FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
Debiuty legend:
19 kwietnia 1956 r. zadebiutował w barwach Blaugrany znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez. Debiut przypadł na towarzyskie spotkanie z Associação Atlética Portuguesa zakończone bezbramkowym remisem.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
0
@Ogorinho1974 O to super! Szlachetny czyn. Nawet nie wiedziałem. Tak się akurat składa że jade na Śląsk do szwagra a konkretnie do Katowic, no ale dopiero w niedziele...
19
Feliz cumpleaños panie Rivaldo! Z okazji 52 urodzin. Sylwetki tego piłkarza chyba nie musze wam przedstawiać? A już na pewno nie wszystkim cules. To jedna z naszych znamienitych legend…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
Dokładnie 70 lat temu w Opatowie urodził się Włodzimierz Mazur, napastnik. Koledzy z boiska mówili, że był silny jak tur a uda miał jak ze stali. Obok Andrzeja Jarosika to największa legenda Zagłębia Sosnowiec. Przygodę z piłką rozpoczynał w Górniku Kazimierz. Wyróżniającego się młodego zawodnika zauważyło Zagłębie. Do klubu trafił jako 16-latek. Szybko poznano się na jego talencie i przepowiadano mu świetlną przyszłość. Mówiło się, że ma być następcą Jarosika. To był piłkarz kompletny. Jego technice też nic nie brakowało. Miał dobrą lewą i prawą nogę. Umiał się zastawić i uderzyć z daleka. Zgadzam się jednak z tym, że wyróżniał go niesamowity instynkt – mówił Jerzy Dworczyk, który w latach 70. grał razem z Mazurem w ataku. W krótkim czasie stał się ulubieńcem kibiców, którzy okrzyknęli go królem Sosnowca. Mimo sukcesów nie zadzierał nosa, nie wywyższał się. Był normalnym człowiekiem. Nigdy nie odmawiał znajomym w potrzebie. Nawet kiedy w sezonie 1976/77 został królem strzelców z 17 bramkami na koncie, to nadal potrafił wyjść na piwko ze starymi przyjaciółmi. Koledzy wspominali, że nawet jak trochę przesadził z piciem, to na drugi dzień niczego nie było po nim widać. Swoją grą przyciągał ludzi na stadion. To głównie jego chciano oglądać. Z Zagłębiem dwukrotnie świętował zdobycie pucharu Polski (1977 i 1978). W sumie dla klubu rozegrał 319 spotkań (282 w lidze) i strzelił 100 bramek (79 w lidze). Jego talent i umiejętności zostały dostrzeżone przez Jacka Gmocha, który dał mu szansę debiutu w reprezentacji 31 października 1976 w wygranym 5:0 meczu z Cyprem.
Zabrał go również na mistrzostwa świata do Argentyny. Zagrał tylko w jednym meczu z gospodarzami. Kiedy przegraliśmy 0:2, Gmoch rzucił w stronę ławki rezerwowych: Włodek, rozbieraj się. Dres zaczął rozbierać Włodek Lubański, ale trener szybko doprecyzował, że chodzi mu o Włodka Mazura. To on miał odmienić losy meczu. Nie odmienił. W pamięci kibiców zapisał się jednak rok później. W meczu z Holandią w ramach eliminacji do Euro 1980 Mazur wykonywał rzut karny. Napastnik Zagłębia położył bramkarza na ziemi i lekkim strzałem posłał piłkę w sam środek bramki. Po tamtym meczu odebrał talon na samochód. W 1983 r. wyjechał do Francji, gdzie grał dla Stade Rennais. Dwa lata później jednak wrócił do kraju i zagrał jeszcze kilka spotkań dla Zagłębia. Karierę kończył w Górniku Wojkowice. Jako zawodnik Zagłębia był wzorem dla młodszych kolegów, garnęli się do niego, podglądali, jak kopie piłkę i jak się zachowuje na boisku. Chciał być trenerem ale niestety dobrze zapowiadającą się kariera została przerwana. 1 grudnia 1988 r. wyszedł z domu, żeby zrobić zakupy. Upadł przed sklepem i już nigdy nie odzyskał przytomności. Zmarł w wieku 34 lat. Jest Patronem Akademii Zagłębia, w której trenuje blisko pół tysiąca młodych adeptów piłki nożnej. W Reprezentacji rozegrał 23 mecze, strzelając 3 gole.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Mixtape
@patataj
@Pawel13sz
0
@Sysia11 Zgadzam się z tobą w stu procentach! Chyba tylko nie będziemy się zgadzać co do Alvareza. Osobiście on dla mnie zawodzi w City i to chyba nie dla niego liga. Oby w Albicelestes grał wciąż tak jak na mundialu w Katarze...
