challenger
Redaktor serwisu FCBarca.com
Dołączył/a: przed 2011 rokiem
14 obserwujących
0 obserwowanych
Redaktor serwisu FCBarca.com
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
3
Wolałbym Andera Herrerę, któremu też kończy się kontrakt w czerwcu. Młodszy, tańszy w utrzymaniu (obecna pensja: 3 mln €) i przydatny również w defensywie typ pomocnika box-to-box. Taki Vidal - 2 lata.
Ale skoro wg hiszpańskich speców Rabiot jest już zaklepany (no i jest wyższy), to Mata jako darmowy copy-paste pomysłu z Larssonem/Paulinho/Arturo/Boatengiem na pozycję kreatywnego pomocnika może też miałby sens. Ostatnie 3 lata Maty w MU to stracona kariera. Po 2016 kompletnie wypadł z obiegu w reprezentacji. Miałby na Camp Nou coś do udowodnienia i podobnie jak Boateng okazję na reaktywowanie kariery. Mimo pewnych wątpliwości ciekawa opcja.
0
No jasne, moja pomyłka. Messi grał w tym meczu. I był łysy.
13
Nawet byłoby w jego słowach trochę sensu. Gdyby La Masia produkowała 30-latków całą karierę przygladających się sukcesom takich klubów, jak Barca, i gotowych oddać na boisku wszystkie siły, serce i duszę, by tylko wziąć w nich udział.
Minęło tylko dwanaście z górką lat, odkąd Larsson wygrał Barcelonie drugi Puchar Europy w historii klubu. Niektórzy niby spędzili w piłce całe życie, a mają superkrótką pamięć.
0
Prawda, z jednego punktu widzenia trzy stracone z wymienionymi rywalami nie muszą być powodem do paniki. Kontekst postawy obrony w całym sezonie w wykonaniu Barcy moim zdaniem to zmienia i te same trzy gole mogą być, może: powinny być.
Skoro tegorocznej Barcelonie brakuje recept na obronę Interu, co zrobi naprzeciw Juve i Atleti? Jeśli Barca pamiętająca b. świeżo oklep od Romy traci 2 gole na Wembley, to ile straci na Etihad Stadium czy w Paryżu?
Niezależnie od tego, mam podobne odczucia i identyczne zamiary do dzisiejszego meczu. "Wyjdźcie i bawcie się". Tylko obok tego liczę trochę na to, że Barca pokaże coś, co dosadnie przekona o jej ambicjach w Lidze Mistrzów. I niech pokaże to w obronie. Z wymienionego w artykule grona "dyżurnych podejrzanych" połowa - Busquets, Pique, może też Alba - ma zagrać
Czyste konto z taką ofensywną armadą, jak ta Tottenhamu, to dla Barcy z tego sezonu byłoby coś.
0
@Veb1233: Dominowanie większość meczu nie anuluje błędów obrony. Ani wyniku.
Zmień kilka szyldów na stacji metra M5 San Siro Stadio i podziel się zdjęciem.
2
To nie "przypadek", to nie fart, to nie dobre błędy. To "doświadczenie" :P
0
Długi wywód, momentami ciekawy. Finały to jak mawiają w NBA "money time", najważniejszy moment największych sportowców. Jak Zidane w finale 1998 Messi nie zagrał - choć w połowie - ani razu w swym finale z dorosłą kadrą. To ważna różnica. Można finał przegrać, ale jest równie ważne, jak. Messi z finałów argentyńskich nie ma nic wspólnego z jednym z najlepszych piłkarzy świata z Klasyku 2007, finałów Ligi Mistrzów w 2009, 2011, 1/16 Pucharu Króla z Atleti (owacja od Calderón), półfinału z Bayernem 2015 i nieskończonej liczby innych ważnych meczów dla klubu. Dlatego to, jak przegrał zwłaszcza finał Mundialu decyduje o tym, że póki go wreszcie nie wygra - nigdy nie będzie postrzegany na równi z Pele czy Maradoną.
Swoją drogą, to paradoks, że w erze tak wysokiego poziomu Ligi Mistrzów i systematycznego spadania znaczenia piłki reprezentacyjnej, wygranie/niewygranie mundialu wciąż odgrywa tak wielką rolę w tworzeniu legendy poszczególnych piłkarzy, ale tak już jest.
