FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
Wybitni trenerzy Katalońskiej Dumy:
22 kwietnia 1958 r. Helenio Herrera zostaje szkoleniowcem FC Barcelony. Argentyński trener prowadził Blaugrane zaledwie przez 2 sezony ale odcisnął wielkie piętno na drużynie, wygrywając 5 pucharów, w tym 2 mistrzostwa Hiszpanii. W 1960 r. odszedł do Interu Mediolan w wyniku konfliktu z Kubalą. Na San Siro ściągnął po roku Luisa Suareza, z którym w składzie dwukrotnie sięgał po Puchar Europy. Herrera powrócił do Barçy w 1979 r., lecz dwa kolejne sezony w roli szkoleniowca skończyły się tylko jednym pucharem a mianowicie Copa del Rey w 1979 r.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@Firestone No powiedzmy kompletne rozliczenia i w efekcie rewolucje, jaka by ona nie była...
1
Visca el Barca! parasiempre!
A po sezonie przyjdzie czas na rozliczenia.
10
Przed nami Grande Espectacolo El Clasico po raz 299 w historii i po raz 188 w La Liga. Niestety w Primera Division ustępujemy naszemu odwiecznemu rywalowi(78 zwycięstw Realu przy 74 FC Barcelony; w golach również lepszy Real: 301 do 299) więc wypadałoby dzisiaj poprawić tę statystykę i doskoczyć nieco bliżej ,,Królewskim” w tabeli. Czy to się uda? Wszystko w rękach Boga ale nigdy się nie wolno poddawać bez walki.
Vamos Barço! Vamos a ganar!
@Sysia11
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
7
Dopełnienie formalności:
21 kwietnia 2015 r. FC Barcelona pokonała PSG 2:0 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po 2 golach Neymara. Jak brzmi tytuł, rewanż na Camp Nou był formalnością. Ibrahimovič nie pokazał niczego ciekawego. Po meczu francuskie media to jego obwiniły o niepowodzenie. Natomiast Luis Enrique mógłby triumfalnie spojrzeć w kierunku Andoniego Zubizarrety, dyrektora sportowego, z którym od początku miał na pieńku. Słynny Zubi przez całą udaną jesień powtarzał bowiem że na razie nie mo co się ekscytować zwycięstwami, gdyż dopiero awans do półfinału Champions League będzie zrealizowaniem planu minimum. Mógłby, gdyby nie fakt że od 5 stycznia Zubizarrety nie było już w klubie, gdyż prezydent Bartomeu zwolnił go, nie mogąc dłużej ścierpieć wewnętrznego konfliktu w klubie a przy okazji właśnie na dawnego golkipera zrzucił wine za nałożenie przez FIFA na klub zakazu dokonywania transferów w dwóch kolejnych oknach, co było pokłosiem nieprawidłowości przy sprowadzaniu do La Masii młodych zawodników.
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@patataj
@Sysia11
10
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
21 kwietnia 1982 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Tottenham Hotspur 1:0 po golu Simonsena w 46 minucie, dającym awans do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu w Londynie padł remis 1:1. Popularni ,,Spurs” mieli wówczas silną drużynę na czele z Clemensem, Hoddlem i Archibaldem, który rok później zawitał na Camp Nou.
@Sysia11
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
9
Po raz pierwszy z ,,Los Blancos” w Pucharze Europy:
21 kwietnia 1960 r. rozegrano pierwsze El Clasico w Pucharze Europy. Spotkanie miało miejsce na Santiago Bernabeu w ramach półfinału Pucharu Mistrzów, gdzie Królewscy pokonali Barçe 3:1. W rewanżu na Camp Nou Real również wygrał 3:1. Trudno się dziwić takiemu wynikowi, gdy posiada się najlepszych zawodników na świecie na czele z Di Stefano, Puskasem i Gento.
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
9
Pożegnanie legendarnego ,,Les Corts”:
21 kwietnia 1957 r. FC Barcelona rozegrała ostatni ligowy mecz na słynnym Estadio Camp de Les Corts. Przeciwnikiem była FC Sevilla prowadzona wówczas przez Helenio Herrere a mecz zakończył się wynikiem 1:1. Ostatniego gola na tym obiekcie zdobył w 46 minucie nie kto inny jak sam genialny Ladislao Kubala.
@Sysia11
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
8
Była sobie ,,La Manita”:
21 kwietnia 1935 r. FC Barcelona pokonała na Camp de Les Corts Real Madrid w stosunku 5:0(!) po 4(!) golach Martina Vantolry i jednym Escoli w ramach 21 kolejki Primera Division. Jednak ta wspaniała victoria w ostatecznym rozrachunku pozwoliła Blaugranie uplasować się jedynie na 6 miejscu w tabeli Primera Division.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
2
Bravissimo FC Girona. Vamos Girona! Vamos a ganar! Vamos po Lige Mistrzów!
