzisiaj osada liczy niespełna 800 mieszkańców. 140 lat temu było ich z pewnością jeszcze mniej. W osadzie znajduje się Kościół Św. Jana i to właśnie w nim mały Ben został ochrzczony 4 kwietnia 1880 roku. Spisy ludności z tamtego okresu pozwalają znaleźć sporo informacji na temat rodziny Warrenów. Według takiego spisu z 1881 roku Benjamin jest trzecim z czwórki dzieci Josepha Henry’ego i Emily Sarah (z domu Staley). Jego ojciec jest kotlarzem. Mieszkają na Thorn Tree Lane w Newhall. Ze spisu przeprowadzonego 10 lat później dowiadujemy się, że Ben ma jeszcze czworo młodszego rodzeństwa. Państwo Warrenowie mają wówczas ósemkę dzieci. Kolejnych 10 lat później Joseph i Henry mają już 12 dzieci i mieszkają pod nowym adresem, przy Union Road 201 w Newhall. Młody Ben pracuje wówczas, podobnie jak jego ojciec, jako kotlarz. Ślub Benjamina z jego daleką kuzynką Minnie Staley odbył się 21 października 1902 roku w kościele Emmanuela w Swadlincote (ślub został zarejestrowany w Burton-upon-Trent, grudzień 1902). W tym czasie Ben już od czterech lat był piłkarzem pierwszej drużyny Derby County. Wcześniej grał w juniorskich zespołach w Swadlincote i Newhall, a następnie w już w „dorosłych” drużynach Newhall Town FC i Newhall Swifts FC. Działacze Derby County udali się do Newhall w maju 1898 roku, aby pozyskać zdolnego lewego obrońcę. Z czasem Warren zaczął grać na prawej stronie defensywy, stając się jednym z najlepszych na tej pozycji w całym kraju. Bazując na relacjach prasowych sprzed ok. 120 lat, można stwierdzić, że Warren był dobry w odbiorze piłki. Grał twardo, ale bardzo fair. Często włączał się do akcji ofensywnych, co nie było typowe dla obrońców w tamtym czasie. Słynął także ze starannej pielęgnacji swoich wąsów. Derby County, nazywane często The Rams, było wówczas ambitną drużyną, której marzyły się większe sukcesy niż wicemistrzostwo Anglii w 1896 i dwa przegrane finały Pucharu Anglii w 1898 i 1899. Za pierwszym razem lepsze w finałowym meczu lepsze okazało się Nottingham Forrest, a za drugim Sheffield United. W rozrywkach 1901/1902 Derby z Warrenem w składzie również dobrze radziło sobie w rozgrywkach Pucharu Anglii, a Ben imponował skutecznością. We wszystkich pucharowych meczach zdobył łącznie osiem goli. Barany wygrały kolejno z Blackburn Rovers 2:0, Lincoln City 3:1 i Portsmouth 6:3 (po wcześniejszym remisie 0:0). W półfinale Derby trafiło na Sheffield United, z którym miało rachunki do wyrównania. Spotkanie odbyło się w West Bromwich i zakończyło się remisem 1:1. W powtórzonym meczu rozegranym w Wolverhampton znów padł remis 1:1. Dopiero w trzecim spotkaniu (tym razem w Nottingham) piłkarze Sheffield okazali się lepsi i wygrali 1:0. W kolejnym roku piłkarze Derby byli jeszcze bardziej zdeterminowani, aby zwyciężyć w FA Cup. 2:1 ze Small Heath, 2:0 z Blackburn Rovers, 3:0 ze Stoke (gol Warrena) i 3:0 w półfinale z Millwall (znów bramka Warrena) dały The Rams awans do finału. Finał rozegrany na starym stadionie Crystal Palace w Londynie odbył się 18 kwietnia 1903 roku. Grające w błękitno-granatowych strojach Bury FC nie dało żadnych szans występującej w czerwonych koszulkach i czarnych spodenkach drużynie Derby County. Warren zagrał w spotkaniu jako prawy pomocnik w ustawieniu 2-3-5. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Bury 6:0. W kolejnych latach, w których Warren by członkiem zespołu drużynie Derby nie udało się dotrzeć już do finału. Na zdobycie jedynego w historii Pucharu Anglii The Rams czekały aż do 1946 roku, a na mistrzostwo (jedno z dwóch) do 1972 roku. Warren grał w Derby do 1908 roku. W tym czasie uzbierał łącznie 242 ligowe spotkania. Jego kolegami z drużynami byli zawodnicy, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii Derby County — Steve Bloomer (474 ligowych meczów), Jimmy Methven (458 meczów), Archie Goodall, młodszy brat Johna (380 spotkań), George Richards czy Charlie Morris.
Dobra i stabilna forma w meczach ligowych i pucharowych zaowocowała powołaniem Warrena do reprezentacji Anglii. 17 lutego 1906 w meczu przeciwko Irlandii (wtedy będącej jeszcze częścią Zjednoczonego Królestwa) Warren zadebiutował w kadrze, a Anglia wygrała 5:0. Spotkanie odbyło się w ramach 22. edycji British Home Championship — turnieju rozgrywanego między reprezentacjami z Wysp Brytyjskich. Warren zagrał także w wygranym 1:0 meczu z Walią i przegranym 1:2 spotkaniu ze Szkocją. Do 1 kwietnia 1911 roku Warren uzbierał w kadrze 22 mecze i zdobył dwie bramki — obie w spotkaniach z Austrią. Najpierw w 1908 roku trafił do siatki Austriaków w meczu wygranym aż 11:1, a rok później w rywalizacji zakończonej wynikiem 8:1 dla Synów Albionu. W ostatnim meczu, w którym grał Ben Warren, Anglicy zremisowali ze Szkocją 1:1. 28 lipca 1908 roku Chelsea zapłaciła drużynie Derby County 1000 funtów za pozyskanie Warrena. Chrapkę na Bena miały też Leicester Fosse (do 1919 nazwa dzisiejszego Leicester City) i Manchester City. Warren wybrał jednak Chelsea, ale odrzucił możliwość przeniesienia się na stałe do Londynu. Po każdym meczu w barwach Chelsea wracał do domu w rodzinnym Newhall. W barwach The Blues zadebiutował w meczu z Preston North End 1 września 1908 roku. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a Chelsea wystąpiła w następującym składzie: Jack Whitley – John Cameron, Thomas Miller, Ted Birnie, Robert McRoberts, Ben Warren, Norman Fairgray, Angus Douglas, Percy Humphreys, George Hilsdon, Jimmy Windridge. Warren bez trudu zdobył stałe miejsce w drużynie Chelsea, utrzymał także swoją pozycję w narodowej kadrze. Kolejny sezon(1909/1910) przyniósł Warrenowi pierwsze poważne problemy zdrowotne. Opuścił drugą połowę sezonu z powodu cysty (rodzaju torbieli) na boku tułowia. 4 grudnia 1909 roku Warren zagrał jeszcze w wygranym meczu Chelsea z Bristol City 4:1 (dwa gole słynnego Viviana Woodworda), a już 21 grudnia został zoperowany w szpitalu Świętego Tomasza w Londynie. Podczas drugiej części sezonu Warren tylko raz pojawił się na boisku — 7 marca w zakończonym bezbramkowym remisem meczu z Sheffield United. Dla Chelsea nie była to dobra kampania. Dziewiętnaste, czyli przedostatnie miejsce w tabeli oznaczało spadek do Second Divison. Sezon 1910/1911 już z w miarę zdrowym Warrenem Chelsea rozpoczęła od wyjazdowego zwycięstwa z jego byłym klubem, Derby County 4:1. Hat-tricka strzelił w tym spotkaniu George Hilsdon (prawie 100 bramek dla The Blues w zaledwie sześć lat). Warren również imponował swoją grą i ponownie stał się ważnym członkiem zespołu. Najczęściej grał na boku trzyosobowej linii pomocy. Chelsea radziła sobie nieźle, wygrywając m.in. 7:0 z Lincoln City czy 3:1 z West Bromwich. Ostatecznie jednak to ta ostatnia drużyna zajęła pierwsze miejsce w lidze i wywalczyła awans. Drugi był Bolton, a Chelsea dopiero trzecia. Na pocieszenie został tytuł króla strzelców dla Boba Wittinghama (31 goli). O krok od sukcesu The Blues byli też w FA Cup. Po pokonaniu Leyton Orient, Chesterfield Town, Wolverhampton i Swindon Town Chelsea znalazła się w półfinale krajowego Pucharu. Na St. Andrew’s Stadium w Birmingham rywalem Chelsea było Newcastle. Porażka 0:3 zakończyła marzenia ówczesnego drugoligowca o zdobyciu prestiżowego trofeum. Warren nie mógł wtedy wiedzieć, że więcej przed taką szansą już nie będzie dane mu stanąć. Sezon 1911/1912 był bardzo udany dla Chelsea. 54 punkty i drugie miejsce w tabeli dały upragniony powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bob Wiittingham tym razem zdobył mniej bramek (26), ale i tak był najlepszym strzelcem zespołu. Prawie wszystko układało się po myśli fanów The Blues. Prawie. Dla Benjamina Warrena i jego rodziny jesień 1911 roku była początkiem koszmaru, który nie miał szczęśliwego końca. 28 października 1911 roku Chelsea wygrała 4:1 z Clapton Orient (ówczesna nazwa Leyton Orient). Jedna z prasowych relacji głosiła: ,,Wagę zwycięstwa podkreśla fakt, że zawodnik Ben Warren był w drugiej połowie tylko statystą”. Taki stan rzeczy spowodowany był kontuzją kolana, której doznał. Przypomnijmy, że w tamtych czasach nie było możliwości dokonania zmiany. Lekarze uznali, że jest to niewiele więcej niż rutynowa kontuzja, a artykuł z gazety The Evening Telegraph & Post z 22 listopada 1911 roku sugerował, że uraz Warrena nie jest poważny: ,,Ben Warren robi wielkie postępy. Stan kontuzjowanego kolana poprawił się znacznie szybciej, niż się spodziewano, a teraz Warren spokojnie ćwiczy, aby wzmocnić mięśnie. Oczekuje się, że za kolejne trzy tygodnie znów będzie w formie meczowej”.