Fajna lista o roli Zidane'a na mundialu. Gdzie taka z EURO? Reżyser gry cały turniej, lider w każdym znaczeniu tego słowa, najlepszy zawodnik turnieju. Nawet jeśli uznać, że na MŚ powieźli go inni - choć ja tak nie uważam - to Euro 2000 było turniejem Zidane'a. Którego rolę w mundialu mimo dużych chęci trudno nazwać marginalną :)
Turnieju Messiego nie było nawet na Copa Centenario, gdzie wakacyjną atmosferę i składy większości drużyn jeden z brytyjskich publicystów skwitował mianem turnieju "zorganizowanego dla wygrania go przez Messiego". Skończyło się jak się skończyło. Tim Vickery napisał kiedyś, że to kwestia szczęścia, że Messi ustępuje Maradonie w departamencie osiągnięć na mundialu. Moim zdaniem to nie tylko kwestia szczęścia, ale też osobowości. Wspomniany wcześniej przegrany finał Pucharu Króla Maradona kończył jak wściekły pies kopiąc i bijąc każdego rywala, który się nawinął. Emocje udzieliły się widzom, po meczu w całej Hiszpanii było blisko stu rannych. Nie chcę, aby to porównanie brać dosłownie, ale temperament Leo jest inny niż Jordana, Zidane'a, Nadala, Schumachera - co w decydujących chwilach bywa dla Leo jak kotwica, czego efekty muszą wpływać na ocenę jego dziedzictwa i kariery, bo czas ocenia piłkarzy za całokształt, nigdy wybiórczo. Messi kończył przegrane finały z Argentyną ze wzrokiem wbitym w ziemię, bo może za mało zrobił, by je wygrać?
Co prawda każdy ma takie wzorce/autorytety, jakie lubi i na jakie go stać, ale zamiast Stanowskich warto czasem przeczytać opinię o Messim - zwłaszcza po jakimś rozczarowaniu z jego udziałem, których ostatnio przybywa także na poziomie klubowym, po trzech latach rozbijania się o ćwierćfinał LM - faktycznych autorytetów tej branży, jak Jonathan Wilson, Gab Marcotti, Vickery, Michael Cox, Ramon Besa, Simon Kuper, The Blizzard, kolumniści BBC, Guardiana, Sky Sports czy ESPN, a bardziej lokalnie choćby felietony Pawła Wilkowicza z okresu, gdy regularnie pisał o Lidze Mistrzów. Nie trzeba się z nimi zgadzać we wszystkim, nie stosuję i nie zachęcam, ale to opinie zwyczajnie poszerzające horyzonty. Horyzonty w hiszpańskich i polskich dużych mediach kompletnie ograniczone do dwugłosu "wielki Messi", gdy wygrana, i "zawiodła drużyna" w razie porażek.
Warto czytać, no i "dla beki" pogadać czasem z sympatykami innych klubów. Powszechna opinia o Messim w świecie piłki naprawdę jest mniej kolorowa od opinii barcelonismo. Co widać pod artykułami jak ten tylko to potwierdza.
1
Jest różnica pomiędzy piłkarzem najlepszym/jednym z najlepszych (co kto woli), a piłkarzem najbardziej wpływowym. Ci drudzy zawsze będą mieć inne (nie chcę teraz wartościować lepsze czy gorsze) miejsce w historii piłki, swoich reprezentacji i tak naprawdę kraju. Bez mistrzostwa świata Messi nigdy nie będzie wymieniany jednym tchem obok Pele i Maradony. Cristiano zresztą też nie. Bardziej współczesne przykłady uwzględniają Ronaldo i Zidane'a, którzy listę sukcesów klubowych podbili byciem absolutnymi liderami swych zwycięskich reprezentacji. Ronaldo: mistrz Copa America 1997 i 1999 z trafieniami w finałach oraz tytułami współkróla i wicekróla strzelców z 5 golami, mundial 2002 + srebro Igrzysk 1996, których był supergwiazdą; ZZ: pakiet mistrzostwo Europy i świata. Ważna różnica pomiędzy Zidane'em, a np. Kroosem, który dla Niemiec był tylko jednym z dobrych graczy mistrzowskiej ekipy robiącym swoją robotę, a większy splendor za turniej zgarnął od niego bramkarz. Zidane w '98 i '00 był Francji lokomotywą.