1
@Visca_barca ,,Nic nie może przecież wiecznie trwać" :)
10
La Casita Blanca:
W czasach powojennych, w złotej erze tak zwanych “ meubles “(hotele miłości), często zdarzało się że niektórzy kibice Barçy wykorzystywali swojej drużyny do ,,skoku w bok “. Wymówka była idealna: mecz w niedzielę o 5:00 po południu. Pod pretekstem pójścia na stadion cules całowali żony na pożegnanie i wychodzili żeby spotkać się z kochankami. Miejscem spotkań były ,,meubles”, takie jak choćby La Casita Blanca, znajdująca się pod numerem 2/4 przy ulicy Boliwar na osiedlu Wallcarca i Penitents, należącym do dzielnicy Gracia. Budynek ten został otwarty na początku XX wieku. Oficjalnie był to sklep z owocami morza, którym klienci mogli spróbować jego produktów a potem wejść na wyższe piętro żeby “uciąć sobie drzemkę “. W 1912 r. pochodząca z Miasteczka Villafranca rodzina Sendra została właścicielem przybytku zwanego powszechnie La Casita Blanca, ponieważ na tarasie rozwieszano białe prześcieradła trzech pokoi których klienci używali na potrzeby “ drzemek “. Sypialnie (urządzone przez szwagra właściciela) dalekie były od typowej egzotyki podobnych miejsc i zapewniały ciepłą atmosferę, Dzięki drewnu i dominującego w środku czerwonemu kolorowi, co tworzyło elegancki a jednocześnie luksusowy wystrój. Jednym z największych plusów lokalu była anonimowość i dyskrecja w przestrzeni pełnej labiryntów. Żadna para(heteroseksualna i powyżej 23 roku życia) nie mogła się zetknąć z innymi klientami i zostać rozpoznane. Właściciele przybytku, wiedząc o tym że niektórzy ich niedzielni klienci są kibicami Barçy, postanowili umieścić tablicę, na której zamieszczali wynik meczu, który goście “ teoretycznie “ oglądali na stadionie. W ten sposób mogli wrócić do domu mając idealne alibi i bez ryzyka pomyłki, która wzbudziła by podejrzenie. W 1971 r. z nakazu sędziego Andresa de Castro, kierującego operacją przeciwko zorganizowanej prostytucji w mieście, La Casita Blanca została zamknięta wraz z blisko 70 innymi przybytkami. 6 lat później mogła wznowić działalność. W prasie ukazały się ogłoszenia: “ Znów do usług. »La Casita Blanca« “. Jednak ostatecznie stuletnie ,,meuble” podobnie jak inne mające długą tradycję lokale w mieście, został opuszczony. Urząd Miasta Barcelony postanowił zburzyć budynek jako powody podając względy urbanistyczne, ponieważ lokal znajdował się pośrodku zielonego korytarza, mającego połączyć plac Lesseps z Ronda de Dalt. W ten sposób skończyła się podwójna zdrada niewiernych, którzy zamieniają żonę na kochankę i kolor bordowo granatowy na biały….
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
0
W Chorzowie mecz ,,przyjaźni" więc życzyłbym sobie remisu, zwłaszcza że ,,Niebiescy" obchodzą dzisiaj swoje urodziny. Z drugiej strony trzeba odpalać Eleven, gdyż na Wembley półfinał najstarszego na świecie turnieju piłkarskiego a mianowicie Pucharu Anglii. Mam nadziej że ,,Obywatele" na czele z Pepito odreagują porażke z ,,Królewskimi" i przejdą Chelsea. Zapowiada się przedni spektakl!
0
Ech ten skurczybyk Ancelotti, nie moge na niego patrzyć. Jak patrze na jego morde to przypomina mi się ten esesman z ,,Bękartów wojny".
9
Camp Nou, czyli stadion bez nazwy:
Na początku lat 50-tych na terenach, które władze FC Barcelony kupiły pod budowę Camp Nou, wokół starego domu zwanego ,,Can Granota” pełno było baraków, w których mieszkało około 250 osób. Na prośbę szefów klubu “ barakowi “ opuścili to miejsce a ich“ mieszkania “ zostały usunięte. Wyburzono również ,,Can Granata”, który od cmentarza Les Courts oddzielała Aleja Jana 23. Przed rozpoczęciem robót strefa ta wyglądała na zupełnie zaniedbaną z powodu braku zabudowań; była też porośnięta gąszcze i pełna wyrw. Przy pracach mających na celu wyrównanie terenu uczestniczyli(co było niespotykane) sami mieszkańcy. Ta spontaniczna współpraca pozwoliła zaoszczędzić klubowi kilka milionów peset. Miejsce, w którym stanął nowy stadion, znajdowało się między Travers sera de les courts avinguda Joan 23 oraz z ulicami Aristides Maillol i Maternitat, zbudowaną w miejscu biegu dawnego potoku, który wysechł i zamienił się zwykłą ziemną drogę. Wśród sąsiadów znana była jako rzeka Escuer, aż wraz z przyjęciem planu reorganizacji Diagonal w 1956 r. oficjalnie stała się ulicą Maternitat. Postawienie przy niej stadionu w pobliżu cmentarza Les Corts, spowodowało że teren ten został przez kibiców nazwany żartobliwie ,,Tota una vider” (całe życie). Jednak tak czy inaczej FC Barcelona nie mogła nadać nowemu obiektowi nazwy, jaką wcześniej wybrał zarząd a mianowicie Estadi Joan Gamper, chociaż przez wiele lat określany był tak w oficjalnej klubowej dokumentacji. Sam fakt że Gamper był obcokrajowcem i w trakcie swoich rządów chętnie propagował idee Kataloniistyczne, spowodował veto władz frankistowsich. W związku z tym wśród kibiców spopularyzowała się nazwa Camp Nou. Kontrowersje związane z nazwą nowego stadionu Barcy nie skończyły się jednak wraz ze sprzeciwem Frankistów; gorąca dyskusja toczyła się bowiem wśród sympatyków klubu a także w mediach. Na dowód tego wystarczy choćby przejrzeć sportowy tygodnik “ El Once “, założony w 1945 r przez rysownika Walentego Castanysa żeby znaleźć błyskotliwy żart zamieszczony przez ilustratora Josepa Escobara, który odnosił się do tego “ stadionu bez nazwy “.
@Visca_barca
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
0
@FcPortoFan1999 Tak jak napisałem: zdecydowanie(!) lepszy...
1
@FcPortoFan1999 Dokładnie, zgadza się. Jednak ,,tamten" Widzew miał zdecydowanie większy potencjał a gdyby nie odszedł Boniek(?) i gdyby Widzew trafił na Hamburger SV a nie na Juventus, to kto wie?
0
@FcPortoFan1999 No nie przesadzaj, wprawdzie różnie bywało ale zagłady nie ma...
9
Na wstępie pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”
To był Widzew z charakterem, Wielki Widzew!
