13

Żywe legendy Blaugrany:

Éric Abidal dołączył do Barcelony w sezonie 2007/08 po wymianie za holenderskiego piłkarza Giovanniego van Bronckhorsta. To była jego pierwsza drużyna spoza Francji. Urodzony w Lyonie (11.09.1979) w sercu rodziny imigrantów, Abidal rozpoczął swoją piłkarską karierę w Lyon-la-Duchère we francuskim CFA 2 Division, gdzie grał jako lewy pomocnik. Latem 2000 roku podpisał profesjonalny kontrakt z Monaco, gdzie zadebiutował w Ligue 1, 16 września 2000 r. przeciwko Toulouse. W swoim pierwszym sezonie występował na przemian w drużynie rezerw i pierwszym zespole, w którym wystąpił w 8 meczach ligowych i raz w Lidze Mistrzów. W sezonie 2001/02, Abidal dołożył kolejnych 14 występów w Monaco, albo jako obrońca, albo jako pomocnik, który wspierał tyły. Pod koniec sezonu Abidal został zapytany o to czy nie chce podnieść sobie poprzeczki trochę wyżej. Przeniósł się do Lille, gdzie trenerem był człowiek, który dał mu debiut w Ligue 1 w Monaco, Claude Puel. Spędził tam 2 sezony i zdobył sławę jako jeden z najlepszych obrońców w kraju. W lecie 2004 roku wrócił do rodzinnego miasta, gdzie spędził następne trzy sezony w Olympique Lyon. Zdobył miejsce w wyjściowym składzie od samego początku i zadebiutował w reprezentacji Francji 18 sierpnia 2004 przeciwko Bośni. Abidal pomógł Olimpique Lyon wygrać trzy tytuły ligowe i trzy Superpuchary, stanowił część zespołu, który zachwycał całą Europę ich wielkim futbolem. W Mistrzostwach Świata 2006 w Niemczech, rozegrał sześć spotkań z siedmiu Francji i zdobył wicemistrzostwo, po którym miał wspaniały sezon z Lyonem trzeci rok z rzędu, zaliczył 31 spotkań w Ligue 1. Również zagrał, w wyjściowym składzie, w siedmiu meczach Ligi Mistrzów oraz 10 razy dla Francji (sezon 2006-07). Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w lecie 2007 roku. Francuz zagrał 30 meczów w Lidze, 10 w Lidze Mistrzów i 6 w Pucharze, dzielił się obowiązkami lewego obrońcy z Sylvinho, choć nie więcej niż jeden raz Frank Rijkaard wykorzystał go jako środkowego defensora. Pod koniec sezonu zagrał z Francją w Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. W sezonie 2008/09 zdobył wszystko z Barceloną, ale to był także rok nieszczęścia dla Abidala. Pierwszą kontuzję odniósł w spotkaniu z Espanyolem i pauzował przez osiem tygodni. Po powrocie zagrał w obu półfinałach, Ligi Mistrzów i Pucharu Hiszpanii, po których został zawieszony (za kartki) na finały – w Rzymie i Walencji. Zagrał 31 meczów we wszystkich trzech rozgrywkach. W sezonie 2009-10 dotarł do szczytu formy, zaliczył kilka asyst, ale po raz kolejny był nękany przez kontuzje. Zagrał 17 meczów w Lidze i 8 w Lidze Mistrzów. Sezon 2010/11 był najtrudniejszy ze wszystkich dla Érica Abidala. W marcu stwierdzono, że zawodnika ma guza wątroby. Okazał jednak niesamowitego ducha walki, wrócił zaledwie sześć tygodni później, w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Madrytem w półfinale Ligi Mistrzów. Abidal rozpoczął mecz na Wembley w wyjściowym składzie a kapitan Carles Puyol oddał mu trofeum do podniesienia, po pokonaniu Manchesteru United 3-1. Ten mecz w Londynie był jego 150. dla klubu. W dniu 18 stycznia 2012 roku, dwa dni po odnowieniu kontraktu z FC Barceloną, zdobył swoją drugą bramkę dla klubu. Miało to miejsce w 1/16 finału Copa del Rey przeciwko Realowi Madryt. Niestety sezon 2011/12 Éric Abidal nie zapamięta dobrze… W czwartek, 15 marca, rok po ogłoszeniu, że ma guza wątroby, klub ujawnił, że zawodnik musi przejść przeszczep. Został zwolniony ze szpitala w dniu 21 maja 2012 roku, ale wciąż musi przechodzić regularne kontrolne badania lekarskie. Po otrzymaniu pozwolenia na grę Éric Abidal musiał czekać bardzo długo na wejście na boisko. Stało się to ostatecznie 6 kwietnia 2013 roku, Barça grała wtedy z Mallorcą, z którą wygrała ostatecznie 5-0. W tym sezonie Abi rozegrał swoje cztery jedyne i ostatnie spotkania dla FC Barcelony, dwa razy był w wyjściowym składzie i rozegrał jeden pełny mecz. 30 maja 2012 odbyła się konferencja prasowa, na której w obecności prezydenta Sandro Rosella i dyrektora sportowego Andoniego Zubizarrety, Éric Abidal ze łzami w oczach ogłosił odejście z FC Barcelony. Klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu a zapytany wprost o powody Zubizarreta na wspomnianej konferencji nie odpowiedział jasno ani zrozumiale. W późniejszych wywiadach Abidal wspominał, że tak naprawdę nie dowiedział się nigdy dlaczego nie przedłużono z nim kontraktu. Abidal grał w reprezentacji Francji, która dotarła do finału Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku a także pojawił się na Mistrzostwach Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii oraz na Mistrzostwach Świata w 2010 roku w Republice Południowej Afryki.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

11

Rekordy Barçy:

11 września 1949 r. FC Barcelona zanotowała rekordowe zwycięstwo w Primera Division. Miało to miejsce na Camp de Les Corts w drugiej kolejce rozgrywek, gdzie Blaugrana rozgromiła Gimnastic Tarragona 10:1! Aż 5(!) goli w tym meczu(co też jest nie małym wyczynem) strzelił zapomniany dzisiaj napastnik Alfonso Navarro. Poza tym hattrickiem popisał się genialny snajper Cesar Rodriguez. Pozostałe gole dołożyli Canal oraz Argentyńczyk Marcos Aurelio.



Debiuty żywych legend:

1 września 2007 r. Pedro Rodriguez Ledesma debiutuje w barwach Blaugrana. Debiut przypadł na przegrany finał Pucharu Katalonii z Gimnastic Tarragona 1:2. Pedro pojawił się na boisku w 77 minucie. Wprawdzie zadebiutować Pedro dał Frank Rijkaard, to jednak więcej szans w tamtym sezonie wychowanek Barçy już nie otrzymał. Jego gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem w kolejnym sezonie pod przywództwem Josepa Guardioli.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon

9

Duma Katalonii bez swojej przeszłości umiera i nie buduje swojej przyszłości:

11 września 1881 r. urodził się Anglik James Francis Bellamy, pierwszy trener FC Barcelony, który zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Sezon 1927/28 Duma Katalonii zakończyła tournée po Ameryce i kolejne rozgrywki zakończyła wyraźnie zmęczona. Przegrała w półfinale Pucharu Hiszpanii a w mistrzostwach Katalonii zajęła dopiero 3 miejsce. Zarząd zwolnił trenera Rome Fornsa i zatrudnił Bellamy’ego. Barça mimo straty aż 5 punktów do Realu Madryt w połowie sezonu zdobyła mistrzostwo w ostatniej kolejce wygrywając zaległy mecz z Arenas de Getxo 0:2. Zawodnicy dostawali wówczas 50 peset za zwycięstwo u siebie, 100 peset za zwycięstwo na wyjeździe i jednorazową specjalną premie w wysokości 2000 tysięcy peset za mistrzostwo Hiszpanii.