Można powiedzieć, że trzy przegrane finały Argentyny z Messim były bardziej porażkami Messiego niż Argentyny. Tyle się mówiło i mówi o zmarnowanych okazjach Higuaina, memicznego piłkarza marnującego wysiłek Leo i kolegów w najważniejszych momentach. Tylko, że Higuain te stuprocentowe okazje w finałach miał. Ile miał ich Messi?
Osobna kwestia to "windowanie" pozycji Messiego w piłce przez deprecjonowanie osiągnięć Maradony. Jego mistrzostwo i puchar Włoch z Napoli w 1987 to odpowiednik wygrania Le Mans podrasowanym w szopie Maluchem. Zdobycie drugiego tytułu trzy lata później też ma swój wymiar. Tym większy dla każdego, kto zna społeczno-ekonomiczny krajobraz Włoch, trochę historii tego kraju i wynikające z tego znaczenie, jakie te tytuły (włączając Puchar UEFA 1989, trofeum o nieporównanie większej randze niż dziś, jedyne europejskie berło w historii Napoli) miały poza boiskiem. W Neapolu Maradona nie miał wkoło reprezentantów San Marino, ale jego rola w dublecie 1987 była fundamentalna. I to przy takich konkurentach, jak potężne Juve, mocny Inter, no i mityczny Milan Sacchiego sięgający w latach 1989-1990 dwukrotnie po Puchar Europy.
Maradonę-piłkarza na pewno pamiętano by lepiej, zwłaszcza tutaj, gdyby jego kariera w Barcelonie trwała dłużej. W jeden rok stał się sensacją ligi i od pobytu w Barcelonie zaczął się szczyt jego kariery zwieńczony triumfem na MŚ. Nie należy zapominać, że Maradona odszedł z klubu wyłącznie z powodu kolosalnej bójki, w jaką wdał się kopany i poniżany cały mecz finału Pucharu Króla 1984 przez "rzeźnikÓW" z Bilbao, który Barca przegrała 0-1 dominując całe spotkanie. Po meczu Maradona uderzył jednego z rywali łokciem, drugiemu przyłożył z byka, trzeciego kopnął w głowę zabierając mu przytomność i atakując każdego w koszulce Bilbao, kto mu się nawinął, co można obejrzeć na archiwach z youtube'a, niestety bez trwającym 90 minut polowaniu na Maradonę w trakcie meczu. Szalony Diego, walczący o swoje nawet kolanem. Messi ma kompletnie inne podejście do gry i może to decyduje o tym, jak wygląda jego kariera z kadrą i jak odbierana jest przez dużą część anglojęzycznych publicystów i wielu ludzi w Argentynie jego cicha nieobecność w - oraz po - przegranych finałach.
Bronienie Messiego za cenę utrzymania powagi dyskusji zawsze jest ciekawym zjawiskiem, ale nie zmienia faktu, że jeśli nie wygra mundialu, jego pozycja w historii piłki pozostanie bardziej lokalna nie tylko wobec Pele i Maradony, ale także w porównaniu do Garrinchy, Jaszyna, Zoffa, Puskasa, Beckenbauera, Cruyffa, Eusebio, Gerda Müllera, Matthäusa, Dungi, Cafu, Cannavaro, Zidane'a, Henry'ego, Xaviego, Iniesty i Luisa Suareza, którzy poza trofeami klubowymi prowadzili swoje kadry do ich historycznych sukcesów jako pierwszoplanowe postaci decydujących momentów. Ponieważ bez nich ich kraje nigdy nie zaszły w MŚ wyżej (wyjątek: Urugwaj 1950 i 2010, ale nie wzbudzę sensacji stwierdzeniem, że półfinał 2010 był zaskoczeniem i sukcesem samym w sobie), stąd obecność Węgra, Holendra i "Perły z Mozambiku", a każda z drużyn, jakim przewodzili, ma w historii piłki inne miejsce niż Argentyna 2014.
Jedyny przychodzący na myśl inny piłkarz podobnego kalibru, co Messi, równie niespełniony na arenie reprezentacyjnej, też był Argentyńczykiem i też grał w Hiszpanii. Nazywał się Alfredo di Stefano. Z tą różnicą, że z sześcioma golami w 6 meczach zdobył dla Argentyny Copa America. Jedyny turniej, w jakim wystąpił dla argentyńskiej kadry przed przyjęciem hiszpańskiego obywatelstwa.
1
Dzięki za oba posty.
Zidane ogłosił już jakiś czas temu na konferencji, że szpaleru nie będzie.