12
Skromna ale jednak porażka:
18 kwietnia 2012 r. FC Barcelona przegrała w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea 1:0. Smaczkiem konfrontacji w półfinałach było to że Roman Abramowicz czynił stałe podchody pod Pepa Guardiole. Wedle Guillema Balague latem 2011 r. proponował katalońskiemu trenerowi nawet 15 milionów euro rocznej pensji i czteroletni kontrakt. Zdając sobie sprawę że pieniądze to nie wszystko, nakłaniał też do podjęcia pracy w Londynie zaprzyjaźnionego z Pepem Bagiristaina, który w 2010 r. odszedł ze stanowiska dyrektora sportowego Barçy ale Guardiola oświadczył że gdy odejdzie z Barcelony, będzie chciał przez rok odpocząć od futbolu. Pierwszy mecz londyńczycy wygrali 1:0, co jednak nie zmieniło powszechnej opinii że zdecydowanym faworytem do awansu pozostaje Blaugrana. Ekipa Roberto di Matteo, który wciąż miał jedynie tymczasowy kontrakt, zagrała perfekcyjnie w obronie. Angielska prasa pisała nawet o linczu Katalończyków w Londynie, co było jednak grubą przesadą. Barça oddała 24 strzały a Chelsea jeden. Posiadający przygniatającą przewagę goście trafiali w słupek(Pedro) i w poprzeczke(Alexis Sanchez), Cole wybił piłke z linii bramkowej a Čech też musiał się kilka razy solidnie napracować. Di Matteo wykazał się jednak trenerskim nosem, nie zdejmując z boiska Drogby, który na początku meczu kilka razy cierpiał z bólu po starciach z defensorami Blaugrany i to właśnie on strzelił zwycięskiego gola. Guardiola zaszokował wszystkich na konferencji pomeczowej, mówiąc że niezależnie od wyniku rewanżu jego zespół już jest zwycięzcą tego sezonu…
@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
1
@Visca_barca A to dzieki śliczne :)
0
@Walker A coż to niby ma znaczyć?
1
@Visca_barca Futbol, cholera jasna(!)........
Do tego puchary......
14
Spektakularne gole ,,La Pulgi”:
18 kwietnia 2007 roku, Leo Messi zdobył niesamowitego gola podczas meczu Pucharu Króla z Getafe. Argentyńczyk otrzymał na własnej połowie piłke od Xaviego i przebiegł z nią pół boiska, ogrywając po drodze kilku rywali, mijając bramkarza i strzelając gola niemal do złudzenia przypominającego trafienie Diego Maradony przeciwko Anglii na Mundialu w Meksyku, nazwanego ,,golem stulecia”. Niestety ten piękny gol Messiego nie przyczynił się do wygrania trofeum, ponieważ w rewanżu Blaugrana przegrała z Getafe 4:0 i w efekcie odpadła z rozgrywek.
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
9
Błysk Ronaldinho i bardzo cenna zaliczka przed rewanżem:
18 kwietnia 2006 r. FC Barcelona pokonała na San Siro AC Milan 0:1 w półfinale Ligi Mistrzów. Podopieczni Rijkaarda jechali na wyjazdowe starcie z Milanem z jednym celem: zagrać na zero z tyłu. Rijkaard kontra Ancelotti, czyli koledzy z Milanu, Szewczenko kontra Ronaldinho, czyli dwaj ostatni zdobywcy Złotej Piłki. Smaczków tej półfinałowej rywalizacji doprawdy nie brakowało. Bohaterem pierwszego starcia był oczywiście Ronaldinho, którego ,,Corriere della Sera” nazwało Marsjaninem na San Siro. To po jego akcji, odebraniu piłki Gatuso i dokładnym podaniu na 30 metrów, zwycięskiego gola strzelił Giuly. Ancelotti chyba nie wierzył w odrobienie strat, gdyż przy 0:1 posłał do boju obrońców Maldiniego i Cafu. Joan Laporta po wygranej z Milanem na jego terytorium nabrał pewności siebie że w klubie narodził się wielki zespół. ,,Na San Siro zaczął się nowy wielki rozdział w historii Dumy Katalonii. Nie jesteśmy galaktyczni, tylko ludzcy, za to najlepsi w Europie”- powiedział wtedy Laporta nawiązując oczywiście do Realu.
@Sysia11
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
5
Cudowne, niezapomniane remontady:
18 kwietnia 2000 r. FC Barcelona doprowadza do fantastycznej remontady na Camp Nou! Dzieje się to w rewanżowym meczu z Chelsea CF w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie Blaugrana ostatecznie pokonuje angielski zespół po dogrywce 5:1! W pierwszym meczu na Stamford Bridge Barça poległa 3:1. W rewanżu gole zdobywali: Figo, Dani, Kluivert oraz dwie Rivaldo. ,,Zagraliśmy perfekcyjny mecz”- podsumował Luis Figo. Kibice przed rewanżem zaprezentowali wspaniałą kartoniadę z wymownym hasłem ,,2:0”. Piłkarze posłuchali a gole Rivaldo i Figo w pierwszej połowie pozwoliły odrobić straty. W 60 minucie Tore Andre Flo popsuł jednak fieste po fatalnym błędzie bramkarza Hespa, który podał mu piłke pod nogi. Na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry do dośrodkowania przez Guardiole piłki najwyżej wyskoczył rezerwowy Dani Garcia i strzałem głową wyrównał stan dwumeczu. W ostatnich minutach Barça wywalczyła rzut karny, lecz zmarnował go Rivaldo. Doszło więc do dogrywki a w niej świetnym wejściem w szesnastke popisał się Luis Figo, którego faulował Babayaro co zakończyło się czerwona kartką i rzutem karnym. Tym razem Rivaldo był bezbłędny a wspaniały wieczór zwieńczył golem Kluivert.
Wspomnienia jak lawa gorące:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@RoberDzik A o kogo chodzi(?) z tymi gówniakami i kto ma strzelić?
0
@RoberDzik ,,Mierdom"? A co to wogóle za słowo?
0
Pepito musisz! Vamos ,,Obywatele"! Vamos Pepito! Vamos a ganar! Vamos po obrone Ligi Mistrzów!
0
@Sysia11 Akurat z Ter Stegenem to mocno przesadziłaś. On jest absolutnym Top 5 na świecie! Co do De Jonga i Roberto to absolutna zgoda.