Nie tylko dla prawdziwych cules:

We wrześniu 1923 r. zaledwie 2 lata przed zamachem stanu przeprowadzonym przez generała Miguela Primo de Riverę, barceloński orszak, z ówczesnym prezydentem klubu Enrikiem Cardoną na czele, ucierpiał z rąk policji, kiedy zmierzał na plac Fossar de les Moreres(tam znajduje się cmentarz), by złożyć kwiaty. Szef klubu wraz z wieloma socios został ranny. Dziesięć lat później doszło do niespotykanego zdarzenia, kiedy uroczyste obchody oddania hołdu ofiarom wojny o sukcesje z 1714 r., odbywające się 11 września zostały znacznie przedłużone. Po przemowach władz klubu spontanicznie uformował się orszak, który skierował się do cmentarza Moreras. Kibice i dyrektorzy przeszli przez La Ramble, niosąc przed sobą ogromną senyerę a po dotarciu na miejsce wygłoszono żarliwe, patriotyczne przemówienia przed widownią złożoną z kibiców i przechodniów. Obecnie 11 września na Fossar de les Moreres odbywają się uroczystości z okazji Narodowego Święta Katalonii. Klub uczestniczy w święcie, wysyłając reprezentacje swoich dyrektorów i piłkarzy, którzy składają kwiaty przed pomnikiem Rafela Casanovy, znajdującym się przy skrzyżowaniu ulicy Ali Bei z Ronda de Sant Pere. Kapitanowie drużyny piłkarskiej i innych sekcji sportowych składają przed pomnikiem wykonana z kwiatów replikę klubowego herbu.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

No prosze, Sylvinho, ,,nasz" Sylvinho trenerem reprezentacji Albanii! No tego to nie wiedziałem i nawet bym się nie spodziewał. W dodatku dobry trener, gdyż z Albanii zrobić taki dobry zespół, to trzeba być naprawde dobrym fachowcem...

2

Gdzie się podziały tamte prywatki? albo ,,Tak mi źle" śpiewał Wojciech Gąsowski ale w naszym wypadku chciałoby się również zapytać: Gdzie się podziały tamte mecze za Nawałki, za Engela, za Piechniczka a zwłaszcza za nieodżałowanego Kazimierza Górskiego? Już się nigdy nie powtórzą.........?

11

Futbol totalny w ,,Kotle Czarownic”:

10 września 1975 roku niesiona dopingiem 85 tysięcy kibiców Polska rozbiła kosmiczną Holandię 4:1. Kazimierz Deyna zepchnął w cień giganta światowego futbolu Johana Cruyffa.

,,Było wielu niedowiarków, którzy nie dawali nam szans” – tak selekcjoner Kazimierz Górski podsumował jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w historii. 14 miesięcy wcześniej Polacy i Holendrzy zachwycali świat podczas mundialu w Niemczech. Mecz o złoto dwóch najbardziej widowiskowo i nowocześnie grających drużyn mógłby być ozdobą turnieju. Do polsko-holenderskiego finału jednak nie doszło, bo wcześniej zespół Górskiego przegrał 0:1 z reprezentacją gospodarzy. Na Stadionie Śląskim, w meczu o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy 1976, Polacy wyszli w składzie niewiele odbiegającym od tego, który sięgnął po srebrny medal niemieckiego mundialu. Zmiany dotknęły wyłącznie defensywy – dochodzącego do siebie po wypadku samochodowym Adama Musiała zastąpił Henryk Wawrowski, a zamiast zawieszonego za incydent alkoholowy Jerzego Gorgonia na środku obrony zagrał Mirosław Bulzacki. Nieco bardziej odmieniony zespół do Chorzowa przywieźli Holendrzy. Trener Georg Knobel do dyspozycji miał siedmiu piłkarzy z finałowego meczu MŚ 1974, w tym Johana Cruyffa, Ruuda Krola, Wima van Hanegema czy Johana Neeskensa. ,,Ich skład robił wrażenie. Co nazwisko, to gwiazda ale my wtedy też znaliśmy już swoją wartość i nie baliśmy się nikogo na świecie” – wspominał Jan Tomaszewski. Kibiców elektryzowała przede wszystkim obecność Cruyffa, bezsprzecznie najlepszego piłkarza świata pierwszej połowy lat 70., trzykrotnego zdobywcy Złotej Piłki. Gwiazdor Barcelony był kapitanem reprezentacji Holandii i to w dużej mierze od niego zależał skład, w jakim Pomarańczowi wybiegali na boisko. Szczególnie za panowania Knobela, którego holenderskie media lubiły nazywać "Yes, mister Cruyff". Ale w Chorzowie "Boski Johan" sobie nie pograł. Nie oddał ani jednego strzału, zaliczył tylko asystę przy bramce Rene van de Kerkhofa. ,,Nie pamiętam aby ktoś kiedyś grał przeciwko mnie tak, jak dziś Polacy. To było wręcz niewiarygodne. Nie mogłem się połapać do końca. Jakby wyczuwali, co zamierzam zrobić w każdym momencie” – cytował Cruyffa katowicki "Sport". Jego przeciętny mecz był w dużej mierze zasługą Bulzackiego, który dwa lata wcześniej krył Holendra podczas meczu towarzyskiego w Rotterdamie. ,,Wtedy wyszło to nieźle, dlatego znów dostałem takie zlecenie od trenera Górskiego. Trener wierzył, że sobie poradzę, a mówimy przecież o najlepszym piłkarzu świata. Także wewnętrznie czułem, że spełniłem swoje zadanie” – wspominał Bulzacki. W polskiej drużynie bohaterów było więcej. Grzegorz Lato, który już w 15. minucie otworzył wynik. Robert Gadocha, który tuż przed przerwą podwyższył na 2:0. Andrzej Szarmach, zdobywca dwóch kolejnych bramek, no i Deyna. ,,Przed meczem ludzie zastanawiali się kto jest lepszy, Cruyff czy Deyna. Dla mnie w tym meczu Deyna był najlepszy na boisku. To on kierował grą drużyny. A trzeba wiedzieć, że dla niego Stadion Śląski nie był dobry miejscem, bo grał przecież w nielubianej na Śląsku Legii Warszawa” – mówił Tomaszewski.