Takie twierdzenia okazały się jednak nieuzasadnionym hurraoptymizmem. Kolano nie goiło się, jak należy. Warren im dłużej przebywał w szpitalach i był poza domem, tym bardziej martwił się, jak nakarmi swoją żonę i czwórkę dzieci. W ówczesnej rzeczywistości piłkarz, który nie grał, nie otrzymywał wynagrodzenia. Warren obawiał się nie tylko perspektywy przedwczesnego zakończenia kariery, ale także utraty zdolności do wykonywania jakiejkolwiek godziwej pracy. Kolejna miesiące przynosiły tylko gorsze wiadomości. Gazety donosiły, że u Warrena rozwinęła się „gorączka mózgowa”. Zdaniem prasy, Warren, wcześniej łagodny i kulturalny człowiek, „stał się bardzo dziwny a czasami agresywny”. 15 grudnia 1911 r. trafił do prywatnej kliniki. Rick Glanvill tak pisał o tym fakcie w oficjalnej monografii Chelsea FC: ,,Został przyjęty do prywatnej kliniki w Nottingham, cierpiąc na ostrą manię, urojenia, że został otruty oraz halucynacje słuchu i wzroku”. Wiedza o leczeniu tego rodzaju chorób na początku XX wieku była dużo mniejsza niż obecnie. Psychiatria budziła wówczas wielkie zainteresowanie naukowców, ale metody leczenia znacznie odbiegały od dzisiejszych. Warrenowi starano się zapewnić jak najlepsze warunki odzyskiwania zdrowia. Nie bez znaczenia było to, że piłkarz był znaną publicznie postacią. W lutym 1912 roku Warren musiał przyjąć kolejny cios. Mająca od lat problemy z płucami matka piłkarza, Emily zachorowała na grypę. Ciężki przebieg choroby oraz troska o swego syna doprowadziła panią Warren do śmierci. Pogarszający się stan Warrena skłonił lekarzy do decyzji o umieszczeniu Bena w zakładzie zamkniętym. ,,Ben Warren został przeniesiony z Nottingham do zakładu w Mickleover, bliżej jego własnego domu. Nadal daleko mu do wyzdrowienia— donosił „The Manchester Courier”, w poniedziałek, 11 marca 1912 roku”. Kontuzjowane kilka miesięcy wcześniej kolano Warrena miało się już zdecydowanie lepiej. Natomiast stan umysłu piłkarza Chelsea mógł budzić bardzo poważny niepokój. Po kilku miesiącach pobytu w zakładzie w Mickleover wciąż sprawny fizycznie Warren postanowił stamtąd uciec. Przyjrzyjmy się nieco dłuższemu cytatowi z gazety The Courierz 5 września 1912, aby przekonać się, jak skończyła się ta próba. Wczoraj rano, tuż przed drugą, na Derby Road w Nottingham miał miejsce niesamowity incydent. Uwagę przyciągnął nagi mężczyzna przechodzący między fontanną a główną bramą cmentarza. Inny mężczyzna, który akurat pił przy fontannie, zobaczył tajemniczą postać i był tak przerażony, że pobiegł za nią z pełną prędkością wzdłuż Alfreton Road. Pozostali przechodnie podążyli za tą postacią w dół Derby Road. Mężczyzna palił papierosa i nie miał na sobie nic poza kołnierzem i krawatem. Przechodząc Derby Road, zobaczył goniących go mężczyzn i krzyknął: „Dobranoc, Jack”. Przechodnie niespokojnie podążyli za nagim mężczyzną i zobaczyli, jak oddawał się dziwacznym wybrykom. Skakał po chodniku i jezdni, jakby się bawił w wyimaginowaną grę w piłkę nożną i wrócił drogą w kierunku mężczyzn. Mężczyźni podeszli do dziwnego „piłkarza”i spytali go, co robi. Powiedział im, że jedzie do Trent Bridge, aby zagrać w meczu. Musiał tam być o 15:30. Wkrótce przybył inspektor policji i przekonując nieznajomego, że zostanie zabrany na boisko piłkarskie, nakłonił go do udania się do Guildhall, gdzie mężczyzna podał nazwisko Ben Warren i powiedział, że mieszka w Derby. Kilkakrotnie nawiązał do gry w Derby County ze Steve’em Bloomerem i innymi znanymi piłkarzami, a później został rozpoznany przez dziennikarza jako słynny obrońca lub pomocnik. Żałosną sytuację Warrena tłumaczy fakt, że po opuszczeniu Derby County kilka sezonów temu przeniósł się do Chelsea, gdzie doznał urazu kolana, co wymagało operacji chirurgicznych. W końcu udał się do swojego domu w Newhall, a następnie do szpitala publicznego w Nottingham, gdzie przebywał kilka miesięcy i poinformowano go, że jego stan znacznie się poprawił. Warren, jeszcze tydzień temu, był w szpitalu psychiatrycznym hrabstwa Derbyshire w Mickleover, gdzie był przeniesiony z Nottingham. Uważa się, że uciekł z Mickleover i szedł pieszo do Nottingham, czyli odległość 20 mil. Kilka dni później po tych wydarzeniach w gazecie The Evening Telegraph and Post ukazał się zaskakujący artykuł. Autor tekstu sugerował, że Warren ma się coraz lepiej. Czytelnicy mogli dowiedzieć się, że Ben jest w dobrej formie fizycznej, znów jest dawnym sobą i wkrótce wróci do gry w Chelsea. Biorąc pod uwagę, iż kilka dni wcześniej Warren biegał nagi po parku w Nottingham, doniesienia gazety wydawały się mało wiarygodne i dawały fałszywą nadzieję wielbicielom jego futbolowego talentu. Dwa dni później sprawę skomentował pracownik Chelsea, A.J. Palmer, który bez ogródek stwierdził, że tekst, który ukazał się w gazecie, jest zwykłą bzdurą. ,,Chciałbym, żeby tak było, ale pewne jest, że Ben Warren nie będzie w stanie grać w Chelsea w tym sezonie i osobiście wątpię, czy kiedykolwiek będzie na tyle zdrowy, by grać w pierwszoligowym futbolu. Proszę publicznie zaprzeczyć tej pogłosce”. O tym, że rację miał raczej Palmer niż dziennikarz The Evening Telegraph and Post świadczyć mogą kolejne wydarzenia. Według personelu szpitala Warren uważał się za nieprzydatnego i często wspominał o tym, że popełni samobójstwo. Raz zdarzyło się, że podarł prześcieradła na strzępy i usiłował się powiesić. Jego stan nie poprawił się na pewno w związku z doniesieniami o wybuchu I wojny światowej i wysłaniu na front jego braci. Wszyscy przeżyli wojnę, choć brali udział w krwawej bitwie nad Sommą, w której śmierć poniosło ponad 400 tysięcy brytyjskich żołnierzy. Przebywający w zamkniętym zakładzie Ben nie doczekał końca Wielkiej Wojny.
W sierpniu 1916 roku u Warrena zaobserwowano niepokojący suchy kaszel, po dwóch miesiącach zdiagnozowano u niego gruźlicę. Wyczerpany psychicznie Ben nie miał siły walczyć z chorobą. 15 stycznia 1917 roku pół godziny przed północną Ben Warren został znaleziony martwy przez mającego nocny dyżur opiekuna. Zanim doszło do tego tragicznego wydarzenia, angielskie środowisko piłkarskie wyszło z inicjatywą udzielenia pomocy finansowej rodzinie Bena Warrena. W tym celu zorganizowano dwa mecze charytatywne. 27 kwietnia 1914 roku rozegrano mecz „Południe” kontra „Północ”. „Południe” wystąpiło w składzie: Molyneux (Chelsea); Shaw (Arsenał), Colclough (Crystal Palace), White (Fulham), Logan (Chelsea), Grimsdell (Tottenham Hotspur); Walden (Tottenham Hotspur), Woodward (Chelsea), Davis (Millwall), McFadden (Clapton), McNeil (Chelsea). W drużynie „Północy” zagrali natomiast: Pearson (West Bromwich); Crompton (Blackburn Rovers), Womack (Birmingham); Barbour (Derby County), Roberts (Oldham); Meredith (Manchester United), Shea (Blackburn Rovers), Osborn (Preston North End), Bache (Aston Villa), Henshall ( Notts County). Najpierw prowadzenia objęli piłkarze z północy(gol Bache’a) ale strzały McFaddena i Forda (wszedł z ławki) dały zwycięstwo „południowcom”. Najważniejsze było jednak to, że z biletów zebrano kwotę, którą po odliczeniu kosztów organizacji, w całości przekazano żonie piłkarza, pani Minnie Warren. Kilka dni później w Newhall zorganizowano mecz miejscowego zespołu Newhall Swifts z Derby County. Goście wygrali 4:1, jednak ponownie najważniejsza była kwota zebrana na rzecz żony i dzieci Bena Warrena. Łącznie z obu spotkań, a także z licznych datków uzbierano kwotę 613 funtów. Pogrzeb odbył się w Newhall, 18 lutego 1917 roku, w obecności dużej liczby żałobników. Warrena żegnała nie tylko rodzina i mieszkańcy Newhall, ale także przedstawiciele świata angielskiej piłki. W 1929 w tym samym grobie pochowany został najmłodszy syn Warrena, Grenville. Po latach (w 1963) spoczęła tam także żona Bena, Minnie. Przez wiele dziesięcioleci rodzinny grobowiec Warrenów był zapomniany i bardzo zaniedbany. Dopiero w ostatnich latach grób został uporządkowany przez krewnych. Dzięki miejscowemu historykowi Stuartowi Haywoodowi odsłonięto tablicę pamiątkową w miejscu urodzenia Warrena. Jego rodzinny dom został częścią szlaku edukacyjnego prezentującej dziedzictwo miasta Swadlincote i okolic. Mający już ponad 80 lat Stuart Haywood uważany jest za najlepszego znawcę życiorysu Warrena. W rozmowie z Derby Telegraph przyznaje, że stylem gry Ben Warren mógł przypominać Stevena Gerrarda, mimo iż grał na innej pozycji: ,,Oczywiście nigdy nie widziałem, jak grał i nie ma żadnych nagrań ale na podstawie doniesień o jego kondycji, nieustannym bieganiu, zdecydowanych interwencjach i celnych podaniach, jego styl był prawdopodobnie podobny do stylu Gerrarda. Piłkarskie tradycje w rodzinie Warrenów kontynuował syn Bena, Harry. Grał w drużynie Folkestone Invicta, w której z czasem został grającym menadżerem. Później prowadził też drużyny Chelmsford City, Southend United i Coventry City. Życiorys Bena Warrena to z całą pewnością historia tragiczna. Jego niewątpliwie udaną karierę sportową przerwał szereg następujących po sobie nieszczęść. Choć był przecież jednym z najbardziej znanych piłkarzy w kraju, to pomoc, której mu udzielono, nie wystarczyła, aby ocalić go przed chorobą psychiczną i śmiercią. Patrząc na tę historię z perspektywy ponad stu lat łatwo zauważyć, jak wiele zmieniło się w świecie futbolu od tamtego czasu. Zdrowie współczesnych piłkarzy monitorowane jest przez szereg specjalistów, a w razie problemów futboliści otaczani są troskliwą opieką. Warto pamiętać o tym kontraście i jeszcze bardziej docenić trud zawodników, którzy dostarczali kibicom rozrywki przed stu laty.