0
Ktoś oglądał mecz na Anoeta i może powiedzieć o nim więcej niż jedno zdanie? Skład Atleti jak na mecz sezonu, ciekawe, co tam się stało.
0
i dlatego powinien był zagrać z celtą. gorzej od Matsa by nie wypadł, a zamrożenie na ławie może w finale wyjść Valverde kantem.
2
Zla wiadomosc. Valverde chyba nie chce, aby Pique dotrwal calo do mundialu, a Messi ugral tam cokolwiek. Wychodzi jego brak doswiadczenia w trenowaniu klubu grajacego przez pol roku co trzy dni, wiec zrozumiale jest piłowanie najlepszych graczy na ostatniej prostej sezonu jak Lucho w 14/15, ale rachunek moze okazac sie bolesnie wysoki. Rozsadniejsza selekcja minut teraz pomoglaby checiom wygrania Ligi Mistrzow. Przy graniu w kwietniu Messim, Iniesta, Pique, Umtitim, Busim, Luisem i MAtSem (na Leganes dalbym Cillessena) w opor - szanse maleja. Glupio pozbawiac sie ich samemu.
Leganes bylo okazja odciazyc kregoslup zespolu. Rywal luzny. U siebie. Moment kalendarza idealny. Sytuacja w tabeli pozwala zagrac nawet Aleną jakby ktos chcial. Valverde nie chce. Mina trybuny, Denis z Alcacerem zaczna na lawie, a w Lidze Mistrzow stoperzy znow wylacza sie w 70. minucie, Messiemu z przemeczenia siadzie nawet przyjecie, a porzadny pressing to w kolejnym sezonie.
Szkoda bedzie tej Ligi Mistrzow, jesli ucieknie, Barca nie robi wszystkiego, aby ja wygrac.
Tak, to pierwszy sezon Valverde. Ale ryzyko trzeciej LM Realu wymaga maksymalnej koncentracji wszystkich na Camp Nou. Trzy tygodnie do polfinalow to malo, a przeciazenie pilkarzy na tym etapie sezonu drogo kosztuje.
12
Adekwatne wyczucie czasu po wczorajszym cyrku.
1
Skoro Valverde widział już mecz RM-PSG to po pierwsze bardzo dobrze o nim świadczy, a po drugie ciekawe, jaką miał minę przy (haha) naturalnie (haha) ułożonej ręce Ramosa.
7
"Wydaje mi się, że to druga drużyna, przeciwko której rozegrano najmniej rzutów rożnych" - wiadomo, że kilka gwiazd komentarzy na tej stronie zaczytuje się takimi rzeczami do poduszki, ale dla mnie przytaczanie ich przez trenera na konfie z beznamiętnym wyrazem twarzy "to oczywiste, że powinienem wiedzieć" oznacza, że Ernesto jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczy miliony słuchaczy.
0
Dzisiaj gra tylko Real, a numer "Sportu" też trzeba czymś wypełnić.
0
Można to nazwać odpoczywaniem. Można gorszą formą. Ciekawe, co pokaże z Chelsea i czy zagra za tydzień od początku. Na pewno wolałem jego dyspozycję z grudnia.
0
Też znam słowo bzdury, ale nie używam za każdym razem jak ktoś ma inną opinię ode mnie. Używanie 7:0 z kadencji Tito nie stanowi poważnego argumentu na nic. Piłkarze byli wtedy rozbici mentalnie bardziej niż Cristiano po rzuceniu przez Irinę Shayk. Najprościej jak się da: Bayern i City są wygodnymi rywalami dla Barcy, bo aktualnie grają wygodną dla niej piłkę: nie specjalizują się w parkowaniu autobusów, mają gorszych (kolektywnie) wykonawców w ataku i nie mają Messiego.
Gdyby Bayern był w defensywie równie mocny jak za poprzedniej kadencji Heynckesa, miałbym inne zdanie. Nie jest. City jest Barcą bez Messiego z gorszą parą podstawowych obrońców niż Pique-Umtiti. To jasne, kto w takim zestawie będzie dla mnie faworytem. PSG drugi raz nie da się zdmuchnąć. Obecny Real w dwumeczu może pokonać obecną Barcę nawet jeśli miałoby to być ostatnia rzecz w ich życiu przed zwolnieniem Zizou. United dla Barcy byłoby równie wygodnym rywalem jak ostatnio Espanyol. Wynik byłby zagadką, a Barca nie ma formy, żeby łatwo wyjaśnić każdą zagadkę. W takiej była osiem i trzy lata temu.
ps Zwrot, którego się nie używa to Man U/ManU. MU występuje w oficjalnej komunikacji klubu, w tym w social mediach i informacjach prasowych. Fakt, że rzadziej niż np. Man Utd.