0
@KrychaFCB Oby twoje przeczucia nie spełniły się...
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
17 kwietnia 1949 r. w Wymiarkach urodził się Zbigniew Gut. Twardy, bojowy, szybki i nieustępliwy zawodnik, który najczęściej grywał w obronie. Szczególną rolę odegrał w meczu z NRD na igrzyskach olimpijskich w Monachium. Jadąc na igrzyska, nie miał na koncie żadnego występu w pierwszej reprezentacji. Po cichu liczył, że dostanie szansę w meczach z Ghaną czy z Kolumbią ale się pomylił. Trener Górski szansę debiutu dał mu w kluczowym meczu z NRD. Nieznany szerzej zawodnik grał na boku pomocy i raz wspierał kolegów w obronie a raz grał ataku, czym dezorientował rywali. Później wystąpił jeszcze w meczach z Danią, z ZSRR, w którym zmienił go Zygfryd Szołtysik i w pamiętnym finale z Węgrami. Dorastał w Wymiarkach – małej robotniczej osadzie koło Żagania. W wieku 14 lat trafił do pierwszej drużyny miejscowej Iskry. Grał na środku ataku, był szybki jak błyskawica i strzelał gole niemal w każdym meczu. Wkrótce sięgnął po niego trzecioligowy Promień Żary. Po ukończeniu szkoły zaczął pracę jako ślusarz w miejscowej fabryce. Nie zanosiło się, że młody chłopak zrobi dużą karierę ale wypatrzył go były piłkarz Odry Opole Zbigniew Bania, który polecił piłkarza swojemu byłemu klubowi. Początki w Odrze łatwe nie były. Trener Teodor Wieczorek przesunął go na obronę ale większość czasu Gut spędzał na ławce.
Równolegle uprawiał lekkoatletykę, osiągał dobre rezultaty w sprintach i skokach, był reprezentantem Opola na I Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży we Wrocławiu. Zadebiutował w pierwszym zespole Odry wiosną 1969 r. ale jesienią po kłótni z trenerem Jarkiem był bliski zakończenia gry w piłkę. Zacisnął jednak zęby i zaczął mocno trenować. Wiosną wszedł już na stałe do składu i stał się jednym z najsilniejszych punktów zespoły. Wkrótce zaczął też grać w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua, gdzie również spisywał się znakomicie. Pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata ale mecz drugiej rundy ze Szwecją, w którym zastąpił odsuniętego od składu Musiała, był jego ostatnim w narodowych barwach. Po mundialu przeszedł do Lecha, gdzie spędził pięć sezonów a potem wyjechał do Francji. Występował w Paris FC, Stade Français, Red Star 93 i Saint-Jean de Maurienne niedaleko Grenoble, gdzie osiadł na stałe po zakończeniu kariery. Wzbudzał podziw swoją znakomitą sprawnością fizyczną. Mówiono o nim, że to piłkarz, który nigdy się nie męczy. Swoją prostą, nieprzewidywalną grą sprawiał rywalom spore problemy. W Reprezentacji rozegrał 11 meczów.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
10
Zapomniane rekordy futbolu:
17 kwietnia 1937 roku w meczu Szkocja – Anglia(3:1) w British Home Championship na Hampden Park padł światowy rekord frekwencji na meczu piłkarskim. Na trybunach zasiadło 149 547 widzów. To wciąż rekordowa frekwencja na meczu futbolowym w Europie. Tydzień później 147 000 ludzi obserwowało pojedynek Celtic – Aberdeen w finale Pucharu Szkocji. Do starego Hampden Park należy także "klubowy rekord Europy publiczności" – 136 505 w 1970 roku podczas potyczki Celtiku z angielskim Leeds United. Rekord przetrwał 13 lat, potem został pobity na Maracanie w Rio de Janeiro na Mundialu w Brazylii.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
6
Wspaniała historia ze szczęśliwym zakończeniem:
17 kwietnia 1960 r. FC Barcelona przypieczętowała swój ósmy tytuł mistrzowski La Liga w historii. Zadecydował o tym ostatni mecz Primera Division z Realem Saragossa wygrany na Camp Nou 5:0. Rywalizacja w sezonie 1959/60 była niezwykle zacięta. Real Madryt, który miesiąc później zdobył swój 5 Puchar Europy z rzędu, skończył lige z identycznym dorobkiem punktowym i pierwszy raz w historii o końcowym tryumfie decydowała różnica goli. Real wygrał swój ostatni mecz z UD Las Palmas tylko 1:0, natomiast ,,La Manita” wbita Saragossie pozwoliła Blaugranie ostatecznie wyprzedzić Królewskich zaledwie o 2 gole! Cóż to musiała być za radość(?)…
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
1
Apetyt rośnie w miare jedzenia. Wygraliśmy pierwszy mecz w Paryżu i już mieliśmy ,,pewny" awans do półfinału a co niektórzy wieszczyli nawet wygranie Ligi Mistrzów. Owszem w dużym stopniu zadecydowała czerwona kartka dla Araujo ale nie tylko on jedyny jest winien postawy całego zespołu, trener i niektórzy zawodnicy również. Patrząc jak w tym sezonie wygląda gra ,,naszej" Barcuni głównie w La Liga, to ten ćwierćfinał wcale nie jest najgorszym rezultatem. Albo jeszcze inaczej, patrząc na zarządzanie klubem, nieprzemyślane bądź nietrafione transfery, sztab szkoleniowy(głównie od przygotowania fizycznego), sztab medyczny tudzież psychologiczny itp. to i tak nie najgorzej w historii wygląda sytuacja FC Barcelony. Bezwzględnie potrzebna jest rewolucja i to w całym klubie na czele z tak bardzo lubianym przez wielu(również przeze nie) prezesem Laportą...
8
Cules pamiętają!
Wybitne legendy Dumy Katalonii:
17 kwietnia 1889 r. w Madrycie urodził się Carlos Comamala, z zawodu ortopeda, jedna z największych legend FC Barcelony, bliski przyjaciel Joana Gampera i napastnik Blaugrany w latach 1903-1911. Comamala, który łączył gre w piłke nożną z uprawianiem innych dyscyplin sportowych, jak rugby, lekkoatletyka czy pływanie a także z prowadzeniem zajęć z wychowania fizycznego w Institut Kinesiterapic Garcia-Alsina, został wyrzucony z klubu za ustalenie kwoty pieniężnej za mecz w Walencji bez wiedzy dyrekcji Barçy, jeszcze przed profesjonalizacją futbolu. Jednak to właśnie Comamala w pierwszych latach istnienia Blaugrany, zainspirowany herbem stolicy Katalonii, stworzył pierwszy znak rozpoznawczy klubu. Goleador Barçy przetrwał w historii FC Barcelony jako zwycięzca publicznego konkursu, który klub zorganizował w 1910 r. na zaprojektowanie jego oficjalnego herbu. Jako napastnik Dumy Katalonii rozegrał 154 mecze strzelając… 172 gole!
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
1
Jednak nie musze sobie niczego ucinać, gdyż moje przypuszczenia sprzed sezonu zrealizowały się w stu procentach! Przestrzegałem przed huraoptymizmem. No cóż, czas na zmiany, zarówno w sztabie szkoleniowym, jak i w kadrze. Nam jest potrzebny co najmniej trener na poziomie Luisa Enrique a już na pewno świerza krew w całym klubie...
2
A tak na marginesie to jest jakieś chamstwo że nie ma pokazywanego ani jednego meczu Ligi Mistrzów w publicznej telewizji! Wstydziłby się ten Polsat zakodowywać wszystkie mecze, chamstwo i pazerność tylko zionie z tego parszywego Polsatu!
1
@michal26 Dokładnie, zwłaszcza Borussia jak przejdzie Atletico, to idealnie nam leży...
1
Przed sezonem dałbym sobie głowe uciąć że nie zdobędziemy Ligi Mistrzów a przecież jest to w dalszym ciągu możliwe, zwłaszcza w tej dyscyplinie. Teraz dałbym sobie ręke uciąć że nie dojdziemy do finału a to wciąż jest całkiem możliwe. No to chyba po mnie :)
Nic tak chyba nie cieszy jak niespodzianki ,,naszej" Barcuni. Na tym etapie Ligi Mistrzów wszystko jest możliwe i wszystko może się zdarzyć a żeby nie było aż tak hurraoptymistycznie to przypominam że ostatni mecz Barcy z PSG i to na Camp Nou, zakończył się porażką 1:4 i to na czele z Lionelem Messim...
4
@FCBparasiempre
Często sędziowskie pomyłki wypaczają wyniki spotkań. Jednak przy tak szybkiej grze, jaką możemy obserwować na najwyższym poziomie, trudno nieraz ocenić sporne sytuacje. Na pewno nie można też posądzać arbitrów o celowe popełnianie błędów, żeby pomóc tej czy innej drużynie. Zdarzały się jednak w przeszłości pojedynki, w których trudno było oprzeć się wrażeniu, że sędzia ewidentnie gwizdał na korzyść tylko jednej z ekip. Taka sytuacja miała miejsce 16 kwietnia 1972 r. w Starej Zagorze w Bułgarii. Wtedy to w kwalifikacjach do turnieju olimpijskiego w Monachium gospodarze podejmowali reprezentację Polski. Obie ekipy spotkały się po raz 16. w historii. Jak dotąd czterokrotnie zwyciężali Biało-Czerwoni, podobnie też Bułgarzy. Siedem razy zaś mecze kończyły się remisami. Trzecim zespołem w grupie była amatorska kadra Hiszpanii, więc losy awansu miały się rozstrzygnąć właśnie w pojedynkach Polski i Bułgarii. Prowadzeni przez Kazimierza Górskiego Polacy byli świeżo po przegranych eliminacjach do mistrzostw Europy w 1972 r. Dobre występy przeplatali z gorszymi. Potrafili zremisować bezbramkowo w Hamburgu z RFN, a kilkanaście dni później przegrać ze słabą Turcją. Powoli jednak tworzył się zespół, który miał coraz większe przekonanie o swoich umiejętnościach. Górski, na fali sukcesów Górnika i Legii w europejskich pucharach, tworzył ekipę w oparciu o klubowe duety czy tercety. Wtedy jeszcze system ten był na etapie eksperymentów, ale wkrótce wszyscy mieli się przekonać, że przynosi on efekty. Mimo coraz lepszych wyników, polska reprezentacja dopiero pukała do bram światowej piłki. Bułgarzy byli w zupełnie innym miejscu. Grali na każdym z trzech ostatnich mundiali. Zarówno w Chile, Anglii oraz Meksyku kończyli udział na fazie grupowej, lecz można ich zaliczyć do ówczesnej szerokiej europejskiej czołówki. Swoją wartość udowodnili w 1968 r., kiedy to w dwumeczu o półfinał mistrzostw Europy przegrali minimalnie z późniejszymi triumfatorami – Włochami. W tym samym roku na igrzyskach w Tokio dotarli do finału, gdzie musieli uznać wyższość Węgrów. Nie dziwi zatem fakt, że Naroden Sport pisał przed meczem: ,,Polacy są wprawdzie groźni na własnym terenie, lecz bilans obydwu spotkań powinien okazać się korzystny dla naszej reprezentacji a hiszpańscy amatorzy nie będą się liczyć w końcowym rozrachunku.” Zarówno polscy, jak i bułgarscy kibice mieli świeżo w pamięci pojedynki z eliminacji do mistrzostw świata w 1970 r. W jednej grupie spotkali się wtedy; Bułgarzy, Polacy, Holendrzy i Luksemburg, ale to pomiędzy trzema pierwszymi zespołami rozegrała się walka o awans. Jak się później okazało, dla nas decydująca była porażka na wyjeździe z Bułgarią 1:4, która właściwie odebrała wtedy szanse na awans. W rewanżu wygraliśmy co prawda 3:0, ale mecz ten nie miał już większego znaczenia. Polacy mieli więc rachunki do wyrównania, a rywale wydawali się pewni siebie, co znajdowało potwierdzenie w prasie. W dzienniku Oteczestwen Front pisano: ,,Bułgarskie piłkarstwo było ostatnio wyżej notowane od polskiego i dlatego możemy być zadowoleni z losowania.” W ramach przygotowań do tej konfrontacji kadra Górskiego rozegrała dwa towarzyskie spotkania z NRD. Selekcjoner był z nich zadowolony, bo rywale zmusili Polaków do dużego wysiłku, a tylko takie sparingi przynoszą szkoleniowy pożytek. Udanie zaprezentowali się w nich Lubański, Gadocha i Szołtysik, ale także Hubert Kostka, który wrócił po półtora roku do reprezentacyjnej bramki i Jerzy Kraska, który z Szołtysikiem i Deyną stworzył dobrą drugą linię. Przed wylotem na lotnisku zgromadziło się wielu kibiców, którzy chcieli pożegnać swoich idoli. Wszyscy oczekiwali dobrego wyniku i byli pełni optymizmu. Ich nastroje udzielały się także piłkarzom. Mający po raz pierwszy pełnić rolę kapitana Włodzimierz Lubański stwierdził: ,,Jeśli z Bułgarią zagramy tak jak z NRD, a dlaczego mamy nie zagrać, to przywieziemy ze Starej Zagory co najmniej punkt, a może i dwa.” Trener Kazimierz Górski również był w dobrym humorze. W swojej książce ,,Z ławki trenera” wspominał: ,,Podzielałem optymizm kapitana naszej drużyny, wszyscy byliśmy pełni wiary w zwycięstwo. Może to być dla kogoś zaskoczeniem ale taki właśnie nastrój panował przed pierwszym meczem z Bułgarami.” Polacy przylecieli do Sofii w samo południe 15 kwietnia. Już na lotnisku potworny upał, do którego o tej porze roku byli nie przyzwyczajeni, dawał im się we znaki. W stolicy zostali przyjęci przez ambasadora Jerzego Szyszkę, a następnie złożyli kwiaty pod pomnikiem Georgi Dymitrowa, który był jednym z ojców bułgarskiego komunizmu. Przejechali ulicami Sofii, oglądając jej niektóre zabytki i zajechali na miejski cmentarz, gdzie spoczywali tragicznie zmarli Georgi Asparuchow i Nikoła Kotkow.
Wielu z zawodników rywalizowało z nimi na boisku czy to barwach klubowych, czy reprezentacyjnych, i w ten sposób chcieli oddać im hołd. Następnie odjechali autokarami do oddalonej o ponad dwieście kilometrów Starej Zagory. Gospodarze pewnie nieprzypadkowo wybrali na miejsce zawodów stadion w tym właśnie mieście. Podróż i warunki pogodowe miały maksymalnie utrudnić Polakom dobre przygotowanie się do meczu. Trener naszych rywali Wiktor Spasow zaszył się ze swoimi podopiecznymi w okolicach Starej Zagory. Nie dopuszczał do nich ani dziennikarzy, ani kibiców. Trenowali na stadionie dwa razy dziennie i byli pewni zwycięstwa. Głównym sędzią miał być Victor Pădureanu, który rok wcześniej został wybrany najlepszym arbitrem w Rumunii. Przed meczem jednak nikt nie skupiał się na jego osobie, choć Kazimierz Górski mówił swoim podopiecznym, że mimo iż potrafią już wiele, to same umiejętności nie zawsze wystarczają do odniesienia korzystnego wyniku. Zwłaszcza kiedy rywale grają u siebie, gdzie często pomagają im ściany. Sam Lubański wspominał też, że po meczach Górnika z CSKA Sofia spotkał z kolegami węgierskich sędziów ubranych w kożuszki, które miały być wyrazem wdzięczności od miejscowych działaczy za „dobre” poprowadzenie meczu. Spotkaniu temu towarzyszył wielki upał. Mimo niesprzyjających warunków nasi zawodnicy nie dali się stłamsić i pokazywali na co ich stać. Przewaga uwidaczniała się po stronie gospodarzy, ale polska obrona, na czele z bramkarzem Hubertem Kostką, spisywała się bez zarzutów. Zaskoczeniem dla miejscowych kibiców był więc fakt, że jako pierwsi drogę do bramki znaleźli goście. Kostka zagrał do Kraski, ten posłał piłkę do Banasia, który podał do Lubańskiego. Zawodnika Górnika pilnował Dobromir Żeczew, który często grał ostro, wręcz brutalnie, a także nieustannie prowokował rywali. Tym razem jednak Polak okazał się sprytniejszy, uwolnił się spod opieki Bułgara i zmienił wynik na 1:0 dla Polski. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Polacy prowadzili. Grając tak, jak w pierwszej odsłonie, powinni zapewnić sobie zwycięstwo. Kiedy zawodnicy w szatni wymieniali między sobą spostrzeżenia dotyczące przebiegu meczu, Lubański zwrócił się do kolegów: ,,Najgorsze za nami. Oni zaczynają mieć już dość i trzeba szybko strzelić jeszcze jedną bramkę.” Na drugą połowę Polacy wychodzili więc zmotywowani i w dobrych nastrojach. ,,Nasze dobre przeczucie jak na razie sprawdzało się. Wychodząc z drużyną z szatni byłem w doskonałym nastroju i nawet przez myśl mi nie przeszło to, co miało nas wkrótce spotkać” – mówił Kazimierz Górski, fragment książki „Z ławki trenera”. Po przerwie gospodarze zaczęli coraz bardziej napierać. W 67. minucie w zamieszaniu pod polską bramką zawodnicy przepychali się i sędzia Pădureanu przerwał grę. Podopieczni trenera Górskiego byli pewni, że odgwizdane zostało przewinienie na Marianie Ostafińskim, a tymczasem według arbitra faulowano… Christo Bonewa. Lubański wspominał, że widział dokładnie, jak Bonew rozciągnął się jak długi tuż przed polem karnym. Kiedy Rumun wskazał na jedenasty metr, kapitan Polaków podbiegł do niego i próbował uzyskać jakieś wyjaśnienia i przekonać go do swoich racji: ,,Pokazałem mu opaskę kapitana, a on odwrócił się do mnie placami. To ja za nim. Może nawet „pocieraliśmy się” o siebie. Nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy i widać wykluczał, żeby mnie wysłuchać. Uspokoiłem chłopaków. Chwyciłem Pădureanu za rękę i raz po angielsku – znałem wtedy trzy, cztery słowa – raz po rosyjsku starałem się mu wytłumaczyć, że akcja rozgrywała się poza polem karnym ale z Rumunem nie było żadnej dyskusji. Pokazał mi żółtą kartkę. Sytuacja zrobiła się trudna. Zostawiłem go w spokoju, myśląc sobie: „a może ten Bonew przestrzeli?” – fragment książki ,,Ja, Lubański”. Bułgar jednak się nie pomylił i pokonał Huberta Kostkę. Lubański się wściekł. Wracając z piłką na środek boiska, nie szczędził wulgaryzmów będąc przekonanym, że Polacy zostali brutalnie skrzywdzeni: ,,Repertuar słów miałem wtedy bogaty. Od najgorszych kurew, poprzez barany, fałszywych Rumunów. Szliśmy tak obok siebie. On, „nieomylny” sędzia, i ja, piłkarz otoczony kolegami. Dwadzieścia kilka metrów i bez przerwy stek przekleństw. Kiedy dochodziliśmy do „koła”, a ja szykowałem się do ustawienia piłki, Rumun sięgnął ręką do kieszonki i wyciągnął czerwoną kartkę. Nie było odwołania – fragment książki ,,Ja, Lubański”.
Trochę inaczej zapamiętał tę sytuację Victor Pădureanu. W 1989 r. udzielił on wywiadu Mirosławowi Nowakowi, dziennikarzowi Sportu, który odwiedził go w Rumunii. Sędzia tak relacjonował przebieg wydarzeń: ,,W pewnym momencie usłyszałem słowa „rumuńska świnia”. Chyba w języku niemieckim. Popatrzyłem kto to powiedział. To był właśnie lubański. Powtórzył to jeszcze parę razy. Wydawało mi się to niemożliwe i nadal nie reagowałem, aż do chwili, gdy podbiegł do mnie i zaczął mnie łapać za rękę. Pokazałem mu szatnię.” Jak się później okazało, był to punkt zwrotny meczu. Bułgarzy złapali wiatr w żagle i uwierzyli, że mogą wygrać to spotkanie. Polacy musieli odtąd grać w dziesiątkę. I to bez swojego najlepszego zawodnika. Trener Górski wspominał, że po bramce Lubańskiego piłkarze spoczęli na laurach. Tymczasem zdobycie kolejnego gola, który prawdopodobnie przesądziłby losy meczu, zdawało się być jak najbardziej w zasięgu biało-czerwonych. Odniósł się też do sytuacji z czerwoną kartką: ,,Włodek miał prawo zapytać sędziego dlaczego podyktował rzut karny, z którego padło wyrównanie, był już jednak na tyle doświadczonym zawodnikiem, że wiedział jakie z tym wiąże się ryzyko. W atmosferze wzrostu napięcia wiadomo było, że arbiter nie zmieni decyzji, więc po co wszczynać dyskusję, która mogła być przy tym źle zrozumiana, chociażby wobec bariery językowej, jeśli jeszcze towarzyszyły jej jakieś gesty…” – fragment książki ,,Pół wieku z piłką.” Polakom podcięto skrzydła, ale wkrótce jednak Jan Banaś zdołał umieścić piłkę w siatce i nasza drużyna ponownie wyszła na prowadzenie. Tak im się wtedy przynajmniej wydawało. Pădureanu znajdował się blisko całej akcji i początkowo wskazał na środek boiska. Dopiero wtedy doskoczyli do niego Bułgarzy i wymusili konsultację z sędzią liniowym. Ten nie podniósł nawet chorągiewki, ale po krótkiej dyskusji obu panów, główny bohater zmienił swoją decyzję i gola nie uznał. Na dziesięć minut przed końcem ataki gospodarzy przyniosły oczekiwany skutek. Huberta Kostkę pokonał Mładen Wasiliew. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 2:1 dla gospodarzy, w 87. minucie trzecią bramkę dla Bułgarów strzelił Christo Bonew. W momencie podania znajdował się na kilkumetrowym spalonym, ale nie przeszkodziło to rumuńskiemu sędziemu uznać gola. Polska drużyna przegrała 1:3 i igrzyska olimpijskie w Monachium stały się w tamtym momencie bardzo odległe. Trener Górski wspominał, że cała drużyna była całkowicie zdruzgotana i że za dużo spadło na nich tych „przyjemności”. Sam też czuł się jak zbity pies i najchętniej uciekłby gdzie pieprz rośnie, zniknął ludziom z oczu. Kiedy jednak zobaczył miny zawodników, którzy wlekli się noga za nogą ze spuszczonymi głowami, postanowił nimi wstrząsnąć już w szatni: ,,Szkoda, że się nie popłaczecie! Widzieliście ich, jak się nad sobą roztkliwiają? a nie przyszło wam do głowy, że jeśli weźmiemy rewanż na naszych dzisiejszych zwycięzcach, a wierzę, że weźmiemy, chociażby po to żeby pokazać różnym Pădureanu na co nas naprawdę stać, a wcześniej poradzimy sobie z Hiszpanią, co uważam za pewne, mamy jeszcze szansę pojechać na letnie igrzyska? ,,Pan w to naprawdę wierzy? – Hubert Kostka zapytał z niedowierzaniem – niezłomnie” – odparł bez zastanowienia Górski. Humory zawodnikom od razu się poprawiły. Wszyscy zaczęli jednocześnie mówić, a raczej krzyczeć dając upust złości, żalowi i goryczy z tej niesprawiedliwej porażki. Selekcjoner, chcąc skierować motywację we właściwą stronę i opanować nieco sytuację, zwrócił się do podopiecznych: ,,Niech no tylko przyjadą na rewanż, a wówczas okaże się, kto jest lepszy, ale w prawdziwie sportowej walce!” Podobno w szatni złożyli Polakom wizytę przedstawiciele władz. Oficjele reprezentowali tamtejszy rejon, który jest odpowiednikiem naszego województwa i wyrazili ubolewanie z powodu takiego obrotu spraw na boisku. Na zakończenie krótkiej wizyty jeden z nich powiedział: ,,Nie sądzę, aby to było potrzebne bułgarskiemu piłkarstwu.”
Polacy złożyli oficjalny protest do FIFA. Dołączyli do niego materiał filmowy z meczu, ale swój własny, który nagrała ekipa PKOl. Światowa federacja nie zamierzała jednak zmieniać decyzji sędziów, w czym jest konsekwentna do dziś. Lubański pauzował więc w meczu z Hiszpanią. Obserwator z ramienia światowej federacji – Jugosłowianin Mihajlo Andrejević nie miał jednak najlepszego zdania o pracy arbitra. Mimo że Pădureanu mówił mu, iż Lubański go obraził, to działacz miał stwierdzić, że decyzja o usunięciu z boiska Polaka była zbyt pochopna: ,,Arbiter nie miał podstaw, żeby usunąć waszego piłkarza z boiska. Ich rozmowa(z tego, co wiem) miała charakter pytań.” Inną wersję przedstawiał rumuński arbiter. Ten mecz miał być dla niego egzaminem, który miał pokazać, czy jest gotów prowadzić spotkania na wyższym poziomie niż dotychczas. Wspominał, że dostał najwyższą notę. Później kontrowersje miała badać jeszcze specjalna komisja, która rozwiała wszelkie wątpliwości na jego korzyść. Miesiąc po meczu miał otrzymać nominację na sędziego FIFA. W wywiadzie z Mirosławem Nowakiem Rumun mówił: ,,Nie wiem co wam mówił Andrejević, ale wystawił mi za ten mecz najwyższą notę. Miał trochę pretensji do bocznego arbitra, który zbyt późno sygnalizował spalonego przy nieuznanej przeze mnie drugiej bramce Polaków.” W polskich źródłach znajdujemy jednak informacje, że mecz Bułgaria – Polska był ostatnim oficjalnym spotkaniem międzynarodowym, które prowadził. Na proteście się jednak nie skończyło. Jak wspominał Włodzimierz Lubański, na pomeczowej kolacji, na którą nie przyszli Bułgarzy, Zygmunt Anczok wpadł na pomysł, żeby nastraszyć nieco rumuńskiego sędziego. Siedząc przy stole, zaczął ostrzyć nóż, spoglądając przy tym wyzywająco w kierunku trójki arbitrów. Piłkarze uzgodnili, że kiedy tylko Pădureanu wstanie od stołu, od razu ruszą za nim: ,,Ostatnie metry dzielące hotelowe drzwi od czarnej „czajki” – dostojnie zaparkowanej – rumuńscy goście pokonali biegiem. Dla nas było to równoznaczne z przyznaniem się do winy. Odnieśliśmy mimo wszystko mentalne zwycięstwo – fragment książki ,,Ja, Lubański.”