6
Legenda Derby, która odeszła za wcześnie:
@Visca_barca
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
7
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
7 maja 1918 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Henryk Alszer. Jeden z czołowych napastników chorzowskiego Ruchu w latach powojennych. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w 1934 r. w RKS Hajduki. Później grał jeszcze w Hajduczance i KS CHorzów. Kiedy wybuchła wojna występował w zespole 06 Załęże. W czasie okupacji był zawodnikiem Bergknappen. To właśnie wojna zabrała mu najlepsze piłkarskie lata. Jako zawodnik niemieckiego klubu zyskał opinię niezwykle skutecznego napastnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Śląska. W 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale wkrótce zdezerterował na terenie Francji i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się jako ochotnik do służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W 1945 r. występował we francuskim Lens, a później w szkockim Forres. Kiedy w 1946 r. na tournée w Szkocji przebywał Team Silesia, to do drużyny zgłosiło się kilku przedwojennych piłkarzy, którzy służyli u generała Andersa. Wśród nich był też Alszer. Podpisali karty zgłoszenia do Ruchu i wkrótce wszyscy pojawili się w Chorzowie. Alszer znakomicie rozumiał się z młodym Gerardem Cieślikiem. Kiedy Niebiescy pokonywali 5:0 kijowskie Dynamo, to właśnie ta dwójka była nieuchwytna dla zawodników rywali. Sam Cieślik wspominał, że to był chyba najlepszy mecz Alszera w klubowych barwach. W szczytowym okresie formy imponował szybkością i energią. Grał na środku ataku i był raczej egzekutorem niż konstruktorem akcji. Obok niego grali Cieślik i Breitner, z którymi stworzył trio ABC. Równie dobrze radził sobie jednak na prawym skrzydle. W zależności od sytuacji potrafił wrzucać miękkie centry w pole karne albo posyłać ostre, przeszywające piłki. Był filarem mistrzowskiego zespołu z lat 1951-1953. Już w 1950 r. próbował swoich sił jako trener – dojeżdżał wtedy raz w tygodniu do Głuchołaz, gdzie pomagał miejscowej Unii. W Ruchu grał do 1957 r., potem jako grający trener występował w Górniku Katowice i Pogoni Nowy Bytom. Fatalnie znosił podróże, nawet te samochodowe. Kiedy jego szkoleniowa kariera zaczynała się rozwijać, zginął tragicznie pod kołami samochodu 31 grudnia 1959 r. ,,Do tragedii doszło w Sylwestra, więc wielu myślało, że „Walek” był pijany. Zapewniam, że to nieprawda. Przyszedł do mnie wieczorem feralnego dnia, był zupełnie trzeźwy. Wybierał się dopiero na sylwestrową zabawę. Dla wszystkich, którzy go znali, była to wielka strata” – opowiadał jego przyjaciel Henryk Hajduk. W Reprezentacji rozegrał 13 meczów, strzelając 2 gole.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Visca_barca
11
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii z FC Terrasa zadebiutował w pierwszej drużynie Barçy Andres Iniesta. 18-letni wówczas pomocnik wszedł na boisko w 49 minucie meczu przy stanie 1:1, lecz nie zdołał pomóc kolegom na tyle by zdobyć puchar. Barça niestety przegrała ten finał rzutami karnymi 4:1.
@Visca_barca
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
10
Duma Katalonii w finałach europejskich pucharów:
7 maja 1986 r. FC Barcelona przegrała finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych po rzutach karnych. Przeciwnikiem na rozgrywanym Ramon Sanchez Pizjuan obiekcie był mistrz Rumunii Steaua Bukareszt. Mecz zakończył się wynikiem 0:0 a dogrywka również nie przyniosła goli. Potrzebne były zatem rzuty karne. Bohaterem tych karnych został Rumuński bramkarz Duckadam, który obronił wszystkie 4(!) ,,jedenastki”, strzelane kolejno przez Alexanco, Pedraze, Pichiego Alonso i Marcosa. Bramkarz Barçy Urruti wybronił ,,tylko” 2 karne i Steaua wygrała 2:0, wywołując rozpacz na trybunach zdominowanych przez kibiców Blaugrany.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Visca_barca
3
@FCBparasiempre
6 maja 1980 r. urodził się brazylijski napastnik Ricardo José Dognella Lima de Oliveira. Jest jednym z najdłużej żyjących brazylijskich napastników, biorąc pod uwagę, że dzisiaj, w wieku 44 lat, nadal gra. Z 381 golami zdobytymi w swojej długiej karierze, jest drugim najbardziej skutecznym zawodnikiem za legendarnym Fredem. Wysoki i smukły (1 metr i 83 centymetry przy 78 kilogramach) Ricardo Oliveira w swoich złotych latach miał najlepsze cechy pod względem szybkości w krótkich strzałach i w progresji oraz oko do bramki. Wciąż potrafi się wykazać zarówno w polu karnym, jak i w strzelaniu ze średniej odległości. Zdobywał puchary i tytuły mistrzowskie w Brazylii, Hiszpanii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz był królem strzelców Copa Libertadores i azjatyckiej Ligi Mistrzów, a także ligi brazylijskiej. Jego talent oczarował także prezesa Adriano Galliani z Mediolanu, który sprowadził go do Włoch w 2006 roku z niewygodną etykietą „spadkobiercy Szewczenki”, gdy tylko został sprzedany do Chelsea. Jednak mimo udziału w zwycięskiej jeździe w Lidze Mistrzów dla Rossoneri , Oliveira, również dzięki nieoptymalnej kondycji fizycznej, nie będzie w stanie spisać się dobrze i już po jednym sezonie odejdzie z klubu. Ricardo Oliveira , urodził się w São Paulo. Jego rodzina jest bardzo biedna i w wieku 8 lat stracił ojca. W wieku 15 lat został zmuszony do bycia żebrakiem na ulicy, aby przeżyć. Jednak miłość do piłki nożnej uratuje go przed smutnym losem. „Pochodzę z biednej rodziny – powiedział w rozmowie z „Marcą” w 2008 roku . Musiałem prosić ludzi o jedzenie, bo byłem głodny. Chodziłem też zbierać rzeczy na ulicy, żeby je potem sprzedawać. Inni znajomi próbowali różne ścieżki: przemoc, napady rabunkowe, narkotyki. Nigdy tego nie robiłem. Nie miałem jedzenia, ale zawsze wstawałem, żeby coś zrobić”. „Nawet jeśli nie miał pracy, a ja wychodziłem na ulicę prosić o jedzenie lub pieniądze na światłach, nigdy nie szedłem kraść, żeby zabrać coś, co nie było moje. Moje dzieciństwo było bardzo skromne, z wielkimi trudnościami, ale przezwyciężyłem je dzięki mojemu wielkiemu marzeniu: zostać piłkarzem”. Od 1997 do 1999 grał w młodzieżowym sektorze Corinthians, z którym wygrał Copa São Paulo de Futebol Júnior , najważniejsze młodzieżowe rozgrywki piłkarskie w Brazylii w 1999 roku. „Timão – powiedział „SportNews” – był pierwszym klubem, który poprosił mnie o spróbowanie. W 1997 roku wszedłem do sektora młodzieżowego razem z 300 zawodnikami, ale w 1999 roku, po Copa São Paulo, zostałem zwolniony. Tak więc po 5 -6 miesiącach pojechałem do Portuguesa”. La Portuguesa, jego nowy klub, uwierzył w Ricardo i po niecałym roku w drużynie młodzieżowej, w 2000 roku zadebiutował w pierwszej drużynie. Młody napastnik od razu pokazał, że ma dobre średnie gole iw nieco ponad dwa lata strzelił łącznie 49 goli w 82 występach dla Rossoverdich. Te liczby zwróciły na niego uwagę tak dużego zespołu jak Santos , który zdecydował się go kupić w 2003 roku. W zespole, który należał do wielkiego Pelé, Ricardo Oliveira zyskuje wielki rozgłos. Zastępując Alberto został wyjściowym środkowym napastnikiem zespołu, przyczynił się do 2. miejsca w mistrzostwach Brazylii (14 występów i 4 gole) a przede wszystkim doprowadził Peixe golami do finału Copa Libertadores . Brazylijczycy ponieśli porażkę w podwójnej konfrontacji z Argentyńczykami z Boca Juniors (podwójny nokaut na 2:0 i 1:3), ale Ricardo Oliveira wciąż może świętować tytuł króla strzelców turnieju ex aequo z Marcelo Delgado dzięki 9 zdobytym golom.
W 2003 roku nadszedł czas, aby napastnik z Sao Paulo przepłynął ocean: w rzeczywistości podpisał kontrakt z Valencia Rafy Beniteza, który zdobył historyczny „dublet” , zdobywając Scudetto i Puchar UEFA, ten ostatni pokonując 2:0 „Olympique Marsylia. Ricardo Oliveira nie jest w kadrze Göteborga, ale nadal uczestniczy w szczególnie pozytywnym roku dla Nietoperzy z 29 występami i 9 golami. Jednak ostateczna eksplozja nastąpiła w sezonie 2004/05 , kiedy brazylijski napastnik przeniósł się do Betisu . Z zielono-białymi od razu strzelił 23 gole w 38 meczach, w tym 22 w La Liga, w których zajął 3. miejsce w tabeli Pichichi za Forlanem i Eto'o. Zespół zajął 4. miejsce w La Liga i zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Mało tego: Ricardo Oliveira poprowadził drużynę Serry Ferrer do sukcesu w Copa del Rey, zdobywając 4 gole w 8 meczach , z których najważniejszym jest pierwszy w finale na Vicente Calderón w Madrycie, w którym Andaluzyjczycy wygrywają 2- 1 dodatek na Osasunie. Brazylijczyk również zaczął dobrze w drugim sezonie w Andaluzji, zdobywając 7 bramek w 13 meczach, ale oto odcinek , który będzie oznaczał kolejne sezony. W Lidze Mistrzów, 1 listopada 2005 r., na Estadio Benito Villamarin w Sewilli zostanie rozegrany mecz pomiędzy Betisem i Chelsea. Było to tuż po 20 minutach pierwszej połowy, kiedy Oliveira został mocno zaatakowany przez portugalskiego obrońcę Ricardo Carvalho. Wślizg był na piłce ale brazylijski napastnik upadł niefortunnie na boisku i doznał kontuzji prawego kolana . Musiał zejść z boiska na noszach, zastąpiony przez Daniego w 25. minucie , a konsekwencje były bardzo poważne: pierwsze badania lekarskie wskazywały na złamanie kolana i skręcenie więzadła, ale kolejne badania instrumentalne pogarszały sytuację. Ricardo Oliveira faktycznie zgłosił całkowite zerwanie więzadeł krzyżowych i częściowe zerwanie więzadeł bocznych. W rzeczywistości sezon napastnika już się skończył, Oliveira przegrywa również mistrzostwa świata 2006 z Brazylią i minie 6 miesięcy, zanim znów zobaczymy go na boisku. Napastnik ponownie pojawił się na murawie 19 marca 2006 roku w ekstraklasie, rozgrywając na stadionie Bernabeu cały mecz z Realem Madryt (0:0). Potem rozegrał jeszcze tylko jeden mecz, 16 kwietnia, z Celtą Vigo (0:2 na korzyść Galicji). Dla wszystkich jest jasne, że zawodnik nie jest już tym, czym był przed kontuzją i że powrót do dobrej formy zajmie mu trochę czasu. Statyczny, przewidywalny, ma niewielki wpływ. Po łącznie 15 meczach i 7 bramkach , wszystkie zdobyte przed wypadkiem, został sprzedany w kwietniu do rodaków z San Paolo , gdzie ma nadzieję spotkać się ponownie. Wpływ jest dobry: w mniej niż trzy miesiące Oliveira zdobywa 5 goli w 8 meczach ligowych i 2 gole w 4 meczach Copa Libertadores. W rozgrywkach Tricolor Paulista dociera do finału po pokonaniu Meksykanów z Chivas Guadalajara. Betis wezwał go z powrotem do Hiszpanii, Ricardo też chciał zagrać w finale, a brazylijski klub próbował przekonać Hiszpanów do przedłużenia wypożyczenia, ale bez powodzenia. Zawodnik późno wrócił do Sewilli i został ukarany grzywną , a São Paulo straciło trofeum na rzecz Internacional de Porto Alegre. Tymczasem Milan skupił się jednak na brazylijskim napastniku, który właśnie stracił Andrija Szewczenkę , który poleciał do Chelsea w Anglii za sumę 43 mln 300 tys. euro. Cios na poziomie technicznym, ale także porządna suma do reinwestowania na rynku transferowym. Poza tym, że klub był nieprzygotowany: Adriano Galliani nie spodziewał się pożegnania ukraińskiego napastnika i został zmuszony do znalezienia ważnej alternatywy w krótkim czasie. Tak zaczęły się długie negocjacje z prezesem Betisu Manuelem Ruizem de Loperą , który naturalnie próbował negocjować cenę, wiedząc, jaką sumę włożyli Rossoneri za sprzedaż ukraińskiego napastnika. Ostatecznie także dzięki dobrym stosunkom mediolańskiego klubu z Roberto de Assis , bratem Ronaldinho i agentem Ricardo Oliveiry oraz za jego pośrednictwem transakcja została sfinalizowana za kwotę 17 mln euro plus rezerwacja pomocnika Szwajcara Johanna Vogela.