0
Oczywiście Atleti trenera Simeone przegrało z Realem w lidze na Bernabeu. Google podpowie Ci kiedy ;) Do tego 2x na Bernabeu w LM i raz na Bernabeu w Pucharze Króla, z łącznym bilansem bramkowym 7:0 dla Realu. 3-0 to trochę oklep. A dwa razy w ciągu trzech lat cienki przypadek.
Historia Derbi madrileño jest dłuższa niż kadencja Simeone. W lidze na Bernabeu: 52 zwycięstwa Realu, 15- Atleti, ogólnie na Bernabeu: 65-19. Stąd moje sformułowanie @up było bardziej niż uzasadnione, oklep na Bernabeu jest dla Atletico standardem historycznie i obecnie. Poza tym oba najważniejsze mecze derbowe kadencji Simeone Atleti kończyło we łzach i z miejscami gwarantujący dobry widok na rywala wznoszącego Puchar Europy - co dla każdego madridisty przebija serię trzech porażek z rzędu w lidze i trudno się temu dziwić.
3
Wystarczy obejrzeć kilka jego wypowiedzi o Messim, Xavim, Pepie czy Inieście (są na youtube), zaglądać w tweety przed Klasykami - to facet, któremu Barca na zawsze skradła serce. Musiał przeżyć tam fajny czas.
0
Mam tylko nadzieję, że nie mowa o czasach, gdy Maradona latał po boisku kopać rzeźników z Bilbao - wtedy piłka i piłkarska Hiszpania wyglądały trochę inaczej. co zresztą wspominał Lineker w wywiadzie, który niedawno wrzucałem. Poza tym wnioskowanie o piłkarskim dzisiaj na podstawie piłkarskiego przedwczoraj prowadzi na manowce wniosków, co będzie jasne, gdy poza obserwowaniem jeszcze się przy tym myśli. Przeczy temu próba forsowania opinii, że obecna zadyszka jest przelotna jak romanse w pracy.
Dyspozycja fizyczna na tym poziomie to najwyżej ćwierć sukcesu, reszta to dyspozycja mentalna i tu faktycznie widać przemęczenie. Widać też, że wystarczy Barcelonie wyłączyć z gry jednego napastnika (Suarez), a drugi (Messi) ma słabszy dzień i Barcelona nie umie trafić do bramki.
Wierzchołek mikrocyklu, to akurat oczywiste, jest ustawiony na kwiecień/maj, gdy rozdają cukierki - tylko to bez znaczenia. Tu najpierw trzeba pokonać Chelsea i piłować dalej punkty w lidze. Atleti ze swoimi 1:0 może tak całą wiosnę, poza klasycznym dla nich oklepem na Bernabeu. Chelsea: dwa przypadkowe gole, tuzin swoich strzałów w niebo i Barca ma duży problem. Powtarzam, że moim zdaniem Chelsea do przejścia, ale co potem to nie jestem taki pewien, wnioskując po tym, co widzę od 2-3 tygodni. Espanyol z Getafe zwyczajnie wskazali innym drogę i zadaniem Valverde jest odzyskanie skuteczności bramkowej przy rywalach ustawionych dwiema liniami dwa metry od siebie i wjeżdżających z buta pod kolano w co drugiej akcji Leo i spółki. Wyraźna dla każdego obiektywnego widza doza szczęścia Barcelony w obronie (Espanyol x2, Alaves, Getafe, biorąc tylko świeże przykłady) też się kiedyś skończy.
0
Łapanie wątków wyrwanych z kontekstu zawsze spoko. Mi znudziło się, gdy chodziłem do liceum. Zajrzyj znowu jak będziesz mieć coś ciekawego do powiedzenia od siebie.
0
Atleti cos wtopi, ale brak LM przestawi ich maksymalnie na ligę plus decyzje sedziow beda bardziej przeszkadzac Barcelonie niz im. W sytuacji gdy Barca nie ma w tym sezonie łoić innych po 4-0, a regularnie zdarzaja sie odrabiane 2:1, liga moze zmartwychwstac w dwa tygodnie przy obecnej sytuacji w tabeli. Barca nawet nie musi przegrywac, wystarcza remisy przy klasycznych 1:0 hordy Simeone. Zgadzam sie, ze za miesiac FCB bedzie silniejsza, ale do finalu LM trzeba wiecej niz przezyc miesiac. W kazdym razie dla mnie Barca nadal nie jest faworytem do wygrania Ligi Mistrzow.