@Arkon
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

11

Panie i Panowie, Kochani i oddani kibice polskiego sportu, dzisiaj mija dokładnie 51 lat od olimpijskiego triumfu Polskiej reprezentacji w piłce nożnej. W finale turnieju igrzysk w Monachium Biało-Czerwoni pokonali Węgrów 2:1. To bez wątpienia największe osiągnięcie w historii polskiego futbolu. Drogę po złoto polski zespół rozpoczął od zwycięstwa nad Kolumbią 5:1. Później pokonał Ghanę 4:0 i NRD 2:1. Na inaugurację drugiej rundy grupowej zremisował z Danią 1:1 i kluczowy był mecz ze Związkiem Radzieckim. Choć do przerwy rywale prowadzili 1:0, to po golach Kazimierza Deyny i Zygfryda Szołtysika Biało-Czerwoni wygrali 2:1. Awans do finału przypieczętowali gromiąc Marokańczyków 5:0. Finał na Stadionie Olimpijskim odbył się w niedzielę 10 września 1972 roku, w obecności 60 tysięcy widzów. Piłkarzom grę utrudniał padający deszcz. Tuż przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgrom Bela Varadi. Po dwóch minutach drugiej połowy był remis, a w 68. minucie Kazimierz Deyna zdobył drugiego gola w tym meczu i przechylił szalę zwycięstwa na stronę biało-czerwonych. Była to dopiero druga wygrana z Madziarami w 19. meczu w historii. Kapitanem polskiej jedenastki był wówczas Włodzimierz Lubański, ale pierwsze skrzypce grał Deyna, który z dorobkiem dziewięciu bramek został królem strzelców turnieju olimpijskiego. Polacy w finale zagrali w składzie: Hubert Kostka - Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Zygmunt Anczok - Zygfryd Szołtysik, Jerzy Kraska, Kazimierz Deyna (77-Ryszard Szymczak), Zygmunt Maszczyk - Włodzimierz Lubański, Robert Gadocha. Trenerem reprezentacji był oczywiście nieodżałowany Kazimierz Górski a jego asystentem Jacek Gmoch. Olimpijskie złoto stało się początkiem "złotej ery" polskiego futbolu. Bez sukcesu w Monachium, nie byłoby prawdopodobnie trzeciego miejsca w mistrzostwach świata dwa lata później, również na niemieckich stadionach. A decydujące spotkanie z Brazylią (1:0) polska jedenastka także rozegrała na szczęśliwym obiekcie w stolicy Bawarii. "Przegląd Sportowy" z 11 września 1972 roku zamieścił wrażenia uczestników olimpijskiego finału pod znamiennym tytułem "Jak długo na Wawelu...". W szatni polskiego zespołu - jak relacjonowała gazeta - "Stare chłopy płakały jak panienki...". Zawodnicy, trenerzy, działacze i dziennikarze śpiewali chórem hymn kibiców "Jak długo na Wawelu... i Zwycięży Orzeł Biały...". Lubański zaimprowizował własny tekst, który mówił o tym, że "zwyciężyła nasza kadra, bo się nauczyła grać", a potem krzyknął: "Chłopcy! Mazurek na stadionie! Przeżyć to i kończyć karierę...". Natomiast Robert Gadocha przypomniał mu: "A mówiłem ci przed meczem, że wygramy 2:1". Z kolei Deyna, w swoim stylu, powiedział: "Strzeliłem dwie, a mogłem strzelić trzecią". Chwilę później kapitan zarządził: "Chodźcie, nie dajcie czekać tym medalom".

@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

0

@Mixtape A mi w to graj! Nienawidze szwabów! Dla mnie najchętniej mogliby się stoczyć do poziomu San Marino!

12

Feliz cumleaños panie Jordi!

10 września 1967 r. urodził się Jordi Roura, wychowanek FC Barcelony. W 1982 r. trafił do La Masii i już po 2 latach zaliczył pierwszy występ w FC Barcelona B. W 1988 r. Johan Cruijff umożliwił Katalońskiemu pomocnikowi debiut w pierwszej drużynie, lecz zaledwie rok później Roura doznał poważnej kontuzji kolana w meczu o Superpuchar Europy przeciwko AC Milan, co w praktyce skończyło jego karierę. W Blaugranie zanotował zaledwie 13 występów. Próbował jeszcze odbudować forme w Murcii, Figueres i Sant Andreu, lecz w każdej z tych drużyn wystąpił jedynie kilkunastokrotnie. Definitywnie zakończył karierę piłkarską w wieku 26 lat a następnie próbował swoich sił jako trener będąc między innymi asystentem Rexacha w lidze japońskiej. W 2009 r. znalazł się w sztabie Pepa Guardioli gdzie przez 3 lata analizował gre rywali. Po objęciu posady trenera przez Tito Vilanove został jego asystentem a wobec choroby nowotworowej Vilanovy przez kilka tygodni pełnił funkcje pierwszego trenera.


@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

11

Ku pamięci wybitnych legend Blaugrany:

9 września 1998 r. zmarł Mariano Martin, jeden z najlepszych napastników w historii FC Barcelony. Mariano urodzony w 1919 r. trafił do Barcelony w wieku 20 lat i spędził na Les Corts 8 lat. W sezonie 1942/43 został pierwszy piłkarzem Blaugrany, który zdobył Trofeo Pichichi dzięki strzeleniu aż 32 goli(ten klubowy rekord w jednym sezonie La Liga pobił dopiero Ronaldo w 1997 r.). Martin uzbierał aż 188 goli we wszystkich 167 meczach w bordowo-granatowych barwach. Jego kariera została zahamowana przez kontuzje więzadła w kolanie. Próbował odbudować forme w Gimnastic Tarragona, lecz ostatecznie zakończył karierę już w wieku 30 lat.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

8

Copa Mitropa, czyli pierwsze w historii futbolu cykliczne międzynarodowe rozgrywki klubowe:

90 lat temu(8 września 1933 r.) Austria Wiedeń pokonuje Inter Mediolan 3:1 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa i tym samym sięga po to trofeum(w pierwszym meczu włosi wygrali tylko 2:1). Najistotniejszym faktem w tym meczu jest ustrzelenie hattricka przez legendarnego Matthiasa Sindelara. Honorowe trafienie zaliczył równie legendarny Giuseppe Meazza.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

11

Czy wiecie że....

8 września 1888 r. wystartowały rozgrywki angielskiej Football League a więc najstarszej ligi na świecie. Wiliam McGregor, jeden z członków zarządu klubu Aston Villa, zaczął namawiać działaczy największych klubów, by utworzyć zawodową ligę piłkarską. 17 czerwca 1888 roku w hotelu Royal w Manchesterze spotkali się przedstawiciele 12 klubów: Accrington, Bluckburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Derby County, Everton, Notts County, Preston North End, Stoke City, West Bromwich Albion, Wolverhampton Wanderers i właśnie Aston Villa. To właśnie one utworzyły najstarszą ligę piłkarską na świecie, a McGregorowi powierzono funkcję jej prezesa. Wiliam sprzeciwiał się nazwaniu jej ligą angielską, gdyż miał nadzieję, że wkrótce przyłączą się do niej kluby szkockie. Pomylił się, lecz wymyślona przez niego liga ruszyła już we wrześniu 1888, i to za poparciem The FA. Dniem rozgrywek ligowych(przez 84 lata!) była wyłącznie sobota. Faworytami pierwszego sezonu ligowego byli zdobywcy Pucharu Anglii z 1888(West Browmich) oraz z 1887(Aston Villa), w składzie których grały dwie wówczas największe gwiazdy na Wyspach: Billy Basset, najlepszy wtedy skrzydłowy w Królestwie, oraz Archie Hunter, legendarny napastnik Aston Villa rodem ze Szkocji. Tymczasem pierwszą ligową bramkę strzelił Jack Gordon z Preston North End, a jego zespół przez wszystkie 22 mecze sezonu nie znalazł pogromcy. Najjaśniejszym punktem drużyny był center napadu Johnny Goodall(ur. 1863), 14-krotny reprezentant Anglii, jej kapitan w latach 1891-95, uważany do dziś za pierwszą wielką gwiazdę The Football League. W tym pionierskim sezonie 1888/89 zdobył z klubem Mistrzostwo Anglii, ponadto Puchar Anglii, a sam z 21 golami został królem strzelców! W kolejnym sezonie Preston udaje się obronić tytuł, ale Goodall żegna się z zespołem i przechodzi do Derby County, gdzie zostaje jego kapitanem.



@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon

8

Kalendarium FC Barcelony:

8 września 2011 r. otwarto FC Barcelona Escola Varsovia. Blaugrana posiada filialne szkółki piłkarskie rozrzucone po całym świecie. Najlepsi młodzi piłkarze są zapraszani do La Masii. Pierwszą tego typu szkółke w Europie otwarto w Warszawie. Inicjatorem powstania akademii Barçy był Wiesław Wilczyński, ówczesny dyrektor Biura Sportu Miasta Stołecznego Warszawa a w przeszłości między innymi prezes klubu żużlowego Polonii Piła. FC Barcelona zaprosiła na pierwsze testy chłopaków w wieku 6-12 lat a stolica przygotowała kilka boisku w różnych miejscach miasta, na których docelowo trenować miało tysiąc dzieci.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

@FCBparasiempre
7 września 1909 r. urodził się Fryderyk Scherfke, przedwojenny napastnik Warty Poznań. Popularny „Fryc” , bo taki właśnie pseudonim nosił Scherfke, urodził się w Cesarstwie Niemieckim, a dokładniej w Poznaniu. Przez całą swoją karierę związany był z Wartą Poznań, której był wychowankiem. Już w wieku 17 lat grywał regularnie w pierwszym zespole. Jak przystało na napastnika, grał z numerem 9 na koszulce, jednak w późniejszym czasie trener przesunął go do linii pomocy. Fryderyk wywalczył z Wartą pierwsze w jej historii mistrzostwo Polski w roku 1929, oraz wicemistrzostwo w 1938 roku. W 1932 roku zdobył wraz z Kajetanem Kryszkiewiczem, koronę króla strzelców polskiej ekstraklasy z 15 golami na koncie. Był także jednym z pierwszych piłkarzy, który trafił do „klubu 100”. Do dzisiaj znajduje się na wysokim 10 miejscu w tym rankingu. W 235 meczach, w których reprezentował Wartę, strzelił 134 gole! W reprezentacji w ciągu 6 lat rozegrał tylko 12 spotkań, w których strzelił jedną bramkę. Był to jednak gol, na miarę zapisania się w historii piłki nożnej na zawsze. Podczas Mundialu we Francji w 1938 roku (udział w nim przez wiele lat był w czasach PRL pomijany), w meczu z Brazylią sfaulowany w polu karnym został Wilimowski, tym samym sędzia podyktował rzut karny, którego na bramkę zamienił właśnie Scherfke! Była to pierwsza bramka w historii, strzelona przez Polaków na mistrzostwach świata a na temat samego meczu krążyły legendy. O Brazylijczyku Leonidasie, zwanym „Czarnym Diamentem”, który podobno w trakcie meczu miał powiedzieć , że źle gra mu się w butach, bo na plażach Copacabany przyzwyczaił się do gry w piłkę bez nich, po czym ściągnął je i odtąd strzelał gole bosą stopą. Jednak to był tylko wymysł, który do dzisiaj cieszy uszy kibiców. Scherfke zagrał również na igrzyskach olimpijskich rozgrywanych w Berlinie, na których reprezentacja zajęła 4 miejsce. Byliśmy wtedy o krok od medalu. Większość spotkań z orłem na piersi, w których wystąpił, było jednak spotkaniami przegranymi. Debiutował w starciu z Łotwą, w 1932 roku a przygodę z reprezentacją zakończył 6 lat później, wychodząc z opaską kapitana, również z Łotwą. Mówiono, że we wrześniu 1939 roku zawiesił całkowicie piłkarskie buty na kołku. Nie było to prawdą.

W czasie okupacji w dystrykcie poznańskim działało osiem klubów niemieckich. W lipcu 1940 roku zespół 1. FC Posen zajmował pierwsze miejsce. Wtedy drużyna klubów poznańskich wygrała z drużyną klubów berlińskich 4:3. ,,Mam notatkę z wydania „Kickera z 9 lipca 1940 roku, która informuje o tym, że Scherfke strzelił dla 1. FC Posen jedną bramkę”– redaktor Thomas Urban. Scherfke był także kapitanem i napastnikiem drużyny Kraju Warty, która przegrała 1:2 w Poznaniu z drużyną Śląska w pucharze regionów niemieckich (Reichsbundpokal). Strzelił nawet gola z rzutu karnego w tym meczu. Zespół Śląska prowadził Kurt Otto a Fryc wybiegł przeciwko grającym dla Śląska innym byłym reprezentantom Polski, Erwinowi Nycowi i Leonardowi Piątkowi, którzy razem z nim grali z Brazylią w słynnym meczu strasburskim w 1938 r. Gdy w październiku 1940 roku 1. FC Posen zmieniło nazwę na Luftwaffen SV Posen, Fryderyk zrezygnował z gry dla tej drużyny. Śp. Paweł Zarzeczny, podczas jednego ze swych wywodów popisał się niezłą wiedzą twierdząc, iż w okresie II wojny światowej, Fryderyk wcielony do armii niemieckiej przechadzał się po ulicach Poznania w mundurze esesmana. ,,To nie chodzi o to, że był to Niemiec, Niemców mieliśmy w składzie w tamtym meczu z Brazylią przynajmniej trzech, bo jeszcze Wilimowskiego(4 gole!), i Piontka… Z tym Scherfke problem taki, że nie tyle grał jak tamci w niemieckich zespołach (a co, miał dać się zabić, Górski grał w sowieckich, oj piłkarze to nie byli żołnierze wyklęci), ale wstyd jest taki, że w okupację paradował ponoć po Poznaniu, polskim przecież po jedynym wygranym Powstaniu, w mundurze esesmana. To są zbrodnie, według kodeksu międzynarodowego nawet, nieprzedawnione”. Ciężko do końca zrozumieć stanowisko Zarzecznego. Straszną zbrodnią byłoby to wtedy, gdyby była to prawda a ową jest, iż należał do Wehrmachtu. Taki mundur zakładały setki Wielkopolan, Ślązaków czy Kaszubów. Dla wielu to była zdrada, dlatego wcześniej wspomniałem o „wymazaniu z archiwów”. Fakt, takie mieliśmy czasy, w Polsce Scherfke przez wiele lat był nikim, w Niemczech zaś uchowały się informację na jego temat. Wiele osób nie wie, że podczas wojny starał się ratować swoich kolegów. Takie informacje podawał Radosław Nawrot w swoim tekście. Czy był zatem aż tak złym essesmanem? Pewnego razu na ulicy Scherfke spotkał żonę Mariana Fontowicza, z którym grał w Warcie. Dowiedział się od niej, że mąż trafił do niewoli. Wysłuchał, pokiwał głową i odszedł. Jakiś czas potem pociąg wiozący polskich jeńców w stronę Rzeszy zatrzymał się na stacji. Drzwi otworzyły się, był w nim właśnie Marian, który usłyszał słowa wypowiedziane przez znajomy głos „Jesteś w Posen. Nie chcesz iść do domu?” – to był Fryc. W Warcie grał także bramkarz Zbigniew Szulc. Jego żonę Scherfke wyciągnął z listy na einsatz (wywóz na przymusowe roboty). Uważany przez wszystkich za esesmana i współpracownika gestapo uratował także Bolesława Genderę zatrzymanego na stadionie za grę w piłkę. Innego byłego gracza Warty Michała Fliegera kilkakrotnie ostrzegał przed aresztowaniem i dekonspiracją. Jego praca w gestapo tak naprawdę ograniczyła się do tego, że był tam kierowcą. W 1942 roku wszystko się pozmieniało, w Poznaniu widywano go rzadko, unikał ludzi. Gdy ktoś zaczynał temat o wstawiennictwo na gestapo, urywał go. Prawdą było, iż był śledzony, inwigilowany, wzywany na przesłuchania i podejrzewany o zdradę III Rzeszy i współpracę z Polakami, jednak nie znaleziono na to dowodów. W ostatniej fazie wojny Fryc był podoficerem Wehrmachtu i służył na froncie wschodnim, a potem w Jugosławii. W walkach z jugosłowiańskimi partyzantami w styczniu 1945 roku został ranny. W polskich źródłach nie było żadnych wzmianek na jego temat, jednak w niemieckich zachowało się to, że trafił do brytyjskiej niewoli, z której został zwolniony po 3 miesiącach. Po powrocie osiedlił się w południowej Brandenburgii. Jednak po śmierci żony wraz z synem Michaelem przeniósł się pod Berlin Zachodni, gdzie założył sklep meblowy, który do lat 80-tych przynosił spore zyski. Zmarł w Bad Soden, 15 września 1983 roku.

6

0

@tristan87 Drugiego prawdziwego Polaka nie było jeszcze...

12

Pierwszy hattrick Polaka w FC Barcelonie:

Dokładnie roczek temu Robert Lewandowski ,,upolował” swojego pierwszego hattricka w barwach Dumy Katalonii. Miało to miejsce na Camp Nou w otwierającym pierwszą kolejke meczu Ligi Mistrzów z Victorią Pilzno. Robert strzelał kolejno w 34, 45(+3) oraz w 67 minucie meczu. Ostatecznie Blaugrana wygrała to spotkanie aż 5:1!


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Lionel_Messi10

4

@Lionel_Messi10 W takim razie nie wyobrażam sobie innego scenariusza jak victoria ,,Albicelestes" i przynajmniej jednego gola naszego wspaniałego Messiego!

1

@Lionel_Messi10 Czy Lionel Andres Messi zagra dzisiaj w nocy przeciwko Ekwadorowi? Pytam z czystej ciekawości gdyż i tak nie będe w stanie oglądać meczu...

8

Prezydenci FC Barcelony:

7 września 1931 r. urodził się Josep Lluis Nuñez. Był on 35 w historii prezydentem FC Barcelony i rekordzistą pod względem długości piastowania tej funkcji. Sprawował ją od 1 lipca 1975 aż do 2000 r. Za jego prezydentury sekcja piłkarska zdobyła 27 trofeów a pozostałe sekcje profesjonalne łącznie 113 trofeów. Nuñez zwiększył budżet klubu z 816 milionów do 17,5 miliarda peset a liczba socios wzrosła z 77 905 do 104 500. Duma Katalonii zanotowała wielki skok ekonomiczny nie przypadkowo, gdyż Nuñez był znakomitym biznesmenem i dorobił się fortuny na prowadzeniu wraz z żoną firmy budowlanej Nuñez y Navarro. Wrodzone skąpstwo stało się też często powodem krytyki Nuñeza, który uparcie nie godził się na podwyższenie pensji największym gwiazdom, przez co klub opuścili tacy zawodnicy jak Maradona, Schuster, Stoiczkow czy też Luis Nazario de Lima. Pod tym względem to osobiście najbardziej mnie boli odejście fenomenalnego brazylijskiego Ronaldo, mimo iż wtedy nie kibicowałem jeszcze Blaugranie.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

@FCBparasiempre
6 września 1913 r. urodził się brazylijski napastnik Leonidas da Silva; Zdobywca 3 miejsca na świecie na mundialu w 1938 roku oraz Król strzelców Mistrzostw Świata 1938.

Kariera Leonidasa owiana jest kilkoma legendarnymi opowieściami. Jedna z nich mówi o tym, że w pierwszym meczu mistrzostw świata w 1938 roku z Polską grał na boso i został bohaterem. Strzelił trzy gole, z czego dwa w dogrywce. Według innej to właśnie on jako pierwszy zaczął strzelać przewrotką. Podobno sędziowie widząc jego niebywałe uderzenia, niekiedy odgwizdywali przewinienie, bo nie wiedzieli, czy przepisy na to pozwalają. Ze względu na jego wielką sprawność fizyczną nazywano go „człowiekiem z gumy". Leonidas Da Silva urodził się 6 września 1913 roku w Rio de Janeiro. Wychowywał się w dzielnicy Sao Cristovao i, jak większość jego kolegów, od najmłodszych lat biegał na bosaka za skórzaną piłką, co nie podobało się jego rodzicom, którzy woleli, aby syn postawił na wykształcenie. Ten jednak na przekór uciekał z lekcji, by grać. W wieku 14 lat zrezygnował ze szkoły i w pełni poświęcił się futbolowi. Już dwa lata później podpisał kontrakt z lokalną drużyną z Sao Cristovao. Na początku kariery wystawiany był na środku ataku i wyróżniał się na tej pozycji niższym wzrostem od pozostałych napastników. Charakteryzowała go za to niezwykła szybkość, zwinność, technika oraz doskonały drybling. Na krajowych boiskach zasłynął w Bonsucesso, kiedy wyszedł mu strzał z przewrotki. Był pierwszym zawodnikiem w historii, który uderzył w ten ekwilibrystyczny sposób. Później wielu zawodników - z różnym skutkiem - próbowało go naśladować. W tamtym czasie bardzo zacięta, mająca podtekst nie tylko sportowy, była rywalizacja między dwoma miastami - Rio de Janeiro i Sao Paulo. Do historii przeszedł mecz z 1931 roku, gdy w São Paulo grał jeszcze pierwszy wielki brazylijski piłkarz Arthur Friedenreich. Dwie legendy stanęły naprzeciwko siebie - jedna dopiero rozkwitająca, druga schodząca ze sceny. Leonidas strzelił wówczas dwa gole i zapewnił wygraną swojej drużynie. Po meczu mający niemieckie korzenie Friedenreich podszedł do młodszego kolegi i serdecznie mu pogratulował. Była to symboliczna zmiana warty. Dobra postawa w kolejnych spotkaniach zaowocowała powołaniami do reprezentacji. W corocznym turnieju Rio Branco, w 1933 roku w meczu z Urugwajem (2:1) zdobył obydwa gole, co zwróciło to uwagę miejscowego Peñarolu, który zaproponował Brazylijczykowi kontrakt. Ten nie wahał się długo i parafował kontrakt. Po dobrym sezonie ( 28 goli w 25 meczach) spędzonym w zespole z Montevideo, wrócił Brazylii. Zasilił skład Vasco da Gama, z którym wygrał ligę w stanie Rio. W 1934 roku pojechał z reprezentacją do Włoch na drugie mistrzostwa świata, ale wtedy to nie była ta Brazylia, o której mamy wyobrażenie dzisiaj. Wówczas w kraju kawy panował rasizm, ale Murzyni i Latynosi, z racji większych umiejętności nad Białymi, powoli wchodzili do zespołu. Jednym z nich był właśnie Leonidas, który na mundialu zdobył honorową bramkę w przegranym meczu z Hiszpanią (1:3). Dla Brazylii turniej był zupełnie nieudany, ale po powrocie do kraju Leonidas stał się prawdziwą gwiazdą. Był uwielbiany przez kibiców, którzy nadali mu przydomek „Czarny diament". Po mistrzostwach przeniósł się również do Botafogo, z którym zdobył drugi tytuł Rio. W tym zespole spędził dwa lata, po których został kupiony przez Flamengo, stając się jednocześnie pierwszym ciemnoskórym piłkarzem w historii klubu. W międzyczasie regularnie występował w reprezentacji Brazylii, z którą pojechał na mistrzostwa świata do Francji. To właśnie dzięki turniejowi w 1938 roku Leonidas przeszedł do historii. W pierwszym meczu Brazylijczycy trafili na Polskę. W pierwszej połowie dominowali i na przerwę schodzili przy stanie 3:1 (jedną z bramek zdobył bohater artykułu). W drugiej części w polskim zespole pierwsze skrzypce grał Ernest Wilimowski, który popisał się hat-trickiem. Brazylia też strzeliła gola i o wyniku meczu decydowała dogrywka. W niej na boisku dominowali dwaj główni aktorzy - Wilimowski i Leonidas. Pierwszy zdobył jedną bramkę, a drugi dwie, co zadecydowało o zwycięstwie Canarinhos. Ze spotkaniem z biało-czerwonymi wiąże się jeszcze jedna legenda. Otóż w trakcie meczu Leonidas zmieniał obuwie, a późniejsze przekazy mówiły, że wielki Brazylijczyk grał w tym spotkaniu na bosaka. Historia chwytliwa, ale kompletnie zmyślona. Gry bez butów już wtedy zabraniały przepisy.

W ćwierćfinale Leonidas również trafił do siatki, ale po regulaminowym czasie i dogrywce dało to tylko remis z Czechosłowacją. Ówczesny regulamin nie przewidywał rzutów karnych, dlatego mecz został powtórzony. W nim Brazylia przegrywała po pierwszej połowie 0:1, ale po przerwie strzeliła dwa gole - autorstwa Leonidasa i Roberto. W półfinale Leonidas nie mógł zagrać z powodu kontuzji i od razu odbiło się to na grze zespołu. Canarinhos przegrali z późniejszymi triumfatorami Włochami 1:2 a bramkę stracili w ostatniej minucie meczu (strzelił ją słynny Giuseppe Meazza). W finale pocieszenia ze Szwecją „Czarny diament" wrócił do składu. Efekt? Dwa strzelone gole, zwycięstwo 4:2, wywalczenie trzeciego miejsca w mistrzostwach i wygranie klasyfikacji strzelców mundialu. Dla Brazylii był to spory sukces. Wtedy piłkarzy z kraju kawy cechowała inna gra, niż ta, którą kilkanaście lat później pokochał cały świat. Grali przede wszystkim bardzo brutalnie a taktycznie odstawali od zespołów z Europy. Mieli też jednego piłkarza, który decydował o obliczu zespołu. I to ich wyróżniało. Być może Leonidas pokazałby jeszcze więcej na mundialach, ale przeszkodziła mu w tym II wojna światowa. W 1942 roku miałby 29 lat a więc byłby w kwiecie piłkarskiego wieku. Cztery lata później także był w niezłej formie. Można więc śmiało założyć tezę, że w międzynarodowym futbolu osiągnąłby jeszcze więcej. W sumie w kadrze strzelił 37 goli w 37 meczach. Po MŚ we Francji wciąż znakomicie spisywał się na brazylijskich boiskach. W Flamengo grał do 1942 roku, a w barwach zespołu strzelił aż 153 gole w 149 meczach! W tym czasie postanowił zmienić otoczenie - wyprowadził się z Rio de Janeiro i przeszedł do FC São Paulo. Kibice jednego i drugiego zespołu nie byli zadowoleni z tej przeprowadzki, ale sympatycy jego nowej drużyny szybko się do niego przekonali. W trakcie siedmioletniego pobytu w klubie-Sao Paulo pięć razy sięgało po wygraną w lidze ogólnokrajowej. Ostatni mecz w reprezentacji zagrał na Copa America 1946, w zremisowanym meczu z Urugwajem (1:1). Buty na kołku zawiesił w 1950 roku, kiedy Brazylijczycy byli gospodarzami mistrzostw świata. Po zakończeniu kariery próbował sił jako trener, później jako kierownik drużyny, ale nie sprawdzał się w tym. Więcej radości przynosiło mu komentowanie meczów w radiu. Prowadził też sklep meblowy w Sao Paulo i miał agencję detektywistyczną. Jego życie zmieniło się na początku lat 60, kiedy wykryto u niego chorobę Alzheimera. Do końca życia był pod stałą opieką lekarzy. Dożył późnej starości. Zmarł 24 stycznia 2004 roku w wieku 90 lat.

9

Feliz cumpleaños panie Pedro!

6 września 1948 r. urodził się Pedro Maria Artola Urrutia, były bramkarz FC Barcelony w latach 1975-84. Jest wychowankiem Realu Sociedad, lecz w barwach baskijskiego klubu przez 5 sezonów zagrał w La Liga tylko 30 razy gdyż pozycję pierwszego bramkarza zajmował Urruti. Artola zdecydował się na transfer do FC Barcelony i w 1977 r. wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie, którego nie oddał przez następne 5 lat. W końcu z pierwszej jedenastki Blaugrany wygryzł go… Urruti.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

@FCBparasiempre
,,My, Argentyńczycy, jesteśmy gdzieś tutaj – powiedział Diego Maradona, sytuując otwartą dłoń na wysokości klatki piersiowej. Kolumbia jest tutaj – dodał, umieszczając drugą dłoń kilkanaście centymetrów niżej. Taka jest historia i nie powinniśmy jej zmieniać.” ,,Boski” Diego wyraźnie dawał do zrozumienia, że Albicelestes są faworytem starcia, decydującego o losach awansu na Mistrzostwa Świata w 1994 roku. Nie mógł się bardziej pomylić… Przytoczona we wstępie wypowiedź, udzielona przez Maradonę argentyńskiej telewizji na kilka dni przed meczem, nie była tylko czczą przechwałką. Kraj Tanga wtedy, jak i teraz był narodem o wiele bardziej utytułowanym piłkarsko niż ekipa ,,Los Cafeteros”. ,,Albicelestes” dzierżyli dwa ostatnie tytuły mistrzów Ameryki Południowej (łącznie mieli ich 11). Ten drugi padł ich łupem zaledwie trzy miesiące wcześniej. Ojczyzna Pablo Escobara w tamtym momencie nie miała na swoim koncie żadnego takiego sukcesu. Kolumbijczycy zaledwie dwa razy wystąpili na mistrzostwach świata. Kraj Tanga dwa razy sięgał za to po trofeum dla najlepszej reprezentacji globu. Kolumbijczycy zajęli na kontynentalnym czempionacie w 1993 roku najniższy stopień podium. Ulegli wówczas Argentynie w półfinale, po serii rzutów karnych. Tak nieznaczny triumf zespołu prowadzonego przez Alfio Basile mógłby nakazywać Maradonie – który zresztą na wspomnianym Copa America nie zagrał – wstrzemięźliwość. Mógłby, gdyby to nie był Maradona. Zresztą sygnał ostrzegawczy Kolumbijczycy wysłali jego rodakom już trzy tygodnie wcześniej. 15 sierpnia zwyciężyli w pierwszym starciu eliminacyjnym obu ekip w Cali 2:1, kończąc tym samym 33-meczową passę bez porażki w wykonaniu bardziej utytułowanego rywala. W tabeli eliminacyjnej to właśnie Los Cafeteros przewodzili czterozespołowej grupie (strefa południowoamerykańska była wówczas podzielona w czasie kwalifikacji na dwie grupy). Albicelestes plasowali się o jeden punkt za nimi. Dwa punkty za Argentyną znajdował się Paragwaj, a tabelę zamykało Peru, które nie zdołało wywalczyć żadnej zdobyczy. Do zakończenia kwalifikacji pozostała jedna kolejka spotkań. Gospodarze starcia na szczycie potrzebowali do awansu zwycięstwa, gościom wystarczał remis. Drużynę z drugiego miejsca czekał baraż interkontynentalny z Australią. Areną zmagań w czasie starcia z 5 września 1993 roku był stadion El Monumental w Buenos Aires. Obiekt, na którym na co dzień swoje mecze rozgrywa zespół River Plate, miał kontynuować tradycję niepokonanej twierdzy. Wszak do tamtego momentu Albicelestes nigdy nie zaznali goryczy porażki na własnym stadionie w czasie eliminacji do World Cup. Wymądrzający się przed meczem Maradona występował jedynie w roli eksperta telewizyjnego. Nie miał realnego wpływu na losy spotkania, gdyż trener Basile po raz kolejny nie zdecydował się powołać legendarnego gracza do kadry. Diego od niedawna był piłkarzem Newell’s Old Boys, ale co chwila wybuchały wokół niego skandale, a formą kompletnie nie przypominał piłkarza z poprzedniej dekady. Mimo to decyzja selekcjonera o pomijaniu La Pelusy przy powołaniach nie przypadła do gustu sporej części opinii publicznej. Sam mecz tylko pogłębił to niezadowolenie. Początek spotkania nie wskazywał na to, co miało się wydarzyć później. Argentyńczycy ruszyli z animuszem na bramkę strzeżoną przez Oscara Cordobę i zyskali optyczną przewagę. Nie potrafili jednak postawić kropki nad „i”. Później mecz się wyrównał, a niecałe pięć minut przed zakończeniem pierwszej połowy El Monumental ucichło po raz pierwszy. Carlos Valderrama świetnie wypatrzył na prawym skrzydle Freddy’ego Rincona. Ten pognał niepilnowany w kierunku bramki gospodarzy, wyminął strzegącego jej Sergio Goycocheę i umieścił piłkę w siatce. Wizja bezpośredniego awansu na mundial zaczęła się niebezpiecznie oddalać od Argentyńczyków. Nie wiadomo co Alfio Basile powiedział swoim podopiecznym w czasie przerwy, ale nie poskutkowało. Zdecydowanie lepiej na piłkarzy gości wpłynęły słowa Francisco Maturany. Cztery minuty po wznowieniu gry przewaga Kolumbii wynosiła już dwa gole. Rincon posłał długą piłkę w pole karne rywala, którą przejął Faustino Asprilla. Ówczesny napastnik AC Parmy zakręcił Jorge Borellim i nie dał szans Goycochei. Kibice zgromadzeni na Estadio Monumental kręcili głowami z niedowierzaniem.

Albicelestes nie składali broni. Dwa razy groźnie próbował odpowiedzieć Gabriel Batistuta, ale na posterunku stał Cordoba. Chwilę później pojedynek z kolumbijskim golkiperem przegrał Alberto Acosta. Bramka Los Cafeteros była jak zaczarowana. W 72. minucie Rincon pogrążył miejscowych fanów w rozpaczy. Gdy wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie, stało się jasne, że to gracze trenowani przez Maturanę mogą szykować się do wyjazdu na światowy czempionat. Kolumbijczykom było jednak mało, a gospodarze stracili kompletnie ducha walki. 120 sekund później dublet skompletował również Asprilla, który zabawił się z Goycocheą, lobując źle ustawionego bramkarza miejscowych. Dzieła zniszczenia dopełnił Adolfo Valencia, który wykorzystał kapitalne zagranie w uliczkę Asprilli. Było to również kolejne trafienie, które obciążało konto Sergio Goycochei, źle wychodzącego do piłki. Zdecydowanie nie był to dobry dzień bramkarza River Plate. Po meczu całe Estadio Monumental na stojąco, przez kilka minut, oklaskiwało piłkarzy Los Cafeteros, doceniając ich kunszt. ,,Nie chciałbym nigdy więcej myśleć o tym meczu. To była zbrodnia przeciw naturze. Dzień, w którym chciałem wykopać dziurę w ziemi i własnoręcznie się w niej pochować”- Alfio Basile. Gazeta ,,El Grafico” zamieściła dzień po meczu czarną okładkę z wielkim tytułem ,,Verguenza”(Wstyd). Program telewizyjny ,,Tiempo Nuevo”, w którym omawiano najważniejsze wydarzenia w kraju z ostatniego tygodnia, w całości został poświęcony klęsce w Buenos Aires. Mecz ten porównywano do dwóch innych wielkich porażek argentyńskiego futbolu – przegranej 1:6 z Czechosłowacją w 1958 roku i 0:4 z Holandią w 1974 roku. Obie miały jednak miejsce na mistrzostwach świata. Upokorzenie z rąk Kolumbii stawiało znak zapytania w kontekście udziału Albicelestes na kolejnym mundialu. ,,Niesamowity styl Kolumbii. Uczta dla ich nóg, radość dla naszych oczu i wszystko zmieniający taniec, wykonany do własnoręcznie skomponowanej muzyki”- Eduardo Galeano, urugwajski pisarz i dziennikarz. Selekcjoner Francisco Maturana tak natomiast opowiadał o tamtej drużynie: ,,Zanim objąłem po raz pierwszy kadrę w 1987 roku, nigdy nie mieliśmy wytyczonej własnej drogi. Postanowiliśmy, że nasz styl będzie wyrażał to, czym jest Kolumbia jako kraj. Ludzie potrafiący być szczęśliwymi, potrafiący być marzycielami. Ludzie, którzy łatwo się inspirują”. Rincon, Valderrama czy Asprilla. Ci zawodnicy z pewnością potrafili uosabiać tak pięknie określony przez Maturanę styl gry. Mecz z Argentyną był prawdziwym spektaklem, który ucieleśniał ducha radosnego, latynoskiego futbolu z całym ładunkiem zaklętych w nim pastelowych kolorów. Spektaklu odegranego w końcu przez kogoś innego niż Brazylia lub Argentyna. Niestety kolumbijski futbol miał też drugą twarz, bardziej mroczną. W Bogocie radość ze świętowania awansu na mistrzostwa świata przeistoczyła się w zamieszki, które pochłonęły 80 ofiar. Ostatecznie Argentyńczycy również pojechali na turniej do Stanów Zjednoczonych. Na barażowy dwumecz z Australią Alfio Basile zdecydował się w końcu powołać Diego Maradonę. Albicelestes nie bez problemu wyeliminowali Kangury, remisując na wyjeździe 1:1 i skromnie pokonując przybyszów z Antypodów u siebie 1:0. Na samym turnieju udało im się wyjść z grupy, lecz w 1/8 finału musieli uznać wyższość Rumunii. Cały ich występ został jednak przyćmiony skandalem dopingowym wywołanym przez Maradonę, w którego organizmie wykryto pięć niedozwolonych substancji, co wiązało się z niechlubnym końcem kariery reprezentacyjnej Boskiego Diego. Jeszcze smutniejsze zakończenie miał udział w czempionacie Los Cafeteros, którzy dzięki udanej kampanii eliminacyjnej byli typowani do roli jednego z czarnych koni turnieju. Niespodziewane porażki z Rumunią i Stanami Zjednoczonymi przekreśliły jednak ich szanse na wyjście z grupy. Na osłodę Kolumbijczycy pokonali Szwajcarów. Prawdziwa tragedia nastąpiła jednak już po powrocie piłkarzy do domu, kiedy to nie potrafiący się pogodzić z porażką szalony kibic, zastrzelił Andersa Escobara – strzelca samobójczego gola w starciu z zespołem USA. Absurdy kolumbijskiego futbolu dały o sobie znać po raz kolejny. Niemal dziecięca radość z gry została zastąpioną dziką przemocą. Obie te cechy koegzystowały – jak gdyby nigdy nic – w piłkarskim DNA tego państwa. Zresztą kolorowe ptaki kolumbijskiej piłki, Freddy Rincon i Rene Higuita, również wpisały w swój życiorys związki z rodzimymi kartelami kokainowymi. Zabójstwo Escobara było smutnym finałem dramatu, który rozpoczął się pięknym aktem w postaci wspaniałego triumfu na Estadio Monumental. Na koniec pozostało tylko wspomnienie tamtego wielkiego zwycięstwa, jednego z najwspanialszych w całej historii kolumbijskiego futbolu.

8

@FCBparasiempre
5 września 1951 r. urodził się znakomity niemiecki środkowy obrońca Paul Breitner, Mistrz Świata-1974;Wicemistrz Świata-1982;Zdobywca Pucharu Mistrzów-1974(z Bayern Monachium) oraz 5-krotny Mistrz RFN(z Bayern Monachium). Paula Breitnera odkrył i wymyślił trener Udo Lattek z Bayernu Monachium. Uznał on na początku lat 70-tych że dzięki kudłatemu 18-latkowi będzie mógł zrewolucjonizować piłkę nożną a przynajmniej drużynę Bayernu. Wpadł na ten pomysł zanim jeszcze Holendrzy zaczeli grać tzw. futbol totalny, gdzie wszyscy zawodnicy atakowali i wszyscy się bronili. Lattek stwierdził że kończy się tradycyjny podział na obrońców, pomocników i napastników. Kto chce wygrywać musi stworzyć uniwersalnych zawodników. Takim nowoczesnym obrońcą miał być Breitner. W zależności od okoliczności powinien bronić własnej bramki albo atakować bramkę przeciwnika. Nastolatek nadawał się do tego świetnie bo był szybki i odporny na zmęczenie. Mógł przez 90 minut kursować nie tylko wszerz ale i wzdłuż boiska. Paul zaczął grać w piłkę jako sześciolatek w swoim rodzinnym miasteczku Kolbermoor w południowej Bawarii. Jego ojciec zapisał go do drużyny ESV i to właśnie tam wypatrzył go Lattek szukający talentów do młodzieżowej reprezentacji Niemiec Zachodnich. Gdy w 1969 został trenerem Bayernu-drużyny z europejskimi ambicjami-od razu ściągnął do niej dwa największe skarby młodzieżówki: napastnika Uli Hoeneßa i obrońcę Paula Breitnera, którzy wkrótce stali się podporą nie tylko Bayernu ale również reprezentacji. Dla Paula przejście do Monachium wcale nie było prostą decyzją. Przed podpisaniem pierwszego w swoim życiu profesjonalnego kontraktu musiał wybierać między rozpoczętymi studiami a karierą piłkarską. Rzucił ostatecznie studia i poświęcił się piłce. ,,Czułem że to jest właśnie moje powołanie’’-wspominał po latach. Ale gdy przerwał naukę upomniała się po niego armia i groziło mu wcielenie do wojska lecz Breitner uciekł z domu i przez 11 dni ukrywał się przed żandarmerią w piwnicy z węglem! Gdy okazało się że może się wylegitymować kontraktem piłkarskim sprawa rozeszła się po kościach. Już w pierwszym swoim sezonie w Bayernie stał się jednym z podstawowych graczy obok Franza Beckenbauera, Gerda Müllera i bramkarza Seppa Maiera. Łatwo go było rozpoznać na boisku bo jego znakiem firmowym stała się fryzura afro(stąd przydomek afro Paul) i broda a la Rumcajs(zgolił ją dopiero przed mistrzostwami España 1982 w ramach kampanii reklamowej jednego z koncernów. Poza boiskiem też zwracał na siebie uwagę. Dziennikarze nazywali go Czerwonym Paulem a jego radykalne lewackie poglądy przysparzały mu wiele kłopotów. Breitner lubił się kreować na rewolucyjnego intelektualistę i nie ukrywał swojej miłości do przewodniczącego Mao Zedonga. Był oddanym czytelnikiem jego ,,Czerwonej książeczki’’. Miał 20 lat i odnosił z Bayernem sukces za sukcesem. Zaraz po przyjściu zdobył z drużyną Puchar Niemiec w 1971 r., a potem trzy razy z rzędu mistrzostwo RFN i Puchar Europy. Gdy Helmut Schön zaczął kompletować drużynę na mistrzostwa świata, które w 1974 r. odbywały się w RFN, Breitner mimo młodego wieku był pewniakiem na pozycji stopera. Już w pierwszym meczu z Chile pokazał że nie jest zwykłym obrońcą i nie będzie tylko murował własnej bramki. Po kilku rajdach pod bramkę Vallejosa okazało się że będzie też groźnym napastnikiem. To właśnie Paul strzelił jedynego gola w spotkaniu, który zdecydował o zwycięstwie Niemców w meczu otwarcia. 23 –letni obrońca został uznany(obok Beckenbauera) za objawienie mistrzostw! Swój najlepszy mecz rozegrał w finale z zespołem Holandii. Od początku gra nie układała się po myśli Niemców. W drugiej minucie stracili pierwszego gola ale za to wyrównującego stan meczu strzelił właśnie Breitner, który dość nieoczekiwanie po odgwizdaniu przez sędziego jedenastki podszedł do piłki i bez problemu pokonał holenderskiego bramkarza Jongloeda.

Ostatecznie RFN pokonało Holandię 2:1 zdobywając Mistrzostwo Świata! Na tym zakończyła się na kilka lat reprezentacyjna kariera Paula Breitnera. Po mistrzostwach bowiem stał się jednym z najbardziej zagorzałych krytyków zespołu i terenera Schöna oraz jego następcy Juppa Derwalla. Z tym drugim przeprosił się dopiero przed mistrzostwami España 1982, powracając do drużyny narodowej po siedmioletniej przerwie. RFN ponownie zagrała w finale Mundialu tym razem z Włochami. Ze świetną drużyną włoską, która była objawieniem mistrzostw nie mieli żadnych szans przegrywając do 83 minuty 3:0. Wtedy Breitner strzelił swojego ostatniego gola dla reprezentacji narodowej. Był to również ostatni(48) występ w drużynie narodowej. Paul Breitner wspólnie z Vavą, Pele, Zidanem oraz Mbape są jedynymi piłkarzami którzy zdobywali gole w dwóch finałach Mundialu! Rezygnując z gry w reprezentacji Paul postawił na klubową piłkę. Po mistrzostwach w RFN Real Madryt kupił go za gigantyczną sumę 3 mln marek. Gdy dziennikarze zapytali go czy nie żal mu opuszczać Bayernu, któremu tyle zawdzięcza, odpowiedział bez ogródek: ,,W tym gównianym klubie nie można było nawet świętować zwycięstw”. W Realu gdzie trener Miljanič przesunął go z obrony do pomocy wytrzymał 3 lata. Mówił że doskwierała mu tęsknota za domem. Z powrotem miał jednak kłopoty ponieważ żaden niemiecki klub nie chciał zapłacić Realowi 1,6 mln marek odstępnego. Najpierw wrócił więc do Eintrachtu Braunchweig ale po roku przeniósł się do Monachium. Breitner był w latach 70-tych niekwestionowaną gwiazdą Bayernu tworząc z młodziutkim Rummenigge wyjątkowo bramkostrzelny duet. W 1983 roku Paul zakończył karierę piłkarską. Miał wtedy 32 lata a za sobą 285 występów w Bundeslidze i 93 strzelone gole. Po przejściu na piłkarską emeryturę stał się niemieckim odpowiednikiem Jana Tomaszewskiego(kolejnych selekcjonerów reprezentacji narodowej nazywał grabarzami niemieckiej piłki nożnej).

12

Gdyby nie pan Kazimierz Górski i Zygfryd Szołtysik…

5 września 1972 r. Polska pokonała ZSRR 2:1 na igrzyskach olimpijskich w meczu, który w praktyce decydował o wejściu do finału imprezy. Sportowe zwycięstwa nad wielkim bratem ze Wschodu zawsze miały dla nas wyjątkowe znaczenie. To smakowało dość gorzko, bo zdarzyło się w cieniu tragedii. W dniu meczu z ZSRR w wiosce olimpijskiej doszło do zamachu terrorystycznego, w którym zginęło siedemnastu ludzi. Piłkarze mimo to wyszli na murawę i stoczyli pełen dramaturgii, niesamowity bój. Mecz z ZSRR był z gatunku „dla ludzi o mocnych nerwach”. Do przerwy przegrywaliśmy 0:1 (gola strzelił młodziutki Oleg Błochin) i wyglądaliśmy na boisku słabo. Po pauzie nie było wcale lepiej i kto wie, czy udałoby się w tym spotkaniu cokolwiek ugrać, gdyby nie nos trenerski Kazimierza Górskiego. W 70. minucie wprowadził na boisko Zygfryda Szołtysika, który tchnął w naszych nowego ducha. W efekcie w 79. minucie Kazimierz Deyna wyrównał z rzutu karnego, a na trzy minuty przed końcem właśnie Szołtysik, kapitalnym strzałem w „okienko”, dał nam upragnione zwycięstwo.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

19

Panie i Panowie, szanowni cules, dokładnie 50 lat temu(5 września 1973 r.) w barwach Blaugrany zadebiutował wielki człowiek i wielki sportowiec a mianowicie Śp. Johannes Hendrikus Cruijff. Miało to miejsce w towarzyskim meczu z Cercle Brugge, w którym to FC Barcelona zwyciężyła 6:0 a hattrickiem w tym meczu popisał się nie kto inny jak sam ,,Boski” Johan.

@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

16

Fenomenalny debiut, fenomenalnego napastnika:

Dokładnie 30 lat temu Romario da Souza Faria dokonał iście spektakularnego wyczynu. Otóż w swoim debiucie w La Liga w barwach FC Barcelony strzelił hattricka na Camp Nou przeciwko Realowi Sociedad. Jako jedyny w tym meczu zdobywał gole w 15, 65 oraz 88 minucie meczu.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?