Podczas gdy Szewczenko rozpoczyna swoją przygodę w The Blues prawą nogą, zdobywając Tarczę Dobroczynności, w Mediolanie Ricardo Oliveira jest jego wyznaczonym spadkobiercą. Kiedy zakup staje się oficjalny, atakujący wybiera koszulkę Shevy z numerem 7 i dumnie prezentuje ją w dniu swojej prezentacji. "Nie zawiodę kibiców - zadeklarował po przyjeździe do Włoch - cieszę się, że trafiłem do tak ważnego klubu jak Milan". Nieśmiały i raczej zamknięty w sobie, pierwsze letnie wypady wydają mu się kojące. Brazylijski napastnik robi dobre wrażenie na trenerze Carlo Ancelottim i kibicach Rossonerich, którzy mają nadzieję, że choć wyraźnie nie jest tak silny jak Szewczenko, to przynajmniej zapewni drużynie dobre zaopatrzenie pod bramką. Początek sezonu 2006/07 również jest dla niego zachęcający. Oliveira zadebiutował w Serie A 10 września pierwszego dnia, w którym Rossoneri zmierzą się z Lazio na San Siro . Nowy nabytek, który przejął Gilardino w 62. minucie, po zaledwie 8 minutach , po doskonałej trajektorii Andrei Pirlo z rzutu rożnego, dobrze uderzył głową i wprowadził Peruzziego na 2:0. Mecz zakończy się wynikiem 2:1 dla Diavolo, a dla Ricardo Oliveiry, który marnuje kilka okazji, które mogły dać mu bramkę, wydaje się, że to początek dobrej kombinacji z włoską drużyną. Zamiast tego, a fani wkrótce zrozumieją, że tak nie będzie. Pomimo znalezienia dużej przestrzeni po kontuzji Pippo Inzaghiego, Brazylijczyk nie spełnia oczekiwań. Wychodzi na boisko we wszystkich rozgrywkach, w których Rossoneri są bohaterami, oprócz mistrzostw, Coppa Italia i Ligi Mistrzów, ale jego proszek jest mokry. Prawdopodobnie to, co spotkało jego siostrę, która 4 października zostaje porwana w San Paolo przez zakapturzonych bandytów , dotyka również jego, odbiera mu pogodę ducha . Dziewczyna pozostanie w rękach porywaczy przez ponad 5 miesięcy, na szczęście 12 marca 2007 roku zostaje zwolniona. Faktem jest, że Ricardo nie jest przekonujący na boisku. Dezorientujący, gdy ma piłkę przy nodze, niecelny w strzałach od bramki, często przytłaczany w atakach obrońców przeciwnika, były Betis wpada w inwolucyjną spiralę. Od 23 listopada gol przeciwko Lazio pozostaje jego jedynym golem dla Włochów. ,,Od dawna nie strzeliłem gola i to nie jest dla mnie normalne - powiedział La Repubblica - Nigdy nie przydarzył mi się taki okres. Ale praca się opłaca, czuję to, Wszystko w porządku. Sceptycyzm w moich porównaniach? Nie ma to dla mnie znaczenia: minie, kiedy wrócimy na zwycięską drogę”. Niedługo potem sytuacja nieco się poprawiła: Oliveira otworzył wynik 28 listopada w rewanżu 1/8 finału Coppa Italia przeciwko Brescii (2:1) , a następnie przed Bożym Narodzeniem, 23 grudnia, powtórzył się w lidze przeciwko Udinese. Podnosi asystę Brocchiego i po dobrej kontroli szybkości klatką piersiową pokonuje De Sanctisa i jest 0-3. Za mało jednak dla tych, którym przyznano tytuł „wyznaczonego spadkobiercy Szewczenki”. Również z tego powodu w styczniu firma AC Milan ubiega się o przykrywkę, kupując Ronaldo „Il Fenomeno” , aw przypadku Ricardo Oliveiry możliwości popisu są znacznie ograniczone. Rzeczywiście, zawodnik był poszukiwany w styczniu przez Real Madryt, Milan był za sprzedażą, ale FIFA zawetowała ją, biorąc pod uwagę, że napastnik grał już w 2 klubach w tym samym sezonie. Jednak 25 stycznia Oliveira złożył swój podpis w pierwszym meczu półfinałowym Coppa Italia , zdobywając drugiego osobistego gola w meczu z Romą, prawdopodobnie najpiękniejszego w koszulce Milanu. Brazylijczyk kradnie piłkę Chivu i odlatuje wielkimi krokami w kontrataku, po czym pokonuje Curciego na najbliższym słupku. Rossoneri, prowadząc 2: 0 w pierwszej połowie, odzyskają równowagę, tracąc 2 bramki w drugiej połowie pierwszej połowy. Kończy się wynikiem 2:2, a w rewanżu Roma awansuje do finału dzięki wygranej u siebie 3:1. ,,Dobrze się spisaliśmy - stwierdził po meczu napastnik San Paolo dla "Sport Mediaset" - ale potem popełniliśmy kilka błędów i Roma jest za mocna. Wiemy, że jeśli pozwolisz im grać, są niebezpieczni. 17 lutego numer 7 zdobywa swoją trzecią i ostatnią bramkę w Serie A w brawurowym remisie 3:4 ze Sieną: asysta Ronaldo i uderzenie prawą nogą, które lekko odbite przez bramkarza wślizguje się w lewą stronę.
Ostatnie miesiące były mocno rozczarowujące, a były zawodnik Betisu coraz mniej miejsca znajduje na boisku. Przed półfinałowym meczem Ligi Mistrzów z Manchesterem United Ricardo Oliveira mimo to wychodzi na jaw i do mikrofonów „Il Giornale” jasno mówi, że ma nadzieję zostać w Rossonerich. "Podoba mi się tutaj - zapewnia - i chcę zostać, aby pokazać, co potrafię. Ale zawodnik chce i musi grać więcej niż ja w tym sezonie. Myślę, że mogę grać u boku Ronaldo i mam potencjał, by grać z nim on, z Gilardino lub Inzaghim. Myślę, że mogę być starterem, ale trener tak nie myśli : szanuję jego decyzje, nawet jeśli nie zawsze się ze mną zgadzają”. Nawet ostatnią fazę Ligi Mistrzów Ricardo będzie musiał oglądać z trybun. Ancelotti będzie wolał Inzaghiego, który wrócił na szczyt i Gilardino. I będzie miał rację: Milan pokonał Liverpool 2:1 23 maja, zemścił się na Stambule i zdobył 7. Ligę Mistrzów/Puchar Europy w swojej historii. Oliveira jest oczywiście wśród zwycięzców , ale nie postawił stopy na boisku od drugiego meczu 1/8 finału przeciwko Celticowi. Zakończył ze skromnym bilansem 37 występów i 5 goli, z czego 3 w 26 występach ligowych, 2 w 5 meczach w Pucharze Włoch i żadnym w 6 ogólnych występach w Lidze Mistrzów. Wbrew oczekiwaniom jego los był już przesądzony: klub postanowił nie dawać mu kolejnej szansy i w czerwcu Galliani wysłał go do Realu Saragossa na wypożyczenie za 2 mln euro z prawem wykupu po 10. Wracając do futbolu bardziej mu odpowiadającego, bo mniej defensywnego i fizycznego, jak hiszpański, w drużynie Aragonii stworzy szanowany ofensywny duet z „Księciem” Diego Milito. W rzeczywistości obaj strzelili 33 z 50 bramek zdobytych przez drużynę , jednak nie na tyle, aby uniknąć degradacji. Oliveira zrewidował dwucyfrową liczbę bramek, zdobywając 18 bramek , ale ostatnia porażka 3:2 z Majorką (w meczu, w którym Brazylijczyk strzelił dwa gole) zadecydowała o spadku Realu Saragossa do Segunda División. Jednak 22 gole w 43 meczach sprawiły, że iberyjski klub wykorzystał kartę napastnika. 25 maja 2008 roku Real Saragossa wpłacił 10 milionów euro do kasy Rossonerich i przejął etykietę napastnika. Po 9 bramkach w 18 meczach w hiszpańskiej Serie B (i łącznie 31 bramkach w 61 występach dla drużyny) , Betis postanowił w styczniu 2009 roku odebrać syna marnotrawnego za 9 milionów. Oliveira zdobywa 6 goli w 16 meczach , którymi może pozdrowić nawet drużynę, która chyba przede wszystkim dała mu sławę, po 39 golach w 76 meczach. Rzeczywiście, jego czas w drogim europejskim futbolu dobiegł końca. Powita go Al-Dżazira , ambitny klub ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich , który latem 2009 roku zapłacił za niego dobre 15 milionów euro , aby przenieść go do lokalnej ligi. Na Bliskim Wschodzie napastnik, obecnie dwudziestodziewięcioletni, zna drugiego młodzieńca. W mistrzostwach, które są z pewnością mniej wymagające niż europejskie, dużo zdobywa i wygrywa. W szczególności z Al-Dżazirą, w ciągu czterech i pół roku, przeplatanego powrotem do San Paolo w 2010 roku (łącznie 15 goli w 29 meczach z El Tricolor Paulista) , Brazylijczyk zdobył 92 gole w 119 rozegranych meczach i dodaje do jego palmarès an Emirati Scudetto (2010/11) , 2 Puchary Prezydenta i Puchar Ligi . Na poziomie osobistym najlepszym rokiem jest rok 2015, w którym jest autorem 33 bramek w 37 meczach . Ponownie w Mistrzostwach Zjednoczonych Arabów Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Al-Wasl od stycznia do czerwca 2014 (4 gole w 12 meczach) , zanim wrócił na stałe do ojczyzny. Złote lata w Betisie sprawiły, że Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Brazylii . Trener wzywa napastnika. zielono- złoty Carlos Alberto Parreira w kadrze na Copa America 2004 . Zadebiutuje 8 lipca w meczu 1. rundy z Chile (1:0 dla Seleçao). W tej edycji turnieju napastnik rozegrał jeszcze 2 mecze. Występował na boisku w przegranym 1:2 meczu z Paragwajem, zawsze w fazie grupowej, oraz w meczu 1/8 finału z Meksykiem 18 lipca, w którym strzelił także pierwszego gola w rundzie pokerowej z Brazylią ( 4- 0). Potem zobaczył, jak jego koledzy z ławki rezerwowych docierają do finału, pokonując rywali Argentynę w rzutach karnych i zdobywając trofeum. W 2005 roku znalazł się w kadrze na rozgrywany w Niemczech Puchar Konfederacji . Wychodzi na boisko tylko w meczach z Grecją (zwycięstwo 3:0) i Meksykiem (porażka 1:0), ale i w tym przypadku może świętować ostateczne zwycięstwo w tytule dzięki 4:1, jakie daje Adriano i jego towarzysze Argentyna 29 czerwca.
Kontuzja kolana i trudności z powrotem do poprzedniego poziomu kosztowały Oliveirę utratę powołania na Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech i niedługo potem odejście zawodnika z Seleçao. Ale historia Ricardo Oliveiry i Brazylii jeszcze się nie skończyła: niesamowita forma na Bliskim Wschodzie pozwala mu wrócić do reprezentacji w wieku 35 lat, w 2015 roku, aby pomóc drużynie Dungi po cięciu Roberto Firmino. Strzela jeszcze 2 gole i jest również powołany na Copa America del Centenario w 2016 roku, ale w tym przypadku nowy problem fizyczny zmusi go do poddania się. Swoją przygodę w zielono-złotych barwach zakończył 30 marca 2016 roku z bilansem 5 bramek w 15 meczach oraz wygranym Copa America i Pucharem Konfederacji. Po powrocie do Brazylii w 2015 roku Ricardo Oliveira strzela serią bramek i ma fundamentalny wkład w Santos , wygrywając dwa kolejne mistrzostwa Paulisty (2015 i 2016). W złotym roku 2015, w wieku 35 lat, strzelił 37 bramek w 62 meczach, niesamowite liczby, które przywróciły go także do reprezentacji. Oliveira nadal zdobywa bramki dla Santosu, zespołu, który wprowadził go na wysokie poziomy, aż do 2017 roku , kończąc długą przygodę w różnych okresach z Peixe z dorobkiem 91 bramek w 171 występach. W wieku 37 lat ten, który był flopem w koszulce Rossonerich, nie myśli ani chwili o przerwaniu i rozpoczyna długą wędrówkę: gra przez 2 i pół roku z Atletico Mineiro (37 goli w 110 meczach) , również zdobywając tytuł Mineiro w 2020 roku , następnie gra w Coritiba (2 gole w 18 występach) od września 2020 do lutego 2021, następnie po rocznej przerwie spowodowanej pandemią, w São Caetano (bez gry, od stycznia do lutego 2022 ) i wreszcie dla klubu Athletic Minas Gerais , z którym właśnie grał w wieku 41 lat w Campeonado Mineiro do Interior ( 9 występów i jeden gol ), jednym z wielu turniejów, które przyciągają brazylijską piłkę nożną. Oliveira strzelił gola dla swojej drużyny 1:1 w pierwszym meczu przeciwko Caldense , podczas gdy w rewanżu Athletic zwyciężył w rzutach karnych, zdobywając tytuł po raz pierwszy. „Doświadczenie w Athletic było zapierającą dech w piersiach przygodą” – powiedział ekspert w rozmowie z „Globo.com” . Do klubu trafiłem w wieku 41 lat, po rocznej przerwie, a sztab szkoleniowy przestudiował konkretny plan treningowy dla mistrzostwo. Każdy dzień tutaj był dla mnie jak nowy początek i świetna okazja, aby wrócić do robienia tego, co zawsze kochałem, do gry w piłkę nożną. Powoli osiągnąłem najlepszą formę fizyczną i mogłem się do tego przyczynić. Jednak podczas swoich doświadczeń w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Oliveira został pastorem ewangelickim : chrzci, odprawia msze i celebruje śluby , nawet swoich kolegów z drużyny. W tym swoim duchowym doświadczeniu płodny napastnik odkrył również, że ma wielką pasję do śpiewania : wraz z żoną Deborą w 2019 roku nagrał singiel „Te Amo, te Quero!”. 380 goli w 768 meczach rozegranych pomiędzy klubem a reprezentacją narodową sprawia, że Ricardo Oliveira jest drugim najlepszym strzelcem Brazylii, który wciąż jest aktywny, za Fredem. Największym żalem w karierze takiej jak jego pozostaje niemożność przebicia się we Włoszech.
4
Żywe legendy brazylijskiego futbolu:
@Visca_barca
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
5
@FCBparasiempre
6 maja 1953 r. urodził się Graeme Souness, szkocki pomocnik. Jako nastolatek podjął treningi w lokalnym klubie North Merchiston. Z czasem trafił jednak do młodzieżowej drużyny Tottenhamu Hotspur. W 1968 roku w wieku 15 lat podpisał profesjonalny kontrakt z tym klubem. Swoimi umiejętnościami nie przekonał do siebie menedżera klubu, Billa Nicholsona i nie zdołał zadebiutować w First Division. Zaliczył zaledwie jedno spotkanie w Pucharze UEFA wchodząc na boisko jako rezerwowy. Skłócony z Nicholsonem, Graeme opuścił klub w 1972 roku. Mając 19 lat wyjechał do Kanady i zaczął występować w tamtejszym klubie Montreal Olympique w rozgrywkach North American Soccer League. Wystąpił w 10 meczach ligowych (na 14 kolejek), zdobył 2 gole i wybrano go do jedenastki sezonu ligi. W 1972 roku Souness powrócił do Wielkiej Brytanii i za 30 tysięcy funtów przeszedł do Middlesbrough, występującym wówczas w Second Division. W „Boro” zadebiutował 6 stycznia 1973 roku w przegranym 1:2 meczu z Fulham rozegranym na Craven Cottage. Do końca sezonu wystąpił w 9 spotkaniach, ale już w sezonie 1973/1974 był podstawowym zawodnikiem drużyny. 11 grudnia zdobył swojego pierwszego gola w lidze w wygranym 3:0 meczu z Preston North End na Ayresome Park. W pierwszym sezonie zajął z Middlesbrough 4. pozycję w lidze, ale już w swoim drugim wraz z zespołem prowadzonym przez Jacka Charltona wywalczył awans do First Division (w ostatnim meczu sezonu wygranym 8:0 z Sheffield Wednesday Souness zdobył hat-tricka). W Middlesbrough Szkot spędził jeszcze cztery sezony. Przez ten okres wystąpił w 176 ligowych spotkaniach i zdobył w nich 22 gole. W 1977 roku Liverpool F.C. prowadzony przez menedżera Boba Paisleya zdobył Puchar Europy. Paisley zdecydował się na uzupełnienie zwycięskiego składu, a wybór padł na trzech szkockich piłkarzy. Środkowy obrońca Alan Hansen przybył z Patrick Thistle za 100 tysięcy funtów, a Kenny Dalglish, reprezentant Szkocji - z Celticu za 440 tysięcy funtów (nowy rekord na Wyspach). Ostatnim, trzecim transferem był zakup Sounessa, który przybył z „Boro” za 350 tysięcy funtów (rekord klubowy) i 10 stycznia 1978 podpisał kontrakt z „The Reds”. W nowym zespole Graeme zadebiutował 14 stycznia 1978 w wygranym 1:0 meczu z West Bromwich Albion rozegranym na stadionie The Hawthorns. Natomiast swojego pierwszego gola zdobył strzałem z woleja, 25 lutego, gdy LFC pokonał na Anfield odwiecznych rywali Manchester United 3:1. Od początku pobytu w Liverpoolu Souness zaczął grać w wyjściowej jedenastce. 10 maja wystąpił w podstawowym składzie „The Reds” w finale Pucharu Europy na Wembley. Asystował przy golu Dalglisha, dzięki któremu Anglicy pokonali 1:0 belgijski Club Brugge i sięgnęli po drugi z rzędu puchar, a pierwszy w karierze Sounessa. W lidze Liverpool zajął 2. miejsce zostając wicemistrzem (7 punktów za Nottingham Forest. W sezonie 1978/1979 Souness po raz pierwszy w karierze wywalczył mistrzostwo Anglii, a jego udział w tym sukcesie to 41 rozegranych meczów i osiem strzelonych bramek. Rok później wraz z kolegami z zespołu ponownie świętował tytuł mistrzowski - tym razem jego dorobek to 1 gol w 41 ligowych meczach. Natomiast w 1981 roku Szkot osiągnął dwa kolejne sukcesy. Najpierw sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej, a następnie wystąpił w finale Pucharu Europy z Realem Madryt. Na Parc des Princes w Paryżu ,,The Reds” zwyciężyli 1:0 po golu Alana Kennedy’ego, a Souness wystąpił przez pełne 90 minut. Wcześniej w ćwierćfinałowym spotkaniu z CSKA Sofia, wygranym 5:1, zawodnik ten uzyskał hat-tricka.