1
Za troske o zdrowko dziekuje, w tonie wzajemnej uprzejmosci i kulturalnej rozmowy podbijam, ze dla Barcy bardzo wygodni. Dla innych (Juve, Real) pewnie mniej. Na jakiej podstawie uwazac, ze City czy Bayern sprawia Barcelonie problemy? Poza efektowna przewaga ligowa jest tez sposob gry - Bayern z City graja pilke radosna, otwarta, a do tego maja silne wahania formy w srodku obrony, co lubi weryfikowac taki jeden Argentynczyk. Dla Barcy w obecnej formie sa dobrym ukladem przy innych klubach, ktore zostaly w drabince. Bo ze Barca trafi na Rome czy Porto to jasne, ze nie :P
2
Ostatnie wyniki dobitnie potwierdzają optymistom w różowych okularach i swetrze, że drużyna zachowała część wad w spadku po zeszłym sezonie i w bilansie obecnego niewiele będzie ją dzielić od pucharów i oglądania ich przez szybę. W Pucharze Króla taka sytuacja prawie stała się faktem: wystarczył jeden gwizdek Lahoza (na karnego na koniec rewanżu). Z zawodu nauczyciel wf, z zamiłowania komik, gwizdał nie takie rzeczy, ale to Barca jest winna, bo powinna wygrać 4-0, a nie potrafiła tego zrobić. W lidze Atleti dostało 2 koła ratunkowe i nie grając w LM, jeszcze może być groźne. Chelsea przy obecnej sytuacji - gdy ostatnie tygodnie to nie kryzys formy, a paraliż tożsamości - przegra w dwumeczu raczej sama ze sobą, ale w kolejnych rundach może być bardzo ciasno. Bardzo dużo będzie zależeć, czy Barca wylosuje rywala d l a s i e b i e wygodnego (City, Bayern), czy znacznie mniej (MU, PSG/Real).
11
No proszę trafiłem z Digne'em na środku :] Pakito od pierwszej. Bardzo ciekawy skład.
0
Odnośnie Neymara, to wolę Stoiczkowa, gdy mówi mniej oczywiste rzeczy. Fajne słowa o Pique i Suarezie.
1
Sprawdziłbym na środku Digne'a.
0
A skadze :P Rzeczowa na wskros, slabosc w departamencie miesni i stali bedzie jedynym na czym Barca moze wywrocic w tym sezonie. W rewanzu z Espanyolem zreszta ekstremalnie malo brakowalo. (Nie, zlamione okazje sie nie licza, bo na dokazywanie Espanyolowi pod swoja bramka zespol po prostu pozwolil.) Conte patrzyl i sie uczyl, Chelsea sprobuje wbic Barce w ziemie. Poniewaz nie sa Juventusem i maja ciche dni ze zwyciestwami, to moze starczy im zapalu do pierwszej bramki.
W tym sensie jestem dobrze nastawiony do niedostepnosci Cou na Lige Mistrzow, bo zwlaszcza tam wszyscy beda chciec wybic kosami i lokciami Barcelonie awans dalej. Atletico nie ma, ale najwyzsza srednia wzrostu i tak ma inny potencjalny rywal ;) Bez Coutinho Valverde bedzie musial sztukowac sklad kims o mniej przewiewnej budowie ciala niz byly liverpoolczyk. Stawiam na Paulinho. A w tej konfiguracji (442), to i miesni wiecej, i szpar w srodku pola mniej, i Alba swobodniej gora-dol kursowac moze. Krotko mowiac, Barca bez Cou ma moim zdaniem lepszy strzal na LM niz z nim.
0
Po szesnastej stracie Messiego w jednym z Klasykow odlozylem piwo, wylaczylem telewizor i zajalem sie kims innym. Na argumentowaniu facepalmem mozna sie poslizgnac.
Wiekszosc osob skupia sie na tym, ze skrzydlaty Cadillac z lat 60. duzo pali. Inni, mniej tak generalnie, ze to bardzo piekny kawal blachy. Roznie sie tylko tym, ze w Gomesie dostrzegam jedno i drugie.