20 kwietnia 1983 r. Widzew Łódź zremisował z Juventusem Turyn 2:2 w półfinale Pucharu Mistrzów. Na stadionie ŁKS-u w obecności nadkompletu 40 tys. widzów odbył się mecz rewanżowy. Mimo porażki w pierwszym spotkaniu optymizm wśród kibiców Widzewa był spory, bo wszyscy pamiętali poprzednie spotkanie tych drużyn zakończone spektakularnym sukcesem łodzian. Nie przejmowano się nawet tym, że nie mogli zagrać Grębosz i Świątek a przecież byli to bardzo doświadczeni i potrzebni drużynie zawodnicy. Początek był bardzo udany, bo w pierwszym kwadransie Widzew stworzył dwie stuprocentowe okazje i właściwie trudno jest komukolwiek coś zarzucić, bo piłka po prostu minimalnie mijała bramkę Zofa. Gdy z takich sytuacji nie padają bramki to z reguły zdobywa je przeciwnik i tak też było. W 32 min. bramkę dla Juve zdobył Paulo Rossi i jak po meczu powiedział trener Trapattoni cieszył się bardzo, bo zdobycie takiego trafienia było celem jego drużyny. W drugiej połowie Widzew pokazał charakter, bo ofiarności i zaciętości w grze Polaków nie brakowało. Nagrodą były gole Krzysztofa Surlita w 54 min. i 81 min., po których szaleństwo na trybunach nie miało końca. Po strzale na 2:1 radość została niestety szybko zmącona, bo jakiś kretyn rzucił w sędziego bocznego butelką, rozcinając mu głowę. Butelkę rzucono z trybuny zwanej Galerą i po tym wydarzeniu spotkanie przerwano na ok. 20 min. Milicja widowiskowo wyprowadziła na oczach kamer telewizyjnych (transmisje przeprowadzano do wielu krajów Europy i nie tylko) jakiegoś kompletnie pijanego osobnika, który na pewno nie był w stanie nie tylko rzucić butelką ale nawet iść. Był ofiarą tego incydentu co nie zmienia faktu, że wydarzenie to zaważyło w konsekwencji na końcowy odbiór meczu i w pierwszej kolejności będzie zawsze z nim kojarzone. Po zdobyciu przez Surlita drugiego gola i wznowieniu gry po przymusowej 20 minutowej przerwie, Młynarczyk w pierwszej akcji sfaulował Bońka w polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny dla Juventusu, którego wykorzystał Platini i w 82 min. zrobiło się 2:2.
To ostatecznie zatwierdziło wynik tej konfrontacji i marzenia o finale prysły. Jak pokazała przyszłość gra w półfinale tego pucharu była jak dotąd największym sukcesem sportowym Widzewa, jak i jednym z największych osiągnięć polskiej, klubowej piłki w europejskich pucharach (obok Górnika Zabrze i Legii Warszawa). Kilka dni po meczu, przed treningiem, w szatni, Zdzisław Rozborski podsunął Surlitowi pod nos egzemplarz ,,Piłki Nożnej”. Piłkarze zgromadzili się dookoła. Jak zareaguje? Kilka osób z trudem powstrzymywało śmiech. Surlit wpatrywał się w kartke jakby beznamiętnie a jedyną oznaką życia były według relacji Świątka, zmieniające się kolory na jego twarzy. Od czerwieni, przez purpurę aż do bieli. Wpatrywał się właściwie w jedno zdanie: ,,Paradoksem jest że oba gole zdobył jeden ze słabszych graczy”. Trwało to jakąś chwile. Surlit wyrwał jednym ruchem kartke, starannie złożył w kostke i wsunął do portfela, mówiąc ściszonym głosem: ,,On to wpierdoli”. W połowie lat 90-tych Świątek spotkał Surlita na meczu oldbojów. Rozmawiali przez jakiś czas gdy przypomniał sobie o sprawie. ,,A co z tym dziennikarzem”- zapytał Świątek. Surlit wyciągnął portfel, otworzył, wyciągnął kawałek papieru złożony w kostke. ,,Jeszcze go nie spotkałem ale jak go spotkam to to wpierdoli”- powiedział sucho. Stefan Szczepłek, autor tekstu: ,,Spotkaliśmy się kilka razy. Może zapomniał a może mu przeszło…”.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Visca_barca
6
Czy wiemy że…
20 kwietnia 1923 r. PZPN został przyjęty do rodziny FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej). Wydarzenie to oznaczało, że piłkarska reprezentacja Polski miała prawo występować na wszelkich imprezach mistrzowskich organizowanych przez FIFA.
@Visca_barca
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
11
Narodziny ,,Niebieskich":
20 kwietnia 1920 - w Bismarkhütte (Wielkie Hajduki, Chorzów Batory) odbyło się zgromadzenie założycielskie klubu sportowego Ruch. Pierwszym prezesem został Paweł Koppa. Miejscem spotkania założycielskiego był tak zwany „czerwony pokój”, znajdujący się w Domu Związkowym w Wielkich Hajdukach. Obecnie to Miejski Dom Kultury „Batory”. Zebrało się w nim 40 osób a inicjatorem powstania Ruchu był urodzony w wielkopolskim Śremie Teofil Paczyński, kierownik biura plebiscytowego. W 1920 roku powstawały kolejne polskie kluby sportowe, bo śląska młodzież trenując w niemieckich była narażona na germanizację. Na Górnym Śląsku toczyła się walka o narodową tożsamość, pomiędzy odrodzoną Polską, a Niemcami. Przygotowywano się do plebiscytu, który został zorganizowany w 1921 roku (komisja miała później na podstawie wyników zaproponować podział spornego terytorium). Wspomniany Paczyński był patriotą, brał udział w powstaniach śląskich, a w jego żyłach płynęła błękitna krew. Wywodził się z rodziny byłych właścicieli Hajduk i wierzył w to, że sport będzie pomocny w walce o polskość. Pierwszym prezesem Ruchu został nauczyciel z Klimzowca, Paweł Koppa (w niektórych opracowaniach widnieje pod imionami Józef Augustyn). Z kolei pomysłodawcą nazwy Ruch był Edward Supernok, który został wybrany na skarbnika nowo powstałego klubu. Część historyków twierdzi, że nazwa miała nawiązywać do ruchu narodowo-wyzwoleńczego, właśnie wtedy tworzącego się w regionie. Jako klubowe barwy wybrano kolor niebieski i biały. To nie był przypadek. W tamtym okresie były to tradycyjne barwy Górnego Śląska (obecnie to kolory żółty i niebieski). Już w latach 20. drużyna nosiła przydomek „Niebiescy”. Polski Komitet Plebiscytowy próbował pomóc Ruchowi i na początek podarował mu... jedną piłkę, sześć par butów i kilka swetrów. Na więcej nie miał już środków, bo wspierał również inne kluby, między innymi Polonię Bytom, która powstała w styczniu tego samego roku. Rodziny piłkarzy (mamy, siostry, ojcowie) zajęły się szyciem butów i koszulek sportowych. Po tym jak udało się przygotować sprzęt sportowy dla piłkarzy, można było już rozegrać pierwszy oficjalny mecz.
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MkBarcafan
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
11
,,Zbrodnia w biały dzień”:
20 kwietnia 2010 r. FC Barcelona przegrała na San Siro 3:1 z Interem Mediolan w ramach pierwszego meczu półfinału Ligi Mistrzów. Kilka dni przed spotkaniem ruch lotniczy w Europie został sparaliżowany przez erupcje islandzkiego wulkanu. Blaugrana musiała zmienić swoje plany i udać się do Mediolanu autokarem, co odbiło się na jej formie fizycznej. Sporo kontrowersji wzbudziło sędziowanie trójki arbitrów z Portugalii, którzy popełnili błędy przy dwóch golach dla gospodarzy a w końcówce nie podyktowali ewidentnego karnego na Danim Alvesie. Jak ustaliła później prasa, arbiter główny Olegario Benquerença był dawnym wspólnikiem trenera Jose Mourinho, z którym miał prowadzić przed laty interesy w portugalskiej miejscowości Leira. To niesłychane w jaki sposób UEFA dobiera ,,bezstronnych sędziów”. Nie pierwszy i nie ostatni raz robią ,,nasz” klub w ciula! A najgorsze że do dzisiaj się to niewiele zmieniło…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
7
@FCBparasiempre
Gdy w 1993 roku Diego Maradona przybył do Rosario, by reprezentować barwy miejscowego Newell’s Old Boys, rozentuzjazmowany dziennikarz z lokalnych mediów oznajmił, że jest szczęśliwy, iż klub z jego miasta pozyskał najlepszego piłkarza na świecie. W odpowiedzi Boski Diego miał stwierdzić, że najlepszy piłkarz globu już grał w Rosario i nazywał się Tomas Carlovich. Kogo miał na myśli Maradona? W latach 70-tych ubiegłego wieku w Anglii grał niejaki Robin Friday. Niepokorny Anglik był nazywany w swojej ojczyźnie najlepszym piłkarzem, którego nigdy nie widziało się na oczy. Tomas Felipe Carlovich ma w Argentynie tę samą opinię. Najlepszego zawodnika, którego grę rzadko kto miał okazję ujrzeć na własne oczy. Jednakże w odróżnieniu od swojego europejskiego odpowiednika, nie utopił kariery w morzu alkoholu i innych używek. Tomas Carlovich nie był też jednym z tych krnąbrnych chłopców. Autsajderów, którzy byli mądrzejsi od całego świata i wybrali złą drogę na szczyt. Owszem, ten syn jugosłowiańskiego imigranta przez całe życie chadzał własnymi ścieżkami, ale nie wynikało to ze zbyt wybujałego ego, czy konfliktowego charakteru tego chłopaka z biednych dzielnic Rosario. Wręcz przeciwnie. ,,El Trinche”(widły), jak nazywa się Carlovicha w ojczyźnie, był ekstremalnie nieśmiały. Nigdy nie pragnął sławy i celowo unikał furtek, które mogły mu otworzyć bramę do wielkiej kariery. Kochał tylko grę w piłkę i to była jedyna rzecz, na której mu zależało. Mimo to zdołał podbić serca kibiców we wszystkich klubach, w których występował. Idealnie wpisał się w rolę piłkarza, który jest bardziej bohaterem ludowych legend i barowych opowieści niż realnym boiskowym herosem. Szczególnie że nie zachowało się zbyt wiele namacalnych materiałów, które dokumentowałyby jego grę. Tę znamy jedynie z ustnych przekazów argentyńskich kibiców, które zapewne z czasem uległy licznym nadinterpretacjom i przekłamaniom. Argentyńczycy wiedzą jednak swoje. Wielu z nich, zapytanych o najlepszego piłkarza w historii swojej ojczyzny nie wskazałoby na Messiego ani Maradonę. Nie byłby to nawet Kempes czy Batistuta. Wymieniliby Tomasa Felipe Carlovicha, kolejny dowód na to, że w Kraju Tanga uwielbiają futbol przepełniony mistycyzmem i romantycznymi opowieściami.
Już samo ustalenie daty urodzin Tomasa Felipe Carlovicha nie jest łatwą sprawą. Co prawda angielska Wikipedia datuje ją na 20 kwietnia 1949 roku, lecz gdy wrzucimy personalia piłkarza w wyszukiwarkę, to ukazuje nam się 19 kwietnia 1946 roku. Natomiast Jonathan Wilson w swojej książce „Aniołowie o brudnych twarzach” celuje w rok 1948. Nie do końca jasne jest również pochodzenie przydomka piłkarza. Najczęściej można się natknąć na wyjaśnienie, jakoby pseudonim El Triche(widły, widelec) był pochodną wyglądu chłopaka. Wysokiego młodzieńca, na dwóch szczupłych i długich nogach. Takiej etymologii swojej ksywy zaprzecza jednakże sam Carlovich. Jak już wspomniałem, w jego żyłach płynęła bałkańska krew. Ojciec(Mario Karlović) przybył do Ameryki Południowej z Chorwacji. Sam Tomas ma jeszcze sześciu braci. Młodzian od piętnastego roku życia reprezentował barwy Rosario Central. Występując w tym klubie, zdołał nawet zadebiutować w argentyńskiej ekstraklasie. Według jednej z anegdot, pewnego dnia Rosario miało jechać na mecz wyjazdowy do Buenos Aires, ale El Trinche przybył na zbiórkę zespołu sporo przed czasem. Gdy minął kwadrans, znudzony Carlovich stwierdził, że nie chce mu się dłużej czekać na resztę zespołu i wrócił do swojej dzielnicy, by pograć w piłkę ze znajomymi. Tak zakończył się jego epizod w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wkrótce zaczął grać w klubach z niższego szczebla. Nie był szybki, ale brak dynamiki nadrabiał bajeczną techniką. Jego popisowym numerem było zakładanie rywalom podwójnej siatki. Najpierw przodem a później tyłem. Wszystko po to, by zabawiać zgromadzoną publiczność. Legenda miejska głosi, że w kontrakcie miał przewidzianą premię za wykonanie tego tricku w czasie meczu. Musicie przyznać, że takie zagranie to dość zuchwały ruch, cechujący raczej graczy o olbrzymiej pewności siebie. Natomiast El Trinche był do tego stopnia nieśmiałym chłopakiem, że gdy trafiał do nowej drużyny, to początkowo przebierał się przed treningami w pomieszczeniu gospodarczym. Cóż, podobno Lionel Messi robił tak samo, gdy trafił do La Masii. Dodatkowo Carlovich był osobą mocno przywiązaną do swoich rodzinnych stron. Otwarcie przyznawał, że źle się czuje, kiedy zbyt długo przebywa z dala od domu rodzinnego. Uwielbiał spędzać czas, grając w piłkę z kolegami z sąsiedztwa, łowiąc ryby lub polując. O jego przywiązaniu do najbliższych niech świadczy fakt, że pewnego razu celowo złapał czerwoną kartkę, by móc jechać, złożyć życzenia swojej rodzicielce z okazji Dnia Matki. Chociaż z pochodzenia był Jugosłowianinem, to ciężko było doszukać się w nim cech charakterystycznych dla typowego Jugola. Ognisty temperament pokazywał jedynie na boisku. Inna z legend mówi, że gdy Carlovich kolejny raz został ukarany czerwonym kartonikiem, to publiczność ubłagała arbitra, by anulował karę i pozwolił im dalej podziwiać El Trinche w czasie gry.
Mecz, który utrwalił legendę Carlovicha, odbył się w kwietniu 1974 roku, kiedy to przygotowująca się do wyjazdu na mistrzostwa świata w RFN kadra narodowa pod wodzą Vladislao Capa miała rozegrać spotkanie kontrolne z reprezentacją miasta Rosario. El Trinche reprezentował wówczas barwy Central Cordoba, klubu, w którym rozegrał łącznie ponad 200 spotkań i grę w jego barwach określał najpiękniejszym wyborem, jakiego dokonał w swoim życiu. Był jedynym piłkarzem z tego zespołu, który został powołany do łączonej drużyny Rosario. Poza nim miasto miało reprezentować pięciu graczy Newell’s i pięciu z Rosario Central. Typowa zbieranina, która po raz pierwszy spotkała się na godzinę przed meczem i miała odegrać rolę chłopców do bicia dla argentyńskich kadrowiczów. Na murawę w biało-błękitnych trykotach wybiegli m.in. Carlos Babington, Rene Houseman czy Miguel Angel Brindisi. Sprawy przybrały jednak niespodziewanego obrotu. Już na początku spotkania El Trinche popisał się swoją popisową podwójną siatką, zakładając ją legendarnemu obrońcy Independiente Francisco Sa. Kadra narodowa nijak nie potrafiła sobie poradzić z szalejącym, długowłosym młodzieńcem, który przednio się bawił, co rusz ośmieszając kwiat ojczystej piłki nożnej. Do przerwy podopieczni Capa przegrywali 0-3 a poddenerwowany selekcjoner miał nakazać zdjęcie z boiska Carlovicha, by uniknąć dalszej kompromitacji. Ostatecznie mecz skończył się wygraną Rosario 3-1. Dzięki temu spotkaniu El Trinche przeszedł w świadomości miejscowych kibiców do legendy. Pomógł w tym zapewne fakt, że wspomniany sparing był jedynie relacjonowany w radiu. Nie zachowały się żadne materiały filmowe, które by zweryfikowały prawdziwość opowieści o nadludzkim występie bożyszcza ludu. Natomiast ta nadludzkość była zapewne cementowana przez lata w czasie pogawędek klasy robotniczej w barach czy rodzinnych spotkaniach przy grillowanej wołowinie. Sławetny występ Carlovicha nie zaowocował jego transferem do lepszego klubu. Przede wszystkim dlatego, że El Trinche nie pragnął trafić do świata wielkiej piłki. Gra na wysokim poziomie, pod presją oczekiwań kibiców pozbawiała go radości czerpanej z uprawiania futbolu. Kiedyś wypowiedział się w następujący sposób: ,,Kiedyś mieliśmy mnóstwo boisk a teraz nie ma ich prawie wcale. Wiecie, dlaczego tak lubiłem grać na ulicach? Bo człowiek, który wychodzi na murawę i widzi przed sobą 60 czy 100 tysięcy widzów, nie może cieszyć się grą. Po prostu nie może grać, w ogóle. Ci wszyscy ludzie na trybunach, ich oczekiwania, ich obelgi…”- Tomas Carlovich.
Mimo gry w niższych ligach, przed mistrzostwami świata w 1978 roku Cesar Luis Menotti pragnął przetestować Carlovicha w drużynie narodowej. El Trinche nie przyjechał jednak na konsultacje. Tłumaczył się tym, że udał się na ryby, rzeka wezbrała i nie miał jak powrócić na brzeg. Odmówił także Pelemu, który chciał ściągnąć Argentyńczyka do New York Cosmos. Na zawsze pozostał chłopakiem z ludu, symbolem radości czerpanej z ulicznej gry. Uosobieniem sloganu Against Modern Football. Może właśnie z tego powodu jego sława, jakby na przekór pragnieniom Carlovicha, wyprzedzała go aż tak bardzo? Może gdyby zdecydował się na grę dla Boca lub River Plate stałby się tylko jednym z wielu? Do jego nieformalnego fan klubu zaliczali się nie tylko Maradona czy Menotti. Jose Pekerman, były selekcjoner reprezentacji Argentyny oraz Kolumbii, powiedział kiedyś: ,,Był najpiękniej grającym chłopakiem, jakiego widziałem. Rozkochał w sobie wszystkich, którzy go widzieli.” Z Kolei Aldo Poy, reprezentacyjny napastnik, który także urodził się w Rosario, mówił: ,,To niepojęte, że on nigdy nie zagrał na najwyższym poziomie. Miał niezwykłe umiejętności techniczne. Nigdy nie widziałem takiego rozgrywającego jak on. Był trochę powolny, ale nadrabiał inteligencją.” Dziś określa się jego styl gry jako krzyżówkę Fernando Redondo z Juanem Romanem Riquelme. Po zakończeniu kariery Tomas Felipe Carlovich zmagał się z osteoporozą, która zaatakowała jego biodra. Kibice z Rosario zorganizowali dwa mecze charytatywne, w czasie ich trwania zbierali pieniądze na leczenie swojego idola, który po odwieszeniu butów na kołku pracował jako murarz. Podczas jednego z nich dziennikarz zapytał El Trinche, czy gdyby mógł przeżyć życie jeszcze raz to, czy coś by w nim zmienił. Wzruszony, były piłkarz odpowiedział łamiącym się głosem: ,,Nie, proszę pana, proszę mnie o to nie pytać. O nie, tylko nie to. Chciałem po prostu być z ludźmi, których kocham a wszyscy są tutaj w Rosario.” Jakiś czas temu w Hiszpanii wystawiono sztukę teatralną pod tytułem: „El Trinche, najlepszy piłkarz świata.” Ilu zawodników może się pochwalić tym, że historię ich życia ukazano na deskach teatru?
5
,,El Trinche” lepszy od ,,Boskiego El Diego”? Kto wie!? O kim mowa, tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
7
Cenny remis na Stadio Olimpico:
19 kwietnia 1975 r. reprezentacja Polski zremisowała bezbramkowo z Włochami na stadionie olimpijskim w Rzymie w ramach eliminacji Euro 1976. Jeśli dziś używamy określenia „grupa śmierci”, zwykle mamy na myśli to, że w wyniku losowania w eliminacjach lub finałach jakiegoś turnieju trafiło na siebie kilka mocnych drużyn. Jak jednak nazwać sytuację, gdy w rywalizacji o awans do mistrzostw Europy muszą się mierzyć aktualni wicemistrzowie świata, świeżo upieczeni brązowi medaliści mundialu i piłkarze z kraju, który wcześniej dwa razy sięgnął po Złotą Nike? Taka właśnie historia przydarzyła się w połowie lat 70-tych Holendrom, Włochom i biało-czerwonym. Z grupy piątej promocję mogła dostać tylko jedna z tych potęg a Polacy długo byli na dobrej drodze do sukcesu. Zaczęli kwalifikacje od dwóch zwycięstw nad Finlandią a w Rzymie nie dali się pokonać wielkiej Italii. W tym meczu w naszej kadrze pierwszy raz w historii zagrał piłkarz z zagranicznego klubu – Robert Gadocha był już wtedy zawodnikiem FC Nantes.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
6
@FCBparasiempre
19 kwietnia 1954 r. urodził się Trevor John Francis, były piłkarz grający na pozycji napastnika. W trakcie swojej kariery grał w kilku klubach w Anglii a także grał w Stanach Zjednoczonych, Włoszech i Szkocji. Został pierwszym graczem Anglii za 1 milion funtów po przeniesieniu do Nottingham Forest w 1979 roku a później wygrał z klubem dwa kolejne Puchary Europy w 1979 i 1980 roku. Na poziomie międzynarodowym rozegrał dla Anglii 52 mecze w latach 1976-1986, strzelając 12 goli i grał na Mistrzostwach Świata FIFA 1982. W latach 1988-2003 był menadżerem piłkarskim, głównie w Sheffield Wednesday a następnie w Birmingham City. Francis urodził się w Plymouth i kształcił się w Publicznej Szkole Średniej dla chłopców w Plymouth. Był zwinnym i zręcznym napastnikiem i dołączył do Birmingham City jako uczeń. Francis szybko awansował, debiutując w pierwszej drużynie Birmingham City w 1970 roku, mając zaledwie 16 lat. Jego talent został zauważony, gdy przed swoimi 17. urodzinami strzelił cztery gole w meczu z Boltonem Wanderers. Swój pierwszy sezon zakończył z 15 golami w zaledwie 22 meczach. W latach 70. Birmingham City od czasu do czasu docierało do krajowych półfinałów, ale nie wywarło wielkiego wpływu na mistrzostwa First Division, więc w rezultacie umiejętności i osiągnięcia Francisa stały się bardziej zauważalne. 30 października 1976 roku strzelił jednego z najsłynniejszych goli Birmingham, kiedy odwrócił się od linii bocznej i wbił czterech obrońców Queens Park Rangers, ciągle zmuszany do cofania się, po czym nagle oddał strzał z 25 jardów, który zaskoczył bramkarza. Francis wynegocjował oddelegowanie z Birmingham w 1978 roku, aby grać w Detroit Express w North American Soccer League (NASL), gdzie strzelił 22 gole w 19 meczach ligowych i został wybrany do pierwszego XI NASL obok Franza Beckenbauera i Giorgio Chinaglia przed powrotem do domu do Midlands. Jednak w lutym 1979 roku nadeszła chwila, która zdefiniowała jego karierę i na stałe zapisała się w piłkarskim folklorze. Nottingham Forest, aktualni mistrzowie pierwszej ligi i zdobywcy Pucharu Ligi, zarządzani przez Briana Clougha, złożyli ofertę za Francisa, która wyniosła nieco ponad 1 milion funtów. Żaden zawodnik nigdy wcześniej nie