Rumuński sędzia starcie z Polakami w przytaczanym wyżej wywiadzie zapamiętał tak: ,,Już po meczu, podczas uroczystej kolacji, kiedy na chwilę wychodziłem do toalety, moim śladem szybko ruszył Lubański w towarzystwie dwóch innych polskich piłkarzy. Nie znam ich nazwisk. Miałem chyba szczęście, bo w porę znaleźli się Bułgarzy i zagrodzili im drogę. Tak brzmi właśnie moja prawda o tamtym zdarzeniu. Ja nie jestem kryminalistą, bandytą. Mam czyste sumienie i czyste serce dla polskich kibiców.” Trudno się dziwić, że Jan Ciszewski, który komentował to spotkanie, nie mógł się pogodzić z tym, co wyprawiał rumuński arbiter. Pădureanu na lata stał się w naszym kraju symbolem stronniczego sędziowania. Polacy zdołali się jednak wziąć w garść i już w autobusie, którym piłkarze jechali na lotnisko, Lubański zaintonował piosenkę „my nie, my nigdy nie poddamy się”. Natomiast na Okęciu, mimo poniesionej porażki, na piłkarzy czekali wierni kibice z kwiatami. Jedynym, który wytykał Lubańskiemu jego zachowanie, był Stefan Szczepłek. Na łamach Życia Warszawy pisał: ,,Od lubańskiego należy wymagać więcej, a przede wszystkim niestwarzania sędziemu pretekstów, które po usunięciu go z boiska osłabiły polski zespół.” Można się z nim zgadzać lub nie. Sam zawodnik przyznał, że nawymyślał arbitrowi, ale też, że jego decyzja o wyrzuceniu go z boiska była przesadzona. Koniec końców sędzia Pădureanu jest tylko niemiłym wspomnieniem. W rewanżu Polacy ograli Bułgarów 3:0, a parę dni później korzystny dla nas wynik uzyskali Hiszpanie, którym udało się z nimi zremisować. W końcowej tabeli wyprzedziliśmy piłkarzy z Bałkanów o jeden punkt i pojechaliśmy na igrzyska. Wiele jednak nie brakowało a o występie w Monachium mogliśmy zapomnieć a złota jedenastka Kazimierza Górskiego nigdy by nie powstała.
5
Symbol stronniczości sędziów:
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
9
Zapomniane legendy futbolu:
16 kwietnia 1933 roku urodził się Marcos Alonso Imaz, hiszpański obrońca, 5-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów: 1956,1957,1958,1959 i 1960(z Realem Madryt) ; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego z 1960 r. oraz 5-krotny Mistrz Hiszpanii: 1955,1957,1958,1961,1962- to wszystko z Realem Madryt. Marcos profesjonalną karierę rozpoczął na początku lat pięćdziesiątych w Racingu Santander, z którego przeszedł w 1954 do Realu. W barwach Królewskich osiem lat występował obok takich legend jak Ferenc Puskás czy Alfredo Di Stéfano, sięgając po pięć mistrzostw Hiszpanii i tyle samo Pucharów Europy. Był w tamtym czasie jednym z najlepszych defensorów świata. Pierwszym profesjonalnym futbolistą z rodziny był Marcos Alonso Imaz, nazywany Marquitosem. Obrońca z Santader wzmocnił szeregi Realu Madryt w 1954 roku, stając się podporą defensywy zespołu, który na przełomie lat 50. i 60. osiągał znakomite sukcesy: pięciokrotnie triumfował w Pucharze Europy i sześciokrotnie w rozgrywkach ligowych. Jedna z zaledwie kilku bramek, które strzelił dla Realu Madryt, padła w finale pierwszego Pucharu Europy przeciwko Stade de Reims, który Wikingowie zwyciężyli 4-3. Tak wspomina to trafienie: "Atakowałem z głębi. Podałem do Di Stéfano, ten mi oddał. Wtedy podałem do Marsala, ten strzelił ale francuski bramkarz wypiąstkował przed siebie. Ja dobiłem, obijając nogę obrońcy. Weszło, remisowaliśmy!".
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
9
Remontada Blaugrany:
16 kwietnia 1986 r. FC Barcelona dokonuje remontady, odrabia straty z pierwszego meczu i pokonuje IFK Göteborg 3:0 w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się Pichi Alonso, lecz bohaterem został Urruti, o czym za chwile. Ponieważ w pierwszym meczu Szwedzi również wygrali 3:0, o awansie zadecydowały rzuty karne, które Katalończycy wygrali 5:4. Na Camp Nou zasiadło wówczas 100 tysięcy ludzi a cena najtańszych biletów odpowiadała dzisiejszym czterem euro dla socios i siedmiu euro dla pozostałych kibiców. Niemiec Schuster z początku nie był powołany na ten mecz z powodu gorączki ale ostatecznie prosto z łóżka udał się na stadion i zagrał w podstawowym składzie. Najlepszy mecz dla Barçy rozegrał Pichi Alonso, który strzelił 3 gole dające dogrywke i rzuty karne a w nich bramkarz Urruti obronił decydującą ,,jedenastke” Nilsona, która mogła dać awans IFK a następnie sam strzelił gola! Błąd Mordta i gol Victora Muñoza dały szczęśliwą przepustke do finału. ,,Jeżeli nasz dwumecz byłby podstawą opowiadania, to edytor wyrzuciłby je do kosza, uważając iż finał historii jest zbyt wydumany”- podsumował ,,dramatyczny spektakl” trener Katalończyków Terry Venables.
Przeżyjmy to jeszcze raz:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz