FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
13
Debiut ,,La Pulgi” w Primera Division:
16 października 2004 r. Lionel Messi zadebiutował w La Liga meczem 7 kolejki z Espanyolem na Estadi Lluis Companys na Montjuïc. Argentyńczyk wszedł na boisko jako rezerwowy zastępując Deco w 82. minucie meczu. W wieku 17 lat i trzech miesięcy Messi został najmłodszym piłkarzem, który reprezentował FC Barcelonę w oficjalnych rozgrywkach. Debiutancki mecz Argentyńczyka w La Liga ma dwa niezwykłe powiązania z Indiami. Były obrońca FC Goa, Carlos Pena, był w składzie meczowym, ale nie wystąpił w meczu. Ponadto były trener Bengaluru FC i Hyderabad FC, Albert Roca, był częścią zespołu trenerskiego Franka Rijkaarda, gdy Messi rozegrał swój pierwszy mecz. Od meczu z Espanyolem w 2004 r. Messi pojawił się w sumie w 520 meczach La Liga w koszulce Blaugrany strzelając 474 gole! Został także piłkarzem FC Barcelony z największą liczbą występów w historii, mając na koncie 778 meczów.
Legenda Messiego zaczęła się na „Estadi Olímpic Lluís Companys”, ze wszystkich miejsc, wówczas domowym stadionie miejskiego rywala RCD Espanyol. Derby Katalonii miały miejsce w 7-mej kolejce sezonu, kiedy Barça była na szczycie ligi, a „Los pericos” na piątym miejscu. Ponieważ doświadczeni gracze pierwszej drużyny, tacy jak Gerard López i Ludovic Giuly, nie zagrali z powodu kontuzji, a Jorquera i Edmílson cierpieli na urazy, trener Frank Rijkaard był zmuszony wybrać pięciu graczy z drużyny Barça Atlètic, aby uzupełnić listę rezerwowych. 17-letniemu Leo Messiemu wręczono koszulkę z numerem 30 i obserwował z ławki rezerwowych, jak Deco wcześnie wyprowadził Barçę na prowadzenie. W 67. minucie młody Andrés Iniesta wszedł za Samuela Eto'o, a Barça wciąż prowadziła dzięki jedynemu golowi w meczu. W 82. minucie narodziła się legenda. Leo Messi wszedł na boisko w miejsce Deco , pokazując cały swój potencjał i repertuar umiejętności w ciągu tych ośmiu minut, swoich pierwszych w oficjalnych rozgrywkach w pierwszym składzie. Argentyńczyk rozegrał w sumie 778 meczów w pierwszej drużynie Barcelony, strzelając 672 gole. Jego wyróżnienia obejmowały 10 tytułów La Liga, 4 Ligi Mistrzów, 9 Pucharów Króla, 8 Superpucharów Hiszpanii, 3 Superpuchar Europy i 3 Klubowe Mistrzostwa Świata, a także nagrody indywidualne, w tym nie mniej niż 6 nagród „Ballon d'Or” jako Blaugrana.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Cules wspominają:
16 października 1986 r. zmarł Sandro Puppo, jedyny włoski trener w historii FC Barcelony. Zasłynął z tego że za jego rocznej kadencji zadebiutował jedyny Hiszpan ze Złotą Piłką France Football- Luis Suarez. Gustavo Biosca, ówczesny piłkarz Barçy, w wywiadzie z 1988 r. wspominał niecodzienny warsztat włoskiego szkoleniowca: ,,Pamiętam bardzo dobrze jak Luis Suarez przyszedł do drużyny w wieku zaledwie 18 lat. Był bardzo dziecinnym Galicyjczykiem, który zaistniał pod rządami Sandro Puppo, bardzo nietypowego trenera. Kazał nam się boksować w czasie treningów aby zachować ,,formę”. Luisowi się to nie spodobało, ważył nie wiele, więc jeżeli dobrze byśmy nim potrząsnęli to skończylibyśmy jego karierę. Tak, tak Puppo kazał nam nosić rękawice a w oczach Luisito pojawiały się łzy.” Joan Segarra był jednym z tych piłkarzy, którzy krzyżowali rękawice z Suarezem: ,,Puppo chciał żeby Luis bił się z Goicoleą, ogromnym Baskiem i ich walka wyglądała jak pomiędzy bokserem wagi półciężkiej i wagi lekkiej. Luis mówił: Ja nie chce walczyć! Był niesamowitym piłkarzem ale jako bokser nie był już taki dobry”. Puppo jako piłkarz zdobył w 1936 r. Mistrzostwo Olimpijskie w Berlinie z drużyną Włoch ale był jedynie rezerwowym. W czasie wykonywania zawodu trenera był wśród pionierów stosowania obrony strefowej w polu karnym.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
10
Trener, który obniżył swoją pensję, aby uratować FC Barcelonę:
Patrick O'Connell trafił na ławkę rezerwowych Blaugrany po zdobyciu mistrzostwa z Betisem i na skraju wojny domowej. Trudności finansowe nie są niczym nowym dla Barcelony. Doświadczyła ich już w przeszłości, na przykład w katastrofalnym okresie wojny secesyjnej, kiedy to rentowność klubu została poważnie zagrożona. Klub jednak się podniósł, i to między innymi dzięki współpracy i zaangażowaniu takich osób jak Patrick O'Connell, menedżer, który przejął klub w sezonie 1935/36 po zdobyciu mistrzostwa ligi z Betisem. Don Patricio O'Connell był wybitnym piłkarzem swoich czasów, na początku XX wieku. Był nawet kapitanem Manchesteru United podczas I wojny światowej. Później został trenerem. Racing Santander, Oviedo, Betis, Sevilla – jego ulubione miasto – i Barça to drużyny, którymi zarządzał w Hiszpanii. Pozostawił po sobie ślad we wszystkich z nich, a szczególnie w „Verdiblancos” i „Catalano”. Barça pozyskała go w trakcie kryzysu sportowego. Zaoferowano mu 1500 peset miesięcznie. Odpowiedział, zdobywając mistrzostwo Katalonii w sezonie 1935/36 i docierając do finału mistrzostw Hiszpanii. Wybuchła wojna, która zastała go na wakacjach w rodzinnej Irlandii, ale bez wahania wrócił do swoich obowiązków. Obniżył nawet dobrowolnie swoją pensję do 500 peset aby jak najlepiej przyczynić się do utrzymania klubu. Co więcej, między czerwcem a wrześniem 1937 roku był odpowiedzialny za trasę Barcelony po Meksyku (10 meczów) i Stanach Zjednoczonych (4). Podczas tej trasy stał się rzecznikiem sprawy republikańskiej, a dochody pozwoliły klubowi przetrwać. Za te mecze Barça otrzymała 461 799,10 peset, które po powrocie wpłacił do paryskiego banku, co ostatecznie pozwoliło na zniwelowanie nagromadzonego deficytu i umożliwiło drużynie odrodzenie się po wojnie.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Safrani No ja raczej staram się nie wrzucać nudnych komentarzy :)
12
Geneza kolorów koszulek FC Barcelony. 4 historie i tylko jedna prawdziwa:
Bazylea, staromodne kredki z jedną czerwoną końcówką a drugą niebieską, rugby a nawet masoneria. Oto cztery teorie na temat pochodzenia barw Katalońskiej Dumy. Do tej pory najpopularniejszą teorią wśród kibiców Blaugrany była ta, że kataloński klub przejął barwy Bazylei. Ale to nie znaczy, że to prawda. Kolor niebiesko-czerwony pochodzi z rugby a konkretnie z drużyny o nazwie „Merchant Taylors”. Potwierdził to wnuk Joana Gampera w oświadczeniu dla Culemaníi: „Jeden z wnuków braci Witty, założycieli FC Barcelony, powiedział, że barwy pochodzą od tej drużyny rugby Liverpoolu. Ta hipoteza została zaakceptowana, ale nie można jej potwierdzić w 100% ”. To jest teoria konsensusu. Ponieważ barwy „Merchant Taylor” przypominały barwy Bazylei, drużyny, która również nosi czerwono-niebieskie barwy, Gamper „z radością je zaakceptował ”. Wpływ szwajcarskiej drużyny jest ewidentny. Ale to nie one są powodem, dla którego Barça je nosi. Hans Gamper rozegrał tylko dwa mecze w barwach Bazylei, więc nie był w klubie wystarczająco długo, aby kopiowanie barw klubu było przekonującym powodem. Teoria z kolorowymi kredkami, stosowana głównie w księgowości, również została wykluczona.
Po teoriach dotyczących rugby i Bazylei, najpopularniejsza jest teoria o masonerii. Dlaczego? Ponieważ brat Joana Gampera był masonem. „Zbadaliśmy tę sprawę. Jego brat był masonem, ale nie ma pewności, że Joan był… Nie sądzę, żeby nim był, ale nie znam absolutnej prawdy” – powiedział jego wnuk, Xavier. Pasy masońskie są w kolorze niebieskim i czerwonym. Istnieje bezpośredni związek między Gamperem a masonerią poprzez jego brata ale nie da się potwierdzić żadnej teorii ze 100%. Najnowszym jak dotąd przykładem jest przyjęcie barw Merchant Taylors, drużyny rugby z Liverpoolu. Wiele statków cumowało w porcie w Barcelonie. Bracia Witty z Anglii przyjęli ich barwy.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@aldewir Dokładnie tak!
12
Wybitne legendy futbolu:
15 października 1968 r. urodził się Didier Deschamps, francuski pomocnik i trener; Mistrz Świata(1998), Mistrz Europy(2000), Zdobywca Ligi Mistrzów z 1993(z Olimpique Marsylia) i 1996(z Juventus Turyn), Zdobywca Superpucharu Europy(1996), Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(1996). Swoją karierę sportową zaczynał jako zawodnik rugby w klubie Biarritz Olympique. Jednak szybko zrozumiał, że jego powołaniem jest piłka nożna i rozpoczął grę w amatorskim klubie Aviron Bayonnais. W 1982 roku został zauważony przez szkółkę FC Nates, ciesząca się jedną z najlepszych opinii w kraju. Po debiucie w Nantes, Deschamps okazał się graczem dobrze poukładanym zarówno technicznie, jak i taktycznie, był niestrudzony, przy czym miał silną osobowość. Zagrał on swój pierwszy mecz w Ligue 1, 27 września 1985 roku. Jako defensywny pomocnik odznaczał się wieloma przechwytami i instynktem lidera. W 1989 roku trafił do Olympique Marsylii. Spędził on sezon 1990/91 na wypożyczeniu w Bordeaux, po czym wrócił do Marsylii. Wraz z OM zdobył wiele tytułów, oraz został kapitanem. Dwa razy zdobył tytuł mistrza Francji (1990 i 1992), w 1993 roku zwyciężyli, jako jedyny do tej pory zespół z Francji- Ligę Mistrzów, po meczu z AC Milanem. W 1994 roku jego osobą zainteresował się Juventus Turyn, gdzie ostatecznie trafił. Od razu stał się liderem zespołu, prowadząc Juve trzykrotnie po tytuł mistrza Włoch, oraz zwyciężając w wielu krajowych pucharach. Stara Dama stała się krajową i europejska potęgą. Występował obok kolegi z reprezentacji Zinedine Zidane’a. W 1999 roku przeniósł się do Chelsea Londyn, gdzie udało mu się zwyciężyć jedynie w pucharze Anglii. Karierę zakończył w Hiszpanii, a konkretnie w Valencii. Został wybrany najlepszym piłkarzem XX wieku przez francuski dziennik L' Equipe. W kwietniu 1989 roku Michel Platini powołał go do kadry na mecz z Jugosławią. Deschamps miał wówczas 20 lat. W czerwcu 1996 roku został kapitanem reprezentacji Francji. Didier potrafił świetnie współpracować z nowym trenerem, Aime Jacquetem co zaprocentowało późniejszymi sukcesami. W 1998 roku Francja zostaje Mistrzem Świata. Deschamps jest głównym twórcą tego tytułu. Zdobył również tytuł Mistrza Europy w 2000 roku, lecz zwycięstwo nie przyszło mu łatwo. Przez nieregularne występy w Chelsea liczba jego krytyków rosła. Wraz z Laurentem Blanciem i Bernadem Lamą ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej. W 2001 roku został trenerem AS Monaco. Pierwszy sezon był fatalny, lecz już kolejne lata przynoszą jego zmiany taktyczne i kadrowe, co obfituje w zdobycie Pucharu Ligi w 2003 roku, a następnie w 2004 dojście do finału Ligi Mistrzów gdzie ulegli zespołowi FC Porto. 19 września 2005 roku został zwolniony, a jego miejsce zajął Włoch, Francesco Guidolin. 10 lipca 2006 roku został zatrudniony przez Juventus Turyn. Za jego kadencji, pod decyzji sądu, za uczestnictwo w aferze korupcyjnej Juventus spadł do Serie B. Deschaps szybko zdołał doprowadzić Starą Damę do Serie A. Jednak 26 maja 2007 roku, Francuz zrezygnował z pełnionej funkcji, decyzje uzasadniając trudnymi stosunkami z prezesem, Alessio Secco. 1 czerwca 2009 roku otrzymał nominację, na podstawie której związał się z Olympique Marsylią na dwa lata. W dniu 27 marca 2010 roku OM zwyciężyła, pod jego wodzą z Bordeaux w finale pucharu Ligi. Był to pierwszy tytuł od pamiętnego zwycięstwa Marsylczyków w Lidze Mistrzów z 1993 roku. Jednak nie było to ostatnie trofeum zdobyte przez Didiera w tym sezonie. 5 maja 2010 roku Olympique Marsylia zdobyła odpowiednią ilość punktów by zapewnić sobie tytuł mistrza Francji. Został jednym z czterech najlepszych trenerów ligi w sezonie 2009/10. Na początku sezonu 2010/11 wywalczył, po meczu z PSG, superpuchar Francji. Wygrał trofeum France Football na najlepszego trenera roku 2010. W sezonie 2011/12 sięgnął po raz drugi z rzędu po puchar Ligi, oraz zajął 10 miejsce w Ligue 1, po czym przedłużył kontrakt z OM o kolejny sezon. 8 lipca 2012 został selekcjonerem reprezentacji Francji. W 2016 jako trener reprezentacji Francji zdobył z nią wicemistrzostwo Europy przegrywając w finale z Portugalią 1:0, a w 2018 wywalczył mistrzostwo świata na mundialu w Rosji, pokonując w finale Chorwację 4:2. Trzy lata później jednak, na EURO 2020 Francuzi odpadli już w 1/8 finału, przegrywając po karnych ze Szwajcarią. Na mistrzostwach świata w Katarze w 2022 roku, reprezentacja Francji pod wodzą Deschampsa, zdobyła srebrny medal, ulegając w finale reprezentacji Argentyny po serii rzutów karnych.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
12
Barça wyrównuje rekord:
15 października 2003 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Matador Puchov 8:0(!) w rewanżowym meczu pierwszej rundy Pucharu UEFA. Tym samym Blaugrana wyrównała swój rekord w europejskich pucharach, gdyż 15 września 1982 r. również wygrała mecz w stosunku 8:0 a wówczas przeciwnikiem był Apollon Limassol. W październikowym meczu hattrickiem popisał się Ronaldinho. Pozostałe gole zdobyli: Luis Enrique(2), Saviola(2) oraz Thiago Motta.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Prezentacja planów Camp Nou 1993:
15 października 1992 r. FC Barcelona zaprezentowała plany modernizacji stadionu i powiększenia powierzchni muzeum oraz sklepu. Na stadionie zatwierdzono odnowienie łazienek i instalacje wind. Wobec zwiększających się wymogów bezpieczeństwa należało dostosować wejścia na stadion i trybuny a także wybudować nowe centrum kontroli. Z uwagi na przybywającą liczbe trofeów postanowiono również rozbudować muzeum. Liczba pamiątkowych rzeźb, obrazów i innych pamiątek znacząco przekraczała dostępną powierzchnie. Sukcesy Blaugrany powiększyły zainteresowanie kibiców, więc klub rozpoczął negocjacje z Kappą na temat stworzenia nowego sklepu z unikatowymi pamiątkami.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Cenny remis i pożegnanie Włodka Smolarka:
14 października 1992 r. reprezentacja Polski remisuje z Holandią 2:2 w eliminacjach MŚ 1994. Tamto wydarzenie ma szczególne znaczenie w historii obu drużyn. Po raz ostatni w narodowych koszulkach zagrali wtedy Marco van Basten i Włodzimierz Smolarek. Występ polskiej legendy był zresztą niezwykle zaskakujący. Biało-czerwoni nie przestraszyli się gwiazd „Oranje” z Frankiem Rijkaardem, Marco van Bastenem czy Dennisem Bergkampem na czele. Wystarczyło im 21 minut, by prowadzili 2:0 po trafieniach srebrnych medalistów z igrzysk w Barcelonie: Marka Koźmińskiego i Wojciecha Kowalczyka. Ostatecznie padł remis 2:2. To spotkanie zapamiętamy jeszcze z innego powodu. Gdy dla jednych coś się zaczynało i dopiero stawiali pierwsze kroki w dorosłej reprezentacji, dla drugich coś się kończyło. Dla Śp. Włodzimierza Smolarka mecz z Holandią był ostatnim występem w narodowych barwach. W drużynie narodowej nie był widziany od 4 lat. Został powołany przez Andrzeja Strejlaua w trybie awaryjnym. Włodek, grający wówczas w holenderskim FC Utrecht wszedł na boisko w 68 minucie, by zaliczyć 60. występ w biało-czerwonych barwach. 35-letni Smolarek zmienił 20-letniego Wojciecha Kowalczyka. Do uczczenia jubileuszu strzelonym golem i zwycięstwem zabrakło mu nie wiele. W znakomitej sytuacji przegrał pojedynek z bramkarzem rywali. Licznik goli w kadrze popularnego ,,Karino” zatrzymał się na 13 trafieniach.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
2
@Dankho94isback Owszem, gdyż wpis był skopiowany jeszcze przed zdobyciem Ligi Europejskiej 2015 i nie zaktualizowałem go. Dzięki za uwage i następnym razem poprawie
13
Czy wiemy że…
120 lat temu założono hiszpański klub Sevilla FC. Za założyciela uważa się angielskiego emigranta D. José Luis Gallegos. Klub zdobył mistrzostwo Hiszpani w 1946, Puchar UEFA 2006,2007, Ligę Europejską 2014 oraz Superpuchar Europy 2006.
Więcej o historii Sevilli przeczytacie tutaj: https://rfbl.pl/sevilla-fc-klub-ligi-europy/
@Striker
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
13
Pierwszy w dziejach mecz przy sztucznym oświetleniu:
W 1878 roku Brytyjczyk Joseph Wilson Swan opatentował pierwszą nadającą się do masowej produkcji żarówkę. 14 października tego samego roku a więc 147 lat temu, rozegrano pierwszy mecz piłki nożnej na sztucznie oświetlonym boisku. Choć dziś prawie każdy szanujący się klub dysponuje obiektem z elektrycznym oświetleniem, pierwsze stadionowe reflektory nie były specjalnie wydajne i wiele wody upłynęło w Tamizie, nim jasność na stałe zadomowiła się na angielskich boiskach. Historyczny pierwszy mecz pod lampami rozegrano przy Bramall Lane w Sheffield. Na boisku zmierzyły się dwie drużyny złożone z piłkarzy tzw. Sheffieldzkiego Związku Piłkarskiego (takich lokalnych organizacji było w wiktoriańskiej Anglii kilka, każda rozgrywała swoje mecze według nieco innych zasad). Ku zadowoleniu organizatorów, zainteresowanie tym niecodziennym spektaklem było olbrzymie. Sprzedano aż 12000 biletów, co przyniosło łączny dochód 300 funtów. Kolejne 6000 osób skorzystało z zapadających ciemności i dostało się na stadion „na gapę”. Szacuje się, że mecz przy Bramall Lane obejrzało łącznie 18000 – 20000 mieszkańców „Stalowego Miasta” i okolic. Po raz pierwszy spotkanie piłkarskie rozgrywane poza Glasgow przyciągnęło ponad 10000 fanów. Dla porównania Finał Pucharu Anglii w tym samym roku na żywo zobaczyło około 5000 kibiców, tak więc można przyjąć, że wydarzenie było olbrzymim sukcesem. Oświetlenie zapewniło Tasker, Sons & Co., przedsiębiorstwo zajmujące się głównie produkcją obuwia. Jednak właściciel firmy, John Tasker, człowiek otwarty na wszelkiego rodzaju innowacje, nie skąpił pieniędzy na rozwój inżynierii i mechaniki. To właśnie dzięki temu działowi firma była w pewnym momencie głównym dostawcą płyt pancernych dla Marynarki Wojennej Jej Królewskiej Mości. Szczególnym zainteresowaniem darzył sheffieldzki przedsiębiorca wynalazek Grahama Bella – telefon. To Taskerowi zawdzięczało Sheffield pierwszą, obsługującą dwunastu subskrybentów, centralę telefoniczną. Także pierwsza elektrowniaoraz sieć energetyczna miasta powstała przy jego współudziale. Nic więc dziwnego, że człowiek tak bardzo zafascynowany możliwościami nowego źródła energii, stał za pierwszym w historii meczem piłkarskim rozegranym w świetle lamp elektrycznych. Na oświetlenie przy Bramall Lane złożyły się cztery wysokie na 10 metrów drewniane wieże, które podtrzymywały lampy zasilane z czterech znajdujących się za bramkami prądnic Siemensa – po jednej na każdą lampę – napędzanych przez dwa silniki spalinowe. Łączna moc wyprodukowanego w ten sposób oświetlenia miała równowartość „8000 standardowych świec”. Jak donosiły lokalne dzienniki, światło wokół murawy było tak jasne, że kobiety rozkładały parasolki, chroniąc się przed nim, niczym przed promieniami słonecznymi. Niestety oświetlenie nie rozjaśniało całej murawy i nie dało się przemieszczać na tyle szybko, by nadążyć za grą. Ale to nie był jedyny problem. Źródła światła umieszczone stosunkowo nisko nad ziemią oślepiały zawodników i były powodem wielu widowiskowych błędów i pomyłek. Na boisku drużyna „Niebieskich” pokonała „Czerwonych” dwa do zera. I choć z technicznego punktu widzenia spotkanie rozegrane w blasku reflektorów miało swoje mankamenty, to liczba widzów sprawiła, że wydarzenie uznano za organizacyjny sukces.
W ciągu kolejnych kilku miesięcy podobne mecze pokazowe rozegrano w różnych częściach Anglii. Szybko jednak stało się oczywiste, że na tym etapie rozwoju oświetlenie stadionów nie było dostatecznie zaawansowaną technologią. Pierwszym problemem okazała się wysokość słupów, na których montowano reflektory. Tam, gdzie organizatorzy zdołali ustawić co najmniej cztery odpowiednio wysokie wieże, efekt był przeważnie satysfakcjonujący. Większość spotkań rozgrywana była jednak przy dwóch, a czasem nawet przy tylko jednym źródle światła, co nie wystarczało by odpowiednio rozjaśnić murawę. Kolejnym problemem była zawodność ówczesnych urządzeń elektrycznych. Z tego powodu niewiele z tych spotkań trwało regulaminowe dziewięćdziesiąt minut, całej masy meczów nie udało się w ogóle zacząć, a te podczas których kibice doczekali pierwszego gwizdka, często były wielokrotnie przerywane z powodu częstych awarii. Pomimo niedoskonałości testowanych rozwiązań, kluby piłkarskie nie ustawały w kolejnych próbach. Światła sprawdzano na londyńskim stadionie krykietowym The Oval. Mecze przy sztucznym oświetleniu rozgrywał klub Thames Ironworks, który w późniejszych latach przekształcił się w West Ham United. W 1895 roku Ironworks rozgrywało wieczorne mecze z dużym powodzeniem i w obecności pokaźnych tłumów. Aby uzyskać lepszy efekt, zarówno piłkę, jak i ramy bramek malowano przed spotkaniem wapnem. Niestety eksperymenty zostały brutalnie przerwane, kiedy klub eksmitowano ze stadionu, między innymi dlatego, że maszty podtrzymujące lampy zbudowano bez pozwolenia.
Prawdopodobnie najdziwniejsza próba rozegrania spotkania piłkarskiego przy sztucznym świetle miała miejsce w 1920 roku, kiedy to popularna kobieca drużyna Dick Kerr’s Ladies, rozegrała spotkanie pokazowe pod reflektorami przeciwlotniczymi. Kroniki filmowe z tego wydarzenia pokazują, jak piłkarki biegające w kręgu światła jednocześnie zasłaniają rękoma oczy, chroniąc się w ten sposób przed oślepiającym blaskiem. Reszta murawy spowita była prawie całkowitymi ciemnościami. Kolejne trzydzieści lat prób i kolejne trzydzieści lat walki z tradycjonalistyczną Angielską Federacją Piłkarską, która w latach trzydziestych zabroniła rozgrywać mecze o punkty przy sztucznym świetle, aż w końcu na początku lat pięćdziesiątych maszty oświetleniowe zagościły na wszystkich ważniejszych stadionach piłkarskich na Wyspach. Futbol brytyjski mógł wreszcie w pełni korzystać z udogodnienia, jakim było sztuczne oświetlenie.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
0
@Katalonik97 To raz. Po drugie, co chyba najważniejsze, granie tak wysokim presingiem niemal przez cały mecz wymaga końskiego zdrowia i niesie za sobą ogromne ryzyko. Prędzej czy później obraca się to przeciwko drużynie...
1
@Katalonik97 Mega trenerem to on napewno nie jest. Co najwyżej porządnym. Spójrz jak go ,,zjada" pod każdym względem Luis Enrique? To było aż nazbyt widoczne w meczu z PSG...
11
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
14 października 1917 r. Urugwaj pokonuje Argentynę 1:0 na ,,Parque Central” w Montevideo w drugiej edycji Copa America i tym samym sięga po raz drugi z rzędu po Puchar Ameryki Południowej. Ciekawe są kulisy tego finału a konkretnie jak do niego doszło? Otóż delegacja ,,Albicelestes” wypłynęła na pokładzie kanonierki ze sporym wyprzedzeniem. Zanim okręt dotarł do sąsiedzkiego portu, pasażerowie przeżyli swoje, bowiem morze tego dnia nie było zbyt spokojne. Potem jeszcze oczekiwanie w Colonii na ekspres do Montevideo, który wyruszył o 2.30 w nocy. W stolicy ledwie żywi piłkarze pojawili się o 8.30 rano, po czym niewiele później, przebrawszy się w stroje sportowe wybiegli na murawe. Przywitała ich burza oklasków, gdyż obiektywna publiczność w pełni doceniła poświęcenie tak heroicznych sportowców. Sprzedano na ten mecz 29 tys. biletów a dalsze kilka tysięcy podnieconych miłośników futbolu wcisnęło się na stadion bez karty lub gęsto oblepiło wzgórza i wszelkie możliwe wyniosłości terenu, okalające ,,Parque Pereyra”. Padający z nóg Argentyńczycy zdumiewali ofiarnością i bezprzykładną ambicją, jednak w tej sytuacji przewaga gospodarzy była poza dyskusją. Złoty gol legendarnego Hectora Scarone w 59 minucie zapewnił im zwycięstwo. Końcowy gwizdek sędziego Livingstone’a utonął w wezbranym morzu powszechnego entuzjazmu. Setki kibiców wyległo na płyte, wynosząc na ramionach prawdziwych bohaterów tego dramatu a mianowicie Argentyńczyków. Był to autentyczny przejaw obustronnie rycerskiej, pięknej postawy ale takie też reguły rządziły ówczesnym sportem.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@MesQueUnClub_87 Pełna zgoda ale jednak coś poszło nie tak, jakieś zaniedbania musiały wystąpić, jak nie Flick, to ktoś inny...
1
@MesQueUnClub_87 Zaniedbania się zdarzają. Poza tym w ubiegłym sezonie też nie było jakoś różowo ze zdrowiem piłkarzy...
2
@don'T.R.I.P.e No za Olmo to pełna zgoda ale reszta?
3
@Safrani W końcu ktoś musi odpowiadać za te kontuzje. Jeśli nie sztab szkoleniowy Flicka, to niby kto do cholery!? Krasnoludki...!?
10
Zasłużeni prezydenci FC Barcelony:
14 października 1953 r. Francesc Miro-Sans zostaje prezydentem FC Barcelony. Pracę w zarządzie rozpoczął w 1950 r. W 1953, po dymisji Marti Carreto z powodu ,,sprawy Di Stefano” objął stery w klubie. Wybory wygrał niewielką przewagą w liczbie głosów(8771 do 8460). Podczas pierwszej kadencji jego największym sukcesem było rozpoczęcie prac przy budowie stadionu Camp Nou, którego konstrukcja pochłonęła dużo większy budżet niż pierwotnie zakładano. Miro-Sans był za to mocno krytykowany. Wyniki zespołu(zdobycie tylko jednego Pucharu Hiszpanii przez 4 lata) również nie były najlepsze. Mimo to dotychczasowy prezydent został wybrany na drugą kadencję ogromną większością głosów(155 do 58, prawo wyboru mieli przedstawiciele socios). Wraz z objęciem stanowiska trenera przez Helenio Herrere poprawiły się wyniki sekcji piłkarskiej(2 tytuły ligowe, Puchar Hiszpanii i 2 Puchary Miast Targowych) a sekcja koszykarska wygrała lige hiszpańską po raz pierwszy w historii. Liczba socios w latach 1953-61 wzrosła znacząco z 33 tysięcy do 40 tys. Dnia 28 lutego 1961 r. Miro-Sans musiał podać się do dymisji z uwagi na fatalną sytuacje finansową klubu.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
12
Cardiff podbite:
13 października 2004 r. Polska pokonała w Cardiff Walie 2:3. Reprezentacje Polski i Walii po zakończeniu eliminacji MŚ 2002 nie zdążyły za sobą zatęsknić, gdyż los skojarzył je już w kolejnej kampanii kwalifikacyjnej do mistrzostw świata, której stawką był wyjazd na turniej do Niemiec w 2006 r. Tym razem spotkania rozegrano w odwrotnej kolejności, bo zaczęło się od spotkania w Cardiff. Dla obu zespołów było to czwarte spotkanie w grupie. Dla nas rozgrywane było tuż po bardzo trudnym boju w Wiedniu. Druga połowa batalii na Millennium Stadium była niezwykła, a to rywale jako pierwsi trafili do siatki. Reszta spotkania należała już jednak do zespołu Pawła Janasa, który w ciągu zaledwie 13. minut strzelił trzy gole. Wyrównał Tomasz Frankowski a następnie Maciej Żurawski, po świetnej kontrze i strzale z ostrego kąta dał naszej drużynie prowadzenie. Kiedy Jacek Krzynówek w swoim stylu, czyli po kapitalnym uderzeniu z dystansu podwyższył prowadzenie, wydawało się, że nic złego nam się nie może stać. John Hartson strzelił jednak kontaktowego gola i lekko się zaniepokoiliśmy, ale rywalowi zabrakło czasu, by spróbować powalczyć o wyrównującego gola.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Zapomniane legendy polskiego pochodzenia:
13 października 1931 r. urodził się Raymond Kopaszewski, pomocnik, 3-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów pod rząd(1957,1958,1959 z Realem Madryt) ; Zdobywca Złotej Piłki ,,France Football’’ za rok 1958 oraz Najlepszy piłkarz Mistrzostw Świata w Szwecji(1958). Raymond Kopa Kopaszewski, czyli ,,Napoleon Futbolu” to jeden z dwóch polskich akcentów w Realu Madryt. Jak wiadomo nie grał on jednak dla reprezentacji Polski tylko dla Francji i siebie uważa bardziej za Francuza. Jego rodzice byli polskimi emigrantami, którzy przenieśli się do Francji(ojciec pracował w górnictwie) ze względu na trudną sytuację ekonomiczną w Polsce po odzyskaniu niepodległości. A szkoda bo niewątpliwie Kopa mógł być najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki. Jeśli chodzi o obecne czasy porównywać go można tylko z Zidanem... Piłką zaczął interesować się już w wieku 6 lat a klubem z którym w wieku 10 lat zaczął swoją wielką przygodę z futbolem był US Noeux-Les Mines. W rodzinie niestety nie przelewało się i 14-letni Raymond zaczął pracować w kopalni. Trzy lata spędził pracując w ciemnościach 600 metrów pod ziemią. Popołudniami jednak mimo zmęczenia nie rozstawał się z piłką, była to jedyna szansa na wyrwanie się z kopalni i z miasta. I tak został piłkarzem drugoligowego SCO d'Angers, gdzie grał dwa lata. Tam poznał swoją przyszłą żonę Christiane, której brat był zawodnikiem d'Angers od zawsze. Kopa swoją grą szybko zainteresował większe kluby i w 1951 roku za 1 800 000 franków został zawodnikiem Stade de Reims, zwolennikiem tego transferu był trener Reims Albert Batteux, który wypatrzył Raymonda podczas towarzyskiego meczu. Marzenia zaczęły się spełniać.
Na początku publiczność domagała się od niego tego, z czego słynął w drugiej lidze - dryblingów. I Kopa spełniał te zachcianki. Dopiero, gdy Batteux powiedział mu, że zacznie grać dla drużyny albo wylatuje z drużyny przestał i tak narodził się jeden z największych dyrygentów piłkarskich w historii. Stade de Reims szybko zaczęło dominować we Francji. W 1953 i 1955 roku Kopaszewski mógł dopisać do swojego konta pierwsze sukcesy - mistrzostwo Francji. Mało tego, w 1953 r. w „Latin Cup”, pucharze, który w owych czasach cieszył się sporym prestiżem, pokonali w finale AC Milan 3:0 a mistrzostwo z 1955 było przepustką do odbywających się pierwszy raz w historii rozgrywek o Puchar Mistrzów. Francuzi doszli do finału, gdzie spotkali oczywiście... Real Madryt. Bernabeu już od jakiegoś czasu przyglądał się Kopie i było bardzo prawdopodobne, iż ten wyląduje niedługo w Madrycie. Póki co miał do rozegrania mecz, a przystąpił do niego z bolącą kostką. I mimo, że starał się jak mógł nie zapobiegł porażce Reims 3:2. A od następnego sezonu na mecze zakładał już biała koszulkę. Nie można powiedzieć, aby francuski klub nie wyszedł na swoje - za transfer otrzymał 52 miliony franków. Za te pieniądze Reims sprowadził do siebie znaną trójkę: Fontaine, Vincent, Piantoni. Hiszpańscy fani szybko zaczęli mówić na niego Kopitta'. W Madrycie został skrzydłowym i w tej roli sprawdził się znakomicie. W dużym stopniu przyczynił się do sukcesów Królewskich, w tym dwóch mistrzostw Hiszpanii: 1957 i 1958 i trzech Pucharów Mistrzów: 1957, 1958 i 1959. I po trzech latach gry w Realu Madryt zdecydował się wrócić do Reims, być może dlatego, iż w Madrycie oprócz niego o grze decydowały takie gwiazdy jak Gento, Di Stefano i Puskas. Właśnie ten ostatni stał się idolem Francuza w Królewskich. Bernabeu próbował zatrzymać go w Madrycie - zaproponował pięcioletni kontrakt z podwojoną gażą. Jednak nie przekonał Kopy. Lecz trzy lata wystarczyły by stać się jasnym punktem w gwiazdozbiorze Królewskich. Zagrał w białych barwach 79 razy w La Liga strzelając 24 gole i 22 mecze w Pucharze Mistrzów zaliczając 6 trafień. A w Reims znów powstała wspaniała ekipa: Kopa, Fontaine, Vincent, Jonquet, Penverne... W 1960 roku potwierdzili dominację we Francji, by powtórzyć sukces w 1962. Powoli jednak jego kariera dobiegała końca i w 1967 zawiesił buty na kołku. Jednak mówiąc o Kopie nie można zapominać o dokonaniach reprezentacyjnych. Zadebiutował 5 października 1952 roku meczem z RFN wygranym 3:1. Uczestniczył w nieudanych dla Francuzów Mistrzostwach Świata w 1954 roku. Rok później rozegrał świetne spotkanie w Madrycie z Hiszpanią wygrane 2:1 przez gości. Prawdopodobnie właśnie od tego momentu Bernabeu zapragnął mieć go u siebie. Wreszcie Mistrzostwa Świata 1958 roku. Tam Francuzów, którzy grali w składzie: Abbes - Kaebel, Jonquet[k], Lerond - Penverne, Marcel - Wiśniewski, Fontaine, Kopa, Piantoni, Vincent, zatrzymuje dopiero w półfinale Brazylia z takimi tuzami jak Didi, Pele, czy Garrincha. Francuzi grali w zasadzie w 10, gdyż od 35 minuty kontuzjowany Jonquet tylko spacerował po boisku, a zmian wtedy nie było. Na pocieszenie Francuzi pokonują w Göteborgu ówczesnego mistrza świata RFN 6:3 i zajmują 3 miejsce. Fenomenalnie grającego Kope okrzyknięto najlepszym piłkarzem World Cup! W ogromnej mierze dzięki jego grze Just Fontaine zostaje królem strzelców mistrzostw z rekordowym wynikiem 13 goli. Oprócz tego Raymond został nagrodzony Złotą Piłką za rok 1958. Ostatni raz trykot ,,Les Bleus” założył 11 listopada 1962 roku mając na koncie 45 występów i 18 goli. Jakiś czas temu przypomniał się Polsce, kiedy to w wieku 68 lat był gościem honorowym podczas meczu Polska - Francja na Saint Denis. O dziwo Polacy zaprezentowali wtedy dobry futbol i przegrali tylko 1:0('88 Zidane) i otrzymali pochwały za grę od Napoleona futbolu. Kopa został tak nazwany ze względy na swój geniusz i warunki fizyczne. W czasie piłkarskiej kariery mierzył tylko 169 centymetrów i ważył 68 kilogramów. W grudniu 2002 uczestniczył w obchodach stulecia Realu Madryt.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Legendy rodzimego futbolu, zwłaszcza ,,WIELKIEGO WIDZEWA”:
13 października 1955 roku w maleńkim Zelowie urodził się Krzysztof Surlit. Jego rzuty wolne wprawiały w osłupienie publiczność oraz bramkarzy drużyn przeciwnych. Stałe fragmenty i strzały z dystansu to była jego specjalność. Strzelał bramki największym zespołom z europejskiej czołówki, z Manchesterem United i Juventusem na czele. Niedoceniany symbol Widzewa, który po odejściu jego największych gwiazd – Zbigniewa Bońka i Władysława Żmudy – przyczynił się do jednego z największych sukcesów w historii polskiej klubowej piłki nożnej. Swój żywot zakończył tam, gdzie czuł się najlepiej – na boisku. Poznajcie historię (nie)zapomnianego Krzysztofa Surlita. Mieszkający niewiele ponad 50 km od Łodzi młody zawodnik pierwsze piłkarskie kroki stawiał w miejscowym Włókniarzu. Do Widzewa trafił jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Być może transfer ten nie doszedłby do skutku, gdyby nie fakt, iż w tym samym czasie do klubu mieszczącego się przy alei Piłsudskiego trafił z Legii starszy brat Krzysztofa Surlita, Wiesław. W roku 1973 zaczął pisać swoją piękną historię, która jest nieodłącznie związana z łódzkim zespołem. Piłkarz ten stanowił symbol słynnego „widzewskiego charakteru”. Hasło, dziś powtarzane chyba nad wyraz, dawniej znaczyło wiele. Wola walki, agresja, gra do upadłego – te wszystkie cechy odzwierciedlały jego grę. Na co dzień był raczej spokojnym człowiekiem, ale na boisku pozostawiał całe swoje serce. Słysząc o atomowych strzałach, mamy przed oczami takich piłkarzy, jak Ronald Koeman czy Roberto Carlos. Pod tym względem Krzysztof Surlit nie miał się jednak czego wstydzić i w niczym nie ustępował wyżej wymienionym gwiazdom. Stałe fragmenty wykonywał z nieprawdopodobną siłą oraz precyzją. Posyłane przez niego piłki nabierały niebywałej rotacji i leciały niczym pociski. Nieważne, czy strzelał z trzydziestu czy czterdziestu metrów. Bramkarzom, którym dane było posmakować jego piekielnych strzałów, wielokrotnie wyginały się ręce lub odparzały dłonie. Józef Młynarczyk, czyli drugi w historii Polak mogący pochwalić się zdobyciem Pucharu Mistrzów, wspominał, że stracił przytomność na jednym z treningów, gdy futbolówka uderzona przez Krzysztofa trafiła go w głowę. Siłę miał nie tylko w nogach, ale i w rękach. Przekonał się o tym pewnego razu jego kolega z zespołu – Zdzisław Rozborski, kiedy po jednym z powitalnych uścisków dłoni, wylądował na pogotowiu z pękniętym palcem. Styl Widzewa odpowiadał charakterowi samego zawodnika. Był to bardzo kompatybilny zestaw. Pierwsze problemy pojawiły się wraz z zawiadomieniem o obowiązku odbycia służby wojskowej. Klub z alei Piłsudskiego za wszelką cenę chciał zatrzymać swojego utalentowanego gracza, dlatego postanowił oddać go na jakiś czas do Startu Łódź. Cały plan spalił jednak na panewce, a piłkarz trafił ostatecznie do Zawiszy Bydgoszcz. Do swojego Widzewa powrócił w roku 1977 i grał tam aż do pamiętnego sezonu 1982/1983, jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego w historii klubowej polskiej piłki nożnej.
Koniec lat 70. i początek 80. to bez wątpienia złoty okres w historii Widzewa. Klub, który dziś przeżywa wielki kryzys, świecił wtedy pełnym blaskiem. Kiedy Legia dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów w sezonie 1969/1970, „Widzewiacy” zwyciężali w rozgrywkach okręgowych. Dwa lata później awansowali do drugiej ligi, do pierwszej – w roku 1975. Któż spodziewał się wówczas, iż to właśnie oni będą na ustach całej piłkarskiej Polski, a nie odwieczny rywal ze stolicy? Krzysztof Surlit nie strzelał zbyt wielu goli, ale zazwyczaj były to bramki kluczowe. Tak było chociażby w sezonie 1980/1981, gdy Widzew w 1/32 Pucharu UEFA sensacyjnie wyeliminował słynny Manchester United. Decydujące okazało się pierwsze spotkanie – RTS zremisował na Old Trafford 1:1. Gola na wagę awansu zdobył już w 6. minucie Surlit. Nie trzeba chyba dodawać, że bezpośrednio z rzutu wolnego… Rewanż zakończył się bezbramkowym remisem i to Łodzianie przeszli dalej. Swoją przygodę zakończyli w 1/8, kiedy musieli uznać wyższość angielskiego Ipswich Town. Największą sławę przyniosły mu jednak trafienia przeciwko Juventusowi. Sezon 1982/1983 na stałe zapisał się na kartach historii polskiego futbolu. Bez względu na sympatie klubowe, cała Polska kibicowała Widzewowi, który szedł jak burza i eliminował coraz mocniejszych rywali. W 1/16 piłkarze z alei Piłsudskiego poskromili Rapid Wiedeń. Nie pomógł nawet rzut karny strzelony po firmowym uderzeniu Antonina Panenki. W ćwierćfinale polskiemu zespołowi przyszło mierzyć się z naszpikowanym gwiazdami Liverpoolem. Ian Rush, Kenny Dalglish czy Bruce Grobbelaar, który przed Jerzym Dudkiem jako pierwszy zaczarował swoim tańcem przeciwników w finale Pucharu Mistrzów (stanie się to dopiero w 1984 roku). To tylko niektóre z wielkich nazwisk tamtej drużyny. „Widzewski charakter” pokazał wówczas swoją siłę jak nigdy dotąd. Zacięty bój, pełen emocji dwumecz i walka do samego końca dały Widzewowi przepustkę do półfinału. Tam czekał na nich Juventus Turyn. Zawodnikiem Starej Damy był już wtedy Zbigniew Boniek. Podopieczni Władysława Żmudy (nie mylić z byłym piłkarzem Widzewa, słynnym reprezentantem Polski) przegrali w Turynie 0:2. W drugim spotkaniu zremisowali 2:2 i, będąc o krok od wielkiego finału, pożegnali się z turniejem. Dwa gole strzelił wówczas Krzysztof Surlit; i to nie byle komu, bo samemu Dino Zoffowi. Widzewiacy mieli nadzieję na ostateczne zwycięstwo do samego końca, gdyż wygrywali 2:1. W końcówce jednak Michel Platini pewnie wykonał rzut karny podyktowany za faul na… Zbigniewie Bońku. Włosi zrewanżowali się tym samym za porażkę sprzed dwóch lat, kiedy to konkurs rzutów karnych zadecydował o tym, iż Widzew wyeliminował Juventus w 1/16 Pucharu UEFA. Niewątpliwie dwa gole z Juve umocniły nieco zapomnianą dziś legendę Krzysztofa Surlita. Ciekawa wobec tego wydaje się historia, którą można przeczytać w książce „Wielki Widzew”. Stefan Szczepłek jako jeden z niewielu dziennikarzy nie wystawił mu pochlebnej recenzji po tym spotkaniu. Napisał: „Paradoksem jest, że gole zdobył jeden ze słabszych graczy”. Bohater tego artykułu po przeczytaniu tekstu podobno długo wpatrywał się w podsuniętą kartkę, a po głębszym zastanowieniu miał powiedzieć do kolegów: „on to wpier…”. W latach 90., czyli wiele lat po tym wydarzeniu, jego kolega z boiska, Tadeusz Świątek, zapytał o finał całej sprawy. Krzysztof wyciągnął tę samą kartkę, którą tamtego dnia wsunął to portfela, i rzekł: „Jeszcze go nie spotkałem, ale jak spotkam, to ją wpier…”. Stefan Szczepłek pytany o tę sytuację wspominał, że spotkali się potem kilka razy, ale nie wracali do tematu. W koszulce Widzewa wystąpił łącznie 176 razy i strzelił 30 bramek. Przyczynił się do zdobycia dwóch tytułów mistrza Polski w 1981 i 1982 roku. Jego gole z Manchesterem United i Juventusem Turyn po dziś dzień z nostalgią są wspominane przez wiernych kibiców łódzkiego klubu. Nigdy nie dane mu było wystąpić w dorosłej reprezentacji, choć niewiele brakowało, by pojechał na mistrzostwa świata do Argentyny w 1978 roku. Znalazł się w szerokiej czterdziestoosobowej kadrze, ale na mundial ostatecznie nie został powołany. W dorobku ma jedynie 8 występów w drużynie U-21. Krzysztof Surlit był prawdziwym twardzielem z krwi i kości. Do spotkań podchodził bardzo emocjonalnie. Po zawieszeniu butów na kołku próbował swoich sił jako trener i sędzia piłkarski. W latach 1999-2001 był nawet II trenerem swojego ukochanego Widzewa. 23 września 2007 roku wystąpił w pokazowym spotkaniu Gwiazd Polskiej Piłki Nożnej z Oldbojami Pogoni w Szczecinie. Jak później się okazało, był to ostatni mecz w jego życiu. Krzysztof Surlit zasłabł nagle podczas tego widowiska. Został przewieziony do szpitala, ale próby reanimacji nie powiodły się. Spoczywa na katolickiej części cmentarza na Zarzewiu w Łodzi.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Po prostu El Clasico!
13 października 1999 r. na Camp Nou rozegrane zostało ligowe El Clasico, które zakończyło się wynikiem 2:2. To był najlepszy Klasyk z Realem od lat. W meczu nie brakowało goli, sytuacji strzeleckich i kontrowersji. Zawieszony trener Realu John Toshack zasiadł na trybunach. Goście wyszli aż czterema napastnikami. Już w pierwszej połowie Sergi powinien był być usunięty z boiska po wybiciu piłki ręką z linii bramkowej po strzale Geremiego, najlepszego gracza Realu w tym meczu. Zamiast tego Van Gaal zmienił Sergiego(zresztą bardzo niezadowolonego z tej decyzji) na Puyola. W drugiej połowie dzięki świetnej grze Figo, Blaugrana wyszła na prowadzenie 2:1 ale krótko po tym w 55 minucie za obrażanie sędziego został usunięty z boiska Kluivert. Tuż przed końcem spotkania wyrównał Raul Gonzalez(drugi gol w meczu), który palcem przyłożonym do ust uciszył Capm Nou. Był to pierwszy remis tych drużyn na Camp Nou po sześciu zwycięstwach Barçy z rzędu bez straty gola. Zainteresowanie meczem było ogromne, klub zainstalował 30 dodatkowych krzesełek w loży honorowej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Wybitna postać Dumy Katalonii, o której każdy cule winien pamiętać:
13 października 1872 r. w Hottingen urodził się Walter Gustaw Wild, szwajcarski elektryk ale przede wszystkim pierwszy w historii prezydent FC Barcelony! Wild był jedną z dwunastu osób na spotkaniu, na którym powstał klub, które odbyło się w gimnazjum ,,Solé” 29 listopada 1899 roku. Pochodzący z zamożnej szwajcarskiej rodziny był najstarszym z pierwotnych członków klubu a jego koledzy jednogłośnie mianowali go prezesem. Wild był bardzo wszechstronnym dżentelmenem, który pojawił się również w dziesięciu meczach FC Barcelony, w tym w pierwszym z drużyną kolonii angielskiej. Jednak na zawsze będzie najbardziej zapamiętany z tego co zrobił jako prezydent. Wild zezwolił na wykorzystanie swojego mieszkania w ,,Carrer Princesa” na posiedzenia zarządu i prowadził nieustanny spór dyplomatyczny z FC Català, który był najstarszym klubem piłkarskim w Barcelonie. Jednym z najważniejszych osiągnięć Wilda jako prezydenta był sposób, w jaki udało mu się zdobyć dla Barçy swój pierwszy stadion bez konieczności dzielenia się nim z FC Català, przy Hotelu ,,Casanovas”. Walter Wild był trzykrotnie ponownie wybierany na prezydenta między 13 grudnia 1899 r. a 27 grudnia 1900, ale został zmuszony do rezygnacji 25 kwietnia 1901, ponieważ musiał wyjechać do Anglii, będąc prezesem FC Barcelona przez 513 dni. Tego samego dnia, w którym złożył rezygnację, został mianowany członkiem honorowym w uznaniu za wszystko, co zrobił dla klubu. Wild bardzo rzadko śledził późniejszy rozwój klubu a prawie pół wieku później, kiedy był gościem honorowym Złotej Rocznicy FC Barcelony, był zdumiony, widząc, jak urósł klub, którym przewodniczył ponad 50 lat wcześniej.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Gwardia w gronie prekursorów:
Mało kto dziś zdaje sobie sprawę z tego że nasza Federacja była jedną z 16 reprezentowanych w pierwszej edycji Pucharu Mistrzów. My graliśmy a zabrakło m.in klubów z Czechosłowacji, Grecji, Rumunii, Turcji, Szkocji, ZSRR a przede wszystkim z Anglii. Wyspiarski wątek jest istotny z naszego punktu widzenia, bowiem polski klub został zgłoszony do premierowej edycji Pucharu Mistrzów właśnie w zastępstwie Anglików. UEFA wespół z francuskim dziennikiem ,,L’Equipe" wysłała zaproszenie do Chelsea, mistrza Anglii z roku 1955. Ówczesna ekipa ,,The Blues" zrezygnowała jednak ze startu, podając za przyczynę brak wolnych terminów. Tak naprawdę wyspiarze bali się kolejnej kompromitacji na arenie międzynarodowej a wycofanie wymogły władze angielskiej ligi. Tym samym pozostało wolne miejsce a Szwedzki Djurgardens Sztokholm musiał poczekać na nowego rywala. Władze UEFA proponowały Szwedom przeciwnika z Bułgarii, Rumunii bądź… Polski i właśnie ten ostatni kraj Skandynawowie wybrali. Dużo niejasności było także z nominacją naszego przedstawiciela. W Polsce grano wtedy systemem wiosna-jesień i mistrza za rok 1955 mieliśmy poznać dopiero w listopadzie. Logiczne zatem wypadało zgłosić do pierwszej rundy mistrza z poprzedniego roku – Polonię Bytom. Ta jednak spisywała się słabo w obecnym sezonie, więc ,,aparatczykowiec” z sekcji piłki nożnej Głównego Komitetu Kultury Fizycznej(ówczesny PZPN) postanowił zgłosić prowadzącą w tabeli ekstraklasy Gwardie Warszawa. Wówczas był to milicyjny klub, zatem stało za nim poparcie ważnego resortu. O milicyjnych wpływach przekonaliśmy się już podczas pierwszego meczu Gwardii, gdy do Sztokholmu zabrano Mariana Norkowskiego, słynącego z mocnego strzału napastnika… Polonii Bydgoszcz(kolejny klub z pionu gwardyjskiego). Dziś taki szwindel nie mógłby przejść ale Szwedzi zorientowali się dopiero po pierwszym meczu i oczywiście zaprotestowali a Norkowskiemu pozostał w biografii mecz w europejskich pucharach. W Sztokholmie wszystko było dla nas pierwsze. Premierowe spotkanie w pucharach, w dodatku w świetle jupiterów, pierwszy obroniony rzut karny(Stefaniszyn wspaniałą paradą wybił piłke zmierzającą w prawy dolny róg bramki). Co ciekawe, pechowy strzelec Parling, podbiegł do polskiego golkipera i pogratulował mu pięknej interwencji. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Trenerem Gwardii był wtedy Edward Brzozowski ale z racji swoich przekonań, nie był on lubiany przez władzę ludową, która… nie pozwoliła mu wyjechać z drużyną na mecz do Szwecji. Dlatego opiekę nad zespołem na to jedno spotkanie przejął Tadeusz Foryś. W rewanżu na ławce zasiadł już Brzozowski ale swojego debiutu w europejskich pucharach nie zaliczył do udanych. Na stadionie Wojska Polskiego 25 tysięcy widzów oglądało popisowy występ Szwedów, którzy już do przerwy strzelili ,,warszawskim harpaganom” cztery gole. Trzy z nich Erikson- pierwszy piłkarz, który zaaplikował polskiemu klubowi hattricka. Wynik(4:1 dla gości) ustalono już w pierwszych 29 minutach. Odnotujmy historycznego zdobywcę gola dla naszej drużyny Krzysztofa Baszkiewicza. Popularny ,,Baśka” miał smykałkę do tego rodzaju trafień bo był też autorem premierowej bramki Gwardii w Ekstraklasie. Dziś to zapomniana postać a szkoda, gdyż Baszkiewicz słynął z niekonwencjonalnych strzałów, zaś jego specjalnością były gole zdobywane bezpośrednio z rzutu rożnego, jak choćby dwa(!) w meczu strzelone bydgoskiej Polonii w kwietniu 1956 r.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
9
Najstarszy i jeden z najwspanialszych turniei świata:
12 października 1924 r. meczem Paragwaj-Argentyna(0:0) w Montevideo, rozpoczęła się 8 edycja Copa America. Pierwotnie turniej miał się odbyć w Paragwaju, gdyż wcześniej przyjęto zasade rotacyjną. Okazało się jednak że impreza tej rangi przerasta organizacyjne możliwości Asuncion i w efekcie turniej przeniesiono do Urugwaju. Startowały 4 ekipy, z których tylko Chile pogodziło się z rolą chłopca do bicia. Pozostałe trzy toczyły zażarte, wyrównane boje. Argentyński futbol był wówczas pogrążony w organizacyjnym chaosie, który podobnie jak w Urugwaju przybrał postać ,,Wielkiej Schizmy”(Asociasion Argentina kontra Asociasion Amateur), lecz przebiegał o wiele drastyczniej. Tak dalece że wielkie kluby zrzeszone w konkurencyjnej lidze zbojkotowały reprezentację. Sklecono ją więc z zawodników stołecznych Boca Juniors i Huracan oraz klubów prowincjonalnych. W tej sytuacji ciężar gry spoczywał na wypróbowanej już, żelaznej defensywie Boca(m.in. genialny bramkarz Tesoriere) i sprawdzonym także wcześniej doskonałym środkowym napastniku z Cordoby, Gabino Sosa. Natomiast Urugwaj, świeżo upieczony mistrz Olimpijski(co traktowano wówczas jako mistrz Świata) przystąpił do ostatniego meczu turnieju(de facto finału) z Argentyną w niemal identycznym ,,olimpijskim” składzie. Mecz zakończył się rezultatem 0:0 co dało pierwsze miejsce w grupie Urugwajowi, który tryumfował po raz piąty w historii.
Również 12 października tyle że 2 lata później(1926) mecz Chile-Boliwia w Santiago, zakończony zwycięstwem gospodarzy 7:1 zainaugurował 10 edycje Copa America. Po raz pierwszy w turnieju uczestniczyła Boliwia, która nawet nie mogła marzyć o najskromniejszym remisiku tracąc aż 24 gole! Niewiele lepiej zaprezentował się Paragwaj osłabiony brakiem świetnego Rivasa. Gospodarze wznieśli się na szczyty swoich możliwości szaloną ambicją nadrabiając pewne niedostatki techniczne. Taka ofiarność przyniosła zaszczytny remis 1:1 z Argentyną, lecz na Urugwaj już nie wystarczyła. Argentyna przywiozła do Santiago na ogół piłkarzy już dobrze znanych. Co raz któryś wyróżniał się bajeczną techniką i precyzją strzałów, jak choćby legendarny Gabino Sosa, zwany ,,Payador de la Redonda”. Payador to taki śpiewający gaucho, poetycki trubador argentyńskiej pampy. Zaś redonda, dosłownie ,,okrągła” to nic innego jak piłka. U boku Sosy pojawił się kapitalnie grający głową napastnik Roberto Cherro z Boca Juniors. Jednak nawet tak wybitni gracze nie byli w stanie sprostać drużynie ,,Celestes”, która wreszcie przestała upajać się wspomnieniami olimpijskiego tryumfu i po prosto ostro zabrała się do roboty. W efekcie Urugwaj w decydującym meczu pokonał Argentynę 2:0 i do wawrzynu olimpijskiego dorzucił laur kontynentalny. Królem strzelców został natomiast Chilijczyk David Arellano z 7 golami, jednak najlepszym piłkarzem turnieju został wybrany legendarny Jose Leandro Andrade. Warto również wspomnieć iż równie legendarny Hector Scarone strzelił aż 5(!) goli w jednym meczu(Urugwaj-Boliwia 6:0).
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@Lionel_Messi10 Na sto procent!? Bo nie po to kanały plus dokupowałem żeby pierdolić się w internecie!
1
@Lionel_Messi10 Jestem bardzo ciekaw na jakim programie będzie transmisja? bo jeśli to będzie tylko i wyłącznie w internecie to chyba się mocno wkurwie!