był sprzedawany między angielskimi klubami za siedmiocyfrową opłatę (wcześniej rekord wynosił mniej niż połowę) jednak umowa została przypieczętowana a Francis został przedstawiony mediom przez menedżera niecierpliwego do gry w squasha - Clough był w swoim czerwonym stroju gimnastycznym i niosąc rakietę, gdy przemawiał na konferencji prasowej. Chociaż został uznany za pierwszego brytyjskiego gracza za milion funtów, rzeczywista opłata za transfer gracza wyniosła 1 150 000 funtów, w tym 15% prowizji dla Football League. Istnieje mit, że opłata wyniosła 999 999 funtów, ponieważ Clough chciał mieć pewność, że kamień milowy w wysokości miliona funtów nie uderzy do głowy gracza, chociaż Francis mówi, że była to żartobliwa uwaga Clougha. Wraz z podatkami całkowita opłata przekroczyła 1,1 miliona funtów. Nottingham Forest utrzymał Puchar Ligi wkrótce potem (choć Francis nie kwalifikował się) i poczynił postępy w Pucharze Europy do tego stopnia, że dotarł do półfinału, w którym to momencie zasady rejestracji pozwoliły Francisowi wziąć udział. Wygrali półfinał, aw maju 1979 roku Forest zmierzył się ze szwedzką drużyną Malmö w finale w Monachium, a główna rata ogromnej inwestycji została spłacona tuż przed przerwą.
Piłka została rozrzucona do ponurego ale umiejętnego skrzydłowego Forest, Johna Robertsona, z lewej strony, który zmierzył się z dwoma obrońcami na raz, by dotrzeć do bocznej linii i podkręcić niezdarne dośrodkowanie w kierunku dalszego słupka. Francis już zaczął biec sprintem na pozycję, ale mimo to musiał przyspieszyć, aby dosięgnąć dośrodkowania, które spadło, i skończyło się na tym, że rzucił się nisko na piłkę. Trafił głową i piłka mocno skierowała się w stronę siatki. Forest wygrał mecz 1:0 a nagranie z bramki było wykorzystywane w tytułach otwierających mecz dnia przez kilka lat później. Gigantyczne zdjęcie Francisa pochylającego się nad piłką głową pozostaje na wystawie w głównym wejściu i recepcji stadionu Forest's City Ground. Mimo że sezon się tam zakończył, Francis wrócił do Detroit na kolejne lato, grając w NASL, gdzie po raz kolejny został wybrany do pierwszej XI obok Johana Cruyffa (LA) i Giorgio Chinaglia (NY), mimo że grał tylko przez połowę sezonu. W swojej krótkiej karierze w NASL Francis strzelił 36 goli w 33 meczach sezonu regularnego i miał 18 asyst, co plasuje go o jedno miejsce przed Pelé na liście strzelców wszechczasów, mimo rozegrania 23 meczów mniej. Francis prawdopodobnie nie osiągnął pełnego potencjału jako gracz Forest. Może to częściowo wynikać z tego, że Clough często gra Francisa na prawym skrzydle a nie na jego preferowanej pozycji jako środkowy napastnik. Był w zespole, który przegrał finał Pucharu Ligi z Wolverhampton Wanderers w 1980 roku, ale przegapił finał Pucharu Europy przeciwko Hamburger SV z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. W jakiś sposób sukces jego kariery w Forest nigdy nie odzwierciedlał jego ogromnej opłaty: strzelił tylko 14 goli w lidze w sezonie 1979–80 i sześć w następnych osiemnastu meczach, które rozegrał dla Forest. Chociaż nadal regularnie występował w Anglii (kontuzja ścięgna Achillesa uniemożliwiła mu występ w kadrze na Mistrzostwa Europy 1980), jego rekord strzelecki w klubowej piłce nożnej nie był spektakularny. Kontuzja Francisa uniemożliwiła mu grę przez ponad sześć miesięcy a po rozegraniu mniej niż dwudziestu kolejnych meczów dla Forest został sprzedany do Manchesteru City we wrześniu 1981 roku, tym razem za 1,2 miliona funtów. Umowa wywołała zakulisowe tarcia w Manchesterze City. Podczas negocjacji prezes City Peter Swales poinformował menedżera Johna Bonda, że klubu nie stać na opłatę za transfer. Następnie Bond postawił ultimatum: jeśli Francis nie podpisze, Bond zrezygnuje. Francis miał obiecujący start w klubie, strzelając dwa gole przeciwko Stoke City w swoim debiucie, ale w trakcie sezonu często był kontuzjowany. W sumie strzelił 12 bramek w 26 meczach i stworzył kadrę Anglii na Mistrzostwa Świata FIFA 1982. Po powrocie do klubu ponownie pojawiły się problemy finansowe. Kontrakt Francisa dawał mu pensję w wysokości 100 000 funtów plus premie, których klub nie mógł już płacić zawodnikowi, który regularnie doznawał kontuzji. W rezultacie Francis został sprzedany do włoskiego klubu Sampdoria. Później tego lata do Francisa zwrócili się włoscy giganci Sampdoria, którzy zapłacili Manchesterowi City 700 000 funtów za jego usługi. Pomógł wygrać Coppa Italia w 1985 roku, w tej samej drużynie co były pomocnik Liverpoolu ze Szkocji, Graeme Souness. To był pierwszy raz, kiedy Sampdoria wygrała zawody. Dołączył do Atalanty za 800 000 funtów, gdzie zagrał dwadzieścia jeden razy, ale zdobył tylko jednego gola. Francis wrócił do Wielkiej Brytanii we wrześniu 1987 roku, aby dołączyć do Rangersów pod dowództwem Graeme'a Sounessa w ramach samozwańczej „angielskiej inwazji” na Ibrox. Francis kosztował zaledwie 75 000 funtów i wygrał Puchar Ligi Szkockiej w latach 1987–88. Podpisał kontrakt jako zawodnik Queens Park Rangers w marcu 1988 roku i objął stanowisko menedżera graczy w listopadzie 1988 roku, kiedy Jim Smith przeniósł się do Newcastle United. Został zastąpiony na stanowisku menedżera przez Don Howe w listopadzie 1989 roku, po roku u władzy, z wcześniej skuteczną drużyną QPR, teraz zagrożoną spadkiem. Francis opuścił QPR w lutym 1990 roku, aby zagrać w Sheffield Wednesday; pomimo zdobycia dobrej reputacji wśród kibiców, nie mógł pomóc klubowi uniknąć degradacji do drugiej ligi w sezonie 1990/91. Jednak w tym sezonie pomógł środę wygrać Puchar Ligi (choć w finale był rezerwowym) a także awansować z powrotem do najwyższej ligi.