W sezonie 1981/1982 Paisley mianował Sounessa kapitanem zespołu i zastąpił on tym samym Phila Thompsona. Pod kapitańską opaską Sounessa Liverpool wywalczył kolejne trofea. Było to mistrzostwo i Puchar Ligi. W 1983 „The Reds” powtórzyli oba sukcesy, jednak po finale Pucharu Ligi na Wembley (2:1 z Manchesterem United) Souness zrzekł się opaski. W 1984 roku zdobył swoje piąte mistrzostwo Anglii, a także swój trzeci Puchar Europy. Wystąpił przez 120 minut meczu z AS Roma. W serii rzutów karnych pewnie pokonał Franco Tancrediego i Liverpool zwyciężył. Do 1984 roku Souness rozegrał 358 meczów dla Liverpoolu i zdobył 56 goli. W 1984 roku Souness opuścił Liverpool i podpisał kontrakt z włoską Sampdorią. Kosztował 650 tysięcy funtów, a do zespołu trafił wraz z innym Wyspiarzem, Trevorem Francisem z Genoi CFC. Zespół z Sounessem, Francisem, a także Roberto Mancinim, Pietro Vierchowodem i Gianlucą Viallim w składzie wywalczył w 1985 roku Puchar Włoch dzięki wygraniu 3:1 finału z A.C. Milan. W 1985 roku Souness zajął z Sampdorią 4. miejsce w lidze, a w 1986 - 11. Po sezonie, latem 1986 Graeme wrócił do Szkocji i został grającym menedżerem Rangers F.C. W lidze zadebiutował w meczu z Hibernian F.C. mającym siedzibę w jego rodzinnym Edynburgu. W 34. minucie otrzymał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Przez 5 sezonów Souness wystąpił w 49 meczach Rangersów i zdobył 3 gole. Swój ostatni mecz rozegrał w 1990 roku, a Rangersi pokonali 2:0 Dunfermline Athletic (Souness zagrał przez 20 ostatnich minut). Swoje pierwsze powołanie do reprezentacji Szkocji Souness otrzymał w październiku 1974 roku i 30 października zadebiutował w wygranym 3:0 towarzyskim meczu z NRD rozegranym na Hampden Park. W 1978 selekcjoner Ally McLeod powołał go do kadry na Mistrzostwa Świata w Argentynie, pomimo że sam zawodnik miał na koncie tylko 6 występów w kadrze A. Tam jako zawodnik Middlesbrough zaliczył jedno spotkanie grupowe, wygrane 3:2 z Holandią. Szkoci odpadli jednak już po dwóch pierwszych meczach z Peru i Iranem. W 1982 roku Souness został powołany przez Jocka Steina na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. Wystąpił w wygranym 5:2 meczu z Nową Zelandią, przegranym 1:4 z Brazylią oraz zremisowanym 2:2 z ZSRR. Gol na 2:2 był jego pierwszym w karierze reprezentacyjnej. W 1986 roku Souness zaliczył swój trzeci Mundial - Mistrzostwa Świata w Meksyku. Wystąpił w dwóch przegranych spotkaniach - 0:1 z Danią i 1:2 z RFN. W ostatnim meczu z Urugwajem nie został wystawiony przez Alexa Fergusona. Karierę reprezentacyjną Souness zakończył po mistrzostwach w Meksyku. Jego dorobek w kadrze Szkocji to 54 mecze i 4 gole. W 1986 roku Souness wrócił do Szkocji i został mianowany grającym menedżerem Rangers. Na tym stanowisku zastąpił Jocka Wallace’a. Prezes klubu David Holmes zatrudnił Sounessa w celu zdobycia pierwszego od 1978 roku mistrzostwa Szkocji (mistrzostwo kraju zdobywały od tego czasu Aberdeen FC, Dundee United i odwieczny rywal, Celtic F.C.). W pierwszym sezonie na Ibrox Park przybyli Anglicy Terry Butcher, obrońca i kapitan Ipswich Town oraz bramkarz Norwich City Chris Woods. W kolejnych latach Souness także sięgał po angielskich graczy. Byli to Trevor Steven, Gary Stevens, Trevor Francis oraz Ray Wilkins. Już w pierwszym sezonie pracy, czyli 1986/1987 Souness wywalczył z Rangersami mistrzostwo Szkocji, a także Puchar Ligi Szkockiej, dzięki wygraniu 2:1 finału z Celtikiem. Także w 1989 roku „The Gers” wywalczyli prymat w kraju, a sukces ten pod wodzą Sounessa powtórzyli w 1990 roku. Inne sukcesy Graeme podczas pobytu w Glasgow to dwa kolejne Puchary Ligi, dzięki wygraniu finałów z Aberdeen (3:2) w 1989 roku i z Celtikiem (2:1) w 1991 roku. W 1991 Souness porzucił stanowisko i odszedł do Liverpoolu. Jego miejsce na 4. kolejki przed zakończeniem sezonu 1990/1991 zajął Walter Smith i doprowadził on piłkarzy do kolejnego triumfu w lidze. Pobyt Sounessa na Ibrox park nacechowany był kontrowersjami. W 1989 roku dokonał transferu Mo Johnstona, byłego gracza Celticu, będącego katolikiem, w momencie, gdy Rangers niemal od początku był klubem protestanckim. Ostatecznie po dwóch sezonach Johnston powrócił do swojego pierwotnego klubu. Istniały również kontrowersje w postaci zatargów Sounessa z władzami Szkockiej Federacji Piłkarskiej.
Lata 1991-1994, podczas których Souness pracował w Liverpoolu, nie były udane dla klubu. Zespół jedyny sukces odniósł w 1992 roku gdy w finale Pucharu Anglii pokonał 2:0 grający w Second Division Sunderland A.F.C. Do braku sukcesów i kryzysu przyczyniły się: złe transfery, zła taktyka i zły dobór zawodników. Jednak to Souness odkrył talenty wychowanków zespołu Steve’a McManamana i Robbiego Fowlera. W 1992 roku przeszedł operację serca, ale już parę dni po wyjściu ze szpitala poprowadził zawodników do wspomnianego triumfu w pucharze. Po operacji przeszedł rehabilitację i w Liverpoolu pracował do stycznia 1994 roku. W 1992 roku zajął z „The Reds” 6. miejsce w lidze, podobnie jak rok później. Z pracy zrezygnował po porażce Liverpoolu z Bristol City w rozgrywkach Pucharu Anglii. Jego miejsce zajął wówczas Roy Evans. W 1995 roku Souness został trenerem tureckiego Galatasaray SK ze Stambułu. Przez 2 lata nie zdobył mistrzostwa Turcji, jednak w 1996 roku wywalczył Puchar Turcji, a w 1997 - Superpuchar. Zasłynął też kolejnym kontrowersyjnym zachowaniem. 24 kwietnia podczas finału krajowego pucharu z Fenerbahçe SK wywołał zamieszki na trybunach, gdy umieścił flagę Galatasaray na stadionie rywali. Wydarzenie to porównano do tureckiego bohatera narodowego Ulubatliego Hasana, który umieścił flagę osmańską na ruinach Konstantynopola i za to został zabity. Souness otrzymał wówczas przydomek Ulubatli Souness. W 1996 roku Souness powrócił do Anglii i został menedżerem zespołu Southampton F.C., jednak po sezonie zrezygnował z powodu kłótni z prezesem Rupertem Lowe. Jednym z kontrowersyjnych momentów był zakup Senegalczyka Alego Dii początkowo reklamowanego przez Liberyjczyka George’a Weah. Jak się potem okazało było to kłamstwo, a Dia zaliczył tylko jeden mecz w Premiership zastępując Matta Le Tissiera i spisał się na tyle słabo, że po kilkunastu minutach został zdjęty z boiska, a niedługo potem zwolniony z klubu. Po pobycie w Southampton w 1997 roku Souness został szkoleniowcem Torino Calcio, jednak pracował tam zaledwie cztery miesiące. Jeszcze w tym samym roku prezes portugalskiej SL Benfiki, Vale e Azevedo, zatrudnił go na stanowisku pierwszego trenera, obiecując kibicom powrót do dawnych sukcesów. Souness sprowadził kilku zawodników z Wysp - obrońców Steve’a Harknessa i Gary’ego Charlesa, pomocników Michaela Thomasa i Marka Pembridge’a oraz napastników Deana Soundersa i Briana Deane’a. Jedynym sukcesem było wicemistrzostwo Portugalii w 1998 roku, a po dwóch latach Szkot został zwolniony, a wraz z nim z klubu odeszli inni Brytyjczycy. W 2000 roku Souness objął stanowisko menedżera Blackburn Rovers. Już w pierwszym sezonie wywalczył z tym klubem awans z First Division do Premiership. Jako beniaminek Blackburn zajęło 10. miejsce w lidze oraz wywalczyło Puchar Ligi Angielskiej, dzięki zwycięstwu 2:1 w finale z Tottenhamem Hotspur. W kolejnych dwóch sezonach Graeme nie osiągał już takich sukcesów z Rovers. W tym okresie zakupił takich zawodników jak Damien Duff, David Dunn, Matt Jansen, a także Andrew Cole, Brad Friedel, Dwight Yorke i Lucas Neill. Cole i Jansen byli zdobywcami goli we wspomnianym finale Pucharu Ligi. W sezonie 2003/2004 prowadził Blackburn w Pucharze UEFA i zajął 15. miejsce w lidze, przez większą część sezonu broniąc zespół przed spadkiem. W 2004 roku został zastąpiony na stanowisku przez Walijczyka Marka Hughesa. W 2004 roku Souness opuścił Blackburn, gdyż dostał ofertę pracy w Newcastle United. Na stanowisku menedżera zastąpił legendę piłki angielskiej, Bobby’ego Robsona, który został zwolniony. Pokłócił się jednak z jednym z czołowych graczy, Walijczykiem Craigiem Bellamym, który odszedł na wypożyczenie do Celtiku, a następnie do Blackburn. Były także drobne scysje z Laurentem Robertem, Olivierem Bernardem i Jermainem Jenasem. „Sroki” zajęły dopiero 14. miejsce w Premier League i odpadły zarówno z półfinału Pucharu UEFA, jak i Pucharu Anglii. Sezon 2005/2006 Newcastle zaczęli słabo, jednak 30 sierpnia Souness kupił Michaela Owena z Realu Madryt za rekordową sumę 17 milionów funtów. Newcastle wygrali w Tyne-Wear Derby z Sunderlandem (3:2) i zaczęli wygrywać kolejne mecze. Souness wzmocnił defensywę i z kolejnych 12 meczów zespół nie stracił gola w sześciu. Owen doznał jednak kontuzji i stracił 2-3 miesiące na leczenie. Nowe nabytki w osobach Jeana-Alaina Boumsonga (8 milionów funtów) i Alberta Luque (10 milionów funtów) nie przyniosły zespołowi korzyści. 2 lutego 2006 Souness został zwolniony wówczas, gdy drużyna Newcastle zajmowała w lidze 15. lokatę. Jego następcą został Glenn Roeder. Obecnie Souness jest bezrobotny. Pracuje jako ekspert w irlandzkiej telewizji RTÉ, w której zaczął pracować po zwolnieniu z Newcastle. Pojawia się także regularnie w kanale Sky Sports, gdzie komentuje mecze Ligi Mistrzów.
5
Zapomniane legendy futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Visca_barca
9
Nie z Barçą takie numery wy niemieckie ,,Brunery”:
6 maja 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Bayern Monachium 3:0 w pierwszym meczu półfinału Champions League. Przed zmaganiami Bayernu z Barçą najwięcej mówiło się oczywiści o pojedynku Guardioli, który w szóstym występie trenerskim w Lidze Mistrzów szósty raz dotarł do półfinału, z nieco starszym, lecz podążającym w zawodzie trenera jego tropem Luisem Enrique. ,,Nigdy dotychczas nie rywalizowałem z Pepem. Czuje ekscytacje a on nigdy nie grał przeciwko Blaugranie. Będzie się działo”- skomentował ,,Lucho” wyniki losowania. No i się działo! Bohaterem starcia z Bayernem był naturalnie Messi, który strzelił 2 gole i wypracował trzeciego Neymarowi. Oglądając raz jeszcze tamtą konfrontacje, nie sposób jednak nie dojść do wniosku że Luis Enrique przechytrzył Guardiole. Ten postanowił rzucić wyzwanie swoim byłym podopiecznym i nakazał monachijczykom agresywny pressing od początku meczu. Zawodnicy Bayernu biegali więc jak opętani za rywalami, nie pozwalali im swobodnie odetchnąć, podejść pod własną bramke, zabierali piłke a potem rozgrywali z wykorzystaniem wychodzenia na wolne pole. Barça po raz pierwszy od 101 meczów w Lidze Mistrzów zanotowała tamtego wieczoru mniejsze posiadanie piłki od rywala- 46,5 do 53,5 procent. Tyle że zamierzonego celu, czyli strzelenia gola, jakoś nie udawało się Niemcom osiągnąć a sił im ubywało. Gospodarze zaś grali cierpliwie, czekając aż rybie szamocącej się w jej sieci zabraknie powietrza a gdy to się stało, zadali trzy ciosy. Bayern bez Robbena i Ribery’ego, z Lewandowskim w chronionej uszkodzoną twarzą masce(z kolei wśród gospodarzy Macherano grał ze złamanym palcem u ręki), która wyraźnie mu przeszkadzała i z Guardiolą, który po stracie gola na 0:1 wpadł na kiepski pomysł wymiany Müllera na Götzego, doznał upokarzającej porażki, choć jeszcze na kwadrans przed końcem wydawało się że ma wszystko pod kontrolą. Guardiola ,,przekołczował”, czyli wymyślił zbyt karkołomny plan na mecz, nie ostatni zresztą raz w karierze.
Tylko spójrzcie:
@Sysia11
@Visca_barca
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
9
Tak, to jest ten cud!
6 maja 2009 r. FC Barcelona dokonała ,,cudu”, remisując na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea FC 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Guardioli przegrywali z londyńską Chelsea już od 9 minuty po kapitalnym uderzeniu z dystansu Essiena a od 65 minuty grali w dziesiątke po czerwonej kartce dla Abidala i kilkukrotnie byli bliscy straty drugiego gola. Chelsea jednak nie wykorzystała swoich szans. W ostatnich sekundach meczu rozpaczliwe dośrodkowanie w pole karne ,,The Blues” posłał Dani Alves, piłke zgraną przez obrońców źle przyjął Eto’o, próbujący wybić ją jak najdalej od własnej bramki Essien nie trafił czysto i futbolówka trafiła pod nogi Messiego. Argentyńczyk wyłożył ją nadbiegającemu Inieście, który strzałem zza pola karnego prawą nogą umieścił piłke tuż pod poprzeczką. Kataloński komentator krzyczał ,, Kaiserlslautern!, Kaiserslautern!, Kaiserslautern!” przypominając podobnie istotnego gola strzelonego niegdyś przez Bakero w Lidze Mistrzów. Po końcowym gwizdku piłkarze Chelsea długo nie mogli się pogodzić z wynikiem a kibice wypominali Norweskiemu arbitrowi kilka niepodyktowanych rzutów karnych dla gospodarzy. Powtórki pokazały iż londyńczykom należał się tylko jeden rzut karny, natomiast kibice Barçy przypominali brak rzutu karnego na Henry’m w pierwszym meczu na Camp Nou. Tak czy inaczej Duma Kataloni miała mnóstwo szczęścia w tym meczu ale jak to mówią ,,szczęście sprzyja lepszym”. Ja natomiast jak dziś pamiętam komentarz pana Szpakowskiego w chwili strzelenia gola przez Inieste, który brzmiał: ,, Tak to jest ta akcja, tak to jest Iniesta, tak to jest Barça, tak to jest ten cud!”. Szkoda że takie ,,cuda” zdarzają się bardzo rzadko…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sysia11
0
@Ptasior Tu się zgodze, w punkt!
1
@Qlimax86 Nie interesuje mnie żadna burza ,,szanowny" użytkowniku Qlimax86.
Interesują mnie zasłużeni piłkarze i działacze FC Barcelony...
13
Feliz cumpleaños panie Dani Alves! Jeden z najwybitniejszych prawych obrońców w historii Blaugrany kończy dziś 41 lat! Za cudowne i niezapomniane emocje podczas meczów, ślicznie dziękują wszyscy cules na całym świecie.
@Visca_barca
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
0
@MesQueUnClub96 A kim tak naprawde jest ten Dodi? To jakiś pseudonim?
8
Prawdziwi cules nigdy nie zapominają o legendach ukochanego klubu:
6 maja 1923 r. urodził się Josep Seguer, pomocnik, jedna z większych legend Dumy Katalonii. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych i być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek(Diesel) wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat (1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Josep Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał ligę (1944/45, 1947/48, 1948/49, 1951/52 i 1952/53), czterokrotnie Puchar Hiszpanii (1950/51, 1951/52, 1952/53 i 1956/57), dwa Puchary Latynoskie (1948/49 i 1951/52) i dwa Copes Eva Duarte (1948/49 i 1951/52). W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko. Dość ciekawą rzeczą tyczącą się tego szkoleniowca, było to, iż zawsze uważał on, że dla zawodników ze swojej drużyny był nie tylko przełożonym i człowiekiem odpowiedzialnym za taktykę, ale również opiekunem i osobą z którą można porozmawiać o pozaboiskowych problemach. Po tym, jak nowym prezydentem katalońskiego klubu został Augustí Montal, Josep Seguer musiał pożegnać się ze swoją posadą a jego miejsce zajął Vic Buckingham.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Visca_barca
@Sysia11
3
Bayer Leverkusen w iście imponującym stylu wygrywa z Eintrachtem Frankfurt 5:1 i wyrównuje klubowy rekord wszechczasów należący do Benfiki a mianowicie 48 meczów bez porażki! W czwartek może już przejść do historii klubowego futbolu...
11
Przypadkowa kaplica:
Jednym z najciekawszych miejsc na Camp Nou jest kaplica, która znajduje się kilka metrów od szatni, z boku tunelu prowadzącego na plac gry. Historia tego pomieszczenia sięga lat 50-tych i otwarcia stadionu w dniu 24 września 1957 r. Jednym z wydarzeń obiekt była uroczysta msza święta, odprawiona na murawie przed reprodukcją ustawionej na piedestale figurki Madonny z Montserrat, zwanej też ,,La Morenetą”, która została wyrzeźbiona w samym klasztorze i za którą zapłacono z pieniędzy pochodzących z powszechnej zbiórki. Po zakończeniu ceremonii a także po pobłogosławieni figurki przez arcybiskupa Gregorio Modrego Casausa i przedefilowaniu z nią wokół boiska, wstawiono ją do komórki niedaleko szatni piłkarzy Barçy, czyli dokładnie tam, gdzie niedługo potem urządzono stadionową kaplicę. W następnym roku 1958 dwóch członków Penyi Solera(najstarszej ze wszystkich stowarzyszeń kibicowskich Blaugrana, którzy na swoich barkach nieśli rzeźbę Dziewicy i obnosili ją po murawie) wracając z Casteldefells miało wypadek samochodowy. W szpitalu złożyli obietnice że jeśli wyjdą z niego cali, złożą Madonnie ofiarę. Ponieważ obaj wrócili do zdrowia, w dowód wdzięczności kupili dwa kandelabry nie ustawili je przy figurce ,,La Morenety”, która stała pośród worków i materiałów budowlanych. W następstwie tego przewodniczący penyi postanowili poprosić władzę Barcelony żeby pomieszczenie, w którym stała figurka zamienić w kaplicę. Zarząd klubu, na czele którego stał wówczas przedsiębiorca włókienniczy Francesco Miro Sans i Casacuberta wydał zgodę. W ten właśnie sposób miejsce to zamieniono w małą kaplicę, która może pomieścić na siedząco 50 osób. Na ołtarzu, na którym znajduje się Dziewica, wyrzeźbiono 3 herby: klubu, miasta i Penyi Solera, która przez długie lata dbała o konserwację. Na jednej ze ścian znajduje się napis poświęcony pamięci Josepa Samitiera, piłkarza i trenera Barçy. Kaplica została odnowiona w 1996 roku kiedy wymieniono ławki i instalację elektryczną. Po roku opieka nad kaplicą przeszła w ręce byłych piłkarzy klubu. Od tamtej pory Joan Rovira i Andreu, sekretarz ,,Agrupacio Barca Veterans” i były członek Penyi Solera był odpowiedzialny za otwieranie jej w dniu, w którym na stadionie rozgrywano mecz. Co roku rektor parafii ,,Santa Tekla” odprawia w kaplicy nabożeństwo, które byli piłkarze dedykuję pamięci zmarłych kolegów oraz socios. Oprócz figurki ,,La Morenety”, która stoi na kamieniu pochodzącym z gór Montserrat oszlifowanym przez mnichów i przeniesionym pieszo z klasztoru, w kaplicy znajduje się również prawosławna ikona, którą reprezentanci greckiego klubu Olympiakos Pireus podarowali Barcelonie podczas jednej z wizyt na stadionie.
@Visca_barca
@Symson
@Sysia11
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon
0
@Coutinho007 Ja pierdziole! Ile wy macie lat żeby wyszukiwać jakichś podobieństw do naszego trenera i mówić na niego Danzel! Co za patologia! No ja pier....! Brak słów!
0
@Mario96w Co ty pieprzysz!? Pod jakim pseudonimem? Przecież nasz trener to Xavi Hernandez Creus a ten piosenkarz to Danzel i raczej nie ma nic wspólnego z naszym klubem...
0
@Mario96w O czym wy gadacie? Ten piosenkarz zajmuje się trenowaniem Barcy? Chyba żartujecie? Przecież Xavi trenuje Barce!
0
@Mario96w O tego piosenkarza?
1
Nie oglądam na codzień siatkówki klubowej ale teraz co widze, to te całe Trentino jest piekielnie silne i bardzo ciężko będzie ich pokonać, jeśli wogóle to się uda...
2
@Visca_barca Tutaj chodzi o mecze bez porażki na wszystkich frontach
1
@Domin7777 Dziesiątke to nie ale 6-tke mam:
1. SL Benfica – 48 (lata 1963-1965)
2. Bayer Leverkusen – 47 (2023-2024)
3. Dinamo Zagrzeb – 45 (2014-2015)
4. HNK Rijeka – 45 (2016-2017)
5. Rangers FC – 44 (1992-1993)
6. Juventus FC – 43 (2011-2012)
7
Bayer Leverkusen, cóż to za nieprawdopodobna ekipa(!) tego sezonu i ich wyjątkowy trener. Mało tego! Ta wspaniała ekipa idzie na rekord wszechczasów należący do Benfiki Lizbona(48 meczów bez porażki!). Na tą chwile ,,Aptekarze" mają 47(!) meczów bez porażki i już dzisiaj mogą wyrównać epokowe osiągnięcie ,,Orłów". Będzie bardzo ciężko, gdyż dzisiaj zagrają przeciwko Eintrachtowi Frankfurt i to na Deutsche Bank Park, gdzie w ostatnim meczu Bayer poległ... 5:1! Fascynująca historia...
4
@FCBparasiempre
Nigdy dotąd na mistrzostwach Starego Kontynentu finałowe ekipy nie miały okazji zagrać przeciwko sobie. Wprawdzie Czechosłowacy wzięli udział już w pierwszym turnieju zajmując nawet trzecie miejsce ale ich rozbrat z ME trwał aż 16 lat. Niemcy z kolei debiutowali przed czterema laty i od razu zdobyli złoto. Najbardziej zmotywowany na ten mecz był kapitan RFN Franz Beckenbauer, gdyż obchodził tego dnia wyjątkowy jubileusz. Decydujący mecz o Puchar Delaunaya był setnym w jego reprezentacyjnej karierze ale zamiast fety była stypa. Już od samego początku ton grze nadawali Czechosłowacy. Swą dominacje na boisku potwierdzili szybko strzelonym golem. Po bramce Svehlika, kolejną dołożył Dobias i było już 2:0 ale nie z takich opresji wychodzili Niemcy. Niepilnowany w polu karnym Dieter Mueller skwapliwie skorzystał z prezentu defensorów i pewnym strzałem z woleja pokonał Viktora. Mecz się wyrównał. Z upływem kolejnych minut do głosu coraz częściej dochodzili piłkarze RFN. Jednak czechosłowacka obrona spisywała się bez zarzutu. Ondrus udanie dyrygował poczynaniami partnerów z defensywy. Ci zaś mogli polegać na Viktorze., który wybronił kilka niezwykle groźnych strzałów rywali. Bliżej wyrównania byli jednak Niemcy. Gracze CSRS pilnowali wyniku. Nehoda krótko kryty przez Vogtsa nie był w stanie przeprowadzić porywającej szarży na bramkę Maiera. Wreszcie nadeszła 90 minuta meczu. Rozpaczliwe ataki RFN przyniosły spodziewany efekt. Gole w końcówkach spotkań stały się poniekąd niemiecką specjalnością. W rolę ratownika wcielił się tym razem Hoelzenbein. Piłkarz Eitrachtu w bezpardonowej walce z Viktorem z bliska wpakował piłkę głową do bramki. Czechosłowacy sygnalizowali faul napastnika RFN na ich bramkarzu. Bezskutecznie. Zamiast odgwizdania faulu, sędzia zarządził dogrywkę. Czwarty mecz na tym turnieju i czwarta dogrywka, jedyna, w trakcie której nie padło rozstrzygnięcie. Po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zwycięzcę miały wyłonić rzuty karne. Jeżek brał pod uwagę i taką okoliczność, dlatego przygotowując piłkarzy do turnieju, nakazywał im trenowanie ,,jedenastek”. Niemcy nie mieli przećwiczonego tego elementu gry. Nie czuli się pewnie. Schoen miał problem z wyznaczeniem strzelców. Bohater narodowy Dieter Mueller woląc być zapamiętany jako król strzelców turnieju a nie pechowy strzelec, odmówił wzięcia na siebie tej odpowiedzialności. W zespole RFN brakowało Breitnera. To on przed dwoma laty w finale Weltmeisterchaft ’74, jak jedyny z Niemców odważył się wykonać jedenastkę i sprawił że zwycięstwo nad Holendrami stało się realne. Bonhof, Flohe oraz Bongartz nie pomylili się. Podobnie jak Masny, Nehoda i Ondrus. W czwartej serii zimnej krwi nie stracił także Jurkemik. Po nim miał strzelać Hoenes. Być może w chwili przygotowywania się do strzału wrócił pamięcią do nieudanej próby z MŚ ’74, kiedy jego intencję w porę odczytał Jan Tomaszewski. Napastnik Bayernu i tym razem nie podołał, przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką. Dramat w ekipie RFN ale jeszcze musi strzelić Panenka. Ten karny przeszedł do annałów futbolu. Wielu piłkarzy wybitniejszych od Czecha wzorowało się właśnie na nim, próbując opanować do perfekcji jego strzał. Maier w bramce a Panenka przy piłce i jedenaście metrów dzielące Czechosłowacje od złotego medalu. Armia fotoreporterów przyczajona za bramką Maiera by złapać lecącą piłkę prosto w obiektyw. Chwila skupienia i niemiecki bramkarz, licząc na silny strzał, odrywa się od ziemi i rzuca w lewą stronę ale futbolówka niczym balon wzbija się w górę i wolno opada do bramki. Sfrustrowany Maier nie może uwierzyć w to co się stało i chyba nie on jeden. Czechosłowacja po raz pierwszy(i jak dotąd ostatni) sięga po mistrzostwo Europy a Panenka już na zawsze będzie za każdym razem wspominany przy wykonywaniu rzutu karnego w jego ,,A’la Panenka” stylu.
8
@FCBparasiempre
Kolejny turniej, Euro ’76 zawitał do Jugosławii. Na miarę swych dużych ambicji i nie mniejszych możliwości zaczęli grać Zachodni Niemcy. Sukces na Euro ’72 dodał im skrzydeł. Dwa lata później potwierdzili swoją dominację także na świecie, podczas turnieju, który sami zorganizowali. Mistrzowie Europy zostali mistrzami świata. Podobny zaszczyt przypadł wiele lat później Hiszpanii oraz Francji. Tyle że w przypadku Francji było odwrotnie, najpierw zostali mistrzami świata a potem Europy. Po raz kolejny nie udało się awansować na Euro reprezentacji Polski. Napięcie towarzyszące grze Polaków trzymało w niepewności do ostatniej chwili. Po kapitalnym meczu w Chorzowie, zakończonym efektownym zwycięstwem nad Holendrami 4:1, faworytami do awansu byli biało-czerwoni, tym bardziej że po drodze dwukrotnie zremisowali z Włochami i wygrali oba mecze z Finlandią. W Amsterdamie przyszło jednak rozczarowanie. ,,Pomarańczowi” zdołali się odgryźć i przechylić szalę awansu na swoją korzyść. Do turnieju finałowego przebiły się reprezentacje Jugosławii, Czechosłowacji, Holandii oraz RFN. Finałowy turniej w Jugosławii dostarczył niezapomnianych emocji. Uczestnicy mistrzostw nie kalkulowali. Mecze z ich udziałem obfitowały w dużą dawkę wrażeń a co najważniejsze, strzelonych goli. W czterech meczach padło aż 19 goli, co stanowiło rekord skuteczności, w porównaniu z dotychczas rozegranymi turniejami. Gospodarzom szczególnie zależało na dobrym wyniku. Wcześniej dwukrotnie awansowali do wielkiego finału ale za każdym razem musieli zadowolić się drugim miejscem. Zasada jest taka iż gospodarzom pomagają ściany i na takie wsparcie piłkarze trenera Mladinicia liczyli w Belgradzie, mając za półfinałowych rywali ekipę RFN. Istnym zbiegiem okoliczności pozostaje fakt że 2 lata wcześniej ,,Plavi” byli w gościnie u swoich aktualnych przeciwników. Na mistrzostwach w RFN górą byli zawodnicy Schoena. W Belgradzie po pół godzinie gry to Jugosłowianie prowadzili różnicą dwóch goli. Radość trwała jednak tylko przez godzinę gry. Schoen nie wywiesił białej flagi, tylko niczym wytrawny strateg dokonał decydujących o losach spotkania zmian. Za Dannera pojawił się Flohe i to on strzelił kontaktowego gola. Natomiast w 79 minucie meczu boisko opuścił Wimmer a jego miejsce zajął Dieter Mueller i już po chwili doprowadził do remisu. W dogrywce popis jednego aktora. Dwa kolejne gole Muellera pogrążyły gospodarzy. Zawodnik FC Koeln zanotował w tym meczu hat-tricka i to w reprezentacyjnym debiucie! Nie mniej emocji towarzyszyło potyczce Holendrów z Czechosłowakami. Starcie obu drużyn otwierało rywalizację V Mistrzostw Europy. Widzowie zgromadzeni na stadionie Maksimir obejrzeli 4 gole. Wszystkie z nich były dziełem graczy znad Wełtawy, którzy tego dnia nie pozwolili przeciwnikom na wiele. Piłkarze trenera Jeżka od początku przejęli inicjatywę. W 19 minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Panenka. Piłka zagrana w pole karne spadła wprost na głowę Ondrusa, który strzałem z ponad 10 metrów umieścił ją w bramce. Rozpaczliwa interwencja Schrijversa na nic się nie zdała. Czechosłowacy nie zwalniali tempa. Przed kolejną szansą stanął Masny ale tym razem przegrał w sytuacji sam na sam z holenderskim bramkarzem. Mecz się zaostrzał. Czerwone kartki obejrzeli Pollak i Neeskens. Minutę po wykluczeniu pomocnika FC Barcelony padło wyrównanie. Piłkę adresowaną do Cruyffa w ekwilibrystyczny sposób przejął Ondrus ale tak niefortunnie że skierował ją wprost do własnej bramki. Do końca regulaminowego czasu gry już nic się nie zmieniło. Dogrywkę lepiej psychicznie znieśli Czechosłowacy. Jeżek zdecydował się na zmianę, która podbudowała morale zawodników i przeważyła szalę zwycięstwa na korzyść jego zespołu. Za Modara wszedł Vesely, stając się wkrótce bohaterem całego meczu. To on poprowadził akcję, po której nasi południowi sąsiedzi objęli prowadzenie. Po faulu na Cruyffie Holendrzy stanęli ale sędzia nie przerwał gry. Mający dużo wolnego miejsca Vesely popędził prawym skrzydłem i dośrodkował w pole karne do Nahody, który głową pokonał Schrijversa. Zdruzgotani rywale kończyli w dziewiątke. Van Hanegem za obrazę arbitra musiał opuścić boisko. Cztery minuty później było już po meczu. Vesely w sytuacji sam na sam po raz ostatni trafił do siatki. Prawdziwą radość sprawiła Holendrom wiadomość o samowolnym opuszczeniu kadry przez ich lidera Cruyffa. Kapitan ,,Oranje” po pomeczowej awanturze w szatni odleciał do Barcelony. Od dawna psuł atmosferę wewnątrz drużyny. Był konfliktowy i apodyktyczny. Trener Knobel musiał liczyć się z jego zdaniem podczas ustalania wyjściowego składu na mecz. Absencja kapitana pomogła kolegom z drużyny. Mimo braku pauzujących za kartki Repa, Neeskensa, Rijsbergena i van Hanegema, Holendrzy pokonali w meczu o brąz Jugosławię 3:2 po dogrywce.