Francis grał dla Anglii łącznie 52 razy w latach 1976-1986, strzelając 12 bramek. W 1977 roku Don Revie dał mu swój pierwszy występ w reprezentacji Anglii, przegrywając 2: 0 z Holandią. Po opuszczeniu UEFA Euro 1980 z powodu kontuzji ścięgna Achillesa, Francis został powołany do reprezentacji Anglii, która wzięła udział w Mistrzostwach Świata FIFA 1982 w Hiszpanii. W pierwszej rundzie turnieju należycie strzelał gole w meczach grupowych z Czechosłowacją i Kuwejtem, ale kiedy Anglia potrzebowała bramek w drugiej fazie grupowej, on i inni napastnicy trafili na jałowy okres. Anglia odpadła po dwóch bezbramkowych remisach zarówno z gospodarzem, jak i Niemcami Zachodnimi. Wiosną 1986 roku wystąpił po raz 52. i ostatni w reprezentacji Anglii, pokonując Szkocję a następnie nie został wybrany na Mistrzostwa Świata FIFA 1986 w Meksyku tego lata. Po odejściu Rona Atkinsona, Francis przejął władzę przy powszechnym wsparciu klubu i kibiców. Poprowadził środę do doskonałego trzeciego miejsca w 1992 roku. W następnym roku środa dotarła do finału Pucharu Anglii i Pucharu Ligi, przegrywając oba z Arsenalem, tym pierwszym po powtórce. W 1994 roku Francis ostatecznie przeszedł na emeryturę jako zawodnik, na krótko przed swoimi 40. urodzinami. Rok później został zwolniony ze stanowiska menedżera po tym, jak w środę zajął 13. miejsce w Premiership a wiele osób nadal uważa, że jego zwolnienie(wynik jednego stosunkowo złego sezonu) było przyczyną późniejszego upadku, z którego klub wciąż nie doszedł do siebie. W lutym 1992 roku Francis sprowadził byłego reprezentanta Francji, Erica Cantonę, z powrotem z dziczy, zapraszając go na proces w Sheffield Wednesday. Ponieważ jednak śnieżne warunki oznaczały, że mógł oceniać Cantonę tylko na astroturfie, Francis poprosił o przedłużenie próby, aby sprawdzić, czy Cantona może grać na trawie. Wściekły Cantona wyszedł z The Owls i został podpisany (bez procesu) przez Leeds United, inspirując najpierw ich, a potem Manchester United do sukcesu. Po odejściu w środę Francis spędził trochę czasu pracując jako ekspert telewizyjny (coś, co robił przez całą swoją karierę), zanim wrócił do swojego duchowego domu w Birmingham City jako menedżer w 1996 roku, dążąc do odzyskania pozycji czołowego zespołu. Kontynuowali awans do play-off, ale nie awansowali. Przegrali także finał Pucharu Ligi Piłkarskiej 2001 z Liverpoolem. Franciszek wyjechał później w tym samym roku. Francis przez krótki czas zarządzał Crystal Palace. Pod jego kierownictwem Palace pokonał Liverpool w powtórce czwartej rundy Pucharu Anglii na Anfield w lutym 2003 roku i pokonał głównych rywali Palace, Brighton 5:0.
6
Zapomniane legendy futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
11
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
19 kwietnia 1989 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe 2:1 CSKA Sofia w rewanżowym spotkaniu półfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów i awansowała do finału. Pierwszego gola strzelił Lineker, po czym w drugiej połowie wyrównał Stoiczkow. Zwycięskiego gola zdobył Guillermo Amor na 9 minut przed końcem meczu. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana nie bez trudu wygrała 4:2. W tamtym dwumeczu w barwach CSKA błyszczał Christo Stoiczkow, który strzelił Katalończykom łącznie 3 gole. Trzeba również pamiętać iż był to pierwszy sezon Johana Cruijjfa w roli trenera Dumy Katalonii. Dodam jeszcze że zanim Barça dotarła do półfinału i finału tych rozgrywek, to niemal cudem przeszła w II rundzie ,,Kolejorza” pokonując go w dwumeczu dopiero po rzutach karnych(!) 5:4
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AssisMoreira
0
@KyngPyng Dokładnie. Zawodnik daje twarde podstawy do podyktowania karnego i czerwonej kartki...
7
Tryumfy Blaugrany w Copa del Rey:
19 kwietnia 1978 r. FC Barcelona po raz 16-ty w historii zdobyła Puchar Króla. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu pokonała UD Las Palmas 3:1. Gole dla Barçy zdobyli: Rexach(9 minuta(rzut karny) i 27 minuta), oraz Asensi(14 minuta).
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz